Dodaj do ulubionych

Znów o pieniądzach

20.02.08, 14:02
Mamy troje dzieci, zarabiamy raczej przeciętnie, mieszkamy w duzym mieście.
Starsze chodzą do przedszkola. I zawsze nam brakuje do pierwszego. Mamy kredyt
budowlany i jest to spore obciążenie. A jak Wy sobie radzicie? Czy faktycznie,
będąc rodzina wielodzietną, trzeba zarabiać kupę kasy. A może macie jakieś
sposoby na oszczędzanie, których ja nie znam? Dodam, że ubrania dla całej
rodziny kupuję wyłącznie w ciuchlandach, gotuję sama, nie chodzimy do knajp
ani nie kupujemy gotowego jedzenia. Jemy dość zdrowo, ale nie jakieś
delikatesy. Napiszcie, proszę!
Obserwuj wątek
    • dryjanna Re: Znów o pieniądzach 21.02.08, 00:11
      U nas zdarza się podobnie. Też jest to kwestia kredytu... Często zastanawiamy
      się na czym by się dało oszczędzić i jakoś do niczego konstruktywnego jeszcze
      nie doszliśmy. Zbyt wiele rzeczy wydaje nam się na tyle ważne, aby z nich nie
      rezygnować. W naszym przypadku to chyba kwestia sposobu myślenia...
      Oszczędzamy w podobny sposób - ciucharnie, podobne podejście do żywienia. Dodam
      jeszcze ograniczanie wydatków na transport - mało samochodem, ile się da to
      korzystamy z biletów okresowych na komunikację miejską.
    • anna_sla Re: Znów o pieniądzach 21.02.08, 14:08
      tylko żelazna konsekwencja.. Kiedy w ogóle samodzielnie startowaliśmy w życie to
      na bardzo niskim poziomie, tak niskim, że nie było nas stać na remont
      wynajmowanego za śmieszne grosze mieszkania, a potem na zamieszkanie we własnym
      mieszkaniu, bo raty kredytu były zbyt wysokie i musieliśmy wynająć aby SAMO się
      utrzymywało przy tym kredycie.. W miarę wchodzenia stopniowo w kolejne etapy
      życia staraliśmy nie podwyższać swojej stopy finansowej mimo, że z pieniędzmi
      bywało lepiej. Odkładaliśmy nadwyżkę. Kiedy urodziła się córka żelaznym
      postanowieniem zaczęliśmy odkładać na jej przyszłe życie po 50zł m-cznie i 20zł
      na studia, a wszystkie pieniądze jakie dostawała od rodziny wszystko wpływało na
      jej podkonto (czyli wszelkie urodziny, becikowe, chrzciny itp..). Dzięki temu
      uzbierała się fajna sumka. To samo robiliśmy gdy urodzili się chłopcy. Zawsze
      szukamy potrzebnego minimum (np. pampersy nie Pampersa tylko np. Higieco o
      połowę może tańsze) i teraz jeśli w danym miesiącu okazuje się, że nie jesteśmy
      w stanie z tego minimum wyżyć, wyciągamy z podkonta dzieci równocześnie wpisując
      do notesu jako dług do spłacenia następnego miesiąca. Traktujemy to poważnie,
      prawie tak samo jakby to była podwyżka z banku, gdzie grożą odsetkami itp..

      I kombinujemy. Mąż zarabia obecnie jakieś 1600-1800zł m-cznie na rękę (zależy od
      miesiąca). Ja po miesiącu pracy poszłam na zwolnienie lekarskie, bo ciąża
      podwójna zwiększonego ryzyka (bo po cc półtora-roku wcześniej). Wszystko co
      dostawałam odkładałam w całości prawie co do złotówki, potem macierzyńskie też i
      teraz odkładam te wychowawcze, mąż w pracy wciąż pobiera pożyczki
      nieoprocentowane, które spłaca systematycznie po 200-300zł m-cznie przez 2 lata.
      Dzięki temu w grudniu spłaciliśmy kredyt mieszkaniowy po 6-ciu latach zamiast
      20-stu. Do końca tego roku spłacamy długi z podkont dzieci, z których również
      podebraliśmy na spłatę kredytu i zaraz odkładamy na kolejny zakup drugiego
      mieszkania.

      Ja systematycznie zaglądam po allegro i korzystam z wszelkich promocji,
      wyprzedaży itp. Na wyprzedaży letniej pokupowałam swoim dzieciom na x lat w
      przód koszulek i spodenek. Kilka likwidacji sklepów poligraficznych i mam pełną
      szafę przyborów, zeszytów, tornistrów i plecaków do szkoły. Zaoszczędziłam na
      tych wyprzedażach masę pieniędzy, np. ostatnio 400zł oszczędziłam na firmowych
      zeszytach i innych przyborach (typu kredki, piórniki itp.) a wydałam na nie
      tylko 180zł...

      Dodam, że moje dzieci mają dopiero: córka 3,5 roku, synowie po półtora roku, a
      ja idiot jeden mam zapas zeszytów dla każdego aż do liceum ;P
      • claudynaa anno! 21.02.08, 15:11
        Anno droga, Ty powinnaś być ministrem finansów w naszym kraju! Niesamowita
        jesteś. To odkładanie na subkonta dla dzieci to super pomysł. Zawsze, w razie
        czego, jest na czarną godzinę. Męczy mnie ten nasz zupełny brak oszczędności. A
        róznie w życiu bywa i warto mieć jakieś zaskórniaki. Muszę ten system i u nas
        wprowadzić. Ale w sześć lat spłacic kredyt dwudziestoletni?!
        • anna_sla Re: anno! 21.02.08, 20:08
          te podkonta to rewelacja, są założone normalnie na zwykłym ROR i nic się nie
          płaci więcej, bo wszystko w ramach jednego konta a każde ma inny numer i zawsze
          można np. konkretnym się posługiwać. Jedynie pieniądze na studia dzieci odkładam
          na zupełnie inne konto w ING tzw. otwarte konto oszczędnościowe. Zależało mi aby
          procentowały od samego początku choć trochę i aby ich właśnie wcale nie
          wybierać. To są jedyne pieniądze do których mamy ograniczony dostęp, bo do
          najbliższej placówki czy bankomatu mamy 50km big_grin Procent jest zmienny od 3,75 do
          6% nawet, najwyżej oprocentowane jest zawsze latem (promocje). Dobre to niż nic.
          Na razie odkładamy tam po 20zł na dziecko (czyli 60zł m-cznie), trochę to za
          mało, ale na więcej nie możemy sobie pozwolić. Mam nadzieję, że jak dzieci
          podchowamy, pójdę do pracy (one do szkoły) to wtedy uda się więcej..
          • kaka73 Re: 22.02.08, 08:32
            Dobry pomysł z tymi podkontami, tylko wymaga konsekwencji, której u
            mnie brak. My zarabiamy dobrze jak na te czasy, lecz nie mamy
            żadnych oszczędności (no chyba, że mieszjkanie, któe kupilismy na
            kredyt pod wynajem i traktujemy jako inwestycję).
            Obiecuję sobie, aby zacząć oszczędzać na przyszłość moich dzieci,
            ale zawsze są inne wydatki.
            Zmotywowałyście mnie, założyłam subkonto w moim rachunku i postaram
            się tam przelewać co miesiąc cos.
    • rycerzowa Re: Znów o pieniądzach 22.02.08, 11:34
      Dziewczyny, na pewno nie powinno sie spłacać kredytu mieszkaniowego wcześniej!
      To się nie kalkuluje.
      Gdy się ma wolne środki, trzeba je inwestować.

      Przy skromnym budżecie, gdy się ma kilkoro dzieci, pierwsza myślą powinno być
      ,jak dorobić, nie tylko jak zaoszczędzić.
      Oszczędza się wtedy tak czy owak.

      Pieniądze na zwykłym koncie zżera inflacja, rzeczy kupione na zapas zżera czas,
      i niewykluczone, że kiedyś trzeba będzie je wyrzucić, gdyż żadne z dzieci nie
      zechce z nich korzystać. A magazynowanie też kosztuje.

      A jak "zainwestować" te skromne środki, które zostają po zaspokojeniu
      podstawowych potrzeb?
      Moim zdaniem - w dzieci, w ich rozwój, edukację, kulturę. Od najwcześniejszych
      lat. Potem nie trzeba będzie wydawać na prywatne szkoły i studia. Potem dzieciak
      będzie wybierał w ofertach pracy i sam sobie kupi mieszkanie, a nie będzie
      oglądał się na twój wdowi grosz.
      • anna_sla Re: Znów o pieniądzach 22.02.08, 14:40
        jeśli chce się kupić drugie mieszkanie a nie nowe to trzeba spłacić pierwszy
        kredyt, aby móc wziąć następny, co przy tak niskich dochodach jest trudne. Poza
        tym wcześniejsza spłata kredytu była nam niezbędna do poprawy zwykłej
        codzienności, teraz dzieci są małe i małe koszta utrzymania, ale wraz z wiekiem
        rosną potrzeby i wtedy wcale dzieci mogą nie chcieć chodzić w ciuchach z lumpeksów..
      • dryjanna Rycerzowa 24.02.08, 22:38
        Rycerzowa - Jak zwykle dajesz do myślenia... smile
        Ale tak sobie myślę i dochodzę do wniosku, że Twój optymizm jak na polskie
        warunki jest jednak ciut... eee... niepoprawny.
        Filozofia jak najbardziej słuszna pod warunkiem, że się wyważy pomiędzy
        inwestowaniem w horyzonty dzieci i inwestowaniem w... eee... mamonę ;P
        O warunkach studiowania za 15-20 lat wiemy tyle, że będą... jakieś. O cenach
        mieszkań - takoż, o różnych "czarnych godzinach" - też...

        Jasne, że dzieci mają same swoje życie i przyszłość kształtować od pewnego
        momentu. Ale są jednostki, które mimo ducha i horyzontów z mamoną niezbyt sobie
        radzą. A i nie każdy rodzic pogodziłby się z tym, że nijak dziecku nie może
        pomóc poza dobrym słowem.
        • 27agnes72 Re: Rycerzowa 25.02.08, 23:07
          Ja też zdecydowałam się na oszczędzanie mimo braku funduszy...Lokata
          na 2-3 lata.Na początek wpłaca się 100zł a potem ile i kiedy się
          chce.W ten sposób zebrałam pieniądze na przyjęcie z okazji I Komunii
          syna-w domu nie mam w ogóle miejsca a wymyśliłam sobie kiedyś że
          spotkamy się z dziadkami i chrzestnymi w bardzo malowniczym miejscu
          na obiadku.A czas w domu mogę poświęcić wyłącznie przygotowaniu syna
          do tego dnia a nie sałacie i plackom...
        • rycerzowa Re: Rycerzowa 26.02.08, 13:58
          To nie jest optymizm, tylko realizm.
          Mając kilkoro dzieci, nie jesteś w stanie kupić każdemu mieszkania.
          Nie jesteś w stanie zapewnić im materialnego posagu, najwyżej symboliczny.

          Niektórzy się szarpią, odmawiają sobie i dzieciom wszystkiego, by zbudować np. dom.
          A potem dzieci wyjeżdżają i zostawiają starych samych w wielkiej chałupie.
          Oczywiście, trzeba mieć własne miejsce do wychowywania dzieci, ale niekoniecznie
          musi to być wspaniały dom.

          Na pewno miło byłoby zapewnić każdemu kapitalik.
          Ale:
          1.Ci, których na to stać, narzekają,że dzieci wtedy nie mają motywacji do
          osiągnięć, do pracy.
          2. Historia uczy,że dla dzieci najlepszy jest taki kapitał, którego ogień nie
          spali, woda nie zaleje.

          Tak konkretnie, przykładowo, lepszą inwestycją kilkanaście lat temu były lekcje
          angielskiego dla dziecka, niż oszczędzanie na kupno mieszkania w wielkim bloku.
          Znając dobrze język, można na Zachodzie dostać dobrą pracę, i takie mieszkanie
          kupić bez większych wyrzeczeń.

          Nie wiemy, jaki będzie świat za 15-20 lat.
          Możemy tylko przypuszczać,że przed młodymi ludźmi świat będzie stał otworem,że
          będą mogli wybrać sobie miejsce studiów i zamieszkania.
          I że przyjdzie im może nie raz zmienić zawód.
          Czyli trzeba teraz inwestować w naukę języków, w jak najszerszą edukację
          ogólną, by z naszych dzieci wyrośli ludzie odważni, otwarci,
          tolerancyjni.
          Zatem nie oszczędzaj na angielskim , na wycieczkach, na korepetycjach (gdy
          trzeba), na książkach.
          • anna_sla Re: Rycerzowa 26.02.08, 20:41
            masz dużo racji i też nie mam zamiaru na tym oszczędzać, dlatego również i to
            uwzględniłam w swoich oszczędnościach. Również zastanawialiśmy się co zrobić z
            powierzchnią życiową i różne rady dostawaliśmy, z jednej strony fakt, że gdy
            kupimy większe mieszkanie to możemy zostać w nim później sami na dużym metrażu.
            Z drugiej strony dusić się w piątkę w dwupokojowym mieszkaniu też kiepsko, chcę
            zapewnić dzieciom prywatność, bo przyjdzie czas kiedy bardzo będą tego
            potrzebowali. Dlatego stanęła przed nami inna wizja. Najprawdopodobniej sąsiedzi
            będą sprzedawać swoje mieszkanie, sąsiadujemy dosłownie drzwi w drzwi. Chcemy
            odkupić jeżeli nadarzy się okazja i powiększyć swoją przestrzeń poprzez
            połączenie ich, a później los pokaże czy będzie to lokum dla przyszłej rodziny
            któregoś z dzieci czy sprzedamy. Mam nadzieję, że to wypali, bo to najlepsze
            wyjście. Powiększymy swoje 49m2 o kolejne 35,5m2 co da nam po przerobieniu
            drugiej kuchni na pokój, 5 pokoi!

            Robię zapasy ubrań i przyborów szkolnych, ponieważ jeżeli istotnie zrealizuje
            się nasz plan z kupnem tego drugiego mieszkania, będzie bardzo cieniutko.
            Będziemy musieli wziąć całość na kredyt, a początki spłat są katastrofalnie
            ciężkie.. i te wszystkie opłaty związane z samym kupnem. Pamiętam jak nam dało
            po tyłkach przy kupnie obecnego.. i prawdopodobnie wypadnie to w okresie kiedy
            jeszcze będę w domu z dziećmi siedziała, bo wciąż nie będzie nas stać ani na
            opiekunkę do dzieci ani na przedszkole dla trójki, albo na początku ich edukacji..
            • dryjanna Anna_sla - przedszkole 27.02.08, 22:30
              Tzw. podstawa programowa czyli pięć godzin w przedszkolu jest bezpłatne. Płaci
              się za posiłki ale można się dogadać i zapewniać własne lub tak ustalić czas
              pobytu dzieci w przedszkolu aby nie było tego problemu. jeżeli w tym czasie są
              jakieś zajęcia płatne (rytmika,język itp) to można na nie dziecka nie posyłać. W
              naszym przedszkolu zajęcia dodatkowe dla dzieci z uboższych rodzin są
              dofinansowywane dzięki organizowanym aukcjom. Może u Was też są jakieś
              możliwości. Na pewno warto się zorientować bo przedszkole dużo dzieciom daje.

              Pozdrawiam
    • heloiza74 Re: Znów o pieniądzach 26.02.08, 17:09
      Rycerzowa, popieram w 100%!!! Bardzo to mądre i rozsądne co piszesz.
      Uważam, że najlepsza inwestycja dla dziecka to inwestycja w jego
      edukację, kulturę, w poznanie świata. Tego mu nikt nie odbierze i
      tym będzie mogło sobie samo zarobić na studia, na przyjemności etc,
      dzięki temu będzie mogło zdobyć dobry zawód.
      • verdana Re: Znów o pieniądzach 26.02.08, 19:50
        Nie, dla mnie życie bez oszczędnosci, i inwestowanie tylko w dzieci
        to nie jest dobry pomysł... Niestety, moze sie okazac, ze tak samo
        inflacja zżera oszczedności i rzeczy, jak i zdawałoby sie "dobre"
        wykształcenie. Coraz wiecej osob je ma, coraz mniej się liczy. A
        renomowana szkoła prywatna - to dla mnie wlasnie rzecz, na ktorej z
        pozytkiem da się zaoszczędzic.
        Oszczędności w gotówce to także oszczędnosci na studia (trudno
        pokryc to z wydatkow bieżacych, prawda?) - a pomysł "sam sobie
        zarobi" to skazanie dziecka raczej na marne wykształcenie - lepsze
        zdobeda rowiesnicy po prestiżowych dziennych studiach, niz
        delikwent, ktory lata musi na zaoczne studia zarabiać.
        Dla mnie wazne jest tez posiadanie pieniędzy na wypadek ciężkiej
        choroby, przerwy w pracy. Dopuszczam do siebie myśl, że stracą one
        na wartości, ale nie muszę się martwić, ze jesli przestanę na pół
        roku pracowac, to rodzina bedzie glodowala.
        Powiem szczerze - dla mnie rozsadną opcją jest dorabianie. Tyle, ze
        w moim zawodzie to mozliwe - w innych - nie bardzo.
        • rycerzowa Re: Znów o pieniądzach 27.02.08, 16:49
          Mylisz pojęcia.
          Rodzic wielodzietny wie, że nie stać go będzie na "renomowaną szkołę prywatną"
          ani na finansowanie studiów dla wszystkich dzieci.
          Przy tym wie,że "prestiżowe" studia ciągle się liczą, że prawdziwe wyższe
          wykształcenie oznacza dobry zawód.
          Nie tylko o studia zresztą chodzi (nie każdy musi), a o wyposażenie dziecka w
          dobry fach i pewne cechy charakteru, które umożliwią mu w przyszłości
          samodzielne funkcjonowanie w społeczeństwie.

          Zatem "inwestycja" w małe dziecko, odpowiednie dbanie o jego zdrowie i rozwój,
          czas mu poświęcony,odpowiednie zabawki i książki,zajęcia dodatkowe, wczesne
          wychwycenie zaburzeń i dysfunkcji - procentuje potem tym,że dziecko bez
          problemu dostaje się do "renomowanej" państwowej szkoły średniej, na
          "prestiżowe" dzienne studia. Nie tylko niewiele nas kosztuje, ale wręcz
          pieniądze do domu przyniesie - z korepetycji, ze stypendium naukowego.

          Jasne,że zawsze najpierw trzeba szukać możliwości dorobienia, potem - oszczędności.
          Gdy mamy mało, to edukacja i kultura (dziecka) powinny być priorytetem, nie nowy
          samochód, mebel, ani przyjecie dla rodziny.

          Jest jeszcze oczywisty problem czarnej godziny.
          Tu też chyba lepsze jest ubezpieczenie się na wypadek utraty zdrowia i
          możliwości zarobkowania, niż odkładanie tych samych przysłowiowych stu złotych
          co miesiąc na konto.
          • agablues Re: Znów o pieniądzach 27.02.08, 20:11
            Rycerzowa, podpisuję się obiema rękami. Ciułanie grosza raczej nie
            dla mnie. Odmawianie sobie przyjemności życia, robienie zapasów na
            kilka lat do przodu - to nie dla mnie. We wszystkim należy zachować
            zdrowy rozsądek. Nie mówię o tym, zeby wcale nie myślec o
            jutrzejszym dniu, o przyszłości, ale z drugiej strony - kto wie co
            będzie jutro? Tę "filozofię" usłyszałam od innej mamy wielodzietnej
            ( trójka dzieci), też łatajacej bez przerwy budżet domowy.
            Powiedziała mi, ze ona od czasu do czasu robi przyjemność dzieciom -
            np wyjście do np Mc Donalda, bo gdyby następnego dnia wpadła pod
            samochód i zostawiłaby dzieci, to one nie miałyby wspomnień, ze
            matka tylko ciułała, oszczędzała, harowała itd.
            Starsze dzieci chyba nie czują się zbyt dobrze z myślą, ze ich
            rodzice od ust sobie odejmowali, zeby tylko dzieciom zapewnić dobrą
            szkołę. Znam skrajny przypadek, kiedy dorosły facet nie był w stanie
            wyrzucić regału z lat 70, bo rodzice przecież na ten regał tak
            ciężko pracowali... We wszystkim musi być umiar.
            Zgadzam się, ze najważniejsze jest to, co damy dzieciom, a czego
            nikt im nie zabierze - poczucie własnej wartości, poczucie
            bezpieczeństwa ( także finansowego, bez poczucia, ze ciągle trzeba
            odkładać bo zabraknie), przede wszystkim zaradności. Myślenie bez
            przerwy o tym, ze trzeba odkładać, oszczędzać, budzi we mnie
            poczucie braku, niedostatku. Moja mama sama wychowywała mnie i
            brata, bywało różnie, częściej skromnie niż dostatnio, ale ja tego
            nigdy nie odczuwałam. Książeczkę mieszkaniową szlag trafił, dolary
            odkładane się zdewaluowały podczas reformy Balcerowicza, nie
            mieliśmy oszczędności. Ale mama nauczyła mnie, ze w zyciu można
            sobie poradzić nawet jak jest ciężej. Ja z moim mężem też
            zaczynaliśmy jako bidne studenty w wynajętym mieszkaniu, z małym
            dzieckiem. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale nie wybiegamy daleko w
            przyszłość i nie oszczędzamy na studia dla maluchów. Raczej myślę,
            zeby wysłać w wakacje najstarszą córkę na wycieczkę objazdową do
            jakiegoś europejskiego kraju. Nie stać nas na to, zebyśmny pojechali
            całą piątką, zresztą maluchom wcale to niepotrzebne, ale dla niej to
            może być przygoda i lekcja życia.

            Fortuna kołem się toczy i ja w to święcie wierzę. Raz jest
            lepiej,raz gorzej, jak jest gorzej trzeba przetrwać, jak lepiej -
            żyć. A przede wszystkim kierować się zdrowym rozsądkiem smile
            aga
          • dryjanna Re: Znów o pieniądzach 27.02.08, 20:41
            Rycerzowa, jak zwykle masz rację smile
            U nas póki co sytuacja wygląda dokładnie tak, że rozwój (w tym niestety terapia
            i rehabilitacja) traktujemy jako potrzeby pierwszorzędne, na których możemy tyle
            tylko zaoszczędzić, że jak najwięcej robimy w domu aby nie płacić za częste zajęcia.
            Wpędza nas to w sytuację kiedy nie dajemy rady nic zaoszczędzić.
            A nie tak miało być. Kilka dni temu mama męża miała poważny wypadek i będzie
            potrzebowała naszej opieki i pomocy. Takich sytuacji ubezpieczenie nie
            uwzględnia niestety sad
            Nie jesteśmy jako rodzina na świecie sami i dzieci też nie są same, i nie tylko
            one mają potrzeby.

            Jeśli się pieniądze ładuje zbyt długo tylko w dzieci, to też nie jest dobrze.
            Dzieci traktują to jako coś oczywistego, że rodzice sobie odmawiają aby dzieci
            miały wykształcenie. Lub w razie gorszych wyników w nauce może to powodować
            nerwice. Zawsze potrzebna jest równowaga. Do niej trzeba dążyć. Rozwijać się
            musi cała rodzina. Kultura - tak, oczywiście ale dla rodziców też.
            I teraz powstaje pytanie jak to wszystko (i wszystkim) zapewnić. Aby mieć
            sensowne ubezpieczenie (to dla mnie oczywiste, że ono musi być), środki na
            rozwój i kulturę oraz jednak jakiś bufor bezpieczeństwa bo ubezpieczenie nie w
            każdej sytuacji poratuje.

            Dorabianie dobra rzecz ale znów uwaga - jak to zorganizować aby dzieci miały
            zapewniony nie tylko np. angielski ale również czas na kontakt z rodzicami na co
            dzień. Wielu dysfunkcji nie da się zaobserwować jeśli tego czasu jest za mało...
            Przekonałam się o tym sama, wiem co mówię.

            Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie sad
            Oboje z mężem mamy dobry fach, mieszkanie własne (za małe dla nas) ale również
            dylematy tego rodzaju - na czym zaoszczędzić gdy nie chcemy oszczędzać na
            rzeczach dla nas ważnych i gdy cenimy sobie czas spędzony z rodziną.

            Rycerzowa - czuję, że mieszkasz w miejscu gdzie jest uczelnia więc studia
            dzienne traktujesz jako coś bezpłatnego. Nie dla każdego sytuacja tak wygląda.
            Nie każdy student jest na tyle lotny aby jeszcze dorobić (na studiach byłam nie
            tak dawno i wiele widziałam). Zajęcia dodatkowe dla dzieci też niekoniecznie są
            łatwo dostępne (czasem np. samochód jest niezbędny aby korzystanie z nich było w
            ogóle możliwe).
            Popieram Twoją filozofię ale...

            I jeszcze jedno - gdy chcę aby moje dzieci rozwijały swoje talenty, przekraczały
            ograniczenia, nabierały pewności siebie itd. to po to, aby były szczęśliwe, aby
            radziły sobie ze swoimi ograniczeniami, były zadowolone z życia. Nie po to, aby
            skończyły studia, dostały stypendium naukowe, zdobyły "dobry fach" i temu
            podobne rzeczy. Życie jest pełne niespodzianek i z naszych, nawet najlepiej
            przemyślanych inwestycji możemy nie mieć materialnie NIC. Ważniejsze jest co
            innego. Zresztą mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi smile

            Pozdrawiam
    • claudynaa Re: Znów o pieniądzach 27.02.08, 20:50
      Dzięki za wszystkie opinie. Zgadzam się z Rycerzową, że inwestycja w dzieci to
      najlepsza inwestycjasmile Ale wolałabym jednak miec jakies oszczędności na wypadek
      czarnej godziny, bo zanim moje dzieci zaczną zarabiać, to jeszcze wiele czasu
      upłyniesmile Co do dorabiania - dorabiam odkąd pracuję. Tyle, że teraz mam trójkę
      dzieci, w tym 5-miesięczne niemowlę, pracuję i po prostu na dorabianie nie mam
      ani czasu ani siły.Jak mała skończy rok, no i jeżeli będzie jeszcze taka
      mozliwość, znów wezmę nadgodziny. Ale wszystkie dodatkowe pieniądze pochłania
      nam normalne życie i konieczne inwestycje, które z racji tego, że jest mało
      kasy, są odkładane i realizowane właśnie z tych dodatkowych funduszy.
    • rycerzowa Re: Znów o pieniądzach 28.02.08, 11:00
      To jest oczywiste,że aby cokolwiek " inwestować", musi być zapewniony
      elementarny poziom zaspokojenia podstawowych potrzeb.

      Niejednokrotnie na forum czytamy dramatyczne listy,że ma się urodzić kolejne
      dziecko, czyli rodzina staje się niewątpliwie wielodzietna, a szans na wzrost
      dochodów nie ma.
      Z doświadczenia własnego i znajomych, mogę powiedzieć,że wtedy w rodzicach
      wyzwala się energia i gotowość do zmian. Często zmienia się wtedy nie tylko
      pracę, ale i miejsce zamieszkania, filozofię życiową.
      Przypomnijcie sobie przykład rodziny naszej Joli, rodzinę Nordynki.
      Znacie historię autorki "Harry Pottera".

      Mój mąż w obliczu zagrożenia biedą odszedł z uczelni i podjął pracę w biurze
      projektowym. Owszem, jego macierzysta rodzina może mieć do mnie pretensje,że z
      powodu "kupy dzieci" zmarnował swoje naukowe szanse.
      Ale przecież on stale coś publikuje, a po drugie, niestety, w życiu zawsze jest
      coś za coś. Dodatkowo w przeszłości bywało tak, że w weekendy pan doktor
      inżynier dorabiał przy remontach mieszkań.
      Trudno, jak trzeba to trzeba.
      Moja kariera zawodowa też nie była na miarę marzeń i oczekiwań moich rodziców i
      nauczycieli. To wszystko z powodu świadomego zdecydowania się na model rodziny
      wielodzietnej.( W naszym przypadku wybrany z pewnych dramatycznych osobistych
      względów).
      Po prostu - masz dzieci, musisz im dać jeść i się nimi zająć.
      Jeśli naprawdę autentycznie brakuje do pierwszego, potrzebny jest potężny kop w
      górę, a nie odejmowanie od ust.

      Przy czym często okazuje się, że wprawdzie jakieś szanse się straciło, ale inne
      zyskało, i pod względem zawodowym i życiowym.

      Co jeszcze mogę dodać?
      1.Życie to ryzyko, wszystko się może zdarzyć, nie da się przed wszystkim
      zabezpieczyć. Tak, trzeba mieć odłożone środki na przeżycie czasu kryzysu. Ale
      tak czy owak wszystko może się zawalić, nawet gdy ma się tylko jedno dziecko
      albo wcale, za to dwa dobre zawody. Wypadki chodzą po ludziach a ludzie po
      wypadkach nie zawsze; takie życie.

      2 Jak mówi Pismo, "dzień jutrzejszy będzie miał swoje troski".
      Czyli świat się zmienia, nie wiemy, jakie życiowe problemy będą miały nasze
      dzieci i wnuki. Pamięć mojej rodziny sięga stu kilkudziesięciu lat i każde
      pokolenie zaczynało wszystko od początku.
      Stąd wniosek,że najważniejszy posag dla dziecka to kapitał intelektualny i moralny.

      3. Dzieciak w rodzinie wielodzietnej ma najczęściej mniej od innych materialnie,
      niestety. Dlatego potrzebuje rekompensaty, w postaci szczególnie serdecznej
      domowej atmosfery, no i przykładowo tego postulowanego poziomu kulturalnego.
      Wypożyczenie książki z biblioteki nic nie kosztuje, a książka to nie tylko
      rozwój i wiedza, czyli korzyści wymierne, konkretne. Jeśli dziecko polubi
      czytanie, jego życie będzie nie tylko ciekawsze, ale zwyczajnie bardziej
      satysfakcjonujące.

      Nawet na prestiżowych dziennych studiach jednostki naprawdę zdolne to około
      10-20 procent ogółu. Reszta jest zwykła, solidna, jako tako przygotowana.
      Specyfiką dzisiejszych czasów jest,że ci zdolniejsi studiują z zasady dwa
      fakultety (dzienne! dobre!), co zwiększa ich szanse.
      Przeciętny student jest w stanie pracować i studiować.
      Syn znajomych pracował na pełen etat w Warszawie (praca wymagająca wysokich
      kwalifikacji) a studiował trudny "dzienny" kierunek w Poznaniu.
      W dobie internetu wszystko jest możliwe.

      Naprawdę, warto postawić na edukację.
      Uwaga! Nie chodzi mi o piątki, o oceny, ale o rozwój,
      o umiejętności, o zainteresowania, pasje i ambicję.
      • verdana Re: Znów o pieniądzach 02.03.08, 12:43
        To moze być zbyt mała próba... ale..
        U moich kilku par wielodzietnych znajomych, inteligentów, a jakze -
        postepowano dokladnie zgodnie z Twoim wskazaniami. Czyli edukacja
        przede wszystkim.
        I poza kilkoma przypadkami (jeden przypadek studiuje z moją córka)
        nie wyszło. Nie wyszło z prostej przyczyny - dzieci wyraźnie
        biedniejsze od rówieśnikow uznały, ze to co się liczy w życiu - to
        pieniądze. W znajomej, 7-dzietnej lekarskiej rodzinie na 6-ro dzieci
        w wieku "pomaturalnym" jeden zrezygnował z eduacji po podstawówce
        (!), reszta dostala się na studia i zrezygnowała. Powiedzieli
        rodzicom, że maja dosyć rozwoju intelektualnego i jedyne co chca -
        to miec pieniadze i wyrwać się z domu, gdzie byly ksiązki, ale nie
        bylo przywoitych butów.
        I to nie jest tylko chwilowy bunt. Niektore z tych dzieci sa juz
        całkowicie dorosłe, po 30-ce i ich najwiekszym zarzutem jest wlasnie
        to, ze inwestowano w ich intelekt, zapominając o wszystki innym.
        • rycerzowa Re: Znów o pieniądzach 02.03.08, 19:28
          Moment, a co to znaczy inwestować w edukację?
          Chyba nie chodzi o to, by wszystkie dzieci koniecznie pokończyły studia.Takie
          studia, jakich sobie życzą rodzice, aby były spełnieniem ich ambicji. Ambicji
          rodziców.
          Nie wszyscy muszą, nie wszyscy chcą studiować.
          Niektórzy chcą szybko założyć własny biznes. Inni pójść szybko do dobrze płatnej
          pracy. I bardzo dobrze, i o to chodzi. Czyli o to, by dziecko umiało się
          utrzymać, umiało być samodzielne.
          Ale aby miało wybór.

          Mówiąc edukacja mam na myśli rozwój. Człowiek bystry, z przyzwoitym intelektem,
          będzie umiał zarobić , by "wyrwać się z domu, gdzie są tylko książki".
          Tu nie chodzi o hodowanie przyszłych naukowców, ale o wychowanie ludzi myślących
          logicznie, znających języki obce, ludzi o jak najszerszych horyzontach.

          Syn sąsiadów (profesorstwo) rzucił studia , pracuje w marketingu, dobrze
          zarabia, jest bardzo zadowolony, cierpi na książkowstręt. Nigdy nie przepadał za
          nauką. Ale gdyby nie był od dziecka intelektualnie zadbany, nie byłby teraz tak
          dobry w swojej pracy, gdzie ma świetną opinię i szybko awansuje (dobry
          angielski, obycie).

          Syn innych znajomych rzucił liceum po II klasie i założył firmę komputerową
          (programowanie). Teraz zatrudnia w niej kolegów magistrów inżynierów. Po prostu
          on w wieku 18 lat był tak dobry w programowaniu, że dalszą naukę uznał za
          niepotrzebną.
          Ale ta umiejętność nie wzięła się z niczego. W tego chłopaka sporo
          zainwestowano. W komputery, a nie lepsze, markowe buty.

          Są też takie dzieci, które nie nadają się nigdzie, tylko na studia, i to
          "prestiżowe", czyli takie, po których jest dobra praca.
          Taka praca, do której to dziecko się akurat nadaje.
          Tu rodzic nie ma wyjścia i musi inwestować w edukację w dosłownym sensie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka