Dodaj do ulubionych

JAK JEJ POMÓC?

20.09.05, 15:25
Zwracam się do Was o poradę....
Mój post to nie jest żart, ani poszukiwanie chorej sensancji...piszę mało na
forum i tylko wtedy, jeśłi potrzebuję porady wielu osób na raz.
Pisze w tym wątku bo....
Moja przyjaciółka mieszka we Francji (ja w Polsce).
Była w ciaży - donosiła zdrowe, śliczne dziecko...
Dzisiaj - jak sama mówi - pozostały jej 3 zdjęcia... 3 zdjęcia USG...
Rodziła tuz po 40 tyg. ciąży 09.09.2005...
Ale dziecko miało pępowine na szyi... lekarze nic nie robili az tętno
zanikło...Maleńka umarła.
Miała do mnie napisać - jak już urodzi...tak się umówiłyśmy - że teraz
napisze jak Maleńka będzie z nami.(ostatni post z 02 września a termin porodu
na 05.09) czekałam - a ona milczała. Więc zadzwoniłam...i pytam co słychac
jak się czuje?
A ona na to, że mała umarła podczas porodu.
Zryczałam się.
Słowa ugrzęzły w gardle. Oni tak bardzo czekali na mleńką. Cieszyli się...
i ja czekałam
Na to, że te moją Przyjaciółkę przytulę i pogratuluję jej...
CZekałam na spotkanie z nimi. pisałam do niej często i podnosiłam ją na
duchu...
A ona - sama tam była - pytała - "Jak sobie dam radę?" A jak ja sobie
poradzę...
pisałam - wspaniała jesteś - dasz radę - będziesz cudowną mamą...
i życzyłam jej tego jak nikomu na świecie... i czekałam na tę Maleńką - jak
na własne dziecko.
A oni pozowlili jej się udusić.
Po 12 godzinach od chwili gdy zaczęły odchodzić wody - miała rozwarcie na 4
cm. a oni nie cięli - tylko czekali....

Myślę, że Wy właśnie zroumiecie to doskonale.

Mój synuś też przyszedł naświat podduszony - bo historia z pępowina lubi się
powtarzać...
Ale ja - jak zauważyłam na KTG 78 - 60 uderzeń - to urządziąłm dziką awanturę
i zaczęłam błagać żeby cięli. i wrzeszczałam żeby nie zabijali mojego dziecka
w imie naturalnego porodu i że mam dokładnie w dupie wszystko i wszystkich i
jak chcą - niech tna i bez znieczulenia...potem bardzo się wstydziłam tej
paniki - a dzisiaj wiem jak mogło być.
Mój Syn ma prawie trzy lata.

Miałyśmy się spotkać za dwa - trzy miesiące. Chciałam do niej jechać. (mam
taka prace że bym mogła)...
a tu - nie wiem nawet jak to sobie poukładac w głowie...
nie wiem co mam zrobić, pomyśleć...
Ona jest po cc.
Kiedy będzie mogła znowu pomyśleć o zajściu w ciążę?

JAk ją pocieszyć - jak być przy niej i nie ranić?
Jak jej pomóc?
CZego nigdy nie mówić?
Jak być blisko i nie sprawiać jej bólu?
Jechac do niej? (bo mam te możliwość) a jeśli tak - to sama - czy z mężem i
Małym?
czy wykluczyc obecność mojego Synka?
Może powinnam wiedzieć...
ale nie wiem - każdy jest inny...
Co można zrobić dla Kogoś kto utracił wszystko?
Chce mi się tylko płakać...
powiedzcie jak mogę jej pomóc?
saia


Obserwuj wątek
    • alina30 Re: JAK JEJ POMÓC? 20.09.05, 16:32
      Zostaw małego z tatusiem, na pewno sobie poradzą. A Ty jedź do niej. Choćby po
      to, żeby siedzieć obok. Nie pytaj o nic, nie sil się na mądre, choć pewnie
      szczere słowa, ona nic nic z tego nie zapamięta. Po prostu siedź z nią, płacz,
      posmaruj jej bułkę masłem i zrób herbatę. To na pewno zapamięta, że byłaś.
      Tak bardzo mi przykro.
      pozdrawiam!
      • mamusiaarusia Re: JAK JEJ POMÓC? 20.09.05, 18:38
        Alina ma rację jedź do niej, wysłuchaj jej, popłacz z nią, posiedź w milczeniu
        i jak uznasz za stosowne podaj jej adres tej strony zobaczy, że nie jest sama w
        swojej strasznej niemocy a jednocześnie daj jej nadzieję
        życzę Ci dużo siły i mocy bo będzie ciężko
        pozdrawiam Was obie
        • kajka68 Re: JAK JEJ POMÓC? 20.09.05, 19:29
          mnie zajęło miesiąc patrzenia w ścianę....nie docierało nic...żadne słowa...nic
          pustka zupełna..ale jak mówisz każdy jest innny...każdy inaczej reaguje...ja
          nie miałam przyjaciółki a moja siostra była w ciąży więc nie chciałam jej
          widzieć...potem musiałam wrócić do pracy...jak automat...myslę że brakowało mi
          kogoś kto by posmarował bułkę i pomilczał ze mną albo po prostu posłuchał tego
          co cisnęło się na usta...nie było 15 lat temu tego forum ...nie było nikogo kto
          chciał słuchać a mężczyzna mojego zycia odszedł do innej...to był podwójny
          cios...ale i tak wtedy To było najwazniejsze...ja bym zostawiła synka z
          mężem...miałam długo awersję do dzieci...trudno powiedzieć jak może zareagować
          Twoja przyjaciółka...pozdrawiam ciepło...bądź dla niej...
    • annadoml Re: JAK JEJ POMÓC? 20.09.05, 21:26
      Ja jestem po trzech cc.drugie ciecie mialam po osmiu latach ale trzecie zaraz
      po trzech latach musialaby poczekac te dwa lata przynajmiej do zajscia w ciaze
      po dwuch latach bedzie mogla pomyslec o dziecku i mina prawie trzy jak bedzie
      miala cc.bo porod naturalny jest napewno juz nie mozliwy rzadko sie zgadzaja na
      to zeby porod odbyl sie silami natury.Zycze powodzenia a dla jej malenstwa
      zapalam swiatelko
      • arwena_11 Re: JAK JEJ POMÓC? 21.09.05, 07:52
        Witam, ja tu zazwyczaj tylko piszę, bo mam zdrowe dzieci, ale jestem po 2 cc. W
        drugą ciążę zaszłam po niecałym roku od cc. Róznica pomiędzy nimi to rok i
        prawie 8 miesięcy. Ale też mimo wskazań do cc, idioci nazywający siebie
        lekarzami usiłowali zmusić mnie do normalnego porodu. Dopiero interwencja
        lekarza prowadzącego ciążę i oczywiście kasa, sprawiła że miałam drugie cc.
    • mama-oliwki1 Re: JAK JEJ POMÓC? 21.09.05, 08:52
      Po prostu przy niej bądź. Jedź sama, bez swojego dziecka, bo jego widok będzie
      dla niej bardzo bolesny. Powiedz jej, że jej córeczka cały czas ją widzi i że
      się nią tam z "góry" opiekuje. Mi zawsze pomaga myśl, że moja Oliwka jest ze
      mną przez cały czas i że się kiedyś spotkamy, że Ona tam na mnie czeka. Nie mów
      jednak narazie o jej drugiej ciąży, bo najważniejsze dla niej jest to dziecko,
      które właśnie odeszło...
      Trzymaj się cieplutko i przytul do serca swoją przyjaciółkę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka