Dodaj do ulubionych

Natretne kolezanki

13.04.05, 00:05
Czy zdarzylo Wam sie, ze nagle daleka znajoma zapragnela byc Wasza
przyjaciolka, poniewaz wyjechalyscie za granice?

Kilka lat temu wyjechalam na rok do Stanow. Wtedy 2 kolezanki zaczely do mnie
bardzo regularnie dzwonic, jedna z nich prawie od razu powiedziala, ze chodzi
jej o zaproszenie. Po moim powrocie do Polski nie otrzymalam od nich ani
jednego telefonu...

Inna dziewczyna dowiedziala sie niedawno od naszej wspolnej kolezanki, ze
wyszlam za maz i wyjechalam na stale za granice. I oto nagle dostalam e-mail
(ktory ona wydebila od tej kolezanki), w ktorym pisze: czesc kochana ……!
Nastepnie prosi mnie o moj nr telefonu domowego i informuje, ze chcialaby sie
ze mna spotkac.

Sluchajcie! Ja ta dziewczyne w ciagu ostatnich 10 lat widzialam chyba ze 3
razy! Nie lubie jej, nie chce jej goscic w moim domu i nie chce rozmawiac z
nia przez telefon, bo wiem, ze bedzie sie wpraszac.

Jak Wy reagujecie na takie starania i proby kontaktu?

Obserwuj wątek
    • bietka1 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 00:12
      Na poczatku bylam mila i pomocna, ale juz mi sie nie chce. Chyba jestem niemila.

      Rzeczywiscie byl czas, ze duzo osob chcialo do nas przyjechac, nawet takich, z ktorymi nie
      bylam zaprzyjazniona. Wlasciwie to oni bardziej potrzebowali kwatery niz naszego towarzystwa,
      wiec mialam odczucie podobne do twojego.
      • semantics Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 00:15
        czesc Bietus!

        chcialam Ci buziaka wyslac!
        • bietka1 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 22:55
          Hi, hi Semi smile
          Jak tam zdrowko?
    • semantics Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 00:14
      greeneyes, ja tez mam wiele takich kolezanek... ale prawda jest taka ze my nie prowadzimy hotelu
      tranzytowego i nie mamy sie czego wstydzic nie chcac sie z takimi osobami widziec.

      Mam swoje przyjaciolki, ktore chialam zeby do mnie przyjechaly i pobyly troszke i bylo super. Kiedys
      wyswiadczylam komus przysluge- siostra kolezanki z klasy licealnej byla skladac papiery na studia i
      szukac mieszkania, i tez nie bylo problemu. Dziewczyna jesczze taka kochana ze ciasto nam upieczone
      wlasnorecznie przywiozla! smile)

      Co do takich mejli- masz dwa wyjscia:

      1) nie odpisuj, moze jeszcze 1 przyjdzie i masz z glowy
      2) odpisz w tonie zupelnie luznym i na wszelkie proby typu spotkania po prostu nie reaguj.

      Mnie tez zawsze smiesza osoby ktore sobie o mnie "przypominaja" bo mieszkam za granica...
      Ostatnio nawet firma rekrutujaca pracownikow do Anglii, przez ktora jechal do pracy moj dobry
      kumpel, napisala do mnie czy moglabym im wykupic dwa bilety do londynu na wtedy i wtedy bo oni
      nie maja karty kredytowej.... Szczyty!!!
      Odpisalam ze karta jest nie moja tylko lubego i nie mielibysmy pieniedzy zeby zaplacic bo na czynsz by
      wtedy nie starczylo, ale jesli potrzebuja pomocy w tlumaczeniu czy pokazaniu drogi na lotnisko to
      prosze bardzo. nawet nie odpowiedzieli, wiec mam ich gleboko w... powazaniu
    • asica74 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 00:20
      aj waj!

      temat rzeka! Temat przerabiany i nadal bolesny.

      Osobiscie obce osoby mnie nie ruszaja tak, jak ktos bliski z przeszlosci.

      Mialam w podstawowce kolezanke, ukochana i jedyna. Moze nawet bylam od niej
      jakos uzalezniona i bardzo potrzebowalam tej przyjazni. Po czym w czasach
      liceum okazalo sie, ze juz sie nie przyjaznimy, co mnie duzo kosztowalo, a w
      polaczeniu z hormonami co to robily ze mna co chcialy, skonczylo sie na mini-
      depresji i nie ufaniu ludziom przez wiele lat.

      No i kilka miesiecy temu moi rodzice dostali telefon, "ze przeciez sie tyle lat
      przyjaznilysmy", ze ona sie ze mna chce zobaczyc, aha i ze jeszcze jej maz tez,
      no i tak w ogole, to czy nie mogliby pomieszkac ze mna przez jakis czas?

      Bez komentarza.

      greeneyes, powtorze sie dzis: olej to sikiem prostym
      • kinky5 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 00:35
        mialam jedna taka.
        splawilam ja (troche to trwalo) NIE ODPISUJAC.
        nie mam wyrzutow sumienia.
        Asica-co to znaczy pomieszkac???
        Ludzie to honoru nie maja czasami.
        • asica74 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 00:49
          chodzilo im o to czy nie moglabym ich przyjac jak przyjada do Londynu. Bo oni
          nie maja gdzie.

          Hm... jak tu pryjechalam, to nikt sie tym nie interesowal, ze nie mialam gdzie
          sie zatrzymac, ale tez wiedzialam, ze nie jest to niczyj business...
    • tamsin Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 00:52
      Greeneyes, ja sobie nawet taka jedna zaprosilam...ale zabawy z tym bylo..kazdy
      sie uczy na bledach i ja tez sie nauczylam smile))
    • ewka5 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 07:18
      Green, siadaj i pisz co nastepuje:

      Czesc kochana,
      milo mi, ze odezwalas sie do mnie (szczerze mowiac byloby mi jeszcze bardziej
      milo, gdybys przypomniala, kiedy i gdzie widzialysmy sie ostatni raz)- lubie
      jak moja poczta peka w szwach, co od mojego wyjazdu z kraju coraz czesciej sie
      zdarza. Wiesz, czasami odnosze wrazenie, ze te listy nie sa do mnie a do
      kraju, w ktorym jestem - smieszne, nie?
      Poniewaz mowisz, ze chcialabys sie ze mna spotkac, obiecuje, ze jak tylko bede
      planowala przyjazd do Polski, to wysle Ci mail z informacja.
      Tymczasem trzymaj sie i wszystkiego dobrego.
      • abere8 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 07:32
        Ewka, super rada! smile))

        Ja chyba jednak jestem za daleko, zeby miewac takie propozycje. Z jednej strony
        dobrze, ze o tym czytam, bo bede ostrozniejsza (mam tendencje do brania takich
        rzeczy za dobra monete), ale z drugiej przykro mi sie robi, ze sa tacy
        interesowni ludzie na swiecie sad
        • bibi1 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 08:14
          oj,faktycznie temat rzeka,jak powiedziala Asica.
          My kiedys dalismy pokoj koledze,ktorego zreszta sami sciagnelismy do NL.Po
          miesiacu powiedzial,ze jego sasiad jedzie do NL w interesach,wiec moglby
          podwiezc tu jego zone,a skonczylo sie na tym,ze zwalil nam sie do domu sasiad z
          zona i dzieckiem i zona tego kolegi z synem na 3 dni.
          Czulam sie jakbym sama byla u siebie gosciem,bo pierwsze slowa jakie powiedzial
          nasz kolega na powitanie swoich gosci brzmialy-zobaczcie jak sie tu
          urzadzilem.Nawiasem mowiac nie mial nawet swojej lyzki.
          Ale boli mnie to,ze jak juz sie od nas wyniosl,to nawet paczki do Pl nie chcial
          podac.
    • sylwek07 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 08:57
      sa ludzie i ludziska ..nie wszystkich mozna podpisac pod ta sama kreske i
      dlatego z tym trzeba uwazac ale z drugiej strony nie dac sie i walczyc o swoje
      bo my jestemy tak samo wazni ,jedyna rada to jak ktos nas wykorzystuje itp to
      tak jak Asica olac go smile)
    • blue_ice1 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 11:14
      no taaaak....smile Gdy tylko rozeszla sie po rodzinie i znajomych wiesc,ze *Hania
      wychodzi za maz za HOlendra!*- wiele osob zapalalo nagle gleboka do mnie
      sympatia (?!)i usilnie szukalo kontaktow sad Smierdzialo mi to oczywiscie na
      mile interesownoscia, wiec musialam w praktyce wykorzystac wiedze o tzw
      asertywnosci. Ze nie wspomne o tych, ktorzy bezpodstawnie sadzili ,ze
      malzenstwo z codzoziemcem oznacza automatycznie malzenstwo z ....MILIONEREM.-
      ilez to osob chcialo pozyczac sume na ktora nawet nie bylo nas stac !....wrrrrr!
      - pyszczycho dla Was....smile) Hania
    • roseanne Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 15:22
      to ja jakas dziwna - mnie jeszcze to nie spotkalo smile
      znaczy usiluje nawiazac co jakis czas kontakt ze starymi znajomymi, z ktorymi
      kontakty sie jakos rozpelzly bo i dzieci i przeprowadzki i praca, kariera tmtych itd
      a milo by sie czasami do kogos odezwac,
      ale to tak naprawde to jak z dawno nie widziana rodzina, jakies sentymenty
      zawsze sa i nie ma klopotow z odswiezeniem znajomosci

      wykorzystywac mnie jeszcze w ten sposob nikt nie chcial
      • ewka5 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 15:47
        roseanne napisała:

        > wykorzystywac mnie jeszcze w ten sposob nikt nie chcial

        * mnie tez nie. Ale - jak widac - zdarza sie.
    • jennifer_e Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 16:28
      ech, zdarzylo sie, zdarzylo i wiem jak bardzo to jest przykre i denerwujace.
      Kiedy przyjechalam do Londynu 5 lat temu bylo mi na poczatku strasznie ciezko,
      tesknilam za przyjaciolmi, domem, pisalam regularnie, dzwonilam, na ile
      pozwalaly finanse. Wtedy tylko najblizsza rodzina i dwoje przyjaciol odpisywalo
      i wspieralo.
      A kiedy nagle rozeszlo sie po znajomych, ze mam dobra prace, mieszkanie i jakos
      mi sie ulozylo to nagle wszyscy sobie przypomnieli. Niektorzy robili podchody i
      owijali w bawelne o co chodzi, inni bezczelnie i prosto z mostu prosili o
      zalatwienie pracy i mieszkania.
      Na poczatku naiwnie wierzylam, ze trzeba pomagac. Ale po tym, jak uzyczylam
      pokoju znajomemu sasiadki przeszlo mi na dobre. Musialam w koncu go prosic o
      wyprowadzenie sie, bo wspolokatorzy mieli go serdecznie dosyc. Do rachunkow i
      jedzenia sie oczywiscie nie dokladal, za 4 funty na godzine to on do pracy nie
      bedzie chodzil, "pomieszkanie troche" rozciagnelo sie w nieokreslona
      przyszlosc. A na koniec i tak zostalam zwymyslana od wrednej egoistycznej
      krowy, co to sama ma a rodakowi nie pomoze! I tylko zostalo mi splacac rachunek
      za telefon, ktory nadzwonil.
      Rodzine i bliskich przyjaciol bardzo chetnie ugoszcze. Takim co to nagle sobie
      przypomnieli, ze istnieje owszem doradze co i jak. Ale przyjecie pod swoj dach
      to juz zupelnie co innego.
      Tak wiec przychylam sie do rad powyzszych, szczegolnie wzor maila-odpowiedzi mi
      sie spodobal.
      powodzenia i stanowczosci zycze!
    • kingaolsz Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 17:01
      To u mnie tez temat na czasie... wink
      Zaczne od tego, ze moich prawdziwych przyjaciol bardzo chetnie bym ugoscila
      gdyby sie w koncu wybrali, ale jakos im ciezko, wiec cierpliwie czekam.

      Natomiast niedawno odezwala sie do mnie moja kuzynka z Niemiec ( siostrzenica
      mojego ojca). Ogolnie jej rodzina ( rodzice i siostra) odwrocili sie ode mnie,
      jak mialam 16 lat, ojciec zostawil nas dla sekretarki, a ja "wredna" nie
      cieszylam sie szczesciem ojca i nielubilam tej baby, a niby wg. nich powinam.
      No wiec, przez bite 8 lat, nie pamietali o mnie, nawet jak spedzali rodzinna
      Wigilie kilka blokow dalej, to nie zadzwonili zeby zlozyc zyczenia , a o
      spotkaniu niby mojej rodziny dowiedzialam sie przez przypadek po swietach.
      Kompletnie nie obchodzilo ich co sie ze mna dzieje, wazniejsza byla owa
      sekretarka, bo fajnie sie z nia zakupy robilo. No i sekretareczka kopnela
      mojego ojca w zadek. A teraz rodzinka sobie przypomniala. Jakies 2 tygodnie
      temu dostalam maila, z zapytaniami "co slychac itp slyszalysmy ze kupilas
      mieszkanie - gratulacje" , pozniej zostalam zaczepiona przez komunikator MSN
      przez owa kuzynke i w 4 zdaniu padlo stwierdzenie, "bo my bysmy chcialy
      przyjechac...". Nie powiem, wkurzylam sie. Na razie je zbylam remontem. Z
      jednej strony nie chce palic mostow, bo zycie sie roznie uklada i niby to
      jednak rodzina, a z drugiej strony gotuje sie we mnie, zeby prosto z mostu im
      walnac, zeby sie ode mnie "odstsunkowali" skoro wczesniej mieli mnie w glebokim
      powazaniu..... zobaczymy jak sie sprawa potoczy, na razie unikam rozmow.

      Ehh, ale sie wyzalilam....

      Dziewczyny, nie dajmy sie wykorzystywac wink !!!!!!

      Pozdr
      Kinga
      --
      Robert ( 24.04.2003)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=8475082
      • mulinka Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 17:58
        Kingus,
        wiem, ze to "rodzina", ale...nie bylo ich, gdy je potrzebowalas sad

        Palic mostow nie musisz, ale...zbywaj...
        nie zmuszaj sie do przyjmowania gosci, na ktorych nie masz checi
        buziakczek dla Ciebie

        • blue_jay Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 18:19
          koksow nie mam, keidy wychodzilam za maz za Amerykanina, tak, tak "milionera"
          okazalo sie, ze ten Amerykanin jeszcze ubozszy ode mnei hihihi ale wg dalszej
          rodziny i sasiadow, Pana Boga za palec u nogi zlapalam. Kontakty utrzymuje
          tylko i wylacznie z ludzmi, ktorzy byli "dla mnie" pzrez ten pierwszy
          najgorszy rok. A z dalsza rodzina nie utrzymuje kontaktow juz od ponad 10 lat,
          wiec nie sadze, aby kiedykolwiek mnie dotyczyla taka sytuacjachoc moze sie
          myle... oby nie
          • viki2lav Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 19:51
            u mnie bylo podobnie na poczatku, caly swiat chcial przyjechac do mnie w
            odwiedziny, niestety wynajmowalam pokoj i wymowka byli wspolokatorzy, choc
            bardzo mi bylo glupio odmawiac. zgadzam sie z opinia, ze wiekszosc mysli ze
            jestesmy z milionerami, tez mi sie zdarzalo, ze ludzie wyobrazali sobie ze
            dostana od nas niesamowite sumy jako prezent dla nich z okazji slubu, chrzcin
            itp.
            • viki2lav Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 19:52
              a ten facsimile odpowiedzi dla natretnej kolezanki proponuje umiescic w google,
              czegos takiego potrzebuje wiele osob!!wink)
        • kingaolsz Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 20:50
          Dzieki Mulinka smile
          Takie przykre sa tego typu sytuacje z rodzina, ale bywaja wink
          a zbywam nadal i bede zbywac, bo to jedyne wyjscie
          choc po tej pierwszej rozmowie, kiedy nie podjelam entuzjasycznie ich pomyslu
          nie narzucaja sie tak strasznie, a moze czekaja na koniec remontu wink))))
          Jakby nie patrzec, nie ugne sie wink))))

          Buziaki
          Kinga
    • sylwek07 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 20:52
      takie przyszlowie,,Jak bida to do Zyda a jak po bidzie to kopa.........
    • a.polonia Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 22:45
      Mnie kiedys bratowa napastowala takimi mailami.
      Slodko bylo, buziaczki, caluski, (sic, bo prawie wogole ze soba nie gadamy), a
      pozniej ze zdwojona sila prosby o znalezienie pracy, itp.
      Raz mnie ponioslo i napisalam dosadny mail, prosby, jak i jakiekolwiek proby
      kontaktu sie skonczyly, nawet kartek na urodziny juz nie dostaje smile
      • bietka1 Re: Natretne kolezanki 13.04.05, 22:54
        A co na to brat?

        Przepraszam za wscibstwo, ale tez nie gadam z bratowa.

        smile
        • mijaczek Re: Natretne kolezanki 14.04.05, 01:29
          Mnie na razie nikt odwiedzac nie chce [oprocz mlodszej siostry, hihi, hameryka
          jej sie marzy :o)], ale stwierdzilam, ze "rzucac sie za innych" nie bede po tym
          jak zalatwilam kuzynowi prace w firmie tescia, a ten jej nie chcial...

          J esli chodzi o mnie to mnie mierzi cos innego. Otoz generalnie z zadna ciotka
          nie utrzymuje kontaktow, ale jest taka jedna agentka, ktora przy okazji kazdego
          wiekszego wydarzenia wie lepiej co jest dobre dla mnie... i tak - jak bylam
          kiedys w zwiazku z facetem duuuuuzo starszym od siebie to owa ciotka chciala
          jechac mi na "odsiecz". Potem, gdy rodzice poprosili o jedna przysluge zwiazana
          z moim weselem, ta poczula sie tak odpowiedzialna, ze zaczela uzurpowac sobie
          prawo do decydowania o moim weselu. Najlepsze jednak przyszlo gdy za
          posrednictwem swoj corki a mojej kuzynki zaczela dawac mi rady dotyczace mojej
          ciazy, latania samolotami, podrozami, odpowiedniego terminu na wesele, etc.
          skonczylo sie na bezczelnym pytaniu "czy ty w ogole chcesz tego dziecka?"
          [przypomne tylko, ze w zeszlym roku poronilam i ta ciaza jest moim wybawieniem
          z quasi-depresji, w ktorej bylam po stracie Jello]
          wkurzylam sie tak, ze zadzwonilam do ojca i powiedzialam, ze nie zycze sobie,
          by jego siostra, ktora ma mnie gdzies przez 360 dni w roku, dawala mi rady,
          ktore kwestionuja zalecenia lekarza, ktoremu ufam i ktorego wiedzy oddalam sie
          calkowicie...
          rady sie skonczyly. i dobrze. nie lubie dostawac w wieku 24 lat rad w stylu -
          "nie wychodz na dwor z gola glowa we wrzesniu"... to mi nie uraga...to mnie
          obraza...
          no. wygadalam sie.
          • asica74 Re: Natretne kolezanki 14.04.05, 09:26
            lekarza, ktoremu ufam i ktorego wiedzy oddalam sie
            > calkowicie...


            boze! a co na to Eryk????????????????????????????????????????????????
            • mijaczek Re: Natretne kolezanki 14.04.05, 14:54
              asica74 napisała:

              > lekarza, ktoremu ufam i ktorego wiedzy oddalam sie
              > > calkowicie...
              >
              >
              > boze! a co na to Eryk????????????????????????????????????????????????


              Asica!!!!!!!!!!! Do raportu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              • asica74 Re: Natretne kolezanki 14.04.05, 16:47
                no jestem? smile
                • mulinka Re: Natretne kolezanki 14.04.05, 17:51
                  Asiczko, dobrze, ze jestes
                  smile
                  i...
                  Mijaczku, ja tez ciekawam, co Eryk na to?
                  smile)

                  juz nie wspomne, ze rozbawilas mnie dzis do lez ta czapka na zimno smile)
                  he,he...24 lata!
                  a ja mojej 26 letniej wciaz powtarzam : wysusz wlosy! nie wychodz z mokrymi smile)

                  a jak Twoj maluszek bedzie miec 30, to go spytasz.....(???? o co?)
                  smile)
                  buziak!
                  • mijaczek Re: Natretne kolezanki 15.04.05, 17:14
                    Erik tez ufa doktorkowi [tiaaa...szczegolnie jak siedzi ze mna w gabinecie, a
                    doktor stoi z reka w mojej... hmm... i tlumaczy Erikowi rozwoj dzidzi!!!!!!!!!!
                    hihihihi]
                    A rady przyjmuje chetnie od ludzi, ktorym zalezy na tym, zebym nie zlapala
                    przeziebienia, a nie od ludzi, ktorzy po prostu z reguly lubia byc madrzejsi od
                    reszty swiata...
        • a.polonia Re: bietka... 14.04.05, 18:00
          nie wiem co na to brat, ale kontakty z nim mam hmm poprawne smile, tak jak z
          reszta rodziny, u nas nie jest zbyt cieplo i wylewnie
          to jest typ "pantoflus pospolitus" smile
          za bratowa nikt u nas w rodzinie nie przepada sad
          ostatnio gadalam z bratem przez gg i pytam (ironicznie ofkors)
          "a gdzie Twoja X (tu jej imie slodko zdrobnione) ukochana?
          a on na to:
          "stoi za plecami i czyta"
          cenzorka jedna
          smile
          • bietka1 Re: bietka... 15.04.05, 02:07
            To u mnie jest niestety gorzej, bo brat mnie nie lubi, bo ja jej nie lubie...
            Ale panna jest nie do zniesienia, naprawde.
            W ogole nie wiem, jak mozna sie tak pozwalac infiltrowac? sad

            smile
            • a.polonia Re: bietka... 15.04.05, 17:26
              W ogole nie wiem, jak mozna sie tak pozwalac infiltrowac? sad

              wydaje mi sie, ze juz w pewnym momencie nie wie sie co jest normalne, a co
              nie...

              a poza tym, to gdyby nie moja kochana bratanica, to bym ich w nosie mialam, ale
              boje sie, ze strace z Nia kontakt sad
    • basia553 Re: Natretne kolezanki 14.04.05, 09:03
      Przygoda sprzed wielu lat, jak jeszcze byly wizy do Niemiec. Jestesmy w Polsce
      w odwiedziny u Rodzicöw, wpadlism,y na kawe do kolezanki, ktörej möj Maz wogöle
      nie znal. Maz tej kolezanki pyta z grubej rury: a co robicie w lipcu? My: nic.
      A to dobrze, bo my jedziemy do Francji to sie chetnie u was na nocleg
      zatrzymamy. Trudno bylo na taka jawna bezczelnosc powiedziec nie, wiec z
      kwasnymi minami wyrazilismy zgode. Pare dni przed ich przyjazdem, dzwoni ta
      kolezanka i oznajmia nam z radosna mina, ze udalo im sie wize przejazdowa
      zamienic na pobytowa, wiec zostana u nas pare dni i beda zwiedzac okolice!
      Myslalam, ze mnie szlag trafi, a möj maz, ktöry jest urodziony w Niemczech i
      nie zna Polaköw zbyt dobrze, wsciekl sie. Odwalilismy ta wizyte.
      Rok czy dwa lata pözniej dostajemy telegram od tychze: przyjezdzamy wtedy a
      wtedy!!!! Mozecie sobie podobna hucbe wyobrazic? Dalam im znac, ze nie jest to
      niestety mozliwe. Od tego czasu mamy spoköj!
      • malpka108 Re: Natretne kolezanki 12.08.05, 17:53
        Odnawiam ten interesujacy watek, przypuszczam, ze w okresie wakacyjnym pojawilo
        sie pare nowych, ciekawych historii ku przestrodze naszym naiwnym,
        wspolczujacym, slowianskim sercom smile
        Buziaki
        • sylwek07 Re: Natretne kolezanki 12.08.05, 17:57
          ciekawy temat ale najgorsze jest to ze potem mysli sie stereotypami ze kazdy
          nastepny bedzie taki sam sad(
        • tiffany7 Re: Natretne kolezanki 12.08.05, 22:27
          Tez mi sie podobnie zdarzylo, niestety kosztowalo mnie to dlugoletnia przyjazn.
          Pare late temu przyjechalam do UK na wakacje do pracy. Poznalam mojego
          owczesnego M., a rok pozniej w moje miejswce sciagnelam moja best przyjaciolke
          z liceum. Byla akurat w trudnej sytuacji rodzinno-finansowej, wiec "sobie
          odjelam", zeby ona mogla cos udziubac i pomoc rodzince. W czasie tych wakacji
          rzucila swojego M, dla innego Polaka, ktorego poznala tam gdzie pracowala,
          wrocila do PL na sesje poprawkowa we wrzesniu, a pare dni przed poczatkiem
          pazdziernika oznajmia mi, ze wraca do UK na 2-3 tyg. bo "pieniedzy wciaz malo"
          (powodem byl jednak jej nowy M.)
          Wszystko by bylo ok, tyle, ze w tamtych czasach, zeby wjechac na wyspe, trzeba
          bylo miec zaproszenie, ktore, wowczas wystawil moj M. (cala jego rodzina byla w
          to zaangazowana). Przy okazji nadstawial karku, bo moja friend pracowala na
          czarno, a Polacy z ktorymi mieszkala zyli calkiem glosno, co stwarzalo ryzyko
          konfrontacji z police).
          W dzien wyjazdu do Londynu wymyslilysmy szybkie klamstwo, ktore w koncu nie
          wypalilo w Dover, nie wpuszczonon jej, po czym wrocila do PL i przez tel.
          oznajmila mi "nie wybacze ci tego". Rezultat byl taki, ze w calym tym klamstwie
          pani od paszportow tak sie pogubila, ze zadzwonila do mnie w celu potwierdzenia
          info, tych info (bylo pyt. typu " czy to prawda ze obecnie jest pani w
          Londynie", podczas gdy dzwoni do mnie w PL hehe).
          Od tamtego czasu nasze kontakty byly bardzo chlodne, ale wiem, ze w nastepnym
          roku zalatwila te sama prace innym znajomym, w tym jej kuzynce, ktora byla
          rowniez moja przyjaciolka.
          No i oto, w styczniu czekajac na odjazd do UK, zaczepia mnie chlopak siedzacy
          obok, opowiada ze jedzie tam i tam robic to czy to, po czym, patrzymy
          przychodzi jego luba: ta druga moja friend. Nie widzialysmy sie kupe czasu, ale
          powitanie bylo co najmniej chlodne. Zaraz potem wystrzelila z grubej rury
          oskarzenia, ze jej nie odwiedzilam jek byla w UK (pomijam fakt ze o jej pobycie
          dowiedzialam sie od osob trzecich , a nie od niej, a czas i tak mi na to nie
          pozwalal, bo wwowczas mama mojego M. byla umierajaca, co nie bylo zadnym
          argumentem dla mojej friend.)
          Final tego spotkania byl taki, ze oznajmila mi :"teraz wiem co to znaczy, Polak
          Polakowi za granica". Szczena mi opadla, nie pamietala, ze pracowala tylko
          dlatego, ze kiedys zalatwilam te prace jej kuzynce.
          Ehh, ale sie porobilo... Milego weekendu
    • triskell Re: Natretne kolezanki 12.08.05, 23:57
      Już kiedy po raz pierwszy czytałam ten wątek, parę miesięcy temu, pomyślałam
      sobie jak to cudownie byłoby, gdyby tu do mnie komuś z moich polskich znajomych
      udało się przyjechać. Zwróćcie uwagę na słowo "znajomych" - nie piszę tu wcale o
      swoich bliskich przyjaciołach. Chodzi mi o to, że także osoba, z którą znałam i
      lubiłam się np. w podstawówce, byłaby tu przyjęta z otwartymi ramionami. Jestem
      osobą bardzo towarzyską, uwielbiam mieć gości i ich rozpieszczać. smile

      Napiszę teraz coś, co może wydać się Wam dziwne... Pisałam już w wątku o
      autostopie, jak bardzo i jak wiele razy zupełnie nieznajomi ludzie pomogli mi
      podczas kilkunastu lat moich podróży po Europie. Robili to zupełnie
      bezinteresownie. I ja od tamtej pory czuję, że mam w stosunku do ... no nie wiem
      - ludzi, świata ... że mam olbrzymi dług. Że dostałam od świata znacznie więcej,
      niż potrafię dać w zamian, że mam strasznego fuksa i na swojej drodze spotykam
      więcej kochanych, pomocnych, przyjaznych osób, niż na to zasługuję. Nie mam
      samochodu. Gdybym miała, na pewno zabierałabym autostopowiczów. Nie mogąc tego
      robić, staram się jednak odwdzięczać na inne sposoby. We Wrocławiu często
      gościli u mnie nie tylko moi znajomi, ale także znajomi znajomych znajomych (z
      którymi potem często i ja się zaprzyjaźniałam smile ). Zawsze mogli u mnie liczyć
      na nocleg, wyżywienie, oprowadzenie po Wrocławiu i każdą inną formę pomocy,
      której byłam im w stanie udzielić. A jeszcze dziwniejsze jest to, że zdarzało mi
      się wielokrotnie widzieć w centrum miasta ludzi z plecakami i łapałam się na
      tym, że zastanawiam się, czy oni mają gdzie się zatrzymać, czy nie mogłabym im
      pomóc. I potem zła byłam na siebie, ze głupio mi było do nich podejść i zapytać.
      Bo ja też byłam w przeszłości w obcych miastach, z niewielką ilością pieniędzy
      (uwielbiam podróże, bez nich czuję się uwięziona w jednym miejscu, i jeśli mam
      wybór - albo podróżować bardzo niskobudżetowo, rozbijać namiot na dziko, jeść
      jedzenie z supermarketu na parkowej ławce, albo nie pojechać nigdzie i zamiast
      tego siedzieć w domu przed telewizorem, to zdecydowanie wybiorę to pierwsze... a
      przynajmniej w przeszłości wybierałam, teraz mogę już sobie pozwolić na
      podróżowanie z trochę większym budżetem).

      Trochę się zaplątałam w tym topiku, jestem jeszcze przed poranną kawą tongue_out ... w
      każdym razie chodziło mi o to, że bardzo chciałabym mieć tu gości z Polski.
      Niestety, cena biletu (w maju płaciłam ok. $1000 w obie strony), plus cena i
      możliwość nie otrzymania wizy, plus krótkie urlopy (jednak Stany to cała
      wyprawa, trudno tu przyjechać "na kilka dni") sprawiają, że goście z Polski tu
      do mnie nie docierają. Być może moja mama i siostra za jakiś czas tu przyjadą i
      bardzo na to czekam.

      Aha, chyba jest to jasne z tego, co napisałam powyżej, ale na wszelki wypadek
      napiszę: gdyby komukolwiek z Was było tu po drodze, zawsze bedziecie mile
      widziani smile.
      • asica74 Re: Natretne kolezanki 13.08.05, 00:12
        Tiniu, powiem to publicznie: kocham ciesmile
        • triskell Re: Natretne kolezanki 13.08.05, 00:28
          asica74 napisała:
          > Tiniu, powiem to publicznie: kocham ciesmile

          Hmmmmm... Jak kocha, to chyba przyjedzie kiedyś odwiedzić? wink

          Uściski!!!
          • asica74 Re: Natretne kolezanki 13.08.05, 00:30
            kocha i nie rzuci smile
            tryniu, my na czcie bez granic! ja juz dogorywam, bo mnie tonatos wzywa... ale
            dalej dzielnie...
            • malpka108 Re: Natretne kolezanki 13.08.05, 02:07
              Fajnie, ze topic "natretne kolezanki" przerodzil sie "w jak to milo, kiedy ktos
              przyjedzie" smile Osobiscie nie mialam zlych doswiadczen i goscilam tylko
              rodzine, marze takze aby zaprosic przyjaciol, a jesliby ktos ze znajomych tez
              tu przyjechal, to nie odmowilabym pomocy smile) Z drugiej strony dobrze jest
              wysluchac takze tych negatywnych historii, bo moze nas to uchronic od klopotow.
              Trudno niestety wyczuc czyjes prawdziwe intencje jesli to osoba chce nas
              wykorzystac sad Zwlaszcza, jesli kiedys sie z ta osoba bylo zaprzyjaznionym.
              Droga Triskell, zebys swoich slow nie wypowiedziala w zla godzine, bo jeszcze
              Ci sie zwali 90% Partii na walce zebranie wink))
              • triskell Re: Natretne kolezanki 13.08.05, 02:53
                malpka108 napisała:
                > Droga Triskell, zebys swoich slow nie wypowiedziala w zla godzine, bo jeszcze
                > Ci sie zwali 90% Partii na walce zebranie wink))

                Małpko, powiem krótko: to by było cudowne. Mamy dla gości tylko jeden materac,
                ale podłoga w living roomie jest pokryta grubą wykładziną (i w przeciwieństwie
                do parkietu w moim wrocławskim mieszkaniu nie jest zimna), mamy dużo miękkich
                kocy i narzut, z których da się wymościć miejsce do spania dla całkiem sporej
                ilości osób. Więc jeśli komuś spanie na podłodze nie przeszkadza (mnie na
                przykład nie przeszkadzałoby smile ), to zapraszam.

                Dziewczyny, mam nadzieję że miło Wam sie dalej czatowało, po tym, jak mnie
                porwał Generał.
    • sylwek07 Re: Natretne kolezanki 13.08.05, 08:40
      triskell i na tym powinno polegac tzw pomaganie ze ktos cos nam a my
      komus ,wazne aby osobie pamietac i tyle dawac ile mozemy i potrafimy(slowa
      Mulinki) i bedzie ok smile
      • mulinka Re: Natretne kolezanki 13.08.05, 15:43
        jak milo, ze pamietasz Sylwku nasza rozmowe
        dodawalam jeszcze, ze nasza pomoc nie moze odbywac sie kosztem innych
        (np.wlasnej rodziny, naszym kosztem)
        i....mysle, ze pomagajac innym, pomagamy rowniez sobie - ot taka wymiana energii
        smile
        • sylwek07 Re: Natretne kolezanki 13.08.05, 15:55
          ja duzo pamietam i troche wprowadzam w zycie ..
          aby wiecej takiej wymiany bylo pomiedzy ludzmi smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka