beebee3
07.02.06, 03:13
Witajcie! Po pierwsze cieszę się, że ktoś wreszcie założył forum dla ludzi z
"epi". Po drugie - chciałabym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami z
"epi" i "pseudoepi" - moze komuś da do myślenia to, co napiszę. Mieszkam w
Krakowie, mam 26 lat (to tak na początek). W III klasie liceum miałam pierwszy
napad. Niestety miał on miejsce za granicą. Tamtejsi lekarze postawili
natychmiast diagnozę: "epi". Wróciłam do Polski - lekarze orzekli: jakie tam
"epi"! zdrowa jak rydz! Niestety, mylili się. Przez rok źle się czułam
(drgawki, utraty świadomości). Poszłam do innego lekarz, który się załamał jak
zobaczył moje EEG sprzed roku - miałam tam ewidentną, a niezobaczoną przez
lekarza-konowała, napadowość. Włączono mi leki (Trileptal). Leczyłam się przez
kilka lat. Odstawiłam 3 lata temu (tzn. lekarz tak postanowił). Od tamtego
czasu jednak nie czułam się dobrze - miewałam drgawki (ale bez utraty
przytomności, czy nawet świadomości), zaburzenia widzenia, zaburzenia pamięci,
zawroty głowy. Co roku lądowałam w szpitalu na parę dni. Tam mnie badali (EEG
i inne), po czym stwierdzali, że wszystko OK, dawali leki na uspokojenie i
wysyłali do domu. 1,5 roku temu, w czerwcu (a był to okres sesji
egzaminacyjnej) dostałam okropnych zaburzeń wzroku (pole widzenia skurczone do
wielkości głowy - tak jakbym miała klapki z boku głowy, światłowstręt) i
równowagi (nie byłam w stanie sama chodzić, przewracałam się). Trafiłam znów
do neurologa, który orzekł, że mam ciężką nerwicę i powinnam udać się do
psychiatry, by rozpocząć odpowiednią psycho- i farmakoterapię. Nie mam oporów
przed psychiatrami więc poszłam. I rzeczywiście, psychiatra potwierdził, że
mam bardzo ciężką nerwicę i że muszę się zacząć powżnie sobą zajmować. W tej
chwili chodzę na terapię i zażywam leki. I wreszcie dobrze się czuję!!! Tak
więc jeśli ktoś miał podobne doświadczenia - może niech spróbuje porozmawiać o
tym ze swoim neurologiem i zasugerować, że może cierpi również (względnie
wyłącznie) na pseudoepilepsję? U mnie o zdiagnozowaniu "pseudoepi"
zadecydowały: brak utraty świadomości w czasie drgawek oraz dobre EEG. A przy
okazji: pozdrawiam wszystkich z "epi" - wiem, życie z nią nie jest łatwe, ale
są szanse na wyzdrowienie (zwłaszcza w przypadku, jak to je doktóry nazywają,
padaczek młodzieńczych). Przynajmniej ja mam nadzieję, że "epi" nie wróci. I
jeszcze jedno - chorując na "epi" urodziłam zdrową córeczkę! Głowy do góry i
trzymajcie się!