Dodaj do ulubionych

Proszę o radę...

11.12.06, 12:13
Moja 19 - letnia bratanica ma epilepsję, jej ataki polegają na utracie
przytomności, bez żadnych drgawek, bierze leki, które ostatnio zostały
zmienione. Nie wychodzi nigdzie sama, ma tak zorganizowane życie żeby cały
czas ktoś z nią był. Omdlenia zaczęły sie kilka miesięcy i dopiero niedawno
została postawiona diagnoza. Chciałabym jej jakoś pomóc, mieszka po za domem,
bo studiuje w Warszawie. Wszyscy obchodzą sie z nia jak z jajkiem, prubują
ograniczać wszelkie sytuacje stresowe. Jest bardzo przygnębiona ta chorobą, i
tym że ciągle potrzebuje czyjejś pomocy... Poradźcie mi jak sie zachowywać?
jak mogę jej pomagać? Moja wiedza o tej chorobie jest jeszcze znikoma, ale
myślę ze jest to coś z czym należy sie nauczyć żyć... chiałam zapytać czym
zajmują sie osoby chore na epilepsję, ona marzy żeby zostać nauczycielką, ale
obawia się że ze względu na chorobę nie bedzie mogła...
Obserwuj wątek
    • 26tomek1 Re: Proszę o radę... 11.12.06, 23:55
      witaj,Pytasz czym sie zajmuja osoby z ta choroba,Ogólnie tym co lubia robić,nie
      ma potrzeby zrażać się ta choroba.W w Warszawie jest wielu lekarzy
      doświadczonych,.Epilepsja jest choroba którą mozna wyleczyć.W moim przypadku
      osob ktore wiedza ze choruje jest tyle ze moge policzyc na palcach.Masz wiecej
      pytan to moj nr.gg 9325400
    • jakubsky Re: Proszę o radę... 12.12.06, 12:40
      > zajmują sie osoby chore na epilepsję, ona marzy żeby zostać nauczycielką, ale

      co mozna robic po doktoracie, albo jeszcze jeden doktorat, albo habilitacje i
      dalej profesure, albo "poswiecasz sie pracy w przemysle" :)))))

      primo - uwierzyc w siebie
      secundo - miec dobrze ustawione leki

      a po tertio - pomyslec co sie stanie kiedy sie studia skoncza i bedzie wreszcie
      musiala SAMA stanac twarza w twarz z klasa.

      buziaczki


      • jakubsky Re: Proszę o radę... 12.12.06, 21:39
        > a po tertio - pomyslec co sie stanie kiedy sie studia skoncza i bedzie
        wreszcie musiala SAMA stanac twarza w twarz z klasa.

        wtedy bedzie sama z problemem choroby i wrzaskunow na lekcji
        wrzaskuny nie moga pokazac jej, ze sa mocniejsze, a tym bardziej jesli sie ma
        padaczke. musi byc silna, a z twojego opisu wynika, ze to zastraszona mysz

        buziaczki
        • justyna302 Re: Proszę o radę... 13.12.06, 01:11
          Ja to sobie pomyślałam od razu, ze z uczniami nie musiałoby być wcale źle.
          Dzieciaki z pokolenia na pokolenie są bardziej otwarte i tolerancyjne, problem
          innosci przestaje być dla nich problemem.
          Wg mnie przeszkodą mogą być raczej rodzice i panowie "dyrektorowie" szkół,
          którzy mogą nie życzyć sobie, żeby z wrażliwą młodzieżą pracował "ktoś taki".
          Rozumiecie, taki, co to może w napadzie szału zrobić krzywdę dziecku, a poza tym
          napad: to takie nieestetyczne i dziecko może się wystraszyć...
          • 80dominika Re: Proszę o radę... 13.12.06, 08:55
            Może jeszcze jej się zmieni pomysł na życie w czasie studiów.
            Wszyscy domownicy mojej bratanicy organizuja jej tak życie, żeby tylko się nie
            stresowała bo to podobno wieksza objawy padaczki czy to prawda? że stres jest
            taki szkodliwy dla epileptyków. Mi sie wydaje że ona to postrzega że jest dla
            otoczenia ciężarem...
            • justyna302 Re: Proszę o radę... 13.12.06, 12:26
              Nie można tak.. Troska rodziny jest zrozumiała, ale chory musi funkcjonować tak
              jak wszyscy. Nie można go chronić przed życiem! Co wyrośnie z człowieka nad
              którym rozpostarty zostaje klosz?
              Tu większość z nas musiała walczyć z rodzicami o samodzielność. Ale wg mnie nie
              ma wyjścia, trzeba się buntować przeciw takiemu postępowaniu.
              Stresu się nie uniknie, no bo jak? Ktoś bliski umrze - jak ukryć to przed chorą?
              Nie powiedzie się na egzaminie - jak sprawić, żeby się nie przejęła? Zresztą
              całe studia to jeden wielki stres. Pozna kogoś, będą spory narzeczeńskie, potem
              wielki stres jakim jest ślub, itd, itp. Jak bez tego żyć?
              Na szczęście nie jest prawdą że stres = częste napady. U mnie np. nie ma to
              związku. Kiedyś rzucił mnie znienacka chłopak, mało nie zwariowałam - i nic! A
              np. w wakacje, relaks, wypoczynek, słowem raj - i napad, że ho, ho.
              • jakubsky Re: Proszę o radę... 13.12.06, 18:25
                pokusilbym sie o stwierdzenie - dosc przewrotne - duza troska przejeta przez
                innych - to dla mnie podswiadomie informacja, ze wielki brat czuwa, co prawda
                nie ma wielkich zebow jak wilk, ale czuwa, a jak nie bedzie czuwal, to mnie ten
                stres zje.

                niech sobie ona przypomni jak zyla przed diagnoza - nie wziela sie bowiem tak z
                nikad, i jakos musiala przez te 18 lat sobie sama radzic, rodzicow majac tylko
                jako pomoc. zas wszystkie problemy sa, byly i beda w jej glowie. moze
                odpowiedzi na pytanie o czestotliwosc jej atakow nalezy szukac w przeszlosci?
                nie wiem, jakas zmiana stylu zycia - w koncu podjela studia - dla niej moglo to
                byc takie swoiste pietno, ze pewna pepowina is over - nie ma mamusi na dzien
                dobry i dobranoc, ale kolezanka, kolega z pokoju obok. i to zapewne jest jedna
                z glownych przyczyn jej choroby.

                jak zwykle pozdrawiki
    • very.martini Re: Proszę o radę... 13.12.06, 19:25
      Ja też byłam tak pilnowana przez pierwszy miesiąc po napadzie, a potem rodzice
      dostali opieprz od neurologa, bo się poskarżyłam, i to był koniec niewoli.
      Sytuacja na pewno jest inna niż moja, ale może daj do zrozumienia rodzinie, żeby
      traktowała ją normalnie, bo kiedyś jednak ona z tego domu wyjdzie i stresu nie
      uniknie. Trzeba się nauczyc z nim radzic, są do tego specjaliści.
      A ja nauczycielką bywam i nie narzekam;)
    • weronika08 Re: Proszę o radę... 10.01.07, 23:31
      Może nie dziwie się Twojej rodzinie, ale dziwie się Twojej kuzynce, że na to
      pozwala. Ja jak byłam w jej wieku już pracowałam. W wieku 21 lat ataki zaczęły
      mi się nasilać aż doszlo do kilku dziennie z utratą przytomności, jak miałam
      szczęście, wystąpił tylko jeden. Mimo to nie przerwałam pracy, wychodziłam sama
      z domu, chodziłam na dyskoteki. Nie rozumiesz, że jak będziecie postępować w
      ten sposób w jeszcze większe popadnie przygnębienie? Nie ograniczajcie jej
      sytuacji stresowych, nie możecie przecież całe życie trzymać jej pod kloszem,
      rozwiązywać za nią problemów. Jak leżałam na oddziale, leżała obok mnie 48
      letnia kobieta zupelnie zdominowana przez matke. Aż się wierzyć nie chce że
      kobieta w tym wieku nie była przez całe swoje życie sama na ulicy, jak chciała
      iść pod prysznic, to czekała aż jej siostra przyjdzie w odwiedziny i pójdzie z
      nią. Ataków statystycznie miała najmniej z nas, ja nie byłam świadkiem żadnego.
      Kiedyś przyjechała jej matka i zaczęła nam mówić co nam można a co nie. Jak
      powiedziała że nie powinniśmy oglądać tv nie wytrzymałam. Powiedziałam że
      najlepiej chyba to nas zamknąć jak małpy w klatce, tylko po co tak żyć? Każdy
      człowiek, chory tym bardziej powinien być przystosowany do życia, powinien
      sobie umieć radzić, a co będzie jakby nie daj Boże Was zabraknie, co wtedy?
    • haptenologist Re: Proszę o radę... 11.01.07, 13:34
      Dominiko,
      Ja prowadze naukowe badania przypadkow podobnych jak u twojej bratanicy. Jestem
      przekonany, ze znalazlem przyczyne takich utrat przytomnosci. Opublikowalem to
      jako HIPOTEZE w renomowanych naukowych pismach medycznych. Ale kto czyta
      naukowe publikacje?

      Od wielu lat, w celu sprawdzenia mojej hipotezy, ja wykonuje laboratoryjne
      badania krwi oraz wydzielin. Zebralem mocne dowody, ze to juz nie jest
      hipoteza, ale to jest naukowe odkrycie! Takim omdleniom mozna zapobiegac.

      Jest prawdopodobne, ze po wykonaniu badan krwi oraz wydzielin u twojej
      bratanicy moze sie okazac, ze Ona jest zupelnie zdrowa i zadne leki nie sa jej
      potrzebne.

      Dla laikow opublikowalem moje odkrycie na: www.haptens.republika.pl/

      Jerzy Grzeszczuk
    • kasia80p Re: Proszę o radę... 15.01.07, 14:48
      jak mozna tak ubezwlasnowolnic dorosla osobe? przeciez tu wystarczy dobre ustawienie lekow i juz! jasne, ze sa przypadki, ktore nawet przy aplikacji kilku lekow jednoczesnie nie czuja sie najlepiej, ale te osoby tym bardziej powinny nauczyc sie same funkcjonowac. nie mozna przeciez cale zycie czekac na atak!w chorobie najbardziej pomaga normalne funkcjonowanie, hobby i radosc zycia, a traktowania Twojej bratanicy jak dziecka tylko ja zdoluje psychicznie. ja od kilku lat pracuje w naprawde roznych miejscach, choroba sie nie chwale bo i po co?! w niczym mi nie przeszkadza i nie pozwole by kiedykolwiek tak sie stalo. gdy zdarzaja mi sie napady ide do lekarza, zwikszamy dawke i juz. polec lepiej bratanicy biografie wielkich epileptykow i moze tym zmobilizujesz ja do wyrwania sie spod klosza rodzinki. no, chyba ze sama tego nie chce....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka