Dodaj do ulubionych

trędowaci....

02.10.05, 22:44
Dziś w końcu doświadczyłam rego jak to jest byc trędowatym....
Wybrałam się na spotkanie z koleżankami,ich małymi dziećmi,niektóre ponownie
lub pierwszy raz były w ciąży.I co?????i czułam się tak jakbym była z innego
świata,jakbym nie była nigdy w ciąży...jakbym ja i mój syn nigdy nie byli
żywymi istotami....
Boli...
Żal...
Rozgoryczenie....
Zawiodłam się....
Jesteśmy trędowaci???????????? Nasze dzieci to tylko nasza wyobraźnia????
nie chce mi się żyć..............
Obserwuj wątek
    • odziomek1 Re: trędowaci.... 02.10.05, 22:51
      rozumiem Cie, ja byłam dziś '"dla dobra rodziny" na urodzinach siostrzenicy
      męża i naprawdę nie umiałam cieszyć się i świętować a w dodatku druga siosstra
      męża urodziła kilka dni temu dziecko i musiałam obejrzeć zdjęcie i serce mi
      pękało bo gdzie jest moja Zuzia umarła miesiąc temu a ja muszę świetować
      urodziny i narodziny - jakby nie mogli mi dać spokoju - dobra mina do złej gry -
      gula w gardle - koszmar
      • mama.mimi Re: trędowaci.... 03.10.05, 07:44
        Nie jesteśmy trędowate, ale ja też się tak nieraz czuję!!!
        • agablues Re: trędowaci.... 03.10.05, 07:53
          Ja to się czułam żywym trupem, przepraszam za dosadne określenie.
          Miałam wrażenie, ze nie powinnam się pokazywać ludziom na oczy, zeby im nie
          przypominać, nie psuć dobrego humoru...Ze moje miejsce jest przy Igusi, położyć
          się tam i być z nią. To byłoby najlepsze dla mnie, ale i dla innych. Bo my
          jesteśmy takim chodzącymi przypominaczami, ze dzieci chorują, a nawet umierają.
          Sciskam, aga
          • ancia11 Re: trędowaci.... 03.10.05, 10:46
            Wiem co czujesz, przytulam Cię mocno do mojego serca
            Ania
            www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec203.htm
    • joamol Re: trędowaci.... 03.10.05, 11:32
      Czesc,
      Ja też zauważyłam, że temat mojego dziecka niektórych przerasta. Ja mówię o
      ciąży normalnie, cieszę się, że jej doświadczyłam, sama w sobie nie wywołuje
      tragicznych obrazów...i chcę mówić o porodzie, o Karolince.

      Nikt nie daje nam, mnie i mojemu mężowi, tak do końca szansy się wygadać. A my
      sami nie chcemy żyć tylko tą tragedią (Żyjemy), ale czasem chcemy się wygadać.

      A poza tym mimo, że nie mamy dziecka obok siebie czujemy się rodzicami, a
      rzeczywiście stwierdzenie "moja córeczka", "jestem u córki", "może będę miała
      drugie dziecko", "Jak rodziłam" wprawia towarzystwo w zakłopotanie i nagle
      zalega cisza, zupełnie jakbyśmy nigdy nie byli w ciąży i nie mieli dziecka,
      jakbyśmy nie mieli prawa...Sama nie wiem o co chodzi tak do końca, czy tak ich
      to boli, czy uważają, że faktycznie nie mamy prawa, a może boją się, że zacznę
      płakać (zreszta nawet jakby, czy to takie straszne?).
      Nie sądzę by ktokolwiek chciał dla nas źle.W końcu, gdyby nie nasze
      doświadczenia i to forum, sama pewnie nie wiedziałabym jak się zachować w
      stosunku do rodziców, którzy dopiero co stracili dziecko.

      Edyciu, najważniejsza jest twoja pamięć, twoje uczucia i wspomnienia.
      Jesteś mamą Jacusia zawsze i wszędzie.
    • joanka741 Re: trędowaci.... 03.10.05, 19:41
      To nie jest dokladnie tak........ po prostu osoby ktore nie doświadczyły straty
      tak bliskiej osoby, nie wiedza czasem jak sie zachować żeby nie urazić.
      Ja juz długo czytam i jestem z Wami, ale czasem do tej pory nie wiem jak......
      Zauwazcie ze same jesteście czasem chętne do rozmowy, a czasem nie.
      Czasem wspomnienie dziecka przez osoby trzecie wyzwala gniew , agresje, ból,
      łzy.
      Wiadomo ze często łzy czy wyrażanie uczuć oczyszcza, ale osoba która wywołała
      te łzy przez rozpoczęcie rozmowy, czuje się bardzo bardzo niezręcznie.
      Dla mnie nie jesteście trędowaci! Nie boję się zarażenia, nie unikam tematu i z
      wieloma Mamami Aniołków rozmawaiałam.
      Jednak czasem tez nie wiem co powiedzieć i jak sie zachować........
      Czasem po prostu nie nadajemy na tych samych falach, nie rozumiemy swoich
      intencji.
      Moze też otoczenie czeka na wyraźniejsze pozwolenie np na rozmowę.
      Pisze to oczywiście nie po to aby zgłaszać pretensje..tylko abysmy nawzajem się
      lepiej rozumieli.
      I nie jest tak ze ludzie nie pamietaja , ze dzieci które odeszły to
      nieistniejace osoby.
      Ja pamietam o dzieciach mojej przyjaciólki które nie narodziły się, pamietam o
      synku koleżanki który nie przezył operacji chorego serduszka.
      Rozmawiam z tesciowa o dzieciątku które straciła w pierwszych tygodniach ciazy.
      Dla mnie to dzieci , ktore sa ważne w zyciu osób dla mnie waznych!
      • vinga_o Re: trędowaci.... 03.10.05, 20:54
        Joanko, nie każdy chce rozmawiać o naszych dzieciach, niektórzy wręcz szybko
        zmieniają temat, byleby nie wspomnieć nawet imienia dziecka, które odeszło.
        Dlatego wiele z nas czuje się trędowata, niektórzy czują, że zmarłe dzieci są
        gorsze, bo nie zasługują nawet na wspomnienie, a jeszcze inni widzą
        niezrozumienie na twarzach innych, jakby chcieli zapytać "to ty jeszcze
        pamiętasz?" To jest bardzo przykre i boli, każde niewypowiedziane słowo tak
        jakby zabijało ponownie nasze dzieci.
        Zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś nie wie jak się zachować i rozumiem to, ale
        my przecież nie możemy milczeć tylko dlatego, aby komuś nie psuć humoru. My
        czujemy się rodzicami i bardzo kochamy nasze dzieci i tak samo, jak wszyscy inni
        mamy prawo mówienia o ciąży, porodzie czy dzieciach. Osobiście dużo mówię o
        ciąży, porodzie i Julci, a że ktoś ma przy tym dziwną minę? Cóż ... :-)
        • joanka741 Re: trędowaci.... 03.10.05, 22:59
          No tak o tym nie pomyślałam, ze ktoś może mieć zdziwioną mine ze jeszcze
          pamietacie:((.
          Nie wpadłabym na to, powaznie!
          Ale aż trudno mi uwierzyc że duzo osób tak reaguje.....
          Chociaż ja tez dopiero tutaj dowiedziałam się co nalezy mówić...
          To jest naprawde TRUDNE.
    • agataxk Re: trędowaci.... 04.10.05, 08:45
      Edytko ja trzy miesiące po śmierci Jagody dowiedziałam się że moja koleżanka
      będzie miała dziecko. To była niedziela - w poniedziałek nie poszłam do pracy
      bo miałam tak spuchniete oczy od płaczy że nie byłam w stanie ich otworzyć.
      Cały czas siedziałam w domu, unikałam znajomych szczególnie tych z dziećmi, nie
      poszłam na komunię do bratanicy mojego męża, nigdzie. Kiedy w pracy zaczynały
      się rozmowy o dzieciach ja poprostu wychodziłam. Potem już nawet przy mnie nie
      zaczynali. Nawet jak już byłam w ciąży z Amelką (a zaszłam ok 4 miesięcy po
      odejściu Jagody) poszłam na zwolnienie i siedziałam w domu, żeby nikt mnie o
      nic nie pytał bo jakoś nie mogłam uwierzyc że możę mi się udać i może być
      chociaż trochę lepiej. Denerwowały mnie te złote rady co powinnam jeść w ciąży
      jak o siebie dbać - jakbym robiła coś złego z Jagodą albo była to moja pierwsza
      ciąża. Dalej z zazdrością patrzyłam na inne mamusie. Teraz mam Amelkę ale coś
      zawsze mnie zakłuje w sercu gdy widzę dzieci które są w wieku mojej Jagody i
      zawsze tak będzie, bo jestem mamusią dwóch wspaniałych i kochanych córeczek.
      Wiem, że jeszcze wiele osób napewno zrani mnie słowami i swoim zachowaniem ale
      powoli dzięki wam zaczynam to zmieniać (kiedyś kolega zapytał czy planujemy
      drugie dziecko - ja go poprawiłam, że Amelka jest moim drugim dzieckiem). Ale
      widzisz odważyłam się dopiero po ponad 1,5 roku. Ściskam Cię bardzo mocno, masz
      tu wielu przyjaciół dla których zawsze jesteś mamusią Jacusia.
      Agata mama Jagody Aniołka (30tc.19.12.2003) i Amelki (02.01.2005)
    • joamol Re: trędowaci.... 24.10.05, 15:16
      Ostatnio spotkałam się ze znajomymi. Jedna para w ciąży i niedługo rodzą.
      Szczęśliwi, podekscytowani, sama się cieszę z nimi.

      Wszyscy przy stoliku pytają ich, jak planują poród, zastanawiają się, jak to
      jest, czego będzie im trzeba. Patrzymy na siebie z mężem, nikt nas nie zapytał.
      Potem, czy prali już ubranka i w jakim proszku, nikt nas nie zapytał, a
      przecież miałam juz i ciuszki i proszki. Jaki wózek? Nikt nas nie spytał.

      W końcu chwalą swojego lekarza i pytam o adres i nazwisko, polecają, bo ich
      znajomi też mieli problemy w ciąży (dzisiaj wiem, że nie miałam tak naprawdę
      problemów w ciąży). Muszę ich poprawiać, że ja nie poroniłam.

      Przez moment pomyślałam, że może nawet proszek, którego używałam był zły. Może
      wózek zabójczy, a może my sami jesteśmy już naznaczeni fatum.

      Sama nie wiem, jestem przewrażliwona - to pewne, ale mnie nie denerwuje temat,
      nie oczekuję, że go nie podniosą, że się nie pochwalą. Mają prawo być
      szczęśliwi. Im więcej zdrowych dzieci tym więcej nadziei. Ale mam chyba prawo w
      tej rozmowie uczestniczyć. Mam sporo doświadczeń i wiedzy, bo leżałam w domu
      przez pół roku studiując fora i strony o dzieciach, bo poznałam kobietki -
      mamusie i mam z nimi kontakt, bo chcę.

      Oboje mieliśmy łzy w oczach. Oboje bylismy poza nawiasem. Poczułam ogromny
      zawód. Czyżby nikt nie pamiętał naszej Karolinki? Płakali z nami, organizowali
      nam czas, czułam w nich wsparcie, a teraz? Chyba dopiero teraz zrozumiałam, jak
      jedna sytuacja może sprawić wiele bólu. Nie posądzam ich o złośliwość, wiem, że
      nie mieli złych zamiarów. Ale żal mimo wszystko się pojawił.

      Teraz rozumiem.
      • zorka7 Re: trędowaci.... 24.10.05, 15:59
        Dobrze to znam...
        Tak jak pisała Aga - czułam się również ową przypominajką: na czole miałam
        przecież napisane, że dzieci umierają, tragedie się zdarzają.
        Trzeba się odciąć od takich osób, apage!

        Wrrr...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka