i.n.f.i.n.i.t.y
05.06.05, 17:15
Miałam kiedyś bardzo piękne życie i byłam bardzo szczęśliwa, nigdy jednak
tego nie doceniałam, bo myślałam, że tak właśnie musi być, że to wszystko
czym los mnie obdarował należy mi się. Dzisiaj jestem już kimś innym, podobno
już nie mam tego błysku w oczach, tak to prawda już nie jestem tą samą osobą
i nigdy już nie będę. Jakaś część mnie umarła, odeszła z tym szczęściem, co
mi się z rąk wymknęło, ze szczęściem, co mi serce zabrało.
Minęło już pół roku odkąd moja Córeczka wróciła do nieba – nie mogę w to
uwierzyć, jestem sama od sześciu miesięcy. Nic mi nie pomogło, ani to, że
płakałam codziennie przez cztery miesiące, ani moje obietnice kierowane do
Boga, ani pieniądze, nic – Angelika do mnie nie wróciła, została w niebie.
Cóż mam zrobić, płacze już coraz rzadziej. Potrafię się już uśmiechać, nawet
śmiać, ale żałoba i ból, jaki mam w sercu zostanie na zawsze. Czasami
przychodzą dni, w których czuję się fatalnie i wszystko traci sens, nie mogę
oddychać, żyć, nienawidzę siebie za to, że nie mogłam jej pomóc.
Codziennie proszę Boga by zabrał ode mnie uczucie nienawiści i zazdrości do
tych, którym się udało. Staram się zwalczyć w sobie ten gniew, ale tak trudno
wyzbyć się tego uczucia widząc dookoła tyle szczęścia. Ja wszędzie widzę
kobiety w ciąży, z wózeczkami, wszędzie. Wciąż nie mogę odwiedzać przyjaciół,
którzy mają małe dzieci, nie chcę się katować.
Ludzie ostatnio często mi mówią, że ładnie wyglądam dodają, że wręcz
kwitnąco, ale mnie to nie obchodzi, ja chciałabym być brzydka byleby moje
Dziecko wróciło. Zewsząd słyszę „jeszcze będziesz mieć dzieci” – może i tak,
ale tego pierwszego nie będzie!!!
Moja tragedia dużo mnie nauczyła, dzisiaj już wiem, na kogo mogę naprawdę
liczyć, kto nie zapomniał o mnie w najgorszym momencie mojego życia – szkoda
tylko, że tak niewielu ludzi podało mi wtedy pomocną dłoń. Wiem też jedno na
pewno „kto tego nie przeżył nigdy nie zrozumie”
Na szyi noszę łańcuszek z wisiorkiem w kształcie serca, na którym widnieje
literka A, ja nigdy nie zapomnę, choć wiem, że niektórzy chcieliby by tak
było.
W wakacje zaczniemy z mężem starania o kolejnego dzidziusia, mam nadzieję, że
zakończą się one sukcesem. Sukcesem w 100%!
Wiem, że niektórym z Was jest jeszcze gorzej, jeszcze ciężej, nigdy o tym nie
zapominam. Krzyż, który niosę jest malutki, waży 2 kilogramy i ma 50
centymetrów mimo to nie mogę go unieść, przyciska mnie do ziemi, rozkłada na
łopatki!
Chciałabym podziękować każdemu z tego forum, kto pisał mi słowa pocieszenia,
słowa, które w ciężkich chwilach dawały mi tyle siły. Bez Was, bez forum moje
życie byłoby niemożliwe, dlatego jeszcze raz wam dziękuję, DZIĘKUJE ŻE
JESTEŚCIE !!!