delfina7
26.03.06, 16:35
Siedzę sobie teraz i kołyszę 14 tygodniowego Mateuszka. To braciszek
Julii.Julcia zasnęła pod moim sercem 31.08.2004 roku.To był ostatni dzień
ciąży.Wieczorem wszystko było ok , a w południe kolejnego dnia już jechałam
do szpitala.To było straszne.Po tym jak dowiedzieliśmy się z mężem ,że nasz
dzidziuś tak oczekiwany zgasł zostawili nas w sali podłaczona do ktg
milczałam , nie potrafiłam płakac .Taka pustka, gonitwa myśli.Kolejnego dnia
urodziłam Julcie 4 kg 59 cm.Nistety nie zobaczyłam jej ,bo bałam się że jej
nie oddam.Mąż był podczas początkowej fazy porodu. Obok rodziły się
dzieciaczki i płakały , a u nas cisza. wW sobote był pogrzeb . Nie
byłam ,ponieważ leżałam w szpitalu.Juleczke widzieli dziadkowie i
siostry .Wiem, że wyglądała jak by zasnęła.Powrót do domu to było
okropieństwo.Potrafiłam siedzie godzine na podłodze i rozpaczac gdy mąż
wrócił od pracy.Ubranek nie pakowałam . Bałam otworzyc się szafki.
Dziś mam Mateuszka ,ale jak patrze na niego zastanawiam się jak teraz
wyglądłaby jego siostrzyczka.Wiem, że ona czuwa nad nim.Kocham Cię Aniołku.