Dodaj do ulubionych

Na rozdrozu. Milosc na emigracji.

04.07.04, 17:21


Haj,

Hmmm, chodzi mi o mojego faceta. Jest niemcem. W sumie nigdy nie myslalam o
tym, aby sie zwiazac z cudzoziemcem, ale jak to w zyciu bywa, czasami milosc
przychodzi zupelnie niespodziewanie. Jest tylko cos, co sprawia, ze nie
jestem pewna naszego zwiazku. Szczegolnie teraz, po prawie 5 miesiacach
wspolnego mieszkania w niemczech. Otoz w sumie wszystko jest okej, problem to
plaszczyzna jezykowa, a wlasciwie jeden jej aspekt, bo mowic po niemiecku
umiem dobrze, studiowalam tu, uwielbiam czytac niemieckie ksiazki, ogladac
tv, filmy. problem w tym, ze czuje sie i tak wciaz ograniczona w tym jezyku.
Mam wrazenie, ze conajwyzej sie porozumiewam, ale nie komunikuje jak chce, ze
brak mi w tym jezyku elokwencji, dwuznacznosci, zabawy slowem. I tym samym
jestem kims innym. Czuje sie, jakbym przestala sie rozwijac, i to sprawia ze
sie boje tego zwiazku. Co bedzie, kiedy zakochanie troche przygasnie? Jakos
spowaznialam, wysmutnialam, a zawsze bylam usmiechnieta gadula, z tysiacami
pomyslow, zartow. Teraz bylam 2 tygodnie w Polsce, i niesamowite. znowu
odrzylam. Znowu bylam soba. To dalo mi do myslenia. I bynajmniej mam tu tez
dwie polskie kolezanki, z ktorymi fajnie poplotkowac, ale jednak w domu z
chlopakiem, wszystko powraca. Tym bardziej, ze czesto u nas goszcza jego
znajomi. Sama nie wiem. Mam wrazenie, jakbym sie poswiecala dla tego uczucia,
jakbym nie byla wolna. Intuicja mi mowi, ze to nie to. Moze nie pasuje do
zwiazku mieszanego. Nie wiem. Ludzie sa tacy rozni. Ostatnio spotkalam
malzenstwo: polke z nigeryjczykiem. Mowili po angielsku, i ona wydawala sie
szczesliwa, a w sumie rozmawiala lamanym, slabiutkim angielskim, ktorym chyba
mozna pogadac tylko o "pogodzie". Dla mnie to za malo. Nie moglam wyjsc z
podziwu.
A jak bylo z wami? Nie czujecie sie ograniczone, "przycmione" w waszych
zwaiazkach z obcokrajowcem? Czy tez mieliscie takie fazy niepewnosci jak ja?
Nie wiem, co mam robic, czego sluchac...

Pozdrawiam

Marta
Obserwuj wątek
    • asia.sthm Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 04.07.04, 18:48
      Witaj Marto,
      doskonale rozumiem twoje rozterki,ale pierwsze, co przychodzi mi do glowy to:
      daj sobie jeszcze troche czasu. 5 miesiecy, to bardzo krotko. Powinnas byc
      laskawsza dla siebie.Przeciez wy sie dopiero siebie uczycie.To nie jest latwe
      nawet jesli oboje mowia swoim ojczystym jezykiem.Finezje waszego wlasnego
      jezyka i sposobu porozumienia SAME sie znajda z czasem.
      Ale jesli twoja intuicja mowi ci cos innego i bedzie sie przy tym upierala, to
      nie wiem jaka granice bym ja sobie wyznaczyla - moze 1 rok??
      Bo z moja intuicja, to ja nigdy za dlugo sie nie spieram smile)))
      Powodzenia ci zycze z calego serca.
      • marialudwika Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 04.07.04, 19:15
        Rozumiem Ciebie,osobiscie najlepiej moge wyrazic rozne odcienie w moim
        jezyku,cierpie,ze nie moge tego zrobic w jezyku obcym.Szczesliwie nadaje z moim
        Tz-em na tej samej dlugosci fali,naogol.Sa jednak momenty,kiedy zalamuje sie,ze
        moj tzw.drugi jezyk jest taki ubogi,odczuwam to jajo rodzaj kalectwasad
        Mam duzy zasob slow etc. ale ciagle czegos brak...
        Co do intuicji to dobrze jej sluchac,ona nigdy nie oszukuje!
        ml
    • antifog Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 04.07.04, 22:07
      Nie badz dla siebie za surowa.JEzeli to nie to to nie ma sie co poswiecaj,ale
      jezeli to "to" to warto.Ja sie poswiecilam i juz 5 lat jestesmy razem.Tez na
      poczatku sie czulam wyobcowana,ale dzieki jego znajomym sie gdzies to
      zatracilo.Byli dla mnie wyrozumiali i czsto tlumaczyli po kilka razy.Ale musze
      tez zaznaczyc ze ja niemieckiego nie znalam,tutaj sie nauczylam.
      Powodzenie
      ps.mieszkam w Münsterladn,at´ty?
    • abere8 Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 05.07.04, 01:31
      Tez wiem chyba troche, o co Ci chodzi. Ja przez wiele lat uczylam sie
      niemieckiego (studiowalam go nawet), ale nigdy go nie "czulam". Angielski
      zawsze uwielbialam i znalam go bardzo dobrze, kiedy poznalam mojego meza.
      Jednak to nie to samo, czytac ksiazki w danym jezyku, ogladac filmy czy
      wiadomosci, co uzywac go na co dzien. Wydaje mi sie, ze jezyk ojczysty zawsze
      bedzie tym, w ktorym najlatwiej Ci sie bedzie porozumiec z kims w pol slowa. Ja
      po pieciu latach znajomosci z moim mezem moge powiedziec, ze potrafie zartowac
      po angielsku, "bawic sie" tym jezykiem itp., ale i tak nie ma porownania z tym,
      jak potrafie rozmawiac z moimi przyjaciolkami z Polski. Na szczescie jezyk to
      nie wszystko w zwiazku smile
      • martaji Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 05.07.04, 16:20
        Hey,

        Wielkie dzieki dla wszystkich za rozsadne rady. Dodam tylko,
        ze z moim chlopakiem jestem juz 2 lata, zas mieszkamy ze soba na stale od
        prawie pol roku. W Niemczech jestem od roku 2000. Generalnie ciagnie mnie, zeby
        mimo wszystko zerwac. Po okresie mocnego zakochania teraz mecze sie, i czuje
        sie jak cien samej siebie. Zreszta poki jeszcze moge. Pamietam, jak raz
        myslalam juz, ze zaszlam, i bede miala z nim dziecko. Wtedy chyba nie bylo by
        juz odwrotu. Tak czy siak, nie tak wyobrazalam sobie swoj dom rodziny. Jak
        wspomnialam w tytulowym poscie, chyba zwiazki mieszane nie sa dla mnie.

        pozdrawiam

        Martaji
    • maedel Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 05.07.04, 16:44
      Cóż, nasza sytuacja wygląda tak : mój mąż jest Niemcem, na początku
      rozmawialiśmy tylko po angielsku, później stopniowo przechodziliśmy na
      niemiecki. Skłamałabym pisząc, że mój niemiecki lub angielski jest perfekt.
      Natomiast nigdy nie mieliśmy problemów z porozumieniem się, finezyjnymi
      żarcikami, itp. Doskonale rozumiem tę parę (polsko-nigeryjską) o której
      wspomniałaś.
      My stworzyliśmy nasze własne gry słowne, żarciki lub powiedzonka, które są
      jasne tylko dla nas. smile
      Nigdy nie mieliśmy problemu, że się nie rozumiemy lub nie mogę wyrazić czegoś
      słowami - myśli, uczuć.
      Wydaje mi się, że Ty masz inne wątpliwości niż językowe : być może obawiasz się
      mieszkać daleko od Polski.
      Na początku naszej znajomości też miałam wątpliwości co do pozostawienia
      wszystkiego (rodzina, przyjaciele, praca, znane miejsca) i wyjazdu - wiele osób
      mi to odradzało. Jednak wątpliwości zniknęły, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że nie
      możemy żyć bez siebie smile Wiele jest prawdy w stwierdzeniu, że miłość przenosi
      góry! Nie żałuję mojej decyzji wyjazdu z Polski, średnio raz na 2-3 miesiące
      jeździmy do Polski, ale wiem już gdzie jest mój prawdziwy dom : tutaj wraz z
      mężem.
      Być może nie kochasz swojego chłopaka wystarczająco mocno i stąd te rozterki.

      Zyczę Ci powodzenia!

      Maedel
    • alex113 Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 05.07.04, 17:44
      A ja nie mialam takich rozterek. Nigdy nie potrafilam sie "porozumiec" z
      wlasnym ojcem i jezyk polski kojazyl mi sie bardziej z jego krytykanctwem i
      zlosliwoscia a nie cieplymi uczuciami.
      Po polsku moge fajnie pogadac z kolezankami (jak za czasow studiow) ale
      glebokie, pozytywne uczucia wyrazam jedynie po angielsku. W PL mam sporo
      fajnych znajomych i kolegow, ale malzonek (od 10 lat) jest angielsko-jezyczny i
      nie wyobrazam sobie inaczej smile)
    • kurczak1976 Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 06.07.04, 10:26
      Ja bym dala sobie jeszcze troche czasu:o)
      W mojej sytuacji jest duzo gorzej bo zadnego jezyka nie znam plynnie ale jakos
      nie przeszkadza mi to w komunikowaniu sie z moim lubym. Czasem mowie po
      angielsku, czasem po niemiecku, czasem mi sie wszystko pomiesza i tez jest
      dobrze. Po jakims czasie rozwija sie pomiedzy partnerami specjalna wiez, wtedy
      wlasciwie wiele mozna wyczytac nawet z gestow i twarzy.
      A co do zabaw jezykiem, to ja po prostu zartuje sobie robiac betposrednie
      tlumaczenie tego co chce akurat powiedziec. Czasem to dziala, czasem nie ale
      wtedy tez jest smiesznie ...;o)))
      • kornikuno Re: Na rozdrozu. Milosc na emigracji. 06.07.04, 11:18
        ...Czas..czas i jeszcze raz czas, oczywiscie o ile tylko o jezyk chodzi...
        Coz, poczatki nie sa nigdy latwe ( codzienne problemy, docieranie sie..), a
        zwlaszcza, gdy sa roznice jezykowo-kulturowe;

        Pamietam moje poczatki tutaj: z moim M. ( dzisiaj ex) na poczatku
        porozumiewalismy sie po angielsku, po przyjezdzie tutaj ( wczesniej 3-
        miesieczny kurs wloskiego) w jego jezyku...w pierwszym roku pobytu czesciej
        zasypialam z obietnica samej sobie, ze jutro nic tylko walizka i...do kraju!

        Prawdopodobnie wynikalo to z...siedzenia w domu,braku: pracy, moich przyjaciol,
        rodziny, nieznajomosci jezyka i chyba niewielkiej wiary w to,ze kiedykolwiek
        bede sie mogla w tym jezyku porozumiec tak jakbym chciala...
        Pozniej jakos to poszlo...ale coz, po kilkunatu latach malzenstwo rozlecialo
        sie...oczywiscie nie z powowdu ..jezyka.
        Pozdrawiam serdecznie zyczac cierpliwosci do Ciebie samej.
        IzaBella
        • kurczak1976 Kornikuno 06.07.04, 12:20
          kornikuno napisała:

          > Prawdopodobnie wynikalo to z...siedzenia w domu,braku: pracy, moich
          przyjaciol, rodziny, nieznajomosci jezyka i chyba niewielkiej wiary w to,ze
          kiedykolwiek
          > bede sie mogla w tym jezyku porozumiec tak jakbym chciala...


          Kornikuno ja jestem teraz w bardzo podobnej sytuacji jak ty kiedys. Juz dostaje
          szalu z tych samych powodow ktore opisalas powyzej. Jesli nie jest to zbyt
          osobiste napisz jak udalo ci sie to wszystko przezwyciezyc? Jak zaczynalas
          szukac pracy, nowych znajomych no i jak dlugo to wszystko u ciebie trwalo?

          Pozdrowienia Kurczak
          • asica74 Re: Kornikuno 06.07.04, 12:22
            hm.. to widze, ze nie jestem sama w tych moich rozterkach, bo albo juz ktos to
            przechodzil, albo ktos wlasnie tak ma...
            Kurczaku, a gdzie ty jestes?
            • kurczak1976 Re: Kornikuno 06.07.04, 12:29
              Ja mieszkam z moim lubym(nie mezem)troche ponad rok w Szwajcarii i strasznie
              opornie idzie mi wtapianie. Mam problemy ze znalezieniem nowych przyjaciol.
              Wynika to pewnie z tego ze ja jestem troche "dzik" ale tez ze nie mam wielu
              mozliwosci. Na prace nie mam zbyt wielu szans (brak pozwolenia), mieszkam w
              malej miejscowosci o ograniczonej liczbie rozrywek itp..I juz mnie tak meczy od
              jakiegos czasu czy to sie kiedys zmieni a jesli tak to kiedy:o(
              Dodaje ze jesli chodzio zwiazek jestem bardzo szczesliwa:o) Gdyby nie to to juz
              bym pewnie zwiala.
              • asica74 Re: Kornikuno 06.07.04, 12:36
                hm... ach juz pamietam!
                Ja mam ostatnio takie mysli, ze choc jestem w uk juz(dopiero 5 lat) i niby
                fajnie jest ,tzw mam kilku znajomych i jakies zycie, ale wciaz np nie moge
                znalesc normalnej pracy, bo wciaz cos przeszkadza, albo czekam na cos i nie
                wychodzi etc... i taka swiadomosc jest nieco dobijajca. I gdyby nie Misiu, to
                chyba bym juz dawno stad uciekla...bo tez jestem z nim szczesliwa, tak jak ty.
                Kurczaku, wydaje mi sie ze nie mamy nic wiecej jak cicha nadzieje...
                usmiecham sie do ciebie!
                asica z szerokiem usmiechem!
                • kurczak1976 Asica74 06.07.04, 13:31
                  Dziekuje za usmiech!!!Troche mnie pocieszylas ze wina nie tylko lezy po mojej
                  stronie:o)Ze pewnie jeszcze wiele osob poza swoim krajem ma podobne problemy:o)
                  Pozdrawiam serdecznie i powoli wciagam sie w to forum:o))
          • kornikuno Re: Kornikuno do Kurczaka1976... 06.07.04, 14:47
            kurczak1976 napisała:
            > Jesli nie jest to zbyt
            > osobiste napisz jak udalo ci sie to wszystko przezwyciezyc? Jak zaczynalas
            > szukac pracy, nowych znajomych no i jak dlugo to wszystko u ciebie trwalo?

            Przede wszystkim pomogla mi moja milosc do M.i co tu duzo mowic nauka jezyka,
            do ktorej zabralam sie z ogromnym samozaparciem ( mieszkalam wtedy na polnocy
            Wloch a ludzie wokol mnie uzywali tylko i wylacznie dialektu tego regionu).
            Aby wypelnic czas i nude - oj, jak mi sie dluzyly te dni w oczekiwaniu na
            wieczor i powrot mojego M do domu! - zapisalam sie na Uniwersytet, wierzac,ze
            poznam ciekawych ludzi - no jednym slowem przestalam siedziec w domu oblozona
            gramatyka wloska..i jakos to poszla.
            Praca? to byl zupelny przypadek na zasadzie znajomy meza (anglik) szukal dla
            swojej firmy kogos tam ...a po kilku latach nauki/doswiadczen (zupelnie inna
            dziedzina od tej "wyuczonej") juz sama szukalam/zmienialam i tak pozostalo do
            dzisiaj...chociaz musze sie pochwalic a co!wink, ze dzisiaj to mnie kusza nowymi
            ofertami pracysmile.

            Zycze wam Dziewczyny powodzenia i jezeli moge to taka rada: czasami na
            poczatek, po to aby odnalezc sie w nowym srodowisku, znalezc prace itd. trzeba
            z czegos zrezygnowac ( u mnie to byl zawod/pasja wykonywany w Polsce); nie jest
            to proste, ale czasami pomaga na wejsciu .. w niezalezne/dorosle zycie.
            • kornikuno Re: Kornikuno do Kurczaka1976... 06.07.04, 14:48
              ..przepraszam podpis ciachnelo
              Pozdrawiam
              IzaBella
            • maedel Kurczaku :) 06.07.04, 14:55
              Kurczaku, znów się "spotykamy" na kolejnym forum. wink))

              Napiszę Ci jak to jest ze mną (trochę napisałam już powyżej) : mieszkam w
              Niemczech od roku, póki co nie nudzi mi się za bardzo (potrafię wypełnić sobie
              czas - mam sporo zainteresowań), a od niedawna wiele się pozmieniało w moim
              życiu.
              Otworzyliśmy studio fotograficzne i mam zajęcie, które sprawia mi sporą
              frajdę! smile Myślę też, że pozwoli mi ta praca nawiązywać nowe znajomości.
              Jedyne czego mi czasem brakuje to spotkać się od czasu do czasu z jakąś Polką i
              pogadać przy przysłowiowej kawce. smile
              Kurczaku, gdybyś chciała poplocić przy "wirtualnej kawce" to pisz na priv i coś
              wykombinujemy. smile
              Pozdrawiam (także resztę kobitek smile )!
              Maedel
              • szpulkaa Re: Kurczaku :) 07.07.04, 12:09
                lacze sie z wami dziewczyny w problemach i doswiadczeniach!smile
                dla mnie poczatki we Francji tez nie byly latwe. po przyjezdzie moje zycie
                zmienilo sie diametralnie. w Polsce bylam prawie pracoholikiem, siedzialam w
                firmie po 10-12 godzin i moje zycie zawodowe bylo najwaznieejsze. wtedy
                poznalam moje kochanie i calkowicie zmienily mi sie priorytety. rzucilam prace
                i przyjechalam w ciemno do mojego osobistego Francuzawink w koncu to milosc jest
                najwazniejsza w zyciu...
                przyjechalam, zamieszkalam i... szok kompletny! inny kraj, inne zwyczaje, inne
                jedzenie, inny jezyk /znalam tylko angielski/. nic mi nie smakuje, niczego nie
                rozumiem, nikogo nie znam! postanowilam zmienic sposob myslenia... nie szukac
                na sile pracy /bez znajomosci jezyka to pieklo/, zaadoptowac znajomych mojego
                faceta /sympatyczni ludzie, wiec czemu niewink/ i przede wszystkim nauczyc sie
                jezyka /to podstawa, zeby nie czuc sie obco w nowym miejscu/ i znalezc sobie
                jakies hobby /warto sie rozwijac zawsze i wszedzie/. zapisalam sie na
                uniwersytet, nawet nie po to, zeby podniesc swoje kwalifikacje, ale zeby poznac
                ludzi, miec kontakt z jezykiem. codziennie przez godzine siedze nad francuskim.
                zagrzebalam sie w internecie, odkrylam blogi, zainteresowlam sie robieniem
                stron, zaczelam regularnie odwiedzac forawink do tej pory to moj najwazniejszy
                kontakt z jezykiem polskim i bardzo sobie cenie mozliwosci pogadania z wamismile
                zainteresowalam sie okolica, w ktorej mieszkam i okazalo sie, ze moje
                miasteczko to kraina impresjonistow... i jakos poszlo... oswoilam sie i ciagle
                oswajam, ale juz czuje sie bardziej u siebiesmile aaa... zeby poczuc sie jak na
                swoim, to zaadoptowalam kawalerskie mieszkanie mojego osobistego na nasze
                potrzebywink teraz to jest nasze mieszkanie i moja oaza spokojusmile
                oczywiscie niz z tego nie mialoby sensu, gdyby nie facet, ktorego kocham i
                ktory wspiera mnie we wszystkimsmile
                • kornikuno Re: Szpulka :) 07.07.04, 17:12
                  ... i tak trzymac! najpierw nauka...a pozniej sama nie bedziesz wiedziala kiedy
                  znajdziesz ( o ile bedziesz szukalawink ) cos odpowiedniego dla Ciebie.

                  Najwazniejszym jest zaaklimatyzowac sie ...dokladnie!

                  A taka jestem ciekawskawink w jakim miescie zyjesz?
                  Ciekawosc moja wynika z tego, ze.....mhm! ale o tym moze za chwilewink
                  Pozdrawiam
                  IzaBella
                  • szpulkaa Re: Szpulka :) 07.07.04, 17:23
                    mieszkam calkiem blisko Paryza, w Auvers sur Oisesmile
                    no to teraz wyjasnij skad twoja ciekawoscwink
                    • kornikuno Re: Szpulka :) 07.07.04, 18:00
                      szpulkaa napisała:

                      > mieszkam calkiem blisko Paryza, w Auvers sur Oisesmile
                      > no to teraz wyjasnij skad twoja ciekawoscwink

                      Ok...tak sie sklada, ze na 99,9% od sierpnia( chyba) bede mieszkac w Tuluzie...
                      i tutaj pozwole sobie na ciezsze wloskie slowo ...porca miseria p...a E.a!
                      Bo z jednej strony ciesze sie ogromnie ( moj M. pracuje tam od konca kwietnia),
                      ale jednoczesnie przypominam sobie, pierwsze lata tutaj w Italii...ech szkoda
                      slow! pewnie, prawda rowniez jest, ze jestem bogatsza o tzw.doswiadczenie....
                      ech! musze to wszystko jakos zaczac ukladac w rzadki- a jest upal i nie chce mi
                      sie...ot po prostu leniwiec mnie objalwink
                      To tak gwoli zaspokojenia ciekawosci
                      Ciao
                      IzaBella
                      • szpulkaa Re: Szpulka :) 07.07.04, 21:25
                        szczesciara z ciebie!!smile wszyscy moi francuscy znajomi twierdza, ze Toulouse
                        to najlepsze miasto do zycia! lagodny klimat, przyjemne otocznie, wszystkie
                        ulatwienia zwiazane z zyciem miejsckim... zamieszkasz to sie sama przekonaszwink
                        po za tym, jak sama wspomnialas, nie jestes nowicjuszka. francuski jest
                        zblizony do wloskiego, nie jest latwy, ale mozna sie go nauczyc... zwlaszcza
                        jak sami Francuzi wkolowink
                        no a najwieksza korzysc z przeprowadzki: bedziesz mogla porownac wina wloskie i
                        francuskie... oba narody ciagle sie sprzeczaja, ktore sa lepszewink
                        powodzenia i w razie czego sluze pomoca!smile
                        • kornikuno Re: Szpulka :) 07.07.04, 21:49
                          ...masz racje, troche wiem o tym miescie....jezyk kiedys lat temu (ogromsad(((
                          lat temu byl...
                          Gniazdko jest tzn. podstawa bo reszta to moja reka/glowa;
                          praca tez bedzie ( ktoregos dnia)...ale..no wlasnieee juz wiem...brak mi
                          bedzie...wloskiego winawink

                          Oczywiscie zartuje...bedzie mi brak wszystkiego...bo tak na poczatku zawsze
                          jest!
                          Zobaczymy... a jednak sie ciesze okrutnie! dla mnie wszelkie zmiany to tzw
                          kopniak do zycia! tfu! na psa urok! nie mowie o negatywnych zmianach...

                          I teraz juz wiem do kogo sie zwrocic jak bede miala wiecej pytan o ten
                          kraj/ludzi.
                          Serdecznie pozdrawiam
                          IzaBella

                          • szpulkaa Re: Szpulka :) 08.07.04, 11:44
                            mam nadzieje, ze szybko sie oswoisz z Francuzami.. w razie czego mozemy na nich
                            wpolnie ponarzekacwink
                            powodzenia na nowej ziemi i w nowym gniazdku!smile
                            tak w sumie, to urzadzanie sie na nowym bywa bardzo przyjemne... to decydowanie,
                            gdzie co bedzie, wybieranie kolorow, dodatkow, etc... uwielbiam to!smile
    • kurczak1976 Bardzo dziekuje wszystkim za mile slowo:o)) nt 07.07.04, 20:09

      • marialudwika Re: Bardzo dziekuje wszystkim za mile slowo:o)) n 07.07.04, 22:47
        UwielbiamWas czytac,przypomnialam sobie moje poczatki w Holandii,to czekanie az
        TZ powroci z pracy etc....Ale zazdroszcze Wam tej Francji,Wloch,choc pewnie
        wszedzie dobrze,gdzie nas nie ma ..Ale moze i nie?
        ml
        • kornikuno Re: Bardzo dziekuje wszystkim za mile slowo:o)) n 07.07.04, 23:10
          marialudwika napisała:

          >....Ale zazdroszcze Wam tej Francji,Wloch,choc pewnie
          > wszedzie dobrze,gdzie nas nie ma ..Ale moze i nie?
          > ml

          Mila ML , no toz ty przeciez o kroczek od nas?
          Toz co maja powiedziec Nasze Mile Panie zza Oceanu tego czy innego?
          A prawda jest, ze trawa jest bardziej zielona u...sasiadawink

          ciao
          IzaBella

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka