Dodaj do ulubionych

Andrzej Szeptycki - sprawiedliwy bez medalu

18.11.08, 12:36
Wczoraj TVP1 wyemitowała program "Przywracanie Pamięci - Polakom ratującym Żydów w czasie Zagłady" będący relacją z uroczystości uhonorowania odznaczeniami państwowymi 70-ciu osób, które podczas wojny ratowały Żydów.

Odznaczenia były wręczane w ramach prezydenckiej polityki "Przywracania pamięci", mającej na celu wyróżnienie nieznanych bądź zapomnianych bohaterów walk o wolność i suwerenność Polski. W uroczystości w Teatrze Narodowym wzięli udział: żona prezydenta Maria Kaczyńska, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Ewa Junczyk-Ziomecka oraz uhonorowani godnością Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata i młodzież.

Uradowałem się niezmiernie, że wśród wyróżnionych znalazł się bł. Klemens Szeptycki, archimandryta Studytów Uniowskiej Ławry. Zakony pod jego zwierzchnictwem uratowały wielu Żydów, w tym przyszłego ministra spraw zagranicznych RP - Adama Rotfelda. Podczas wręczania odznaczenia pani prowadząca uroczystość stwierdziła, że takie samo wyróżnienie, a także medal "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata", należy się bratu bł. Klemensa - metropolicie Andrzejowi Szeptyckiemu, bo wielkie dzieło niesienia pomocy Żydom bracia realizowali wspólnie. Dlaczego więc Andrzej do tej pory nie dostąpił tych zasłużonych i oczywistych zaszczytów?
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Uratował mnie arcybiskup 18.11.08, 13:26
      W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie postawione we wpisie przewodnim natrafiłem na interesującą rozmowę Teresy Torańskiej, przeprowadzoną z okazji prezentacji polskiego wydania książki Kurta Lewina "Przeżyłem". Autor w czasie niemieckiej okupacji był jednym z wielu żydowskich dzieci ocalonych od niechybnej zagłady dzięki pomocy unickich zakonów i wstawiennictwu braci Szeptyckich.


      "Uratował mnie arcybiskup"

      Teresa Torańska: Książkę Pana Lewina "Przeżyłem" czyta się z bólem. Jest to opowieść o kilkunastu dobrych ludziach i o tłumie ludzi złych, także Polaków. My bardzo często patrzymy na Lwów przez pryzmat polskiej martyrologii. Dzięki Panu dowiedziałam się więcej o tym, co się tam działo. Rękopis napisany został po polsku w 1946 r. we Włoszech, gdzie wraz z innymi ocalonymi uchodźcami żydowskimi czekał Pan na wyjazd do Palestyny. Książka ukazała się w 1947 r. po hebrajsku. Po polsku wyszła dopiero teraz wydana przez "Zeszyty Literackie". Dlaczego?

      Kurt Lewin: Nie jestem żadnym bohaterem. Urodziłem się pod niewłaściwą szerokością geograficzną, w złym czasie. To, że przeszedłem przez to wszystko, zawdzięczam ludziom, którzy mi pomogli. Gdy znalazłem się we Włoszech, chciałem opowiedzieć nie tyle o samej tragedii, mordach, ile o konkretnej sytuacji we Lwowie i okolicach. Chciałem też opisać mych wybawców: metropolitę Andrzeja i jego brata Klemensa Szeptyckich, oraz wszystkich mnichów i zakonnice, którzy narażając życie, ratowali Żydów. Jednak w momencie ukazania się książki w Izraelu były już inne problemy. Wybuchła wojna (po proklamowaniu w 1948 r. państwa Izrael) i nikt więcej się książką nie interesował. Przez te wszystkie lata próbowałem opowiadać tę historię. Nie historię Holocaustu, ale historię metropolity Andrzeja i całego jego otoczenia.

      Teresa Torańska: Proszę opowiedzieć historię swego ocalenia.

      Kurt Lewin: Najpierw zetknąłem się z metropolitą Andrzejem i przez niego poznałem jego brata Klemensa, przełożonego zakonu studytów. To były dwie najważniejsze dla mnie postacie. Ale było też wielu innych. W klasztorach studytów spędziłem, ukrywając się, dwa lata. Poznałem większość zakonników - bardzo wykształconych, ale też i niepiśmiennych. Także tych mnichów chciałem opisać. Żyłem z nimi dzień w dzień. Wiele się od nich nauczyłem i do dzisiaj ich pamiętam. Niektórzy nie bardzo lubili Żydów. Mieli takie pojęcie o żydostwie i o Żydach, jakie spotykało się wśród prostych ludzi. Jednak dobrowolnie narażali życie nie dlatego, że metropolita im kazał, ale dlatego, że wraz ze swym bratem zwrócił się do nich o pomoc - i oni mu ją dali. Wszyscy, podkreślam, wiedzieli dokładnie, kim jestem.

      Teresa Torańska: A jacy byli Szeptyccy? To jest wielki ród. Andrzej i Klemens byli wnukami Aleksandra Fredry. Jest z nami pani Elżbieta Weymanowa z domu Szeptycka, która jako dziecko znała osobiście Andrzeja Szeptyckiego. Prosimy o osobiste wspomnienia.

      Elżbieta Weymanowa: Doskonale znaliśmy obu stryjów. Odwiedzaliśmy ich często u św. Jura, gdzie o. Klemens często przebywał, żeby pomagać metropolicie. Ja mojego stryja metropolitę pchałam niejednokrotnie na wózku, do którego od 1929 r. był przykuty z powodu choroby. Obaj byli bardzo dobrzy dla nas - dzieci, weseli i pogodni. Święta greckokatolickie były kiedy indziej, więc rzymskokatolickie spędzali razem z nami w Przyłbicach, w swoim dawnym domu rodzinnym. Uczestniczyliśmy w nabożeństwach, które odprawiane były w naszej kaplicy domowej w dwóch obrządkach. Oboje moi rodzice, Leon Szeptycki z żoną Jadwigą, starali się szerzyć idee unii kościelnej i unii Polaków i Ukraińców. Obok nas były przeważnie wsie ukraińskie, ale była też wieś polska. Ci ludzie żenili się między sobą, księża zgodnie odprawiali wspólne procesje.

      Teresa Torańska: Jest z nami także pan Adam Daniel Rotfeld. Był pan jednym ze 150 dzieci przechowywanych w zakonach greckokatolickich. Znał pan Klemensa Szeptyckiego. Metropolity Andrzeja chyba nie.

      Adam Daniel Rotfeld: Andrzeja nigdy nie widziałem, natomiast pamiętam jego pogrzeb, towarzyszące mu czuwania w Uniowie (klasztor greckokatolicki) w listopadzie 1944 r. i całonocne modlitwy. To było ogromnym wydarzeniem dla całej Ukrainy. W pogrzebie uczestniczył cały Lwów, już wyzwolony od Niemców, ale opanowany przez Rosjan. Władze radzieckie przysłały na ten pogrzeb I sekretarza Komunistycznej Partii Ukrainy Nikitę Chruszczowa, który później brał udział w kampanii antyreligijnej, również w likwidacji klasztorów, a zwłaszcza Kościoła greckokatolickiego, i w oczernianiu Andrzeja Szeptyckiego.

      Teresa Torańska: Andrzej Szeptycki miał w pewnym sensie szczęście, że umarł 1 listopada 1944 r.

      Adam Daniel Rotfeld: Tak, bo w 1947 r. jego brat Klemens został aresztowany. Widziałem, jak w Uniowie odprowadzano go do samochodu, który odwiózł go do więzienia w Przemyślanach. Panowały tam stosunki trudne do opisania z punktu widzenia dzisiejszych doświadczeń. Np. główne wejście do budynku, w którym go przetrzymywano, udekorowane było trupami dwóch Ukraińców. Mieli opuszczone spodnie, a na piersiach zawieszone kartki informujące, że walczyli przeciw władzy radzieckiej. Ludzie dorośli bali się wchodzić do tego więzienia i mnie, siedmioletniego chłopca, posyłano, żebym nosił paczki dla ojca przełożonego.
      W pewnym momencie poinformowano mnie, żebym więcej nie przynosił paczek, bo Klemensa Szeptyckiego nie ma już w tym więzieniu. Wszyscy uważali, że został zamordowany. Potem, po wielu latach, dowiedziałem się, że wywieziono go do innego więzienia, gdzie przetrzymywano politycznych, na północ od Moskwy. Tam zmarł 1 maja 1951 r.

      Teresa Torańska: Klemens Szeptycki ma swoje drzewko w Jerozolimie jako "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". W 2001 r., w czasie pielgrzymki na Ukrainę, Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym. Dlaczego Andrzej Szeptycki nie został świętym?

      Kurt Lewin: Proces beatyfikacyjny Andrzeja Szeptyckiego został oficjalnie otwarty w 1956 r. Ja również zeznawałem w nim jako świadek. Szybko zorientowałem się, że ludzie, którzy zajmowali się prowadzeniem procesu, nie rozumieli stosunków panujących w owych czasach we wschodniej Małopolsce. Nie interesowało ich ratowanie Żydów, tylko problem politycznej aktywności metropolity, jego stosunki z Niemcami.
      Gdy 1 lipca 1941 r., po wkroczeniu Niemców do Lwowa, zaczęły się rozruchy, mój ojciec, rabin lwowski, poszedł do metropolity prosić go o interwencję. Metropolita wydał proklamację, po ukraińsku. Faktycznie jest tam powitanie armii niemieckiej. Nikt wtedy nie wiedział, co się stanie. Uważano Niemców za relatywnie kulturalny naród. Ponadto metropolita, podobnie jak inni Ukraińcy, myślał, że Niemcy stworzą państwo ukraińskie. Szykowano się do proklamowania rządu ukraińskiego. Szeptycki apelował o poddanie się nowej władzy, ale przypominał też, że przede wszystkim należy postępować zgodnie z prawami boskimi. Wzywał do poszanowania i ochrony praw wszystkich ludzi, bez względu na wyznanie i narodowość. Metropolita był doświadczonym i bardzo mądrym człowiekiem. Chciał zapobiec pogromowi tak Żydów, jak i Polaków.

      Teresa Torańska: Ale dlaczego udało się beatyfikować Klemensa?

      Maria Szeptycka: Po pierwsze, Klemens był beatyfikowany jako męczennik, wraz z dużą grupą męczenników. Procedura beatyfikacji męczenników jest inną procedurą niż beatyfikacja ludzi, którzy nie umarli śmiercią męczeńską. Po drugie, Klemens był archimandrytą, mnichem. Bardzo dobrym, głęboko religijnym człowiekiem, ale nie był postacią publiczną. Do tego metropolita nie miał przyjaciół w polskim Kościele rzymskokatolickim.
      • tawnyroberts Uratował mnie arcybiskup - cz. II 18.11.08, 13:36
        Teresa Torańska: Dlaczego Kościół rzymskokatolicki miał nieufny stosunek do niego?

        Maria Szeptycka: Trzeba sięgnąć głęboko do historii. Kościół greckokatolicki od początku swego istnienia w Polsce, tzn. od końca XVI w., od momentu podpisania umów brzeskich, nie był traktowany zgodnie z tymi umowami. Myślę, że jedną z przyczyn tego był fakt, że Kościół greckokatolicki jest w pewnym sensie Kościołem narodowym, ukraińskim.

        Kurt Lewin: Chciałbym wrócić do o. Klemensa. On zawsze celowo żył i pracował w cieniu metropolity. We lwowskich archiwach znajduje się cały szereg listów obu braci. Dowodzą one, że działania obu zmierzały w tym samym kierunku. Dlatego uważam, że Klemens i Andrzej to jedno. Ciężko chory metropolita nie mógłby tego wszystkiego zrobić bez pomocy brata.

        Teresa Torańska: A jak wyglądała sprawa drzewka w Jerozolimie dla Andrzeja Szeptyckiego?

        Adam Daniel Rotfeld: Zainteresowałem się tym dość późno, bo uważałem za rzecz oczywistą, że on już jest od dawna wyróżniony tytułem "Sprawiedliwego wśród Narodów Świata". Dopiero w latach 90. dowiedziałem się, że nie został wyróżniony. Mimo zeznań siedmiu osób, w tym i pana Lewina, wniosek o przyznanie Andrzejowi Szeptyckiemu tytułu "sprawiedliwego" oddalano 13-krotnie. Powiedziano mi, że z uwagi na jego stanowisko po wkroczeniu wojsk niemieckich.
        Podejrzewam, że duże znaczenie miały materiały sfabrykowane przez NKWD, któremu zależało na oczernianiu ukraińskiego ruchu niepodległościowego. Przedstawiano metropolitę, podobnie jak zdelegalizowaną Cerkiew greckokatolicką, jako ruch wyłącznie faszystowski, zbrodniczy. Wszystko to zostało przyjęte z dobrodziejstwem inwentarza przez ludzi nierozumiejących, na czym polegała sytuacja w Galicji Wschodniej. Mam jednak nadzieję, że czas, który upłynął, i rozważny stosunek do całej kwestii pozwolą po raz 14. rozpatrzyć tę sprawę w sposób zgodny z poczuciem sprawiedliwości, uczciwości i najzwyklejszej ludzkiej przyzwoitości.

        Dawid Peleg, ambasador Izraela: Przed kilkoma miesiącami spotkałem się z ministrem Rotfeldem w sprawie metropolity Szeptyckiego. Byłem pod głębokim wrażeniem tego, co mi powiedział. Skontaktowałem się również z Yad Vashem. Nie mogę wkraczać w jego kompetencje, ale mam nadzieję, że sprawa przyznania metropolicie tytułu "sprawiedliwego" zostanie wreszcie załatwiona pozytywnie.

        Lili Pohlmann, wraz z matką uratowana przez braci Szeptyckich: Chciałabym wiedzieć, dlaczego Yad Vashem po dziś dzień nie uznaje człowieka, który wedle nas uratował, ze mną włącznie, ponad 150 żyć ludzkich. Jeżeli motto Yad Vashem brzmi: "Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat", to ile światów uratował metropolita?

        Kurt Lewin: Panią Pohlmann spotkałem, gdy jako dziesięcioletnie dziecko siedziała pod stołem w pałacu metropolity. Przyprowadziła ją tam pewna Niemka, bo w mieście wiedziano, że "metropolita Szeptycki chowa Żydów". To było w 1944 r.
        Nie wchodzę w dyskusję o metropolicie, ale wiem, że okazał współczucie żydowskiej gminie we Lwowie, a to było bardzo rzadkie.

        Głos z sali: Co według pana było źródłem tych wszystkich okropności, które się działy w czasie II wojny światowej i wcześniej. Mamy tendencje do zrzucania wszystkiego na hitleryzm. Tymczasem, jak wynika z pana książki, pan jest skłonny szukać przyczyn tych ogromnych rzezi i braterskich waśni znacznie wcześniej. Jak uniknąć powtórki z historii? Niestety, i w Rosji, i w Niemczech, i częściowo w Polsce mamy do czynienia z powrotem nastrojów nacjonalistycznych.

        Kurt Lewin: Żyję w innym świecie. Wyjechałem z Polski w 1945 r. Wydaje mi się jednak, że przyszłość Polski zależy od tego, czy uda się jej utrzymać dobre stosunki z Niemcami, z Ukrainą, ale też z Rosjanami. Jesteście sąsiadami, należy zapomnieć o tych wszystkich konfliktach, które są skutkiem historycznego rozwoju. Ale to nie jest prosta sprawa.

        Inny głos z sali: Jestem Ukraińcem, grekokatolikiem z Lwowszczyzny. Pokolenie mych dziadków to rówieśnicy autora tej książki. Dorastałem w obwodzie lwowskim. Książkę przeczytałem w ciągu jednego dnia. Chylę czapkę przed autorem za to, co robi dla pamięci metropolity Szeptyckiego, który zasypywał przepaści między naszymi narodami. Ale mam pytanie - nie do tego chłopca, który w 1946 r. spisał swe wspomnienia, tylko do wydawców książki. Kiedy przeczytałem w niej stwierdzenie autora, że Ukraińcy wysysają antysemityzm z mlekiem matki, to mnie, Ukraińca, który od swych dziadków nigdy nie słyszał żadnych wypowiedzi w antysemickim duchu, to zabolało. Dlaczego w książce brakuje komentarza do słów sprzed 60 lat - żeby mogła służyć zasypywaniu przepaści między naszymi narodami?

        Barbara Toruńczyk, wydawca: Kiedy przeczytałam książkę, miałam wrażenie, że mam do czynienia z dokumentem historycznym, i chciałam, żeby dotarł on do rąk dzisiejszego czytelnika bez żadnych ideowych czy politycznych ingerencji redakcyjnych. Wartością tej książki jest oddanie nastroju tamtych lat, także ówczesnego języka czy sposobu patrzenia na świat. Kurt Lewin był naocznym świadkiem wszystkiego, o czym pisze. Poglądy przedstawione w książce to jego poglądy z tamtego czasu. Nie chciałam cenzurować niczego, żeby czytelnik mógł sam przedrzeć się przez te gorące, zupełnie zresztą zrozumiałe, emocje i zobaczyć, jak bolesne to były sprawy. Trzeba znać nie tylko wydarzenia, ale też uczucia wywołane przez te wydarzenia, bo inaczej nie znajdziemy drogi do pojednania i do tego, żeby być razem w tej sali.

        Kurt Lewin: Wydawca miał rację, nie ingerując w dokument. A że on jest subiektywny? Oczywiście. Miałem 21 lat, opisałem to, co wtedy czułem. Chciałem się jednak skoncentrować na pozytywnych aspektach. Drogowskazem dla dzisiejszej naprawy stosunków ukraińsko-polsko-żydowskich może być studiowanie życia metropolity. Nauczanie zawarte w jego pracach pomoże zbudować most pomiędzy tymi narodami.

        *****

        Kurt Lewin (ur. 1925 r.) był najstarszym synem rabina lwowskiej synagogi postępowej. II wojnę spędził w okupowanym przez Sowietów i Niemców Lwowie. Ocalił go wraz ze 150 innymi Żydami metropolita greckokatolicki Andrzej Szeptycki i jego brat o. Klemens. W 1944 r. Lewin przedostał się do Lublina, walczył w I Armii WP. Od 1948 r. mieszkał w Palestynie. Po ogłoszeniu niepodległości Izraela brał udział w obronie Jerozolimy i w walkach na pustyni Negew. Do 1954 r. służył w armii izraelskiej. Od 1955 r. w USA. Skończył ekonomię na Columbia University, pracował na Wall Street, potem otworzył własną firmę doradztwa finansowego. Mieszka w Nowym Jorku.

        andrej.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=93&Itemid=54
    • tawnyroberts Szeptycki chciał pogodzić ludzi 18.11.08, 13:51
      A tutaj interesujący wywiad z greckokatolickim księdzem Jarosławem Gościńskim, przeprowadzony na okoliczność nadania jednej z ulic w Iławie imienia lwowskiego metropolity. Tekst ukazał się na portalu "Echo Iławy".


      "Szeptycki chciał pogodzić ludzi"

      Aleksandra Skubij: - Od kilku tygodni spotykamy się z wątpliwościami co do kandydatury metropolity Andrzeja Szeptyckiego na patrona ulicy w Iławie. Na pewno ksiądz spotkał się z różnymi zarzutami kierowanymi do tej postaci. Jakie kontrowersje wymagają wyjaśnień?

      Ksiądz Jarosław Gościński: - Kilka razy spotkałem się z takimi stwierdzeniami, że proces beatyfikacyjny metropolity Andrzeja Szeptyckiego został wstrzymany w roku 1958, 1962. Jest to nieprawda, proces beatyfikacyjny został rozpoczęty z inicjatywy Iwana Butki w roku 1968 i trwa do dziś. Procesu nikt nie zawieszał i nikt nie odwoływał. Aby został on rozpoczęty, muszą być spełnione określone procedury i w tym przypadku te procedury zostały spełnione, teraz czekamy na dowody cudów. Te cuda są zbierane, opisywane. Jeśli ktoś umiera śmiercią naturalną, właśnie te cuda są wymagane, jeżeli ktoś umiera śmiercią męczeńską, automatycznie jest wpisywany w szeregi świętych. Jan Paweł II mówi o Szeptyckim w swej homilii we Lwowie w czerwcu 2001 roku: „Jak moglibyśmy nie wspomnieć dalekowzrocznej i gruntownej działalności pasterskiej Sługi Bożego, metropolity Andrzeja Szeptyckiego, którego proces beatyfikacyjny posuwa się do przodu, i którego mamy nadzieję oglądać pewnego dnia w chwale świętych? Trzeba tu odnieść się do jego bohaterskiej działalności apostolskiej, jeśli chcemy zrozumieć niewytłumaczalną po ludzku płodność Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie w ciemnych latach prześladowań”. Sam Jan Paweł II potwierdził więc dobitnie, że proces beatyfikacyjny trwa. W ostatnich miesiącach w Kanadzie nastąpiło uzdrowienie za sprawą Andrzeja Szeptyckiego. Papież Benedykt XVI potwierdził, że proces posuwa się do przodu i przeszedł kolejny etap.

      A.S.: - Ksiądz mówi o Szeptyckim jako o osobie godnej zaszczytu. Jak przekonać iławian, że tak jest?

      Ksiądz J.G.: - Najprościej, że jest to osoba altruistyczna, która w pełni oddawała się dla sprawy ludzkości. Nie mówimy tu, że tylko dla Ukraińców, bo dla nich zrobił bardzo dużo, przede wszystkim za jego sprawą kościół greckokatolicki nabrał takiego pędu, rozwoju, wypłynął i został zreformowany. Sam metropolita Szeptycki w roku 1941, gdy wkroczyły wojska niemieckie do Lwowa, stawał w obronie Polaków. Gdy dochodziło do bratobójczych walk między Polakami a Ukraińcami, bardzo mocno ubolewał nad tym, wydając list „Nie zabijaj”, w którym przestrzegł wszystkich grekokatolików, że jeśli któryś z nich dopuści się morderstwa na Polakach, zostanie ukarany największą karą kościelną, ekskomuniką wielką, która zatrzymuje dążenie człowieka do zbawienia. To jest największa kara w kościele.

      A.S.: - Ale nie wiemy, czy na kogoś ekskomunikę nałożył... Nigdzie nie ma o tym mowy.

      Ksiądz J.G.: - W tej materii akurat trudno mi powiedzieć, czy rzeczywiście ekskomunika została na kogoś nałożona. Metropolita Szeptycki też mocno zaangażował się w ratowanie Żydów. Uratował ponad 150 dzieci żydowskich (wśród nich późniejszego ministra spraw zagranicznych, Adama Rotfelda). To prawda, bardzo dużo kontrowersji wzbudza fakt, że Szeptycki witał armię niemiecką, ale witając Niemców, witał ich jako ludzi kulturalnych, po okupacji radzieckiej, która dokonała spustoszenia, która doprowadziła do wywózki Polaków, Ukraińców i Żydów na Sybir, do Kazachstanu. Szeptycki miał obraz Wielkiego Głodu na Ukrainie (1932-33), kiedy zginęło bardzo dużo istnień ludzkich. Witając Niemców, mówił w swoim wystąpieniu, że apeluje o przestrzeganie zasad etyki, moralnych wartości ludzkich bez względu na wyznanie, bez względu na narodowość. Ta euforia, zafascynowanie Niemcami bardzo szybko zakończyło się, gdy Szeptycki zrozumiał i zobaczył, jak wielkie okrucieństwo niesie faszyzm. W liście do papieża Piusa XII napisał: „Dziś cały świat jest zgodny co do tego, że władza niemiecka jest zła, prawie diabelska w stopniu jeszcze wyższym niż władza bolszewicka.” Podobny list skierował do Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera. Jako jedyny katolicki biskup oficjalnie sprzeciwił się władzy niemieckiej w sprawie bestialskiej zagłady Żydów. Był osobą, która chciała pogodzić sytuację, warunki i ludzi. Ze wszystkich sił próbował znaleźć prawne miejsce dla kościoła i grekokatolików.

      A. S.: - W tym, co ksiądz mówi, jest wiele racji, ale do Iławy i okolic zostali przesiedleni ludzie z okolic Lwowa, Wołynia, którzy mają bardzo trudną rodzinną historię. Wśród nich są tacy, którzy żyją wśród nas, i którzy pamiętają. Im bliżej są schyłku swojego życia, tym wyraźniej wracają obrazy okrucieństw z młodości. Nie chcę dziś pytać o okrucieństwa walk Polaków z bandami UPA. Nie będziemy „dyskutować” z historią. Natomiast zastanawiam się, czy nie było postaci mniej kontrowersyjnej, którą moglibyśmy uszanować jako iławianie bez większych wątpliwości? Z czego to naprawdę wynika, że ma to być ten a nie inny patron?

      Ksiądz J. G.: - W tym pytaniu pobrzmiewa sprawa Wołynia. Szeptycki był arcybiskupem lwowskim, kamieniecko-podolskim i halickim. Sam Wołyń nie wchodził w skład jurysdykcji metropolity Szeptyckiego. Na Wołyniu nie było greckokatolickich parafii. Tam były parafie prawosławne. Konkordat z 1925 roku, który podpisał Szeptycki, zastrzegał, że Szeptycki nie ma prawa prowadzenia działalności duszpasterskiej na Wołyniu. Wołyń w tym czasie nie należał do naszej cerkwi. Wołyń często jest łączony z naszym kościołem, ale grekokatolików tam nie było. Więc nie możemy jako kościół greckokatolicki brać odpowiedzialności za to, co się na Wołyniu działo.

      A.S.: - Podsumujmy, co powinno najbardziej przekonać iławian w akceptacji ulicy Szeptyckiego?

      Ksiądz J. G.: - Na pewno historia życia samego metropolity i jego rodziny. Ale także historia Polski: „dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy”, Polacy zwracali się do każdego, by wywalczyć wolność krajowi. Przecież Napoleon tak naprawdę potraktował Polaków jak przysłowiowe mięso armatnie... Podobnie Ukraina: Bogdan Chmielnicki oddał się pod panowanie carycy Katarzyny, żeby uchronić swój kraj.

      A.S.: - Historia Polski i Ukrainy przeplatała się wiele razy. Dziś mamy wielką szansę, by załagodzić panujące niedomówienia, wyjaśnić „białe plamy”. Być może w 2012 roku nastąpi punkt kulminacyjny zgody naszych krajów przy organizacji Euro 2012.

      Ksiądz J.G.: - To, że Polska jest w Europie, oznacza bardzo dużo. To również duża szansa dla Ukrainy. Cała Europa oferuje nam wielki uniwersalizm. Dodam, że ulice Szeptyckiego są w wielu miastach, choćby we Lwowie. Jest to ulica, łącząca cerkiew św. Jura z kościołem św. Elżbiety. W innych państwach również: w Kanadzie, Ameryce, tam, gdzie są nasze parafie i cerkwie. Nowe ulice, promujące naszych rodaków, powstały w Lublinie, Górowie Iławieckim, Olsztynie. Jest to nasz niepisany program, by w każdym mieście promować inną osobę naszego Kościoła żeby nasz Kościół na nowo ukazywać. Jesteśmy pełnoprawnymi katolikami i bardzo to podkreślamy, że za katolicyzm bardzo często cierpieliśmy w różnego rodzaju prześladowaniach.

      www.echoi.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=290&Itemid=65
      • krouk "Zgubiłem nieme H" - wywiad z A.D. Rotfeldem 18.11.08, 16:02
        Duży wywiad przeprowadzony swego czasu przez T. Torańską i
        zamieszczony w magazynie "GW".

        fragment:

        ".....Klemens był przeorem klasztoru studytów w Uniowie, potem moim
        spowiednikiem. Andrzej, lwowski metropolita Kościoła
        greckokatolickiego, wezwał wszystkie podległe sobie klasztory, by
        wśród ukraińskich i polskich sierot ukrywały również dzieci
        żydowskie. Uratowano ich 150.

        Instytut Yad Vashem Klemensowi nadał tytuł Sprawiedliwego wśród
        Narodów Świata, a Andrzejowi nie. Nie rozumiem ich wahań.

        My, dzieci w klasztorze w Uniowie, mieliśmy poczucie bezpieczeństwa,
        choć wokół świat oszalał z nienawiści..."

        wyborcza.pl/1,75480,2901266.html------------------------------------------------------------

        A.D. Rotweld jest przykładem człowieka, którego Ukraińcy uratowali
        przed Ukraińcami. Rodzice oddali go pod opiekę do klasztoru w
        Uniowie a sami ukrywali się w lesie oraz przez pewien czas także w
        stodole zaprzyjaźnionego kierownika wiejskiej szkoły. Zauważył to
        jeden z ukraińskich sąsiadów kierownika i doniósł ukraińskiej
        policji pomocniczej. Policja ta aresztowała rodziców Pana Profesora
        i oddała ich w ręce hitlerowców. Zostali zamordowani podczas
        publicznej egzekucji. Gdyby A.D. Rotfeld był wtedy z rodzicami
        zostałby wraz z nimi wydany przez Ukraińców hitlerowcom - ale on był
        wtedy pod opieką innych, zupełnie innych Ukraińców.

        Pan Profesor tak to skomentował:
        "......Ukraińcy odegrali więc w moim życiu jednocześnie rolę bardzo
        pozytywną i negatywną. Prosty wniosek z tej krótkiej opowieści
        sprowadza się do tego, że żaden naród nie jest immunizowany na to,
        aby nie być narodem prześladowców, oprawców i morderców. Nie ma
        narodów niewinnych, czystych jak łza. Ale też w każdym narodzie są
        jednostki i całe grupy społeczne, które są zdolne do postawy
        altruistycznej i bezinteresownej życzliwości...."

        „Każdy może być aniołem”
        www.szorcik.pl/1wf
        • piotrzr świadecgtwa Zydów 18.11.08, 19:26
          To dobrze że i Pan Minister Rotweld i potomek wielkiego rodu rabinackiego
          świadczą o świętości Szeptyckich.

          Polaków z urodzenia - Ukraińców z wyboru !!

          NO a te zdania :

          Ukraińcy odegrali więc w moim życiu jednocześnie rolę bardzo
          > pozytywną i negatywną. Prosty wniosek z tej krótkiej opowieści
          > sprowadza się do tego, że żaden naród nie jest immunizowany na to,
          > aby nie być narodem prześladowców, oprawców i morderców. Nie ma
          > narodów niewinnych, czystych jak łza. Ale też w każdym narodzie są
          > jednostki i całe grupy społeczne, które są zdolne do postawy
          > altruistycznej i bezinteresownej życzliwości...."

          ktoś mógłby nazwać relatywizmem :) a to tylko dowód że pomiędzy czarnym i białym
          jest cała gama kolorów :)
          • szach-1 Re: świadecgtwa Zydów 19.11.08, 01:33
            piotrzr napisał:

            To dobrze że i Pan Minister Rotweld i potomek wielkiego rodu rabinackiego
            świadczą o świętości Szeptyckich.

            W którym miejscu Rotfeld powiedział, że Szeptyccy są świętymi?

            A do jakiej kategorii świętości można zaliczyć OUN?;
            "Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów zwalcza Żydów jako podporę
            moskiewsko-bolszewickiego reżimu, uświadamiając jednocześnie masy ludowe, że
            Moskwa jest głównym wrogiem" - brzmiał paragraf 17 „Uchwał politycznych”
            krakowskiego zjazdu OUN-B z kwietnia 1941r. W odezwie OUN-B z lipca 1941r.
            apelowano: "Narodzie! - Wiedz! Moskwa, Polska, Madziarzy, Żydostwo – to Twoi
            wrogowie. Niszcz ich!"

            Ktoś gdzieś napisał, że to "żarliwi patrioci". Zgadzasz się z tym?


      • szach-1 Re: Szeptycki chciał pogodzić ludzi 19.11.08, 01:16
        Szeptycki to postać co najmniej kontrowersyjna, kiepski kandydat na świętego.
        Wielu, bardzo wielu funkcjonariuszy kierowanej przez niego cerkwi
        grekokatolickiej dopuszczało się czynów haniebnych i niegodnych chrześcijanina a
        cóż dopiero kapłana. Metropolita nie reagował. Nie reagował też na dramatyczne
        listy biskupa Twardowskiego w sprawie mordów na Polakach. Tak nie postępuje święty.
        Ks. Gościński albo nie zna historii albo świadomie kręci.
        Powinien wiedzieć chociażby, że list "Nie zabijaj" nie dotyczył "walk
        bratobójczych" między Polakami a Ukraińcami a jedynie "walk" jakie Niemcy i
        cześć Ukraińców toczyła z Żydami. Żadnego też z Ukraińców nie ekskomunikował.
        Kościół unicki jak najbardziej odpowiadał za Wołyń, geograficznie rzecz ujmując.
        To przecież Haliczanie, wierni tegoż kościoła organizowali tam rzezie. O Galicji
        już nie wspomnę. Bogdan Chmielnicki oddał Ukrainę Rosji żeby ją uchronić przed
        Polakami? Dobry żart.:)
        Jeśli ksiądz Gościński chce w ten sposób wyjaśniać białe plamy i "zgodę"
        przypieczętować kopaniem piłki to prezentuje sporą naiwność.
        • tawnyroberts Jan Paweł II o Szeptyckim 19.11.08, 14:41
          Andrzej Szeptycki to kiepski kandydat na świętego? Wobec tego jak
          skomentujesz te słowa wypowiedziane przez papieża Jana Pawła II, a
          cytowane przez księdza Gościńskiego:

          „Jak moglibyśmy nie wspomnieć dalekowzrocznej i gruntownej
          działalności pasterskiej Sługi Bożego, metropolity Andrzeja
          Szeptyckiego, którego proces beatyfikacyjny posuwa się do przodu, i
          którego mamy nadzieję oglądać pewnego dnia w chwale świętych? Trzeba
          tu odnieść się do jego bohaterskiej działalności apostolskiej, jeśli
          chcemy zrozumieć niewytłumaczalną po ludzku płodność Kościoła
          greckokatolickiego na Ukrainie w ciemnych latach prześladowań.”

          Papież się mylił? Nie sądzę. Myślę po prostu, że masz problem z
          oceną jak trudna i złożona była wtedy sytuacja w Galicji i myślisz
          kategoriami tych urzędników papieskich, przesłuchujących Adama
          Rotfelda podczas procesu beatyfikacyjnego metropolity Szeptyckiego:

          „Szybko zorientowałem się, że ludzie, którzy zajmowali się
          prowadzeniem procesu, nie rozumieli stosunków panujących w owych
          czasach we wschodniej Małopolsce. Nie interesowało ich ratowanie
          Żydów, tylko problem politycznej aktywności metropolity, jego
          stosunki z Niemcami.”
          • szach-1 Re: Jan Paweł II o Szeptyckim 19.11.08, 18:16
            tawnyroberts napisał:
            Andrzej Szeptycki to kiepski kandydat na świętego? Wobec tego jak
            > skomentujesz te słowa wypowiedziane przez papieża Jana Pawła II, a
            > cytowane przez księdza Gościńskiego:

            Ks. Gościński parę razy ewidentnie minął się z prawdą w swojej wypowiedzi. Nie
            mam zatem pewności, czy cytuje słowa JP II żeby się do nich odnosić. Poza tym
            trudna sytuacja nie czyni świętym. Liczą się uczynki a w jego przypadku także
            zaniechania.
        • tawnyroberts A. Szeptycki - II wojna światowa i Polacy 19.11.08, 15:05
          Na portalu "Grekokatolicy.pl" jest taki tekst ks. Ireneusza Kondrów,
          który porusza większość spraw z Twojego wpisu. Mowa tam między
          innymi o apelach biskupa Twardowskiego, liście pasterskim "Nie
          zabijaj" i rzekomej odpowiedzialności metropolity Szeptyckiego za
          wystąpienia antypolskie na Wołyniu. Artykuł jakby żywcem napisany z
          myślą o obaleniu Twoich zarzutów wobec metropolity...


          "Metropolita Andrzej Szeptycki - II wojna światowa i Polacy"

          II wojna światowa wybuchła w czasie, kiedy Metropolita Szeptycki
          miał 74 lata. Już od 9 lat cierpiał z powodu paraliżu i nie
          rozstawał się z wózkiem inwalidzkim. Bezpowrotnie stracił panowanie
          nad prawą ręką, a z czasem i lewą. Pomimo tak poważnie zachwianego
          stanu zdrowia, Metropolita aktywnie angażował się w życie Kościoła i
          miał trzeźwy pogląd na rzeczywistość i rozumiał dolę swego
          społeczeństwa. Z owego okresu, na uwagę zasługuje apel Metropolity
          do ukraińskich organizacji politycznych o zachowanie neutralności
          podczas wojny niemiecko-polskiej, co równało się ze sprzeciwem wobec
          powstania antypolskiego.

          W liście z 1 września 1939 roku zobowiązał duchowieństwo do
          wpływania na wiernych, aby nie dali się zmanipulować propagandzie
          niemieckiej. Prosił, aby szczególną uwagę zwrócić na młodzież: "nie
          dajcie się nakłonić do żadnych aktów (...) nieposłuszeństwa wobec
          władzy - przestrzegał - zachowajcie rozwagę i spokój, jedność i
          zgodę, we wszystkim kierujcie się rozumem popartym wiarą.
          Przykazania Boże niech będą drogowskazem Waszego postępowania i
          Waszej drogi".

          Stanowczo protestował przeciwko bratobójczym walkom polsko-
          ukraińskim. A. Szeptycki był wielkim mediatorem i zwolennikiem
          pojednania polsko-ukraińskiego. Do pierwszych kontaktów
          przedstawicieli ZWZ z Metropolitą Szeptyckim doszło w kwietniu i
          czerwcu-lipcu 1940 roku. Władysława Piechowska reprezentująca stronę
          polską twierdziła, że rozmowy trwały kilka godzin i były prowadzone
          w serdecznej i wysoce kulturalnej atmosferze. Metropolita opowiadał
          się za współpracą polsko-ukraińską i wspominał o swej pomocy
          udzielanej łacińskiemu duchowieństwu. Mało znany jest fakt, że Armia
          Krajowa otrzymywała stałą pomoc finansową z Watykanu za
          pośrednictwem A. Szeptyckiego. Kolejny kontakt Szeptyckiego z AK
          miał miejsce dopiero w czasie okupacji niemieckiej, o czym generał
          S. Grot-Rowiecki powiadomił Londyn. W obliczu nadciągającej
          katastrofy metropolita Szeptycki uczynił praktycznie wszystko, aby
          pogodzić zwaśnione strony, ratować ludzi. Wiemy, że już w 1941 r.
          rozmawiał z hr. Ronkierem w tej sprawie, ubolewał nad sytuacją,
          prosił o interwencję u władz podziemia, ale nie znalazł właściwego
          zrozumienia.

          Proponował szefowi polskiej Rady Głównej Opiekuńczej Adamowi
          Ronkierowi w połowie listopada 1941 r., wydanie wspólnej odezwy do
          Polaków i Ukraińców wzywającej do zgody, z ich podpisami oraz
          Wincentego Witosa i abp. A. Sapiehy. Strona polska taką propozycję
          odrzuciła.

          W 1943 roku abp Bolesław Twardowski zwraca się do abp A.
          Szeptyckiego o potępienie terroru ukraińskiego. Metropolita w
          odpowiedzi (18 sierpnia 1943 r.) zaznaczył, że ostatnio już
          dwukrotnie zwrócił się w tej kwestii do duchowieństwa i wiernych.
          Jednocześnie prosił o kilka listów ze strony hierarchii
          rzymskokatolickiej potępiających terror polski skierowany wobec
          Ukraińców, aby w swoich listach mógł się powołać na listy
          łacinników, wydane w obronie ludności ukraińskiej.

          Szeptycki zwracał się również z prośbą do abp Twardowskiego o
          wspólnie wydanie listu pasterskiego, potępiający zarówno terror
          ukraiński, jak i polski. Jednak abp Twardowski odmówił twierdząc, że
          cała odpowiedzialność spoczywa na Ukraińcach i tylko ich należy
          stanowczo potępić. Metropolita Szeptycki już 13 września 1943 r.
          prosi ponownie B. Twardowskiego, aby potępił politykę nienawiści, z
          której wypływają tak liczne i krytyczne zbrodnie. Niestety,
          metropolita Szeptycki pozostał osamotniony pośród hierarchii
          katolickiej, a szczególnie łacińskiej, która nie podęła działań na
          tak szeroką skalę jak on.

          Jednym z możliwych rozwiązań konfliktu polsko-ukraińskiego była
          propozycja kantonalnego podziału Galicji Wschodniej, którą rozważał
          jedynie Szeptycki. Nalegał na powołanie mieszanej komisji polsko-
          ukraińskiej, która zajęłaby się opracowaniem statusu terenów
          mieszanej narodowościowo ludności. Komisja, jego zdaniem, powinna
          posiadać charakter zasadniczo oderwany od sytuacji na terenach
          zamieszkałych przez ludność polską i ukraińską. Takie postawienie
          sprawy umożliwiłoby, zdaniem ks. Metropolity, beznamiętną rzeczową
          dyskusję. Opcja kantonalna popierana przez Szeptyckiego, ze strony
          polskiej nie znalazła żadnego zrozumienia i jakiegokolwiek
          przyjaznego gestu. Rozwiązanie proponowane przez Londyn pomijało
          kwestię administracyjną tzn. sprawę rozwiązania autonomii terenowej,
          a więc i ewentualności ujęć kantonalnych, w taki sposób pominięto
          milczeniem jądro postulatu Metropolity. Polityka rządu emigracyjnego
          i podziemia polskiego optowała za stanem granicy wschodniej - status
          quo ante bellum.

          W listopadzie 1942 roku Szeptycki występuje ze znamiennym
          listem "Nie zabijaj", który spotkał się z pozytywną oceną polskiego
          podziemia prolondyńskiego. Ale dzisiaj księża: T. Isakowicz-Zaleski,
          A. Kubasik i J. Wołczański ośmielają się negować uniwersalny
          charakter listu Metropolity i jego pozytywny wpływ na ówczesną
          sytuację.

          Zachęcał także do podjęcia pokojowych rozmów polsko-ukraińskich w
          latach 1943-44. Władysław Siła-Nowicki był jednym z przedstawicieli
          rządu polskiego, który kilkakrotnie odwiedzał Metropolitę.
          Relacjonując jedną ze swych rozmów z Szeptyckim, przywołuje jego
          słowa wypowiedziane na kanwie mordów wołyńskich: "Proszę Pana jestem
          bezbronny. Nasz naród straszliwie się zhańbił zbrodnią". Metropolita
          miał również pokazywać W. Sile-Nowickiemu list potępiający zbrodnie
          i ponownie zadeklarować "Jestem bezsilny".

          Wszystkie listy metropolity spotykały się pozytywnymi raportami ZWZ-
          AK i uznaniem, chociaż w prasie podziemnej znajdowały się tylko
          drobne wzmianki. Znane jest wystąpienia z sierpnia 1943 roku
          opublikowane w "Prawdzie" - organie Frontu Odrodzenia Polski. W
          listopadzie 1943 r. występuje ponownie z odezwą do narodu
          ukraińskiego, piętnując w niej zabójstwo i nienawiść: "Każdy, kto
          nienawidzi swego brata jest zabójcą" (1 J 3, 15). Ów list został
          wydany w momencie natężonych działań terrorystycznych wymierzonych w
          ludność polską.

          Z początku 1944 roku znany jest kolejny list - "Mir o Hospodi". W
          nim to wzywał do zaprzestania walk w imię zachowania etyki i miłości
          chrześcijańskiej, poczucia godności narodowej Ukraińców. Z raportów
          polskiego podziemia wiemy, że Metropolita Szeptycki podczas okupacji
          niemieckiej wystąpił z jeszcze jednym listem. Miało to miejsce w
          pierwszym kwartale 1944 r. Tekst tego listu, przekazanego wąskiemu
          kręgowi najbliższych, nie jest znany. Tuż przed śmiercią nawoływał
          UPA do powstrzymania walk.
          • tawnyroberts A. Szeptycki - II wojna światowa i Polacy - cz. II 19.11.08, 15:09
            Niektórzy autorzy, jak choćby A. Kubasik, E. Prus, nie mogą
            zrozumieć, że teren Wołynia nie podlegał kościelnej jurysdykcji A.
            Szeptyckiego i to nie on ponosi odpowiedzialność za popełnione tam
            zbrodnie. Można nawet powiedzieć, że gdyby rząd II Rzeczpospolitej
            pozwolił na rozpoczęcie działalności duszpasterskiej grekokatolików
            na terenie Wołynia, to możliwe, iż skala mordów choć trochę byłaby
            mniejsza. Dzięki temu, że część ludności czułaby się zobowiązana do
            posłuszeństwa względem swego Arcypasterza - Metropolity
            Szeptyckiego. Rozważając tragedię wołyńską należy przyjąć, że
            ktokolwiek z ukraińskiej strony zdecydował o wyrzuceniu polskiej
            mniejszości z Wołynia w czasach okupacji hitlerowskiej, nie z listów
            Szeptyckiego brał swe natchnienie. Gdy obecnie mówi się o braku
            skuteczności apeli Metropolity, należy pamiętać o tym, czy była
            wtedy jakakolwiek realna możliwość skutecznego przekazania ich
            treści wiernym. Uwarunkowania polityczne były wówczas takie, że
            niekiedy i zwykli proboszczowie mogli niewiele zdziałać na swoim
            terenie.

            Także przed wkroczeniem Armii Czerwonej z inicjatywy Szeptyckiego
            rozpoczęto kolejne pertraktacje, jednak z uwagi na rozbieżność
            interesów do porozumienia nie doszło. Wiadomo, że Metropolita był
            informowany do końca o stanie negocjacji. Duchowieństwo
            greckokatolickie służyło jako tzw. "skrzynki kontaktowe" i oraz jako
            pośrednicy między stroną polską i ukraińską. Były to rozmowy
            oficjalne, a nie prywatne. Siostra zakonna Krystyna - krewna
            metropolity pisała, że w latach 1942-1943 Szeptycki był bardzo chory
            i izolowany, twierdziła, że otoczenie ukrywało przed nim wiadomości
            o skali konfliktu i zbrodni. Może robiono to, bo obawiano się, że
            całkowita prawda mogłaby go zabić.

            W okresie II wojny światowej dramatycznie nasiliły się konflikty
            polsko-ukraińskie i przed śmiercią Metropolita musiał być świadkiem
            wydarzeń, które potoczyły się inaczej, niż tego pragnął, i które
            były całkowicie niezgodne z tym, czego przez całe życie nauczał.

            W opinii wielu współczesnych, w tym także Sługi Bożego Jana Pawła
            II, był świętym, który powinien dostąpić chwały ołtarza.

            o. Ireneusz Kondrów

            www.grekokatolicy.pl/aktualnosci/Metropolita-Andrzej-Szeptycki-II-wojna-wiatowa-i-Polacy.html
      • krouk Re: Szeptycki chciał pogodzić ludzi 09.01.09, 16:43
        > Ksiądz J. G.: - W tym pytaniu pobrzmiewa sprawa Wołynia. Szeptycki
        był arcybisk
        > upem lwowskim, kamieniecko-podolskim i halickim. Sam Wołyń nie
        wchodził w skład
        > jurysdykcji metropolity Szeptyckiego. Na Wołyniu nie było
        greckokatolickich pa
        > rafii. Tam były parafie prawosławne. Konkordat z 1925 roku, który
        podpisał Szep
        > tycki, zastrzegał, że Szeptycki nie ma prawa prowadzenia
        działalności duszpaste
        > rskiej na Wołyniu. Wołyń w tym czasie nie należał do naszej
        cerkwi. Wołyń częst
        > o jest łączony z naszym kościołem, ale grekokatolików tam nie
        było. Więc nie mo
        > żemy jako kościół greckokatolicki brać odpowiedzialności za to, co
        się na Wołyn
        > iu działo.
        ------------------------------------


        Po pierwsze - uważam zarzuty pod adresem Metropolity Szeptyckiego,
        dotyczące jego odpowiedzialności za zbrodnie na polskiej ludności
        cywilnej za bezzasadne. Uważam, że Andrzej Szeptycki zrobił wszystko
        co mógł w tamtej bardzo trudnej sytuacji zrobić dla ratowania
        żydowskiej i polskiej ludności, dla powstrzymania polsko –
        ukraińskich walk i fali zbrodni. A mógł zrobić niewiele – prócz
        bardzo trudnej sytuacji politycznej należy także wziąć pod uwagę, iż
        w tym okresie był to już bardzo zaawansowany wiekowo człowiek co
        także miało wpływ na jego możliwości działania. To, że
        greckokatolickie "owieczki" z ukraińskiej policji pomocniczej oraz z
        OUN i UPA były głuche na uwagi oraz apele Metropolity i bez
        skrupułów prowadziły rzeż bezbronnej ludności to już nie jest winą
        Szeptyckiego lecz świadczy wyłącznie o poziomie moralnym w/w.
        Zresztą ten brak skuteczności apelów Szeptyckiego nie powinien
        nikogo dziwić, bo jest przecież oczywistym, iż ci dopuszczający się
        zbrodni ukraińscy fanatycy i szowiniści z OUN i UPA mieli tyle
        wspólnego z wartościami chrześcijańskimi co hitlerowcy ze swoim „Got
        mit uns” na bagnetach. W związku z tym naiwnym jest także ten, kto
        sądzi, że gdyby Szeptycki powiedział „coś więcej” to oni by go
        posłuchali i dlatego winą Szeptyckiego jest, że „coś więcej” nie
        powiedział. Inną sprawą jest, iż głosu Szeptyckiego słuchali nie
        dość uważnie lub nie słuchali w ogóle niektórzy „szeregowi” duchowni
        greckokatoliccy po których należałoby się spodziewać więcej niż po
        innych /wspomina o tym R. Torzecki w "Polakach i Ukraińcach"/ ale to
        także nie jest winą Metropolity.


        Po drugie – bardzo głupim jest tłumaczenie księdza, bowiem OUN i UPA
        na terenie wschodniej Galicji czyli na terenie będącym w jurysdykcji
        metropolity Szeptyckiego urządziły przecież rzeź polskiej ludności
        cywilnej w skali podobnej do tej jaka miała miejsce na Wołyniu.
        Czyli, jeśli dobrze rozumiem, zdaniem księdza kościół
        greckokatolicki bierze na siebie odpowiedzialność za te zbrodnie jak
        też – zapewne – za udział na tym terenie ukraińskiej policji
        pomocniczej w hitlerowskim dziele eksterminacji Żydów ?
        Ciekawe :)
        • piotrzr Re: Szeptycki chciał pogodzić ludzi 09.01.09, 17:37
          krouk napisał:


          > Po pierwsze - uważam zarzuty pod adresem Metropolity Szeptyckiego,
          > dotyczące jego odpowiedzialności za zbrodnie na polskiej ludności
          > cywilnej za bezzasadne. Uważam, że Andrzej Szeptycki zrobił wszystko co mógł
          w tamtej bardzo trudnej sytuacji zrobić dla ratowania żydowskiej i polskiej
          ludności, dla powstrzymania polsko –
          > ukraińskich walk i fali zbrodni. A mógł zrobić niewiele – prócz
          > bardzo trudnej sytuacji politycznej należy także wziąć pod uwagę, iż w tym
          okresie był to już bardzo zaawansowany wiekowo człowiek co
          > także miało wpływ na jego możliwości działania.

          A ja też tak uważam - i oddycham z ulgą że coś takiego mogło wyjść z kroukowej
          klawiatury :)
        • darino bardzo zgrabne zarzuty ... 10.01.09, 02:00
          Czyli jak ktoś kradnie na terenie jakiejś diecezji, to winny jest biskup tej
          diecezji :)))
      • karolina412 Re: Szeptycki chciał pogodzić ludzi 16.05.09, 17:22
        To nieprawda, ze metropolita Andrzej Szeptycki bronil Polaków, Byl
        zaciekłym ich wrogiem, choc sam wywodził sie ze szlacheckiej rodziny.
        Tolerował rzeź UPA na Polakach na Wolyniu. Proszę więc nie krzywic
        prawdy historycznej.
    • krouk "Nie bój się, dziecko" ("TP") 24.11.08, 12:48
      tygodnik.onet.pl/0,0,17360,1,artykul.html
      • tawnyroberts "Nie bój się, dziecko" 25.11.08, 18:29
        Dzięki za link! Bardzo ciekawa analiza, warta do przytoczenia w
        całości.


        "Nie bój się, dziecko"

        Prof. Szymon Redlich, profesor historii na Uniwersytecie Ben Guriona
        w Izraelu: Zdaniem wielu historyków żaden inny katolicki hierarcha
        nie dostarczył tak bezpośredniego świadectwa na temat Zagłady i nie
        okazał takiej troski o los Żyda jako Żyda.


        Ks. Adam Boniecki: Panie Profesorze, skąd to zainteresowanie
        metropolitą Andrejem Szeptyckim?

        Szymon Redlich: W 1985 r. zostałem poproszony o przygotowanie na
        międzynarodową konferencję w University of Toronto
        wykładu „Szeptycki i Żydzi w czasie II wojny światowej”. Odkryłem
        wówczas, bo wcześniej się tym tematem nie zajmowałem, że pokazuje on
        główne problemy stosunków między Żydami, Ukraińcami i Polakami w
        Galicji Wschodniej. Od tego czasu wciąż do niego wracam. Mój wykład,
        potem rozbudowany, był tłumaczony i publikowany w różnych miejscach.
        Niebawem ma się ukazać również w Polsce.

        A.B.: Skąd ta wierność Szeptyckiemu?

        S.R.: Zajmuję się sprawą przyznania mu tytułu „Sprawiedliwy wśród
        Narodów Świata”. Szeptycki ocalił – osobiście albo przez swoich
        ludzi w Kościele unickim – ok. stu pięćdziesięciu Żydów. Żyje ich
        dziś jeszcze ośmiu albo dziewięciu. To, że tytułu wciąż nie
        przyznano, jest wielką niesprawiedliwością.

        A.B.: A dlaczego nie przyznano?

        S.R.: Bo w komisji, która zajmowała się tym 20 lat temu, a spotkała
        się 13 razy, zawsze były głosy za i przeciw. Na ostatnim spotkaniu,
        w 1991 r., zapadła decyzja negatywna. Ocaleni kilkakrotnie się
        zwracali do Yad Vashem, ale bez skutku.

        A.B.: A obecnie?

        S.R.: Będąc we Lwowie, rozmawiałem z księdzem rezydującym u świętego
        Jura – tam, gdzie był Szeptycki. Powiedział mi, że coś drgnęło w
        sprawie beatyfikacji, bo znaleziono dokumenty podważające zarzut, że
        w czasie wojny Szeptycki odnosił się negatywnie do ludzi polskiego
        Kościoła. Ale tam sprawy idą bardzo powoli.

        A.B.: Wróćmy do spraw żydowskich.

        S.R.: Może te sprawy są ze sobą związane? Gdy jedna strona ruszy, to
        może pójdzie za nią druga? Jako historyk przez wiele lat nie
        chciałem się zajmować sprawami publicznymi, ale teraz widzę rzeczy
        trochę inaczej. Jestem na emeryturze, mam więcej czasu i więcej
        swobody. Skontaktowałem się więc ze wszystkimi żyjącymi ocalonymi
        przez Szeptyckiego. Z moją pomocą przygotowali i przesłali w grudniu
        2005 r. do Yad Vashem apel o wznowienie prac komisji (wśród
        sygnatariuszy jest znana polska osobistość, człowiek ocalony przez
        braci Szeptyckich – prof. Adam Daniel Rotfeld). Potem profesor
        Gutman, jeszcze jeden historyk, członek komisji „Sprawiedliwych...”
        i ja napisaliśmy list, który 27 kwietnia 2006 r. przekazaliśmy
        przewodniczącemu Yad Vashem, panu Avnerowi Shalev. Komisja zostawiła
        furtkę: można wrócić do sprawy, jeśli będą nowe materiały. A ja
        znalazłem coś, co nie było przedkładane komisji.

        A.B.: Co to takiego?

        S.R.: M.in. list pasterski Szeptyckiego „O miłosierdziu”, podobny do
        znanego listu „Nie zabijaj”. Opublikowano go dawno, na łamach
        katolickiego pisemka w Kanadzie, Komisja go nie miała. Powstał w
        czerwcu 1942 r., kiedy hitlerowska polityka wobec Żydów była już
        oczywista. Decyzję o ostatecznym rozwiązaniu – wiemy o tym teraz
        prawie stuprocentowo – powzięto między październikiem a grudniem
        1941 r. Sądzę, że Szeptycki, choć wiedział, co się dzieje, dopiero
        po kilku miesiącach zdał sobie sprawę z tego, jaki jest zamiar
        Niemców. Wtedy napisał te dwa pasterskie listy. W liście o
        miłosierdziu, nie przypadkiem, znalazło się wiele cytatów ze Starego
        Testamentu, z proroków i z Księgi Mądrości, dostosowanych do
        aktualnej, tragicznej sytuacji. W punkcie 48. zwraca się do swojego
        narodu, do swoich wiernych, do Ukraińców z prośbą, by byli gotowi
        poświęcić życie dla ocalenia bliźniego. W punkcie 49. jednoznacznie
        potępia wszelkie zabijanie ludzi: „każdy bliźni jest bratem i
        stanowi część rodziny ludzkiej”. W kontekście tamtego czasu brzmi to
        mocno i dramatycznie.

        A.B.: Bo mówi nie tylko o Ukraińcach czy chrześcijanach...

        S.R.: Mówi o ludziach. To jest przeciw myśleniu rasistowskiemu. Są
        też listy Szeptyckiego do Watykanu, w których opisywał postępowanie
        Niemców wobec ludności żydowskiej. Kilka lat temu – ale już po
        ostatnim zebraniu komisji Yad Vashem w sprawie Szeptyckiego –
        międzynarodowa katolicko-żydowska komisja historyczna badała
        dokumenty Watykanu dotyczące Holokaustu. Ustaliła m.in., że w końcu
        sierpnia 1942 r. metropolita Andrej Szeptycki przekazywał papieżowi
        pisma, w których dobitnie opisywał totalną zagładę Żydów i
        miejscowej ludności. Zdaniem tych historyków żaden inny katolicki
        hierarcha nie dostarczył tak bezpośredniego świadectwa i nie okazał
        takiej troski o los Żyda jako Żyda – znajdującego się w centrum
        niemieckich działań.

        A.B.: Co więc było przeszkodą w przyznaniu Metropolicie
        tytułu „Sprawiedliwego”?

        S.R.: Listę zarzutów dostałem kilka lat temu z Yad Vashem. Dzisiaj
        by mi tego materiału prawdopodobnie nie dali. Może chcieli mnie
        przekonać? Nie wiem. To interesujące, jak ludzie związani z Yad
        Vashem są w swoim myśleniu zafiksowani.
        Pierwszy zarzut – Szeptycki wspierał organizowanie dywizji SS w
        Kawęczynach. U Żydów wszystko, co jest związane z literami „SS”,
        budzi złe emocje. Mój komentarz: tu nie myśli się logicznie, ale w
        grę wchodzą emocje. Sam fakt zaistniał rzeczywiście. Jednak
        wspieranie powstających dywizji nie było wsparciem dla Hitlera ani
        dla ideologii nazistowskiej. To się działo wiosną i latem 1943 r.,
        po Stalingradzie, kiedy ludzie już wiedzieli, że koło się odwróciło
        i że Niemcy się cofają. Moim zdaniem, podzielanym przez innych
        historyków, Szeptycki się obawiał, że z wycofywaniem się Niemców i
        przyjściem armii sowieckiej nastąpi jakiś straszny czas anarchii,
        bezwoli.

        A.B.: Jednak początkowo miał nadzieję, że...

        S.R.: ...że będzie wolna Ukraina. Teraz miał nadzieję, że ukraińska
        jednostka militarna, nawet zorganizowana przez Niemców, będzie w
        czasach anarchii bronić miejscową ludność. I choć było to naiwne,
        prawdopodobnie się spodziewał, że po klęsce Niemców będą między
        Wschodem a Zachodem, Rosją a Ameryką i Anglią jakieś umowy, które
        stworzą warunki dla niepodległości Ukrainy. Sądził, że będzie
        dobrze, jeśli naród będzie miał jakąś armię.

        A.B.: Dla niego po Panu Bogu najważniejszą sprawą była samoistna
        Ukraina.

        S.R.: Ja bym powiedział, że na równi. Jestem historykiem, jestem
        Żydem i ja to widzę mniej więcej na równi. Był ukraińskim
        nacjonalistą, nie zaprzeczam, ale jednocześnie był niezwykłym
        humanistą. To postać tragicznie rozdarta między jednym i drugim. Na
        tym polegała jego tragedia, a nie na tym, że popierał politykę
        Niemców wobec Żydów. On Żydów ratował.
        Drugi zarzut – że ocalanie Żydów było wśród zajęć Szeptyckiego
        sprawą marginalną. Żeby tak myśleć, trzeba być idiotą. Oczywiście,
        że jako metropolita miał wiele innych spraw. Oni oczekiwali, że to
        będzie centrum jego działania.
        Trzeci zarzut – Szeptycki był najważniejszą postacią polityczną,
        autorytetem politycznym Ukrainy, jakby superpolitykiem, i dlatego
        odpowiada za niemoralne zachowanie Ukraińców. Moja odpowiedź na to
        jest taka, że on nigdy politycznym przywódcą nie był. Był przywódcą
        religijnym i moralnym, ale nie politycznym.
        • tawnyroberts Re: "Nie bój się, dziecko" - cz. II 25.11.08, 18:54
          Jest jeszcze jeden zarzut: Szeptycki nie wypowiedział się publicznie
          przeciwko mordowaniu Żydów przez Ukraińców. Dlaczego w listach
          pasterskich „Nie zabijaj” i „Pro miłoserdia” nie napisał czarno na
          białym „nie zabijaj Żydów”? Odpowiadam, że tak myśleć może tylko
          ten, kto nie zna historii tych czasów. Gdyby napisał „nie zabijaj
          Żydów”, to wszystkie te listy byłyby skonfiskowane, a on sam
          aresztowany.
          I jest jeszcze jeden interesujący punkt, który pokazuje stereotypy
          myślenia. Szeptycki nienawidził bolszewików i Rosji sowieckiej, a
          tymczasem Rosja sowiecka ratowała Żydów. Jako historyk Rosji
          sowieckiej dokładnie wiem, jak ratowała i jak nie ratowała. Ten
          argument jest moim zdaniem całkiem niepoprawny. Sowieci nie
          zamierzali Żydów ani zabijać, ani ratować. 250 tysięcy polskich
          Żydów ocalało w Rosji sowieckiej dlatego, że jesienią 1939 r.
          jako „opastnij element” zostali wywiezieni w głąb kraju. Ocaleli nie
          dzięki sympatii Rosji sowieckiej do Żydów, ale dlatego, że byli
          karnie zesłani. Sam przez wiele lat miałem silny sentyment do Armii
          Czerwonej, bo ona mnie wyzwoliła. Ale ona nie przyszła wyzwolić
          Redlicha spod okupacji niemieckiej. Przyszła, bo szła zdobywać zapad.

          A.B.: A pretensje o antysemickie wypowiedzi Szeptyckiego?

          S.R.: Taka wtedy była chrześcijańska teologia – to jest też częścią
          tej złożoności.
          Jest takie wspomnienie rabina Lwowa Dawida Kahane, którego Szeptycki
          ocalił. Rozmawiali kiedyś w bibliotece u św. Jura i Szeptycki
          zacytował znane powiedzenie: „niech krew Jego będzie na nas i na
          dzieci nasze”. Następnego dnia – według wspomnień Kahanego – za te
          słowa go przeprosił. Powiedział, co powiedział, ale przemyślał i
          siebie samego skorygował.
          Jest jeszcze zarzut, że nie interweniował, kiedy w pierwszych dniach
          okupacji niemieckiej Ukraińcy we Lwowie zaczęli pogromy. To fakt.
          Tłumy Ukraińców wymordowały wtedy kilka tysięcy Żydów we Lwowie oraz
          w okolicznych miastach i miasteczkach. Ale spróbujmy wejść w
          sytuację Szeptyckiego. Sądzę – nie potrafię tego udowodnić, ale
          sądzę – że Szeptycki był kompletnie oszołomiony tym, co się działo
          na ulicach Lwowa. Lato 1941 r., wszystko się wali, rozszalały tłum w
          amoku... Co konkretnie mógł zrobić, żeby ten tłum zastopować?
          I ostatni zarzut – też idiotyzm – że Szeptycki był ideologicznym
          sojusznikiem Hitlera. Podstawą jest list, który latem 1941 r. wysłał
          do Hitlera. Ten list był podpisany przez kilka postaci ukraińskich,
          również przez Metropolitę. Witali Hitlera jako oswobodziciela narodu
          spod jarzma Sowietów. Tak to wtedy odbierano.
          Szeptycki był postacią wielowymiarową. Były w nim rzeczy bardzo
          dobre, były i negatywne. Moim zdaniem ostateczny bilans jest
          pozytywny. Mogę o tym dyskutować z Żydami i z Polakami.

          A.B.: Propaganda komunistyczna eksponowała te negatywne.

          S.R.: Propaganda komunistyczna zrobiła tu wiele złego. Miała wpływ
          nawet na tych, którzy byli antysowieccy. Zdaniem Rotfelda dokumenty
          dotyczące Szeptyckiego były sfałszowane przez KGB i NKWD. Tego nie
          badałem, więc o tym mówić nie mogę.

          A.B.: Na szczęście jeszcze żyją przez niego ocaleni.

          S.R.: Oni go ubóstwiają. Np. pani Lili Polman z Londynu wspomina,
          jak po przybyciu do św. Jura zaprowadzono ją do gabinetu
          Metropolity. On położył rękę na jej głowie i po ukraińsku powiedział:
          „Nie bój się, dziecko”.

          A.B.: A czego się boi Yad Vashem? Opinii publicznej?

          S.R.: Tak. Kiedy w Izraelu powiesz coś dobrego o Ukraińcach, zaraz
          cię napadną. Na mnie napadali nieraz. O Polakach też, ale najgorzej
          o Ukraińcach.

          A.B.: Bo „Ukraińcy szli z Hitlerem”?

          S.R.: Tak, i Ukraińcy zabijali Żydów. Ale przecież nie wszyscy. Ja
          zostałem ocalony przez Ukrainkę.

          Rozmawiał ksiądz Adam Boniecki.


          Andrzej (Andrej) Szeptycki

          Postać greckokatolickiego metropolity Lwowa Andrzeja Szeptyckiego
          (1865–1944) – dziś duchowego autorytetu dla Ukraińców – od lat budzi
          emocje. Prowadzone są prace zmierzające do jego beatyfikacji, a z
          drugiej strony oskarża się go o nacjonalizm i współpracę z Niemcami.
          Andrzej Szeptycki wywodził się z rodziny wyrosłej na polsko-
          ukraińskim pograniczu, której przedstawiciele dokonywali różnych
          wyborów religijnych i politycznych. Jego brat był legionistą i
          generałem Wojska Polskiego, bratanek – oficer rezerwy i kleryk
          rzymskokatolicki – zginął w Katyniu.
          Roman Maria Aleksander hr. Szeptycki – tak brzmiało jego świeckie
          imię – wybrał tożsamość ukraińską i kapłaństwo. Mianowany przez
          papieża w 1900 r. metropolitą galicyjsko-lwowskim obrządku
          greckokatolickiego, wcześniej zaangażował się w działalność
          polityczną i w budowanie ukraińskiej tożsamości narodowej. W czasach
          C.K. monarchii był m.in. wicemarszałkiem galicyjskiego Sejmu
          Krajowego. Podczas I wojny światowej więziony przez Rosjan, gdy w
          1918 r. wybuchły walki polsko-ukraińskie, był duchowym przywódcą
          idei budowy niepodległej Ukrainy.
          W 1939 r. pakt sowiecko-niemiecki sprawił, że metropolita zaczął
          odgrywać coraz większą rolę i coraz częściej musiał dokonywać
          pragmatycznych wyborów ściśle już politycznych. Najpierw, jeszcze w
          sierpniu 1939 r., potępił narodowy socjalizm. Potem, po zajęciu
          Lwowa przez ZSRR, zalecał duchownym lojalność wobec władz sowieckich
          (acz przewidując, że może paść ofiarą NKWD, potajemnie wyświęcił
          następcę - biskupa Josyfa Slipyja).
          Po wybuchu wojny między III Rzeszą a ZSRR Szeptycki postawił – jak
          wielu Ukraińców – na Hitlera, wierząc, że umożliwi powstanie
          niepodległej Ukrainy. Po zajęciu Lwowa przez Niemców wydał odezwę
          witającą Wehrmacht, a w lipcu 1941 r. w imieniu swoim i narodu
          ukraińskiego skierował do Hitlera deklarację woli uczestniczenia w
          budowaniu „nowego porządku w Europie”. Jednak, mimo nacisków
          otoczenia, nie wydał apelu do młodzieży ukraińskiej, aby wstępowała
          do powstającej od 1943 r. ukraińskiej dywizji Waffen-SS. Podobnie
          nie popierał UPA, ale też nie potępiał jej działań. Potępiał za to w
          listach pasterskich wszelkie morderstwa i morderców.
          Zarazem zorganizował sieć pomocy Żydom, dzięki której uratowano co
          najmniej kilkaset osób (w swoim pałacu ukrywał dwóch rabinów).
          Występował też w ich obronie w liście do Himmlera (w lutym 1942 r.),
          a także do władz okupacyjnych – jak wiadomo, bezskutecznie.
          Szeptycki zmarł w listopadzie 1944 r.
          Dwukrotnie, w roku 1958 i 1962, podejmowano starania o jego
          beatyfikację, ale Watykan odrzucał wnioski. Od kilku lat nowy
          wniosek o beatyfikację znajduje się w Watykanie.
          „Szeptycki kolaborował z nazistami, ale zarazem ratował życie
          Żydom” – napisał o nim Szewach Weiss, krajan arcybiskupa (galicyjski
          Żyd), określający go mianem „ukraińskiego Schindlera”. A Żydzi,
          których w okresie wojny uratował, zabiegają o zaliczenie go w
          poczet „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

          Wśród osób zajmujących się tą sprawą jest prof. Szymon Redlich.
          Urodzony w 1935 r. we Lwowie, młodość spędził w Brzeżanach. Ocalały
          z Holokaustu, w 1950 r. wyemigrował do Izraela. Ukończył historię i
          literaturę na Uniwersytecie Jerozolimskim, sowietologię na
          Uniwersytecie Harvarda i historię żydowską na uniwersytecie
          nowojorskim. Dziś emerytowany profesor historii na Uniwersytecie Ben
          Guriona w Izraelu, jest autorem m.in. wydanej po polsku
          książki „Razem i osobno. Polacy, Żydzi, Ukraińcy w Brzeżanach 1919–
          1945”, porównywanej przez recenzentów do prac Jana Tomasza Grossa.
      • piotrzr "Nie zabijaj" 12.12.08, 17:13
        Odnalazłem ten list pasterski Wielkiego Rusina na arcyciekawym blogu - poniżej
        krótki cytat i link

        "Nie zabijaj" - List Metropolty Andrzeja Szeptyckiego
        Niejednokrotnie podważano treść listu "Nie zabija" Metropolity Andrzeja
        Szeptyckiego. ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, zarzuca Metropolicie ogólnikowość
        i brak odwołania do nie zabijania Polaków. Otóż list Metropolity Szeptyckiego
        odnosi się do życia, jak wartości nadrzędnej, dotyczącej każdego życia. Więc nie
        ma potrzeby wyszczególniać narodowości, bo było by trzeba wspomnieć każdy naród,
        jaki żyje na ziemi. Pominięcie któregoś z narodów groziło by zgodą na jego
        zabijanie. Kolejnym zarzutem kierowanym pod adresem Metropolity jest
        nieskuteczność listu. No zarzut co najmniej, wg mojej oceny zabawny, jak nie
        dramatyczny. Zadaniem Kościoła jest głosić Ewangelię, a nie weryfikować ilu ją
        przyjęło!!! Weźmy dzisiejsze czasy, Kościół głosi, że aborcja jest zabójstwem.
        Kto mądry i na poważnie traktuje chrześcijaństwo, to bierze sobie to do serca, a
        kto nie, to nie. A zadanie głosiciela nie jest sądzić, bo sądził to będzie Bóg.

        Poniżej umieszczam list Metropolity Andrzeja Szeptyckiego "NIE ZABIJAJ",
        zaczerpnięty z książki, Metropolta Andrzej Szeptycki, Pisma Wybrane, Znak,
        Kraków 2000, s. 405-417. Niestety nakład książki już się wyczerpał, a szkoda.

        NIE ZABIJAJ


        Andrzej Szeptycki. Łaską Bożą i błogosławieństwem świętej Rzymskiej Stolicy
        Apostolskiej, arcybiskup metropolita halicki i lwowski, biskup kamieniecki.
        Do duchowieństwa i wiernych w Panu wraz z błogosławieństwem.

        NIE ZABIJAJ


        Kościół Chrystusowy nie przestaje przypominać wiernym o ich chrześcijańskich
        obowiązkach, wśród których na pierwszym miejscu znajduje się obowiązek
        zachowywania przykazań Bożych. Bywają jednak czasy, w których społeczeństwo w
        sposób szczególny potrzebuje, aby wiernym uroczyście i usilnie przypomnieć o tym
        obowiązku. W naszym głębokim przekonaniu nastały takie czasy, czasy, w których
        ludzie zapominają o prawie Bożym, w których mnożą się grzechy, popełniane
        publicznie i otwarcie bez dostatecznego sprzeciwu ze strony chrześcijan. Takie
        podeptanie świętości prawa Bożego, takie zaprzeczenie oddawania należnej czci
        Wszechmocnemu Bogu, która w pierwszym rzędzie polega na posłuszeństwie Jego
        najświętszej woli, jest wielkim nieszczęściem dla ludzi i wielkim
        niebezpieczeństwem. Za podeptanie prawa Bożego może nastąpić i następuje kara
        Boża, która jest największym ziem i nieszczęściem dla ludzkości.

        Dostrzegając również pomiędzy wiernymi powierzonych nam przez Boga diecezji
        przejawy takiego odstępstwa od prawa Bożego, ze strachem o doczesne i wieczne
        dobro drogiego nam narodu, nie ustajemy w poszukiwaniach skutecznych środków,
        aby narodowi ciągle przypominać o jego obowiązkach względem Boga. W tym celu
        przedstawiliśmy zwołanemu przez nas Soborowi Archidiecezji jako przedmiot narad
        i decyzji cały szereg dekretów o prawie Bożym. Sobór Archidiecezji z roku 1941
        zastanawia! się nad trzema pierwszymi przykazaniami i nad niektórymi sprawami
        dotyczącymi czwartego przykazania. Kontynuując pracę rozpoczętą w 1941 roku,
        Sobór Archidiecezji z 1942 roku na sześciu uroczystych sesjach, które do dziś
        się odbyły, uchwalił cały szereg postanowień, które dotyczy czwartego
        przykazania Bożego. Prace Soboru postępowały jednak w tempie wolniejszym, niż
        tego oczekiwaliśmy, ponieważ od początku naszym zamiarem było to, aby szczególną
        uwagę zwrócić na przestrzeganie piątego przykazania- W oczekiwaniu na moment,
        kiedy zgodnie z porządkiem spraw dojdziemy do omawiania piątego przykazania, już
        od roku w krótkich posłaniach zwracaliśmy uwagę czcigodnemu duchowieństwu i
        drogiemu nam narodowi na przeogromne znaczenie zachowywania świętego przykazania
        miłości bliźniego i na skrajne niebezpieczeństwo dla społeczeństwa i całego
        narodu wynikające z przekroczenia przykazania piątego: Nie zabijaj!

        (...)

        pwpotoczny.blogspot.com/2008_11_01_archive.html
        • krouk powstaje film dok. o A. Szeptyckim 09.01.09, 12:39
          "Wszystkie nitki prowadziły do Św. Jura" - rozmowa z Grzegorzem
          Linkowskim, reżyserem pracującym nad filmem dokumentalnym
          pt. „Błogosławiony... Sprawiedliwy?”.

          nslowo.pl/content/view/261/146/
          • tawnyroberts Wszystkie nitki prowadziły do św. Jura - cz. I 12.01.09, 15:11
            Rozmowa z Grzegorzem Linkowskim, reżyserem filmu dokumentalnego
            pt. „Błogosławiony... Sprawiedliwy?”

            Nasze Słowo: Właśnie montuje Pan film dokumentalny o metropolicie
            Andreju Szeptyckim. Czy może Pan powiedzieć kilka słów o tym filmie?

            Grzegorz Linkowski: Jest to film detektywistyczny. Jego konwencja
            polega na tym, że ojciec Stefan Batruch w różnych miejscach na
            świecie: na Ukrainie, w Polsce, w Izraelu, próbuje się dowiedzieć,
            dlaczego tak długo trwa proces beatyfikacyjny metropolity
            Szeptyckiego i proces wnioskowania o tytuł „Sprawiedliwego wśród
            narodów świata”. Wiadomo, że w pierwszym przypadku ciągnie się to
            już ponad 50 lat, a w drugim – szesnaście razy odrzucano wnioski.
            Ostatnio nie odrzucono, zostawiono furtkę, to znaczy sprawy nie
            zamknięto, lecz pozostawiono ją do ponownego rozpatrzenia. Czeka ona
            na to już dwa lata.
            Film zaczyna się od wyjaśnienia na czym polega różnica między
            szowinizmem i patriotyzmem. Ciągle zmagam się z różnymi stereotypami
            patrzenia Polaków na Ukraińców, Ukraińców na Polaków, tych i tych na
            Żydów i na odwrót. Tworzą one taką pływającą po powierzchni pianę,
            którą muszę cały czas odrzucać, by uniknąć wrażenia wiecznego
            spięcia między tymi narodami. Szeptycki dla mnie jawi się jako
            postać działająca zdecydowanie na rzecz ich połączenia. W tamtych
            czasach to było nie do pomyślenia.

            NS: Czy udało się Panu znaleźć odpowiedź na postawione pytania?

            GL: Tak. Częściowo będzie ona w filmie – nie chcę tego opowiadać,
            ale na pewno historia z beatyfikacją i tytułem „Sprawiedliwego wśród
            narodów świata” wynika przede wszystkim ze stereotypowego myślenia,
            z nieumiejętności spojrzenia na metropolitę w sensie
            transcendentnym. Nie można traktować tej postaci bez kontekstu
            historycznego. W Yad Vashem tego kontekstu nie rozumieją, nie
            rozumieją go Polacy, nie rozumieją go nawet Ukraińcy. Ukraińcy nie
            mają świadomości tej postaci. Myślę, że ona dopiero czeka na swój
            renesans. Chociaż Ukraińcy powinni po nią sięgnąć, bo ona była
            profetyczna. Szeptycki zawsze mówił, że Ukraina będzie niezależna.
            Teraz jest dobry moment jeśli chodzi o proces beatyfikacyjny.
            Wygląda na to, że zakończył się etap zbierania różnych dokumentów,
            stawiania pytań – również tych stereotypowych – i odpowiadania na
            nie, w końcu ten kontekst historyczny został uwzględniony. Poza tym
            w porównaniu z Piusem XII, Szeptycki wypada zdecydowanie lepiej. Był
            on bowiem jedyną hierarchiczną osobą, która podczas II wojny
            światowej w tak wyraźny sposób zaprotestowała przeciwko systemowi
            nazistowskiemu, przeciwko Holokaustowi i która stworzyła w Cerkwi
            greckokatolickiej zorganizowaną akcję ratowania Żydów. Szeptycki
            ukrywał u siebie w Pałacu Świętojurskim znane postacie ze świata
            żydowskiego: Dawida Kahane, czy dra Chamajdesa, czy syna Jecheskiela
            Lewina – Kurta, który nota bene w filmie o tym wszystkim opowiada.
            Poza tym są dokumenty i dowody na to, łącznie z jakimiś kartkami
            ostrzegającymi poszczególnych księży greckokatolickich przed
            aresztowaniami, bo w ich parafiach wydaje się za dużo metryk Żydom.
            Szeptycki uruchomił cały system w klasztorach studytów i studytek,
            gdzie w ratowaniu Żydów brało udział około kilkuset mnichów i
            mniszek. Więc takie dokumenty zostały już zebrane. Brakuje jedynie
            cudu. Z tego co mi mówił biskup Hrynczyszyn – bo dotarliśmy do
            biskupa Hrynczyszyna, czyli postulatora, który przez 48 lat
            prowadził w Watykanie proces beatyfikacyjny – jest cud w USA.
            Oczywiście ostateczną decyzję podejmie papież.

            NS: Mimo tych pięknych zasług, o których Pan wspomniał, nagonka na
            metropolitę Szeptyckiego trwa od 50 lat i mam wrażenie, że ostatnim
            czasem się nasiliła. Dlaczego?

            GL: Moim zdaniem ona prowadzona jest z powodów wyłącznie
            politycznych przez ludzi, którzy nie rozumieją kontekstu
            historycznego i budują swój obraz polityczny wyłącznie na wiecznym
            rozpamiętywaniu krzywd. Wiadomo, że w historii i narodu ukraińskiego
            i narodu polskiego działy się różne rzeczy, ale te narody same
            powinny się z tego oczyścić, same powinny zrobić rachunek sumienia.
            W Polsce istnieje jeszcze taki stereotypowy mit Kresów, taki
            rewindykacyjny sposób myślenia o tych miejscach, oceniający
            negatywnie wszystko, co tam się działo. Stąd tragedia Wołynia
            wykorzystywana jest bardzo często do działań politycznych. Dziś tak
            się dzieje, na przykład za sprawą ks. Isakowicza-Zaleskiego, który
            porusza te tematy, ale rzadko wykorzystuje udokumentowane fakty
            odnośnie chociażby metropolity Szeptyckiego. Nie znaleziono ani
            jednego dokumentu, który potwierdzałby, że Szeptycki kazał księżom
            greckokatolickim zabijać. To są jakieś absurdy!

            NS: Ale w wywiadzie do „Rzeczpospolitej” ks. Isakowicz-Zaleski
            powiedział, że Szeptycki popierał Adolfa Hitlera...

            GL: Przede wszystkim trzeba znać kontekst historyczny. Od dwóch lat
            we Lwowie są Sowieci. Kościół jest gnębiony, przeprowadza się
            aresztowania, sytuacja polityczna jest bardzo trudna. Nagle
            przychodzą Niemcy. Szeptycki był kapelanem w oddziałach austro-
            węgierskich, trochę zna ten dryl prusko-austro-węgierski i wydaje mu
            się, że po terrorze, którego doświadczyli, przyjście tego typu armii
            będzie jednoznaczne z wprowadzeniem jakiego-takiego porządku.
            Zwłaszcza po okresie bezhołowia i niszczenia religii. Jego przede
            wszystkim interesowała religia, on nie był, moim zdaniem,
            politykiem, on był przywódcą duchowym, moralnym i religijnym. Ten
            list do Hitlera - którego nota bene nikt nie może znaleźć – miał
            wyłącznie kurtuazyjne znaczenie. Myślę, że wielu wojewodów na
            tamtych ziemiach postąpiło podobnie w stosunku do nowej okupacyjnej
            władzy. Przede wszystkim po to, by ratować swoich obywateli. Sam
            jestem z Lubelszczyzny, więc wiem z przekazów rodzinnych, jak
            wyglądało wejście Sowietów po 17 września, a jak wejście Niemców.
            Niemcy karali za łamanie praw okupacyjnych, ale nie było jeszcze
            eksterminacji Żydów. Oczywiście były tzw. Dni Petlury, czyli pogrom
            we Lwowie zaczynający się 25 lipca 1941 roku, gdy Niemcy
            wykorzystali różne animozje i umiejętnie napuścili motłoch miejski
            przeciwko Żydom. Szeptycki od razu wysłał księży do powstrzymania
            tego tłumu i wydał stosowną odezwę do cerkwi. Piszą o tym i Lewin i
            Chamajdes. Powitania Hitlera nie można w żaden sposób traktować,
            jako współpracy. W filmie od razu w to uderzam: przepraszam bardzo,
            jeśli to była współpraca, to dlaczego Schindler, który był członkiem
            NSDAP i nie tyle współpracował, ile był częścią tego reżimu –
            dostaje tytuł „Sprawiedliwego”? W przypadku Szeptyckiego, który czuł
            się odpowiedzialny za swój kościół, to nie jest żadna zdrada.
            • tawnyroberts Wszystkie nitki prowadziły do św. Jura - cz. II 12.01.09, 15:18
              NS: Ks. Isakowicz-Zaleski zarzuca Szeptyckiemu również, że
              błogosławił powstanie SS Galizien, delegując księży jako kapelanów
              do tej zbrodniczej formacji. Księża greckokatoliccy byli też
              kapelanami innych zbrodniczych formacji: batalionów „Nachtigall”
              i „Roland”...

              GL: To jest kolejna infamia. Istnieje różnica w czasie, kiedy
              powstaje SS Galizien, a kiedy dochodzi nie do błogosławienia, tylko
              zwrócenia się do tych księży, którzy zostali kapelanami. Jest rok
              1943-44, Niemcy przegrywają, zaraz znowu wejdą Sowieci. W takiej
              sytuacji formacje, w których służą Ukraińcy mogą być zalążkiem
              przyszłych sił pilnujących porządku na tych terenach. Wyraźnie mówi
              o tym historyk Szymon Redlich, który badał te dokumenty. Nie ma
              żadnego przykładu na to, że księża greckokatoliccy biorą udział w
              mordach. Żadnego! Zresztą Watykan zamknął proces beatyfikacyjny,
              czyli już nie dyskutuje na ten temat. Odepchnął te argumenty, o
              których mówi ks. Isakowicz-Zaleski. Ks. Isakowicz-Zaleski powinien
              posłuchać tego, co powiedział Jan Paweł II we Lwowie, podczas
              homilii w obrządku greckokatolickim: chcielibyśmy, aby za naszego
              życia wielki metropolita został beatyfikowany. Poza tym, jeśli ks.
              Isakowicz-Zaleski czasami siada w konfesjonale – a powinien, bo jest
              kapłanem - to dobrze byłoby, gdyby troszkę inaczej spojrzał na
              problem rozliczenia z przeszłością i odpuszczenia win, o czym
              zresztą mówi mu jego dawny zwierzchnik Jan Paweł II: Polacy i
              Ukraińcy, musicie w pewnym momencie pozostawić to, co było i zrobić
              wspólny krok dalej. To jest tak, jak w przypadku dokumentów, do
              których dotarłem. Kiedy arcybiskup Bilczewski zwrócił się do
              metropolity Szeptyckiego, by ten potępił zbrodnię wołyńską.
              Szeptycki odpowiedział mu: zróbmy to razem!

              NS: Dlaczego Pan robi film o metropolicie Szeptyckim?

              GL: Spotkałem się z tą postacią wcześniej, podczas robienia filmu o
              Emilianie Kowczu pt. „Proboszcz Majdanka”, gdzie ciągle mówiło się o
              metropolicie. Szeptycki wywierał ogromny wpływ na stosunek
              grekokatolików do innych nacji, na przykład do Żydów. Mówił, w jaki
              sposób należy się w trudnych sytuacjach zachowywać, jakie są zadania
              księży. Najlepszym przykładem tego oddziaływania metropolity był
              właśnie ks. Kowcz, którego nazywano „proboszczem Majdanka”. Ale on
              nie był proboszczem tylko dla chrześcijan, do niego przychodzili
              także Żydzi. On bardzo pomagał wszystkim ludziom. Później spotykałem
              się z innymi przykładami greckokatolickich duchownych, którzy
              ratowali Żydów podczas wojny. Ale wszystkie nitki prowadziły do Św.
              Jura!

              Wywiad w języku ukraińskim ukazał się w numerze 51 "Naszego Słowa"
              21 grudnia 2008 r.

              nslowo.pl/content/view/261/146/
              • piotrzr Re: Wszystkie nitki prowadziły do św. Jura - cz. 12.01.09, 17:50
                Film o ks. Kowczu - oglądnąłem w trackie jego telewizyjnej premiery.
                Czekam na kolejny film - co ważne - z udziałem ks.dr Batrucha - unickiego
                proboszcza z lubelskiej cerkiewki :)
                Dziekuję Tawny za cytowanie tego wywiadu z niezawodnego Naszego słowa :)
                • hansgrubber Tekst homilii JP2 we Lwowie 26.06.01 13.01.09, 17:05
                  "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" (J 2, 5). Odczytany przed
                  chwilą urywek Ewangelii opisuje pierwsze wystąpienie Maryi w życiu
                  publicznym Jezusa i podkreśla Jej współudział w misji Syna. Podczas
                  wesela w Kanie Galilejskiej, w którym uczestniczą Maryja, Jezus i
                  Jego uczniowie, kończy się zapas wina. Maryja, okazując wiarę w Syna
                  i śpiesząc z pomocą dwojgu nowożeńcom, którzy znaleźli się w trudnej
                  sytuacji, nakłania Zbawiciela, aby temu zaradził. On zaś dokonał
                  swego pierwszego cudu. “Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?
                  Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?" – odpowiada Jej Jezus (J 2,
                  4). Te słowa nie onieśmielają Maryi, która mówi do sług: “Zróbcie
                  wszystko, cokolwiek wam powie" (J 2, 5). Ponownie wyraża zaufanie do
                  Syna i Jej wstawiennictwo zostaje wynagrodzone. To ewangeliczne
                  wydarzenie zachęca nas dziś do kontemplacji Matki Bożej jako <> w
                  każdej potrzebie. Pouczające byłoby prześledzenie dziejów
                  chrześcijańskiego ludu i odnalezienie w nich znaków macierzyńskiej
                  opieki Matki Bożej, zawsze zatroskanej o dobro swoich dzieci.
                  Moglibyśmy zgromadzić liczne świadectwa o sytuacjach, w których
                  Maryja występowała w obronie osób i społeczności. Jednakże
                  najpiękniejsze świadectwa możemy odnaleźć w życiu waszych świętych.
                  Przyjrzyjmy się dzisiaj dwóm synom tej ziemi, którzy z nabożeństwa
                  do Najświętszej Panny czerpali bodziec, aby dążyć do doskonałości,
                  co dziś zostaje uroczyście przez Kościół uznane. Są to arcybiskup
                  Józef Bilczewski i ksiądz Zygmunt Gorazdowski. Obydwaj darzyli Matkę
                  Chrystusa głęboką miłością. Swoim życiem i pasterską posługą
                  nieustannie odpowiadali na Jej wezwanie: <>. Heroicznie posłuszni
                  nauczaniu Chrystusa, podążali wąską drogą świętości. Obaj żyli
                  tutaj, we Lwowie, prawie w tym samym czasie. Razem też zostają
                  dzisiaj wpisani w poczet Błogosławionych. 2. Wspominając ich,
                  pozdrawiam z radością was wszystkich tutaj obecnych. W szczególny
                  sposób witam oczywiście księży kardynałów Mariana Jaworskiego i
                  Lubomyra Huzara, biskupów z Konferencji Episkopatu Ukrainy oraz z
                  Synodu Biskupów Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Witam
                  także wszystkich kardynałów, arcybiskupów i biskupów-gości. Witam z
                  kolei was kapłanów, zakonników i zakonnice, seminarzystów i
                  wszystkich, którzy uczestniczycie czynnie w różnych formach
                  działalności duszpasterskiej. Serdecznie pozdrawiam młodych,
                  rodziny, chorych i całą wspólnotę, która zgromadziła się tutaj, żeby
                  przyjąć duchowe przesłanie nowych błogosławionych. Cieszę się, że
                  Archidiecezja Lwowska zyskuje dzisiaj już drugiego błogosławionego
                  arcybiskupa. Po Jakubie Strzemię, który przewodził temu ludowi w
                  latach 1391-1409 i został beatyfikowany w 1790 roku, do chwały
                  ołtarzy zostaje dziś wyniesiony inny ojciec tej archidiecezji,
                  arcybiskup Józef Bilczewski. Czyż nie jest to świadectwem ciągłości
                  wiary tego ludu i błogosławieństwa Boga, który posyła mu pasterzy
                  godnych swego powołania? Jakże nie dziękować Panu Bogu za ten dar,
                  ofiarowany lwowskiemu Kościołowi? Arcybiskup Józef Bilczewski
                  kieruje do nas wezwanie, abyśmy ofiarnie żyli miłością do Boga i
                  bliźniego. To ona była najwyższą regułą jego życia. Od pierwszych
                  lat kapłaństwa darzył żarliwą miłością Prawdę objawioną, co
                  sprawiło, że z poszukiwań teologicznych uczynił oryginalną drogę
                  realizowania w konkretnych czynach przykazania miłości bliźniego.
                  Ten dobry i wierny sługa Pański, ożywiany głęboką duchowością i
                  niegasnącą miłością, był kochany i szanowany przez wszystkich swoich
                  współobywateli, bez względu na wyznanie, obrządek czy narodowość.
                  Dzisiaj jego świadectwo jaśnieje przed nami i jest dla nas zachętą i
                  bodźcem, aby także nasze apostolstwo, karmione głęboką modlitwą i
                  żarliwym nabożeństwem do Matki Bożej, służyło wyłącznie chwale Bożej
                  i świętej Matce Kościołowi, dla dobra dusz. 3. Ta beatyfikacja jest
                  także dla mnie źródłem szczególnej radości. Błogosławiony Józef
                  Bilczewski wpisuje się w linie mojej sukcesji apostolskiej. To on
                  bowiem konsekrował arcybiskupa Bolesława Twardowskiego, ten zaś z
                  kolei wyświęcił biskupa Eugeniusza Baziaka. Z jego rąk otrzymałem
                  święcenia biskupie. Tak więc dzisiaj ja również zyskuję nowego,
                  szczególnego patrona. Dziękuję Bogu za ten przedziwny dar. Jest
                  jeszcze jedna okoliczność, której nie można przeoczyć przy tej
                  okazji. Błogosławiony arcybiskup Bilczewski został konsekrowany
                  przez kardynała Jana Puzynę, biskupa krakowskiego. Obok niego stali
                  jako współkonsekrujący błogosławiony Józef Sebastian Pelczar, biskup
                  przemyski, i sługa Boży Andrzej Szeptycki, arcybiskup
                  greckokatolicki. Czyż nie było to wydarzenie niezwykłe? Duch Święty
                  sprawił wówczas, że spotkali się trzej wielcy Pasterze, z których
                  dwaj zostali już ogłoszeni błogosławionymi, a trzeci – jak Bóg da –
                  dostąpi tego w przyszłości. Ta ziemia prawdziwie zasłużyła na to,
                  aby ujrzeć ich razem, gdy dokonywali uroczystego aktu ustanowienia
                  kolejnego następcy Apostołów. Zasłużyła, aby zobaczyć ich
                  zjednoczonych. Ich jedność pozostaje znakiem i wezwaniem dla
                  wiernych należących do owczarni każdego z nich, którzy za ich
                  przykładem mają budować komunię, zagrożoną przez pamięć o
                  wydarzeniach z przeszłości i przez uprzedzenia wyrosłe z
                  nacjonalizmu. Dzisiaj, gdy wielbimy Boga za to, że ci Jego słudzy
                  okazali tak nieugiętą wierność Ewangelii, odczuwamy głęboką
                  wewnętrzną potrzebę uznania różnych przejawów niewierności
                  ewangelicznym zasadom, jakich nierzadko dopuszczali się
                  chrześcijanie pochodzenia zarówno polskiego, jak i ukraińskiego,
                  zamieszkujący te ziemie. Czas już oderwać się od bolesnej
                  przeszłości! Chrześcijanie obydwu narodów muszą iść razem w imię
                  jedynego Chrystusa, ku jedynemu Ojcu, prowadzeni przez tego samego
                  Ducha, który jest źródłem i zasadą jedności. Niech przebaczenie –
                  udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w
                  każdym sercu. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy
                  gotowi będą stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby
                  razem budować przyszłość oparta na wzajemnym szacunku, braterskiej
                  współpracy i autentycznej solidarności. Dzisiaj arcybiskup Józef
                  Bilczewski i jego towarzysze biskup Pelczar i arcybiskup Szeptycki
                  wzywają was: trwajcie w jedności! (ten akapit Jan Paweł II powtórzył
                  po ukraińsku) Są tu jeszcze Wilamowice – widziałem transparent –
                  miejsce pochodzenia i narodzenia abp. Bilczewskiego. Gratuluję tej
                  miejscowości i tej parafii dzisiejszego święta. Szczęść Boże! 4. W
                  okresie, gdy arcybiskup Bilczewski pełnił pasterską posługę we
                  Lwowie, spędził tam ostatnie lata swego ziemskiego życia również ks.
                  Zygmunt Gorazdowski, prawdziwa perła łacińskiego duchowieństwa tej
                  archidiecezji. Chociaż był słabego zdrowia, powodowany niezwykłą
                  miłością bliźniego poświęcał się nieustannie służbie ubogim. Po jego
                  śmierci uznano, że był <>, a ze względu na swą całkowitą wierność
                  Chrystusowi ubogiemu, czystemu i posłusznemu pozostaje dla
                  wszystkich szczególnie wiarygodnym świadkiem Bożego miłosierdzia.
                  Jest świadkiem przede wszystkim dla was, drogie Siostry św. Józefa,
                  siostry józefitki, które staracie się wiernie go naśladować, szerząc
                  miłość do Chrystusa i do braci przez dzieła wychowawcze i
                  opiekuńcze. Od błogosławionego Zygmunta Gorazdowskiego nauczyłyście
                  się czerpać siły do pracy apostolskiej i głębokiego życia
                  modlitewnego. Życzę wam, abyście tak jak on potrafiły godzić
                  działanie z kontemplacją, karmiąc swe życie duchowe żarliwym
                  nabożeństwem do Męki Chrystusa, tkliwą miłością do Niepokalanej
                  Dziewicy i szczególną czcią św. Józefa, którego wiarę, pokorę,
                  roztropność i odwagę ksiądz Zygmunt starał się naśladować. 5.
                  Przykład błogosławionych Józefa Bilczewskiego i Zygmunta
                  Gorazdowskiego niech będzie zachętą dla was, drodzy kapłani,
                  zakonnicy, zakonnice, seminarzyści, katecheci i stude
                  • hansgrubber Re: Tekst homilii JP2 we Lwowie 26.06.01 cd 13.01.09, 17:10
                    zakonnicy, zakonnice, seminarzyści, katecheci i studenci teologii. W
                    tej chwili w szczególny sposób myślę o was i wzywam was, abyście
                    przyswoili sobie duchową i apostolską lekcję, pozostawioną przez
                    tych dwóch błogosławionych pasterzy Kościoła. Naśladujcie ich! Wy,
                    którzy na różne sposoby pełnicie szczególną posługę na rzecz
                    Ewangelii, winniście tak jak oni czynić wszystko, co możliwe, aby
                    dzięki waszemu świadectwu każdy człowiek, niezależnie od wieku,
                    pochodzenia, wykształcenia i statusu społecznego, czuł w głębi
                    serca, że jest miłowany przez Boga. Taka jest wasza misja. Dążcie
                    usilnie do tego, żeby miłować wszystkich i być do dyspozycji
                    każdego, nie uchybiając nigdy wierności Chrystusowi i Kościołowi. Na
                    tej drodze z pewnością napotkacie wiele trudności i zaznacie
                    niezrozumienia, które czasem może prowadzić nawet do prześladowania.
                    Dobrze o tym wiedzą najstarsi wśród was. Jest wśród was wielu tych,
                    którzy w drugiej połowie ubiegłego stulecia niemało wycierpieli z
                    powodu swej przynależności do Chrystusa i do Kościoła. Pragnę złożyć
                    hołd wam wszystkim, drodzy kapłani, zakonnicy i zakonnice, którzy
                    pozostaliście wierni temu Ludowi Bożemu. Do was zaś, którzy teraz
                    stajecie u boku tych ofiarnych sług Ewangelii i staracie się
                    kontynuować ich misję, mówię: nie lękajcie się! nie lękajcie się!
                    Chrystus nie obiecuje łatwego życia, ale zawsze zapewnia nam swoją
                    pomoc. 6. Duc in altum! Wypłyń na głębię, wypłyń na głębię lwowski
                    Kościele łaciński! Pan jest z Tobą! Nie lękaj się trudności, które
                    także dzisiaj stają na twej drodze. Z Chrystusem odniesiesz
                    zwycięstwo! Odważnie dąż do świętości: w niej kryje się niezawodna
                    obietnica prawdziwego pokoju i trwałego postępu. Drodzy bracia i
                    siostry, zawierzam was opiece Maryi, Matki Bożej Łaskawej, od wieków
                    czczonej przez was w wizerunku, który dzisiaj z radością ukoronuję.
                    Cieszę się, że i ja mogę pokłonić się przed tym obrazem,
                    pamiętającym śluby króla Jana Kazimierza. <<Śliczna Gwiazda miasta
                    Lwowa>> niech będzie dla was oparciem i niech przyniesie wam pełnię
                    łask. Lwowski Kościele łaciński, niech się wstawiają za tobą wszyscy
                    święci i święte, którzy wzbogacili twoje dzieje. Niech cię otaczają
                    szczególną opieką błogosławieni arcybiskupi Jan Jakub Strzemię i
                    Józef Bilczewski wraz z księdzem Zygmuntem Gorazdowskim. Kościele
                    lwowski, idź naprzód z ufnością w imię Chrystusa, Odkupiciela świata
                    i człowieka! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
        • tawnyroberts "Nie zabijaj!" 01.12.10, 19:19
          Jakoś długo nie mogłem się zebrać na dogłębną analizę listu pasterskiego Metropolity Andrzeja Szeptyckiego pod wymownym tytułem "Nie zabijaj!". Okazją do rozważań na ten temat jest widmo zbliżającej się archiwizacji wątku, poświęconego tej znakomitej postaci czasów wojen i nienawiści. Na początek proponuję zapoznanie się z całością listu arcybiskupa, do tej pory zaprezentowanego tutaj przez Piotra jedynie w krótkim fragmencie. List pochodzi z blogu księdza Pawła Potocznego, do którego trafił z książki "Metropolita Andrzej Szeptycki. Pisma wybrane" wydanej przez wydawnictwo Znak w 2000 roku.


          „Nie zabijaj!”

          Andrzej Szeptycki. Łaską Bożą i błogosławieństwem świętej Rzymskiej Stolicy Apostolskiej, arcybiskup metropolita halicki i lwowski, biskup kamieniecki.

          Do duchowieństwa i wiernych w Panu wraz z błogosławieństwem.

          Kościół Chrystusowy nie przestaje przypominać wiernym o ich chrześcijańskich obowiązkach, wśród których na pierwszym miejscu znajduje się obowiązek zachowywania przykazań Bożych. Bywają jednak czasy, w których społeczeństwo w sposób szczególny potrzebuje, aby wiernym uroczyście i usilnie przypomnieć o tym obowiązku. W naszym głębokim przekonaniu nastały takie czasy, w których ludzie zapominają o prawie Bożym, w których mnożą się grzechy, popełniane publicznie i otwarcie bez dostatecznego sprzeciwu ze strony chrześcijan. Takie podeptanie świętości prawa Bożego, takie zaprzeczenie oddawania należnej czci Wszechmocnemu Bogu, która w pierwszym rzędzie polega na posłuszeństwie Jego najświętszej woli, jest wielkim nieszczęściem dla ludzi i wielkim niebezpieczeństwem. Za podeptanie prawa Bożego może nastąpić i następuje kara Boża, która jest największym złem i nieszczęściem dla ludzkości.

          Dostrzegając również pomiędzy wiernymi powierzonych nam przez Boga diecezji przejawy takiego odstępstwa od prawa Bożego, ze strachem o doczesne i wieczne dobro drogiego nam narodu, nie ustajemy w poszukiwaniach skutecznych środków, aby narodowi ciągle przypominać o jego obowiązkach względem Boga. W tym celu przedstawiliśmy zwołanemu przez nas Soborowi Archidiecezji, jako przedmiot narad i decyzji, cały szereg dekretów o prawie Bożym. Sobór Archidiecezji z roku 1941 zastanawiał się nad trzema pierwszymi przykazaniami i nad niektórymi sprawami dotyczącymi czwartego przykazania. Kontynuując pracę rozpoczętą w 1941 roku, Sobór Archidiecezji z 1942 roku na sześciu uroczystych sesjach, które do dziś się odbyły, uchwalił cały szereg postanowień, które dotyczą czwartego przykazania Bożego. Prace Soboru postępowały jednak w tempie wolniejszym, niż tego oczekiwaliśmy, ponieważ od początku naszym zamiarem było to, aby szczególną uwagę zwrócić na przestrzeganie piątego przykazania. W oczekiwaniu na moment, kiedy zgodnie z porządkiem spraw dojdziemy do omawiania piątego przykazania, już od roku w krótkich posłaniach zwracaliśmy uwagę czcigodnemu duchowieństwu i drogiemu nam narodowi na przeogromne znaczenie zachowywania świętego przykazania miłości bliźniego i na skrajne niebezpieczeństwo dla społeczeństwa i całego narodu wynikające z przekroczenia przykazania piątego: Nie zabijaj!

          Nasze dekrety w tej materii zostały odczytane na sesjach przygotowawczych Soboru Archidiecezji w dniach 26.XI i 3.XII br. W trakcie obu tych sesji zastanawiano się, jak można i jak należy kłaść nacisk na przestrzeganie przykazania „Nie zabijaj”. Na obu tych sesjach przygotowawczych zdecydowano, aby na uroczystej sesji, która ma się odbyć 10.XII br., przedstawić do uchwalenia część rozporządzeń dotyczących naszych dekretów. Jednak rozporządzenia te dalekie są od wyczerpania tego arcyważnego problemu. Dlatego to postanowiliśmy w tym oto uroczystym posłaniu przemówić do czcigodnego duchowieństwa i narodu chrześcijańskiego naszej diecezji, aby tym sposobem spełnić przed Najwyższym Bogiem nasz trudny obowiązek duszpasterza i głosiciela Ewangelii i wobec nieba i ziemi przestrzec naszych wiernych przed złem, które ostatnimi czasy szerzy się pomiędzy nami w straszny sposób, tych zaś, którzy popełnili grzech zabójstwa, przywołać do pokuty.

          Najpierw przedstawimy pokrótce wagę, świętość i wielkość prawa Bożego, które każe kochać bliźniego jak siebie samego, i temu światłemu obrazowi z nieba, to znaczy Boskiej cnocie miłości, przeciwstawimy ohydną zbrodnię zabójstwa, które jest bezpośrednim i najbardziej skrajnym przeciwstawieniem się płynącemu z nieba najświętszemu obowiązkowi ludzi, dzięki któremu można sobie zapewnić zarówno szczęście doczesne, jak i wieczne zbawienie w niebie.

          Przede wszystkim, Drodzy Bracia, musimy Wam przypomnieć, że miłość bliźniego w chrześcijaństwie jest wszystkim. Chrześcijaństwo jest nauką miłości, a chrześcijańska prawość to życie miłością bliźniego. Cała nauka Jezusa Chrystusa zawiera się w tym jednym słowie: „kochajmy się nawzajem, gdyż miłość od Boga pochodzi. Tak więc każdy kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Ten zaś, kto nie miłuje, nie zna Boga. (...) Bóg jest miłością - kto trwa w miłości, w Bogu trwa" (1 J 4, 7-8, 16). Chrystus tak pokochał nas, grzeszników, że oddał za nas swoje życie, karmi nas najświętszą Eucharystią, Sakramentem swego Ciała i Krwi. Tak nas pokochał, że pragnie dać nam udział w swoim wiecznym królestwie. Miłość jest najwyższym celem prawa (por. 1 Tm 1, 5). Miłość jest wypełnieniem wszystkich przykazań (por. Rz 13, 10). Miłość jest ratunkiem przed grzechem, „gdyż miłość pokrywa wiele grzechów” (1 P 4, 8). Wiara bez miłości, tak jak i bez zasługi, jest martwa. Bez miłości człowiek jest niczym, bo jeśliby nawet mówił językami ludzi i aniołów, a miłości by nie miał, byłby jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdyby też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice i posiadał wszelką wiedze i wiarę taką, że by góry przenosił, a miłości by nie miał, to byłby niczym. I choćby rozdał na jałmużnę całą swoją majętność, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości by nie miał, nic mu nie pomoże (por. 1 Kor 13,1-3). Prawdziwa miłość obejmuje wszystkich bliźnich. Godzi się co prawda kochać bardziej swoich bliskich, a dalszych, obcych, kochać inaczej, ale miłością chrześcijańską należy obejmować wszystkich. W Starym Testamencie było powiedziane: kochaj twego bliźniego, a nienawidź twego wroga. A Chrystus powiedział nam: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych, módlcie się za tych, którzy was prześladują. W ten sposób staniecie się synami Ojca waszego, który jest w niebie i który sprawia przecież, że słońce wschodzi nad złymi jak i nad dobrymi, a deszcz pada zarówno na sprawiedliwych jak i na bezbożnych” (Mt 5, 44-45). Tej oto najświętszej i wszechogarniającej chrześcijańskiej miłości Boga i bliźniego wyrzeka się i niszczy ją w sobie ten, kto dopuszcza się strasznego, ohydnego przestępstwa przeciwko piątemu przykazaniu Bożemu: „Nie zabijaj!”. Zabójca wyklucza siebie z Bożej społeczności, z rodziny, jaką wedle Bożych zamiarów ma być ludzkość. Ciężkim grzechem przeciwko społeczności ludzi zabójca odłącza się od tej społeczności i ściąga na siebie wielką karę Bożą w wieczności i straszliwe Boże przekleństwo na tym świecie.
          • tawnyroberts "Nie zabijaj!" - cz. II 01.12.10, 19:22
            Tak jak w księgach Bożego Objawienia prawie na samym wstępie swej nauki postawił Bóg opowiadanie o uczynku Kaina i karze jego wyklęcia, jako nieuczyniony ręką ludzką pomnik grozy, przestrogi i odstraszającego przykładu, tak samo w prawie dotyczącym ładu społecznego, które jest prawem ludzkiego szczęścia i dobrobytu, zostawił Najwyższy uczyniony nie ręką ludzką pomnik swojej woli w stosunku do ludzi, ustanawiając zakaz: nie zabijaj! Znaczy to, że po zasadzie przyjęcia i poszanowania autorytetu, podstawą wszelkiego ładu społecznego ma być zasada nienaruszalnej świętości życia ludzkiego. Sam Wszechmocny Bóg strzeże tej świętości, a każdemu, kto tę świętość naruszy, mówi: „Co zrobiłeś? Głos krwi twego brata woła do mnie z ziemi. Będziesz odtąd przeklęty na tej ziemi, która już się rozwarła, aby wchłonąć przelaną przez ciebie krew twego brata. Choć będziesz nadal uprawiał tę ziemię, ona nie wyda ci już plonu. Będziesz jako tułacz i zbieg na tej ziemi” (Rdz 4, 10-12). Ten wyrok nauki Bożej jak grom przekleństwa spada na wszystkich, którzy depcząc świętość Bożego prawa, przelewają niewinną krew i sami siebie oddzielają od społeczności ludzkiej odrzucając to, co w tym społeczeństwie jest największą świętością ludzką, to znaczy świętość życia ludzkiego.

            Piętno przekleństwa, jakim naznaczony jest zabójca, jest jedynie zewnętrznym znakiem tego, co przez ciężki grzech spada na nieszczęsną duszę. W mrocznej duszy zabójcy dzieje się to, co z taką siłą zostało opisane w psalmie. Przewinienie to przerasta jego głowę; staje się ono ciężarem tak wielkim, że przerasta jego siły. Rana jego duszy śmierdzi i gnije w jego żyjącym i jeszcze chodzącym po świecie trupie. Zabójca wzgardził błogosławieństwem prawa Bożego i ono oddaliło się od niego. Wybrał przekleństwo i przekleństwo spadło na niego; przyodział się w przekleństwo, jak gdyby w odzienie; ono przesiąkło, jak woda, do jego wnętrza i w jego kości, jak oliwa. Przekleństwo stanie się odzieniem, w które się odzieje, i pasem, którym na zawsze się przepasze. Bóg stawia nad nim niegodziwca i szatan staje po jego prawicy. Gdy nadejdzie sąd, on wyjdzie z niego skazanym, a jego modlitwa stanie się grzechem. Skrócą się dni jego i ktoś inny zabierze jego majątek; jego dzieci staną się sierotami, a żona jego wdową. Dzieci jego będą się błąkać, żebrać i prosić u tych, których rujnowały. Obcy rozgrabią jego pracę i nikt się nad nim nie zmiłuje, i nie będzie łaski dla jego sierot.

            Takimi strasznymi słowami opisują psalmy Dawidowe (Ps 37 i 108) stan przekleństwa, w który popada zabójca, i taki też jest los zabójcy na tym świecie, a w wieczności przebywanie z diabłem i jego aniołami (por. Mt 25, 41).

            *Zabójstwo z przyczyn politycznych*

            W dziwny sposób oszukują samych siebie i ludzi ci, którzy zabójstwa z przyczyn politycznych nie uważają za grzech, jakoby polityka zwalniała człowieka od obowiązku przestrzegania Bożego prawa i usprawiedliwiała przestępstwo przeciwne naturze ludzkiej. Tak nie jest. Chrześcijanin jest zobowiązany do zachowywania prawa Bożego nie tylko w życiu prywatnym, ale i w życiu politycznym oraz społecznym. Człowiek, który przelewa niewinną krew swego wroga, przeciwnika politycznego, jest takim samym zabójcą, jak ten, który to czyni dla rabunku, i tak samo zasługuje na karę Bożą oraz klątwę Kościoła.

            Chrześcijanin – i nie tylko chrześcijanin, ale i każdy człowiek – jest zobowiązany ze swej ludzkiej natury do miłości bliźniego. I nie tylko chrześcijan, ale wszystkich ludzi będzie Wszechmocny Bóg Jezus Chrystus, sprawiedliwy sędzia, sądzić według wszystkich dzieł ich życia, a szczególnie według dzieł miłosierdzia i miłości bliźniego, jak to zostało opisane w przypowieści o sądzie ostatecznym (Mt 25). Zabójca nie tylko nie miał miłosierdzia dla ubogiego, cierpiącego, uwięzionego, ale i bliźniemu zrobił największą krzywdę, jaką tylko mógł uczynić, odbierając mu życie, i to może w chwili, kiedy ów bliźni, na śmierć nie gotowy, stracił poprzez to wszelką nadzieję na życie wieczne! W ten sposób skrzywdził on wszystkich: dzieci zabitego, żonę, rodziców, którzy bez pomocy zabitego zostali skazani na głód i nędzę. Lecz nie tylko zabił bliźniego, ale również i swoją duszę pozbawił życia, łaski Bożej i wpędził ją w przepaść, z której być może już nie będzie możliwości zbawienia. Być może przekleństwem niewinnej krwi wywołał w swojej duszy demony pożądania, które każą mu w cierpieniach i bólach bliźniego szukać własnej radości.

            Widok przelanej krwi wywołuje w ludzkiej duszy pożądliwość zmysłową, połączoną z okrucieństwem, które szuka zaspokojenia w zadawaniu swoim ofiarom cierpienia i śmierci. Żądza krwi może stać się niczym nieograniczoną namiętnością, dla której największą rozkoszą będzie męczenie i zabijanie ludzi. Człowiek, w którym żądza krwi dochodzi do takiego stanu i który z sadystycznym upodobaniem lubuje się widokiem cierpień, męki i śmierci bliźniego, staje się oczywiście w wysokim stopniu niebezpieczny dla społeczności, w której żyje. Zbrodnia staje się dla takiego człowieka nieodzownym powszednim pokarmem, bez którego męczy się i cierpi, jak gdyby cierpiał na chorobę pragnienia i głodu, które musi ciągle zaspokajać. Nieszczęśliwi są ci ludzie, których skazano na sąsiedztwo z takim zbrodniarzem. W takiej społeczności będą ginąć dzieci, będą popełnianie przestępstwa, których autorów trudno będzie odnaleźć. Potrzeba będzie nie wiadomo jakich starań władzy oddanej dobru społecznemu, by wykryć i ukarać zdegenerowanego osobnika, w którym już nie pozostało prawie nic z jego ludzkiej natury.

            Zabójstwo jest grzechem zarezerwowanym w naszej diecezji. Ordynariat Metropolii pismem z dnia 27.03.1942 roku dla zabójców ustanowił karę klątwy kościelnej, zastrzeżoną dla Ordynariatu. Chociaż klątwa ta nie jest tego rodzaju, by zobowiązywała chrześcijan do unikania zabójcy obciążonego taką karą kościelną, to jednak duszpasterze powinni dokładnie pouczyć naród o klątwie i o jej skutkach, tak aby cały naród wraz z duszpasterzem pracował nad pokutą i poprawą tych nieszczęsnych ludzi, którzy swoimi przestępstwami ściągnęli na siebie klątwę. Całym postępowaniem, często powtarzanymi upomnieniami, unikaniem towarzystwa zabójców, zdecydowanym unikaniem związków rodzinnych z nimi niech społeczeństwo da do zrozumienia zabójcom, że są uważani za zarazę i niebezpieczeństwo dla wsi. Kiedy we wsi nikt się nie przywita ze złoczyńcą, nikt nie wpuści go do domu, nikt się do niego nie odezwie, żadna rodzina nie zgodzi się na spokrewnienie z nim, kiedy nawet w cerkwi chrześcijanie będą wystrzegać się, aby nie stać zbyt blisko złoczyńcy, kiedy na drodze ludzie będą unikali spotkań z nim, kiedy nikt mu niczego nie sprzeda i niczego od niego nie kupi, być może wtedy złoczyńca się nawróci, zacznie życie pokuty i pracę nad własną poprawą. Spowiednicy powinni dołożyć wszelkich starań, aby pokutujących doprowadzić do „doskonałych owoców pokuty". Jeśliby spowiednicy mieli prawo rozgrzeszania z grzechu, który jest zarezerwowany, to niechaj pamiętają, że pokuta za zabójstwo musi być odpowiednio ciężka do dokonanego grzechu. Jeśli grzech ten był kilka razy powtórzony, w duszy przestępcy zaczyna budzić się sadystyczne upodobanie do tego rodzaju przestępstwa. Jeśli te grzechy są publicznie znane, to niechaj spowiednicy nakładają nie tylko ciężkie pokuty, ale i pokuty połączone z zewnętrznym zadośćuczynieniem chrześcijańskiej opinii narodu.
          • tawnyroberts "Nie zabijaj!" - cz. III 01.12.10, 19:25
            *Zabójstwo dzieci*

            W sposób szczególny obrzydliwe, straszne i przeciwne naturze są przypadki, w których rodzice zabijają własne dzieci. Być może jeszcze gorszymi są te przypadki, kiedy dzieci te jeszcze nie przyszły na świat. Już sama okoliczność, że zbrodni dopuszcza się własny ojciec lub matka, że dziecko nie może się bronić, że nie będąc ochrzczone traci wieczne zbawienie – wszystkie te okoliczności czynią spędzenie płodu szczególnym rodzajem przestępstwa. Kiedy zwróci się uwagę na to, że zabójstwo dzieci wyciska na całej rodzinie piętno Kaina i sprowadza przekleństwo na tę podstawową i najważniejszą komórkę życia społecznego, wtedy dopiero należycie oceni się, z jaką energią, zdecydowaniem i, rzec by można, zawziętością duszpasterze muszą pracować, aby ustrzec najświętsze ideały społeczne, jakimi są macierzyństwo i rodzina, od rany, jaką może stać się spędzenie płodu. Do czego dojdzie społeczeństwo, naród, państwo, w którym matki i ojcowie, rodzice-zabójcy dzieci, będą mieli takie pojęcie o świętych obowiązkach rodzicielskich, o godności matki, o arcyważnym znaczeniu społecznym licznego i wychowanego w świętości potomstwa? Jakie wychowanie dadzą innym dzieciom rodzice, którzy umówili się, aby zabić własne dziecko?

            Podobnym do zabójstwa dzieci, chociaż całkowicie innego rodzaju grzechem, jest takie postępowanie, kiedy rodzice ograniczają liczbę potomstwa. Takie przypadki oczywiście nie są grzechami zabójstwa, ale trudno ich nie uważać za wielką krzywdę uczynioną temu dziecku, któremu wprawdzie nie odebrano życia, ale nie pozwolono mu żyć. Nie można tutaj mówić o prawdziwej krzywdzie, bo to dziecko, które miało przyjść na świat, nie nabyło jeszcze żadnych praw człowieka. Nabyłoby te prawa, a być może przyniosłoby rodzicom, a może i całemu narodowi jakieś Boże dary, gdyby mu w tym nie przeszkodziło świętokradzkie i przeciwne naturze postępowanie tych, którzy byli powołani, aby stać się rodzicami. Życie ludzkie to nieoceniony skarb, przede wszystkim dla rodziców oraz dla rodziny i dla całego narodu. Aby ten skarb posiąść, konieczne są ze strony ludzi trud i ofiara. Praca i ofiary, włożone w wychowanie dzieci, są nieskończenie cenniejsze niż jakiekolwiek inne ofiary lub prace. Dusza ludzka jest tworem nieskończenie ważniejszym i cenniejszym niż wszystkie materialne dobra czy dary Boże.

            System ograniczania liczby potomstwa jest systemem, który prowadzi naród do zagłady. Naród, w którym kobiety nie chcą podjąć się ciężaru i obowiązku macierzyństwa, w którym mężczyźni szukają zadowolenia seksualnego, nie bacząc na obowiązki i ciężary życia rodzinnego ani na cel małżeństwa, jest skazany na zagładę. Szybciej lub wolniej będzie on chylił się ku upadkowi. Nawet system „dwojga dzieci”, przyjęty przez większość społeczeństwa, pozbawia je większej liczby jednostek niż krwawa i okrutna wojna! W istocie przypadek ten nie jest przeciwny piątemu przykazaniu Bożemu; wspominamy o nim tylko przy okazji, aby przypomnieć duchowieństwu, że jedynie jego energiczna praca może naród uratować przed zagładą, którą być może Bóg ukarze w dzieciach te rodziny, które przewiniły, nie przyjmując Bożego daru licznego potomstwa.

            *Samobójstwo*


            Spośród przypadków zabójstwa, które należy omówić oddzielnie, gdyż odznaczają się one szczególnym złem, specjalne miejsce zajmuje samobójstwo.

            Człowiek nie ma prawa rozporządzać swoim własnym życiem. Tak jak żołnierz nie ma prawa porzucić wyznaczonego mu stanowiska, a kiedy samowolnie je porzuci, jest uważany za dezertera, tak samo dezerterem jest ten człowiek, który porzuca wszystkie swoje obowiązki razem z miejscem, na którym postawiła go Boża Opatrzność. Z natury rzeczy człowiek jest sługą, Bożym stworzeniem; nie jest panem swego życia i nie decyduje samowolnie o sobie. W jeszcze większym stopniu chrześcijanin jest własnością Jezusa Chrystusa. Jest sługą kupionym za wysoką cenę Krwi Chrystusowej. To, że Wszechmocny Bóg i Jezus Chrystus nie traktują człowieka jak sługi, zwiększa tylko obowiązek człowieka podporządkowania się Bożej woli. Przez Krew Chrystusa-Zbawiciela Bóg odpuszcza grzesznikowi grzech pierworodny, a następnie wszystkie grzechy, za które żałuje. Bóg przyjmuje go za dziecko, za swego spadkobiercę, daje mu prawo bycia obywatelem nieba z Aniołami i Świętymi, lecz to bezgraniczne Boże miłosierdzie nie zwalnia grzesznika od obowiązków nałożonych na niego przez samą naturę. Obowiązki te stają się tym ważniejsze, że zostały uświęcone łaską Bożą. Kiedy chrześcijanin dopuszcza się samobójstwa, łamie nie tylko Boże prawo i obowiązki sługi, ale i przekracza święte obowiązki syna Bożego. Oprócz tego dopuszcza się przestępstwa zabójstwa, przestępstwa jeszcze straszniejszego w obliczu Sędziego. Fakt, że zabity człowiek jest tożsamy z zabójcą albo, że godzi się na zabójstwo i prosi zabójcę o to, by odebrał mu życie, nie zmienia charakteru zbrodni. Bez wątpienia, samobójca jest przestępcą. Dopuszcza się przestępstwa, które czyni jego wieczne potępienie sprawą prawie pewną. Dlatego to zupełnie słusznie, według przepisów prawa kościelnego, nie wolno kapłanom urządzać chrześcijańskiego pogrzebu osobie, która sama sobie odebrała życie. Ciało samobójcy nie jest świętymi relikwiami chrześcijanina, nie należy mu się chrześcijański pogrzeb w poświęconej ziemi z modlitwami Kościoła i kadzidłem. Jego ciało, jak zwierzęca padlina, ma być zakopane poza miejscem przeznaczonym na pochówek chrześcijan.

            Samobójstwo ma też i inne cechy, które wskazują na niską motywację i samolubny charakter zabójcy. Pragnie on ratować jedynie siebie, nie zważając na swoje obowiązki, na żonę i dzieci. Ucieka ze strachu przed cierpieniem, bólem czy przykrościami życia. Nie ma odwagi przyjąć z rąk Bożych krzyża, który Bóg mu daje.
            Oczywiście, nie można za samobójcę uważać człowieka, który nie wie co robi, który na przykład w gorączce i nieświadomości rzuca się z okna na ziemię. Taki człowiek nie chce siebie zabić i nie wie co robi, do pewnego stopnia postradał zmysły. Jak mówią lekarze, istnieje nawet taka choroba, która polega właśnie na tym, że człowiek szuka wszelkich sposobności, aby odebrać sobie życie. W chorobie tej ulega on jakiejś psychicznej konieczności, która powoduje utratę pamięci i doprowadza do realizacji strasznego dzieła. Bezsprzecznie, mogą być więc i samobójcy zupełnie niewinni wobec Boga, ale nie ma wątpliwości, że dobre kazania o samobójstwie mogą powstrzymać nawet i takich nieświadomych.

            Duszpasterze powinni przedstawiać samobójstwo jako obrzydliwe przestępstwo i przy okazji wskazywać na straszne położenie splamionego jeszcze ciepłą krwią człowieka stającego przed Bożym sądem. Szczęśliwym jest ten samobójca, który przed śmiercią może jeszcze wyrazić skruchę; takiego oczywiście można po chrześcijańsku pochować.
          • tawnyroberts "Nie zabijaj!" - cz. IV 01.12.10, 19:28
            Prawo kościelne, które zakazuje urządzania chrześcijańskiego pogrzebu samobójcy, jest niezwykle przykre dla rodziny i władzy kościelnej nie jest łatwo obstawać przy ścisłym wykonywania przepisów kościelnych. Jest to jednak konieczne. Doświadczenie uczy, że myśl o odmowie chrześcijańskiego pogrzebu pomaga pokonać pokusę samobójstwa. Przypominam sobie przypadek, kiedy młodzi rekruci, jeszcze austriackiego regimentu, często z tęsknoty za rodziną i domem podnosili na siebie rękę. Generał czy też pułkownik bardzo zdecydowanie odmawiał pogrzebu takim samobójcom. A swój zakaz wzmocnił jeszcze bardzo energicznym przemówieniem do swoich oddziałów. I było faktem autentycznie potwierdzonym, że od chwili jego przemówienia i zakazu nie powtórzył się już ani jeden przypadek takiej śmierci.

            Sobór Archidiecezji powinien wezwać duchowieństwo do bardzo zdecydowanych i energicznych kazań na temat przestępstwa, o którym mówimy, w sposób szczególny w tych czasach, kiedy tylu ludzi cierpi na zaburzenia nerwowe, a warunki życiowe są tak trudne i przykre, że niekiedy życie wydaje się niemożliwe do zniesienia.

            *Zabójstwo brata współobywatela*

            A kiedy przychodzi nam płacząc wspominać jeszcze przypadki zabójstwa dokonane na braciach, współobywatelach, członkach tego samego narodu ukraińskiego, to z wielkim bólem serca musimy zająć się wrogością, nienawiścią i podziałami, które popychają braci do wojny domowej. Potrzeba rzeczywiście zaślepienia, którego sprawcą jest chyba największy wróg naszego zbawienia – diabeł, aby ludzie, zresztą rozumni i troskliwi o dobro narodu i społeczeństwa, doszli do takiej partyjnej nienawiści, że decydują się aż na przelew krwi. Już nienawiść w stosunku do swoich i bliskich jest czymś tak przeciwnym naturze, tak strasznym i tak bardzo świadczy o zwyrodnieniu, o degeneracji oraz o takim upadku sumienia narodu i ducha patriotyzmu, że nie można mówić o tych przypadkach bez bólu duszy! Nawet wtedy, kiedy przypadki nienawiści i wrogości nie prowadzą do zabójstw, są one nieszczęściem i szkodzą całemu narodowi bardziej niż zwyczajni wrogowie. Nie trzeba Ukrainie większych wrogów, kiedy sami Ukraińcy są wrogami Ukraińców, kiedy siebie wzajemnie nienawidzą i nawet nie wstydzą się tej nienawiści! Chrystus powiedział: „Każde królestwo podzielone samo w sobie będzie zniszczone i zwali się w nim jeden dom na drugi. Jeżeli szatan jest w niezgodzie ze sobą samym, to jakże będzie mogło przetrwać jego królestwo” (Łk 11, 17-18). Dopóki nie będzie pomiędzy nami chrześcijańskiej jedności, dopóty i najsłabszy przeciwnik będzie od nas silniejszy! Dopóki w sprawach narodowych Ukraińcy będą pamiętać bardziej o dobru indywidualnym, dopóty nie będzie mogła się rozwijać wspólna sprawa, ponieważ wspólnej sprawy po prostu nie będzie, bo nie będzie jej w świadomości i sumieniu ludzi!

            Nawołując czcigodne duchowieństwo do usilnego i energicznego nauczania o miłości bliźniego oraz do wytrwałego zwalczania wszelkich przewinień w stosunku do piątego przykazania, ze szczególną prośbą zwracam się do pobożnych chrześcijan, do klasztorów i zgromadzeń zakonnych, do bractw, a może przede wszystkim do niewinnych dzieci w szkołach, i błagam o modlitwę o pokój pomiędzy samymi Ukraińcami. Modlimy się o powszechny pokój dla ludzkości, bo to straszne nieszczęście, którym jest obecna wojna, każdego dnia ukazuje nam, jaką wielką potrzebą jest pokój. A jeśli modlimy się o pokój dla ludzi, to o ile bardziej powinniśmy się modlić o pokój wśród naszego narodu, o pokój wewnętrzny, o zaprzestanie nienawiści, podziałów, wrogości i, mówię ze łzami, przelewu krwi. Kiedy naród ginie z głodu i suszy, należy zanosić błagalne modlitwy przed ołtarz Najwyższego, aby dał nam niezbędny deszcz dla zdrowia, życia i urodzaju. Świat ginie z braku miłości, ginie z ludzkiej nienawiści! Nie przestawajmy błagać Najwyższego o obfity, gorący deszcz Jego świętej łaski z nieba.

            W końcu zwracam się do wszystkich Was wiernych, Drodzy Bracia, i usilnie wzywam do zachowania jak największego spokoju. Czasy wojny przynoszą nam niejedno cierpienie i wiele pokus. Chodzi jedynie o to, by z łaską Bożą trwać przy Bożym prawie i mieć mocną nadzieję we Wszechmogącym, że Jego najświętsza łaska obróci na nasze dobro wszystkie nasze cierpienia, które nam zesłał. Przyjmujemy doświadczenia z rąk Bożych; nic nie dzieje się bez woli Ojca niebieskiego. Bóg, dobry Ojciec, zmiłuje się nad nami, odpuści nam nasze grzechy i pozwoli doczekać błogosławionego czasu pokoju.

            Nie pozwólcie również, Drodzy Bracia, zwieść się z drogi Bożego prawa przez pokusę do grzechu, nie słuchajcie podszeptów ludzi, którzy namawiają do wszelkiego rodzaju zła. Są między nimi i tacy, którzy namawiają do odstępstwa od wiary ojców. Nie zapominajcie, że takie odstępstwo jest ciężkim grzechem, który bardzo trudno jest odpokutować. Trwajcie mocno w wierze, trzymajcie się nadziei, kochajcie naszego Ojca niebieskiego i naszego drogiego Zbawiciela, kochajcie bliźnich, jak Boże dzieci, chrześcijańską miłością bliźniego, a Najwyższy niechaj ochroni Was od wszelkiego zła, niechaj strzeże Wasze rodziny i Wasze dzieci.

            Łaska Wam i pokój od Boga naszego i Pana Jezusa Chrystusa.

            Dano we Lwowie, 21 listopada (1942), w święto Prezentacji Najświętszej Bogurodzicy w Świątyni (4 grudnia wedle kalendarza gregoriańskiego).
    • krouk o Szeptyckich w "TVP HISTORIA" 09.03.09, 15:57
      "Kresowe Dzieje - Dwa oblicza jednego rodu" + "Rody Polskie –
      Szeptyccy".

      TVP HISTORIA - wtorek 10 marca godz. 16.30 a także w piątek o godz.
      11.30. - być może także w innych terminach (?).
    • anonimzwanygallem Re: Andrzej Szeptycki - sprawiedliwy bez medalu 14.03.09, 08:02
      Czy "Sprawiedliwy"???Napisał dwa dość kontrowersyjne listy-Jeden do Adolfa
      Hitlera,drugi po wkroczeniu Sovietów do Józefa Stalina .Poza tym mial
      niejednoznaczna postawe wobec zbrodni UPA.Jeżeli byłby bez skazy byłby "na
      ołtarzach",jakby ratował Żydów miałby ten cały order.Ród Szeptyckich został
      spolszczony i wiernie słuzył Rrzeczpospolitej.Andrzej Szeptycki obrał inna droge.
      (Andrzej Szeptycki był wnukiem Aleksandra Fredry po matce Zofii,fraszek nie pisał).
      • kwiatjabloni20 Re: Andrzej Szeptycki - sprawiedliwy bez medalu 20.03.09, 19:01
        List metropolity Andrzeja Szeptyckiego do Adolfa Hitlera - 23.09.1941r.
        Adolfa Hitlera - 23.09.1941

        "Jego Wysokość Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej – Adolf Hitler

        Wasza Ekscelencjo!

        Jako zwierzchnik katolickiej Cerkwi, przekazuję Waszej Ekscelencji serdeczne
        poważania z okazji zajęcia stolicy Ukrainy, zlotowierzchniego miasta nad
        Dnieprem – Kijowa....

        Widzimy w Panu, niezwyciężonego wodza niezrównanej i sławnej Armii Niemieckiej.
        Sprawa zniszczenia i wykorzenienia bolszewizmu, jaką Pan, jako Fuhrer Wielkiej
        Rzeszy Niemieckiej przyjął za cel w tym pochodzie, zaskarbia Waszej Ekscelencji
        wdzięczność całego chrześcijańskiego świata. Ukraińska Cerkiew grekokatolicka
        wie o historycznym znaczeniu potężnego ruchu Narodu Niemieckiego pod Pańskim
        kierownictwem. Będę się modlił do Boga o błogosławieństwo zwycięstwa które się
        stanie rękojmią trwałego pokoju dla Waszej Ekscelencji, Armii Niemieckiej i
        Niemieckiego narodu.

        Z osobistym szacunkiem. Andrzej hrabia Szeptycki – metropolita."
        Pozwoliłem sobie prztoczyć treść tego listu gdyż pod koniec 1941r.wszyscy
        wiedzieli o totalnej eksterminacji narodu żydowskiego prowadzonej przez Adolfa
        Hitlera
        • mat120 Re: Andrzej Szeptycki - sprawiedliwy bez medalu 08.05.09, 22:17
          Fragment listu metropolity Szeptyckiego do Józefa Stalina
          z października 1944r.:

          "Po zwycięskim pochodzie od Wołgi do Sanu, przyłączyliście na nowo* zachodnie
          ukraińskie ziemie do Wielkiej Ukrainy (USRR). Za spełnienie tych testamentalnych
          pragnień i zmagań „Cały świat chyli czoło przed Wami (...)

          Ukraińców, którzy od wieków uważali się za jeden naród i chcieli być zjednoczeni
          w jednym państwie, składa Wam naród ukraiński serdeczne dzięki. Te światłe
          pociągnięcia wywołały i w naszej Cerkwi nadzieję, że Cerkiew jak i cały naród
          znajdzie w ZSRR pod Waszym przewodem pełna swobodę pracy i rozwoju w dobroci i
          szczęściu (...)"

          * - chodzi o polskie terytoria siłą przyłączone do USRR i wcielone do ZSRR na
          mocy paktu Ribbentrop-Mołotow.

          Czyżby metropolita nie wiedział jaką swobodę i rozwój w szczęściu zapewnił
          Ukraińcom Stalin w okresie międzywojennym?
          • dezyderiusz500 Re: Andrzej Szeptycki - sprawiedliwy bez medalu 25.05.09, 21:57
            Jakie dwa "śliczne" listy... natychmiast dać mu medal, wspaniały człowiek,tyle osób domaga się takiego odznaczenia dla niego, nie wolno tego bagatelizować! :) :)
        • afrykan > kwiatjabloni20 19.07.09, 20:28
          bełkot nie zwraca uwagi na daty. Listy bp. Szeptyckiego z 23 września. Masakra
          Żydów kijowskich - 29 września. Wiem, że wcześniej

          Wrzesień nie jest "końcem 1941", tym bardziej nie wszyscy wiedzieli o "totalnej
          eksterminacji narodu żydowskiego". We Lwowie w 1941 zniszczono tylko główną
          synagogę, pozostałe później. Dopiero w latach 1942-43 większość Żydów wywieziono
          z getta lwowskiego.

          Jaka zatem "totalna ekstermiancja" we wrześniu 1941?

          Bełkot, bełkot, pełen ślepej nienawiści, nie zwraca uwagi na fakty.
    • tawnyroberts Echa krakowskiej konferencji o abp. Szeptyckim 27.11.09, 10:42
      Ze smutkiem stwierdzam, że prasowe doniesienia na temat zakończonej
      wczoraj konferencji "Metropolita Andrzej Szeptycki - człowiek
      Kościoła, działacz społeczny, mąż stanu", zorganizowanej przez
      Polską Akademię Umiejętności w Krakowie, zdominowały pożałowania
      godne wybryki garstki skrajnych prawicowców i pseudokresowiaków pod
      przywództwem "niestrudzonego" księdza Tadeusza Isakowicza-
      Zaleskiego. Czekając na wyczerpujące relacje z przebiegu właściwej
      sesji, zamieszczam jeden z takich artykułów, firmowany przez PAP.


      "Kontrowersje wokół abp. Szeptyckiego"

      Ok. 40-osobowa grupa protestujących zakłóciła w środę w Krakowie
      konferencję poświęconą greckokatolickiemu metropolicie lwowskiemu
      abp. Andrzejowi Szeptyckiemu. Obrady na kilkanaście minut przerwano.

      Organizatorzy konferencji podkreślali, że zależy im na przybliżeniu
      Polakom postaci abp Szeptyckiego jako duchownego, społecznika i męża
      stanu. "Chcemy pokazać społeczeństwu polskiemu i tym, którzy przyjdą
      tu, zaproszeni lub nie, tą wspaniałą, wielka postać" - mówił
      dziennikarzom Aleksander Szeptycki z Fundacji Rodu Szeptyckich.
      Według protestujących, Szeptycki wspierał nacjonalizm ukraiński oraz
      agresję hitlerowską.

      Podczas otwarcia obrad prezes Polskiej Akademii Umiejętności prof.
      Andrzej Białas, powiedział, że abp Andrzej Szeptycki był
      postacią "wielką i tragiczną". "Nie jestem historykiem i nie śmiem
      oceniać męża stanu, ale chylę głowę przed człowiekiem Kościoła,
      który wytrwale pracował dla pojednania narodów. Przyszło mu żyć i
      działać w czasach nieludzkich, okrutnych, a należał do tych,
      niestety niewystarczająco licznych, którzy rozumieli, że dla pokoju
      nie ma alternatywy" - zaznaczył prof. Białas.

      Ordynariusz wrocławsko-gdański Ukraińskiego Kościoła
      Greckokatolickiego bp Włodzimierz Juszczak przypomniał, że trwają
      starania o beatyfikację abp Szeptyckiego. Wyraził nadzieję, że
      konferencja przyczyni się do przedstawienia prawdziwego obrazu tego
      duchownego i życzył, by była ona próbą obiektywnego przedstawienia
      postaci, a nie tylko - jak zdarzało się dotychczas - jednostronnym
      zestawieniem faktów.

      Zdaniem przedstawicieli środowisk prawicowych i kresowych, które
      zorganizowały protest, dwudniowa konferencja jest "daleka od
      standardów nauki" i ma służyć gloryfikacji jednej z najbardziej
      kontrowersyjnych postaci czasów II wojny światowej. Według nich,
      Szeptycki wspierał nacjonalizm ukraiński oraz agresję hitlerowską, o
      czym świadczą np. modlitwy w cerkwiach w intencji wojsk niemieckich
      i brak sprzeciwu wobec działań grekokatolików, którzy uczestniczyli
      w akcjach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej
      Powstańczej Armii (UPA).

      Protestujących oburzyło też, że jednym z patronów konferencji jest
      biskup lwowski Ihor Wozniak, który w 2007 r. poświęcił we Lwowie
      pomnik jednego z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów
      Stepana Bandery.

      "Ta akcja nie jest skierowana w żaden sposób przeciwko narodowi
      ukraińskiemu" - podkreślił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski podczas
      pikiety przed budynkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Protestujący
      przynieśli ze sobą transparenty: "Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają
      ofiary", "Ukraino! Dlaczego nie ma krzyży na mogiłach 150 tys.
      Polaków pomordowanych prze UPA?" i "Szeptycki popierał Hitlera i SS
      Galizien". Po wejściu do auli, w której odbywała się konferencja,
      okrzykami przerwali pierwszą z zaplanowanych sesji.

      "Protestujemy przeciwko sesji ku czci hitlerowskiego kolaboranta,
      bez elementów krytycznych. Sesji, która obraża uczucia rodziny
      ofiar" - mówił przez megafon ks. Isakowicz-Zaleski uniemożliwiając
      rozpoczęcie sesji o działalności abp Szeptyckiego w
      Kościele. "Hańba! Hańba!" - krzyczeli przedstawiciele środowisk
      prawicowych i kresowych tupiąc w podłogę. "Dlaczego się boicie
      prawdy?" - pytali.

      Organizatorzy ogłosili kilkunastominutową przerwę. W jej trakcie
      prof. Włodzimierz Mokry z Katedry Ukrainoznawstwa UJ oraz policjanci
      prosili protestujących o spokojne zachowanie i umożliwienie obrad, a
      organizatorzy zaproponowali dyskusję po wygłoszeniu referatów.
      Protestujący wyszli, bo - jak podkreślili - w asyście policji nie
      będą dyskutować, a poza tym dyskusji w programie nie
      przewidziano. "My zawsze mówimy, że jesteśmy za pojednaniem polsko-
      ukraińskim, ale nie za gloryfikacją faszyzmu, takich ludzi jak
      Szeptycki czy Bandera, dlatego uważam, że ta sesja do pojednania nie
      doprowadzi. Wręcz przeciwnie, wywoła kolejne konflikty" -
      przekonywał ks. Isakowicz-Zaleski.

      Według prezesa Fundacji Rodu Szeptyckich, Macieja Szeptyckiego,
      odbiór metropolity nigdy nie był jednoznaczny, a on sam decydując
      się na powrót do Kościoła greckokatolickiego miał świadomość, że dla
      Polaków będzie Ukraińcem, a dla Ukraińców - Polakiem. "Dla wielu
      jest on symbolem wszystkiego dobrego i złego, co stało się za sprawą
      narodu ukraińskiego. Tak jest traktowany przez tych, którzy tu
      krzyczeli" - tłumaczył PAP Maciej Szeptycki.

      Według niego, protestujący przeciwko konferencji trzymają się
      stereotypów, a kontrowersje wokół abp Szeptyckiego wynikają z
      różnych decyzji metropolity. "Części z tych decyzji on sam żałował
      albo uważał, że były złe i przyniosły inne owoce niż się
      spodziewał" - zastrzegł Maciej Szeptycki.

      "On jest dla obu stron niewygodny" - ocenił przywołując tytuł filmu
      dokumentalnego Grzegorza Linkowskiego, który zostanie pokazany w
      Krakowie. "Był człowiekiem, który nie pasował jednym i drugim,
      zwłaszcza tym, którzy chcieli walczyć ze sobą" - podkreślił Maciej
      Szeptycki.

      "My nie ukrywamy faktów. Sprowadzenie metropolity do listu, który
      został wysłany do Hitlera (z gratulacjami po zwycięstwie na
      Ukrainie - PAP) i drugiego listu wysłanego do Stalina, to jest
      ograniczenie go do zera. Za nim stoją dziesiątki, setki prac
      teologicznych, on przede wszystkim był biskupem. Trzeba patrzeć na
      niego przez pryzmat wszystkich jego osiągnięć w jego życiu, rzeczy,
      które stworzył" - przekonywał prezes Fundacji Rodu Szeptyckich.

      Zdaniem Aleksandra Szeptyckiego, zarzuty, że abp Szeptycki
      kolaborował z hitlerowcami i nie sprzeciwiał się zbrodniom UPA, były
      podsycane przez komunistyczną propagandę, by poróżnić naród polski i
      ukraiński. "Nie ma podstaw ku takim zarzutom. Kontakty były, bo
      musiały być zarówno z okupantem, jak i z ukraińskim podziemiem, bo
      był to zwierzchnik Kościoła" - mówił dziennikarzom Aleksander
      Szeptycki. "Ale zdecydowanie potępiał okrucieństwo i mordy.
      Wystarczy poczytać dokumenty" - podkreślił.

      Andrzej Szeptycki (1865-1944), greckokatolicki metropolita lwowski,
      halicki i biskup kamieniecki, pochodził z rodziny arystokratycznej.
      W 1888 r. wstąpił do klasztoru bazylianów, zmieniając tym samym
      obrządek. W 1899 został mianowany biskupem ordynariuszem
      stanisławowskim, a w 1900 - metropolitą halicko-lwowskim. Opowiadał
      się za zjednoczeniem prawosławia z grekokatolicyzmem. Wspierał ideę
      niepodległości Ukrainy. Po zajęciu Lwowa przez wojska niemieckie
      wydał odezwę witającą armię niemiecką. Delegował kapelanów do
      Ukraińskiej 14. Dywizji Grenadierów SS, zarzuca się mu, że miał
      dwuznaczny stosunek do UPA. W czasie wojny abp Szeptycki organizował
      pomoc dla Żydów, dzięki utworzonej przez niego siatce pomocy
      uratowano kilkaset osób. Dwukrotnie podejmowano starania o jego
      beatyfikację, obecnie trwa jego kolejny proces beatyfikacyjny.

      Organizatorami konferencji "Metropolita Andrzej Szeptycki - człowiek
      Kościoła, działacz społeczny, mąż stanu" są: Fundacja Rodu
      Szeptyckich, PAU, Kolegium Europy Wschodniej, Fundacja im. św.
      Włodzimierza i Katedra Ukrainoznawstwa UJ. Patronatem objęli ją
      zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego kard. Lubomyr
      Huzar, metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz, metropolita
      przemysko-warszawski Kościoła greckokatolickiego abp Jana Martyniak
      oraz arcybiskup lwowski Ihor Wozniak.

      PAP
      • grabarz_wolynski Re: Echa krakowskiej konferencji o abp. Szeptycki 27.11.09, 23:57
        tawnyroberts napisał:
        ... wybryki garstki skrajnych prawicowców i pseudokresowiaków pod przywództwem
        "niestrudzonego" księdza Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego.

        Tak mówią o ludziach domagających się prawdy skrajni nacjonaliści ukraińscy.
        A może to reakcja na niegdysiejsze a i współczesne wybryki kleru grekokatolickiego?
        • piotrzr Re: Echa krakowskiej konferencji 01.12.09, 08:50
          Swoje zdanie o ormiaszce wyrażałem już wielokrotnie i nie będę się powtarzał.
          A że teraz zadziałał z bandą bojówkarzy w stylu ubeków rozbijających "latające
          uniwersytety" to tez mnie nie dziwi :)
          Metropolita Szeptycki był , jest i będzie Wielką Postacią i dla świadomych
          Polaków i Ukraińców - a zwariowany klecha, nieszczęsny Ormianin z Krakowa
          któremu się we łbie przewróciło ??
          Za czasów pierwszej solidarności był Kimś - ale teraz jest i będzie nikim, zerem
          które walczy by stać się no najmniej jedynką :)
          • venus99 Re: Echa krakowskiej konferencji 01.12.09, 09:19
            sądząc z nagromadzenia inwetyw działalność "ormiaszki" musi
            nacjonalistom ukraińskim doskwierać.prawda zawsze boli.
            Szeptycki jako autor pamietnych listów do Hitlera i Stalina z całą
            pewnością był,jest i będzie "Wielką Postacią" dla ukraińskich
            nacjonalistów.nacjonaliści zazwyczaj lubują się w miernotach
            moralnych.
            • darino Re: Echa krakowskiej konferencji 01.12.09, 12:07
              Oto i odpowiedź na istnienie kultu księży i biskupów w Polsce :)))
              • venus99 Re: Echa krakowskiej konferencji 01.12.09, 12:18
                ten kult nie jest powszechny na całe szczęście.
          • grabarz_wolynski Sekta w akcji..:) 01.12.09, 19:07
            piotrzr napisał:
            Swoje zdanie o ormiaszce wyrażałem już wielokrotnie i nie będę się powtarzał.
            > A że teraz zadziałał z bandą bojówkarzy w stylu ubeków rozbijających "latające
            > uniwersytety" to tez mnie nie dziwi :)
            > Metropolita Szeptycki był , jest i będzie Wielką Postacią i dla świadomych
            > Polaków i Ukraińców ** - a zwariowany klecha, nieszczęsny Ormianin z Krakowa >
            któremu się we łbie przewróciło ??

            ** "swidomy Ukrainiec" - potoczna nazwa członków sekty banderowskiej

            www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=2408
            We wczorajszym wywiadzie dr Andrzej Zięba nazwał czcicieli Szeptyckiego sektą.
            Patrząc na tę wzmagającą się agresję mogę tylko poprzeć to stwierdzenie. Tak to
            jest sekta, na dodatek bardzo niebezpieczna. Przypadek wręcz psychiatryczny, a
            nawet i kryminalny.
            • piotrzr Re: Sekta w akcji..:) 02.12.09, 08:41
              I to ta właśnie sekta uczciła w Krakowie przed laty właśnie Metropolitę
              Szeptyckiego w sposób materialny - jak i gdzie to Darek - jako "krakus" powinien
              wiedzieć. Nie powiem na forum jak i gdzie aby nie prowokować szaleńców i idiotów
              z bandy Isakowicza .
              A całkiem niedawno telewizja (chyba Historia) przypomniała bardzo dobry (moim
              zdaniem) film o rodzie Szeptyckich. Bardzo zacni ludzie ! Zaiste piękny to Ród
              który wydał tak zacnych potomków :)
      • tawnyroberts Kościół, naród, państwo 21.02.11, 22:32
        Za portalem "Grekokatolicy.pl" podaję informację o prezentacji książki "Kościół, naród, państwo. Działalność i dziedzictwo metropolity Andrzeja Szeptyckiego (1965-1944)", będącej pokłosiem wzmiankowanej w tym wątku krakowskiej konferencji na temat arcybiskupa. Warto zaopatrzyć się w tę pozycję, bo od nazwisk autorów referatów może zakręcić się w głowie. Szkoda tylko, że sama prezentacja odbędzie się w dalekim Wrocławiu.


        PREZENTACJA KSIĄŻKI „KOŚCIÓŁ, NARÓD, PAŃSTWO. DZIAŁALNOŚĆ I DZIEDZICTWO METROPOLITY ANDRZEJA SZEPTYCKIEGO (1865–1944)" .

        Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego zaprasza na prezentację książki "Kościół, naród, państwo. Działalność i dziedzictwo Metropolity Andrzeja Szeptyckiego (1865-1944)" 28 lutego 2011 roku o godzinie 17.00 w sali konferencyjnej Ossolineum, pl. Nankiera 17, Wrocław. Głos zabiorą: kard. Henryk Gulbinowicz - arcybiskup senior Archidiecezji Wrocławskiej, ks. prof. Borys Gudziak - rektor Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie, ks. dr Bohdan Prach - prorektor Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie, dr Andrzej Szeptycki - wiceprezes Zarządu Fundacji Rodu Szeptyckich.

        Prowadzenie: Jan Andrzej Dąbrowski.

        O książce:
        Kościół, Naród, Państwo. To trzy hasła, wokół których skupiała się działalność i życie metropolity Andrzeja Szeptyckiego oraz tytuł książki złożonej z tekstów wygłoszonych na krakowskiej konferencji poświęconej jego dziedzictwu. Szeptycki to ważna i niejednoznaczna postać, która wpisuje się w historię polsko-ukraińskich relacji. Wnuk Aleksandra Fredry, brat przedwojennego ministra i generała polskiej armii, duchowy przywódca Ukraińców. Książka zawiera teksty po ukraińsku oraz po polsku. Dostępna w księgarni internetowej
        www.kolegium.istore.pl.

        Autorzy tekstów: Andrzej Roman Szeptycki, Piotr Kuszka, Włodzimierz Mokry, Piotr Siwicki, Jurij Awwakumow, Shimon Redlich, Liliana Hentosz, Sebastian Dmytruch, Inna Pojizdnyk, Switłana Hurkina, Grzegorz Motyka, Timothy Snyder, Igor Hałagida, Rostysław Kramar, Marek Melnyk, Łukasz Jasina, Maria Szeptycka, Myrosław Marynowycz, Stefan Batruch, Piotr Tyma, Włodzimierz Juszczak, Kurt Lewin.

        Redakcja książki: Andrzej Roman Szeptycki.

        Patroni spotkania:
        Fundacja Rodu Szeptyckich, Nowa Europa Wschodnia, Związek Ukraińców w Polsce, Eparchia Wrocławsko-Gdańska Kościoła Grekokatolickiego.

        Wstęp wolny.

        grekokatolicy.pl/aktualnosci/prezentacja-ksiazki-koscio-narod-panstwo.-dziaalnosc-i-dziedzictwo-metropolity-andrzeja-szeptyckiego-1865-1944.html
    • krouk "katecheza w czasach pogardy" 21.03.11, 09:43
      W najnowszej książce Grzegorza Motyki pt. "Od rzezi wołyńskiej do akcji Wisła" jeden z rozdziałów (kilkanaście stron) nosi tytuł: "Metropolita Andrzej Szeptycki - katecheza w czasach pogardy".

      Warto przeczytać.
      • tawnyroberts Nowa książka Motyki 21.03.11, 11:20
        Książkę nabyłem, a właściwie to dostałem w prezencie, ale jeszcze nie przeczytałem. Przeglądając ją pobieżnie, zwróciłem uwagę na dużą ilość zdjęć, co w przypadku Motyki jest raczej rzadkością i "nieekonomiczne" wykorzystanie papieru (spora czcionka i potężne marginesy), co z pewnością miało wpływ na cenę - ok. 40 złotych. Na okładce Motyka zamieścił zdjęcie wykonane po napadzie UPA na Łodzinę, o którym już kiedyś wspominałem przy okazji artykułu sanockiego historyka Andrzeja Romaniaka. Fotografia swoją wymową bije na głowę wszystkie "kresowe", szokujące okrucieństwem, publikacje razem wzięte. Może dlatego, że nie ma w niej "pornografii śmierci". Jest za to ból i rozpacz po stracie najbliższych, zamkniętych już w skleconych naprędce trumnach. Naprawdę wstrząsające!

        Dzięki Krouku za rekomendację. Jak przeczytam, to "skrobnę" coś na ten temat. Pozdrawiam!
        • krouk Re: Nowa książka Motyki 22.03.11, 13:42
          Książka ta, jak mówi sam autor to popularnonaukowe podsumowanie jego dotychczasowego dorobku – sądzę, że najciekawszą propozycję stanowi dla czytelników mniej zorientowanych w temacie. Praca zawiera dość dużo powtórzeń – głównie z „Ukraińskiej partyzantki…” ale jest tam też trochę nowych wątków, informacji, opinii – dlatego też może być interesująca także dla osób bardziej obeznanych w sprawach, których dotyczy.

          O książce, niedawno w "Gazecie Wyborczej":
          wyborcza.pl/1,76842,9202769,Motyka_niepokorny.html
          Również pozdrawiam :)
    • tawnyroberts Listy Andrzeja Szeptyckiego na "ukrcenter.com" 21.03.12, 08:09
      Na reklamowanym już na tym forum serwisie "Український Центр", będącym istną darmową kopalnią wszelakich współczesnych i historycznych tekstów, są dwie pozycje autorstwa metropolity Andrzeja Szeptyckiego: "Життя - це мистецтво" i "Листи до заробітчан". Dla zainteresowanych ciągle aktualnym przesłaniem dzieł tego wielkiego ukraińskiego duszpasterza, zamieszczam bezpośrednie linki do listów:

      www.ukrcenter.com/Література/Андрей-Шептицький/25750-1/Життя-це-мистецтво
      www.ukrcenter.com/Література/Андрей-Шептицький/25348-1/Листи-до-заробітчан
      • venus99 Re: Listy Andrzeja Szeptyckiego na "ukrcenter.com 02.04.12, 17:51
        a co z wiernopoddańczymi listami tego Wielkiego Człowieka do Adolfa Hitlera a 3 lata później do Józefa Stalina?może warto je opublikować?
        • tawnyroberts Listy Andrzeja Szeptyckiego do Hitlera i Stalina 02.04.12, 20:33
          Nie widzę żadnych przeszkód, publikuj waść, ale z dobrych źródeł. Chętnie zapoznam się z całością, bo czytałem jedynie fragmenty.
          • venus99 Re: Listy Andrzeja Szeptyckiego do Hitlera i Stal 03.04.12, 09:53
            upublicznianie twórczości tego wielkiego człowieka nalezy do ukraińskich obowiązków.chyba się nie wstydzicie tego co ten miłosnik Hitlera,Stalina i UPA napisał?
    • tawnyroberts Re: Andrzej Szeptycki - sprawiedliwy bez medalu 02.04.13, 14:58
      • 99venus Andrzej Szeptycki - moralne zero 02.04.13, 18:58
        sługa wielu panów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka