turzyca
24.03.07, 15:26
Gdy trafilam na ten tekst pomyslalam o Was. Cala ksiazka jest przepiekna
opowiescia o zyciu rodzinnym, z motywem przewodnim w postaci psa. I serdecznie
ja polecam, bo jest przeurocza i bardzo zabawna. A ten fragment skojarzyl mi
sie z jednym z watkow na tym forum. I ma byc forma pocieszenia, ze nie tylko u
nas w ciemnej Polsce, ale tez w "swiatlych Stanach"...
Po pojawieniu sie na swiecie Conora wszyscy nasi bliscy i znajomi - z
wyjatkiem moich bardzo katolickich rodzicow, ktorzy modlili sie o tuziny
malych Groganow - uznali, ze juz skonczylismy z plodzeniem dzieci. W
otaczajacym nas tlumie pracujacych profesjonalistow z podwojnym dochodem norma
bylo jedno dziecko, dwoje swiadczylo o pewnej ekstrawagancji, a o trojce w
ogole nie slyszano.
(...)
Wystarczyly zaledwie dwie proby. (...) Kiedy USG potwierdzilo nasze ukryte
nadzieje, Jenny zarzucila mi rece na szyje i westschnela: - Jestesm taka
szczesliwa (...)
Ja tez bylem szczesliwy.
Nie wszyscy przyjaciele podzielali ten entuzjazm. Wiekszosc na wiadomosc o
naszej ciazy reagowala tym samym bezceremonialnym pytaniem: -Planowaliscie?
Nie byli wrecz w stanie uwierzyc, ze trzecia ciaza nie musi byc wynikiem
wpadki. A jesli rzeczywiscie nie byla, przy czym sie upieralismy, podawali w
watpliwosc sprawnosc naszych umyslow. Jeden znajomy posunal sie tak daleko, ze
zganil Jenny za to, ze pozwolila mi sie znowu zaplodnic. Zapytal ja tonem
zarezerwowanym dla osob, ktore wlasnie przekazaly caly majatek na rzecz sekty
z Gujany: -Co ty sobie wlasciwie myslalas?
"Marley i ja"
John Grogan