Dodaj do ulubionych

dziecko w szpitalu

30.11.04, 14:39
Nie mogę przestać o tym mysleć. Byłam w szpitalu na badaniach z moim synkiem.
I to co tam zobaczyłam, spędza mi sen z powiek. Ze wszystkimi dziećmi były
mamy, a z jednym nie. To już nasza druga wizyta w szpitalu i to dziecko wciaż
samo. Zapytałam pielęgniarek czy ktos je odwiedza. Ponoc mama, ale na krótko
i rzadko. Ta dziewczynka - tak ok. 1,5 roczku, cały czas stoi w łózeczku i
płacze. Patrzy tylko na inne dzieci i ich mamy... widok przerazajacy. jest
sama na sali (innych widzi poprzez okna łączące salki ze soba). Weszłam tam
do niej, bo nie mogłam wytrzymać. Dziecko strasznie do mnie ręce wyciagało, a
ja nie mogłam jej wziąć (jest to oddział zakaźny), a ja byłam tam z moim
synkiem, któy jest zdrowy. Jedno co mogłam zrobic, to zostawic jej
zabaweczke, bo niestety nie miala żadnej w łóżeczku. Poprzednio widzialam,
jak dziecko bawiło sie ... kroplówka. ma chyba początki choroby sierocej. Nie
mogę przestac mysleć o tej dziewczynce. Nie mogę oceniac jej matki, bo moze
ma taka sytuacje, ze nie moze z nią byc. ale zal mi tego dzieciaka
niesamowicie. Przeciez to jest dla niego stres niesamowity i na pewno odbije
sie to na jego psychice. Najgorsze, ze nikt na ten płacz nie reaguje. mam
nadzieje, ze to dziecko bedzie w tym szpitalu krótko.
Obserwuj wątek
    • karpatka1 Re: dziecko w szpitalu 30.11.04, 15:21
      Wiem, co czujesz!
      Rok temu leżałam w szpitalu z moją córeczką. W sąsiedniej sali leżały dwie
      siostry. Jedna miała 3 latka, druga 1.5 roczku. Obie z zatruciem i biegunkami
      na kroplówkach. Rodzice pojawiali się razem (nie wiadomo po co) ok. 17. i do
      18. usypiali dzieci. Maluchy budziły się wyspane o 20. i rozpoczynał się płacz.
      Często do rana. Serce mi się kroiło, kiedy starsza usiłowała matkować młodszej.
      Czasami mamusia pojawiała się na krótko przed południem. Kiedy usiłowałam
      opowiedzieć jej o rozpaczy dziewczynek usłyszałam, że przesadzam, a na oddziale
      są przecież siostry od tego, by uspokoić...
    • mamisio Re: dziecko w szpitalu 30.11.04, 16:01
      Niestety taki widok rozdziera mi serce. Będąc z Misiem w CZD widziałam właśnie
      takie dzieci. Nie mam prawa osądzać rodziców,ale ja na czas pobytu wzięłam w
      pracy urlop, mimo, że pracowałam tylko tydzień. Dla mnie mój synek jest
      najważniejszy i w takich momentach jak pobyt w szpitalu zawsze z nim będę.
      Nie twierdzę, że dla rodziców tych dzieci, które leżą same nie są one ważne, a
      jednak, ja mimo wszystko nie zostawiłabym Michasia samego.
    • katlin25 Re: dziecko w szpitalu 30.11.04, 18:22
      Z nami w szpitalu na drugim łóżeczku leżał prawie roczny chłopiec -
      Kacperek.Mama prawie wogóle go nie odwiedzała,siostry i lekarze przynosili mu
      zabawki i środki do pielęgnacji.Przywiązałam się do niego przez 10 dni,bawiłam
      się z nim,bo mój aniołek miał 2 miesiące i cały czas spała.Uczyłam go troszkę
      chodzić,nakręcałam karuzelę.Miał takie śliczne oczka i był taki mądry (i
      cwany :) ).Tak mi go szkoda....Często myślę co się teraz z nim dzieje?
    • aankaa Re: dziecko w szpitalu 30.11.04, 18:43
      > ..oddział zakaźny), a ja byłam tam z moim synkiem, któy jest zdrowy. Jedno co
      > mogłam zrobic, to zostawic jej zabaweczke, bo niestety nie miala żadnej w
      > łóżeczku

      przykre to co piszesz

      a bardziej to, że (tak było gdy mój syn leżał w szpitalu na zakaźnym) zabawka
      może "zostać na oddziale" - żeby mu nie było przykro uszyłam identyczną -
      akurat zażyczył sobie foczkę - a takowej w żadnym sklepie nie znalazłam).
      Jeśli możesz/stać Cię na to - spraw jej identyczną i poproś personel o
      wręczenie przy wypisie. Pewnie wiesz co mam na myśli ...
    • ladyhawke12 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 07:18
      w lipcu tego roku gdy bylam z Darkiem w szpitalu, w Prokocimiu, obserwowalam
      wiele takich przypadkow, kiedys gdy byl obchod lekarzy i wyproszono mnie z
      sali, chodzilam po korytarzu i uslyszalam placz dziecka, podeszlam zobaczyc czy
      cos sie dzieje, wszlam do sali i jakie bylo moje zdumienie. Na sali lezalo
      dwoje dzieciaczkow, z jednym z nich ok 2letnim byla mama, dugie 3 miesieczne
      strasznie plakalo, i zaczelo wymiotowac, natychmias zawolalam pielegniarke, i
      pomoglam przebrac i umyc maluszka ona zmieniala posciel. Na moje pytanie do
      matki tamtego starszego dzieciaczka czemu nie zareagowala, powiedziala cos co
      mnie zmrozilo, To przeciez nie moje dziecko, nie mam slow. Rozmawialam pozniej
      z pielagniarka, powiedziala ze faktycznie malego nikt nie odwiedza, ale
      sytuacja w ich domu jest bardzo ciezka maja 5 dzieciakow, sa bezrobotni a bilet
      to chleb dla dzieci, powiedziala tez ze jest ich pielegniarek za malo i
      niewiedza w co rece wlozyc, strasznie duzo bylo wypadkow, i zatruc. Nie
      potepiam teraz rodzicow ktorzy czasami nie moga odwiedzic dziecka, nie znaczy
      ze go niekochaja, potepiam nieztety ta matke ze poza wlasnym dzieckiem nie
      widzi nic, malenstwo by sie udusilo.
    • gosiap10 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 07:23
      Wlasnie wrocilam od Marty ze szpitala. Wczoraj doszlo na oddzial kilkoro nowych
      dzieci. Dwojgu z nich nie towarzyszyli rodzice (chlopczyk okolo 3 lat i 4-5
      miesieczne niemowle). Mimo, ze pielegniarki staraly sie jak mogly dodac otuchy
      tym samotnym dzieciom (bawily sie, nosily na rekach...), plakaly one prawie
      przez cale popoludnie i noc. Zaczynal najczesciej chlopczyk - placzem i
      nawolywaniem mamy, a po chwili z drugiego konca korytarza odzywalo sie
      niemowle.
      Pamietam jednak doskonale moja rozmowe z pewnymi rodzicami sprzed ponad 3 lat.
      Tuz po urodzeniu Marta lezala w pokoju, z ktorego przez szybe widzielismy
      chlopczyka starszego od niej o 1 dzien. Mial on podobnie jak Marta bardzo
      powazna wade serca i tez oczekiwal na operacje (w 6-7 dobie zycia). W trakcie
      kolejnych 2 miesiecy wielokrotnie dzieci znajdowaly sie na tych samych
      oddzialach. I przez ten caly czas rodzice chlopca odwiedzali godzine dziennie
      miedzy 17 a 18. Przynosili prezenty, robili zdjecia...i usypiali malego.
      Pozniej duza czesc nocy chlopczyk przeplakiwal. Od pielegniarek wiedzialam, ze
      rodzice mieszkaja najwyzej 30 minut od szpitala, dlatego ktoregos razu
      odwazylam sie im powiedziec o nocnych placzach ich dziecka i spytalam, czy nie
      mogliby do niego przychodzic czesciej (tak bardzo bylo mi zal ich maluszka). W
      odpowiedzi uslyszalam, ze oni spedzaja wystarczajaco duzo czasu u niego i, ze
      LICZY SIE JAKOSC WSPOLNIE SPEDZONEGO CZASU, A NIE JEGO ILOSC! Mam wrazenie, ze
      rodzice czasami potrafia byc potworami!!!
      • anka1 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 08:22
        wiecie co tak czytam i czytam i mysle jak wazna role do spelnienia mieliby w
        takich sytuacjach wolontariusze. sa przeciez ludzie ktorzy potrafia
        bezinteresownie poswiecic swoj czas dla innych, najwyzsza pora zeby personel
        szpitalny o tym pomyslal.
        • gosiasz3 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 08:46
          No właśnie,całkowicie sie zgadzam , Aniu z Tobą.Zwłaszcz,ze jest WIELE
          osób,które chciałyby w ten sposób pomóc.
          • anka1 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 09:09
            moze warto zeby GW zorganizowala kolejna akcje ?
    • monika_69 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 09:30
      Nie potępiajcie tak łatwo wszystkich matek!Spędziłam z moim synkiem wiele czasu
      wszpitalach,choć głównie w CZD i spotykałam różne sytuacje rodzinne.Mój Maciek
      miał i ma to szczęście ,że zawsze i wszędzie byłam przy nim(z wyjątkiem OIM-ale
      i tam mi się często udaje).Spotykałam matki ,które miały wiele dzieci ,często
      małych a tu nagle jedno lądowało w szpitalu i na nikogo ze swoich bliskich nie
      mogły liczyć.Zdarzało się ,że jedno z dzieci ,które zostały w domu było
      przewlekle chore.Przeszłam przez onkologię i twierdzę że tak solidarnych matek
      jak tam niegdzie nie poznałam-tam każda z nas zajmowała się nie tylko swoim
      dzieckiem ale każdym ,które tej pomocy(nawet utulenia) wymagało.Nie wyobrażam
      sobie obojętności na cierpienie drugiego dziecka-jeśli nie daje się rady samemu
      (bo moje akurat wymiotuje)-to wołasz pielęgniarkę.Żal mi kobiet przesiąkniętych
      znieczulicą ,które nie chcą widzieć niczego obok ,ale też matek,które dbaja
      przesadnie o własne samopoczucie a zapominają o dziecku(takie też spotkałam
      -jednak w ułamkowym procencie).
      • anka1 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 09:37
        Moniko ja nie potepiam matek. zycie jest zyciem i rozumiem ze rozne sa
        sytuacje. ale bardzo zal mi dzieci i uwazam ze warto sie tym problemem zajac.
        • izamr Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 09:43
          wczoraj poruszona opowieziałam o tym mojej mamie. ona opowiedziała mi pewną
          historie. kiedy ja byłam mała - miląm 18 m-cy wyladowałam w Prokocimiu, bo
          mialam małą wadę serca. niestetty w tamtych czasach wolno było tylko owiedzać
          dzieci w wyznaczonych godzinach. i wiecie co? po 6 tyg. jak wróciląm do domu,
          mama nie mogła mnie uśpic. usypałam tylko na siedząco bujając sie do przodu i
          do tyłu. mialam po prostu chorobę sierocą. później spałam z maą chyba do 10
          roku życia. cały czas bałąm sie podobno, ze znowu zostane sama.
          szok, prawda?
      • ladyhawke12 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 09:47
        Moniczko nikt nie potepia tych matek, pisalam o tym w swoim poscie. sa naprawde
        ciezkie sytuacje zyciowe, gdzie rodzice musza wybierac miedzy biletem, a
        chlebem dla pozostalych w domku dzieci. Ja ze swojej strony jak moglam tak
        czest bylam u malenstwa i najwieksza dla mnie nagroda bylo, gdy jka stawalam w
        drzwiach przestawalo plakac, glaskalam i tulilam, czesto przychodzil ze mna moj
        syn, mowil do malenstwa o ona tak pieknie sie smialo. Natomiast nie potrafie
        zrozumiec znieczulicy tej matki ktora tam siedziala, ze nie zawolala nawet
        pielegniarki gdy malestwu cos sie dzialo, ja siedzialam w szpitalu od 5 rano do
        23 i wtedy moglam pomoc, pozniej pielgniarki mowily ze syn jest duzy zebym szla
        do domu. Niestety dzwonilam do szpitala pytac co z malesnstwem , gdy syn
        wyszedl ze szpitala, nie mogly udzielic informacji, ale zawsze jak bylismy na
        zmianie opatrunku bylam u malca. teraz nie wiem co sie z nim dzieje niestety.
    • monika_69 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 09:51
      Jeśli spotkacie na swojej szpitalnej drodze samotne dziecko- sprawdzcie jego
      sutuację rodzinną -nie przechodżcie tak łatwo obok.Czasami warto podrzucić jakiś
      drobiazg,wtedy możecie zobaczć uśmiech nie tylko na twarzy dziecka ale i matki
      ,która uwierzy ,że świat nie jest taki zły.Wiem,że nie jeteśmy w stanie
      opiekować sie wszystkimi dziećmi tego świata-ale bijmy sie o wejście na oddziały
      szpitalne wolontariuszy.Może to być kolejny temat dla akcji "GW"-popieram ten
      pomysł.Młodzież (i nie tylko oni)chce pomagać-ale brak im
      zorganizowania.Potrzebne jest ukierunkowanie tej pomocy-współpraca z
      personelem.Dopóki nic się nie zmieni pomagajmy tym obok...
      • anka1 Re: dziecko w szpitalu 01.12.04, 13:43
        zatem Gazeto do dziela !
        :)
        • anka1 Re: dziecko w szpitalu 08.12.04, 14:03
          podciagam do gory.
          Gazetko nie spij !:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka