daisy123
04.10.04, 15:45
Hej! Wrocilam prawie 3 tyg i podddaje sie. Pròbowalam nadrobic zaleglosci i
przeczytac jesli nie wszystko to chociaz czesc tego co napisalyscie podczas
mojej nieobecnosci. Przypomne Wam - w pierwszych dniach lipca wyjezdzalam na
10 tyg. wakacje. Wròcialam i prosze przybyly CZTERY strony, a ja nie z tych
co to cala noc przy komputerze przesiedza aby byc na biezaco, bo i nie mam
czasu i oczy bola... O wakacje nie pytajcie, bo to paranoja wyjezdzac na tak
dlugie okresy. W tej chwili to mysle tylko o negatywnych stronach - dziecko
rozbrykana, no bo jak moze byc inaczej jesli przez ponad 2 miesiace jest z
mamusia i brak jako takiego rezimu przedszkolnego, kwiaty (wszystko
kaktusowate i pochodne)prosza sie o znaleznienie lepszego opiekuna do
podlewania i moglabym tak dalej, ale po co. Ciesze sie, ze juz do domu
wròcilam i do Bozego Narodzenia sie nie rusze na dalsze wyprawy(?).
Aha, wyszlo na to ze dziecku zlego ojca wybralam. Trzeba bylo jakiegos Wlocha
z Poludnia brac a nie z Pòlnocy co dziecku przekazal w genach za malo
pigmentu. Sprawa wyszla po powrocie z wakacji. Ide z dzieckiem do
przedszkola, mijamy po drodze sklep, gdzie zawsze pozdrawiamy pracujaca tam
pania. Pani pozdrawia moja corke i pyta,a raczej stwierdza: Nad morzem to Ty
chyba nie bylas? Corka patrzy "bykiem" na pania wiec odpowiadam ja, ze
owszem bylismy i to nawet dlugo, bo 10 tyg. Pani stwierdza, ze to moje
dziecko jest blade no i ja uswiadamiam sobie, ze opalenizna to ona nie
grzeszy, ze rzeczywiscie w porownaniu do miejscowych dzieci to ona taka
bladziutka i nawet te 10 tyg. nad morzem to jej sie nie przysluzyly.
Pozdrawiam Was wszystkie.