Dodaj do ulubionych

Zawsze karetka?

11.06.08, 16:10
Mam do Was pytanie czy zawsze przy ataku trwającym dłużej niż
3.minuty wzywacie (tzn.ktos z waszych bliskich) karetkę?u mnie za
każdym razem jak mam taki dłuższy atak to wszyscy panikują i jade do
szpitala.Dostaje zawsze clonazepanum, glukoze czasami manitol.
Zastanawiam sie jednak czy to naprawdę konieczne, dodam że
przytomności raczej tzn. w 80% przypadków nie tracę. Uwierzcie
czasami wyglądam jak narkoman pokłóty, a widok ludzi lezących na
izbie przyjęć czasami w bardzo ciążkim stanie nie wpływa na moją
psychikę najlepiej.
Obserwuj wątek
    • oazowiczka2 Re: Zawsze karetka? 11.06.08, 16:29
      Moja mama wzywa karetkę zawsze gdy jestem nieprzytomna ponad 10 min, ale Oni
      wtedy i tak rzadko mnie zabierają do szpitala
    • moniak666 Re: Zawsze karetka? 11.06.08, 17:18
      A ja znowuż najczęściej mam ataki na ulicy więc tam to juz wogóle panika na
      całego :) i karetke od razu wzywają.
      • very.martini Re: Zawsze karetka? 11.06.08, 19:49
        moi znajomi mają wszyscy przykazane, żeby nie wzywać, chyba że napad
        się przeciąga, ale moje napady śa zazwyczaj bardzo krótkie, więc
        zanim zdążą w ogóle wykręcić numer, wszystko mija.

        Nie lubię, jak do mnie karetka przyjeżdża, zawsze mam przez to
        wyrzuty, że mogła nie zdążyć do kogoś z poważniejszym problemem.
        Poza tym, jak mnie nie daj Boże zabiorą do szpitala, to mam
        generalnie cały dzień z głowy, bo wydostanie się z izby przyjęć
        zabiera sporo czasu: kolejka, czekanie na lekarza, badanie,
        wypisywanie tych wszystkich świstków... A zazwyczaj w takim
        momemncie oddałabym wszystko za możliwość położenia się do łóżka.

        16%VOL
        22%VAT

        --
        takie tam... forum homeopatia
    • malyformat Re: Zawsze karetka? 20.06.08, 01:11
      dzisiaj bylem swiadkiem ataku pierwszy raz w zyciu. rzeczywiscie czas plynie
      wowczas zupelnie innym rytmem niz normalnie. moim zdaniem atak nie trwal dluzej
      niz 2-3 minuty. dlatego, gdy przechodnie pytali mnie czy wezwac karetke,
      odpowiadalem, ze nie. i rzeczywiscie, sztywnienie miesni i drgawki ustaly, chora
      uspokoila sie, nawet zbadalem puls, czy wszystko jest ok. potem zaczela dziwnie
      charczec. potwornie sie wystraszylem, pomyslalem, ze sie dusi wiec przewrocilem
      ja na bok i chcialem dzwonic juz po pogotowie, ale jedna z osob, ktora to
      widziala powiedzial mi, zebym podciagnal ja do pozycji pol lezacej. tak
      zrobilem. atak powoli przechodzil choc pod sam koniec nastapil jeszcze atak
      paniki i chora zaczela sie wyrywac. potem uspokoila sie. po jakichs 10 minutach
      zupelnie doszla do siebie, przypominajac sobie wszystkie zdarzenia z calego
      dnia. prosze o porade - kiedy dzwonic po karetke. tylko nie opowiadajacie mi o
      patrzeniu na zegarek, bo stres jest zbyt duzy, zeby pozowolic sobie na mierzenie
      czasu. czy sa jakies objawy, ktore wymagaja natychmiastowego wezwania ambulansu.
      ps. mam jeszcze pytanie - czy ktos z was ma jakies doswiadczenia zwiazane z
      diagnozowaniem i leczeniem epilepsji w Wielkiej Brytanii?
      pozdrawiam
      • moniak666 Re: Zawsze karetka? 20.06.08, 10:34
        Hej kolego ! po pierwsze oklaski za fachowe udzielenie pomocy :) tak wiem,że
        ciężko mierzyc czas w takich sytuacjach.Wiem, że to wszuystko wygląda dość
        strasznie i może naprawde przerazić, ale mimo wszystko postaraj się zachować
        choć odrobinę spokoju :) Jeśli atak ustapił tak jak opisałeś po kilku minutach i
        chora doszła do siebie, nie ma potrzeby wzywać karetki. Jednak jeśli się
        przedłuża, jeśt mocno splątana, czy też ataki powwtarzają się wyciągaj telefon i
        heja :)
      • gosiash Wielka Brytania 24.06.08, 01:30
        Ja mam doswiadczenia, ale nie wiem na ile miarodajne, bo mnie sie
        wydaje, ze epilepsji nie mam, wiec nie chce sie za bardzo
        wypowiadac. Ale w skrocie - trzy razy stracilam przytomnosc.
        Pierwszy raz akurat maz przyjechal do domu jak wracalam do siebie,
        tzn. siedzialam na podlodze i nie moglam sobie przypomniec jego
        imienia. Wezwal karetke, zabrali mnie do szpitala, zrobili kilka
        badan, nic nie wykryli.
        Drugi raz - stracilam przytomnosc, odzyskalam przytomnosc i tyle.
        Trzeci raz - maz byl swiadkiem, podobno uderzalam glowa w poduszke,
        piana z ust.
        Umowilam sie na wizyte u lekarza, lekarz wyslal mnie do szpitala,
        stwierdzono, ze to pewnie epilepsja.
        Jako ze juz nie jestem dzieckiem dostalam skierowanie na rezonans.
        Po rezonansie czekalam na wizyte u konsultanta neurologa. Ostatni
        atak w czerwcu, rezonans chyba lipiec, wizyta u konsultanta poczatek
        pazdziernika. Aha, od razu w czerwcu kazano mi zazywac leki -
        lamitryne, zwiekszajac dawke co dwa tygodnie zaczynajac od 25mg do
        200mg i kwas foliowy 5mg.
        Konsultat neurolog poinformowal mnie, ze w mozgu nic nie wykryto,
        ale zebym jendak leki zarzywala (dodatkowych badan nie zlecil). Ja
        na to, ze karmie piersia i niekoniecznie chce sie faszerowac lekami.
        Wiec on na to, ze moge zejsc do 100mg leku i wyznaczyl kolejna
        konsultacje na poczatek marca. No i bylam w marcu, nadal twierdzac,
        ze to chyba nie epilepsja. On na to, ze mam male dziecko, wiec
        bezpieczniej bedzie jak bede brala leki, ale ze moge zejsc do 50mg
        (!). No coz juz tak na wlasna reke zeszlam do 25mg. Kolejna wizyte
        mam znowu w pazdzierniku i chyba w ogole przestane brac ta lamitryne
        (mam nadzieje, ze nic sie w miedzyczasie nie wydarzy).
        O i taka moja historia. Opisuje tak dokladnie, bo ja ciagle nie
        jestem przekonana, ze mam epilepsje, wiec tak troche z niesmialoscia
        udzielam porad innym, ktorzy maja czeste i silne ataki. Nie wiem jak
        wyglada tutaj leczenie osob ze stwierdzona, trwajaca juz od
        dluzszego czasu epilepsja.
        • qbishtal Re: Wielka Brytania 24.06.08, 13:03
          czesc Gosiash,

          chyba już pisałaś o tym:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16674&w=79642036&a=79777742
      • gosiash Re: Zawsze karetka? 24.06.08, 01:33
        Jezeli znasz angielski to tu jest strona organizacji, ktora
        pomaga/doradza ludziom z epilepsja i ich najblizszym
        Epilepsy Action:
        www.epilepsy.org.uk/
        • astate Re: Zawsze karetka? 13.07.08, 18:36
          co do karetki? niestety spoelczenstwo polskie nadal uwaza ta chorobe za zjawisko
          niewyjasnione, temat tabu itp. ludzie sie poprostu boja, nie potrafia reagowac w
          takich sytuacjach i panikuja. tez mialam ta watpliwa przyjemnosc miec atak kilka
          razy w miejsach publicznych. za kazdym razem konczylo sie na przyjezdzie
          karetki. w moim przypadku jest tak, ze w chwili gdy odzyskuje przytomnosc i
          spanikowani i wspolczujacy dookola ludzie pocieszaja mnie i nalegaja bym sie nie
          ruszala, oswiadczaja mi zebym sie nie martwila bo zaraz przyjedzie karaetka. w
          tym momencie na nieszczescie osob w poblizu zaczynam zachowywac sie lekko
          agresywnie i niemilo w stosunku do nich:) zaczela bawic mnie ta sytuacja, kiedy
          mowie ze nic mi sie nie stalo i zaaraz bedzie ok. w tym momencie zaczynaja
          odzywac sie "eksperci". kochanie spokojnie, teraz jestes w szoku, nie wiem czy
          wiesz ale taki atak moze oznaczac ze masz padaczke. musisz natychmiast trafic do
          szpitala bo to bardzo powazna choroba i nie nalezy takiej sytuacji
          bagatelizowac. najzabawniejszym tekstem jaki do tej pory slyszalam byla
          wypowiedz pewnego mezczyzny, ktory powiedzial "nie przejmuj sie, jestes w tej
          chwili w szoku i za 10 minut nie bedziesz pamietala tego co mowisz, taki atak
          powoduje chwilowe zmiany w mozgu i nie jestes odpowiedzialna za swoje czyny i
          slowa":PP ostatnie dwie przygody zakonczylam rozmowa z panem w karetce,
          tlumaczac mu swoja sytuacje i radosnie odchodzac ku przerazeniu wszystkich
          zaangazowanych w cala ta akcje. nie jest to z mojej strony jakakolwiek
          zlosliwosc w stosunku do osob ktore nie mialy nigdy z epi do czynienia. poprostu
          mam 24 lata, choruje chyba juz od 20 i w tej chwili swoja chorobe traktuje jak
          cos z czym sie urodzilam i nie przejmuje sie tym za bardzo. mam nadzieje ze
          kiedys, zapewne w odleglej przyszlosci ludzie zaczna to "zjawisko" traktowac jak
          cos naturalnego jak alergia, kaszel czy katar.
          • dotrina Re: Zawsze karetka? 22.07.08, 09:57
            Myślę,że to nie będzie normalne jak kaszel czy katar,bo ataku epi
            nie może mieć każdy tak jak tego pierwszego.Gdybyśmy często widywali
            ataki na ulicy to by świadczyło o tym,że medycyna jest wobec nich
            bezradna.Jak czytam niektóre wypowiedzi,wydaje mi się,że wasza
            choroba nie stanowi dla was większego problemu.Macie atak,szybko
            łapiecie rzeczywistość i idziecie dalej o całej sprawie zapominająć?
            Moj przyjaciel jak ma napad na ulicy jest przesiąknięty od
            potu.Zbiera w ten sposób brud z chodnika.pod koniec jego ubrania są
            przetarte,albo podarte,twarz,włosy i szyja umazana wydzielinami.Jak
            otworzy oczy nie ma z nim kontaktu,a jak zapanuje troche nad ciałem
            i duchem nie da sobie pomóc.Ma straszne lęki i nigdy nie wiadomo co
            zrobi.Wy też tak czasami macie? ( pozdrawiam Was wszystkich,bo pisze
            pierwszy raz)
    • krzychurski605 Re: Zawsze karetka? 26.07.08, 15:05
      moje ataki są polegają na całkowitym wyczerpaniu organizmu do czasu
      gdy serce nie ma sił by pompować krew więc zawsze jest karetka. na
      pogotowiu dobrze mnie znają więc pokonują ok 10 km. w ciągu 5min. ja
      po ataku zapadam w śpiączke ponieważ po takich 7-9 ataków naraz mój
      organizm jest całkowicie wyczerpany. tak że nie jest najgorzej .
      pozdrowionka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka