Dodaj do ulubionych

wywaliłam dziś studentów

03.11.05, 16:30
Wywaliłam całą grupę zajęć, kurczę, ale nikt nic nie przeczytał i po 40min
kombinowania, zadawania pytań na poziomie przedszkolnym, ciągnięcia za uszy
nie wydzierżyłam i wywaliłam, obiecując sprawdzian za tydzień. Co robicie w
takich chwilach? No bo ja widzę opcje następujące: zadawać samemu sobie
pytania i na nie odpowiadać, robić na ćwiczeniach wykład (ale obie formy
powodują, że się za nich wykonuje robotę i streszcza im to co mieli
przeczytać), albo zakończyć ćwiczenia. Wybrałam to ostatnie, ale źle mi to z
tym. Jakieś pomysły na przyszłość? Bo obawiam się, że nieczytanie jest tu
normą, gdzie pracuję.
Obserwuj wątek
    • rolka5 Re: wywaliłam dziś studentów 03.11.05, 19:00
      Hej,

      U mnie wywalenie z zajec za nieczytanie w ogole nie wchodzi w rachube (takie sa
      zasady), a studenci wiadomo, raz czytaja, raz nie... Czasami wiec daje kazdemu
      jakis konkretny tekst (bo listy polecanej literatury sa dlugie), to bardziej
      ich mobilizuje. Albo konkretne zagadnienie. Jak nic sie nie klei na zajeciach
      to staram sie cos innego wprowadzic, mamy symulacje, debate (tylko trzeba grupe
      wczesniej podzielic i powiedziec po jakiej stronie beda), prace w malych
      grupach i potem krotkie prezentacje... Wlasnie teraz mysle co tu zrobic za 2
      tygodnie... moze ktos cos podpowie.


      czestnova napisała:

      > Wywaliłam całą grupę zajęć, kurczę, ale nikt nic nie przeczytał i po 40min
      > kombinowania, zadawania pytań na poziomie przedszkolnym, ciągnięcia za uszy
      > nie wydzierżyłam i wywaliłam, obiecując sprawdzian za tydzień. Co robicie w
      > takich chwilach? No bo ja widzę opcje następujące: zadawać samemu sobie
      > pytania i na nie odpowiadać, robić na ćwiczeniach wykład (ale obie formy
      > powodują, że się za nich wykonuje robotę i streszcza im to co mieli
      > przeczytać), albo zakończyć ćwiczenia. Wybrałam to ostatnie, ale źle mi to z
      > tym. Jakieś pomysły na przyszłość? Bo obawiam się, że nieczytanie jest tu
      > normą, gdzie pracuję.
    • spock73 Re: wywaliłam dziś studentów 03.11.05, 22:22
      Gratuluję Ci!!!!:):):) Mi już zdarzyło się takie drastyczne kończenie zajęć
      kilka razy. Zawsze w takich sytuacjach mówię studentom, że ćwiczenia to nie
      wykład i że jeśli się nie przygotowali, to nie mamy sobie nic do powiedzenia.
      Przedstawiam sprawę tak - stwarzam im warunki adekawtne do ich wieku - czyli
      traktuję ich jak osoby dorosłe. Jeżeli jednak nie potrafią tak funkcjonować,
      mogę dostosować rzeczywistość do im znajomej i zrobić szkółkę, ale nie sądzę
      żeby to się komukolwiek z nas opłacało. Poza tym uprzedzam, ze dorosłość pociąga
      za sobą konsekwencje podejmowanych decyzji, zatem ewentualne sankcje związane z
      ich nieprzygotowaniem absolutnie nie są spowodowane tym, że 'pani ich nie lubi i
      się uwzięła', że to nie jest moja zła wola, ale zwykła konsekwencja ich wyboru.
      Przeważnie to na trochę działa - szczególnie jeśli mają u mnie egzamin.
      A tak na marginesie - co do czytania, u mnie niestety też normą jest brak
      przygotowania i zainteresowania zajęciami.
      Życzę Ci wytrwałości i konsekwencji i nie przejmuj się, szkoda zdrowia :):):)
      pozdrawiam, emma
    • krysiulka Re: wywaliłam dziś studentów 03.11.05, 22:32
      > Wywaliłam całą grupę zajęć, kurczę, ale nikt nic nie przeczytał i po 40min
      > kombinowania, zadawania pytań na poziomie przedszkolnym, ciągnięcia za uszy
      > nie wydzierżyłam i wywaliłam, obiecując sprawdzian za tydzień.

      Zmarnowałaś 40 minut? Szkoda życia! Albo wywalam po 5 minutach, albo
      stwierdzam, że chce ich mieć "z czajnika" i cierpię przez całą laborkę...
      Korzystnie jest na poczatku zajęć "kontrolnie" wywalić cała sekcję, powystawiac
      troche pał na kartkówce - oczywiście, gdy masz krnąbrnych studentów. Po takiej
      akcji nie zaryzykuja przyjścia "na buraka" i masz ułatwione życie juz do końca
      semestru (poczta pantoflowa!).Ja tę metode stosuje z powodzeniem od 4 lat :)
      Miej opinie tej wymagającej - będą Cię bardziej szanować.
      Aha - u nas w zespole źle widziane jest takie traktowanie studentów, takze
      sciąganie jest tolerowane nawet na egzaminach (cóż - gerontokracja...), więc
      stwierdziłam, ze na MOICH zajęciach takie zachowania nie będą tolerowane i
      panuje "jasność w temacie".Myślę, że to daje dobre rezultaty - studenci
      zaczynają sie uczyć...
      Krysia
      • czestnova Re: wywaliłam dziś studentów 03.11.05, 23:22
        hehe, no właśnie zmarnowałam 40 minut, ale się bałam, że moja "władza" będzie
        krzywo patrzeć jak ich szybciej wywalę... no niestety taka specyfika tej mojej z
        nimi roboty, że jak oni nic a nic nie wiedzą, to ja na głowie mogę stanąć, a
        zajęć nie wyrzeźbię. Przedmiot tego rodzaju, że zdroworozsądkowej wiedzy
        "ogólnej" z życia wziętej zbyt wiele nie mają na ten temat. A szkółki właśnie i
        dyktowania chcę uniknąć. No nic, może faktycznie pójdzie fama, żem paskudna i
        coś się zmieni:))
        • lidia.d Re: wywaliłam dziś studentów 04.11.05, 12:12
          U mnie raczej rzadko muszą czytać coś wcześniej, ale jak muszą, to zawsze robię
          im z tego kartkówkę. Jasne są reguły gry: 2/3 oceny z ćwiczeń to oceny z
          kartkówek, a reszta to oceny za aktywność oraz dobrowolne przygotowanie czegoś
          ponad plan. Listę obecności sprawdzam zawsze na końcu zajęć i mówię, kto
          dostaje punkt za aktywność, co sprawia, że ludzie chętnie dyskutują.
          Lidka
    • sunday Re: wywaliłam dziś studentów 04.11.05, 18:03
      Hmmm, do mnie na zajecia/wyklady nikt nie musi przychodzic, jesli nie chce. W
      internecie sa publikowane wyklady i kolejne listy zadan, z jasno ustalona
      punktacja i miesiecznym terminem oddania emailem lub osobiscie. Dostaje,
      podliczam, ocena wychodzi. Po co zmuszac kogokolwiek do przychodzenia?
    • stukacz22 Re: wywaliłam dziś studentów 04.11.05, 21:17
      Ja mysle, ze podejscie do cwiczen w ogromnym stopniu zalezy od danej dziedziny
      wiedzy i konkretnego wykladu. Na przedmiotach humanistycznych to raczej chodzi
      o czytanie tekstow, udzial w dyskusji, referaty (tak troche jak w liceum:)
      itd...

      Zupelnie inaczej jest na moich zajeciach. Choc w regulaminie studiów jest
      napisane, ze jesli ktos ma powyzej dwoch nieobecnosci, to moge mu cwiczen
      niezaliczyc, to jednak nigdy tego przepisu nie bede stosowac.

      W tym semestrze prowadze cwiczenia do pewnego wykladu i laboratorium
      komputerowe ze studentami z innego wydzialu (powiedzmy humanistami).

      Na cwiczenia do wykladu wogole nie sprawdzam obecnosci (choc moj kolega, ktory
      ma inna grupe cwiczeniowa do tego samego wykladu sprawdza, ale u nas jest to
      uznawane za glupote). Nie sprawdzam, bo co tydzien jest kartkowka z zadan z
      zeszlego tygodnia (wspolna dla wszystkich grup). Cwiczenia polegaja na
      rozwiazywaniu zadan. Studenci za aktywnosc przy tablicy dostaja punkty.
      Zaliczenie cwiczen oraz ocena jest uzalezniona od wczesniej okreslonych progow
      punktowych. (wiec jesli komus brakuje choc 1 pkt. do zaliczenia to niestety nie
      zalicza) Najciekawsze jest to, ze mimo rygoru u mnie zawsze sa wszyscy lub
      brakuje max. 2 osob (licze ich w czasie pisania kartkowki), a ci ktorzy nie
      przyszli, to czesto przychodza na konsultacje. Dodatkowo jest calkiem duza (jak
      na inne wyklady) akywnosc studentow, choc moze to dlatego ze za aktywnosc
      najlatwiej zdobyc punkty (kartkowki sa czasem trudne dla nich).

      Podczas laboratorium sprawdzam obecnosci, ale tylko dlatego, ze osoby
      regularnie chodzace na zajecia maja pewne ulatwienia przy zaliczeniu. I
      niestety co tydzien przychodzi mniej niz polowa z nich, choc moze to dlatego ze
      sporo osob stwierdzilo, ze doskonale zna rzeczy, ktorych ich ucze i przyjda
      tylko na zaliczenie (zobaczymy, zobaczymy...). Ja sobie zdaje sprawe z tego, ze
      studenci kierunku (powiedzmy humanistycznego) traktuja zajecia komputerowe
      bardzo luzno i to rozumiem (maja ponoc sporo innych wymagajacych wykladow). Nie
      zamierzam im robic problemow z zaliczeniem. Jednak pewne minimum powinni umiec.
      • stukacz22 Re: wywaliłam dziś studentów 04.11.05, 21:20
        Wyzej oczywiscie mialo byc:

        Najciekawsze jest to, ze mimo BRAKU rygoru u mnie zawsze sa wszyscy lub
        brakuje max. 2 osob...
    • avvg Re: wywaliłam dziś studentów 06.11.05, 23:58
      Nie jestem nauczycielem akademickim, tylko studentem, więc może nie powinnam się
      wypowiadać. Naskoczysz na mnie, ale dziwi mnie, że na własnych studiach to, czy
      studenci przygotowują się na zajęcia w dużej mierze zależy od prowadzącego. Ja
      się szlajam po różnych kierunkach od 7 lat i im jestem starsza, tym wyraźniej to
      widzę. Jeśli grupa po raz kolejny czegoś nie przeczytała, to należy przyjrzeć
      się sobie,a nie marudzić. żeby nie było, że to przemawia sfrustrowana panna,
      która nie może skończyć studiów, informuję, że jeden tytuł już mam.
      A wywalanie grupy z zajęć to żadne wyjście. Będą przeszczęśliwi, że mają wolne.
      • margaretka2002 Re: wywaliłam dziś studentów 07.11.05, 00:20
        U nas wywalanie grupy konczylo sie odeslaniem calej grupy na dyzur, co nie bylo
        specjalnie przyjemne (tak mysle, bo nigdy tego nie przezylam). Ale mysle, ze
        mozesz miec troche racji - czasami to, co nalezy przeczytac nie jest dostepne,
        czasami nie wiadomo, co z tego wyczytac, czasami jest tego za duzo i odstrasza.
        Lepiej jest chyba przyjac forme odpowiedzialnosci indywidualnej - np. kazda
        osoba ma krotki referacik na konkretny temat co jakis czas, a reszta ma
        czytac "ogolne" opracowania (o ile sie tak da). Wtedy mozna scigac te konkretne
        3 -4 osoby, ktore przygotowaly sie na zajecia lub nie i ogolnie jest latwiej je
        prowadzic. Mowie to rowniez z doswiadczenia studentki, poniewaz zajec jeszcze
        nie prowadze.
        Pozdrawiam,
        M.

      • czestnova Re: wywaliłam dziś studentów 08.11.05, 15:40
        Hmm, też się szlajałam przez 7 lat przez różne kierunki i wiem, że nie zawsze
        jest tak, że wszyscy wszystko z zapałem czytają, ale: po pierwsze - jeśli grupa
        zaczyna spotykanie się z nowym prowadzącym od nic-nie-robienia, to coś jest nie
        tak - oznacza to np. że normą jest nie czytanie, a do czytania potrzeba
        nadzwyczajnych sytuacji. Po drugie - ćwiczenia są ćwiczeniami i jeśli nie ma
        bazy, na której da się pracować, to co? W oczy się sobie patrzeć wzajmnie?
        Wywalanie owszem żadne wyjście, ale co w zamian? Powiedzieć: "drodzy państwo,
        skoro nie dajecie rady czytać, to nie czytajcie, w zamian porozmawiamy sobie o
        życiu i pogodzie". No nie wiem właśnie.
        • avvg Re: wywaliłam dziś studentów 08.11.05, 21:42
          No to przypomnij sobie, czemu zdarzało Ci się nie przeczytać artykułów. Ja tego
          nie robię, jeśli:

          - są nude i źle napisane
          - nie zawierają nic odkrywczego (myslę, że jesteś w stanie ocenić, co studenci
          uznają za odkrywcze w danym momencie edukacji)
          - prowadzący nie docenia tego, że ktoś coś przeczytał i wiem, że artykuł nie
          będzie pretekstem do dyskusji
          - albo "omawianie" artykułu jest po prostu jego referowaniem przez kolejne
          osoby. A to strata czasu.

          Sama już od jakiegoś czasu uczę. Pierwsza rzecz, którą mi powiedziano - dobry
          nauczyciel ma zawsze plan B. Wyobraź sobie, że idziesz prowadzić zajęcia w
          jakiejś placówce, gdzie obowiązuje zasada nieodwoływania zajęć (na przykład
          szkoła prywatna albo studia wieczorowe, w końcu tam uczniowie płacą za każde
          zajęcia) - grupa Ci czegoś nie przeczyta i co? Zajęcia musisz przeproawdzić, a
          oni muszą z nich coś wynieść, kwestia Twojej pomysłowości, co z takim fantem
          zrobisz. Oczywiście, muszą ponieść jakieś konsekwencje (typu minusy, albo
          nieprzeczytanie liczysz jak nieobecność), ale wywalenie to niemalże nagroda -
          raz, że jest czas na kawę w barku, dwa, że rozwiązujesz niemiłą sytuację i
          oszczędzasz im wyrzutów.
          • czestnova Re: wywaliłam dziś studentów 09.11.05, 17:40
            Myślę, że wymienione przez ciebie powody nie czytania ilustrują sytuację idealną
            i nie uwzględniają np. tego, że studenci w ogóle nie sa przyzwyczajeni do
            czytania, oczekują podyktowania im gotowca (którego się chętnie wyuczą), nie
            uwzględniają także sytuacji typu bujne zycie towarzyskie, imprezy albo po prostu
            totalnego olewania. Sama kiedyś (dawno, dawno, jeszcze gdy sama studiowałam)
            usłyszałam z ust studentki filologii zdanie następujące: "Ku...! Po co nam ta
            literatura!". Po prostu zatraca się gdzieś przekonanie, że studia humanistyczne
            = czytanie.
            A co do planu B, to pewnie masz rację, dopiero się uczę uczyć i teraz widzę, że
            plany awaryjne są jednak przydatne.
            • avvg Re: wywaliłam dziś studentów 12.11.05, 00:05
              > i nie uwzględniają np. tego, że studenci w ogóle nie sa przyzwyczajeni do
              > czytania,

              Dlatego musimy przyzwyczajać ich jak najszybciej:)


              >sytuacji typu bujne zycie towarzyskie, imprezy

              20 osób z jednej grupy było na imprezie w środku tygodnia? Statystycznie niemożliwe.

              > albo po prostu totalnego olewania

              Naszym zadaniem jako nauczycieli jest pokazanie uczniom, że nie warto olewać.

              >Po prostu zatraca się gdzieś przekonanie, że studia humanistyczne = czytanie.

              Ktoś im musi o tym przypomnieć:) I to nie na zasadzie "musicie", tylko
              "zobaczcie, ile fajnych rzeczy można wymyślić na ten temat". Myślę, że sporym
              błędem wielu wykładowców (nie mówię, że Twoim też, to ogólna refleksja) jest
              przykładanie do studentów miarki, którą przykładano do nich samych, a czasy się
              wszak zmieniają.


              >dopiero się uczę uczyć

              Ogólna uwaga do wszystkich: nie uważacie, że to podstawowy błąd na polskich
              uczelniach? Mnie aż skręca, jak patrzę na podstawowe błędy dydaktyczne
              popełniane przez moich wykładowców. Odkąd mam porządne przygotowanie metodyczne
              (uczę języków obcych), coraz wyraźniej widzę ich porażki na tym tle i jestem
              pełna podziwu dla tych, którzy ich unikają, albo dzięki intuicji, albo dzięki
              samodokształcaniu.

              Czestnova, nie martw się. Wszystko przed Tobą - i przed nimi. Na pewno jakoś
              dojdziedzie do consensusu;)
              • czestnova Re: wywaliłam dziś studentów 13.11.05, 18:20
                Nie sądzę, aby "uczenie się uczyć" było błędem. Nie znam człowieka, który by
                zawsze wszystko umiał i wiedział, a z rękawa sypał rozwiązaniami zdatnymi na
                każdą sytuację. Twierdzę, że to taki zawód, gdzie pewne rzeczy wychodzą dopiero
                w praniu. Ja odkąd nabyłam "przygotwanie metodyczne" (zupełnie jednak w
                dziedzinie innej niż obecnie nauczam), dostrzegam, jak bardzo czasem życie
                weryfikuje owo przygotowanie.
                A co do zasady "musicie", to uważam i będę uważać, że pewne rzeczy to studenci
                mimo wszystko "muszą" - studia to jednak instytucja, gdzie pewne zasady powinny
                być standardowe i określone. A zachęcanie do czytania, to się zgadzam, jest
                wspaniałe i szczytne, ale nie może zastępować wymagań, a im towarzyszyć.
    • lodziasta Re: wywaliłam dziś studentów 08.11.05, 16:11
      Wywalałam i będę wywalać. W przypadku skrajnie niesubordynowanych grup - nawet złośliwie. Ponieważ zajęcia, które prowadzę trwają ponad 2h zegarowe, więc w razie nieprzygotowania daję pół godziny, wskazuję drogę do biblioteki i każę doczytać. W przypadku elementarnych braków wiedzy wywalam bez skrupułów z listą zagadnień do opracowania na następny raz. Nie uważam, żeby litowanie się nad leniami mialo sens, ponieważ studia nie są obowiązkowe, a moim zadaniem nie jest odfajkowanie delikwentów, tylko nauczenie czegoś. Do nauczania potrzebuję współpracy. Jeżeli ktoś wykazuje elementarne braki wiedzy, bo ktoś wcześniej gościa odfajkował, bo przecież uwalanie jest niepedagogiczne, to na moją głowe spada kłopot. I nawet w przypadku konsultacji czy dyżurów nie jest moim obowiązkiem udzielanie gościowi korepetycji. Tak samo w przypadku przygotowania do bieżących zajęć - nie przeczytał, nie nadaje się na zajęcia, do widzenia. Konsultacje/dyżury służą wyjaśnieniu wątpliwości, pomocy osobom zainteresowanym tematem zajęć itd. i tak samo jak regularne ćwiczenia wymagają przygotowania, a nie są po to, by leniwych za uszy ciągnąć.

      Howgh!
      • avvg Re: wywaliłam dziś studentów 09.11.05, 00:21
        Konsultacje/dyżury służą wyjaśnieniu wątpliwości, pomocy osobom zainteresowanym
        tematem zajęć itd. i
        tak samo jak regularne ćwiczenia wymagają przygotowania, a nie są po to, by
        leniwych za uszy ciągnąć

        współczuję Twoim studentom. Czyli co, gdybyś miała zajęcia, dajmy na to, z
        analizy matematyczne, i przyszedł do Ciebie na dyżur ktoś, kto nie wie, co to
        jest logarytm, to byś wyrzuciła? Super.
        • lodziasta Re: wywaliłam dziś studentów 09.11.05, 15:30
          Oczywiście, że tak. Ewentualnie wskazując podręcznik, z którego delikwent powinien jak najszybciej uzupełnić wiedzę. A skrupułów nie miałabym żadnych, ponieważ ktoś, kto ląduje na uczelni, na której jest przedmiot Analiza Matematyczna, nie wie co to jest logarytm zdecydowanie pomylił adres. A ja nie czuję sie na siłach, ani w obowiązku nadrabiać zaległości powstałe w liceum/technikum/gimnazjum.
          • avvg Re: wywaliłam dziś studentów 12.11.05, 00:06
            Nie mam więcej pytań.
            • lodziasta Re: wywaliłam dziś studentów 12.11.05, 15:48
              Przekonałam Cię czy argumentów zabrakło?
              • avvg Re: wywaliłam dziś studentów 12.11.05, 22:14
                Nie, po prostu ręce mi opadły i nie chce mi się tego komentować.
                • lodziasta Re: wywaliłam dziś studentów 13.11.05, 09:24
                  Czyli jednak brak argumentów. Zdarza się. Pozdrawiam.
    • krysiulka Dzis prawie wywaliłam... 08.11.05, 23:36
      Nie wywaliłam tylko z pobudek auto-humanitarnych :)
      • rolka5 Re: Dzis prawie wywaliłam... 14.11.05, 19:50
        Ciekawa dyskusja... Ostatnio rozmawialam o tym, ze studenci za malo czytaja z
        profesorem, ktory prowadzi moj przedmiot (wyklady). Jako, ze wyrzucanie nie
        wchodzi w gre (uwaza sie, ze prowadzacy zawsze pownien umiec jakos studentow
        poprowadzic), czasami trudno jest o RZECZOWA dyskusje (dodam, ze studia
        humanistyczne). Uslyszalam po raz kolejny, ze musimy studentow jak najbardziej
        zainteresowac tematem, zeby sami zaczeli czytac (!) i nie za bardzo ich
        przyciskac, bo przeciez nie w tym rzecz zeby przestali przychodzic na
        seminaria... Prawda jest, ze czytaja wiecej niz na poczatku roku, moze wiec to
        jest metoda? Zwyczajnie zainteresowac ich tematem...

        (Dodam, ze nie wyrzuca sie studentow nie tylko w Polsce na studiach prywatnych,
        ale takze np. na uczelniach brytyjskich, skad pochodzi ten przyklad....)
    • flamengista Re: wywaliłam dziś studentów 23.11.05, 21:56
      ja najczęściej robię wykład. oczywiście skrócony - bo i tak tracę czas.

      jeśli ktoś zaczyna wtedy gadać - ale nie dyskutować, rozmawiać z kolegą - grożę
      wyrzuceniem z sali i wpisaniem nieobecności (obecność na zajęciach to jeden z
      warunków zaliczenia). zawsze pomoaga.

      ale niestety kobietom jest trudniej. element strachu trudnijeszy do
      wykorzystania. moim zdaniem nieźle postąpiłaś. ale bądź konsekwentna!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka