Dodaj do ulubionych

postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina

25.06.06, 17:15
Prosze Was o opinie. Otoz pojawil sie znow ostatnio watek o szukaniu pracy po
doktoracie, w Polsce w domysle.....
W odpowiedzi na to padaly sugestie odnosnie postdokow, ze jest to jedna z
mozliwosci po doktoracie jak sie chce zajmowac nauka dalej itd.
Ale co w sytuacji gdy ktos sie chce zajmowac dalej nauka, ale tez chce
zalozyc rodzine po doktoracie?? W koncu mamy wowczas juz po okolo 30 lat, dla
kobiet czas najwyzszy na dzieci a tu nadal jakies wojaze po swiecie bez
stalego miejsca????Dokad tak mozna?I jaka gwarancja ze po powrocie z kilku
postdokow albo choc jednego dostane prace w ojczyznie?
Czy doktorat determinuje los nomady?? Czy naprawde w Polsce po zrobieniu
doktoratu nie mozna dostac pracy bez uprzedniego szwedania sie po swiecie
przez nastepnych kilka lat lub w ogole bez mozliwosci powrotu?
Owszem postdoki to piekna sprawa , ale jesli ktos nie chce zrywac z nauka ale
tez nie cche dalej podrozowac to CO MA ZROBIC?????Help.
Obserwuj wątek
    • dunia77 Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 09:14
      > Ale co w sytuacji gdy ktos sie chce zajmowac dalej nauka, ale tez chce
      > zalozyc rodzine po doktoracie??

      A jaki problem ? Trzeba sobie tylko elastycznego partnera poszukac, najlepiej
      tez naukowca ;-)

      W koncu mamy wowczas juz po okolo 30 lat, dla
      > kobiet czas najwyzszy na dzieci a tu nadal jakies wojaze po swiecie bez
      > stalego miejsca????

      Bedziesz te dzieci wysiadywac przez dziesiec lat w gniazdku, ze Ci "stale
      miejsce" jest do tego potrzebne ? ;-) Znam cale mnostwo ludzi (nie tylko
      naukowcow), ktorym kazde dziecko rodzilo sie w innym kraju i maja calkiem
      szczesliwe zycie rodzinne. Panikujesz i tyle. Mam wrazenie, ze Twoje nastawienie
      do wyjazdu gdziekolwiek jest do tego stopnia negatywne, ze powinnas sobie
      odpuscic, bo raczej tylko sobie zaszkodzisz.

      > jaka gwarancja ze po powrocie z kilku
      > postdokow albo choc jednego dostane prace w ojczyznie?

      Znikoma, o ile nie ustalisz tego wczesniej z polskim instytutem. Znam natomiast
      calkiem sporo ludzi, ktorzy po dwoch latach za granica przyjechali do Polski juz
      na ciepla posadke. Ba, ten wyjazd byl wlasciwie warunkiem otrzymania owej posadki.



      • madaminka Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 10:22
        Panikujesz i tyle. Mam wrazenie, ze Twoje nastawieni
        > e
        > do wyjazdu gdziekolwiek jest do tego stopnia negatywne, ze powinnas sobie
        > odpuscic, bo raczej tylko sobie zaszkodzisz.
        >


        Moja Droga, panikuje, ale tez wiem co znaczy zyc w niepewnosci co do swego
        losu....Wszak od dwoch lat juz podrozuje w ramach doktoratu i po jego zrobieniu
        mam wielka ochote osiasc na miejscu..Czy to takie dziwne?


        Znikoma, o ile nie ustalisz tego wczesniej z polskim instytutem. Znam natomiast
        > calkiem sporo ludzi, ktorzy po dwoch latach za granica przyjechali do Polski
        ju
        > z
        > na ciepla posadke. Ba, ten wyjazd byl wlasciwie warunkiem otrzymania owej
        posad
        > ki.

        Obawiam sie aby to nie wygladalo tak : Czloweik jedzie na postdok , przez
        kolejne kilka lat zyje zludzeniem ze ten postdok mu otworzy drzwi do pracy,
        wraca a tu nadal zwodzenia w stylu: owszem ma Pani kwalifikacje ale my nie mamy
        w tej chwili etatow wiec moze kiedys, za rok, prosze skladac podania, prosze
        czekac, itd itt.
        Jak wiec widzisz moje obawy nie sa tak bardzo nieuzasadnione.
        Dzieki jednak za odzew na moj post.
        • dunia77 Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 10:40
          > losu....Wszak od dwoch lat juz podrozuje w ramach doktoratu

          Nie Ty jedna... na swiecie nie jest to wbrew pozorom az taka sensacja ;-)

          > Czy to takie dziwne?

          Dla mnie tak, ale ja juz tu kiedys pisalam, ze zupelnie nie rozumiem tej
          "osiadlosci" Polakow w tak mlodym wieku.

          Jesli chcesz koniecznie znalezc prace w Polsce, to bardzo mozliwe, ze bedzie
          wlasnie tak, jak piszesz - w Polsce w 90% na stala posade mozna liczyc tylko w
          "macierzystym" instytucie, a tam przewage maja Ci zadomowieni (choc w tej chwili
          zagraniczny staz staje sie coraz czesciej wymogiem).
          Jesli przyjmujesz mozliwosc pracy na uczelni za granica to sytuacja wyglada o
          wiele lepiej i jesli jestes dobra, znasz troche ludzi i jestes w miare
          elastyczna, co do miejsca zamieszkania, to po dwoch postdocach nie bedziesz
          miala problemow z dostaniem posady "assistent professor" czy cos w ten desen
          (przynajmniej w mojej dziedzinie).
      • steppenwolff1 Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 11:53
        Witam serdecznie!

        dorzucę, jeżeli pozwolicie, swoje "trzy grosze" do tematu.

        > > Ale co w sytuacji gdy ktos sie chce zajmowac dalej nauka, ale tez chce
        > > zalozyc rodzine po doktoracie??
        >
        > A jaki problem ? Trzeba sobie tylko elastycznego partnera poszukac, najlepiej
        > tez naukowca ;-)
        hm, serce nie suga ;-)

        > W koncu mamy wowczas juz po okolo 30 lat, dla
        > > kobiet czas najwyzszy na dzieci a tu nadal jakies wojaze po swiecie bez
        > > stalego miejsca????
        >
        > Bedziesz te dzieci wysiadywac przez dziesiec lat w gniazdku, ze Ci "stale
        > miejsce" jest do tego potrzebne ? ;-)
        Nie do tego jest potrzebne stałe miejsce. Potrzebne jest dzieciom - stałe,
        przyjazne środowisko, a nie ciągła zmiana miejsca - i ciągłe próby
        aklimatyzacji w nowym środowisku. Potrzebna jest bliskość rodziny tej trochę
        dalszej. Potrzebne są w życiu każdego małego człowieka pewne punkty
        odniesienia, a nie ciągłe rewolucje. Los nomady może i dobry jest dla ludzi w
        wieku 25-35 lat, ale nie dla 8-latka, który dopiero co poszedł do jednej
        szkoły, a za roku ma już mieć inną.

        Znam cale mnostwo ludzi (nie tylko
        > naukowcow), ktorym kazde dziecko rodzilo sie w innym kraju i maja calkiem
        > szczesliwe zycie rodzinne.
        A ja znam taką panią, która pisała z synkiem doktorat w Niemczech. Chłopak jest
        dwujęzyczny, super. A ona teraz ma z nim (nastolatkiem) całe multum problemów
        wychowawczych.

        doskonale rozumiem wątpliwości dotyczące wyjazdu - tak samo jak konieczność
        ciągłego rozwijania się. Szczerze powiedziawszy, tu nie ma dobrego rozwiązania,
        są tylko mniejsze zła. Nie można komuś kazać rzucać pracę, żeby ciągle zabierać
        go z sobą. A małżeństwo przez 3-4 miesiące w roku małżeństwem nie jest.
        Wybaczcie, ale to nie jest dla mnie brak elastyczności i negatywne podejście do
        wyjazdów. Ot, strach przed zostaniem ze swoją nauką sam na sam. Coś ludzkiego.
        I żadna panika.

        pozdrawiam
        Anka

        PS za 4 dni wyjeżdżam na 2 miesiące na zbieranie materiałów :-)
        • madaminka Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 12:17
          doskonale rozumiem wątpliwości dotyczące wyjazdu - tak samo jak konieczność
          > ciągłego rozwijania się. Szczerze powiedziawszy, tu nie ma dobrego
          rozwiązania,
          >
          > są tylko mniejsze zła. Nie można komuś kazać rzucać pracę, żeby ciągle
          zabierać
          >
          > go z sobą. A małżeństwo przez 3-4 miesiące w roku małżeństwem nie jest.
          > Wybaczcie, ale to nie jest dla mnie brak elastyczności i negatywne podejście
          do
          >
          > wyjazdów. Ot, strach przed zostaniem ze swoją nauką sam na sam. Coś
          ludzkiego.
          > I żadna panika.


          Dzieki, wreszcie jaki glos wykazujacy zrozumienie tematu tak naprawde. W calej
          tej dyskusji wokol nauki, postdokow, wyjazdow, stazy, ciaglego, niekonczacego
          sie rozwoju, brak mi zwyklego ludzkiego spopjrzenia ma zycie jako takie.
          Przeciez nie mozemy owijac w bawelne: w Polsce jest bezrobocie a wysylanie
          ludzi na postdoki, obok korzysci wynikajcych z pobytu w innej placowce, ma tez
          celu wyeliminowanie ich z grona potencjalnych kandydatow do pracy w ojczyznie,
          przynajmniej na jakis czas......Stad to ciagle mowienie jakie to swietnie
          wyjezdzac, rozwijac sie itd.
          Jest to swietne , ale czlowiek musi miec do czego wrocic!!A nie w ciaglej
          niepewnosci, stresie zaliczac jeden staz po drugim a potem w wieku 40 lat sie
          obudzic z tzw reka w nocniku, bez rodziny i moze w ogole kogos bliskiego, bo
          ktoz wytrzyma ciagle zmiany miejsca, zwlaszcza jak sam ma stala prace i nie
          jest naukowcem......a tak przeciez bywa czesto ze nie tylko naukowcow wybieramy
          na partnerow....Inna rzecz to dzieci ktore moga sie zdarzyc w tym czasie..jak
          pisalas one musza miec stale miejsce, jakis grunt pod nogami w newralgicznych
          latach zycia.....jakas ojczyzne.....
          Sprawa prosta nie jest ,a posadzanie kogos o brak elastycznosci gdy podnosi te
          kwestie jest nieporozumieniem...Problem dotyczy w koncu kazdego w jakims
          stopniu.
          • autumna Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 14:18
            To ja dołożę od siebie, że w wieku podoktoratowym miewa się również rodziców już niekoniecznie zdrowych i w pełni sił. Albo po prostu samotnych.

            > przynajmniej na jakis czas......Stad to ciagle mowienie jakie to swietnie
            > wyjezdzac, rozwijac sie itd.

            Ano właśnie. Jedni mają promotora o dużej sile przebicia i zostają na uczelni bez żadnych dodatkowych warunków, innym się mówi "po postdocu może znalazłoby się miejsce". Staż na pewno poszerza horyzonty, ale niechże będą dla wszystkich jednakowe zasady.
            Ja sobie w związku z powyższym po doktoracie naukę odpuściłam. Skoro nie mogę sie nią zajmować w kraju, trudno. Nie nadaję się na wiecznego tułacza.
        • marcelina_prust Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 13:54
          steppenwolff1 napisała:
          >
          > PS za 4 dni wyjeżdżam na 2 miesiące na zbieranie materiałów :-)


          Owocnego zbierania :)
          Ja też wyjeżdżam na dwa miesiące, ale jesienią. Mąż i dwuletnie dziecko
          zostają. Boję się mysleć ile ten wyjazd będzie mnie i ich emocjonalnie kosztował :(


          A co do "elastyczności" dzieci - znam parę, która wyjechała na trzy miesiące z
          trzyletnim chłopakiem - dziecko było tak sfrustrowane obcym językiem, że rzucało
          się z pięściami na inne dzieci w piaskownicy. A matki tych dzieci na rodziców
          chłopca.

          Zgadzam się Ania z Tobą - nomadowanie z dzieckiem to wzięcie na siebie ogromnej
          odpowiedzialności, a skutki nie sposób przewidzieć. Szczęście mają ci, których
          dzieci nie płacą psychicznie za rozwój rodziców. Nie wszyscy je mają.

    • dunia77 Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 15:41
      Odpowiem hurtem, bo odpowiedzi sa w podobnym tonie.
      Zawsze na tej grupie bawi mnie dramatyczny ton, w jaki uderza sie, kiedy mowa o
      zagranicznych wyjazdach. "Najlepsze" sa te psychicznie skrzywione dzieci, ktore
      rodzice unieszczesliwili obca mowa ;-(
      Smieszy mnie, bo podaje sie jakies jednostkowe przypadki (i Bog jeden wie, czy
      nawet nie wyssane z palca na podparcie swojej tezy) dzieci nieomal
      zmolestowanych przez rodzicow przez pobyt z zagranica. A wystarczy poczytac
      sobie chocby sasiednie forum dla polskich rodzicow za granica, zeby przekonac
      sie, ze wiekszosc dzieci swietnie adaptuje sie za granica, o wiele lepiej niz
      ich rodzice.
      Ja moglabym podac przypadki zarowno, za jak i przeciw (tych pierwszych znam
      wiecej), a zreszta wcale nie wiadomo, czy mamusia x nie mialaby takich samych
      klopotow z synalkiem, gdyby cale zycie spedzili w jednej wsi. Nie sprowadzalabym
      czynnikow wychowawczych do jednego czynnika, w koncu b. czesto bywa, ze
      rodzenstwo wychowywane w takich samych warunkach zachowuje sie kompletnie odmiennie.
      Kazdy rodzic "krzywdzi" w jakis sposob dziecko, czesto w bardzo dobrej wierze.
      Ten ktory spedzil zycie w jednej wsi tez moze byc "oskarzony" przez swoje
      potomstwo, bo np. nie wykorzystal jakiej tam szansy zwiazanej z wyjazdem, co
      moglo zapewnic dziecku lepsza przyszlosc. Nie znam dzieci, ktore niczego nie
      maja za zle swoim rodzicom - i wniosek stad, ze trzeba postepowac tak, jak sie
      samemu uwaza za sluszne i nie zastanawiac sie, co na to za fafnascie lat powie
      progenitura. Jako rodzice bierzemy odpowiedzialnosc za potomstwo i z tej racji
      mamy przywilej decydowania - a dziecko i tak cos tam na pewno bedzie mialo nam
      za zle...
      Wracajac do meritum: demonizujecie te "wieczne tulactwo", bo wiekszosc ludzi,
      ktorych znam po dwoch postdocach (czyli jakies 4-5 lat) dostala cos mniej wiecej
      stalego. Ale Wam chodzi chyba o to, zeby zaraz po doktracie ktos Wam grzecznie
      zaoferowal posadke, na ktorej posiedzicie do emerytury ;-(
      • node Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 17:18
        dunia,

        Nie ma sensu sie sprzeczac, bo to dwie bardzo odmienne postawy zyciowe. Gdybym
        mial zyc do emerytury w jednym miescie, wyjezdzac co najwyzej na 2 tyg w roku
        na wakacje, dojezdzac tym samym autobusem cale zycia do pracy to pewnego dnia
        po prostu szarpnalbym sie na swoje zycie.

        A mam nadzieje ze moje dziecko spedzi dziecinstwo w wielu krajach, moze na
        roznych kontynentach. To dopiero tworzy czlowieka... znam pare osob ktore byly
        wychowane w taki sposob i bardzo bym chcial zeby moje dzieci dostaly taka
        szanse. Moze to nie jest najlatwiejsza droga, bo nie jest, ale to wlasnie
        wyzwania tworza czlowieka.

        Ale niewielu tak potrafi... inni wola czytac Alchemika mieszkajac cale zycie w
        jakims blokowisku... ich zycie.
        • dunia77 Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 17:40
          Node, przyznaje Ci racje.
          Jednak czasem ciezko mi jest powstrzymac sie przed reakcja, czytajac przerozne
          herezje na tym forum ;-(
      • marcelina_prust Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 17:19
        Ech, Dunia, a dałoby się tak bez zgryźliwości, ironii i przekręcania czyichś
        wypowiedzi?

        (i Bog jeden wie, czy
        > nawet nie wyssane z palca na podparcie swojej tezy)

        Skoro tak widzisz partnerstwo w dyskusji, to ja się z takiej dyskusji wycofuję.
        To co napisałaś jest po prostu nieprzyzwoite.

        -----
        Dzieciństwo bez strychu jest jak koń bez skrzydeł.
        • margaretka2002 Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 26.06.06, 20:04
          Nie denerwuj sie. Ja mieszkam w Krakowie, studiuje w Poznaniu a faceta mam w
          Nowym Jorku i naprawde dobrze wiem, co to znaczy tulaczka. Znosze ja dosc
          dobrze, ale dzisiaj siedzac godzine dluzej niz zaplanowano w pociagu (zepsula
          sie lokomotywa) pomyslalam o tym samym - ile ja bede miala lat, kiedy bede
          mogla sobie pozwolic na rodzine? Uwielbiam podrozowac i chce to robic, ale
          problem nie tylko w przemieszczaniu sie, ale w niestabilnej sytuacji
          finansowej. Nikt nie chce decydowac sie na dziecko, jesli nie wie, co go czeka
          za kilka miesiecy, w dodatku bedac daleko od rodziny, ktora nie bedzie mogla w
          razie czego pomoc. Poza tym praca naukowa jest po prostu bardzo angazujaca i
          trzeba byc naprawde heroina, zeby pogodzic ja z posiadaniem potomstwa,
          szczegolnie jesli sie jest pozbawionym matki, siostry, przyjaciolki,
          kogokolwiek przyjaznego naokolo. Podsumowujac - jest dobrze, ale nie
          beznadziejnie. Moze ktoras z kolezanek wymysli cos na temat hodowania zaroka w
          sloiku i wiek nas przestanie ograniczac. Wtedy wszystkie zaczniemy miec dzieci
          po habilitacjach.
          Pozdrawiam,
          M.
        • krysiulka Marcelino :) I komentarz 27.06.06, 10:29
          > Ech, Dunia, a dałoby się tak bez zgryźliwości, ironii i przekręcania czyichś
          > wypowiedzi?
          >
          > (i Bog jeden wie, czy
          > > nawet nie wyssane z palca na podparcie swojej tezy)
          >
          > Skoro tak widzisz partnerstwo w dyskusji, to ja się z takiej dyskusji wycofuję.
          > To co napisałaś jest po prostu nieprzyzwoite.
          >

          To oczywiste, ale czy nie masz wrażenia, że Dunia (w odróżnieniu od innych osób) swojego partnera i dzieci traktuje PRZEDmiotowo a nie PODmiotowo? Bardzo łatwo powiedzieć "kochani, jedziemy dziś do NY" ale pytam - niby dlaczego czereda ma dołączać do zwariowanego naukowca-egoisty który to oto im miłościwie ZADECYDOWAŁ?
          W logice Duni niestety nie ma miejsca dla zdania innych członków rodziny i na ich wolność osobistą - i to ją odróżnia od Autorki wątku.
          Ja osobiście uważam, że mogę się realizować jako naukowiec - specjalista od mojego np. kompostowania, ale z pewnością nie zrobię tego kosztem mojej rodziny.NIGDY NEVER (jak mawiamy w naszym zakładzie).
          Bo po pierwsze jestem żoną i matką, a po drugie inżynierem, a po trzecie naukowcem. Taka jest kolejność, nie inna.
          Krysia
          • dunia77 Re: Marcelino :) I komentarz 27.06.06, 10:37
            Juz mialam sie nie odzywac, bo mam wrazenie, ze rzucam grochem o sciane, ale po
            tym poscie cisnienie mi sie troche podnioslo.
            G*** wiesz na temat mojej rodziny, wiec nie osmieszaj sie swoja tania
            psychoanaliza, pani specjalistko od kompostow.
            • madaminka Re: Marcelino :) I komentarz 27.06.06, 11:10
              Dunia, zaczynasz byc agresywna a to nienajlepsza reklama dla swoich pogladow do
              ktorych chcesz nas przekonac........
              To co piszesz jest racja.....tak samo jak jest racja ze kazdy chce miec pewnosc
              co do swego losu i ze chce jak najlepiej dla swoich dzieci co najlepiej
              osiagnac poprzez SPRAWDZONE sposoby ich wychowania tzn w jednym miejscu , w
              kontakcie z babcia i dziadkiem i innymi czlonkami rodziny a nie raz w ameryce a
              raz w australii........ Dlatego nie widze powodu aby sie klocic, kazdy ma prawo
              do swego zdania. W kazdym razie dzieki za Twoje posty, kazdy glos w dyskusji
              jest cenny.
            • krysiulka No i wszystko jasne :D 27.06.06, 14:15
              > Juz mialam sie nie odzywac, bo mam wrazenie, ze rzucam grochem o sciane, ale po
              > tym poscie cisnienie mi sie troche podnioslo.
              > G*** wiesz na temat mojej rodziny, wiec nie osmieszaj sie swoja tania
              > psychoanaliza, pani specjalistko od kompostow.

              Bez komentarza
              • marcelina_prust Re: No i wszystko jasne :D 27.06.06, 14:45
                "Trzeba przeciwstawić się godnościom i kulturom osobistom" ;-)
                Amen.
      • steppenwolff1 Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 27.06.06, 10:26
        > Zawsze na tej grupie bawi mnie dramatyczny ton, w jaki uderza sie, kiedy mowa
        o
        > zagranicznych wyjazdach. "Najlepsze" sa te psychicznie skrzywione dzieci,
        ktore
        > rodzice unieszczesliwili obca mowa ;-(
        Jaki dramatyczny ton? Chodzi o ZWYKŁE życiowe sytuacje. Nie czuję, żebym
        uderzała w takowy dramatyczny ton - po prostu napisałam, co uważam na ten temat.
        Zakładasz, że jedynie Twoja opcja jest prawdziwa. Myślę, że wiele zależy od
        tego, ile kto ma lat, ile dzieci i jakie warunki finansowe do życia.

        A wystarczy poczytac
        > sobie chocby sasiednie forum dla polskich rodzicow za granica, zeby przekonac
        > sie, ze wiekszosc dzieci swietnie adaptuje sie za granica, o wiele lepiej niz
        > ich rodzice.
        Nie wiem, nie czytałam, w tym momencie chwilowo nie mam czasu - ale prosiłabym
        o informację, czy są to dzieci, które co chwilę zmieniają miejsce zamieszkania?
        Mi chodziło jedynie o sytuacje, kiedy dzieciaki poddaje się
        ciągłym "rewolucjom". Dom i rodzinę można mieć zagranicą. Na stałe. Jeżeli
        komuś tam dobrze, to świetny układ.

        > Ja moglabym podac przypadki zarowno, za jak i przeciw (tych pierwszych znam
        > wiecej), a zreszta wcale nie wiadomo, czy mamusia x nie mialaby takich samych
        > klopotow z synalkiem, gdyby cale zycie spedzili w jednej wsi.
        Tak. Nie wiadomo. Ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że niestałe warunki
        bytowe matki (mieszkanie w akademiku), oddalenie od reszty rodziny, obcy język,
        nocna praca matki (bez skojarzeń proszę;), pisanie dr (to w dzień w dużej
        mierze) wpłynęły na dziecko x. (mówię to bez żadnego dramatycznego tonu, uwierz
        mi:)

        > Kazdy rodzic "krzywdzi" w jakis sposob dziecko, czesto w bardzo dobrej wierze.
        > Ten ktory spedzil zycie w jednej wsi tez moze byc "oskarzony" przez swoje
        > potomstwo, bo np. nie wykorzystal jakiej tam szansy zwiazanej z wyjazdem, co
        > moglo zapewnic dziecku lepsza przyszlosc.
        Ale odwracasz przysłowiowego kota ogonem ;-) Może to głupie przekonanie, ale
        dzieci do pewnego wieku lepiej rozwijają się w ustabilizowanym, bezpiecznym
        środowisku, w którym za nikim tęsknić nie muszą...a że mały tudzież mała będą
        miały swoim rodzicom tak czy tak coś za złe - to przecież temat z zupełnie
        innego zakresu.

        demonizujecie te "wieczne tulactwo", bo wiekszosc ludzi,
        > ktorych znam po dwoch postdocach (czyli jakies 4-5 lat) dostala cos mniej
        wiece
        > j
        > stalego.
        najbardziej podoba mi się to mniej-więcej ;-)

        Ale Wam chodzi chyba o to, zeby zaraz po doktracie ktos Wam grzecznie
        > zaoferowal posadke, na ktorej posiedzicie do emerytury ;-(
        Czy istnieją tylko dwa bieguny? Albo zagraniczny staż albo ciepła posadka, i to
        od razu do emerytury. (dla mnie nie musi byc do emerytury, bo do emerytury to
        ja chcę tłumaczyć głównie ;-) Jeśli komuś odpowiada życie na walizkach, bez
        własnego gniazda - proszę bardzo. Myślę, że jednak większość w pewnym wieku
        chce mieć do czego wracać. A na to potrzebny jest i czas i środki finansowe,
        które trzeba jednak zdobywać stałą pracą na miejscu. Ja nie chcę w wieku 35 lat
        dopiero brać kredytu na mieszkanie, koło 40 rodzić dzieci. (Nie, nie czuję się
        POWOŁANA do roli matki, dzieci chcę mieć zupełnie egoistycznie;-) Nie rozumiem,
        dlaczego aż tak dyskredytujesz taką postawę. Bynajmniej nie kłóci się ona z
        nauką. Przynajmniej ja tak nie uważam.

        pozdrawiam
        Anka
    • sioux.doux Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 27.06.06, 00:15
      Nie oszukujmy się: albo rybki, albo akwarium...
      • madaminka Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 27.06.06, 07:32
        > Nie oszukujmy się: albo rybki, albo akwarium...

        Wlasnie, albo rybki albo akwarium...To co pisze Node i Dunia jest do pewnego
        stopnia prawda, jest cos fascynujacego w podrozach. Ale z moich obserwcji
        wynika ze wlasnie rybki albo kawarium...Ludzie ktorzy decuduja sie na zycie na
        walizkach, cigle podrozujacy, z reguly rodzin nie maja....Nie znam nikogo kto w
        imie nauki i zrobienia popstdoka, zbiral caly dobytek, pakowal dzieci i
        wyjezdzal do innego miejsca.....to dobre w teorii ale praktyka i zycie codzinne
        niestty implikuja co innego...Chociaz czloweik czasem by chcial zaszalec,
        poczuc smak zycia, podrozy to jednak chyba jakis zmysl rodzicielski, gniazdo,
        pisklaki trzymaja go jednym miejscu bo przeciez nie sposob cale zycie poswiecac
        wszystko dla postdoka lub kilku postfdokow ktorych efektem bedzie kilka
        publikacji i troche zarobionych pieniedzy......Zycie samo sie
        przewartosciowuje, zwlaszcza gdy pojawia sie w nim dzieci, priorytety sa wtedy
        inne....
        Moje stanowisko jest takie: czloweik musi miec gdzie wrocic. Wtedy moze bawic
        sie w krotko lud dlugotermonowe wyjazdy. Ma to sens wtedy gdy posiada stale
        miejsce pracy GDZIES. Inaczej sama niepewnosc co do sego losu jest w stanie
        zabic wszystk oto co pozytywne w zagranicznych wojazach zwlaszcza gdy sie jest
        kobieta i liczy nieublaganie pedzacy czas............
        • magdula_b Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 14.07.06, 14:22
          hej,
          nie wiem czy az do konca tak jest ze albo rybki albo akwarium...
          i znam sporo osob, ktore w imie nauki pakowaly caly dobytek z przyleglosciami i
          wyjezdzaly...choc przyznac musze, ze czesciej sa to panowie naukowcy. Ale jest
          to mozliwe nie tylko w teorii...nie zawsze latwe, ale mozliwe

          jednak zgadzam, sie ze czlowiek lubie miec miejsce do ktorego mozna wrocic.
          Sama robie doktorat za granica i chcialabym potem wrocic do POlski nie po to by
          do konca zycia mieszkac i pracowac w jednym miejscu, ale po to by po
          ewnetulanych pobytach zagranica miec dokad wracac. I to nie jest jakies typowo
          polska obawa przed tulaczka - spotykam tu ludzi z roznych stron swiata i
          wszyscy sa zgodni, ze kiedys tam chca wrocic do swojego kraju i zostac, to
          normalne.

          A znalezienie stalej posady za granica (w nauce) wcale nie jest takie latwe -
          nie wystarczy byc dobrym, trzeba miec jeszcze troche szczescia i duzo
          samozaparcia

          pozdrawiam
          magda
    • elwinga Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 27.06.06, 08:30
      Myślę, że u większości osób pojawia się w którymś momencie potrzeba bycia u
      siebie. Niekoniecznie w ojczystym kraju, ale w miejscu, które można nazwać
      domem, którego się nie opuści za pół roku, do którego można kupować książki nie
      zastanawiając się, jak to potem zapakować albo u kogo tym razem zostawić na
      przechowanie. I które zostawić, a które koniecznie zabrać ze sobą.

      I na pewno u jednych taka potrzeba pojawia się wcześniej, u innych później, a u
      jeszcze innych być może nie pojawi się nigdy.
      • mikrometr Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 28.06.06, 10:30
        Ja znam dwa takie przypadki. Ale byli to mężczyźni. Każdy z nich zabrał żonę (na
        macierzyńskim lub urlopie bezpłatnym) i z dzieckiem jechali na rok na inny
        kontynent. Skutków ubocznych nie było.
        Niestety kobieta naukowiec jest w innej sytuacji. W większości przypadków jednak
        matki podejmują opiekę nad dziećmi. Czy to z natury czy wychowania mężczyzna nie
        jest przeznaczony do bycia „przy żonie”, nawet okresowo. Rezygnacja z pracy
        byłaby najczęściej sporym poświęceniem, tym bardziej że finansowanie wyjazdów
        jest na różnym poziomie a wiek ok. 30 to czas stabilizacji (kupno mieszkania itp.)
    • chomisiu Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 28.06.06, 13:19
      Ja nie miałam problemu z miejscem pracy po powrocie - wyjechałam w ramach
      międzynarodowej kolaboracji mojej firmy z inną, międzynarodową. I co jakiś czas
      tak sobie wyjeżdżam w różne miejsca (pod koniec roku też jadę do Francji.) Po
      jednym z wyjazdów odechciało mi się powrotu - nie było do kogo i do czego
      wracać. A przed wyjazdem były plany na to, co bdzie po powrocie - dziecko,
      budowa domu... Tak też bywa.
      Aha, moje wyjazdy to nie postdoki.Wyjżdżam z reguły po zakończeniu projektu na
      analizę danych itp.
      A odpowiadając na Twoje pytanie - z obserwacji znajomych naukowców - wszystko
      można pogodzić. Są tacy, którzy mają imponujący dorobek naukowy a wyjeżdżają
      średnio raz na 5-6 lat, przy czym długość wyjazdu zależy od nich samych, tzn od
      tego jak szybko popełnia jakiś artykuł(y). Mogą też zrezygnować z wyjazdu bez
      żadnych konsekwencji.
      A swoją drogą wyjazdy nie są takie straszne :)
      Pozdrawiam, a..
    • sioux.doux Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 02.07.06, 00:14
      madaminka napisała:
      > Moje stanowisko jest takie: czloweik musi miec gdzie wrocic. Wtedy moze bawic
      > sie w krotko lud dlugotermonowe wyjazdy. Ma to sens wtedy gdy posiada stale
      > miejsce pracy GDZIES. Inaczej sama niepewnosc co do sego losu jest w stanie
      > zabic wszystk oto co pozytywne w zagranicznych wojazach

      OK, ale jak sobie to wyobrażasz? Że ktoś gdzieś będzie trzymać dla nas etat,
      podczas gdy my będziemy tułać się po świecie?

      • autumna Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 02.07.06, 10:39
        > OK, ale jak sobie to wyobrażasz? Że ktoś gdzieś będzie trzymać dla nas etat,
        > podczas gdy my będziemy tułać się po świecie?

        To akurat się praktykuje. Delikwent jest wtedy na urlopie bezpłatnym, a jego pensum rozdzielone tymczasowo między innych pracowników jako nadgodziny albo przydaje się jako godziny dla doktorantów. Katedrom to nawet bywa na rękę, nawet jeżeli wiedzą, że pracownik już nie wróci - umożliwia przytrzymanie etatu; gdyby go zlikwidowali, może się potem okazać nie do odzyskania.
    • microtune troche optymizmu 13.07.06, 08:17
      kurka wodna ;) czytam ta dyskusje i wlos mi sie na glowie jezy, jestem na
      studiach doktoranckich, pracuje na uczelni, czasem dorabiam gdzies poza, sama
      splacam duzy kredyt na mieszkanie (i ciesze sie ze wzielam go 2 lata temu a nie
      za dwa lata przy takim wzroscie cen), utrzymuje sie na przyzwoitym poziomie,
      stac mnie na porzadne wakacje raz na rok, mam ustabilizowane zycie rodzinne,
      czas na spotkania z przyjaciolmi i na odwiedzenie rodzicow co najmniej raz w
      tygodniu, mam czas na swoje pozanaukowe hobby, ktore troche mi go pozera i
      jeszcze moge na forum popisac, jakby mi sie dziecko teraz trafilo to tez nie
      byloby problemu
      nigdy nie mialam problemow ze znalezieniem pracy - wrecz praca czasem szuka
      mnie, co prawda na wyjazd polroczny sie nie zgodzilam (to jedyne z czego
      zrezygnowalam) ale na miesiac-dwa - dlaczego nie,
      u mnie nie ma miejsca na podejscie "albo rybki albo akwarium" - ja chce miec
      jedno i drugie i tak organizuje czas aby to miec
      p.s. mam 27 lat ;) i ciesze sie ze mam swoj kawalek kata, do ktorego moge
      wracac, nastepne miejsce pracy do ktorego moge isc zaraz po tym jakby mnie
      wyrzucili z tego, w ktorym jestem ;)))), zadnych ukladow, zadnych znajomosci
      (moi rodzice maja odpowiednio wykszt. podstawowe i srednie wiec na uczelni nie
      pomogli), i szefa ktory nie moze sie doczekac kiedy napisze doktorat zeby
      zatrudnic mnie na lepszych warunkach
      troche optymizmu moi drodzy, zycie jest takie jakie myslicie ze jest, zapewniam
      was ze z polsce mozna dostac prace bez szwedania sie po swiecie, bez
      rezygnowania z posiadania rodziny i innych rzeczy, to jest trudne, tak, ja
      czasem tez nie mam sily ale bycie czlowiekiem nauki oznacza rozwiazywanie
      problemow, wymyslanie nowych rzeczy, ciagla walke i przeciwstawianie sie
      przeciwnosciom a nie marudzonko w stylu "musze wyjezdzac, nie bedzie pracy, nie
      bedzie rodziny, nie bedzie... (tu wstaw to czego nie chcesz w zyciu osiagnac)"

      pozdrawiam wszytskich cieplo, P.
      • kag3 Re: troche optymizmu 13.07.06, 22:50
        jaka dziedzina sie zajmujesz?

        naprawde ciekawa jestem jak ty to robisz...
        • luisapaserinni Re: troche optymizmu 14.07.06, 09:42
          ja tez jestem ciekawa, wiec podbijam watek:)
          • bumcykcyk2 Dunia & Node ROTFL:) 14.07.06, 22:52
            Dawno nie czytałem takich napuszonych bzdur jak w wydaniu Dunii i Node.

            Większość ludzi lubi podróże KRÓTKIE i DOBROWOLNE w charakterze TURYSTYCZNYM, a
            nie DŁUGIE i PRZYMUSOWE (za chlebem) w charakterze TANIEGO WYROBNIKA z Europy
            Wschodniej. Nawet na Zachodzie wielokrotnie wysłuchiwałem żalów np. naukowców z
            Niemiec, że muszą peregrynować co parę lat z jednego uniwerku niemieckiego na
            drugi - to przecież w ramach tego samego państwa!

            Pieprzenie o tym jak to jest świetnie robić za obcokrajowca, ma sens może w
            odniesieniu do pobytu na Hawaii Pacific University w charakterze badacza
            zachowań erotycznych windsurfingowców na plaży Waikiki, ale w wiekszości
            przypadków oznacza wyłącznie znojną mordęgę za grosze, przynajmniej przez
            pierwsze lata.

            Przemądrzałej pani Dunii życzę trzyletniego pobytu badawczego na uniwersytecie
            w Greifswaldzie w uroczym niemieckim kraju...
            • beba3 Tylko spokojnie... 14.07.06, 23:30
              Witam!
              Zareklamowali Was i tak sobie weszlam w interesujacy temat...
              Mysle ze _wszyscy_ macie po trosze racji. Ja tez bylam pelna obaw i wlasciwie
              wciaz jestem, ale obojetnie gdzie bym nie mieszkala, czy w Polsce czy tez
              zagranica, o zycie swojej rodziny bym sie troszczyla. Problemy moze inne ale
              bylyby tak czy inaczej.
              My jako nieliczni zalozylismy rodzine kiedy maz rozpoczynal doktorat.
              Zaplanowalismy dwoje dzieci i norme mamy wyrobiona. Czy bylo trudno? No pewnie!
              Ale czy trudniej niz w Polsce...? Niekoniecznie.
              Teraz migrujemy na kontynlacje postdoca z Holandii do Singapuru. Mielismy do
              wyboru Niemcy lub Singapur. Wybralismy daleki, egzotyczny kraj a
              nie 'bezpieczne' Niemcy, blisko Polski, z podobnym jezykiem i kultura.
              Wiecej odwagi!
              Ktos jeszcze pisal, ze sie informuje o wyjezdzie swoja rodzine. Wyjazdy sie
              planuje wsplnie, decyzje sie podejmuje razem. To fundament udanego zwiazku.
              Pozostawiam do przemyslenia.
          • microtune Re: troche optymizmu 17.07.06, 07:28
            doktorat piszę z zarzadzania wiedzą - to tak ogólnie, myślę, że nie ma
            wielkiego znaczenia czym się zajmuję, sama znam kilku doktorantów z różnych
            uczelni - począwszy od nauk politycznych - skończywszy na fizyce i żaden/żadna
            z nich nie narzeka, fakt - nikt z moich znajomych nie zyje tylko ze stypendium,
            każdy robi coś jeszcze
            ja na przykład staram sie ułożyć sobie plan zajęć tak aby mieć co najmniej
            jeden (a jak sie uda to i dwa chociaz to nie takie proste) dni wolne w tygodniu
            i jest czas na to aby dorobić, w moim przypadku jest to łatwe bo do pierwszej
            pracy poszłam w wieku lat 17 i od tej pory bez właściwie dłuższej przerwy coś
            robie - również będąc na studiach dziennych i kończąc jeszcze w międzyczasie
            podyplomowe
            jeden z moich znajomych założył sklep internetowy i sprowadza jakies duperelki
            z azji, inny jest przewodnikiem wycieczek i jeszcze sobie pojeżdzi poświecie,
            ja pracuję w fitnessklubie i dorabiam przy szkoleniach i to nie ma żadnego
            związku z pracą naukową, wręcz czasem pozwala odpocząć trochę i się wyluzować,
            możecie zająć się tłumaczeniami książek (ostatnio Helion szukał tłumaczy),
            jesli macie troche pojęcia o obsludze komputera poszukajcie jakiejś firmy
            robiącej kursy komputerowe (doktoranta wezmą z pocałowaniem w rękę bo to
            podniesie im prestiż ;) - jest cała masa rzeczy, które można robić popołudniami
            w domu i dostawać za to całkiem sensowne finanse tylko trzeba poszukać, tyle na
            razie, zakładam też dodatkowy wątek na ten temat

            pozdr, microtune ;)
            • beba3 Re: troche optymizmu 18.07.06, 19:30
              W Holadnii jezeli chcesz robic cos dodatkowego to musisz ograniczyc godziny
              pracy na Uczelnii tzn ze powinna byc to lepiej oplacalna praca liczac stawke
              godzinowa. Inaczej nie warto.
              Piszac dwa wolne dni w tygodniu myslisz o dniach weekendowych czy tez ekstra
              dni w tygodniu?
              Regula jest, ze pracuje sie w niedziele kilka godzin (sklepy zamkniete) no i
              czasmi i w sobote.
      • noether Re: troche optymizmu 05.09.06, 15:01
        tylko pozazdroscic...jak Ty to robisz, moze powinnam zaczac od pytania w jakiej
        dziedzinie...pracowac, robic jednoczesnie doktorat, ktory w dodatku pozwoli Ci
        awansowac....do tego zycie towarzyskie...

        przyznaje, ze kiedy czytam takie wypowiedzi robi mi sie przykro... moja
        dziedzina nie pozwala mi na takie zycie. spedzam przed kompem 12 godz., czesto
        w nocy robie doswiadczenia, do tego 360 godz dydaktyki...mnie praca naukowa
        absorbuje w 100%.i te ciagle wyjazdy. rowniez zastanawiam sie co dalej, za
        niecaly rok bronie doktorat, i co ? jechac na post doka, czy zostac, załozyc
        rodzine? z racji moich doswiadczen nie moge ich prowadzic i jednoczesnie byc w
        ciazy. w dodatku za dlugo tez nie moge wstrzymywac decyczji o dziecku ze
        wzgledow zdrowotnych...a jednoczesnie mam ambijce , lubie to co robie i jestem
        w tym dobra, dlatego trudno mi zrezygnowac, ale czegos brakuje...(poniewaz
        jescze nie wiem gdzie bede za rok, wstrzymalam sie z inwestycjami lokalowymi od
        poczatku studiow tylam sie po akademikach, wynajmowanych pokojach,
        mieszkaniach, hotelach...dla mnie to nie jest naturalne, brakuje mi wlasnego
        kata)
        ech
    • sioux.doux Re: postdoki i staze a zwykle zycie i rodzina 18.07.06, 22:36
      bumcykcyk2 napisał:
      > Dawno nie czytałem takich napuszonych bzdur jak w wydaniu Dunii i Node.

      A ja uważam, że node całkiem ciekawie i do rzeczy pisze. Ma takie a nie inne
      podejście do życia i należy to uszanować.

      > Większość ludzi lubi podróże KRÓTKIE i DOBROWOLNE w charakterze TURYSTYCZNYM,
      a
      > nie DŁUGIE i PRZYMUSOWE (za chlebem) w charakterze TANIEGO WYROBNIKA z Europy
      > Wschodniej.
      >
      > Pieprzenie o tym jak to jest świetnie robić za obcokrajowca, ma sens może w
      > odniesieniu do pobytu na Hawaii Pacific University w charakterze badacza
      > zachowań erotycznych windsurfingowców na plaży Waikiki, ale w wiekszości
      > przypadków oznacza wyłącznie znojną mordęgę za grosze, przynajmniej przez
      > pierwsze lata.

      Też wolę za granicę wyjeżdżać przyjemnościowo (a nie - jak wielu rodaków -
      dlatego że w kraju ciężko znaleźć dobrze płatną pracę), aczkolwiek dłuższe
      wyjazdy mają tę zaletę, że można nieźle podszlifować język danego kraju. I
      wcale nie trzeba robić za taniego wyrobnika, "czarniejszego od Murzyna". Trzeba
      tylko mieć odpowiednie kwalifikacje.
    • misbaskerwill Re: Na pocieszenie 29.07.06, 14:54
      Jako dziecko dyplomaty (polowa "wieku szkolnego" spedzona za granica) powiem tak:
      Dluzszy pobyt zagraniczny (min. rok) to wspaniale doswiadczenie dla dziecka.
      Taki maly /czy tez mlody/ czlowiek adaptuje sie o niebo lepiej niz rodzice do
      nowych warunkow. Po zaledwie kilku miesiacach zna doskonale nowy jezyk i ma
      perfekcyjny akcent, bez problemow tez zdobywa nowych kolegow, przyjaciol.
      Dorosli tylko moga mu tego zazdroscic:)
      Wplyw na psychike dziecka - moim zdaniem, jak najbardziej pozytywny, do tego
      poznanie wielu kultur, wieloplaszczyznowe spojrzenie na rozne sprawy w
      pozniejszym zyciu...

      Nie mowie tu jednak o regularnej zmianie szkoly co rok, czy nie daj Bog -
      czesciej...
      Jesli tak sie dzieje - to moze byc problem. Ja w sumie zmienialem w ten sposob
      szkole "tylko" 3 razy, ale wbrew obawom, problemy z "dogonieniem" kolegow
      okazywaly sie minimalne, nawet przy bardzo roznym poziomie wiedzy i nauczania w
      roznych krajach...

      W koncu "podroze ksztalca"... Za granica prawie wszyscy naukowcy sa skazani na
      przeprowadzki co kilka lat. I nie tylko naukowcy. W Ameryce zaś nie ma chyba
      czlowieka, ktory otrzymalby dyplom, studiując tylko w jednym miejscu (zwykle
      sami tutorzy doradzaja studentom takie przeprowadzki naukowe, dla "wzbogacenia
      swiatopogladu").
      Rozumiem wszystkie obawy zwiazane z przeprowadzka - sam mam male dziecko, co
      zdecydowanie ograniczylo moje wyjazdy podczas studiow doktoranckich (jednak:)).
      Ale juz w wieku 3-4 lat można uznać dziecko za "odchowane" i ruszać w świat:)

      Z INNEJ BECZKI - jak mówią znawcy życia - "żaden moment w życiu nie jest
      odpowiedni na założenie rodziny". Chyba, że akurat założenie rodziny jest dla
      Ciebie życiowym celem. A "życie to sztuka wyboru". Niekoniecznie rezygnacji z
      innych celów, lecz umiejętnego ich wyważenia, tzw. priorytetów.
      • you-know-who odnioslem tzw. sukces, ale nie za darmo. lista +/- 02.09.06, 09:20
        jestem pierwszy raz na tym forum, zawsze laze nie wiadomo czemu po forum swiat
        gdzie wszystkich juz znam i sie nudze.

        postanowilem wiec napisac krociutki list do was, drodzy doktoranci.
        lecz wiem ze stanie sie za dlugi, z gory przepraszam - nie mam czasu napisac
        krotko.

        1.
        wyjechalem na studia doktoranckie, no, juz 20 lat temu, wiec czasu inne itp.
        bylem w usa 7 lat. pierwsze 4 w instytucji fundujacej stypendia ale nie dajacej
        degree, czyli wiedzialem ze wroce bronic doktorat do polski, co zrobilem chyba
        w sumie w 3-4 tygodnie. wszyscy w polsce oczywiscie byli dla mnie mili, nawet
        pan od egz. z filozofii/uw i jeden czlonek komisji z krakowa (jestem z wwy :-)
        ja bylem nastawiony na badania bo dojrzalem wczesnie (-:, chodzenie do grad
        school na wyklady zupelnie mnie nie pociagalo i udalo mi sie tego niemal
        uniknac. nie chodzi mi oczywiscie o same wyklady ale o zbieranie wymaganej
        liczby punktow. (w mojej dziedzinie priceton univ. nie ma w ogole takich wymagan
        jak minimalne punkty; bylem gdzie indziej ale wyszlo na to samo).
        polski doktorat nie jest dyskryminowany za granica (usa/ca/au/..) a umozliwia
        latwiejszy restart w polsce, jak ktos tak postanowi. ja np. zrobilem na wypadek
        powroty do wwy habilitacje na uw. nie wrocilem, bo wiekszosc ludzi ktorzy
        spedzaja studia doktoranckie czyli ok 4 lat za dobra granica nie wraca, taka
        jest prawda. po prostu przyzwyczaic sie do latwego zycia jest latwo. (to
        ostrzezenie.)
        wniosek: to swietna opcja. szukajcie takiej, jesli w waszej dziedzinie istnieje.

        2. rodzina - no coz to juz wiecie lepiej sami. ja ozenilem sie tuz przed
        wyjazdem i bylismy oboje na gradstudiach. pod koniec - bejbik. bylo ekstra,
        mimo ze jak ktos napisal z poczatku nie ma zwykle zbyt wiele $$ w kieszeni.
        porozmawiajmy wiec najpierw o $$.
        doktoranci za granica sa tania sila robocza. nam to nie robilo roznicy, bo
        wydawalo nam sie ze po kursie czarnorynkowym w prl zarabiamy strasznie duzo.
        (oczywiscie nigdy nie wymienilismy $ na zl).

        dla przeciwwagi powiem wam ze ja teraz mam doktoranta z polski. siedzial w
        sztokholmie wiele (zbyt wiele?) lat na szwedzkim stypendium, zona nie pracowala.
        i mieli jak mowili znacznie lepiej finansowo niz w polsce - on na univ.
        torunskim. (przyjechal w istocie po roku studiow doktoranckich w toruniu, wiec
        wie jak bylo ciezko.)

        moj polski promotor powiedzial kiedys "jak ktos jest dobry naukowo, to jakos tak
        jest ze nigdy finansowo nie zginie" i mial racje. ja studiowalem fizyke na uw
        i pieniadze mnie nie obchodzily tak bardzo jak ona sama. nie jestem fizykiem ale
        kims blisko naukowo spokrewnionym; teoretykiem nie praktykiem, wiec zyje z
        salary i grantow. mimo braku elementu "nauki stosowanej", braku finansowania
        przez przemysl, okazalo sie ze moj promotor mial najzupelniejsza racje.
        nie chcialbym sie chwalic, bo to troche glupio, ale w koncu (mam 45 lat i jestem
        od paru lat pelnym profesorem, wiec to ten "koniec") dochrapalem sie naprawde
        wysokiej pensji, znacznie wyzszej niz srednia i kanadyjska i usa (pracuje na u
        of toronto).

        wniosek: z wielu wzgledow, m.in. finansowych radze wam wyjechac.

        3.
        teraz co nieco o wadach wyjezdzania.
        po pierwsze, po pary latach bedziecie grymasic na tybylcow i tesknic za
        znajomymi w polsce. o rodzinie juz nie mowie, ale jesli jestescie tacy jak ja
        (nie jak moja zona) - dwie wizyty w kraju rocznie, moze trzy kiedy mieszkalem w
        szwecji, jakos mi wystarczaly. moze moim rodzicom nie zupelnie ale byli dzielni
        i nie narzekali tylko cieszyli sie ze "wam tam lepiej". zona wiele razy plakala,
        nigdy nie byla mimo to bliska spakowania walizki aby wracac.
        co nie znaczy ze o problemie mozna zapomniec.

        problem jest, mial go i hiszpan i rosjanka i ten polak - wszyscy doktoranci,
        kotrych znalem. obecnie poznani chinczyk i bosniak nie wydaja sie miec (w
        toronto), wiec albo za malo ich znam albo cos jest nie tak z toronto.

        przeciwwaga dla mnie bylo to ze troszke sie dusilem w polsce i po prostu
        odzwyczailem od polskich ukladzikow-na-kazdym-kroku, jak sie da to sie zrobi,
        na pewno sie psze pana dogadamy, itp.

        wniosek: absolutnie da sie przezyc, nawet niektorzy potrafia sie swietnie
        zasymilowac (w szwecji bedzie trudno na dluzsza mete ale i tam mozna..)

        4.
        duza wada: jak wyjezdzalem z polski, wychowywanie dzieci nie bylo wielkim
        problemem; owszem nastolatki zawsze z definicji sa problemem, ale moje
        doswiadczenie i obserwacje zycia w polsce nie przygotowaly mnie na ciezkie
        przezycia kiedy pierworodna corka zaczela dorastac w szwecji. no, moglbym tu
        na forum zaczac spisywac doktorat z psychologii, tym bardziej ze sprawy zaszly
        daleko i naprawde siedzialem w sztokholmie i wertowalem wiele podrecznikow do
        abnormal psychology. czy to dlatego ze wyjechalismy? nie sadze. teraz wszedzie
        jest strasznie duzo mlodziezy z klopotami psychicznymi, przy czym w polsce
        wydaje mi sie ze mniej niz na zachodzie. nikt nie wie dlaczego w ogole to taki
        potworny, rosnacy problem. nie jest to kwestia zlej diagnozy, to cos niedobrego
        w nowoczesnych spoleczenstwach. zwlaszcza w szwecji. jesli wyjedziecie,
        bedziecie automatycznie bardziej na to narazeni. (nie mowie po prostu o
        dostepnosci narkotykow, nie.
        znam tylu ludzi, w tym tylu polakow za granica z inteligentnymi dzieciakami w
        wieku 12-16 lat ktorzy naprawde musza sie leczyc, ze to juz nie jest zadna
        kwestia naddiagnozy i wciskania prozaku na sile. adhd, samookaleczenia, to
        normalka. moja corka prozaku cudem uniknela i wrocila z odleglych ladow depresji
        do siebie, ma teraz 16 lat, i mam nadzieje ze to koniec sprawy.)

        5.
        zalety wyjazdu naukowe. zaleznie od dziedziny. na ogol b. znaczne.

        ze nie dla polski? no, czesciowo i dla polski, bo jak za granica nie bedzie
        polakow innych niz sprzataczki i opiekunki do dzieci w sztokholmie, robotnicy w
        new yorku, to co to bedzie za kraj w oczach swiata?


        6.
        poznanie swiata - ja tym zylem.

        podsumowanie: gdyby mi zlota rybka zaproponowala mozliwosc zmiany paru rzeczy w
        moim zyciorysie, czy wyjechalbym jeszcze raz? czy zmienil cos istotnego?
        wyjechalbym na doktorat zagraniczny, nie ma dwoch zdan, i zostalbym.

        jesli siedzicie juz w polsce i konczycie to piszcie swoje pracki i szukajcie
        postdokow. zycze powodzenia i duzo radochy!


        • tymiankowo praca naukowa i dziecko 06.09.06, 22:51
          Drodzy, nie dosc, ze bardzo chetnie wyjezdzam, to jeszcze wrobilam w to moja
          rodzine.
          Moje dziecko mieszkalo przez 8 miesiecy ciazy zagranica. Ponownie wyjechalo,
          gdy mialo 10 mies. Rewelacyjnie znosilismy wyjazd - cala nasza trojka. Moj
          synek uwielbia nowosci, w swoim dwuletnim zyciu przeprowadzal sie juz co
          najmniej 3 razy. Nie czekajcie zbyt dlugo z decyzja o dzieciach. Ja uwazam, ze
          studia doktoranckie to dobry moment do rodzenia potomstwa, mimo, ze o rok
          wydluzyly sie moje studia, choc to pewnie i przez wyjazdy i przez rozne
          projekty, ktore robilam. teraz chwilowo finansowo nie jest zbyt rozowo, ale mam
          nadzieje, ze to stan przejesciowy. Zwlaszcza, ze znowu prawdopodobnie
          wyjedziemy cala trojka... Uwielbiamy podrozowanie, mamy stary samochod, male
          mieszkanie, ale jestesmy zadowoleni z zycia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka