Dodaj do ulubionych

Doktorat - świstek papieru?

01.09.06, 22:16
"Polskie uczelnie przyjmują coraz więcej osób na studia doktoranckie. W tym
roku w Krakowie będzie się kształcić około 4 tys. doktorantów; w całej Polsce
jest ich 35 tysięcy - pisze "Dziennik Polski".

Doktorat nie jest już początkiem kariery naukowej, tylko kolejnym szczeblem
edukacji. Prawie jedna trzecia kształcących się osób to studenci zaoczni;
koszt takich studiów waha się od 1,5 tys. do ponad 3 tys. zł za semestr. Po
wrześniowej rekrutacji krakowskie uczelnie przyjmą blisko tysiąc nowych
doktorantów.

Najwięcej - około 400 osób - rozpocznie studia na Uniwersytecie Jagiellońskim,
gdzie kształci się obecnie ponad 2,2 tys. doktorantów (wszyscy w trybie
stacjonarnym). Blisko jedna czwarta z nich otrzymuje stypendia.

Systematyczny wzrost liczby kandydatów na studia doktoranckie potwierdzają
także władze Akademii Górniczo-Hutniczej, która jest drugą pod względem
wielkości krakowską "fabryką" doktorów. Dzisiaj na 11 wydziałach AGH studiuje
600 doktorantów; we wrześniu przyjętych zostanie 140 kolejnych.

Około 200 doktorantów kształci się na Politechnice Krakowskiej; ponad 170 - na
Akademii Pedagogicznej, a na Akademii Rolniczej - 120. Z oferty studiów
doktoranckich na Akademii Ekonomicznej korzysta około 150 osób (studia
prowadzone są tylko w trybie zaocznym, cena wynosi 2,9 tys. zł ze semestr).

W całej Polsce liczba doktorantów sięga już 35 tysięcy. Około 90 proc. z nich
kształci się w szkołach wyższych, pozostali - w jednostkach Polskiej Akademii
Nauk i w innych instytutach badawczych.

W myśl nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, studia doktoranckie stanowią III
etap kształcenia - po licencjacie i magisterium. Co za tym idzie, doktorant
jest po prostu studentem i ma podobne uprawnienia, jak studenci niższych
szczebli kształcenia: ma prawo do pomocy materialnej, stypendium,
ubezpieczenia, miejsca w akademiku, zniżek na przejazdy itp. A przynajmniej
takie były założenia, bo z powodu braku rozporządzeń ministerialnych
uprawnienia doktoranta są dzisiaj niejasne.MKI

PAP – Nauka w Polsce"
www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead08&news_cat_id=168&news_id=12524&layout=0&forum_id=4763&page=text
Obserwuj wątek
    • flamengista problem jest poważny 01.09.06, 22:21
      I dotyczy nas wszystkich.

      Przecież jeśli studia doktoranckie są masowe, to tytuł doktora coraz mniej
      będzie znaczył. Masowość to także obniżenie poziomu samych doktoratów. Odnoszę
      wrażenie, że ten pęd do doktoratu przybrał już przesadne rozmiary i będziemy
      mieli nadprodukcję "naukowców".

      Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie młodzi ludzie nie będą zadowalać się
      papierkiem, a zaczną wymagać jakości.


      Z drugiej strony - to chyba dobrze, że coraz więcej osób chce sie zajmować pracą
      naukową?

      A Wy - co o tym sądzicie?
      • dr_in_spe Re: problem jest poważny 01.09.06, 22:26
        ciekawy temat do badan... Jest to tez szansa, ze pracodawcy zaczna "normalnym"
        okiem patrzec na dr.
      • niewyspany77 Re: problem jest poważny 02.09.06, 07:58
        flamengista napisał:

        > A Wy - co o tym sądzicie?

        studia doktoranckie to 4 lata tak?. No ok. Czyli ze zakladajac ze *tylko* 1/10 z
        nich bedzie chciala pracowac gdzies na uczelniach, to potrzebujemy 3,5 tysiaca
        etatow (choc niekoniecznie nowych, ale jednak). Idzie calkiem niezly niz
        demograficzny, ludzie lapia robote w kilku miejscach, inwestycje w nauke sa
        zenujace.

        Ja tam sie nie przejmuje - dobrzy sie obronia.

        NIemniej to jest niebezpieczne. W mojej dyscyplinie sa 2 osrodki ktore wlasnie
        zaczely 'fabrykowac' doktorantow. Sprowadzi sie do tego ze coraz wiecej ludzi z
        doktoratem bedzie szukalo pracy w zwyklej szkole typu gimnazjum.
        • flamengista dobrzy się obronią 02.09.06, 10:03
          To tekst dobry na warunki wolnorynkowe (amerykańskie), a nie polskie.

          U nas dobrzy obronią sie w ten sposób, że:
          - cudem dostaną etat na państwowej uczelni bez możliwości dorabiania w prywatnej
          (tam trafią inni) - w efekcie ciągle będą zarabiali marne pieniądze;
          - wyjadą za granicę.

          Natomiast będzie to świetna sytuacja dla uczelni, które już teraz mogą prowadzić
          zajęcia bardzo tanim kosztem - poprzez doktorantów. A potem i tak oferować
          ochłap nielicznym - najlepszym doktorom.

          Przy okazji dzięki zmianie przepisów w kwestii uruchamiania kierunków studiów
          wzrośnie nieznacznie zapotrzebowanie na doktorów. Więc część znajdzie pracę,
          szczególnie na uczelniach prywatnych.

          Ale tam kryterium przyjęcia będzie na ogół takie: nie liczy się jakość, ale
          ilość (zajęć do przeprowadzenia) którą mozesz nam zaoferować.


          Co do niżu - sprawa nie jest jednoznaczna, bo co prawda mniej jest maturzystów,
          ale coraz więcej z nich decyduje sie na studia. Na razie per saldo wychodzi na
          to samo.

          I zgadzam sie niestety co do wniosku końcowego. Nauczyciel matematyki ze
          stopniem doktora nie będzie należał do rzadkości. Wszystko ok, ale nauczyciele w
          szkoel zarabiają jeszcze mniej niż pracownicy naukowi na uczelni.
    • dr_lolo Re: Doktorat - świstek papieru? 01.09.06, 23:46
      zyjemy w czasach, w ktorych tytul doktora wydaje sie zapewniac (niektorym)
      lepsza przyszlosc (finansowa). skoro stopien licencjata/inzyniera/magistra mozna
      kupic na prywatnych uczelniach to trzeba zostac doktorem, aby wybic sie.

      czesto slyszalem od moich kolegow: "musze zrobic doktorat, dr X ma o wiele
      wyzsze stawki za konsulting". zaczynaja doktorat... i mowia po roku: "mam
      napisac iles artykulow? tyle sie napracowac? czekac tyle lat? i tylko o delta
      miec wyzsza stawke?". rezygnuja.

      swiat nie potrzebuje zbyt wielu naukowcow.
      • flamengista to prawda 02.09.06, 10:09
        "świat nie potrzebuje zbyt wielu naukowców"

        Tyle że u nas jest zła struktura zatrudnienia na uczelniach, dominują starsi
        pracownicy. W sumie więc pęd do doktoratu powinien być zjawiskiem pozytywnym,
        służącym do odmłodzenia kadry.

        Tak by było, gdyby nie:
        - chory system polskiej nauki, pozwalający traktować doktora jako ciągle
        niedojrzałego naukowca, którym można pomiatać;
        - strasznie niski poziom doktoratów.

        Strasznie niski poziom doktoratów jest oczywiście skorelowany z chorym systemem
        nauki polksiej i kółko się zamyka. Seryjna produkcja doktorów to kasa dla
        uczelni, tani (darmowi?) pracownicy-doktoranci, szybkie awanse habilitowanych na
        profesorów belwederskich.

        W tej sytuacji nie opłaca się uczelniom dbać o poziom doktoratów.
        Za to doktorantom - jak najbardziej! Przecież jeśli podjęli studia, by się
        wyróżnić - to nie dla marnego świstka papieru... Od dorosłych ludzi można by
        oczekiwać, że będą wymagać jakości: uwagi promotora, solidnych wykładów na
        studiach, środków na wyjazdy na konferencje, dobrze wyposażonej bilbioteki etc.
    • misiaszm1 Re: Doktorat - świstek papieru? 02.09.06, 08:11
      Witam, pisze pierwszy raz, choc przeczytalem spora czesc tego forum, wiec
      pozdrawiam wszystkich. Chcialem sie odniesc do art. z Dziennika. Wg mnie ped do
      doktoratow wynika z deprecjacji tytulu magistra. W czasach gdy mature dostaja z
      amnestii ludzie ktorzy jeszcze 10 lat temu skonczyli by ledwie zawodowki, a
      tytul magistra to tylko kwestia zaplacenia czesnego na prywatnej uczelni i 3
      tys. za prace magisterska, tak naprawde mgr nic nie znaczy. Spora w tym zasluga
      niestety takze was drodzy doktoranci i profesorowie, drastycznie obnizacie
      poprzeczke przez co pelno jest niedouczonych ludzi po studiach. Poziom
      ksztalcenia gdy ja zaczynalem studia, 10 lat temu, obiektywnie patrzac juz byl
      niewysoki. Teraz gdy wchodze na forum mojej uczelni i czytam czego wymagaja na
      egzaminach profesorowie czy doktorzy ktorych ja mialem za kosy to zbiera mnie
      pusty smiech, takich pytan bedacych podstawa podstaw wtedy nikt nawet nie
      zadawal, bo bylo oczywiste ze podstawy kazdy zna. Tak wiec doktorat staje sie
      mniej wiecej odpowiednikiem magistra z okresu komuny, co juz ktos wczesniej na
      tym forum zauwazyl. Radze sie wam obudzic kadro naukowa, bardziej chodzi mi
      jednak bardziej o profesorow i wladze uczelni i przestac traktowac uczelnie jak
      maszynki do produkcji magistrow i zarabiania pieniedzy. To nie o to chodzi. Bo
      mozecie sie pewnego dnia obudzic z reka w nocniku i z magistrami z amnestii.


      Pozdrawiam
      MichalM
      • flamengista poziom studiów pikuje w dół 02.09.06, 10:20
        To prawda, przy czym idący niż (a raczej - pogłoski o niżu) demograficzny
        "wymusza" jeszcze większe ustępstwa.

        Tyle że winny jest system, nie ludzie.

        Asystent czy adiunkt przykładający się do zajęć dydaktycznych i bardzo dużo
        wymagajacy od swoich studentów nic nie zyskuje. Mało tego, może stracić - bo
        studenci widzą że mają większe prawa i z byle bzdurnym problemem idą do
        dziekana. A dziekan coraz częściej przychyla się do ich próśb. Potem adiunkt czy
        asystent wzywany jest na dywanik i słyszy, że przecież nie można oblewać naszych
        klientów;)

        Mało tego - za świetnie przygotowane zajęcia dydaktyczne NIKT nie pochwali, o
        dodatkowej gratyfikacji pieniężnej nie wspominając. Za to od asystenta oczekuje
        się szybkiego doktoratu, a od adiunkta - habilitacji. Oraz mnóstwa publikacji,
        najlepiej tych na LF.

        Dlatego ni dziwmy się, że pracownicy naukowi traktują często dydaktykę jako zło
        konieczne, zajęcia odbębniają by jak najszybciej powrócić do właściwych,
        naukowych obowiązków.

        Dochodzi do paradoksalnej sytuacji: wszyscy wszystkich oszukują. Studenci
        oszukują uczelnię (stypendia socjalne) i jej pracowników (ściąganie, plagiaty).
        Uczelnia oszukuje studentów, dając kiepski produkt edukacyjny, który obniża
        szanse jej absolwentów na rynku pracy. Pracownicy naukowi oszukują uczelnię i
        studentów, prowadząc kiepskie zajęcia, nie kontrolując prac zaliczeniowych,
        licencjackich czy magisterskich. Nikt na razie nie ma interesu, by tą chorą
        sytuację zakończyć.

        PS. Piszesz:
        "Wg mnie ped do doktoratow wynika z deprecjacji tytulu magistra"
        i masz rację. Tyle że teraz czeka nas deprecjacja tytułu doktora. Jak tak dalej
        pójdzie, za 10 lat ludzie będą robić habilitację, by wyróżnić się z tłumu
        doktorów;)
        • niewyspany77 Re: poziom studiów pikuje w dół 02.09.06, 10:34
          flamengista napisał:

          > za 10 lat ludzie będą robić habilitację, by wyróżnić się z tłumu
          > doktorów;)

          Albo robic 2 doktoraty ***. Bo to w sumie pikus. Czyli bedzie cos jak dr dr Jan
          Kowalski :)

          *** to tylko zart, tu nie ma zadnych podtekstow!!!!!!!!!!!!
          • flamengista Re: poziom studiów pikuje w dół 02.09.06, 10:42
            Masz rację. Ja mam dwa mgr ale wśród młodych pracowników naszej uczelni to standard.

            Kurcze, chyba faktycznie na jednym doktoracie sie nie moze skończyć... A moze i
            dwie habilitacje dla swiętego spokoju;)
          • babazgaga Re: poziom studiów pikuje w dół 02.09.06, 13:02
            Z dużym prawdopodobieństwem za 10 lat nie będzie już habilitacji, przynajmniej
            jeśli nasza nauka będzie ewoluować w stronę anglosaską. Są takie głosy, takie
            ruchy, jeśli tak się stanie, to (tzn pozycja delikwenta) będzie zależeć od jego
            dorobku naukowego. I bardzo dobrze, jak dla mnie.
            • flamengista czy ja wiem? 03.09.06, 10:47
              Też przez parę lat byłem zwolennikiem likwidacji habilitacji.

              Ale przez masowość doktoratów i słaby ich poziom habilitacja to jedyna możliwa
              poprzeczka, próba weryfikacji.

              Wszystko zależy bowiem, jak na to popatrzymy.

              1. Optymista: zniesienie habilitacji będzie oznaczało koniec gerontokracji na
              uczelniach. Młodzi, zdolni naukowcy zyskaja samodzielność, łatwiejszy dostęp do
              funduszy. Stanowisko profesora czy kierownika zespołu będzie zależało od wyników
              pracy naukowej, publikacji. Nie będzie trzeba tracić czasu na pisanie
              400-stronicowej, nudnej kobyły której i tak nikt po za recenzentami nie
              przeczyta. No i ludzie będą zmuszeni do ciagłego wysiłku - bo tytuł profesorski
              nie będzie dany raz na zawsze, nie będzie można na nim dojechac do emeryturki.

              9. Pesymista: zniesienie habilitacji będzie oznaczało tylko dalsze pogłębienie
              patologii. Wcześniej osoba z poza układu po zrobieniu habilitacji miała wreszcie
              spokój. W nowej sytuacji nie będzie już zadnych barier, by pociotków z marnymi
              doktoratami wciskać na wszystkie stanowiska. Paradoksalnie nadal ważniejsi będą
              starzy profesorowie z habilitacją. Niepokorni młodzi-ambitni będą bez listości
              koszeni, bo łatwo ich będzie zastąpić (minima kadrowe oparte na doktorach to
              marzenie każdej uczelni, szczególnie prywatnej).
              • niewyspany77 rozwiazanie istnieje 03.09.06, 11:11
                Zawsze mozesz wyemigrowac skoro tak Ci zle ;-)
                • flamengista to kiepskie rozwiązanie 03.09.06, 15:21
                  Bo nie jestem sam. Gdybym był osobą samotną, już by mnie tu nie było.

                  Ale żona nie chce nigdzie jechać, ma tu fajną pracę i jest szczęśliwa.

                  Więc muszę sie zadowolić pracą w Polsce - która i tak moze sprawiać masę
                  satysfakcji. Trzeba jednak się trochę "dotrzeć" i właśnie jestem na tym etapie.
                  • niewyspany77 ... 03.09.06, 16:11
                    Kompletnie Cie nie rozumiem. Z jadnej strony zle ze jest duzu przyplyw swiezej
                    krwi w postaci doktorantow, z drugiej ze bo stara profesura przeszkadza, z
                    trzeciej ze bo 'w Polsce sie nie da (vide moj tekst 'dobrzy sia obronia') a z
                    czwartej nie nie nie bo zona.

                    Moze jakis pozytyw?

                    Nadal uwazam ze dobrzy sie obronia. Moze mniej bedzie etatow do zgarniecia za
                    jednym zamachem, moze mniej kasy sie przy okazji zarobi, moze bedzie i wiecej
                    kiepskich doktorow ale - dobrzy sie obronia.
              • aphoper1 Re: czy ja wiem? 03.09.06, 13:15
                Moj ojciec (doc. dr hab.) ma wielu znajomych naukowcow polskiego pochodzenia w
                Stanach. Paru wybitnych. Ale nawet, gdyby dostali Nobla (dziedzina niestety
                nienoblowska), to w Polsce sa dla starych profesorow tylko doktorami. A u mojego
                Ojca w Zakladzie profesorowie wymawiaja slowo "doktor" z pogarda... I jeszcze
                cos - sa problemy, kiedy ci uczeni chca promowac doktorat kogos z Polski... A to
                juz powazna sprawa.
      • x_adam Czym jest doktorat? 02.09.06, 10:36
        no niestety wraz z "umasowieniem" magistra, nadeszła podobna era i dla
        doktoratów, chociaż czy jest to tak naprawdę świstek papieru?, trudno mi z tym
        jakoś jednoznacznie zgodzić, tak czy siak żeby go zrobić trzeba w wiekszości się
        solidnie napracować. Są jednak dziedziny w których jak najbardziej tytuł dr
        będzie znaczył dziś duzo więcej, bo powiedzmy sytuacja w przypadku doktoratów
        humanistycznych (powiedzmy z historii) czy politologicznych -, wygląda w ten
        sposób, że bardziej się robi to juz teraz w celach podniesienia własnego
        prestiżu, niż uzyskania jakiejkolwiek szansy na pracę na uczelni.Ktoś już
        zauważył, że mamy za dużo naukowców dziedzin humanistycznych, a za mało z nauk
        ścisłych. Współczesne firmy potrzebują ludzi z konkretnymi umiejetnościami w ręku.
        Poza tym trzeba mieć też czesto w przypadku robienia takiego doktoratu tzw
        "plecy". Pamiętam jak mi obiecywano przez 3 lata studiów pozostanie w Zakładzie,
        potem profesor stwierdził, ze uczelnia nie ma kasy, kasa sie jednak znalazła dla
        kolegi, który był znajomym kierownika Zakładu. Tak stało się tez i w innych
        Zakładach..Zastrzegam że mówię o odosobnionym przypadku mojej uczelni, nie wiem
        jak sytuacja wyglądała u was.Ja sobie w tej rzeczywistości poradziłem, zacząłem
        robić zaocznie doktorat dla siebie, nie tam w jakiejś nadziei na pracę naukową,
        ale większość moich kolegów, dla których nauka stanowiła cel życia, nie może
        się odnaleźć sie w dzisiejszej rzeczywistości..Robią kolejne magisteria, siedzą
        załamani bezrobociem, i faktem że są niepotrzebni, co kilka miesięcy odwiedzają
        z nadzieją swoich promotorów, że może już w tym roku stanie się cud
        Cud się nie stanie...Im predzej sobie to uświadomić tym lepiej
        • x_adam Re: Czym jest doktorat? 02.09.06, 10:50
          Zawodowo zajmuje się zupełnie przeciwstawną dziedziną do tej którą skończyłem,
          ale przyznaje że pracuję od 16 roku życia, wiec mam doświadczenie i orientację
          na rynku pracy. Szkoda mi tylko własnych kolegów, dla dwóch z nich znalazłem juz
          prace, we własnej firmie, dla wszystkich sie nie da. Część z nich po prostu boi
          się poszukiwania pracy, tego składania cv, rozmów kwalifikacyjnych, bo byli
          stworzeni do nauki.Usiłuję trochę zmienić ich tok myślenia
    • elwinga Re: Doktorat - świstek papieru? 03.09.06, 16:55
      Jakoś mi te liczby nie spędzają snu z powiek. Przecież tylko jakiś procent tych
      ludzi rzeczywiście KOŃCZY studia doktoranckie, pisze pracę i broni jej. Spośród
      siedmiu doktorantów w moim zakładzie (PAN-owskim, fakt, może to robi różnicę),
      którzy przewinęli się tam w ciągu ostatnich pięciu lat (poczynając od chwili,
      gdy ja zaczęłam doktoranckie), troje zrezygnowało, jeden nie czyni praktycznie
      żadnych postępów, jeden postępy czyni, ale do obrony jeszcze bardzo daleko,
      namacalne postępy tylko u mnie i u kolegi (tzn. perspektywa obrony w ciągu,
      powiedzmy, pół roku).
      • misiaszm1 To chyba jest tak.... 03.09.06, 17:42
        ze wiekszosc zaczynajacych studia doktoranckie zwlaszcza zaoczne wyobraza sobie
        ze bedzie to kontynuacja magisterki tzn. zjazdy raz w tygodniu, egzaminy a potem
        sie ugniecie doktorat tak jak sie ugniotlo magisterke. Nizej podpisany zreszta
        tez tak myslal jeszcze jakis czas temuu. Dopiero lektura waszego forum nieco
        otworzyla mi oczy, nie przekreslajac mysli o doktoracie, ale bardzo je
        weryfikujac, wlasna bardzo pracochlonna firma i badania nieco hmm koliduja :).
        Wracajac do sedna jezeli uczelnie utrzymuja taki stan swiadomosci studentow
        studiow doktoranckich tylko po to aby wydoic z nich kase to zle ale tylko pol
        biedy gorzej jezeli dopasuja sie do oczekiwan i faktycznie doktorat bedzie tylko
        magisterka bis, z oczywista szkoda dla wszystkich wczesniejszych :) niewyspanych
        doktorow-naukowcow.

        Pozdrawiam

        MichalM
    • yayoi Bo tu jest na odwrót 04.09.06, 09:34
      Ludzie lubią się uczyć, więc myślą, że przysiądą, pouczą się, czyli zrobia to, co robić umieją najlepiej, i będa mieć ten doktorat, który wydaje się jakimś oczywistym - może nie ukoronowaniem - ale może zwieńczeniem nauki. Problem w tym, że bardzo trudno o dobry temat, a dobry temat wymaga pokaźnych badań, te z kolei pieniędzy, których zawsze brak, więc doktoraty są słabe.
      Moim zdaniem wszystko powinno wyglądać inaczej. Nie powinno się robić badań z myślą o doktoracie, pisania artykułów z myślą o profesurze itd. Badania to wartość sama w sobie, powinny być odkrywcze i przydatne. A doktorat to tylko dodatek. O profesurze nie wspominając. Częto prace naukowe są wymęczone. Pisane po to tylko, by już móc odhaczyć ten ostatni z wymaganych na liście artykułów, nieważne że kolejny o tym samym tylko w inny sposób.
      Aha, doktorat nigdy nie był gwarancją znalezienia pracy na uczelni!
    • krzyspp1 Doktorat - świstek papieru? 04.09.06, 13:16
      faktycznie studia doktoranckie zrobily sie malo prestizowe. ale zauwazcie ile
      tak naprawde osob otwiera przewod i sie broni. u mnie na roku sposrod okolo 35
      osob udalo sie to tylko trzem osobom. a wiec niewiele.
      ja mysle, ze bedzie jeszcze wieksza masa przyjec na studia, ale nie kazdy
      bedzie sie konczyl tytulem dr. szkola potrzebuje kasy, wiec bedzie przyjmowac...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka