maja20061
03.06.06, 13:01
w tym roku zgodziłam się prowadzić zajęcia w szkole pomaturalnej. W ramach
zaliczenia słuchacze musieli napisać pracę roczną. Kiedy dostałam teksty,
okazało się, że 10 z nich (czyli mniej więcej 1/4) zostało w całości
przepisanych z różnych źródeł. W kilkunastu innych znalazłam przepisane
fragmenty. Na pozostałe prace patrzę podejrzliwie. Przeglądam różne publikacje
na podobny temat i upewniam się, czy nie pokrywają się z tekstami moich
słuchaczy. Czuję się jak dwaj bracia Kaczyńscy razem wzięci. (Swoją drogą,
zaczęłam im współczuć - wietrzenie wszędzie spisku jest rzeczą bardzo
nieprzyjemną.) Jestem przerażona skalą zjawiska. Na uniwersytecie też zdarzyło
mi się parę razy wykryć plagiat, ale w żadnej grupie nie była to praktyka
powszechna (choć moze jestem naiwna i przeceniam swoją umiejętność wykrywania
tego rodzaju oszustw). Studenci wydawali się przy tym zawstydzeni i
przestraszeni, kiedy im to wytykałam, a panie z owego studium są raczej
zaskoczone, że mi to przeszkadza. Jedna powiedziała mi wprost: przecież
wszyscy tak robią. To już drugi rok ich nauki. Przez ten czas pisali
przynajmniej kilka prac. Czy to oznacza, że inni nauczyciele tolerowali tę
praktykę? Czy aż tak to wygląda w różnych szkołach pomaturalnych? Wiem, że
poczucie niewłaściwości takiego postępowania jest w ogóle w Polsce bardzo
niskie, ale to mnie jednak zaskoczyło. Mieliście podobne doświadczenia? Co
robicie w takich sytuacjach?