Dodaj do ulubionych

Rozpoczynam dyskusję...

02.04.07, 19:27
Witam forumowiczów.
ostatnio wśród doktorantów pojawiła się pewna kwestia, kóra z pewnością wymaga dyskusji. Chciałabym wiedziec, co o tym myslicie. Mianowicie na podstawie obowiązujących przepisów dokorant studiów dziennych pobierający stypendium nie może podejmować zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy. Tymczasem asystent, który jest pracownikiem naukowym, zobowiązanym w maxymalnym wymiarze czasu do pracy w 240 godz. rocznie (art. 130 prawo o szkolnictwie wyzszym), może podejmowac bez przeszkód pracę na jednym dodatkowym etacie. Kolejny dodatkowy etat ( czyli drugi, poza tym na uczelni) wymagać będzie zgody rektora ( art. 129 o szkolnictwie wyzszym).Czy wobec tego nie jest to krzywdzace w stosunku do doktorantów, którzy nie są zatrudniani przez uczelnię, stypedndium, dobrze że jest, nie okrywa wszystkich wydatków związanych z kosztami zycia i pracy naukowej, a do tego nie wolno pracowac na przynajmniej jednym etacie. Wystarczającym przecież gwarantem tego, że taka oosoba nie rzuci pisania jest groźba zwrotu stypendium. Zastanawiam się, czy taka sytuacja prawna nie stanowi sprzeczności z konstytucyjną zasada równości. Czekam na uwagi i refleksje.
Obserwuj wątek
    • flamengista Nie 02.04.07, 21:27
      Nie, to nie jest krzywdzące.

      To są zwyczajne kpiny z ludzi. Tym bardziej to przykre, że te kpiny robi się z
      młodych, inteligentnych i najbardziej wartościowych obywateli.

      Owszem, przepis byłby sensowny gdyby stypendium wynosiło np. 5 tys. miesięcznie.
      • profes0r Re: Nie 02.04.07, 21:45
        Do tego ciekawe, jak ten przepis się ma do faktu, że doktoranci nie są
        pracownikami uczelni tylko studentami. Oznacza to dla nich de facto zakaz
        podejmowania jakiejkolwiek pracy. Myślę, że dobry adwokat byłby w stanie sporo
        ugrać w tej sprawie.
        • aga9001 Inna strona kwestii 03.04.07, 06:35
          A dalibyście radę napisać wartosciowy doktorat i go obronić pracując w jedym
          lub w dwóch miejscach? Może trzeba spojrzeć z innej strony doktorant to
          student, który w ramach studiów doktoranckich ma na celu napisać a potem
          obronić tytuł naukowy dr. Trzy lata to i tak jest prędkość kosmiczna dla pracy
          naukowej. Więc może celem przepisu jest zmotywowanie tylko lub w bardzo dużej
          mierze do pracy naukowej. A skoro kwota stypendium zbyt mała to nalezało iść do
          pracy do super korporacji zarabiać mnóstwo kasy a doktorat z wolnej stopy. Też
          rozwiązanie.
          • niewyspany77 Re: Inna strona kwestii 03.04.07, 07:34
            > A skoro kwota stypendium zbyt mała to nalezało iść do
            > pracy do super korporacji zarabiać mnóstwo kasy a doktorat z wolnej stopy. Też
            > rozwiązanie.

            A ja powiem tak: dlaczego nie beirzecie pod uwage ze panstwo funduje wam klejne
            studia warte - powiedzmy - 3000 zl wzwyz za semestr. Dostajecie do tego
            stypendium. Ja jako wolna stopa (lub kazdy zaoczny) musze isc do pracy i na
            studia zarobic. Oczywiscie o ile praca bedzie - skoro magistor na uczelni
            doktoranci dzienni przepedzili, to prawie ze nie mam szans na prace zwiazana z
            doktoratem.
            • pyzz Re: Inna strona kwestii 03.04.07, 10:58
              > A ja powiem tak: dlaczego nie beirzecie pod uwage ze panstwo funduje wam klejne
              > studia warte - powiedzmy - 3000 zl wzwyz za semestr. Dostajecie do tego
              > stypendium.
              No nie! Bez demagogii! Do cholery! Te tzw. "studia doktoranckie" to po prostu
              praca naukowa na uczelni/placówce naukowej, która się tylko tak nazywa.
              Zwyczajne zamawianie sprzętu, organizowanie przetargów, presja szefów o wyniki i
              bezpłatne nadgodziny (siedzenie w laboratorium po 16 godzin na dobę). To się
              tylko NAZYWA studiami z powodów czysto finansowych.
              Najpierw było to po to, aby płaca nazywała się "stypendium" (więc była
              nieopodatkowana, a cały podatek został na uczelni), teraz, aby uzasadniać
              właśnie takie twierdzenia, jak powyżej i zmusić doktorantów, aby harowali za
              dobre słowo "frajer".
              A przynajmniej NA PEWNO jest tak w Fizyce, a mam ograniczone przesłanki, aby
              przypuszczać, że dotyczy to przynajmniej wszystkich nauk przyrodniczych.

              Przypominam Ci, że ogólnopolskie Grono Profesorskie wnosi w rzeczywistości
              niewielki wkład w wyniki naukowe Polskiej nauki. Znakomitą większość wyników
              wnoszą właśnie doktoranci. Więc nie propaguj proszę idei, że "państwo funduje
              nam studia". To wielkie kłamstwo. Państwo bierze od nas mnóstwo pracy naukowej
              nie płacąc za nią.

              > Ja jako wolna stopa (lub kazdy zaoczny) musze isc do pracy i na
              > studia zarobic. Oczywiscie o ile praca bedzie - skoro magistor na uczelni
              > doktoranci dzienni przepedzili, to prawie ze nie mam szans na prace zwiazana z
              > doktoratem.
              Nie wiem, w jakiej dziedzinie robisz ten doktorat, ale jest złośliwe i w dużej
              mierze sądzę, że nieuzasadnione powiedzenie, że z ekonomii, czy prawa to
              doktorat się "pisze", a z fizyki, czy chemii "robi". Ja robię w fizyce i uważam,
              że BARDZO GŁĘBOKO niesprawiedliwe dać komuś doktorat za to, co mógł zrobić w
              polskich warunkach przez 4 lata poświęcając na to tyle czasu, aby starczyło go
              na zarabianie na życie. Niestety, ale przez pojęcie "doktorat" rozumiem trochę
              więcej, niż coś, co można zrobić po pracy, w ramach hobby.
              • niewyspany77 Re: Inna strona kwestii 03.04.07, 11:32
                > No nie! Bez demagogii! Do cholery! Te tzw. "studia doktoranckie" to po prostu
                > praca naukowa na uczelni/placówce naukowej, która się tylko tak nazywa.

                Czyli tu sie zgadzamy.

                > [..]A przynajmniej NA PEWNO jest tak w Fizyce, a mam ograniczone przesłanki, aby
                > przypuszczać, że dotyczy to przynajmniej wszystkich nauk przyrodniczych.

                Frajer, do tego nie zawsze ma stypendium. Zgoda po raz 2.

                > [...]Więc nie propaguj proszę idei, że "państwo funduje
                > nam studia". To wielkie kłamstwo. Państwo bierze od nas mnóstwo pracy naukowej
                > nie płacąc za nią.

                Naukowej? Wyzej pisze ze bardziej "frajerskiej". Ale ogolnie ok, nie czepiajmy
                sie wzajemnie skoro wiadomo o co chodzi.

                > Nie wiem, w jakiej dziedzinie robisz ten doktorat, ale jest złośliwe i w dużej
                > mierze sądzę, że nieuzasadnione powiedzenie, że z ekonomii, czy prawa to
                > doktorat się "pisze", a z fizyki, czy chemii "robi". Ja robię w fizyce i
                > uważam,
                > że BARDZO GŁĘBOKO niesprawiedliwe dać komuś doktorat za to, co mógł zrobić w
                > polskich warunkach przez 4 lata poświęcając na to tyle czasu, aby starczyło go
                > na zarabianie na życie. Niestety, ale przez pojęcie "doktorat" rozumiem trochę
                > więcej, niż coś, co można zrobić po pracy, w ramach hobby.

                Oki. Znam te powedzenie "robi sie" a "pisze sie". Pozwol ze przytocze jeszcze
                jedno, zarobliwe - uprzedzam: "wy fizycy potrzebujecie drogich komputerow,
                labow, nie moglibysicie potrzebowac tylko olowkow, papieru i koszy na smiecie
                jak matematycy, albo wogole tylko olowkow i papieru jak filozofowie".

                Teraz poprosze Cie bys sobie wybrazil/la ze: doktorant nie ma mozliwosci primo
                pojscia na ryzyko "stypendium dostane albo i nie", secundo studiow stacjonarnych
                w jego interesujacej dziedzinie brak, tertio powiedzmy ze jest humanista i moze
                napisac swietna pracedo ktorej potrzeba olowkow, papieru oraz ksiazek.
                Oczywiscie zdaje sobie sprawe ze przy fizyce doktorat takiego filozofa moze sie
                jawic jako rzecz smieszna, ale takie juz sa nauki humanistyczne.

                Dlatego wybacz, ale moich rodzicow nie stac lozyc na moje utrzymanie kolejne 4
                lata, studiow stacjonarnych w dodatku w owczesnym czasie (4 lata temu) nie bylo,
                do tego w zupelnosci wystarcza mi przyzady wyzej opisane. Coz, dr bede mial
                smieszny ale to ZADEN powod do deprecjacji studentow zaocznych/wolnostopowcow,
                ktorzy zarabiaja na zycie, prace pisza po godzinach (hobby) zas o ksiazki, dotep
                do journali, wyjazdy na konferencje itd itp musza zadbac samemu. Oczywiscie nie
                wspominajac o takich pierdolach jak brak "kolegow studentow" ktorych mozna sie
                zapytac o rozne pierdoly np. jak napisac konspekt na otwarcie przewodu itp., co
                czasem jest niezwykle irytujace. A za studia placi sie z wlasnej kieszeni.
                • pyzz Re: Inna strona kwestii 04.04.07, 11:51
                  > > [...]Więc nie propaguj proszę idei, że "państwo funduje
                  > > nam studia". To wielkie kłamstwo. Państwo bierze od nas mnóstwo pracy nau
                  > kowej
                  > > nie płacąc za nią.
                  >
                  > Naukowej? Wyzej pisze ze bardziej "frajerskiej". Ale ogolnie ok, nie czepiajmy
                  > sie wzajemnie skoro wiadomo o co chodzi.
                  Mam wątpliwości, czy się rozumiemy. Frajer to ktoś, kto się daje oszukiwać. Nie
                  ma to nic do jakości jego pracy naukowej. Dobry naukowiec też może dać się
                  oszukać, a wówczas oszust może myśleć o nim per "frajer".

                  > Coz, dr bede mial
                  > smieszny ale to ZADEN powod do deprecjacji studentow zaocznych/wolnostopowcow,

                  Piszesz "studentów", więc nie wiem o co Ci chodzi.
                  Jeżeli chodzi o dostęp studentów zaocznych do studiów doktoranckich to nie
                  powinno tego być a'priori, ale pod warunkiem, że umieją TYLE SAMO, co kandydaci
                  z dziennych (co w praktyce zdarza się rzadko).
                  A co do deprecjonowania "śmiesznych" doktoratów, to dlaczego nie jest to powód?
                  Dlaczego doktorat "śmieszny" ma być takim samym doktoratem, jak porządny?
                  Dlaczego na ten sam "stopień" na doktoracie mam mieć wyższe wymagania tylko
                  dlatego, że doktorat robię porządnie, a nie wieczorkami?



                  dote
                  > p
                  > do journali, wyjazdy na konferencje itd itp musza zadbac samemu. Oczywiscie nie
                  > wspominajac o takich pierdolach jak brak "kolegow studentow" ktorych mozna sie
                  > zapytac o rozne pierdoly np. jak napisac konspekt na otwarcie przewodu itp., co
                  > czasem jest niezwykle irytujace. A za studia placi sie z wlasnej kieszeni.
                  Wszystko to prawda i wszystko to powoduje, że Twój doktorat będzie gorszy, niż
                  gdybyś go robił sam, ale jako podstawowe zajęcie życiowe. I nie zamierzam
                  deprecjonować Twojego zaangażowania, czy trudu. Tyle, że efekty, mimo
                  poświęcenia raczej nie będą takie, jakie być powinny, żeby można za nie uczciwie
                  przyznać stopień doktora. A może będą? Nie wiem jak jest w Twojej dziedzinie. W
                  mojej by nie były na pewno.
                  • niewyspany77 Re: Inna strona kwestii 04.04.07, 11:59
                    pyzz napisał:

                    > Jeżeli chodzi o dostęp studentów zaocznych do studiów doktoranckich to nie
                    > powinno tego być a'priori, ale pod warunkiem, że umieją TYLE SAMO, co kandydaci
                    > z dziennych (co w praktyce zdarza się rzadko).

                    Co Ty nie powiesz! Ja bym powiedzial cos zupelnie przeciwnego.


                    > A co do deprecjonowania "śmiesznych" doktoratów, to dlaczego nie jest to powód?
                    > Dlaczego doktorat "śmieszny" ma być takim samym doktoratem, jak porządny?
                    > Dlaczego na ten sam "stopień" na doktoracie mam mieć wyższe wymagania tylko
                    > dlatego, że doktorat robię porządnie, a nie wieczorkami?

                    Huh, ale zes sobie pojezdzil. No ale ok Wielki Panie Powazny Doktorancie Ktory
                    Sie Angazuje.


                    > Wszystko to prawda i wszystko to powoduje, że Twój doktorat będzie gorszy, niż
                    > gdybyś go robił sam, ale jako podstawowe zajęcie życiowe. I nie zamierzam
                    > deprecjonować Twojego zaangażowania, czy trudu. Tyle, że efekty, mimo
                    > poświęcenia raczej nie będą takie, jakie być powinny, żeby można za nie uczciwi
                    > e
                    > przyznać stopień doktora. A może będą? Nie wiem jak jest w Twojej dziedzinie. W
                    > mojej by nie były na pewno.

                    No wiesz, jezeli Twoj punk widzenia zaklada, ze jedynym obiektywnie slusznym
                    doktoratem jest ten robiony na dziennych, zas cala reszta to [tu sobie wstaw co
                    chcesz] to raczej nie mamy o czym dyskutowac.
            • aiczka Re: Inna strona kwestii 03.04.07, 12:15
              > studia zarobic. Oczywiscie o ile praca bedzie - skoro magistor na uczelni
              > doktoranci dzienni przepedzili, to prawie ze nie mam szans na prace zwiazana z
              > doktoratem.
              Wydaje mi się, że doktoranci dzienni nikogo nie przepędzili. Po prostu uczelnie
              i instytucje wpadły na pomysł, że można stworzyć taką kategorię
              quasiprasowników, która będzie o wiele mniej kosztowna. Słyszałam nawet o
              przypadku, że wszystkich asystentów przemianowano na doktorantów (i wcale nie
              oczekuje się, że w ciągu czterech lat napiszą doktorat - mogą po prostu
              zakończyć "studia").
              Jeśli chodzi Ci o pracę polegającą na prowadzeniu zajęć, to w przypadku
              doktoranta dziennego jest to rodzaj haraczu - musi je prowadzić w zamian za
              stypendium (przy czym czasem ma problemy ze znalezieniem sposobu na "wyrobienie
              pensum", w związku z małą liczbą studentów i in.). Raczej nie spodziewałabym
              się, że "inna uczelnia" zatrudni go do prowadzenia zajęć i za to zapłaci, skoro
              ma swoich doktorantów (chyba, że chodzi o jakieś młodsze jednostki - ale to
              chyba okazja głównie dla filologów, prawników, handlowców - przyznam, że się nie
              orientuję).

              Jeśli chodzi o cenę studiów, wydaje mi się, że nie ma sensu porównywać studiów w
              różnych dziedzinach. Są takie, za które ludziom opłaca sie płacić - tu można
              mówić, że "państwo coś komuś funduje", jeśli przyznaje mu stypendium albo
              chociaż zwolnienie z opłat. Są takie, które polegają na całodziennej pracy i na
              które nikt sobie nie może pozwolić, jeśli nie otrzyma sensownego wynagrodzenia
              (a już na pewno nikt nie zdobyłby się na płacenie za coś takiego). Praca
              wykonywana jest na rzecz uczelni, instytutu etc., trudno płacenie za nią nazywać
              "fundowaniem studiów".

              Myślę, że pomysł ograniczenie możliwości podejmowania pracy przez doktoranta
              jest niesprawiedliwy. Chodzi o samą zasadę.
              Uczelnia nie zatrudnia doktoranta. Jest formalnie studentem. Jeśli praca
              przeszkodzi mu w wykonywaniu obowiązków związanych ze studiami, to może zostać z
              tych studiów usunięty. Nie ma potrzeby ustanawiania dodatkowego środka
              wychowawczego. Zakładam, że na studia doktoranckie dostają się ludzie dorośli,
              świadomi swoich możliwości i umiejący decydować o czasie poświęcanym jednej i
              drugiej aktywności. W przypadku studentów studiów I i II stopnia nikogo nie
              obchodzi, czy podejmują pracę - nie zależnie od pobierania przez nich
              jakichkolwiek stypendiów, ważne są ich wyniki.
              • niewyspany77 Re: Inna strona kwestii 03.04.07, 12:38
                > Myślę, że pomysł ograniczenie możliwości podejmowania pracy przez doktoranta
                > jest niesprawiedliwy. Chodzi o samą zasadę.
                > Uczelnia nie zatrudnia doktoranta. Jest formalnie studentem. Jeśli praca
                > przeszkodzi mu w wykonywaniu obowiązków związanych ze studiami, to może zostać
                > z
                > tych studiów usunięty. Nie ma potrzeby ustanawiania dodatkowego środka
                > wychowawczego. Zakładam, że na studia doktoranckie dostają się ludzie dorośli,
                > świadomi swoich możliwości i umiejący decydować o czasie poświęcanym jednej i
                > drugiej aktywności. W przypadku studentów studiów I i II stopnia nikogo nie
                > obchodzi, czy podejmują pracę - nie zależnie od pobierania przez nich
                > jakichkolwiek stypendiów, ważne są ich wyniki.

                Rozumiem ze chodzi Tobie o podejmowanie pracy *poza* stypendium, bo przeciez
                bezstypendialnych zakaz nie tyczy. Takze jesli mamy miec stypendium plus cos
                wiecej to moze to byc jakas robota typu fucha - to mozna sie zatrudnicz na 17/18
                etatu albo cos. Ja Cie doskonale rozumiem, ale przypuszczam ze sprowadziloby
                sie to do pracy na etat plus doktorat (ze stypendium) z doskoku zamiast
                odwrotnie. Zdaje sobei sprawe z absurdu tego zakazu, ale tez wychodze z
                zalezenia ze jest to okres pisania pracy a nie koszenia kasy.

                Co do pozostalych kwestii oczywiscie sie zgadzam :)
          • flamengista jaki wartościowy doktorat? 03.04.07, 08:27
            Przecież obecny system oznacza umasowienie studiów doktoranckich, jako
            normalnych studiów trzeciego stopnia.

            Czyli jakość doktoratów niejako z założenia jest słaba. A skoro tak, to nie
            widzę powodu by doktoranci nie mogli pracować. Szczególnie że same studia nie
            liczą im się normalnie do emerytury.

            Moim zdaniem jedyne sensowne wyjście to ograniczenie naboru na studia
            doktoranckie, uczynienie ich elitarnymi co pozwoli tym wybranym na pobieranie
            godnych stypendiów. Ale to się uczelniom i profesorom nie opłaca.
            • niewyspany77 Re: jaki wartościowy doktorat? 03.04.07, 08:36
              No tak, kazdy by chcial brac srednia krajowa za przyjemnosc pisania doktoratu.
              Ja kompletnie tego nie rozumiem. Jezeli doktorant ma brac kolejny etat na
              kolejnej uczelni (bo niby gdzie??) to oznacza, ze dzienni zaklepuja sobie
              posadki. Rozumiem ze taki zaoczny/wolnostopowiec ktory parcuje w
              szkole/fabryce/na roli jest z definicji gorszy od dziennego oblozonego dydaktyka
              (czytaj: goniacego za szmalem).
              • niewyspany77 Re: jaki wartościowy doktorat? 03.04.07, 08:41
                niewyspany77 napisał:

                > No tak, kazdy by chcial brac srednia krajowa za przyjemnosc pisania doktoratu.
                > Ja kompletnie tego nie rozumiem. Jezeli doktorant ma brac kolejny etat na
                > kolejnej uczelni (bo niby gdzie??) to oznacza, ze dzienni zaklepuja sobie
                > posadki. Rozumiem ze taki zaoczny/wolnostopowiec ktory parcuje w
                > szkole/fabryce/na roli jest z definicji gorszy od dziennego oblozonego dydaktyk
                > a
                > (czytaj: goniacego za szmalem).

                Doatek: jezeli nie rozumiesz, to przykladem sluza dziesietki doktorow robiacych
                na 2-3 etatach. Zatem dochodzimy do sedna: czy studia doktoranckie maja
                ksztalcic naukowcow czy dydaktokow? Bo jesli ktos pracuje na 3 etatach to
                stawiam dolary przeciwko kongijskiej walucie ze naukowca z niego raczej nie bedzie.
            • madaminka Re: jaki wartościowy doktorat? 03.04.07, 08:36
              Jak ja zaczynalam studia dok. to byly one chyba jeszce elitarne, bo przyjeto
              tylko 5 osob. A ja i tak stypendium nie dostalam uzyskujac najlepszy wynik na
              egzaminie wstepnym...wiec jaka elita, jak elitarnosc??? jej ne bylo i nie
              bedzie, bo gra rzadzi sie innymi regulami (bynajmniej nie merytorycznymi).

            • flamengista Re: niewyspany i mada 03.04.07, 15:47
              No przecież ja piszę, że elitarność studiów doktoranckich powinna nie tylko
              polegać na małej ilości studentów.

              MNiSW powinien przyznawać danej jednostce roczne limity przyjęć - wyłącznie na
              studia dzienne i z sowitym stypendium naukowym. Najlepiej wspomniane 5 tys.
              (niechby i brutto).

              Wtedy madaminka i niewyspany nie martwili by się o finanse i mogli się
              skoncentrować wyłącznie na pracy naukowej i prowadzeniu zajęć dydaktycznych.

              To jest możliwe, po prostu z tortu pod nazwą "środki budżetowe na studia i
              stypendia doktoranckie" - który jest jaki jest - nie dajemy każdemu po okruszku,
              ale NAJLEPSZYM po solidnym kawałku.
              • aga9001 Re: niewyspany i mada 03.04.07, 16:08
                Matko obudzcie sie takiej kwoty nie ma dr na stanowisku adiunkta w wielu
                uczleniach. Może warto stąpać po realnej ziemi a nie w chmurach :)
                • flamengista chodzi o filozofię, nie sumy 03.04.07, 18:36
                  Zamiast tworzyć kolejną fikcję, niech doktoraty robią najlepsi za normalne
                  pieniądze.

                  A nie wszytkim równo - a więc g...no.
                  • niewyspany77 Re: chodzi o filozofię, nie sumy 04.04.07, 02:54
                    flamengista napisał:

                    > Zamiast tworzyć kolejną fikcję, niech doktoraty robią najlepsi za normalne
                    > pieniądze.

                    Flamengisto, to teraz liczydlo w garsc i sobie pododawaj ile fikcji towazyszy Ci
                    w tzw. zyciu uczelnianym. Uwazasz ze 5k zl dla tzw "najlepszych" zrobi z naszego
                    kraju naukowe imperium?

                    > A nie wszytkim równo - a więc g...no.

                    Tak tak tak. 5k i cala polska jest happy. Juz ja widze te kryteria tej
                    "najlepszosci" - pewnie latwiej bedzie nawiac na dobry uniwerek gdzies w UE.
                    Nota bene -wzieles Ty pod uwage stosunek tych 5k zl do polskich realiow?

                    Ja mam wrazenie ze kasa tutaj jest problemem drugorzednym, ale dzielenie
                    doktorow na "najlepszych" oraz "ciemna mase bitumiczna" raczej nie jest ani
                    rozsadne ani specjalnie wykonane.

                    Ja uwazam, ze od kupy kasy dla "najlepszych" jest o wiele wiele waznejsza
                    uczciwosc: w poinformowaniu doktoranta czy stypendium (takze: aparatura,
                    odczynniki) bedzie, uczciwe traktowanie go w sprawach dydaktyki i pracy naukowej
                    (zadne tam "pracki" dla uczelni, zadne podaj pozamiataj kawe zrob) oraz uczciwa
                    ocena dorobku takiego doktoranta i pozniej doktora. Plus cala masa uczciwych
                    rzeczy, ktore o wiele wiele bardziej - w moim przekonaniu - zwieksza komfort i
                    poczucie bezpieczenstwa plus takie tam na polskich uczelniach. Koszt: 0 zl,
                    wymagania: dobre checi.
                    • flamengista Re: chodzi o filozofię, nie sumy 04.04.07, 19:21
                      No, biorę liczydło w garść.

                      I widzę, że (szczupłych) środków na naukę polską nie można mnożyć bez końca.

                      A do podziału tego małego tortu jest zbyt wiele ośrodków, z których część tylko
                      pozoruje naukę.

                      Dlatego dawanie mniej licznym, ale za lepszym - więcej, jest jakimś rozwiązaniem.

                      Obecny system jest paradoksalnie najbardziej "rozrzutnym". Nie stać nas na
                      marnowanie czasu najbardziej zdolnych młodych ludzi. By za g.wniane pieniądze,
                      lub za darmo uprawiali wolontariat, frustrowali się pisząc marne doktoraty i po
                      ich ukończeniu wędrowali na bezrobocie.
                • carnivore69 Re: niewyspany i mada 03.04.07, 22:37
                  A moze w tym przypadkku wlasnie nie warto?

                  Pzdr.
              • niewyspany77 Re: niewyspany i mada 03.04.07, 16:51
                Ej, czemu nie 10 tysiecy? Plus willa z basenem.
                • carnivore69 Re: niewyspany i mada 03.04.07, 22:36
                  > Ej, czemu nie 10 tysiecy? Plus willa z basenem.

                  Tam gdzie tyle (w przeliczeniu) stypendium oferuja, nie wystarczy niestety na
                  wille ;-). A godziwie oplacany (zdolny) doktorant stwarza przynajmniej niezerowa
                  szanse na 'pushing the boundaries of knowledge' nie muszac glowkowac jak tu
                  przezyc do przyslowiowego pierwszego.

                  Pzdr.
              • pyzz Re: niewyspany i mada 04.04.07, 11:33
                > MNiSW powinien przyznawać danej jednostce roczne limity przyjęć - wyłącznie na
                > studia dzienne i z sowitym stypendium naukowym. Najlepiej wspomniane 5 tys.
                > (niechby i brutto).
                Toż to głos za centralnie planowaną gospodarką! Nie przesadzajmy! PRL się już
                powoli kończy, a ZSRR już się rozleciał!

                Raczej należy wprowadzić zasadę, że przyjmowanie doktorantów to sprawa uczelni i
                placówek, tylko płacenie doktorantom to też ich sprawa, ale i ich obowiązek.
                Stypendium doktoranckie MA BYĆ wypłacane na dziennych studiach doktoranckich w
                wysokości co najmniej ileś. A zorganizowanie na to pieniędzy to już sprawa
                uczelni. Ewentualnie czasem Minister może pomyśleć o jakimś dofinansowaniu (ale
                nie za często, bo nie powinien odgórnie faworyzować konkretnych uczelni), ale z
                zasady finansowanie stypendiów doktoranckich to powinien być obowiązek uczelni.
                Prosta zasada: nie macie pieniędzy na stypendia, to nie macie prawa mieć
                doktorantów.
                Gdyby tak było, uczelnie nie mogłyby się tłumaczyć, że nie płacą stypendiów, bo
                nie dostały na to pieniędzy. Wyobrażacie sobie uczelnię proponującą takie
                warunki pracy pani w dziekanacie?
                Różnica między doktorantem, a panią w dziekanacie jest taka, że doktorant może
                wykonywać pracę pani w dziekanacie po dwóch tygodniach przeszkolenia, a pani w
                dziekanacie nie wykona pracy doktoranta nigdy.

                Bardzo mnie dziwi, że wymaganie przez prywatne firmy pracy w ramach
                "wolontariatu" (przez miesiąc) jest nielegalne (bo jest), a podobne wymagania ze
                strony uczelni mają być niby na miejscu. To wręcz skandal! Studia doktoranckie
                powinny być tylko dzienne i tylko płatne. I niech uczelnie sobie wybierają
                najlepszych. Niech, jak chcą, przyjmują wszystkich, na których je stać. Ale
                płacić im powinny bez dyskusji i bez względu na pomoc Państwa.
    • pyzz Re: Rozpoczynam dyskusję... 03.04.07, 11:36
      > Wystarczającym przecież gwarantem
      > tego, że taka oosoba nie rzuci pisania jest groźba zwrotu stypendium.
      ... która to groźba nie jest wymieniona w ustawie o szkolnictwie wyższym i od
      2005 jest nielegalna.
      • marswiercz Re: Rozpoczynam dyskusję... 03.04.07, 18:38
        rzeczywiście nie ma w nowym prawie o szkolnictwie wyzszym mowy o zwrocie stypendium, ani w rozporzadzeniu dotyczącym studiów doktoranckich.
        Cieszę się, że moje zapytanie spowodowało taki odzew. Myslę jednak, że można na taką kwestię spojrzeć trochę ponad podziałami na studentów zaocznych/dziennych/wolnostopowców, czy tez wzajemnych uwag o tym, że chodzi o zarabianie kasy.
        Prawda jest taka, że chodzi o zasady. Są rózne dziedziny nauki i w niektórych, tak jak w mojej, można znaleźć prace niekolidujaca z doktoratem, a nawet wrecz kompatybilną. Wiem że można naginac zakaz i zatrudnić się na 17/18 etatu :-))
        Nie mówię o zatrudnianiu sie na niewiadomo ilu stanowiskach i lataniu z wywieszonym jęzorem w pogoni za pieniędzmi. Chodzi mi o nierównośc, gdy asystent mający więcej godzin do odrobienia, otrzymujacy za to pdowiednią kwotę pieniązków, który tez musi napisac doktorat i zrobić program studiów doktoranckich, może podejmowac spokojnie zatrudnienie na 1 lub większej liczbie stanowisk.
        • niewyspany77 Re: Rozpoczynam dyskusję... 04.04.07, 02:39
          > Chodzi mi o nierównośc, gdy asystent mając
          > y więcej godzin do odrobienia, otrzymujacy za to pdowiednią kwotę pieniązków, k
          > tóry tez musi napisac doktorat i zrobić program studiów doktoranckich, może pod
          > ejmowac spokojnie zatrudnienie na 1 lub większej liczbie stanowisk.

          Jesli mowisz o normalnym mgr zatrudnionym na etat na uczelni to taki delikwent
          ma tez ztcw wiecej niz 4 lata na napisanie pracy.
    • ash_wednesday Re: Rozpoczynam dyskusję... 04.04.07, 11:32
      Podrzucę jeszcze jedną informację: warto dokładnie przeczytać ustawy i
      rozporządzenia uczelniane.

      U mnie (UJ) nie istnieje "stypendium doktoranckie" już od wielu lat. Istnieją
      natomiast "stypendia naukowe/za wyniki w nauce" dla doktorantów. I wszystkie
      przepisy - na szczęście! - milczą o zakazie pracy dla pobierających "styp.
      naukowe". Więc zanim się załamiecie, sprawdźcie, jak się nazywają pieniądze,
      które dostajecie z uczelni:)

      O wysokości stypendiów i obowiazkach dydaktycznych milczę, bo to żenujący (dla
      uczelni) temat.

      Może tylko podam jeden fakt:
      1. stypendia naukowe dla doktorantów przysługują do 8% doktorantów na każdym
      roku i wynoszą 400 zł.
      2. stypendia naukowe dla studentów przysługują 15% studentów na każdym roku,
      którzy dzielą się na 3 grupy: 1. próg - 530 zł, 2. próg - 440 zł i 3. próg -
      350 zł. Dodam, że kiedy ja studiowałam, te stypendia wynosiły odpowiednio:
      250, 200 i 150 zł (a dla doktorantów nie było wcale, żadnych, naukowych,
      doktoranckich ani socjalnych...). Dobrze, że studentom podnieśli, ale dlaczego
      doktorantom już nie? (Mówią: "wydział nie ma pieniędzy")...
      I czy ktoś wie, czy można być jednocześnie doktorantem i studentem tego samego
      wydziału? bo ja się chyba na studia zapiszę, w akcie desperacji......
      • pyzz Re: Rozpoczynam dyskusję... 04.04.07, 12:09
        Tu dyskusja się toczy "Ile stypendium wynosić powinno". Otóż, wydaje mi się, że
        jest tak naprawdę jeden mechanizm, który MOŻE dać podwyżki: presja płacowa. Tak
        długo, jak doktoranci będą się zgadzać na zasady "za frajer", albo "co łaska",
        tak długo płace dla doktorantów będą takie żałosne.
        Ja powiedziałem nie i byłem w stanie znaleźć doktorat za normalne pieniądze I TO
        W POLSCE! Jakby doktoranci UW stwierdzili "albo podwyżka, albo spadam na
        zachód", problem by się rozwiązał natychmiast. Ale jak mówią "chcemy podwyżki,
        ale przecież będziemy to robić, choćby za darmo", to mają, co chcieli.
        A podwyżki nie argumentować "bo jestem biedny", tylko "bo za TAKIE kompetencje
        to należy się więcej".
        Rynek jest jednym słowem zepsuty. Zdominowany przez średnich, którzy nie mają za
        grosz poczucia własnej wartości i godzą się pracować za darmo, jakby byli
        zerami, chociaż "średni" to już są określone kompetencje. Ci lepsi albo uciekają
        na zachód, albo się buntują, albo... bawią się w dzieci kwiaty i harują za nic
        "w imię idei" (może mają bogatych tatusiów?). Je się buntuję. Twierdzę, że
        jestem lepszy, niż średnia (nie, nie Einstein) i żądam odpowiednio więcej za to.
        I, jak na razie nie szukam pracy.
        Uwierzcie w siebie, do cholery! Nie bądźcie naiwni! Jeżeli teraz się zgodzicie
        na uwłaczające warunki, to "po doktoracie" nie będzie lepiej! Bo niby dlaczego?
        I przestańcie psuć rynek.
      • kasiamat00 Re: Rozpoczynam dyskusję... 04.04.07, 19:14
        > I czy ktoś wie, czy można być jednocześnie doktorantem i studentem tego samego
        > wydziału? bo ja się chyba na studia zapiszę, w akcie desperacji......

        Można, można, sama tak mam :) U nas jest to bardzo powszechne - nie wiem, jak to
        jest jeśli chciałabyś być na tym samym kierunku, ale też może się udać.
    • archiello Re: Rozpoczynam dyskusję... 16.04.07, 22:10
      temat jest oklepany, nie warty poruszenia, stypendysta studiów dziennych i tak
      nic nie robi albo udaje że coś robi, zresztą sam się pchał na te studia więc
      niech nie płacze. dyskusję uznaję za zamkniętą :)

      Uczelnia to nie prywaciarz, choć niektórzy dowodzą że jest dokładnie odwrotnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka