mharrison
30.09.04, 13:08
Niniejszy wątek dedykuję księdzu Benkowi, z podziękowaniami, ze wszystko
było „tak jak trzeba”.
Proszę księdza,
Nie tak dawno, w tym właśnie kościele, przyrzekaliśmy sobie miłość i
wierność; przyrzekaliśmy, że wychowamy w wierze dzieci, którymi Bóg nas
obdarzy.
Niestety, wychowanie naszego dziecka nie było nam dane. Jedyne, co możemy dla
niego zrobić, to godnie je pożegnać.
Nasz misternie tkany świat, swoisty mikrokosmos, rozsypał się w drobny mak.
Nasze marzenia, nieśmiało snute plany legły w gruzach.
1.Wiemy, że nasze Dziecko jest już u Boga. Proszę jednak zrozumieć, że
oddalibyśmy wszystko, by nasze dziecko nie umarło. By mieć je z powrotem,
tulić w ramionach, trzymać w swej dłoni małą rączkę.
2.Proszę nie izolować się od naszego bólu i cierpienia. Współodczuwanie
naszego smutku nie oznacza utraty przez księdza obiektywizmu i
profesjonalizmu. Szczere współczucie księdza ustanowi między nami nową,
głębszą relację. Niech ksiądz po porostu będzie z nami. Towarzyszenie nam na
tym bolesnym zakręcie życia jest wyrazem troski i miłości bliźniego.
3.Proszę nas wysłuchać. Osieroceni rodzice mają potrzebę wyrażenia swoich
uczuć. Zadamy mnóstwo nawarstwiających nam się pytań, na które nie możemy
znaleźć odpowiedzi. My je po prostu musimy zadać. Proszę nie ksiądz nie
obawia się słów „nie wiem”. Niektóre z tych pytań wzbudzą księdza dyskomfort,
będą sprzeczne z wyobrażeniami księdza o śmierci. Dziś, jak nigdy wcześniej,
potrzebujemy akceptacji.
4.Żałobie towarzyszy ogromny ból, emocjonalne rozdarcie. Proszę nie myśleć,
że „jesteśmy silni”, że „mamy wiarę”. Proszę, by ksiądz unikał następujących
wyrażeń: „taka wola boża”, „ tam jest mu lepiej”, „jest teraz z Bogiem”
lub „masz teraz w niebie Anioła”. Słowa te przynoszą pociechę niektórym
rodzicom, u innych wywołują jednak negatywne emocje. Proszę zrozumieć, że w
tych niezmiernie trudnych dniach niektórzy rodzice powątpiewają w mądrość
Boskiego zamysłu, przeżywają swoisty bunt. Proszę nie sugerować, że
cierpienie jest doświadczeniem mogącym przyczynić się do naszego rozwoju
duchowego, że jest błogosławieństwem. Przynajmniej, jeszcze nie teraz…
5.Proszę powstrzymać się od komentarzy: „No cóż, masz jeszcze inne
dzieci”, „jesteś młoda i możesz jeszcze mieć dzieci”. Wiem, że mamy jeszcze
inne dzieci, wiem, że mamy szansę na kolejne dzieci, jednak TO DZIECKO było
jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe i niepowtarzalne; żadne inne go nie zastąpi.
6.Chcielibyśmy uroczyście pożegnać i pochować nasze dziecko. Pragnęliśmy je
ochrzcić w kościele, w obecności rodziców chrzestnych, rodziny i przyjaciół
przynieść je do Kościoła i poprzez chrzest włączyć do jego wspólnoty. Nie
zdążyliśmy, ale PRAGNELISMY. To chrzest pragnienia. Encyklopedia
katolicka: "Chrzest pragnienia, będący świadomym aktem osoby ludzkiej, w
przypadku śmierci ludzi niezdolnych do podjęcia samodzielnej decyzji może być
zastąpiony pragnieniem Kościoła, pośredniczącego w realizowaniu powszechnej
woli zbawczej Boga, a tym samym pragnącego zbawienia wszystkich ludzi (votum
Ecclesiae); dlatego też większość teologów uważa, że zbawienie dzieci
zmarłych bez chrztu wodą przed dojściem do używania rozumu dokonuje się na
podstawie tego, iż Kościół, reprezentowany głównie przez rodziców dziecka,
pragnie jego zbawienia; w tym pragnieniu mieści się również pragnienie chrztu
wodą [moje podkreślenie - PMS]. [...]".
Alfons Skowronek, Chrzest. I. Teologia. C. Doktryna, EK III, 359 (cały
fragment I. C. znajduje się w kolumnach 357-361; bibliografia do fragmentu I.
C. 2. Konieczność w kol. 360; całość fragmentu I. C. 2. - na kol. 359-360).
7.Wiemy, że kościół dla naszego dziecka przewiduje pokropek (skropienie
trumny wodą święcona w zakrystii). Wiemy również, że istnieje możliwość
odprawienia mszy w intencji rodziców połączonej z pożegnaniem naszego
dziecka. Wiemy, że mszę odprawia się za grzechy zmarłego, a nasze dziecko
zgrzeszyć nie mogło. Jednak dla nas, wierzących Rodziców, uczestnictwo w mszy
na pogrzebie własnego dziecka jest bardzo ważne. Wiemy, że nasze dziecko było
mniejsze, ważyło jedynie kilka kilogramów (czasem dużo mniej), ale przecież w
oczach Boga wszyscy są równi. Niemożność pochowania własnego dziecka dla
rodziców jest cierpieniem i bólem
na całe życie.
8.Proszę nam pomóc w organizacji takiej mszy, wyciągnąć pomocną dłoń,
pozwolić nam zaangażować się w jej przebieg, wybrać jedno z czytań, pozwolić
starszemu rodzeństwu odczytać je z ambony (niech nie staną się „zapomnianymi
żałobnikami”), proszę nam pozwolić przyprowadzić „swojego” organistę,
śpiewaka, skrzypaczkę; są oni naszymi przyjaciółmi. Poprzez swoje
uczestnictwo w pożegnaniu naszego dziecka chcą nas wesprzeć.
9.Proszę, by w nabożeństwie pogrzebowym zawarta była równowaga pomiędzy
śmiercią, smutkiem, bólem i cierpieniem, a Bożą miłością, życiem wiecznym u
boku Boga, jego słodkim jarzmem. Proszę, by homilia, wygłoszona przez księdza
była zindywidualizowana, by nie zabrakło w niej słów skierowanych
bezpośrednio do rodziny. By wspomniał w niej ksiądz o naszym dziecku, by
nazwał je po imieniu. Nadaliśmy mu imię; po imieniu wezwał go sam Bóg.
10.W tych trudnych dniach jesteśmy tacy rozbici i bezradni. Może ksiądz
mógłby nam pomóc w kontaktach ze szpitalem, grabarzem, zakładem pogrzebowym.
11.Proszę nie zostawiać na progu kościoła, proszę pojechać z nami na
cmentarz, poprowadzić ostatnie pożegnanie nad trumną, towarzyszyć nam przy
opuszczaniu trumny z ciałem naszego dziecka do grobu. Pożegnanie na cmentarzu
jedynie w obecności rodziny i grabarzy jest dla nas bolesne.
12.Uwaga na rodzinę w żałobie jest skierowana zazwyczaj jedynie przez
pierwsze kilka tygodni. To dla nas za krótko. Żałoba rodziców po śmierci
dziecka nie skończy się wraz z upływem 6 miesięcy, będzie trwać do końca
naszego ziemskiego życia. Proszę o nas nie zapominać. Podejść do nas czasami
po niedzielnej mszy, wesprzeć słowem.
13.Proszę poinformować innych rodziców, którzy stracili swoje dzieci o grupie
wsparcia dla rodziców po stracie dziecka. Kontakt z innymi rodzicami, którzy
znaleźli się w podobnej sytuacji jest nieoceniony. Udzielą oni wsparcia,
porozumieją się w pół słowa. Dzięki temu, ich żałoba przebiegnie nieco
łagodniej. Przede wszystkim nie zostaną sami ze swym bólem, smutkiem i
cierpieniem.
Jezus powiedział „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie
im; do takich bowiem należy królestwo Boże.” [Mt 10,14]. W tych słowach Bóg
zawarł swój specyficzny stosunek do dzieci; są one fundamentalnym przykładem
jego miłości. Czy więc nie zasługują one na uroczyste i godne pożegnanie, na
równi z naszymi dorosłymi bliskimi, którzy odeszli z tego świata?