Dodaj do ulubionych

Wlasna dzialalnosc po doktoracie

03.08.08, 13:51
Eksdoktorant podjal ciekawy watek. Dotyczyl o tego, ze sporo ludzi
z doktoratami w obliczu brakow etatow na uczelniach lub
niezadowalajacych zaobkow rejestruje wlasna dzialanosc gopodarcza i
wychodzi na tym calkiem dobrze...
Mam w zwiazku z tmy pytanie do was: czy sa wam znane przypaki, ze
ktos po doktoracie zaczal wlasna dzialanosc i naprawde wychodzi na
tym tak dobrze? Co takiego robi, jaki rodaj firmy? Mam wrazenie, ze
latwo sie mowi o zalozeniu firmy, ale czy jest to az tak kolorowe? W
koncu gdyby tak bylo to uczelnie bylyby puste, instytuty naukowe
zamykane bo kazdy by szedl do tego rajskiego zycia jakim jest
prowadzenie wlasnej firmy....Ja mma skonczone studia o proflu
przyrodniczym. Jaka dzialanosc wlasna moge wedlug was zaczac? Jaka
firme otworzyc? Mozecie mi cos doradzic?
Obserwuj wątek
    • dalatata Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 03.08.08, 15:13
      pare razy mi sie zdarzylo, ze przyszli do mnie ludzie i zapytali mnie, jakie
      badania maja robic. bo chcieliby, ale im nic ciekawego nie przychodzi do glowy.
      i ja zawsze odpowiadam, ze jesli nie wiesz sam, to postaraj sie przesstac o tym
      myslec, nigdy nie bedziesz badaczem. mysle ze podobnie jest z dzialalnoscia
      gospodarcza itp.

      i wiem ze jestem niekonstruktywny, ale calkiem dobrze mi z tym.
    • biolog_teoretyk Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 04.08.08, 21:57
      madaminka napisała:

      > Eksdoktorant podjal ciekawy watek. Dotyczyl o tego, ze sporo ludzi
      > z doktoratami w obliczu brakow etatow na uczelniach lub
      > niezadowalajacych zaobkow rejestruje wlasna dzialanosc gopodarcza i
      > wychodzi na tym calkiem dobrze...
      > Mam w zwiazku z tmy pytanie do was: czy sa wam znane przypaki, ze
      > ktos po doktoracie zaczal wlasna dzialanosc i naprawde wychodzi na
      > tym tak dobrze? Co takiego robi, jaki rodaj firmy?

      Witam,

      Osobiście nie znam nikogo kto po dracie rozpoczął pracę na własny rachunek (firma, działalność), choć mam spore grono znajomych (doktorantów i doktorów) na kilku uczelniach w Polsce. Znam jedną osobę (osobiście nie) z tego forum, może się wkrótce wypowie.

      Mam wrazenie, ze
      > latwo sie mowi o zalozeniu firmy, ale czy jest to az tak kolorowe?

      Otóż to, wielu osobom wydaje się że wystarczy założyć firmę, a strumień pieniędzy popłynie zaraz na konto założyciela, tak kolorowo nie jest:) Samo założenie firmy nic nie daje! Trzeba zaoferować coś (usługę/produkt) za co ktoś zechce zapłacić.

      W
      > koncu gdyby tak bylo to uczelnie bylyby puste, instytuty naukowe
      > zamykane bo kazdy by szedl do tego rajskiego zycia jakim jest
      > prowadzenie wlasnej firmy....

      Zacznijmy od tego że projektów uczelnianych, które mają praktyczne zastosowanie i mogą zostać sprzedane/wdrożone jest stosunkowo niewiele.
      Innowacyjny, ciekawy system/program/usługę może wymyśleć każdy - i student i profesor, ale gdy w grę wchodzi wdrożenie produkcyjne i/lub praca w trybie 24/7, to wtedy 90% tych ludzi wymięka. To są naukowcy, nie przedsiębiorcy.
      W biznesie nie ma żartów i gdy klient przyciśnie, to i doktorat i profesura nie pomoże:) Tu liczy się terminowość, profesjonalizm, odpowiedzialność.

      Ja mma skonczone studia o proflu
      > przyrodniczym. Jaka dzialanosc wlasna moge wedlug was zaczac? Jaka
      > firme otworzyc? Mozecie mi cos doradzic?

      Istnieją dziesiątki rzeczy na których można zarobić, pytanie, czy ty na którejkolwiek z nich zarobisz. Zastanów się, czy posiadasz wiedzę i umiejętności za które ktoś byłby skłonny zapłacić. Czy jesteś w czymś dobra. Jeśli odpowiedź brzmi tak, to rób to - znajdź przynajmniej jedną osobę/firmę i sprzedaj jej swoją wiedzę (tłumaczenie tekstu specjalistycznego, raport z wykonanej analizy statystycznej, aplikację internetową, ...). Jeśli po ok. 6 miesiącach nadal będziesz znajdować klientów (lub utrzymywać dotychczasowych), będziesz się w stanie z tego utrzymać i uznasz że to ci odpowiada, to załóż firmę.

      Odpowiedz sobie jednak szczerze na pytania: czy jesteś w stanie pracować w trybie 24/7 (czasem tak trzeba)? Czy poradzisz sobie ze stresem (praca 24/7, okresowy brak dochodów, nieuczciwi klienci płacący z opóźnieniem lub wcale, ... )? Czy jesteś gotowa do ciągłej nauki i naprawdę ciężkiej pracy?

      Z własnego doświadczenia wiem, że praca na etacie jest dużo łatwiejsza (ale niekoniecznie mniej stresująca) niż praca na własny rachunek. Wiem też, że prowadzenie własnej firmy daje ogromną satysfakcję i zmienia człowieka:)

      Rozejrzyj się na początek na swojej uczelni. Etatów nie ma, ale może mogłabyś podjąć współpracę jako specjalista w jakimś projekcie.

      Powodzenia!

    • krysiulka :D 06.08.08, 10:51
      Biolog_teoretyk ma rację co do joty.

      Mam dwa zawody (oba mgr inż.). Informatyka i chemia.
      Doktorat z chemii, po doktoracie otwarcie firmy informatycznej, branża webowa.
      We własnej firmie pracuje się duuuuuużo, ale widać tego efekty. No i pracuje się
      na siebie, a nie na zespół, czy (nazwisko) szefa.

      Całe ryzyko na Twojej głowie. To Ty odpowiadasz przed US, ZUSem,
      najdziwniejszymi inspekcjami, Ty załatwiasz projekty dla Twoich pracowników, Ty
      jesteś ich szefem, Ty dajesz podwyżki, Ty karcisz, Ty jesteś ich mentorem (co w
      praktyce nie jest proste, bo trzeba mieć odpowiednią osobowość).
      Tobie mówią, gdy się zwalniają, Ty przeprowadzasz rozmowy kwalifikacyjne. Ty nie
      śpisz po nocach, gdy odchodzi najlepszy z pracowników. A na rozruchu
      jeszcze...Ty sprzątasz i wynosisz śmieci.
      No i Ty chodzisz do klientów.
      A wszystko w szpilkach i pełnym makijażu, bo przecież Ty tu jesteś dyrektorem.
      Jeśli biznes się kręci, to Ty jedziesz na wakacje do Australii w terminie, który
      Tobie odpowiada, a co dnia jeździsz najfajniejszą bryką parkowaną na podbiurowym
      parkingu :)

      Żeby firma zaczęła w ogóle funkcjonować, musisz mieć parę zleceń. Nie ma sensu
      otwierać,nie mając żadnych planów na zarobienie pieniędzy.
      Jeśli potrzebujesz więcej, szczegółowych informacji, pisz do mnie na priva.

      Na tym forum jest jeszcze dr chemii, mająca również dochodowy,własny biznes.
      • niewyspany77 Re: :D 07.08.08, 07:25
        Wszyscy macie swieta racje tylko nikt nie pisze o tym jak to latwo i lekko rzuca
        sie swoj dorobek, marzenia i osiagniecia w kat by zajac sie np. sprzedaza marchewki.
        • madaminka Re: :D 07.08.08, 09:00
          Nie chodzi o porzyucaie pasji tylko o alternatywne dla braku etatu
          na uczelni....taka alternatywna jest praca na swoim. Nie kazdy po dr
          ma szczescie, ze zostanie zatrudniony na uczelni i bedzie dobrze
          zarabial. Mazreniami mozna zyc do czsu...potem trzeba zadbac o
          siebie. A to zadbanie jest bardzo konkretne i ma wymiar ekonomiczny.
          Niestety, przykre ale prawdziwe.
        • krysiulka DO Niewyspanego 07.08.08, 17:17
          niewyspany77 napisał:

          > Wszyscy macie swieta racje tylko nikt nie pisze o tym jak to latwo i lekko rzuc
          > a
          > sie swoj dorobek, marzenia i osiagniecia w kat by zajac sie np. sprzedaza
          marchewki.

          Chyba faktycznie ciężko rzuca się uczelnię dla marchewki. Sytuacja zmienia się
          diametralnie, gdy otwiera się np. inżynierskie biuro projektowe, kancelarie
          radcy prawnego czy pracownię architektoniczną.
          Po raz kolejny napiszę, że wszystko zależy od pomysłu na biznes.
          • niewyspany77 Re: DO Niewyspanego 07.08.08, 19:33
            momencik. marchewka to tylko ilustracja glebszego problemu pt. "moje studia sa
            biznesowo do dupy, a doktorat nie przaklada sie na $". W tym kontekscie dr jest
            na tej samej pozycji co mgr. bardzo chetnie poslucham,co radzisz wszelkiej masci
            humanistom. bo wiesz, dla prawnika wlasna kancelaria, dla lekarza gabinet a dla
            inzyniera - projekty to sa tak oczywiste oczywistosci, ze chyba nie musimy tu
            dysputowac. np. bardzo chetnie poczytam o pomyslach na biznes "ukierunkowany
            zawodowo" dla absolwenta filozofii, na przyklad.
            • krysiulka Re: DO Niewyspanego 08.08.08, 00:15
              > dla absolwenta filozofii, na przyklad.

              Proszę bardzo:
              ludzie.wprost.pl/sylwetka/Piotr-Niemczycki/
              Dla mnie ten facet jest wzorem, bo pokazał światu, że potrafi...myśleć.

              "Minęli te czasy", kiedy kończyliśmy studia i znajdywaliśmy pracę w naszej
              wąziutkiej dziedzinie, najlepiej pięć minut piechotą od domu. Dziś świat wymaga
              elastyczności i nie ma się co na niego za to obrażać ;)
              Nie wiem czemu uparcie twierdzisz, że humanistom jest generalnie trudniej na
              rynku pracy. Myślę, że wielu z nich znajduje świetne miejsca dla siebie i są
              zadowoleni z życia nie mniej, niż inżynierowie.

              A dobry doktorat bardzo rozwija, bez względu na dyscyplinę, ona tak naprawdę
              jest drugorzędna.
              • niewyspany77 Re: DO Niewyspanego 08.08.08, 01:03
                heh. prosilem - kierunkowe. jesli zakladamy, ze absolwent studiow ma zajmowac
                sie czyms, co nie ma przelozenia na jego wczesniej xdobyta wiedze, to wlasnie
                dla mnie to jest praca typu 'sprzedaz marchewki'. wiedze humanistyczna ciezej
                przelozyc na zlotowki. dlatego jest im trudniej. przepraszam, ale sie z Toba nie
                zgodze, bo pan Niemczycki moglby byc w tym konkretym przypadku absolwentem
                byle-czego z-byle-skad, no chyba ze na filozofii w ATK uczy sie biznesu. o tym
                pisze.
                • krysiulka Re: DO Niewyspanego 08.08.08, 08:42
                  Autumna....jak to było?

                  "Kto o czym, ten o czym, a nasza Marysia zawsze o pierogach"???
                  Chyba tak.
                  • niewyspany77 Re: DO Niewyspanego 08.08.08, 11:04
                    > "Kto o czym, ten o czym, a nasza Marysia zawsze o pierogach"???
                    > Chyba tak.

                    ok rozumiem ze dyskusja zakonczona.
        • autumna Re: :D 15.08.08, 14:43
          > Wszyscy macie swieta racje tylko nikt nie pisze o tym jak to latwo i >lekko rzuca sie swoj dorobek, marzenia i osiagniecia w kat by zajac sie >np. sprzedaza marchewki.

          Jeśli tak postrzegamy zajęcie się działalnością gospodarczą, to nie ma się co do niej zabierać. Biznes robiony z obrzydzeniem nie wyjdzie. Ale jeśli pasjonuje nas np. odpowiedni dobór gatunków marchewki do różnych potraw i doradzanie w tej sprawie klientom - czemu nie, wtedy może być i marchewka. Kto wie, może w ciągu kilku lat przerodzimy się w najlepszego eksperta od marchwki w Polsce, ba, w świecie, i bedziemy dostarczać ją najbardziej ekskluzywnym restauracjom? Madonna albo królowa Elżbieta będą przysyłać do nas samoloty po produkty do swoich kuchni? Nie fajnie?
          Jeśli chodzi o mnie - po prostu zmieniłam jedną pasję na drugą; co więcej, nie zakładam, że do końca życia będę robić cały czas to samo. I co z tego, że dyplom doktora lezy w szufladzie, skoro robię coś, co lubię? Ot, rozdział w zyciu, jeden się zamknął, zaczęłam inny.

          Osób po doktoracie z własną działalnością pracujących w wyuczonym zawodzie też znam zresztą sporo, głównie branża informatyczna i elektroniczna.
    • krysiulka P.S. 06.08.08, 10:56
      > Mam w zwiazku z tmy pytanie do was: czy sa wam znane przypaki, ze
      > ktos po doktoracie zaczal wlasna dzialanosc i naprawde wychodzi na
      > tym tak dobrze?

      W biznesie jest jedna, złota zasada: prawdziwe pieniądze są tam, gdzie ich nie
      widać.

      > Co takiego robi, jaki rodaj firmy?

      Poczytaj o "blue ocean" i "red ocean". I Kiyosaki'iego, koniecznie.
    • eksdoktorant Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 06.08.08, 11:05
      Przesadzacie nieco, zwłaszcza z tym trybem 24/7. Znam trochę ludzi z
      własną działalnością i prowadzą oni normalny tryb życia, mają czas
      na spotkania towarzyskie, jedno czy drugie hobby, wycieczki. Kwestia
      odpowiedniej organizacji. I nie każdy ma ambicje, żeby kosić
      kilkadziesiąt-kilkaset tysięcy miesięcznie. Niektórym wystarcza
      kilka-kilkanaście. A "firma" często sprowadza się do jednoosobowej
      działalności gospodarczej.

      Z jednym muszę się jednak zgodzić: otwieranie interesu w ciemno jest
      dosyć ryzykowne. Warto już wcześniej spróbować swoich sił w branży i
      położyć solidne podwaliny pod własny biznes przed jego
      zarejestrowaniem, a okres studiów doktoranckich świetnie się do tego
      nadaje.
      • krysiulka Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 06.08.08, 19:26
        > Przesadzacie nieco, zwłaszcza z tym trybem 24/7. Znam trochę ludzi z
        > własną działalnością i prowadzą oni normalny tryb życia, mają czas
        > na spotkania towarzyskie, jedno czy drugie hobby, wycieczki.

        > A "firma" często sprowadza się do jednoosobowej
        > działalności gospodarczej.

        Eks, ale my bynajmniej nie mówimy o ludziach, którzy de facto pracują w firmach,
        lecz "są na działalności" :)Wiadomo, że takich osób jest wiele, co wynika z
        dziwacznego systemu prawnego w Polsce.

        My mówimy o ludziach, którzy po doktoracie założyli własne przedsiębiorstwa,
        które obecnie zatrudniają ludzi, dobrze prosperują i są odporne na rynkowe
        fluktuacje. Stworzenie i rozwój takiego przedsiębiorstwa wymaga pracy.

        Np. prof. dr hab. Janusz Filipiak, założyciel i prezes spółki ComArch przyznał w
        wywiadzie dla Przekroju, który czytałam kilka miesięcy temu, że do dzisiaj
        pracuje po 12 godzin dziennie i nawet w niedziele przyjeżdża do pracy na kilka
        godzin.
        Cóż, własnego biznesu trzeba pilnować :)))))
        • madaminka Krysiulka 06.08.08, 20:20
          Krysiulka, mozesz wyjasnic jakiez to dziwny system prawny w polsce
          pozwala aby ktos pracuja de facto w czyjejs firmie sam rejestrowal
          dzialanosc, swoja wlasna? o co chodzi w tym zjawisku? czy jest to
          korzystniejsze niz pracowac jakby na etacie w czyjejs formie? dzieki
          • hatchet01 chodzi o to, że... 06.08.08, 21:33
            może ja odpowiem :)

            chodzi o to, że właściciel firmy nie zatrudnia pracownika, któremu nie musi
            płacić ZUSu i innych świadczeń, bo podpisuje umowę z firmą, a nie pracownikiem.
            w takim przypadku to ten "pracownik-firma" sam odprowadza swoje składki i
            prowadzi sprawy papierkowe. dla niego zysk raczej niewielki; no może troszkę da
            się pokombinować z odliczeniami kosztów paliwa, sprzętu ;) zysk dla firmy
            "zatrudniającej" = brak obowiązków poza wypłatą wynagrodzenia
            • krysiulka Re: chodzi o to, że... 06.08.08, 22:58
              Hatchet ma rację.

              Dodam tylko, że firmy czasem zmuszają swoich pracowników do przejścia na taki układ.
              • hatchet01 dodam jeszcze, że ... 07.08.08, 01:48
                mój ojciec był na takich zasadach przez ok. 8 lat. oj miałem wtedy: tankowanie
                paliwa, serwis auta, komputer, buty!!! na fakturę i wszystko szło w koszty.
                dzisiaj są już pewne ograniczenia co do odliczeń, ale często spotykam się z tą
                formą "zatrudnienia". np. ktoś tankuje jakieś tam autko i na 50 zł bierze
                fakturę (a potem panie w kasie są zdziwione, że ja nie chcę faktury, a zawsze
                tankuję do pełna)

                !!!UWAGA!!!
                Koledzy i Koleżanki! (kolejność właściwa: ze względu na równouprawnienie
                zastosowałem alfabetyczną ;))
                niech to nie wygląda tak pięknie, że mając działalność, wciągamy wszystko w
                koszty. primo: musimy mieć przychody, żeby "nie dopłacać" do działalności. urząd
                skarbowy sprawdza niedochodowe firmy. secundo: są pewne obostrzenia i nie zawsze
                można niektóre rzeczy odpisać. np. paliwo: jeśli chcemy odliczać *bo drogie*,
                to: pojazd musi mieć większą przestrzeń towarową od osobowej (kratki się już nie
                liczą). jeśli przestrzeń osobowa jest mniejsza od towarowej, to nie odliczymy
                VATu z paliwa (resztę odliczamy jako koszt uzyskania). do tego trzeba prowadzić
                kartę pojazdu, w której wpisujemy dane dotyczące pokonywanych tras, zakupów zw.
                z autem, itp.

                oops, nie jestem ekonomistą ;) chwila zapomnienia mi się wkradła.

                ale dodam jeszcze przypadek z życia wzięty. otóż pewien jegomość prowadził
                działalność. jako biuro wyznaczył największy pokój w swoim mieszkaniu w bloku.
                no i ów pan odliczał także czynsz za ten pokój :) podlicznika energii
                elektrycznej już nie zakładał ;)
                • madaminka Re: dodam jeszcze, że ... 07.08.08, 08:19
                  Oprocz Zusu, jakie jeszcze ine skladki tai czloweik-firma musi
                  odprowadzac? i czy w kazdym wypadku takie zarejestrowanie
                  dzialalnosci na siebie jets mozliwe? no bo przykladowo jesli mowimy
                  o np. biurze rachunkowy, tlumaczeniach itd to owaszem, tam nie
                  trzeba wyspecjalizowanego sprzetu, jakiegos dorgiego wyposazenia
                  itd...Ale co wtedy gdy ktos zaklada na siebie firm np. montazowa,
                  jakas produkcje czegoitd...czy urzad skarbowy (czy ina jednostka
                  rejestrujaca dzialalnosc) wymaga od niego przedtsawienia mozliwosci
                  takiej produkcji? czy musi on wykazac ze ma odpowiednie warunki aby
                  cos produkowac itd. czy nikt o to nie pyta i spokojnie rejestruje
                  chetnemu dzialanosc jaka by ona nie byla?
                  • madaminka Re: dodam jeszcze, że ... 07.08.08, 08:21
                    pytam o to dlatego, ze czlowiek ktory nawet nie ma odpowiedniego
                    sprzetu aby cos produkowac faktycznie pracuje w firmie kogos (jako
                    czlowiek-firma) innego ale dzialnosc ma jakby na siebie....wiec
                    jakby sam nie musi miec calej hali produkcyjnej itd...ale czy US mu
                    zarejstruje taka dzialnosc? a jesli tak to w opaciu o co?
                    • hatchet01 odpowiadam 07.08.08, 12:19
                      każdy może założyć działalność niczym się nie wykazując, bo może zlecać
                      czynności innym podmiotom. zatem pełnoletni obywatel, uczeń szkoły średniej może
                      otwierać przychodnię lekarską, ale nie może w niej leczyć! zatrudnia wówczas
                      osobą z uprawnieniami.

                      co musisz odprowadzać?
                      ZUS, podatek dochodowy (co miesiąc), VAT (co miesiąc), składki NFZ, fundusz
                      pracy (tego nie jestem pewien!). sam ZUS + NFZ niewiele odbiega obecnie od
                      tysiączka. ale może szczegóły podpowiedzą aktualnie "działający gospodarczo"?
                      • krysiulka Re: odpowiadam 07.08.08, 12:37
                        > co musisz odprowadzać?
                        > ZUS, podatek dochodowy (co miesiąc), VAT (co miesiąc), składki NFZ, fundusz
                        > pracy (tego nie jestem pewien!). sam ZUS + NFZ niewiele odbiega obecnie od
                        > tysiączka. ale może szczegóły podpowiedzą aktualnie "działający gospodarczo"?

                        Hatchet pisze wyżej o jednoosobowej działalności gospodarczej. A rozliczenie
                        zależy od rodzaju działalności - czy to jest jednoosobowa działalność (i na
                        jakich zasadach - ryczałt, KPiR, czy przysługuje ulga ZUS itd.), czy spółka
                        cywilna, spółka z o.o. (tu pełna księgowość, obowiązek posiadania księgowego na
                        etacie w firmie itd.) itd.
                        Generalnie, Madaminko - w sprawach podatkowo - księgowych proponuję spacer do
                        biura księgowego - ja nie potrafię odpowiedzieć na wszystkie Twoje pytania, bo
                        nasze podatki rozlicza biuro.

                        Co do kosztów prowadzenia działalności (piszesz, że np. biuro podatkowe nie
                        wymaga dużych nakładów inwestycyjnych) - wszystko zależy od skali, na którą
                        działasz.
                        Biuro podatkowe to może być biureczko i domowy komputer z najtańszą drukarką -
                        ale gdy chcesz zatrudnić ludzi i spotykać się z klientami w swojej siedzibie,
                        musisz wynająć powierzchnię biurową. Każdemu z pracowników zapewnić materiały do
                        pracy (także te, wynikające z prawa pracy- np. napoje zimne, gdy temp. powietrza
                        przekracza 28 stopni i mnóstwo innych).

                        Z kolei zakładając działalność wymagającą dużych nakładów inwestycyjnych na
                        początku (np.zakupu maszyn), jeśli masz pewność, że zrobisz na tym dobry
                        interes, warto wziąć kredyt bankowy.

                        Wniosek.
                        Rzeczą absolutnie najważniejszą jest pomysł na biznes i rozpoznanie, czy
                        będziesz mieć zlecenia. Jest też sporo ciekawych dofinansowań dla firm
                        startujących na rynku i dotacji unijnych, więc jeśli bardzo się chce i ma
                        sensowną wizję, fundusze się znajdą.

                        Ale POMYSŁ jest kluczem. A potem dobór współpracowników, ale to już w dalszej
                        kolejności.
            • matmis Re: chodzi o to, że... 25.08.08, 01:28
              oprócz różnic jakościowych (brak obowiązków socjalnych), jest też różnica
              ilościowa, tj. jaka część z wynagrodzenia dla pracownika idzie na podatki i
              parapodatki. Tu akurat w zgodnym interesie pracodawcy i pracobiorcy leży to, aby
              ta część była jak najmniejsza. I na ogół w przypadku "pracownik-firma" wychodzi
              to mniej niż w przypadku normalnego pracownika.
    • eksdoktorant Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 07.08.08, 13:23
      Jedna uwaga: należy odróżnić fikcyjne samozatrudnienie (ww.
      wymuszanie założenia działalności gosp. i de facto pracę na rzecz
      jednego pracodawcy - nie wiem, czy poszedłbym na taki układ) od
      sytuacji, gdy człowiek Z WŁASNEJ NIEPRZYMUSZONEJ WOLI rejestruje
      firmę, by pracować na WŁASNY rachunek, najczęściej z pozycji wolnego
      strzelca, biorąc zlecenia z różnych źródeł.

      Plus jest taki, że w obu przypadkach można odpisywać naprawdę wiele
      rzeczy, nie tylko koszty zakupu i eksploatacji pojazdu. I każdą suto
      zakrapianą imprezę w najdroższym lokalu można wrzucić w fundusz
      reprezentacyjny, i nikt nie ma prawa się przyczepić, podobnie jak do
      podróży "służbowej". ;)
      • bogema Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 07.08.08, 15:24
        Imprezka to tzw.koszt reprezentacji i reklamy, tzn. że można wrzucić
        tylko 2% przychodu rocznego (albo coś tego rzędu). A w ogóle moim
        skromnym zdaniem doktorat ma się nijak do działalności gospodarczej,
        czego zresztą jestem przykładem. Na pewno jest kilka dziedzin, w
        których pochwalenie się doktoratem zagwarantuje zlecenia (np. radca
        prawny z doktoratem bądź weterynarz - doktor nauk z własną
        przychodnią), ale przy przeciętnych biznesach afiszowanie się
        doktoratem może nawet nieco oziębić relacje z klientami. Pamiętajmy,
        że to oni płacą i to oni mają się czuć dowartościowani w
        towarzystwie usługodawcy. Poza tym w niektórych branżach osoba z
        tytułem może zostać potraktowana jako nieżyciowa, oderwana od
        praktyki (np. agent ubezpieczeniowy z doktoratem)a tym samym trochę
        niewiarygodna. Sporo dziedzin wymaga określonego networkingu i tutaj
        taż obawiałabym się, że człowiek z tytułem trafi na margines
        środowiska, co niekoniecznie przysporzy mu zleceń. Mój wniosek jest
        taki, że fajnie jest mieć doktorat, natomiast 1) nie w każdej
        sytuacji warto się nim chwalić, 2) jego pozytywny wpływ na
        ewentualną działalność polega na tym, że człowiek z tytułem
        teoretycznie ma otwartą głowę.
        • krysiulka Do Bogemy 07.08.08, 17:07
          W biznesie nie tytuły, lecz kompetencje mają znaczenie. Przecież nikt
          kompetentny nie trafi na "margines środowiska", jak to nazywasz, z tego powodu,
          że ma tytuł naukowy :D
          Osoba kompetentna w danej branży zawsze rozwinie działalność, nie ma możliwości,
          by było inaczej.
          • bogema Re: Do Bogemy 07.08.08, 17:16
            Dokładnie to mam na myśli. Napisałam wyraźnie, że moim zdaniem fakt
            posiadania doktoratu do biznesu ma się nijak. Pomaga jedynie otwarta
            głowa.
      • krysiulka Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 07.08.08, 17:02
        > Plus jest taki, że w obu przypadkach można odpisywać naprawdę wiele
        > rzeczy, nie tylko koszty zakupu i eksploatacji pojazdu. I każdą suto
        > zakrapianą imprezę w najdroższym lokalu można wrzucić w fundusz
        > reprezentacyjny, i nikt nie ma prawa się przyczepić, podobnie jak do
        > podróży "służbowej". ;)

        Nie wprowadzaj ludzi w błąd - w ostatnich latach przepisy zmieniły się i są
        restrykcyjne, (m.in.nie można odliczać kosztów konsumpcji w restauracji podczas
        spotkania z klientem). Obiło mi się o uszy, że fundusz repr. zlikwidowano, ale
        musiałabym się upewnić u księgowego.

        Zasada jest taka - w koszty wrzucasz to, z czego możesz się później wytłumaczyć.
        Jeśli potrzeba danego wydatku jest dla US w Twojej działalności dyskusyjna -
        dostajesz karę. A urzędnicy zrobili się ostatnio dość dociekliwi w tym zakresie.
        Wszystko zależy od rodzaju prowadzonej działalności.
        • bogema Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 07.08.08, 17:15
          Można odliczać konsumpcję, sprawdziłam teraz dokładniej. Można
          odliczyć 0,25% przychodu jako koszt reprezentacji i reklamy, przy
          czym od usług gastronomicznych nie można odliczyć VAT. Generalnie
          trochę wydatków można wpuścić w koszty, ale nie jest to takie różowe
          jak przedmówca stwierdził.
          • krysiulka Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 07.08.08, 17:33
            Świetnie, idę na piwo :D
            Możesz podać źródło tej informacji?
            Mój księgowy miesiąc temu wspominał, że nie można wrzucać w koszty wydatków
            konsumpcyjnych i że nie będzie nam rozliczał takich wydatków...
            • bogema Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 07.08.08, 17:54
              Kurczę, napisałam odpowiedź a ona mi zniknęła. To jeszcze raz: tak
              mnie zaskoczyłaś, że zadzwoniłam do mojej księgowej i okazało się
              niestety, że moja wiedza jest nieco przestarzała, więc lepiej
              poczekaj z tym piwem... Od stycznia 2007 obowiązują zmienione
              przepisy i jedynym sposobem na wpuszczenie konsumpcji w koszty jest
              zorganizowanie przyjęcia integracyjnego dla pracowników. Wtedy w
              koszty idzie całość, Vat też i nie jest to reprezentacja tylko
              zwykły KUP. Poniżej link do tego, czego nie można odliczać:
              www.vat.pl/reprezentacja_i_reklama_koszty_prasa_1161.php
              • bumcykcyk2 Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 07.08.08, 21:04
                W Polsce zawsze trzeba odwracać kota ogonem. Zamiast obiadu z klientem w
                restauracji trzeba zrobić przyjęcie integracyjne dla pracowników, zamiast
                imprezy wyjazdowej dla tychże pracowników musi być koniecznie "szkolenie",
                zamiast zwykłego samochodu służbowego trzeba kupować wypasionego pick-upa, bo
                wtedy jest on niby-ciężarowy itp. itd.

                Do tego wszystkiego dochodzi kupowanie lewych faktur na olbrzymią skalę i kanty
                na VAT-cie.

                • krysiulka Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 07.08.08, 23:59
                  > Do tego wszystkiego dochodzi kupowanie lewych faktur na olbrzymią skalę i
                  kanty na VAT-cie.

                  No tak, bo przecież każdy przedsiębiorca to oszust i złodziej.
                  Mam propozycję: otwórz i rozkręć dobrze prosperujący biznes...wtedy pogadamy.
                  • bumcykcyk2 Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 08.08.08, 13:14
                    O co ci chodzi i skąd ta agresja? Nie piszę, że każdy przedsiębiorca
                    to oszust i złodziej, tylko, że warunki prowadzenia działalności
                    gospodarczej w Polsce (wysoki VAT, podatki, biurokratyczne
                    utrudnienia itp.) zmuszają ludzi do obchodzenia prawa na masową
                    skalę. Przy niskim podatku CIT nie opłacałoby się kupować lewych
                    faktur, gdyby podstawowa stawka VAT wynosiła np. 7% łańcuszki firm
                    handlujących fikcyjnym towarem byłyby nieopłacalne, gdyby każdy
                    samochód osobowy dawał odliczenie VAT od benzyny i koszty, nie
                    mielibyśmy na ulicach wysypu luksusowych pick-upów w skórze, alu-
                    felgach i zabudową części bagażowej, i tak dalej, i tak dalej... Nie
                    krytykuję ludzi tylko system.
                    • krysiulka Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 08.08.08, 14:40
                      Nie
                      > krytykuję ludzi tylko system.

                      Poprzednią wiadomością stworzyłeś wrażenie, że krytykujesz właśnie ludzi, a nie
                      system i tym samym atakujesz przedsiębiorców (jako grupę), moim zdaniem
                      bezpodstawnie.

                      Jest jeszcze jedna kwestia -to właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa generują
                      około 60% PKB, mimo - jak piszesz - "obchodzenia prawa na masową skalę" i wielu
                      kłód, jakie rzuca pod nasze nogi państwo. Więc i tak jest nieźle :)

                      I tym optymistycznym akcentem kończę dyskusję ze swojej strony i udaję się na
                      krótki, ale zasłużony urlop.
                      Pozdrawiam!
                      • eksdoktorant Re: Wlasna dzialalnosc po doktoracie 08.08.08, 17:40
                        Gdzieś wcięło kilka ostatnich postów, m.in. mój - dlaczego?
    • eksdoktorant Marchewka... 16.08.08, 13:21
      madaminka napisała:

      > Nie chodzi o porzyucaie pasji tylko o alternatywne dla braku etatu
      > na uczelni....taka alternatywna jest praca na swoim. Nie kazdy po
      dr
      > ma szczescie, ze zostanie zatrudniony na uczelni i bedzie dobrze
      > zarabial. Mazreniami mozna zyc do czsu...potem trzeba zadbac o
      > siebie. A to zadbanie jest bardzo konkretne i ma wymiar
      ekonomiczny.
      > Niestety, przykre ale prawdziwe.

      Niektórych kuszono etatem, a i tak zrezygnowali, bo – jak sama
      piszesz – liczy się jeszcze wysokość zarobków.
      A marzenia można realizować także w wymiarze ekonomicznym. Przyjemne
      da się połączyć z pożytecznym.

      niewyspany77 napisał:

      > momencik. marchewka to tylko ilustracja glebszego problemu
      pt. "moje studia sa
      > biznesowo do dupy, a doktorat nie przaklada sie na $". W tym
      kontekscie dr jest
      > na tej samej pozycji co mgr. bardzo chetnie poslucham,co radzisz
      wszelkiej masci
      > humanistom. bo wiesz, dla prawnika wlasna kancelaria, dla lekarza
      gabinet a dla
      > inzyniera - projekty to sa tak oczywiste oczywistosci, ze chyba
      nie musimy tu
      > dysputowac. np. bardzo chetnie poczytam o pomyslach na
      biznes "ukierunkowany
      > zawodowo" dla absolwenta filozofii, na przyklad.

      Może sam doktorat (czy nawet magisterium*) nie przekłada się na $**,
      ale wiedza zdobyta podczas studiów już powinna. Nie doradzę
      absolwentowi filozofii, jaki konkretnie biznes mógłby rozkręcić, ale
      wiem, na czym można trzaskać kasę np. po filologii (i podejrzewam,
      że gdybym skończył filozofię, wiedziałbym, co można po niej robić).
      I wiecie co? Wolałbym być szczęśliwym, zadowolonym z życia
      sprzedawcą marchewki niż sfrustrowanym pracownikiem naukowym (a tym
      bardziej doktorem, dla którego zabrakło etatu, mimo że o nim
      marzył***).

      *, **,***Jak się jest naprawdę dobrym w tym, co się robi, to czasem
      można sobie poradzić nawet bez magistra. Praktyczne umiejętności są
      ważniejsze od tytułów, zwłaszcza jak się jest na własnym.
      Gdybym jednak zrobił kiedyś doktorat (i był zainteresowany dalszą
      pracą naukową lub po prostu chciał mieć punkt zaczepienia na
      uczelni), tobym “zażądał” etatu. Moje zdanie jest takie, że jak już
      ktoś robi dr, to na ogół po to, żeby dalej w to brnąć, i po tak
      wielkim osiągnięciu (okupionym wieloma wyrzeczeniami) ma prawo
      domagać się posady na uczelni, bynajmniej nie jako asystent. Własna
      działalność jest raczej dla ludzi, którzy zawczasu dali sobie spokój
      z “wielką nauką” (albo nigdy się w to nie pakowali), bo woleli
      normalnie żyć, a nie dla ludzi, którym wbrew ich oczekiwaniom nie
      dano uczelnianego etatu.
      Pan Kulczyk ma doktorat, ale zaszedł tak wysoko raczej nie dlatego,
      że nie udało mu się dostać pracy na uczelni.
      • joalma Re: 20.10.08, 10:51
        pozwolę sobie wtrącić swoje 3 grosze, prowadzę działalność
        gospodarczą, (mgr, usługi edukacyjne), na razie nie zatrudniam
        pracowników, ale marzy mi się rozkręcenie interesu, kilku lektorów i
        działalność na większą skalę. I własnie dlatego chciałabym rozpocząc
        studia doktoranckie. głównie z 2 powodów - pogłębienie wiedzy z
        tematu, który mnie pasjonuje i byłby przydatny w dalszej pracy oraz
        (tfu żeby nie zapeszyć) dodatkowe literki przed nazwiskiem, większy
        prestiż.

        jeśli chodzi o prowadzenie własnego biznesu to prawdą jest, że
        trzeba być dość pomysłowym, przedsiębiorczym i upartym. Znacie tą
        anegdotkę? Jeśli przedsiębiorca chce podwyżkę - co robi? Idzie
        pogadać z lustrem :) Podobno tylko co 5-ty biznes się udaje, więc
        nie wolno przejmować się porażkami :) Głowa do góry i do przodu!
        Papierologią i biurokracją nie trzeba się martwić bo od tego jest
        biuro rachunkowe/ księgowa. Moja świetnie ze mną współpracuje i
        oprócz podpisów i przybijania pieczątek nie muszę się niczym
        martwić - więc taką pomoc, szczególnie na początku każdemu
        przedsiębiorcy polecam. Nie da się ukryc jednak, że to zupełnie coś
        innego niż praca 8-16 i potem słodkie lenistwo, szczególnie na
        początku trzeba dużo poświęcenia, czasu i srodków żeby się
        rozreklamować, dać poznać na rynku i wyrobić dobra markę, nawet
        lokalnie.

        Jeśli chodzi o opłaty przy zakładaniu działalności to wcale na
        początek nie jest to jakaś zawrotna kwota - 100 zł wpis do rejestru
        i pieczątka około 50 zł jednorazowo, a potem zus niecałe 400 zł
        miesięcznie przez pierwsze 2 lata. + ewentualnie księgowa około 200,
        lub pomoc doraźna - taniej. opłata za prowadzenie konta bankowego -
        najlepiej on-line za free, + zaliczki na podatek dochodowy. jest
        jeszcze sprawa VATU - ja akurat nie jestem vatowcem więc omija mnie
        to zagadnienie.

        • nickwmig Re: 21.10.08, 16:15
          joalma napisała:

          > szczególnie na
          > początku trzeba dużo poświęcenia, czasu i srodków żeby się
          > rozreklamować, dać poznać na rynku i wyrobić dobra markę, nawet
          > lokalnie.

          W tym celu warto wykorzystać okres studiów doktoranckich, kiedy nie
          ma się jeszcze zarejestrowanej działalności i można spokojnie
          wyrabiać sobie nazwisko. A lektor to już w ogóle ma komfortową
          sytuację, bo chociażby poprowadził zajęcia językowe ze studentami
          tylko przez semestr czy dwa, to potem zawsze już będzie "wykładowcą"
          i będzie miał tę właśnie przewagę nad innymi lektorami z własną
          działalnością, którzy nigdy nie "pracowali" na uczelni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka