Dodaj do ulubionych

A co Wy myslicie?

21.01.05, 19:21
Moim zdaniem jedna z najbardziej nieludzkich praktyk
stosowanych we wspolczesnej medycynie jest to,ze w szpitalach
matki zdrowych noworodkow lleza obok tych mam co urodzily martwe
lub chore dziecko.Przecierz to barbarzynstwo!Ajakie jest Wasze
zdanie?
Obserwuj wątek
    • pullpecja Re: A co Wy myslicie? 21.01.05, 19:49
      Niestety, to jest okrutne...:o(
      Ale są też przypadki, gdzie kobiety, które poroniły leżą z ciężarnymi, które
      walczą o każdy dzień życia dla swojej fasolki -jak to wpływa na ich
      samopoczucie?...
      Z tego co widzę, raczej nie ma nadzieji aby podejście do tej sprawy szybko się
      u nas w Polsce zmieniło:o(
      • mama_kakaszka Re: A co Wy myslicie? 21.01.05, 21:10
        Witam!!!
        Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Kiedy leżałam na patologii ciąży byłam w
        ostatnim miesiącu, Agnieszka z sąsiedniej sali urodziła wcześniaczka, jej
        córeńka odeszła w czwartej dobie życia, paradoksalnie wtedy kiedy jej stan
        wyraźnie się poprawił. Ja już zawsze będę pamiętać Agnieszkę i dzidziunię,
        którą widziałąm w inkubatorku kiedy wywoływali mi poród. Maleńka zmarła o
        20.00, mąż Agnieszki około 23 odebrał ją ze szpitala. Po śmierci Maleńkiej
        byłam przerażona tym co będzie z moim synkiem, chociaż do tej pory ciąża
        przebiegała prawidłowo. Nie chciałam żeby podłączyli mi KTG, nie chciałam
        słyszeć jak bije serduszko Łukaszka, nie chciałam żeby Agnieszka to słyszała,
        kiedy jej mąż ją zabrał dziękowałam Bogu, że nie będzie musiała na nas patrzeć
        i słuchać bicia serca innych dzieci i że my nie będziemy rano musiały spojrzeć
        jej w oczy. Nie powiedziałam jej nic, bo nie wiedziałam co, stałam tylko
        zdrętwiała pod ścianą i bezmyślnie patrzyłam jak płacze, jak dzwoni do męża i
        powtarza słowa, które nie powinny paść a nigdy w ten sposób "może pani jutro
        wziąc wypis, ja o 20 zanotowałem zgon". Myślałam o niej i o tym cholernym KTG i
        wtedy przyszło mi do głowy że mamy, któtych dzieci odeszły, żeby nie potęgować
        ich bólu, nie powinny leżeć razem z nami na jednym oddziale z kobietami w ciąży
        i z noworodkami, bo w tym szpitalu te dwa oddziały, oddzielało jedynie biurko
        oddziałowej.
        Dzisiaj nie jestem o tym do końca przekonana, zastanawiam się czy powinno się
        izolować te mamy, co jest dla nich lepsze. Nigdy na to pytanie nie znajdę
        odpowiedzi. Mam tylko nadzieję, że nigdy więcej nie będę, przy matce, której
        mówi się, że straciła swoje Maleństwo.
    • heath2 Re: A co Wy myslicie? 22.01.05, 17:35
      To nieludzkie, zgadzam się. Ja miałam jeszcze inną sytuację: w 2000 roku
      urodziłam wcześniaczka, który walczył przez tydzień o żźycie. Po porodzie
      położono mnie na dwuosobowej sali z mamą, która straciła córeczkę...Wiecie, co
      ja wtedy czułam ? Mimo woli widziałam mojego synka w trumnie. Nie jestem
      religijna, ale wtedy codziennie mówiłam różaniec. I udało się.Ale tamtych chwil
      nie zapomnę nigdy. Tak jakby skazano mnie na oczekiwanie najgorszego w tej sali.
      • zorka7 Re: A co Wy myslicie? 22.01.05, 17:53
        Leżałam na pięcioosobowej sali - pięć mam i czworo zdrowych dzieci - 24 godziny
        na dobę. Wizyty pediatryczne, ważenie, kąpanie niemowlaków. I ja pod oknem,
        zastygła jak kamień, niewidoczna.
        Tylko i aż pięc dni.

        Po drugim porodzie to samo - tyle że sala 3-osobowa. Trzy mamy, dwoje dzieci,
        ale ja już z grubszą skórą i szczęściem na dnie serca - bo przecież mały radzi
        sobie świetnie na OIOMie... Tym razem reszta świata stała się dla mnie
        niewidoczna. Za pierwszym razem było odwrotnie.
        • verdana Re: A co Wy myslicie? 22.01.05, 18:06
          Może się mylę,ale gdy ja rodziłam wiele lat temu w Szpitalu Bielańskim była
          oddzielna sala dla matek chorych dzieci i oddzielne dla matek wcześniaków. A
          te, którym maleństwa zmarły kładziono na ginekologii.
          Moja znajoma urodziła 15 lat temu martwa córeczke i też połozono ją na
          ginekologii. Czyżby zmieniło się na gorsze? Zgroza!
          • pullpecja Do verdana 23.01.05, 01:26
            Poroniłam w szpitalu Bielańskim ok. siedmiu lat temu. Przypadki poronień i
            matrwych ciąż ładowano do ośmioosobowych pokojów razem z "zagrożonymi"
            ciężarnymi na oddziale (już nie istniejącym -sepsy). Przerobiono go na
            ginekologię, a zamiast ginekologii utworzono odział psychiatryczny. Nie wiem
            jak jest obecnie, ale wątpię aby coś się zmnieniło na lepsze, bo patologia
            ciąży była trzy lata temu połączona z położnictwem czystym. Jakieś dziwne
            mieszanki...? Kobiety z dziećmi chorymi leżały w pokojach z dziećmi zdrowymi -
            nie było żadnego odizolowania.
            Nie wiem jak jest obecnie -bo nie byłam dawno pacjentką szpitala Bielańskiego i
            mam nadzieję że nie prędko będę...
            Wiele mnie tam spotkało złego, ale i dobrego.

            Pozdrawiam
    • gruchotka Re: A co Wy myslicie? 22.01.05, 23:22
      Szpital, w którym urodził się mój starszy syn był jednym słowem
      koszmarny. Ale mimo to, była zupełnie oddzielna sala w końcu
      korytarza, gdzie leżały mamy po stracie lub mamy chorych dzieci.
      Mat urodził się w 26 tyg., więc trafiłam do takiej sali. Leżały
      tam dwie mamy, jedna straciła synka, druga po 7 poronieniach
      urodziła ciężko chorą córeczkę. To, co te mamy przeżywały i jak
      będę pamiętać do końca życia...
      Ja te 3 dni po porodzie zniosłam wyjątkowo dobrze, mimo, że stan
      Mata był krytyczny, ale była nikła nadzieja, u tych mam niestety
      już nie.
      I jeżeli mamy w takiej sytuacji miałyby leżeć w sali z noworodkami,
      to uważam, że byłoby to barbarzyństwo.
      • moniao1 Re: A co Wy myslicie? 23.01.05, 00:10
        ja chcialabym wymazac z pamieci wspomnienia z sali na poloznictiwe..gdzie
        lezalam ja i 5 mam ze swoimi maluchami..Moj synek lazal kilka sal dalej w
        inkubatorze..Ja "szorowalam" paciorki rozanca i ryczałam dniem i noca, a
        pozostale mamy niezrecznie trwaly w ciszy..Kiedy wychodzilam z sali i do niej
        wracalam docieralo do mnie wyraznie jak cichnie gwar i radosne rozmowy..One
        przystawialy swoje dzieciaczki do piersi, a ja walczylam z
        laktatorem..Naprawde..chcialaby m o tym zapomniec...
        A zdaje sie ze to stolica i specjalistyczny szpital..
        • thaures Re: A co Wy myslicie? 23.01.05, 00:42
          5 lat temu moja przyjaciółka urodziła córeczkę-leżała na sali z kobietą, która
          przed porodem powiedziała,że swojego dziecka nie weżmie do domu-miała tragiczną
          sytuację materialną. Pamiętam jak rozmawiałyśmy z przyjaciółką o jej dziecku
          szeptem,żeby tamtej nie urazić. Do dzisiaj pamiętam,że leżała tyłem do nas i
          płakała..To było dla mnie nieludzkie,że znalazła się w sali z inną kobietą,
          która miała swoje dziecko przy sobie.
          • marta_i_koty Re: A co Wy myslicie? 23.01.05, 01:19
            Po urodzeniu synka w 27 tyg. położono mnie ( na moją prośbę ) samą w sali
            dwuosobowej. Przyznam, że kiedy jeszcze leżałam na sali porodowej, z
            przerażeniem myślałam o tym, co zrobię, kiedy położą mnie na sali z innymi
            mamami i ich dziećmi... Na szczęście tak się nie stało...
    • renata3 Re: A co Wy myslicie? 23.01.05, 20:00
      Ja kiedys juz o tym pisalam. Na mojej 5 osobowej sali lezala obok mnie
      dziewczyna ktora urodzila wczesniaka(walczyl o zycie), 2 kolejne mialy czesto
      dziecko przy sobie i karmily je, 1 poronila, 1 urodzila dziecko martwe. Moj
      Hubert byl tez na OIM-e. Przerazala mnie obojetnosc pielegniarek i poloznych
      kiedy przy nas wszystkich oswiadczyly mlodej mamie, ze dziecko-coreczka wlasnie
      umarla. Akurat tamte dwie mamy karmily swoje malenstwa. Szok i to w szpitalu
      ktory zajal 2 miejsce w akcjii "rodzic po ludzku". Tyle ze nie dane mi bylo tam
      ani rodzic po ludzku ani nie traktowano tam kobiet po stracie dziecka po ludzku.

      Pozdrawiam
      Renata
    • bea75 na szczęście nie wszystkie szpitale .... 24.01.05, 11:03
      jest to barbarzyństwo i tu muszę pochwalić szpital im Orłowskiego w W-wie : po
      śmierci mojego dziecka panie położne zrobiły wszystko żeby znaleźć mi pokój na
      innym oddziale - dzięki temu spędziłam te trzy dni na malutkim oddziale z 6
      pacjentkami po operacjach ginekologicznych, w małym pokoiku z jedną
      współlokatorką - cisza, spokój, żadnego biegania pielęgniarek, kobiet w ciąży,
      no i ... dzieci ... byłam im bardzo, bardzo wdzięczna
      pozdrawiam
      Bea
      • melka_x Re: na szczęście nie wszystkie szpitale .... 24.01.05, 11:55
        > jest to barbarzyństwo i tu muszę pochwalić szpital im Orłowskiego w W-wie :
        po
        > śmierci mojego dziecka panie położne zrobiły wszystko żeby znaleźć mi pokój
        na
        > innym oddziale

        Mną się nie przejmowano w Orłowskim. Moje dziecko walczyło o życiu, a ja cały
        czas leżałam z matkami szczęśliwie donoszonych, zdrowych lub z naprawdę
        niewielkimi problemami niemowlaków.
        • 1megan Re: na szczęście nie wszystkie szpitale .... 24.01.05, 16:44
          O ilę dobrze się orientuję to ja również urodziłam w tym samym szpitalu co
          Melka, oczywiście po porodzie okazało sie że nie ma dla mnie wolnego miejsca
          porodów było w tym czasie bardzo dużo i miejsca dostawały mamy ze zdrowymi
          dziećmi także pierwszą dobę spędziłam trzy razy sie przenosząc, po czym i tak
          zostałam na sali ze szczęśliwymi mamami zdrowych bobasków i tak w
          tej "radosnej " atmosferze spędziłam 5 dni nikomu z personelu nie przyszło do
          głowy że jest to dla mnie dodatkowo bolesne
          • aniao3 Re: na szczęście nie wszystkie szpitale .... 24.01.05, 16:58
            Jadac na porod do IMDiDz w Warszawie wiedzialam ze nie bedzie happy endu.
            Prosilam wszystkich lekarzy po kolei, by nie kladli mnie na sale z szczesliwymi
            matkami (wiedizalm juz, ze jest to czesta praktyka w polsce) i wszyscy mi
            mowili ze tak, oczywiscie, wiemy, rozumiemy, nie pani pierwsza niestety...
            No i choc tyle bylo mi oszczedzone - ze lezalam w jednoosobowej sali gdzie
            moglam do woli ryczec w poduszke... Na to ze przez sciane slychac bylo maluszki
            juz nic nikt nie mogl poradzic, ale przynajmniej bylam sama.

            A co do Orlowskiego - tez slyszalam wiele zlego o traktowaniu mam po stracie :(
            sciskam
            a
            • bea75 Re: na szczęście nie wszystkie szpitale .... 25.01.05, 12:11
              najwidoczniej miałam głupie szczęście jeśli o takim można mówić w takiej
              sytuacji :-( nie wyobrażam sobie co musiałyście przechodzić patrząc na matki
              tulące swoje dzieci :-(
              może po prostu trzeba tak jak Ania od razu postawić lekarzom i pięlęgniarkom
              sprawę jasno skoro brakuje im wyobraźni ... najwyraźniej nie wiedzą co czujemy
              w takiej sytuacji i może warto w końcu im to uświadomić ...
              • vinga_o Re: na szczęście nie wszystkie szpitale .... 25.01.05, 12:44
                Dzięki forum wiedziałam przed porodem, że są takie praktyki w szpitalach,
                dlatego szukałam takiego szpitala, w którym m.in. dbają o pacjentki z chorymi
                dziećmi lub po stracie. Nikogo nie prosiłam, nikomu nie musiałam zwracać uwagi,
                a bezpośrednio po porodzie przewieziono mnie na oddział ginekologiczny, mimo że
                na początku z Julką było w miarę dobrze i nikt nie mógł przewidzieć jak potoczą
                się nasze losy w ciągu następnych 10 godzin :-(
                Parę dni po wypisie rozmawiałam z ordynatorem ginekologii, wyraziłam mu
                wdzięczność za wszystko ... Niesamowity człowiek, to on pilnuje, aby takie mamy
                jak my nie leżały na położnictwie. W tym szpitalu położnictwo jest na innym
                piętrze, więc nawet płaczu dzieci nie słychać.

                Pozdrawiam serdecznie
                Kinga
    • mmmmmm2 Re: A co Wy myslicie? 25.01.05, 13:05
      Moja historia wyglądała tak:
      po porodzie (cc) - sala 1-osobowa, więc rozmowy na temat stanu córeczki a potem
      jej śmierci odbywały się w gronie najbliższej rodziny.
      Na drugi dzień położyli obok mnie mamę której dziecko udusiło się pępowiną, a
      potem drugą mamę która urodziła przez cc szóstego, zdrowego synka. Zresztą
      wszystkie pielęgiarki pomiatały tą biedną dziewczyną że niby taka nierozsądna.
      I chciały jej przynosić synka do karmienia. A ona kilka godzin po porodzie, ze
      względu na nas wychodzila karmić do innej sali. Nigdy jej tego nie zapomnę. A
      potem koleżanka pierwsza wypisala się i dokoptowali nam świeżą mamę, której
      dziecko było w niezbyt dobrym stanie, a ona walczyla na moich oczach z
      laktatorem - ściągała mleko dla swojego maluszka. A ja dostawałam tabletki na
      powstrzymanie pokarmu. Eeeech, taki wielki szpital a tacy durni i nieczuli
      ludzie tam pracują.
      wg mnie szpital "przyjazny" powinien w swoich reklamówkach podawać informację
      czy ma oddzielną salę dla matek które straciły dziecko. Byłaby to cenna
      informacja nie tylko dla matek które podejrzewają że stracą dziecko, ale i dla
      tych, które urodzą zdrowe dziecko i nie będą musiały kryć się z radością w
      związku z tym faktem.
      Ewa - mama Anioka Julii
    • bernadka.1 Re: A co Wy myslicie? 25.01.05, 13:36
      Witam. ja również mogę coś na ten temat napisać ponieważ dotknęło mnie to
      osobiście. Mój Kamilek urodził sie z wadą serca i po porodzie został zabrany do
      innego szpitala a ja leżałam na sali ze szczęśliwymi mamami i cały czas
      ryczałam. Nie potrfie teraz napisać co wtedy czułam, pamiętam tylko ogromny lęk
      i ból. Cały czas zadawałam sobie pytanie dlaczego ja też nie mogę przytulić
      swojego synka jak pozostałe mamy. Bernadeta
      • pullpecja Re: A co Wy myslicie? 25.01.05, 22:02
        Oj, nikomu nie życzę aby musiał przeżywać to co my. Moją córeńkę zabrano w 7
        dobie życia na echo(miała szmery), do innego szpitala -ja czekałam w
        niepewności kilka godzin leżąc na sali sześcioosobowej wśród innych matek. Te
        chwile niepewności... Ten potworny strach... Do tej pory na samo wspomnienie
        dostaje doła. Wżarła mi się w mózg scena, kiedy miła pani doktor powiadamia nas
        o tym że dziecko zostanie w innym szpitalu bo ma złożoną wadę serca. Ta
        wiadomość była dla mnie jak jakiś okrutny, niesprawiedliwy wyrok. Inne mamy na
        sali czuły się skrępowane obecnością nieszczęśliwej, zaryczanej, zasmarkanej,
        rozhisteryzowanej baby, w którą sie zamieniłam. Ech, ciężko do tego wracać...
    • agabu Re: A co Wy myslicie? 25.01.05, 17:15
      Chciałabym przedstawić Wam drugą, a może trzecią stronę tego zagadnienia.
      1. Ciąża przenoszona 2 tygodnie. Tzn. Ja od początku byłam pewna, że termin żle
      wyliczony, bo mam bardzo nieregularne okresy (od 2- do 38 dni)
      2. Zgodnie z wyliczeniami mojej gin od tygodnia przed terminem co 2 dni
      stawiałam się na KTG - w Izbie patrzyli na mnie z pobłażaniem - po ca ja tak
      latam na to KTG
      3. Tydzień po terminie kazali mi się jednak położyć w szpitalu. W piątek.
      Przyszłam w niedzielę wieczorem, bo leżenie przez weekend nie miało większego
      sensu.
      4. Pierwsze wywoływanie ciąży - w środę. Zero rezultatu. Z powrotem na
      patologię.
      5. Wspominam o tych początkach, bo pozwoliło mi się to "zaznajomić" z regułami
      obowiązującymi w szpitalu (salowe o 4.30 zaczynają sprzątanie, mierzenie
      temperatury o 5.30, łóżka dla zdrowych facetów a nie kobiet z brzuchami...
      znacie to)
      6. Następne wywołanie ma być w sobotę. Nie chciałam! Dlaczego to ma być
      sztuczne? Okien nie dało się myś, więc od śniadania do spania wędrowałam po
      korytarzu w tą i z powrotem. Dodam, ponieważ patologia była zapełniona, więc
      zaadaptowano pokój na noworodkach. Mamy z kuwetami (bo jak nazwać to
      przezroczyste coś, w czym leżą maluchy?) i ja.
      7. Maciek postanowił dać o sobie znać z piątku na sobotę. Przeprowadzka 3
      piętra w dół na porodówkę. Błogosławiłam swoją umiejętność przewidywania -
      zabrałam do szpitala nie torbę tylko małą walizkę lotniczą na kółkach. Nie
      wiem, jak bym tą torbę zaniosła na dół, a nawet przenisołą korytarzem - mąż
      dopiero jechał. Nikt nie raczył nawet pomyśleć o pomocy.
      8. Poród
      - było wskazanie do CC - b. wąska miednica ("przesada")
      - mam b. małą odpornośc na ból, u dentysty musze dostać 2-3 dawki znieczulenia,
      żebym nie wyła (nie - żebym nie czuła). Mówiłam o tym. Analstezjolog nie
      rozumiał, dlaczego mnie boli po ZZO. Po drugiej dawce dopiero pomogło.
      - Nim przyszedł ordynator, lekarz prowadzący bał się podejmować jakiekolwiek
      decyzje. Efekt - vacuum. Nie życzę nikomu. Maciek do tej pory ma niesprawną
      prawą rączkę i jestem pewna, że to się stało właśnie przy porodzie.
      9. Potem na górę na wózku - stałąm, bo siedzieć nie mogłam, a salowa się darła,
      że jej się źle pcha. Siedzieć nie mogłam jeszcze przez miesiąc.
      10. Na własne życzenie osobna sala. Gdybym nie była w szpitalu wcześniej, nie
      wiedziałabym o takiej mozliwości. 200 PLN/dzień !!!. Jestem istotą nie socjalną
      i nie nawidzę pogaduszek. Nie wyobrażam sobie innych warunków niż na osobnej,
      choćby najmniejszej sali! Pielęgniarki mówiły o mnie "ta komercja". Na obiad
      były parówki albo gołąbki. Ja jako niejedząca mięsa mogłam jeść ziemniaki. Albo
      ziemniaki. Żadna z pieleniarek w trakcie dnia nie zajrzała. Tylko obchód i
      kąpiel wieczorem. A jak ktoś wchodził, to oczywiście bez pukania (dodam, że w
      pokoju był prysznic).

      Miałam lepiej niż wszystkie z Was. Tylko dlatego, że wiedziałam wcześniej, i że
      mogłam ZAPŁACIĆ. To właśnie jest najgorsze.

      Kobieta po porodzie, a tym bardziej po trudnym porodzie czy po stracie POWINNA
      być SAMA W POKOJU (bez innych mam). To są te pierwsze (czasami jedyne) chwile,
      które się najbardziej pamięta! To nie muszą być salony tylko własny kąt !!!

      Przeczytałam to co napisałam. Nie wiem, czy to na pewno na temat. Ale brak tej
      intymności (w przeżywaniu bólu i radości) mnie powala.

    • dororka Re: A co Wy myslicie? 26.01.05, 23:55
      Spotkało mnie to w dwóch róznych sytuacjach.
      Dwie doby lezałam po cesarce, a moja córka na innym oddziale z podejrzeniem
      sepsy. Obok pacjentka ze swoja córką. Ale nie to było najgorsze. najtrudniej
      było zniesć dziwne spojrzenia podczas obchodu pediatrycznego.
      Najwiekszy koszmar to sala 10 osobowa. Razem zagrożone ciąże (4 pacjentki),
      babcie przed zabiegami, kobiety z krwotokami (niektóre bardzo wscibskie). I ja,
      która dowiedziałam się, że noszę w sobie martwe dziecko (17 tc). Zal mi siebie,
      ale tez współczułam tym dziewczynom. Walczyły o swoje dzieci, jedna już była po
      przejsciach, a ja przez całą noc wyłam z bólu po lekach prowokujacych
      poronienie. Pewnie mimo woli przeżywały to ze mną i jeszcze bardziej martwiły
      się o swoje dzieci.
    • mamawikusia Re: A co Wy myslicie? 28.01.05, 17:39
      Podzielam Twoje zdanie.Kobieta ,której świat się zawalił,nie powinna patrzeć na
      szczęśliwe matki i ich dzieci.To nieludzkie.Kiedy zabrali mi mojego synusia do
      szpitala kardiologicznego ,a mi kazali leżeć na porodówce to myślałam ,że
      oszaleję.Był we mnie strach,rozpacz i wściekłość,dlaczego spotkało to Wiktorka?
      Dlaczego On ma umrzeć ,a nie któreś z tych dzieci krzyczących po sali.Wiem ,że
      to podłe co myślałam i czułam i wstyd o tym pisać,ale tak czułam.Chciałam
      zapaść się pod ziemie ,a nie patrzeć na uśmiechnięte matki ze swoimi
      pociechami.Dlatego wypisałam się na własne żadanie,pomimo ,że potrzebowałam
      opieki lekarskiej.Tylko ,że wtedy wolałam umrzeć,niż spędzić w tym miejscu choć
      następną minutę.Następnym problemem stał się dla mnie szpital
      kardiologiczny ,gdzie pomimo tego ze wiedzieli o tym ,ze Wicia jest umierający
      nie pozwalali mi być przy Nim ,a wręcz traktowali mnie i mojego męża jak
      intruzów.Nadal czuję żal kiedy o tym piszę.
    • ania.silenter_exunruzanka Re: A co Wy myslicie? 28.01.05, 21:21
      azjawusa napisała:

      > Moim zdaniem jedna z najbardziej nieludzkich praktyk
      > stosowanych we wspolczesnej medycynie jest to,ze w szpitalach
      > matki zdrowych noworodkow lleza obok tych mam co urodzily martwe
      > lub chore dziecko.Przecierz to barbarzynstwo!Ajakie jest Wasze
      > zdanie?

      Pamiętm co czułam leżąc na ogólnej sali w szpitalu im. Orławskiego z 3 matkami
      zdrowych, donoszonych bobasów, podczas, gdy 1120g Oleńka walczyła o życie w
      inkubatorze:(((. Pielęgniarki były głównie zajęte opieprzaniem mnie, że nie
      umiem ściągać pokarmu. Dziewczyny, z którymi leżałam na sali były miłe i
      sympatyczne - pocieszały mnie jak umiały, ale czułam się strasznie:(.
      pozdrawiam
    • hanti Re: A co Wy myslicie? 29.01.05, 23:35
      Żeczywiście trudno opisać co czuje wtedy kobieta, kiedy widzi jak inna matka
      tuli do siebie swoje dziecko, kiedy widzi jak szczęśliwy tatuś, nosi po
      korytarzu swojego malucha śpiewając mu kolędy....BÓL, chociaż w innych
      okolicznościach byłybyto piękne obrazki
      • ekaczmarczyk Re: A co Wy myslicie? 03.03.05, 18:46
        A ja rodziłam mojego synusia (martwego) na porodówce, ale na oddziale
        ginekologii a nie na położnictwie i za to dziękuję mojemu lekarzowi, to on
        podjął taką decyzję.

        Aha mam takie pytanko , czy jest na forum jakaś mama z Sosnowca? pOzdrawiam.
        Ewa.
    • anhes Re: A co Wy myslicie? 03.03.05, 20:07
      tak, to jest nieludzkie...ale na szczęscie nie wszędzie tak jest. W naszym
      szpitalu jest taka praktyka że kobiety które straciły dziecko leża na
      ginekologi nie na położnictwie czy OCP...ja niestety nie miałam takiego
      szczęścia...oddział ginekologii był akurat remontowany...
      • yen74 U mnie było inaczej 03.03.05, 21:54
        Moja Hanka chyba zadbała o to żebym trafiła w tych trudnych chwilach na
        normalnych ludzi.
        Leżałam od początku na osobnej sali (przyjęto mnie z diagnozą martwego porodu),
        położna co jakiś czas zaglądała do mnie, mój mąż mógł siedzieć ze mną całą noc
        przed porodem, lekarz prowadzący dzwonił na oddział czy czegoś nie potrzebuję,
        mój mąż mógł wejść na salę porodów septycznych aby pożegnać się z Hanią, miałam
        robione wszelkie dodatkowe badania na prośbę mojej mamy, która martwiła się po
        prostu o mnie. Położna i lekarz podczas porodu byli cały czas ze mną, robili
        wszystko tak jak sobie życzyłam (jeśli mogli oczywiście. Połozna i lekarz z
        cierpliwością słonia odpowiadali na wszystkie moje pytania.
    • marzekal Re: A co Wy myslicie? 03.03.05, 22:13
      Bóle zaczęły się w nocy i moje współlokatorka przez kilka godzin była świadkiem
      mojej walki i cierpienia. Przerażona patrzyła jak odchodzą mi wody i jak
      odprowadzają mnie do gabinetu lekarskiego. A później patrzyła jak po powrocie
      płaczę po stracie mojego synka. I to jest barbażyństwo.Życia mojemu dzieciątku
      już wrócić nie mogli, ale ją mogli przed tym wszystkim ochronić. Nikt nie
      pomyślał ile stresów musiała wtedy przeżyć i jak to negatywnie mogło wpłynąć na
      nią i jej maleństwo. A inne sale były puste, tylko moje łóżko już było
      poplamione więc po co brudzić następne?
      • igusia2 Re: A co Wy myslicie? 03.03.05, 23:21
        Ja myślę,że to powinno się zmienić i trzeba zmienić...dzięki akcji"rodzić po
        ludzku" wiele się zmieniło, inne podejście do narodzin chciaż na pewno nie
        wszędzie i nie wszystko jest o.k..ale jednak pewne rzeczy stały się możliwe.
        Myślę,a te mamy które to przeżyły wiedzą najlepiej jaki to ból jaka rozpacz
        patrzeć po stracie swojego dzieciatka na siedzącą czy leżąca obok kobietę z
        dzieckiem przy piersi....niewybrażalny ból , męczarnia..Do mojej koleżanki
        która leżała na położnictwie, po stracie swojego syneczka przyszedł następnego
        dnia lekarz pediatra i pyta : a gdzie dziecko do badania?(!!!) na dodatek przy
        wypisie pani chyba pielęgniarka nie omieszkała wspomnieć o jakimś szczepeiniu i
        diecie kobiety karmiącej- wtedy to już jej mąż nie wytrzymał i wykrzyczał co
        myśli o personelu tego szpitala:(jej zabrakło sił na krzyk:( ) taka jest
        rzeczywistość - często przerażająca i okrutna ale myślę,że to forum i odwaga
        piszących kobiet ,jest początkiem nowej przemiany..nowej akcji....
      • ekaczmarczyk Re: A co Wy myslicie? 04.03.05, 08:01
        U mnie było podobnie. Rodziłam na ginekologii ale zanim przeniesiono mnie na
        porodówke na oddziale ginekologicznym, leżałam na sali z panią która była po
        zabiegu i wychodziła na drugi dzień do domu. A ja rodziłam mojego Aniołka w
        nocy. Słuchała mojego wrzasku, widziała jak chodze po ścianach z bólu...
        • ela82 Re: A co Wy myslicie? 04.03.05, 12:35
          Hm...pewnie znowu nie na temat, ale dorzuce swoje 3 grosze.
          Spodziewacie sie byc traktowane z szacunkem, ze zrozumieja Wasze uczucia i zal
          po stracie dziecka, badz narodzinach ciezko chorego....????

          moje dziecko urodzilo sie miesiac za wczesnie ze wzgledu na "tylko" albo "az"
          infekcje wewnatrzmaciczna. Zabrali go ode mnie, ale porod przez cc, silne leki,
          myslalam ze to normalne. Nastepnego dnia przywiezli go rano, ja juz wychodzilam
          z sali pooperacyjnej do jednoosobowej sali, bo jestem :aspoleczna" i nie bedze
          plotkowac o za przeproszeniem "dupie Maryny".
          Rodzina byla juz w drodze do szpitala, ale ja musialam jeszcze isc siusiu
          zrobic. No musialam. Maly spal, wiec wyszlam do lazienki.
          Wracam - dziecka nie ma!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          Pytam - jeszcze spokojnie - gdzie moje dziecko. Jedna z kobiet, ktore ze man
          lezaly mowi mi, ze go zabrali. Jezus Maria - jak to zabrali???? Urodzil sie
          wczesniej, ale silny, 10 pkt dostal....matko boska......Inkubator!!!!!! - takie
          mysli mi lataly po glowie - pamietam jak dzis. dowloklam sie (kazdy kto mial cc
          wie, jak sie smiga 18 godzin po cieciu) do sali dla noworodkow. Nie ma Go!!!!!!
          Pytam pielegniarke gdzie moj syn - ona nic nie wie!!!!!! Pytam druga - a gdzies
          pojechal.....Gdzie do cholery????!!!!!! Chce usiacs, ale za bardzo nie moge.
          Siedze otepiala i patrze w sciane. Widze, ze biegnie moj maz, matka, cos mowia..
          Nikt nie wie i nie widzial mojego dziecka.
          W koncu (do dzis jestem wdzieczna mojej mamie - skkad ona wziela te
          informacje?) dowiaduje sie, ze zabrali go na powtorne badania krwi, bo cos nie
          tak wyszlo. "Cos nie tak"..."cos nie tak"....czuje mdlosci. Maz podtrzymuje
          mnie, bo czuje ze zaraz zemdleje. Czekamy 2 (slownie dwie godziny) na
          informacje. Patrze jak inne mamy karmia swoje dzieci i placze.
          Przywoza go z powrotem. Rzucam sie na pielegniarke - slysze ze jest problem z
          krwia. ale jaki? mam czekac na lekarza. Przychodzi - mowi ze trzeba konska
          dawke antybiotykow, ale dziecko moze byc po nich gluche. I wychodzi....

          I to by bylo na tyle w kwestii ludzkiego traktowania w szpitalach...

    • wieczna-gosia Re: A co Wy myslicie? 04.03.05, 19:51
      po urodzeniu drugiego dziecka lezalam na sali z trzema innymi mamami. Jedna z
      nich urodzila martwe dziecko. To byl koszmar nieludzki dla niej. A dla nas tez
      przy okazji- jak sie na glos zachwycic wlasnym dzieckiem? jak porozpaczac ze
      karmienie nie wychodzi? Ona caly czas poplakiwala, na lekach antydepresyjnych
      biedna, my tutaj placzemy ze szczescia... jak mozna.... jakiekolwiek slowa
      wspolczucia brzmialy idiotycznie z noworodkiem w ramionach.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka