Dodaj do ulubionych

bł.Joanna Molla

29.07.04, 16:12
Była dwunastym dzieckiem, a zmarła przy urodznieu czwartego. Jej rodzenstwo:
czterech lekarzy, dwóch inzynierów,, farmaceutka, pianistka, dwóch księży i
zakonnica. Ona tez była lekarzem.
Obserwuj wątek
    • aska1972 Re: bł.Joanna Molla 29.07.04, 17:10
      Błogosławiona jest już Śiwętą. Czytałam o Niej książkę. To była naprawdę święta
      kobieta. Modlę się do Niej, bo znalazłam się w bardzo podobnej sytuacji jak
      Ona. Podobno, gdyby żyła w naszych czasach miałaby szansę przeżyć.
      • malgos_76 Re: bł.Joanna Molla 30.07.04, 17:05
        Rzeczywiście prawdziwie święta kobieta. Wzór żony i matki. A pierwsze dziecko
        urodziła w wieku 34 lat...

        Asiu nie wiem czy wiesz, że w Krakowie są jej relikwie, w kościele św. Józefa
        na os. Kalinowym. Wprowadzone w dniu matki tego roku.

        Pzdr.
        • aska1972 Re: bł.Joanna Molla 30.07.04, 21:35
          O! Nie wiedziałam, wielkie dzięki. Napewno odwiedzę ten Kościół, mieszkam
          niedaleko smile
    • mama_kasia Re: bł.Joanna Molla 30.07.04, 12:17
      Na tegorocznych rekolekcjach, prowadzący rekolekcje
      obrał dla nas Joannę patronką naszych spotkań małżeńskich.
      Opowiadał też trochę o niej, czytał listy do męża.
      • verdana Re: bł.Joanna Molla 01.08.04, 08:22
        A dla mnie decyzja aby dobrowolnie osierocić troje żyjacych i potrzebujących
        matki dzieci wcale nie jest jednoznacznie moralnie dobra! Biedne te starsze
        dzieci - o niech nikt jakoś nie myśli.
    • grrrrw Re: bł.Joanna Molla 01.08.04, 13:46
      Z ksiązki, która czytam wynika, ze pewnosci nie miała. Pare dni przed smiercia
      zaznaczała w katalogu ciuchy do kupienia....
      • verdana Re: bł.Joanna Molla 01.08.04, 17:56
        No to dlaczego została błogoslawioną. Gdy byłam młoda prowadziłam ankiety
        socjologiczne. M.in. trafiłam na pewną mlodą matke czworga dzieci w
        zaawansowanej ciąży. Wtedy jeszcze aborcja była dozwolona i ona własnie chciała
        usunąć ciążę, bo miała b. ciężką wadę serca. Lekarz przekonał ją, by tego nie
        robiła - nie była pewna czy przeżyje poród. Jej mąż był alkoholikiem, podobnie
        ojciec. Ona zajmowała się dziećmi i utrzymywała rodzinę. Gdyby umarła, dzieci w
        NAJLEPDZYM razie poszłyby do domu dziecka, w najgorszym - zostały z ojcem,
        absolutnie nie troszczącym się o ich los, bijącym dzieci regularnie pasem (sama
        widziałam jedno posiniaczone od uderzeniapięścią. I teraz pytanie - jesli
        uznamy jej decyzję za czyn heroiczny, święty, to znaczy, ze dobro już
        narodzonych dzieci jest absolutnie nie liczacą się wartoscia, takze dla
        bohaterskiej matki. Od tego czasu minęło już ponad 20 lat, a ja do dziś nie
        mogę zapomnieć tej sytuacji, zastanawiam się, co stało się z dziećmi, czy matka
        przeżyła. Dlatego też mam powazne wątpliwosci, czy akurat takie wzory należy
        przekazywać matkom dzieci wymagajacych opieki.
        • grrrrw Re: bł.Joanna Molla 01.08.04, 20:26
          Skoro sam lekarz przekonał ją, by tego nie robiła, choć dozwolone, to znaczy,
          ze chyba lepiej było dla jej zdrowia zeby urodziła.
          Ale Joanna Molla nie została swieta tylko dlatego, ze oddała zycie za własne
          dziecko. Swieta zostaje się za całokształt.
          • verdana Re: bł.Joanna Molla 01.08.04, 20:50
            Lekarz był fanatycznym przeciwnikiem aborcji. Powiedział jej - nie cytuję
            dosłownie po 20 latach - ale mniej wiecej tak: Twoje dziecko moze już ma rączki
            i nóżki. Jak je zabijesz zabierzesz je ze sobą do piekła. Jak umrzesz w ciąży
            pójdziecie do raju. Wyraźnie powiedział jej, ze prawdopodobnie umrze w ciąży z
            powodu niewydolności serca, aborcja uratowała by jej życie. Ale to było
            stosunkowo małe miasto, a jej nie było stać na prywatny zabieg.
            • grrrrw Re: bł.Joanna Molla 01.08.04, 21:15
              EEEEE...i co umarła ?

              Dwadziescia lat temu mozna było zgłoscic sie po skierowanie na zabieg do
              dowolnej poradni K na terenie kraju.A z tym skierowaniem do szpitala.
              Fanatycznych przeciwników aborcji w tych poradniach nie zatrudniano,
              przeciwnie , zwalniano pod byle pretekstem.
              Chyba ze zgłosiła sie po raz pierwszy do lekarza w piatym miesiacu ?
              • verdana Re: bł.Joanna Molla 01.08.04, 21:27
                Nie zrozumiałaś. Lekarz nie odmówił wystawienia skierowania. On po prostu
                przekonał ją, ze pójdzie do piekła, m.in opowiadał, ze dziecko ma rączki i
                nóżki, a lekarz mu je wyrwie. Ona nie zrobiła zabiegu nie dlatego, że nie
                mogła, tylko dlatego, ze została przekonana, ze to morderstwo i grzech. Mówiła,
                ze poszła całkowicie zdecydowana na aborcję (już w poprzedniej ciąży uprzedzano
                ją, ze nie może nigdy więcej mieć dzieci), ale po tym co powiedział lekarz po
                prostu "nie mogła" tego zrobić. Rozmawiałam z nią parę godzin. Płakała, ze
                osieroci dzieci, że nawet nie wie, co stanie się z tym najmłodszym (miało ok.
                roku), bo nikt o niego nie zadba. Jej postawa była w tym samym stopniu
                heroiczna co bł. Joanny Molla - ryzykowała swoje życie dla zycia dziecka, nie
                zmuszana do tego. Ale ja mam poważne wątpliwości, czy zachęcanie kobiet w
                podobnej sytuacji do tego (a uczynienie z Joanny błogosławionej jest zachętą)
                aby osierocały swoje narodzone dzieci, jest rzeczywiście moralne i słuszne.
                Matka ma obowiązek pamietać także o narodzonych. Jesli moja rozmówczyniu umarła
                to skazała swoje dzieci na niezwykle tragiczny los.
                • mama_kasia św.Joanna Molla 03.08.04, 11:15
                  Chcę tylko dla lepszego zrozumienia wkleić parę słów o Joannie.
                  Wybrałam to, co pisał o żonie jej mąż. Myślę, że nie da się zrozumieć
                  Joanny bez wiary Boga (z całym szacunkiem dla tych, co nie wierzą.
                  Nie chciałabym kogokolwiek urazić...)

                  "Powróćmy do świadectwa, jakie dał mąż:
                  Gianna była wspaniałą kobietą, a przy tym absolutnie normalną.
                  Była piękna i mądra. Dobra. Lubiła się śmiać. Była także kobietą
                  nowoczesną i elegancką. Prowadziła samochód, kochała góry i bardzo
                  dobrze jeździła na nartach. Podobały jej się kwiaty i lubiła muzykę.
                  Przez wiele lat mieliśmy abonament na koncerty w Konserwatorium w
                  Mediolanie... Lubiła podróżować. Często wyjeżdżałem z powodu charakteru
                  mojej pracy za granicę i jak to tylko było możliwe, brałem ją ze sobą.
                  Byliśmy w Holandii, Niemczech, Szwecji i po trochu w różnych częściach
                  Europy..."

                  "Mąż, mimo udręki, tłumaczył, co popchnęło żonę do cierpienia:
                  To, co uczyniła, nie zrobiła po to, aby 'pójść do Raju'. Uczyniła to,
                  ponieważ czuła się matką... Aby zrozumieć jej decyzję nie wolno
                  zapominać, po pierwsze, jej głębokiego przekonania, jako matki i
                  lekarza, że stworzenie, które nosiła w sobie, było istotą kompletną -
                  z takimi samymi prawami, jak pozostałe dzieci, nawet jeśli była w ciąży
                  zaledwie od dwu miesięcy. Był to dar Boga, względem którego zobowiązana
                  była do świętego respektu. Nie można zapominać również o wielkiej miłości,
                  jaką darzyła dzieci: kochała je bardziej niż siebie samą. Nie można też
                  zapominać jej wielkiemu zawierzeniu Opatrzności. Była przekonana, jako
                  żona i matka, że jest bardzo potrzebna mnie i naszym dzieciom, że jest
                  przede wszystkim w tym newralgicznym momencie niezbędna dla tego malutkiego
                  stworzonka, które w niej się rozwijało..."

                  "Oto, co pisze jej mąż, prawie prowadząc z nią dialog:
                  Nie czyniłaś nic szczególnego, ani szczególnej pokuty, ani nie usiłowałaś
                  czegokolwiek zaniedbać wyłącznie dla zaniedbania, ani dokonać czynów
                  heroicznych dla samego heroizmu. Czułaś i wypełniałaś swoje obowiązki
                  jako osoba młoda, żona, matka i lekarz, z pełnym oddaniem, zgodnie z
                  planem i wolą Pana, z duchem i pragnieniem świętości dla siebie i innych"
    • joanna_tomczynska Re: bł.Joanna Molla 03.08.04, 15:30
      Drogie dziewczyny,
      Czytałam conieco o św. Joannie Molla. Ona miała zupełnie inną sytuację, niż pani
      opisana przez Verdanę. Jej dzieci mogły liczyć na swojego ojca (zaangażowanego w
      wychowanie, wykształconego, bardzo zamożnego i oczywiście
      niepijącego).Podejrzewam, że gdyby działa im się krzywda, zareagowałaby także
      rodzina matki.
      Poza tym nie wiadomo,ile życia podarowałaby św. Joannie aborcja? Może kilka
      miesięcy? Leczenie nowotworów chyba nie było takie doskonałe w roku 1962. Nie
      umniejszając jej wielkości i heroiczności decyzji, wybrała chyba najlepsze
      rozwiązanie.
      A żona alkoholika, o której pisze Verdana, chyba dostałaby rozgrzeszenie u
      mądrego księdza, gdyby dokonała aborcji. U niej sytuacja była zupełnie inna.Jej
      dzieci nie mogły liczyć na nikogo oprócz matki.
      P.S. Nie chodzę do kościoła, żyję w wolnym związku, mam na razie jedno dziecko,
      jestem za dopuszczalnością aborcji w wyjątkowych sytuacjach, ale św.Gianna
      Beretta Molla wzbudza mój niekłamany podziw. To była zupełnie normalna kobieta,
      a nie męczennica dla zasady!
      Pozdrawiam Was serdecznie
      • verdana Re: bł.Joanna Molla 03.08.04, 16:04
        Nic nie ujmuję Joannie Molla! Nawet mogę podziwiać jej postawę. Chodzi mi o co
        innego - czyniąc ją błogosławioną Kosciół wskazał jaką drogę uwaza za własciwą
        dla kobiet w ciąży, których zycie jest zagrożone. Przesłanie jest takie "Matka,
        która poswieci zycie dla nienarodzonego jest błogosławiona". A dla mnie nie
        sama postawa błogodławionej Joaany, ale właśnie takie postawienie sprawy jest
        moralnie wątpliwe. W wielu wypadkach matka ma przede wszystkm obowiazki wobec
        dzieci, ktore sa już narodzone. W wielu wypadkach (jak tego przytoczonego
        wczesniej) wybór przez matkę wskazanej przez Kosciół drogi wydaje mni się po
        prostu niesłuszny.
        • grrrrw Re: bł.Joanna Molla 03.08.04, 17:49
          A ja nie tak to rozumiem. Ogłaszajć kogoś swietym czy błogosławionym Kosciół
          wcale nie nakazuje, zebysmy te osobę slepo i bezmyslnie nasladowali (Szymon
          Słopnik). Wskazuje na przykład zawierzenia Boga, na to ze uczynki były
          motywowane prawdziwą wiarą - jesli bede postepowac zgodnie z tym czego chce
          Bog, to On mnie nie opusci.

          Watku tej Twojej znajomej z wada serca, juz nie warto kontynuować, bo zrobi się
          z tego kolejna dyskusja o wyzszosci swiat wielkiejnocy...

          Mysle, ze dobrze zrobiłas udzielajac jej duchowego wsparcia poprzez rozmowę.
          Była na pewno nieżle skołowana. Na ile to wszystko co ci mówiła mozna brać
          poważnie, a na ile było to głosne banie się, to juz tylko sam Pan Bóg wie?
          Myslę, ze gdyby ciaza rzeczywiscie zagrazała jej zyciu, na pewno byłaby w
          szpitalu na patologii ciazy a nie w domu (bo to nie działo się dzis, a 2o lat
          temu), chyba ze wypisała się na własne zadanie. Urodziła na pewno przz cesarkę.

          Myslisz,ze czułaby się lepiej, gdyby zdecydowała się na zabieg ?
          • verdana Re: bł.Joanna Molla 03.08.04, 20:58
            To była niewykształcona kobieta z małego miasta, która oczywiscie nie mogła być
            na patologii ciąży, bo kto by sie zajął jej 4 dzieci? Nie wiem, czy ona czuła
            by się lepiej, gdyby usunęła ciążę - ale jej 4 dzieci na pewno - jeśli ciąży
            nie przezyła!
            A o ile wiem Kosciół nie uwaza już Szymona Słupnika za swietego - właśnie
            dlatego, ze przestał uważać jego postawę za godna nasladowania!
            • jol5.po Re: bł.Joanna Molla 18.08.04, 12:54
              Chrześcijanina obowiązuje 10 przykazań - pierwsze mówi: "nie bedziesz miał Bogów cudzych przede mna". Bóg jest miłością - czyli jego nauka odnosi się do związków między ludźmi, w tej swerze odbywa się miłość. Powinna ona kierować się regułami. Jedną jest: nie zabijaj - dla katolika odnosi się też do nienarodzonych. Życie przynosi dużo dramatycznych dylematów, dla każdego, wierzącego, niewierzącego. Stojąc przed decyzją, nigdy nie ma pewności, jakie skutki przyniesie dany wybór. Chrześcijanin, katolik ma dane wskazówki.
              Jest "nie zabijaj", jest i "nie będziesz miał Bogów cudzych...". W miejsce Boga nie można postawić ani innych bożków (jak za Mojżesza "złotego cielca"), ani wartości materialnych (jak za bliższych nam czasów), ani też człowieka (w przypadku Joanny Molla byłyby to starsze dzieci).
              Joanna Molla miała wybor, wybrała zgodnie ze swoim światopoglądem (choć dziewczyny pisały wyżej - nie było jednoznacznie pewne, że umrze). Ten wybór został "uświęcony" przez Kościół, znaczy się uznano jej czyn za prowadzący ją "prosto do nieba", biorąc pod uwagę zapewne rozterki, które nią targały - matki, która zostawiała dzieci. Myślę, ze te rozterki są ważnym elementem "uswięcenia" czynu Joanny.
              Verdano - wokól Ciebie jest pełno drastycznych przykładów, świat roi się np. od dzieci przeżywających tragedię, z powodu urodzenia się starszego rodzeństawa. Teraz dajesz przykład zapamiętany sprzed 20 lat. Jedna rozmowa z obcą osobą wystarczyła, by zbudować przerażający obraz życia nieszczęsnej kobiety targanej okropnymi ciosami losu.
              Ale trochę dla podniesienia ducha, podam przykład przeczytany ostatnio w całkiem poważnej gazecie - mający jak najbardziej znamiona prawdy, a będący dowodem, że świat nie jest całkiem czarno biały (uff, na szczęście).
              W Związku Radzieckim około 30 lat temu rodzi się dziecko, matka to córka wysokiego urzędnika komunistycznego, ojciec przewodniczacy partii komunistycznej jednego z latynoskich krajów, nazywa się Gallego. Rodzi się chłopiec, ale niepełnosprawny, powykręcane ręce, nie chodzi, lekarze nie pokazują go matce, informują, że dziecko zmarło przy porodzie. Matka po kilku miesiącach wyjeżdża do Hiszpani. Chłopiec przeżywa całe swoje dzieciństwo w przeróżnych sowieckich domach dziecka. Gdy dorasta, czasy się zmieniają, zaczyna pisać książki - tematem są własnie przeżycia z dzieciństwa. W zeszłym roku zdobywa najważniejsze nagrody literackie w Rosji. Wcześniej matka widzi go w kronice filmowej, naiązują kontakt.
              Zadziwiła mnie ta historia. Opisuję ją nie ze wzgledu na heppy end, a na dpowód, że róznie się losy ludzkie układają i że nie wiadomo co z jakich decyzji wyniknie.
              Przepraszam za przydługawe rozważania, ale temat skojarzył mi się z takimi przemyśleniami - no i wyszło aż tyle.
              • verdana Re: bł.Joanna Molla 18.08.04, 14:38
                A dlaczego w takim razie katolicy nie odmawiają słuzby wojskowej? Nie zabijaj
                wówczas nie obowiazuje?
                • jol5.po Re: bł.Joanna Molla 18.08.04, 17:44
                  Choć to dyskusja na inne forum (tego tytuł to "rodziny wielodzietne z wyboru"), choć ja ani kompetentna, ani biegła w pismie nie jestem, to odpowiem co wiem. Świat nie jest czarno-biały, ani prosty. Jest zorganizowany na swój człowieczy sposób. Każdy ma w nim swoje zadanie i Chrystus nie przyszedł na świat by to zmieniać. Gdy pytano go, czy płacić podatki, odpowiedział "oddajcie cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie".
                  Ewangelia odnosi się do każdego człowieka z osobna, a nie żąda konstruowania "nowego ładu społecznego", bo "królestwo moje nie jest z tego świata". Dlatego żołnierz, który przyszedł do Chrystusa i pytał jak ma żyć, usłyszał, że oprócz przykazań bożych ma spełniać dobrze swoje obowiązki, też zawodowe.
                  • iju Re: bł.Joanna Molla - do jol5 20.08.04, 14:01
                    "podcztytuję" sobie czasami różne rzeczy na różnych wątkach i życiowa mądrość
                    niektórych osób napawa optymizmem, najwięcej myślących i inteligentnych mam
                    można spotkać właśnie na "wielodzietnych ..." Czy to coś znaczy? Pozdrawiam.
                    Starająca się być wielodzietną.
                    • jol5.po Re: bł.Joanna Molla 20.08.04, 23:30
                      smile
                      Powodzenia
                      • rolnik_1 Re: bł.Joanna Molla 21.08.04, 22:06
                        Dodam cos od siebie do tej dyskusji. Jestem mężczyzną ale tez podziwiam św.
                        Joannę. Stała się Ona dla mnie inspiracją w moim życiu, sposobie patrzenia na
                        świat, rozwiązywania problemów. Uważam, że dla katolika z punktu widzenia czysto
                        racjonalnego, sprawa jak postąpić w sytuacjach tak ekstremalnych jak tu opisana
                        o matce z mężem alkoholikiem jest banalnie prosta. Trzeba zawsze dbać o
                        zbawienie swoje i swoich bliskich. Zbawienie dziecka nienarodzonego problemem
                        nie jest. Idzie prosto do nieba. Będzie za to miało kilkanaście minut piekła na
                        ziemi. Ale Bóg mu to wynagrodzi smile. Problemem jest zbawienie matki. Ktoś moim
                        zdaniem śmiesznie napisał, że mądry ksiądz dałby rozgrzeszenie więc nie ma
                        problemu. Otóż problem jest! Takie podejście oznacza brak skruchy. Czyli
                        spowiedź jest nie ważna. Można nawet powiedzieć, że jest to grzech przeciwko
                        Duchowi Świętemu. Czyli najcięższy z możliwych. Oczywiście swoje nastawienie
                        można zmienić, można się nawrócić, ale wówczas autentycznie trzeba żałował
                        swojego czynu. Czyli inaczej mówiąc trzeba byc przekonanym o tym, że lepiej było
                        aborcji nie dokonywać. Wiec kto ma rację? Oczywiście ten lekarz. I chwała mu za
                        to, że uratował dziecko i sumienie matki.
                        Kwesta trudnego wyboru. No cóż. Uważam, że do takich wyborów trzeba się
                        przygotowywać przez całe życie. Trzeba ufać Bogu, żyć dla Niego, bliźnich, dla
                        swojego zbawienia. Nie ma ważniejszych spraw. Przy takim podejściu problemy
                        natury materialnej schodzą na plan drugi. Pamiętajmy, że w życiu tych dzieci
                        którym grozi pozbawienie opieki też najważniejsze jest ich życie wieczne, a nie
                        ziemskie. A w tej materii najwięcej pomaga modlitwa i ofiara. Więc znowu, każdy
                        wybór poświecenia dla życia dziecka jest słuszny. Nawet za najwyższą ceną.
                        A kwesta obowiązku poświęcenia siebie. Uważam, że prędzej pójdzie do nieba
                        zdesperowana kobieta, która popełniła aborcję niż np. ktoś szczęśliwy, bogaty,
                        ale gnuśny i leniwy, choć niby nie grzeszący. Trzeba pamiętać o słowach
                        Chrystusa „komu więcej dano od tych więcej wymagać się będzie”. Ale nie mówmy,
                        że zdesperowana kobieta ma prawo popełnić aborcję, bo jej Bóg może wybaczy, ale
                        nam ZA TAKIE SŁOWA ... WĄTPIE!!!
                        • joanna_tomczynska Do rolnik_1 22.08.04, 23:52
                          Facet, co Ty wypisujesz...
                          Najcięższy jest grzech przeciwko Duchowi św. czy np. rozmyślne zabójstwo?
                          Zawsze wydawało mi się, że to drugie.
                          A czyja spowiedź nie byłaby ważna? Moja? Nie byłam już 20 lat i raczej się nie
                          wybieram. A co wiesz o stanie sumienia opisywanej żony alkoholika? Teoretyzujesz.
                          A w ogóle to kto Ty jesteś, żeby wyrokować, kto pójdzie do nieba, i wątpić, czy
                          Bóg wybaczy? Czy to też nie grzech przeciwko Duchowi św. - takie wyrokowanie?
                          Szczerze się przeraziłam, gdy pomyślałam o Twoich dzieciach, jeżeli je masz. Dla
                          zbawienia wiecznego zostawiłbyś je na pastwę losu?
                          • verdana Re: Do rolnik_1 23.08.04, 00:07
                            Gdyby przyjąć dość karkolomne założenie rolnika, ze maka nie ma troszczyć się w
                            ogóle o doczesne życie dzieci, a tylko o zbawienie ich duszy, należałoby
                            teoretycznie zastanowić się nad tym, jaka drogą pójdą osierocone dzieci
                            pozostawione na pastwę ojca alkoholika.
                            Można przyjąć, ze część bez nadzoru matki z duzym prawdopodobieństwem
                            zdemoralizuje się, zapomni o Bogu, nagrzeszy i piekła nie uniknie. Matka
                            decydując się więc na opuszczenie ich wybrała własne zbawienie, a nie zbawienie
                            swoich dzieci. Skazuje swoje dzieci na wieczne potepienie wybierając dla siebie
                            niebo.
                            To oczywiście sprowadzenie sprawy do absurdu. Ale post rolnika prowokuje do
                            tego.
                            • rolnik_1 Re: Do rolnik_1 23.08.04, 23:13
                              Szanowne Panie.
                              Proszę o trochę ścisłości i spokoju. Ja nie chcę Wam nic narzucać tylko
                              przedstawiam swój punkt widzenia. Prosze także o zrozumieni, że dzielę się z
                              Wami swoimi odczuciami, które przede wszystkim staram się odnosić do siebie. A
                              czy mogę sie troszczyć o zbawienie innych? Chyba nawet powinienem! W imie
                              własnego zbawienia smile. Poza tym lubie sobie czasem pobazgrolić, skonkretyzować
                              swoje myśli, skonfrontować je z opiniami innych. Jęśli Wam się to nie podoba no
                              cóż, zawsze możecie nie czytać, ale mogę także nic więcej nie pisać.
                              Jestem przekonany o tym, że najcięższy grzech jest przeciwko Duchowi Świętemu.
                              Dotyczy on bowiem relacji z Bogiem. Jest to próba jego oszukania, nadużycie jego
                              miłosierdzia. Inaczej można powiedzieć, że są to kpiny z Boga. Morderstwo jest
                              też bardzo ciężkim występkiem, ale podejrzewam, że łatwiej z niego wybrnąć. A
                              Bóg wybaczy nam wszystko, potrzeba tylko autentycznej skruchy.
                              Pani Joanno, proszę mnie tak nie atakować. Przecież ja nie oceniłem jej
                              sumienia, tylko teoretyzowałem, jak słusznie Pani zauważyła. Wyraźnie napisałem
                              w trybie przypuszczającym. I napisałem, że kobieta która popełniła aborcję ma
                              jak najbardziej szansę na zbawienie, tylko musi zrozumieć swój błąd i żałować. A
                              apeluję do Was by nie zachęcać do zła, nie relatywizować.
                              Pani Verdano. Czy Pani wierzy w Opatrzność Boską, świętych obcowanie? Czy Pani
                              wierzy w wolną wolę? Czy zwróciła Pani uwagę na mój cytat „komu więcej dano od
                              tych więcej wymagać się będzie”? To wszystko wzięte razem całkowicie odwraca
                              konsekwencje przedstawionego przez Panią scenariusza.
                              I jeszcze kwesta życia doczesnego. Nieprawda, że ono jest nie ważne! Jest
                              przynajmniej dla mnie obecnie decydujące. To w nim mogę póki co realizować, bądź
                              odrzucać swoje ideały. Podstawowym ideałem chrześcijańskim jest miłość. A
                              miłość najlepiej realizować przez radość najbliższych. Ale ta, w pełni będzie
                              zrealizowana dopiero w raju. Póki co musimy zadowalać się jej namiastkami.
                              Na koniec odpowiem na pytanie Pani Joanny. Tak zostawiłbym, tylko nie na pastwę
                              losu, tylko "pastwę" Boga. Czy można się w ogóle oddać w ręce diabła chcąc komuś
                              pomóc?
                  • judytak no właśnie, 25.08.04, 13:55
                    jol5.po napisała:

                    > (...) żołnierz, który przyszedł do Chrystusa i pytał jak ma żyć, usłyszał, że
                    oprócz przykazań bożych ma spełniać dobrze swoje obowiązki, też zawodowe.

                    czyli przykazanie mówi "nie zabijaj", a sierżant mówi "zastrzel go"...

                    a'propos, jakie jest obecnie stanowisko KK o wyrokach śmierci i ich wykonywaniu?

                    pozdrawiam
                    Judyta
    • aska1972 Re: bł.Joanna Molla 23.08.04, 10:05
      Nie róbcie z siebie Pana Boga! To On decyduje kto ma żyć a kto ma umrzeć.
      Żal mi was....
      • jol5.po Re: bł.Joanna Molla 24.08.04, 10:18
        ???
        (dlaczego żal?)
        dziwny post
        • jol5.po Re: bł.Joanna Molla 24.08.04, 10:22
          acha, już zrozumiałam trochę więcj, kiedy spojrzałam na godziny pisania - poprzestawiały się posty, a to już coś wyjaśnia...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka