rachmiel
27.07.09, 12:24
Kiedy ja jeszcze nie miałęm ani jednej choroby to chodziłem wszędzie, na boisko, na rower, nad jezioro a pozatym w szkole szło mi dobrze, a teraz... epi, bradykardia serca, niedoczynność tarczycy to wszystko jest do góry nogami, rodzice nigdzie nie chcą mnie wypuścić, załamuje sie, mam tylko 2 kolegów ze szkoły, i innych ale tylko ze szpitala, w szkole idzie mi coraz gorzej. Rozmawiałem z moimi rodzicami dlaczego mnie nie chcą wypuszczać bo "troszczymy się o Ciebie" można się troszczyć ale bez przesady jestem jak "pies na krótkiej smyczy". A jak wybłagam żebym gdzies wyszedł to mam zawsze zadzwonić jak dotre do celu, i jeszce co godzine mam dzwonic czy mi się nic nie stało. Czy to nie jest głupie?? A nawet rodzice nie chcą mnie puścić do rodziny która jest poza Śląskiem. To wakacje dla mnie to są miesiące nudów. I ja tam mam żyć?? Lepiej wbić sobie nóż w serce i pogadać z Bogiem.