ania981
20.01.05, 12:25
Przepraszam za ciszę ale dopiero dzisiaj "odwiedziłam" forum i natknęłam się
na Twój post. Po przeczytaniu artykułu o operacjach w łonie matki miałam do
siebie pretensję że mogłam zrobić więcej niż zrobiłam. Nie wiedziałam, że
takie operacje są wykonywane w Belgii (też pewnie udalibyśmy się tam, żeby
ratować maleństwo). Po Twoim poscie wiem, że zrobiliśmy wszystko. Najgorsze w
tym wszysktim jest to, że lekarze ukrywali przede mną stan faktyczny
przepukliny. Nie wiem czy chcieli oszczędzić mi cierpienia w czasie ciąży czy
może rzeczywiście trudno jest odróżnić organy wew. na USG. Dr Dangel
uspokajała mnie, że przepuklina u mojego maleństwa jest na dolnej granicy
żeby mógł przezyć. Mówiła, że oba płucka są rozwiniete, że są przepływy i
najważniejsze że serduszko jest dobrze rozwinięte. Dopiero po urodzeniu
dziecka i operacji okazało się że maluszek miał tylko jedno płuco i to
malutkie a drugiego nie miał wcale a do tego doszła wada serca - mała co
prawda ale jednak. Tak więc jak tu wierzyć lekarzom?. Jeszcze w czasie ciązy
byliśmy u dr. Bacewicz z CZD gdzie mały miał być operawany od razu po
urodzeniu i wtedy dowiedziałam się, że nie jest tak pięknie jak mówiła dr
Dangel. Okazało się że dr. Dangel wylicza wskaźnik objętosći główki do płuc i
u nas ten wsaźnik wynosił 0,7%. Natomiast żeby dziecko miało szansę na
przeżycie ten wskaźnik musi wynosić minimum 1%.
Jeżeli będziesz chciała do mnie napisać to podaję Ci mój numer gadu gadu
7561493. Będę trzymać za Ciebie kciuki, żeby jednak wszystko się udało. Może
przepuklina u Twojego dziecka okaże się mniejsza niż wynika to z USG. Cuda
się zdarzają.