mamciak1
17.08.07, 21:29
pozwolę sobie wkleic list dziecka do mamy z innego forum... jeśli
narusza regulamin, prosze go usunąc...
---------------------------------------------------------------------
-----------
Pozwoliłam sobie wkleić sobie ten list od
Aniołka ,który znalazłam stronie Zuzi Odziomek
Zapragnełam go wam przekazać kochani rodzice.
Może jest w stanie przekazać uśmiech ,siłę ,da ulgę.
,,Kochana Mamo"
Wiem że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć... ale
ja jestem.. istnieje.. w Twoim życiu, snach Twoich, Twoim sercu...
Istnieje.
Kiedy byłem tam na dole, w twoim ciepłym brzuchu godzinami
zastanawiałem się jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym
miejscu o którym opowiadałaś mi gładząc się po brzuchu wieczorami
kiedy chyba nie mogłaś spać. Ja a wsłuchany w twoje opowieści i
kojący Twoja głos chłonąłem każde słowo, każdą informacje a potem
cichutko żeby Ciebie nie obudzić kiedy wreszcie usypiałaś marzyłem.
Wyobrażałem sobie to cudowne miejsce i ciebie jak wyglądasz.
Patrzyłem na swoje dziwne nożki i rączki u których nie wiem czemu
było dziesięć palcówki i zastanawiałem się czy jestem do ciebie
podobny... Chyba nie -myślałem- bo ty
pewnie jestes piekna a ja taki dziwny, pomarszczony... no i po co mi
dziesięć palcowa - myślałem? A potem nagle wszystko się jednego dnia
zmieniło. Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i juz nie było opowieści.
To nie może być prawda - mówiłaś - godzinami . Słuchałem teraz jak
płaczesz, krzyczysz, prosisz i błagasz. A ja nie wiedziałem o co i
dlaczego? Chciałem Cię bardzo pocieszyć więc wywracałem fikołki
żebyś poczuła że ja tu jestem i cię kocham, ale wtedy ty płakałaś
jeszcze bardziej. A potem nadszedł ten straszny dzień. Zobaczyłem ze
ktoś świeci
mi po oczach, straszne światło wpadało w głąb ciebie, nie wiem skąd
a ty powtarzałaś ze będzie dobrze, musi być. Ale płakałaś -
słyszałem. Kiedy nagle wszystko zrobiło się czarne a mnie wciągnęło
coś i pchało mocno zrobiło się cicho. Ktoś już trzymał mnie na
rękach ale to nie byłaś Ty. A potem usnąłem i kiedy otworzyłem oczy,
wszystko w koło mnie zalewał błękit w każdych odcieniach. Byłem ten
sam - mały, pomarszczony i z dziesięcioma palcami u rąk. Ale ciebie
nigdzie nie było. Obok mnie siedział rudy chłopczyk i uśmiechnął Sie
do mnie. Witaj - powiedział. Gdzie moja mama -zapytałem? I wtedy on
opowiedział mi wszystko.
Że nie każde dziecko trafia do swoich rodzicowi że nie ma związku
jak bardzo oni kochali i chcieli, że teraz tu jest moje miejsce,
pośród innych Małych Aniołków. Że biedzie mi ciebie mamo brakowało
ale musimy oboje nauczyć Sie żyć bez siebie musiałem nauczyć Sie tak
czy nie, nie było mi łatwo, plakałem tak jak ty wtedy i cierpiałem
tak jak ty wtedy. Ale jest mi tu naprawdę dobrze. Mam wielu
przyjaciół, wiele zabawy, wiele radości. Ale nie szalejemy całymi
dniami na łące, mamo. Pomagamy starszym ludziom przeprowadzić ich na
spotkanie tu w niebie. Znajdujemy ich rodziny, mężów, żony, dzieci
żeby mogli się z nimi spotkać. Możesz być ze mnie dumna, mamo.
Jestem grzecznym Aniołkiem, naprawdę. No..czasem tylko robimy sobie
psikusy i troszkę narozrabiamy kiedy skrzydełkami zahaczamy o klomby
kwiatów, ale wiesz... jak się bawimy w berka to czasem nas ponosi...
Kiedy tu się znalazłem mój przyjaciel wytłumaczył mi też że nie mogę
kontaktować Sie z torba osobiście.. czasem tylko pojawić Sie w
twoich snach ale nic więcej. Ostatno jednak zacząłem robić Sie
powoli przezroczysty i skrzydełka mi nie działają jak kiedyś.
Przyjaciel popatrzył, pokiwał smutno głową i zabrał mnie na ziemię.
Usiedliśmu na białym krzyżu i naglę CIĘ zobaczyłem, Wiedziałem że to
ty, poznałem Twój głos.Stałaś tam w deszczu i płakałaś powtarzając
że tak bardzo cierpisz, że tak bardzo tęsknisz, że nie chcesz już
żyć.... Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i powiedział że
musimy coś zrobić, żeby Ci pomóc. Bo nie możesz tak dalej cierpieć,
musisz żyć bo wobec ciebie jest jeszcze wiele planów które musisz
zrobić, że są gdzieś dzieci którym musisz pomoc przejść przez życie
i otoczyć je miłością tak wielką jak tą która teraz powoduje Twoja
wielki ból. Więc piszę do ciebie mamo ten list, pierwszy i ostatni.
Musisz wziąć się w garść, musisz się uśmiechać, żyć, dzielić się
radością z innymi.Ja Cię bardzo mocno kocham i wiem ze to mojego
powodu płaczesz ale tak nie można.. Każda Twoja kolejna łza powoduje
że moje skrzydełka znikają. Kiedy ty Sie poddasz ja tez zniknę, Tu
na górze istnieje dzięki Tobie i twoim myślom o mnie. Ale tylko tym
dobrym myślom. Bo kiedy będziesz cały czas tak strasznie rozpaczać
to żal zaleje twoje serce, smutek przesłoni ci świat i będziesz
tylko myślała o tym co straciłaś. Zapomnisz o mnie. Nie ,nie
zaprzeczaj ze nigdy nie zapomnisz. Pamięć to zachowanie w sobie tych
radosnych chwil a ciebie pogrąża smutek-on nie jest dobry. Każdy
Twój uśmiech to dla mnie radosna chwila. Dzięki tobie mogę zrobić
jeszcze tyle dobrego. Żebyś widziała tą radość kiedy znajduję
najbliższych ludziom którzy tu trafili... Z twojego szczęścia
czerpie swoja sile. Prosze mamo żyj dalej i zachowaj mnie w sercu i
myślach. Bo nie długo poza smutkiem nie będzie już tam miejsca dla
mnie... Kocham Cię mamo.. I nie jesteś sama-pamiętaj. I nie mów że
mnie już nie ma! JESTEM..Zobaczysz mnie w oczach swoich dzieci,
usłyszysz w radosnym ich śmiechu, poczujesz kiedy przytulać je
będziesz i kołysać do snu. Ja tam zawsze będę, zawsze przy tobie.
Zawsze. Tylko proszę żyj mamo bo smutek powoduje że znikam... a
wtedy nic już nie będzie.. mnie już nie będzie ,,Kocham Cię mamo." --