szachrajkaaa
19.06.09, 21:58
Witam,
Pisze na forum, poniewaz nie wiem co zrobic w sprawie moich relacji z promotorem. Obecnie koncze pierwszy rok studiow doktoranckich (biologia), moj temat pracy mnie fascynuje, pragne sie temu poswiecic i cieszy mnie badanie zagadnien z nim zwiazanych. Jedyny problem to moj promotor. Caly czas mniek rytykuje, czasem poniza, jest zlosliwy. Wiem, ze to przeciez sa studia doktoranckie i historia ze zlosliwym promotorem jest niejednemu z was znana. Ja jednak czuje sie jakbym byla do niczego, zupelnie bezwartosciowa. Myslalam, ze sobie poradze z ta sytuacja, ze zacisne zeby, czasem cos "odburkne", albo po prostu oleje gadke profesora, zrzucajac wine na to, ze on sie po prostu starzeje. Lecz trwa to juz od jakiegos czasu i naprawde wracam z uczelni zdolowana, coraz czesciej mysle o rzuceniu doktoraty, ale przeciez to zawsze bylo moje marzenie. Byc moze promotor sie mna rozczarowal, byc moze nie jestem wystarczajca samodzielna? bystra? zaradna? moze... wiem, jedynie tyle, ze jestem pracowita i staram sie, z przyjemnoscia wypelniam swoje obowiazki. Tylko, ze atmosfera na uczelni staje sie coraz ciezsza a mi zoladek sie kurczy codzien rano jak mam tam przyjechac. Doszly mnie sluchy, wielokrotnie zreszta, ze profesor ma ciezki charakter i lubi znalezc sobie kozla ofiarnego i ja sie chyba nim stalam. Co robic?