Dodaj do ulubionych

Do mam, które niedawno straciły swoje pociechy

18.03.07, 12:26
Dziewczyny doradźcie coś, jak się zbieracie, bo ja nie mam już siły. Prawie 2
miesiące temu urodziłam martwego synka i nadal nie mogę się z tego otrząsnąć.
Nic mi się nie chce, właściwie po co to wszystko, mam wrażenie, że zaraz
spotka mnie następne nieszczęście. Mój mąż pracuje za granicą, jestem sama w
domu z 4,5 letnim synkiem, psem i kotem. Mam nieskończone studia..., a każdy
dzień przecieka mi przez palce. Od śmierci synka świat stał się szary,
beznadziejny, wszystkiego się boję, tego co przyniesie kolejny dzień. Mam 26
lat i wrażenie, że dla mnie życie się skończyło. Jak któraś ma dobrą radę to
chętnie posłucham.
Obserwuj wątek
    • kasik211 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 18.03.07, 14:27

      Witam! Tak bardzo mi przykro z powodu Twojego synka. Wiem, co czujesz bo ja
      jestem w takiej samej sytuacji. 2 miesiące temu pochowałam swojego Kacperka.
      Mój Aniołek żył tylko 3 dni.
      Zyje bo muszę. Nie mam dla Ciebie recepty na normalne życie, bo wiem ze ono już
      nigdy takie nie będzie.Myślałam, że z czasem będzie lżej-ale w moim przypatku
      jest coraz ciężej...
      Mi bardzo pomógł powrót do pracy. Przynajmniej dni mi teraz szybciej lecą i
      nie mam czasy na rozmyślanie "co by było gdyby..."
      Ty przynajmniej masz drugiego synka, a ja tylko pragnienie posiadania dziecka...
      Bądź silna i nie trać nadzieji na lepsze jutro...
      [***] dla naszych Aniołków
      • agau7 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 18.03.07, 15:49
        Wiele osób myśli, że z czasem życie po stracie dziecka staje się łatwiejsze, że
        czas leczy... Niczego nie umie wyleczyć. My tylko uczymy się powoli żyć w tych
        warunkach. Śmierć jest strasznie nieodwracalna. Nie ma nadziei, że jutro
        obudzimy się i będzie trochę lepiej. Moja córeczka zmarła prawie pół roku temu,
        żyła 19 dni. Przez ten czas przeszłam kilka etapów przeżywania żałoby po
        dziecku. Początkowo żyłam w wielkim szoku. Potrafiłam rozmawiać o Lence z
        wieloma osobami. Opowiadałam jak się rodziła i jak umierała. Zasypiałam tylko
        bardzo zmęczona przed telewizorem. Teraz doszłam do etapu, w którym nie
        potrafię spokojnie ani myśleć, ani rozmawiać o Lence. Każde najmniejsze
        wspomnienie wprowadza mnie w ciężką nerwicę, brakuje mi powietrza, żeby
        oddychać.
        Pracuję od rana do wieczora. Uśmiecham się do ludzi. Staram się nie pokazywać w
        domu jak bardzo mi cieżko, bo moje dzieci już sporo przeżyły i nie chcę im
        sprawiać więcej bólu. Nie wiem kiedy przyjdzie czas na odrobinę spokoju w moim
        życiu.
        Jesteś na początku tej drogi. Nie wiem, co mogłoby pomóc Matce po śmierci
        dziecka. Odnoszę wrażenie, że sama muszę sobie wszystko w głowie poukładać. Na
        razie mam żal do Boga, do całego świata, że skazał mnie i moją rodzinę na takie
        cierpienie. Przeraża mnie ta nieodwracalność śmierci, ta niemoc wobec niej.
        Jesteś taka młoda. Musisz sobie jakoś radzić, mieć nadzieję. Musisz się strać
        dla synka. Kiedyś jeszcze zostaniesz mamą. Szcześliwa mamą. Może dowiemy się
        dlaczego nasze dzieci musiały umrzeć. Po co to się dzieje? Wiem, że wokół wielu
        ludzi ma swoje problemy i nieszczęścia i też zadają sobie pytanie dlaczego i po
        co. Jednak każdy zostaje sam ze swoim problemem i musi sobie sam z nim
        poradzić.
        Pozdrawiam Agnieszka
        • paulina812 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 18.03.07, 18:21
          Dzięki dziewczyny.
          Mam jedną uwagę, ja już nigdy nie będę tak naprawdę szczęśliwa, nie na 100%,
          cząstka mojego serca umarła na zawsze wraz ze śmiercią mojego syneczka.
          Poza tym nie jestem osobą (nigdy nie byłam) otwartą, wesołą, nie jestem duszą
          towarzystwa, mam kilka przyjaciółek, raczej jestem poważna i spokojna. Więc
          jaki sens jest w tym, że mnie to spotkało??? Żeby mnie dobić jeszcze bardziej??
          Serce mi się kroi jak mój 4,5 letni synek pyta o braciszka. Jak jeszcze byłam w
          ciąży rozmawialismy co będzie robił razem z bratem i teraz on mówi, że
          braciszek by go nie dogonił na rowerze bo dzidziusie nie potrafią tak szybko
          jeździć. I za chwilę dodaje - A! Braciszek już się urodził i okazało się, że
          nie żyje.
          Jak ja go wychowam? Płaczę i przytulam się do tego czterolatka a to ja powinnam
          być dla niego oparciem.
          Żebym jeszcze była np alkoholiczką albo włóczyła się po imprezach zamiast
          zajmować się domem to może bym zrozumiała, że Bóg chce mi coś przekazać, jakieś-
          stop! Zastanów się nad swoim życiem (nie żebym jakaś święta znowu była). Ale
          czy ja źle chciałam? Mieć dwójkę dzieci? Szczęśliwą rodzinę? Nie dostałam nawet
          szansy, żeby zawalczyć o moje dziecko, bo umarło nagle, w przeciągu pół
          godziny. Koszmar jakiś, po prostu koszmar,i kiedy to się wreszcie skończy...?
        • kasik211 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 18.03.07, 18:29
          Czytając twoją wypowiedź, mam wrażenie jakbym czytała o sobie. Zupęłnie tak
          samo przechodzę żałobe po stracie Kacperka! Jestem na etapie uśmiechania się do
          ludzi i udawania, ze całkiem nieźle sobie radzę.
          Wróciłam do pracy i najchętniej spędzała bym tam całe dnie.... Tylko tak
          potrafie na chwile zapomnieć o moim bezsensownym życiu.
          Wierze,że jeszcze będziemy umiały się szczerze uśmiechać do ludzi....
          • paulina812 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 18.03.07, 19:36
            Ja się wcale nie uśmiecham, denerwują mnie ludzie którzy się uśmiechają.
            Spotykam np sąsiadkę i ona opowiada mi coś o pogodzie albo o grabieniu liści w
            ogrodzie a ja nie mogę się skupić na tym co ona mówi tylko myślę, oj kobieto a
            co mnie to interesuje, mnie dziecko umarło i reszta jest bez znaczenia.
            Mam jedną ciocię (właściwie to ciotka mojego męża) i ona jak mnie spotyka,
            lekko się uśmiechnie, pogłaszcze mnie po ramieniu i to wystarczy. Ale jej też
            umarło dziecko, urodziła kiedyś synka w 5 mscu ciąży, żył pół godziny. Nikt kto
            nie przeżył takiej tragedii nas nie zrozumie.
            Wcale też mi nie zależy na dobrym radzeniu sobie, wykrzyczałabym całemu światu,
            że mój synek nie żyje!!!!!!! Jak wkładali trumienkę z moim synkiem do grobowca
            to miałam ochotę krzyczeć żeby nie zabierali mi mojego dziecka. Ale nie miałam
            już siły....
            • hania731 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 18.03.07, 19:55
              Paulinko!
              ja wiem ,że Ci nie zależy na życiu i radzeniu sobie, ale musisz, bo masz synka.
              On Cię teraz bardzo potrzebuje.
              Nie możesz pozwolić,żeby żył w poczuciu,że jest gorszy, bo on żyje a braciszek
              nie.
              Braciszek zawsze będzie już doskonały, bo nigdy tak jak ten żyjący synek nie
              dokuczy,nie bedzie niegrzeczny itp itd.
              Piszę to z własnego doświadczenia,moja córeczka miała 6 lat, jak rok temu
              odeszłą Hania,którą miała przez pół roku i ja na prawdę wiem jak to jest ciężko.
              Być rozdartą między anioła, a przytulające się jak najbardziej z krwi i kości
              dziecko.
              Nie wymagaj od siebie za dużo , to jest jeszcze tak wcześnie,tak niedawno
              odszedł.
              Ale uwierz,że jeszcze uśmiechniesz się do starszego synka, tak z głębi serca.
              Moja córcia zadała mi kiedyś pytanie,jak widziała jak ja płaczę:mamo to ja Ci
              nie wystarczam,to mnie już nie kochasz.
              Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i mocno przytulam.
            • agau7 Do paulina812 18.03.07, 23:04
              To początek. Masz prawo do tej złości. Nie prawda, że nikt Cię nie rozumie.
              Ludzie nie wiedzą jak się zachować spotykając się z matką po stracie. Nie
              wiedzą, co powiedzieć, bo nie ma słów, które coś naprawią, zmienią. Dlatego też
              próbują nas przywrócić do życia zagadując o zwyczajnych sprawach, zwyczajnym
              życiu. Inni milczą, patrzą, uciekają.
              Przez wiele tygodni po śmierci Lenki nie przestawałam płakać, uciekałam od
              ludzi. Najlepiej czułam się w swoich czterech ścianach, rycząc od rana do nocy.
              Ale tym zachowaniem bardzo skrzywdziłam tym swoje dzieci, które są ze mną,
              potrzebują mnie. Przez te tygodnie one były dla mnie wsparciem, a nie ja dla
              nich. One przecież też przeżyły tragedię. Im umarła siostra. Długo nie
              widziałam ludzi obok mnie. Widziałam tylko własną tragedię. Potem wróciłam do
              pracy - w szkole. Nie masz pojęcia ile kosztowało mnie udawanie, że jest ok i
              że dam radę uczyć.
              Każda z nas zastanawia się, za co ta kara? Ja też w swoim życiu staram się
              wszystko robić jak najlepiej. Też czuję się okropnie skrzywdzona, źle
              potraktowana. Nie wiem, czy kiedyś się z tym uporamy, czy kiedyś będziemy się
              szczerze uśmiechać. Na razie codziennie budzę się i mój koszmar rozgrywa się na
              nowo. Nie ma chwili wytchnienia. Wstaję, robię śniadanie, staram się usilnie
              nie myśleć o tym, że Lenka, moja córeczka leży teraz w grobie, a jej wózeczek
              stoi spakowany, ubranka leżą dalej w komodzie nikomu niepotrzebne. Przytulam
              się nieraz do czapeczki i pajacyka, w które ubrałam ją ostatni raz i wtedy
              serce przestaje mi bić. Zamykam wtedy szybko te ubranka w szafie, bo w pokoju
              obok siedzą moje dzieci i bardzo mnie potrzebują.
              Wszyscy mówią masz dzieci i dla nich musisz żyć. Żyję dla nich, choć bardzo
              tęsknię za moją kruszyną.
              Pozdrawiam Agnieszka
              • mamadawida2 Re: Do paulina812 18.03.07, 23:13
                Przeczytaj moją ksiązkę
                strata-dziecka.zlotemysli.pl/studzina.php
                Napisałam ja na podstawie własnych tragicznych przezyc,wiecdoskonalerozumiem co
                przezywasz. pozdrawiam cie mocno. gdybyschciala porozmawiac napisz maila
                gazetowego
              • kaska116 Re: do agau7 18.03.07, 23:59
                czy Ty też tak masz,że Gdy wszyscy mówią "musisz się wziąć w garść, bo jesteś
                młoda, bo jeszcze możesz mieć dzieci, bo już upłynął rok" to bardzo mnie to
                denerwuje i często daje temu wyraz, ale na argument "muisz zyć, bo masz
                dziecko,które Cie potrzebuję" nie znajduję argumentów, bo wiem,że tu mają
                rację, choc to okrutnie brzmi.
                Bo te dzieci na prawdę nas potrzebują i myśle tak,ja już mam inne życie, ale to
                moje dziecko,które mi zostało może mieć normalne.
                Pozdrawiam

                • agau7 Do kaska116 19.03.07, 16:57
                  Po śmierci Lenki ludzie wokół mnie próbowali coś mówić. Często poawiały się
                  zdania, które miały mnie jakoś pocieszać, podnosić na duchu. W rezultacie
                  denerwowały mnie, dołowały.
                  Lenka pojawiła się w moim życiu niespodziewanie. Mam dwoje dzieci:obecnie 17
                  letniego syna i 11 letnią córkę. W tamtym roku zachorował na raka półoraroczy
                  syn mojego brata. Przeżywaliśmy koszmary. W efekcie tych problemów mój organizm
                  tak się rozstroił, że zagościła u mnie Lenka. Miałam 35 lat. Obawiałam się, że
                  jestem już za stara na dziecko, ale przecież wiele kobiet ma dzieci w tym
                  wieku. Lenka była takim cukiereczkiem na osłodę mojego i tak bardzo
                  szczęśliwego życia ( wygraliśmy walkę z chorobą Mateuszka - jest juz zdrowy,
                  zakończył chemioterapię). Córeczka urodziła się śliczna i zdrowa po oczterech
                  dniach pobytu w domu zawiozłam ją do szpitala, bo miała silną zółtaczkę. Po
                  wyleczeniu żółtaczki, gdy już zapowiedziano nasz powrót do domu niespodziewanie
                  pojawiła się sepsa. Walka trwała tydzień i nie wygraliśmy jej. Umarło moje
                  maleństwo, a moim już dużym dzieciom siostra. Zmagam się z moją tragedią matki
                  i tragedią moich dzieci, które w tak młodym wieku musiały zobaczyć śmierć
                  bardzo bliskiej osoby. Potem ja zamknięta w swoim cierpieniu i moje dzieci
                  tylko obok, nie ze mną. Aż przyszedł dzień, że dowiedziałam się od mojej córki
                  jak bardzo jej źle, jak straszne chwile przeżywa i nie ma we mnie oparcia,bo to
                  ja szukam w niej oparcia i nie zwracam uwagi na jej ból, na jej rozterki,
                  strach. Staram się naprawić to wszystko. Mam żal do Boga, że sprowadził na moja
                  rodzinę tyle nieszczęścia, ale nie mówię tego przy dzieciach. One chcą chodzić
                  do kościoła, modlić się i żyć tak jak dawniej. Przecież mają do tego pełne
                  prawo. A ja... Ciągle tęsknię i marzę, by móc jeszcze raz zostać matką. Jednak
                  moje pragnienia nie mogą się już spełnić, bo ja nie jestem już tak młoda i nie
                  mogę myśleć tylko o własnych pragnieniach, ale muszę brać po uwagę uczucia
                  innych członków mojej rodziny.
                  Pozdrawiam Agnieszka
    • kto7 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 19.03.07, 11:39
      Witaj
      Wczoraj mineły 2tygodniej ak niespodziewanie odeszła nasza Kruszyna..miała
      4miesiące..umarła w ciagu pół dnia..Niewiadomo dlaczego, na co??Czekamy na
      wyniki sekcji i zadręczamy sie myslami co przegapilismy, obwiniamy że nie
      jezdziliśmy po lekarzach...
      Mijaja dni a nam nie jest łatwiej, czas ciągnie sie w
      nieskończoność..Poświęcamy sie pracy od rana do późnego wieczora i to za mało,
      bo w końcu trzeba wrócić do pustego domu, w którym jest pełno zdjęć Kruszyny,
      który cały wykańczaliśmy w takim pośpiechu dla Kruszyny...
      Jest nam coraz trudniej, jeszcze trudniej, bo nie znamy przyczyny
      śmierci..zdrowego dziecka.
      Z mężem mało rozmawiamy..bo niby jak o tym rozmawiać; niechce widywac żadnych
      znajomych bo nie mam chęci opowiadać im po raz wtóry co sie stało i jak sie
      czuje..niehce bliskich którzy sieją swoje dobre rady o naszejmłodości i wzięciu
      sie w garść..nie mam siły skupić uwagi na niczym innym. Popsuł mi sie
      charakter..już nie użalam sie nad ludźmi..nie współczuje..Jestem zła na Boga..
      nie znajduje pocieszenia w wzniosłych słowach że wybrańcy Boga umieraja
      młodziej itd Dziecku najlepiej jest tylko przy matce!! Nie moge w nocy spać bo
      wciąz w myślach odtwarzam ostatnie chwile Kruszyny...
      Nie ma pocieszenia...Czasem tylko człowiek z tej bezradności juz nie ma siły
      płakać myslać i wtedy tępieje, nie czuje nic tylko pustke..obojętnieje na
      wszystko...
      Choć znalazłam jedną mysl która trzyma mnie na powierzchni życia..karmie sie ta
      myśla pokryjomu, zeby ,,dobry Bóg,, nie sprobował znów wybrać mojego maleństwa
      na swego Aniołka..Niedługo znów bede nosic pod sercem Kruszyne..Tak, może to
      absurdalne ale wierze że urodze ja jeszcze raz zdrowiutką, silną, że przyjdzie
      na swiat jeszcze raz moja Kruszyna...I powtarzam sobie to jak traume..i nikt
      nie przekona mnie ze drugie dziecko nie zastąpi pierwszego..ze to bedzie inne
      dziecko..Będzie mze inne ciałko ale to napewno bedzie moja Kruszyna...
    • bejoy Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 19.03.07, 20:29
      Przyznaję, że etap żałoby mam juz za sobą. Nie było łatwo, oj nie.
      Prawie rok temu okazało się, że będziemy rodzicami dwójki.
      Niestety, stało się inaczej. Nasza Ola nie została siostrą maluszka.
      Dlaczego? Nikt nie wie. I nikt nie szukał przyczyn.
      Mąż uciekał w pracę, ja w ... patrzenie w ścianę. Starał się jak mógł, ale nie
      był w stanie znieść długości i intensywności mojej żałoby.
      Koniec końców ja pozbierałam się sama, choćby z racji innych rzeczy, które wtedy
      wynalazłam sobie do zrobienia - ślub i wesele, chrzciny starszej córki, potem
      szkolenie i studia.

      W tej chwili rośnie nowe rodzeństwo dla Oli, ja staram się nie myśleć o zeszłym
      roku.
      Nawet odważyłam się skasować sygnaturkę Aniołka. Trochę mi to pomogło się uwolnić.
      Nie przeczę, że kolejna ciąża pomaga, wiem, że nie mogę sobie pozwolić na
      zamartwianie się, bo może być kiepsko, ale wszelkie zmartwienia zostawiam ginowi
      - ja podchodzę do sprawy na wesoło i planuję, planuję, planuję :)))

      Też myślałam, że się nie da.
      Ale to chyba wynika jednak z podejścia i siły psychiki danej osoby.

      Naprawdę życzę Ci tego z całego serca. Mi zajęło prawie rok, ale juz jest dobrze.

      Pozdrawiam i przytulam
      bejoy

      PS na początku nie mogłam patrzeć na starszą córkę. Kiedy widziała, że płaczę
      mówiłam, że jest mi smutno, ale jak mnie przytuli, to będzie mi weselej
      --
    • paulina812 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 20.03.07, 14:42
      Dziękuję Wam dziewczyny, najbardziej optymistycznie nastawił mnie post bejoy,
      też bym chciała mieć żałobę już za sobą. Bardzo chcemy mieć z mężem kolejne
      dziecko, ale mnie ostatnio "oświeciło", że przecież to nie będzie mój
      Wiktorek!!! A jeśli będzie dziewczynka i będę zła? A jeśli będzie chłopczyk i
      będę myślała, że to Wiktorek? Sama nie wiem co lepsze, z resztą i tak będzie
      jak Bóg zechce. Ostatnio chodzi za mną jeszcze jedna myśl - że jak zajdę w
      ciążę to i tak umrze mi to dziecko.
      Dobrze, że chociaż tu mogę się wygadać, w domu nie chcę już poruszać tego
      tematu bo mój mąż i tak twierdzi, że ze mną gorzej, nie chcę żeby pomyślał, że
      do reszty zwariowałam.
      Parę dni temu jak położyłam się wieczorem do łóżka miałam wrażenie, że coś
      ciągnie mnie na "tamtą stronę", tak za rękę...Dziwne uczucie...
      Mam nadzieję, że mi przejdzie.
    • jasmine78 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 21.03.07, 12:19

    • tusia911 Re: Do mam, które niedawno straciły swoje pociech 21.03.07, 19:10
      Mój Kubulek odszedł 4.02.2007r. też mam starszego synka (ma 7 lat). Też jest mi
      starsznie ciężko, ale spedzanie CZYNNIE i GŁĘBOKO czasu z Filipkiem daję mi
      jakieś ukojenie. Chodzę też do psychologa. Raz dziennie dopadają mnie dołki i
      histeryzuje, ale to nic złego. Jestem też codziennie na cmentarzu. Psycholog
      powiedział, że mimo młodego wieku (24 lata) i strasznych przeżyć życiowych (w
      2002 roku próbowałam się zabić, gdyż cierpiałam na poważną depresję) jestem
      niesamowicie silna psychicznie i świetnie sobie radzę. Psycholog - dobry
      psycholog naprawde pomaga.
      Życzę uśmiechu

      mama Filipka (7 lat) i Aniołka Kubulka (*)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka