alex113 26.04.05, 00:54 Dla tych za was ktore jeszcze nie poznaly super trendowego miesiecznika "Pinezka" polecam piekny felieton o polsko-emigracyjnym malkontenctwie www.pinezka.pl/content/view/1182/40/ Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
frankie36 Re: Dziadostwo 26.04.05, 02:31 Autorka pisze swietnie,czytalam jej inne artykuly w Pinezce.Sama mieszkam w Kanadzie,moje dzieci nie maja serwowanej polskosci typu:polska hala,bo po paru pobytach przestalam tam chodzic.Pierwsze pytanie po moim pojawieniu sie tam:dom rentujecie czy wlasny? Okrak ,bardzo niebezpieczna i niewygodna pozycja,stalam w takiej pare lat, i co ciekawe mala ilosc kontaktow z rodakami pomogla mi stanac na dwoch nogach. Odpowiedz Link
elagrubabela Re: Dziadostwo 26.04.05, 03:01 Az sie zaczelam nad soba zastanawiac po tym tekscie Najwyrazniej cos ze mna jest zle, bo ja nigdy nie znalam ani nie znam takich Polakow jak ci opisani, ani tez nigdy nie przezylam podobnego rozkroku. Jak juz jestem na amigracji prawie 17 lat, tak to jest moje 17 lat honeymoon period - zadnych watpliwosci, tesknot, checi powrotu, rozkroku [w moim przypadku to bardziej pewnie rozjazdu]. Moze ja sie musze leczyc? Tyle, ze u mnie to akurat leczyc sie na nogi juz za pozno wiec zaczne chyba na glowe Elka Odpowiedz Link
alex113 Re: Dziadostwo 26.04.05, 05:57 elagrubabela napisała: > Az sie zaczelam nad soba zastanawiac po tym tekscie Najwyrazniej cos ze > mna jest zle, [....]zadnych watpliwosci, tesknot, checi powrotu, rozkroku ... Tez tak mam i bardzo sie ciesze (wystarczy ze przezywam rozterki z roznych innych powodow) Jakos Chopinowsko-Mickiewiczowska nostalgia nigdy mi nie doskwierala. Ale kilka razy znalazlam sie przez przypadek w polskim towarzystwie, w ktorym bylam jedyna osoba z mieszanego malzenstwa (wiec oooo zgrooooozo zamerykanizowana) i przyznaje ze bylam dla rodakow-polonusow baaaaardzo egzotyczna, oni dla mnie tez )))))) Odpowiedz Link
ania_2000 Re: Dziadostwo 26.04.05, 06:16 no to podajecie reke dziewczyny - ze mna jest podobnie. zadnych udrek, chlipow, czy innych rozterk. czasami tylko lekkie wyrzuty sumienia czy byc moze nie jestem dostatecznie "patriotyczna" lub "rodzinna" jak czytam/slucham wypowiedzi innych osob, ktore wyjechaly z polski wychodze z zalozenia, ze skoro mowi sie "A" to jest potem "B" czyli - jak sie emigruje, to sie mieszka w innym kraju. A jak to nie odpowiada - to sie wraca i juz. a juz takie ZYCIE jak w felietonie to jest dopiero karykatura..niestety, ludzie tak zyja. znalam takie jedno malzenstwo - po jednym spotkaniu mialam dosyc ich, i ich znajomych typowe "polskie" rozmowy o polityce, co kto ma, kto ma lepiej i wiecej w polsce i ile ma kasy, jak cos nakombinowal i to wszystko to w jezyku "polsko nie polskim" takim jak "kary na kornerze", " inszury" i tego typu. No jednym slowem pawia sie chce puscic po paru minutach i uciekac od takich jak najdalej, tam gdzie pieprz rosnie.. i potem sie dziwic, ze polacy maja taka a nie inna opinie w swiecie Odpowiedz Link
bietka1 Re: Dziadostwo 26.04.05, 12:36 Kochane dziewczyny, przeczytalam ten artykul i nie do konca wiedzialam co autor mial na celu, ale jesli nie jest on calkowicie 'na powaznie' to oczywiscie co innego. Potem przeczytalam was i chyba juz wiem skad biora sie moje problemy. Okrakiem przestalam zyc juz dawno, bo za duzo mnie to kosztowalo, chociaz do rodzinnego miasta mam tylko 340 km. Wielu nie moze zrozumiec, dlaczego tak rzadko jezdze. Jako zona Niemca widze, ze polskie pary to zupelnie inna bajka. Wszystkich, ktorych poznalam, tylko tu mieszkali od wyjazdu do wyjazdu do Polski, a ja tu po prostu zyje. A szczytem zgermanzowania bylo kiedys dla mojej kolezanki gotowanie zupy z dyni i jedzenie szparagow... Wciaz musze sie z czegos tlumaczyc, a przeciez to moja sprawa Odpowiedz Link
semantics Re: Dziadostwo 26.04.05, 13:38 Bietus! Ja UWIELBIAM zupe z Dyni, ktora zreszta gotuje moj Niemiec, chyba sie przy nim zgermanizowalam Szparagi byly jedzone juz u mnie w domu rodzinnym , wiec nie jest to takie "straszne" Ale "Okrak" jest wsrod moich znajomych zjawiskiem powszechnym. Mam przyklad znajomej, ktora tutaj przyjechala z miasta za sama granica. Studiuje za darmo- bo placa za to podatnicy, nie zamierza tu zostac ale za to czesto mozna od niej uslyszec ze Ci Niemcy to straszne glupki, maja "swinskie twarze"- wlasnie przez to nie mam z nia od zeszlego lata kontaktu, bo uwazam ze oszczedze jej po prostu widomu "swinskiej twarzy" mojego chlopaka, itp itd To chyba to dziadostwo co? Odpowiedz Link
lalka_01 Re: Dziadostwo 26.04.05, 14:29 my jestesmy polska para, tu sie nauczylismy jesc zupe z dyni i szparagi, naszym gosciom z Polski bardzo to smakuje... Mysle ze wszystkie uogolnienia sa zle, jak to zwykle z uogolnieniami bywa. Inaczej traktuja "zagranice" ci, co tylko na chwile przyjechali, inaczej Ci, co zamkneli za soba drzwi "na zawsze". Jako ktos "na chwile" (5-6 lat) ucze sie Niemeic zachlannie i szybko, ale staram sie nie tracic kontaktu z Polska...bo nie wiem, co ze mna bedzie. O polskiej polityce moge dluzej i wiecej niz o niemieckiej, o literaturze pewnie tez; co nie znaczy ze moim niemieckim znajomym nie mam nic do powiedzenia. Moj "okrak" jest absolutnie swiadomy. Odpowiedz Link
semantics Re: Dziadostwo 26.04.05, 14:41 lalko, Tu bardziej chodzi o brak szacunku do kraju w ktorym sie jest jedna noga. Tak jak w tym artykule z pinezki- "i tu dziadostwo i tam" zalezy gdzie Ci ludzie w jakims momencie bardziej stoja. Co do swiadomego okraku, to swietnie ze potrafisz sie znalezc w obu krajach! Wiadomosci i Nachrichten, zupa z dyni i rosol- czyz to nie jest najfajniejsze? Nie sadze jednak aby osoby ktore sa gdzies jak napisalas "na chwile" mialy prawo opisywac tubylcow jako niedorozwinietych uczuciowo i socjalnie osobnikow. To tak jakby ktos mieszkal w Polsce dajmy tu przyklad studentow z bylych krajow "zaprzyjaznionych" - przez powiedzmy 4 lata i twierdzil ze w tej Polsce to taki syf ze juz sie wiecej nie da, mimo ze to wlasnie w Polsce dostal szanse nauki i zdobywania doswiadczen, ktore moglyby sie wspaniale przydac w kraju ojczystym. No, zrobilam sobie przy okazji apetyt na rosol... ) Odpowiedz Link
lalka_01 Re: Dziadostwo 26.04.05, 14:52 ten "brak szacunku" wynika czasami z na sile tlumionej samotnosci, tak mysle. W tygodniu po smierci papieza tak sie tu czulam; i o dziwo, znalazlam podobne refleksje na innych forach GW . Naturalnie rozumialam ze Niemcom moze wisiec i powiewac, co mi zupelnie nie przeszkadzalo myslec o nich to, co wtedy myslalam )). Nigdy nie bylam tak samotna; i nigdy mnie tak nie wkurzali jak wtedy. Odpowiedz Link
semantics Re: Dziadostwo 26.04.05, 15:33 to wszystko chyba zalezy od tego gdzie sie jest i z kim sie jest. Dzieki temu ze pokazywano mase programow o zyciu papieza moi protestanccy znajomi dowiedzieli sie co i jak bylo, nie zabraklo rowniez innych komentarzy typu " A pani to sie nie wybiera teraz do rzymu" z sarkastycznym usmieszkiem. Moj stosunek jest inny do kazdego czlowieka,nie generalizuje, bo to bez sensu. >>Naturalnie rozumialam ze Niemcom moze wisiec (...)i nigdy mnie tak nie wkurzali jak wtedy Pewnie ze kazdy moze sie zachoywac jak chce, ciekawa jestem czy plakalabys gdyby umarl jakos bardzo bardzo wazny i znany pastor. poza tym nie wszystkim Nimcom zwisalo, w Bawarii jest cala masa Katolikow i na pewno im nie zwisalo, a to czy komus zwisa czy nie - hmm sadze ze to zalezy od doinformowania, bo coz ja moge powiedziec o kim o kim nie mam pojecia? Odpowiedz Link
lalka_01 Re: Dziadostwo 26.04.05, 16:06 to nie byla kwestia ilosci katolikow, w BW tez ich nie brakuje. I ja nie ocenialam ich, ja po prostu sie wsrod nich zle czulam - bo nie byli w stanie mnie zrozumiec. Zadnej ich winy w tym nie bylo Odpowiedz Link
semantics Re: Dziadostwo 26.04.05, 16:18 ach lalko, tak jak ktos kiedys napisal- Polacy plakali potrojnie bo umarl papiez, wielki czlowiek i wielki Polak, ktory nas napawal duma i byl dla wielu symbolem i jedyna wiadomoscia o Polsce. Inni przezywali to inaczej, nie tak podniosle, inni wcale. Nikomu nie mam za zle. Najwazniejsze to cieszyc sie z tego co mamy i co dal nam taki wyjazd. Wielu dal to ze pokochali bardziej to co wczesniej bylo w zasiegu reki. Innym jedynie zgorzkniala mine i probe obwiniania tubylcow za wszelkie osobiste niepowodzenia. Zycze slonecznego Usmiechnietego poznego popoludnia! Odpowiedz Link
lalka_01 Re: Dziadostwo 26.04.05, 16:23 i wzajemnie, wreszcie slonecznego, bo w tym roku nas kwiecien nie rozpieszcza Odpowiedz Link
semantics Re: Dziadostwo 26.04.05, 16:38 o tak tak! Choc jakis miesiac temu bylam kolo Stuttgartu i tam juz zaczynaly drzewa kwitnac! A tu dopiero teraz zaczyna sie robic koROROWO ) Odpowiedz Link
alex113 Re: Dziadostwo 26.04.05, 16:37 lalka_01 napisała: > my jestesmy polska para, tu sie nauczylismy jesc zupe z dyni i szparagi, > naszym gosciom z Polski bardzo to smakuje... > Mysle ze wszystkie uogolnienia sa zle, jak to zwykle z uogolnieniami bywa. > Inaczej traktuja "zagranice" ci, co tylko na chwile przyjechali, inaczej Ci, > co zamkneli za soba drzwi "na zawsze". [...] > O polskiej polityce moge dluzej i wiecej niz o > niemieckiej, o literaturze pewnie tez; co nie znaczy ze moim niemieckim > znajomym nie mam nic do powiedzenia. Moj "okrak" jest absolutnie swiadomy. No to swietnie, ale przestan sie tlumaczyc, bo felieton nie byl o tobie !!! tylko o tych chroniczne niezadowolonych, co to ani tu ani tam nie potrafia nic uzytecznego swiatu zaproponowac i wiekszosc energii przeznaczaja na to zeby sobie ponarzekac. Groteskowe to troche. Najbardziej fascynujace socjologicznie wsrod tej grupy polonusow jest to ze im mniej ktos soba reprezentuje tym bardziej wiesza psy na "ludnosci tubylczej". Zawsze mozna sobie podleczyc kompleksy i poprawic humor wysmiewajac "amerykanskich zapasionych glupkow", "durnych kanadoli", "niemieckie swinie" itp ... Zaraz po tym pojawia sie zazwyczaj placz, ze gdyby tak rdzenna ludnosc danego kraju zmienila sie calkowicie i przeszla na nasze, oczywiscie LEPSZE sposoby zycia, no to wtedy byc moze dalo by sie z nimi cos zrobic )))))))) Odpowiedz Link
lalka_01 Re: Dziadostwo 26.04.05, 16:45 ale ja sie nie tlumacze, dlaczego niby mialabym? Takich typow w czystej postaci nie spotkalam. Odpowiedz Link
bietka1 Re: Dziadostwo 26.04.05, 23:15 ...czy myslisz, ze ktokolwiek inny wie co z nim bedzie? Emigracja to olbrzymie wyzwanie, ktore wymaga wielu wyrzeczen. Dotyczy to przede wszystkim tego co sie dzieje w nas i nigdy tego tak do konca nie zrozumiesz zyjac 'okrakiem' - moim zdaniem. Ale gratuluje ci radzenia z tym sobie Odpowiedz Link
bietka1 Re: Dziadostwo 26.04.05, 23:05 Semi, ja rowniez przyklady moglabym mnozyc. Nawet ostatnio poznalam taka polska pare, ktora tu zyje, on pracuje w jakiejs firmie, ale wracaja do Polski, bo nie przedluzono z nim umowy. Mili ludzie, ale co ja sie musialam nasluchac. A najlepsze jest to, ze nie sa zaprzyjaznieni z zadnym tubylcem, bo ich jezyk jest na zbyt slabym poziomie by moglo im to sprawiac przyjemnosc. A w ogole to jak to mozliwe, ze tu nie wszyscy mowia po angielsku, jakby w Polsce wszyscy mowili. A z innej strony bronia sie jak moga, bo chcieliby tu zostac. Tylko pytam sie wlasnie po co?, zeby dalej narzekac? No, ale koncze, bo watek i tak zjechal bardzo na bok przez ta moja niewinnie skojarzona zupe z dyni i szparagi Ciesze sie jednak, ze nie jestem jedyna z moimi spostrzezeniami Odpowiedz Link
pyzol1 Re: Dziadostwo 27.04.05, 19:07 Dzien dobry, na imie mam Kaska, lat dokladnie 50, w tym 15 w Kanadzie ( przedtem 3 w Niemczech). Trafilam tu, tj. na to forum, przypadkowo i nie wiem, czy sie zasiedze. Na razie dorzucam pare uwag do tematu: - a moze by tak, zamiast emocjonowac sie roznicami, nastawic sie na podobienstwa miedzy ludzmi? Moze ci, ktorzy tak praktykuja emigracje, nie musza przezywac "katuszy" Okraku? Ani przez moment nie czulam sie obco - ani tu, ani poprzednio, w Niemczech. Meksykanie, Chinczycy i Arabowie wyznawali mi,ze "jestem taka do nich podobna"; kiedy rodowita Kenijka powiedziala mi,iz az trudno uwierzyc, ze nie jestem czarna Afrykanka, obiesmy sie niemal poplakaly ze smiechu: Elisabeth, czarna tylko nieco mniej niz Sudanczycy czy Somalijczycy, o typowych ksztaltach tamtejszych kobiet w kwiecie wieku i ja - male, chude i takie okropnie biale, nawet wlosieta plowe i oczka slowianskie, szaro-niebieskie! Ani sam wyglad, ani roznice kulturowe nie decyduja o jakiejs takiej zasadniczej roznicy, aby wsrod "tych obcych" czuc sie zle lub "jak ktos inny" i usiasc na swoim wlasnym zyciu jakims niewygodnym Okrakiem. Po ci koncentrowac na roznicach, skoro podobienstw jest o tyle wiecej???? Serdecznosci, Kaska Odpowiedz Link
asia.sthm Re: Dziadostwo 27.04.05, 19:39 Witaj Kasko serdecznie. Ciesze sie zes mi moje mysli tak ladnie sformulowala na papierze ) Juz gdzies tu bebnilam jak duzo czasu traci sie na wypatrywanie roznic, kiedy tak naprawde wszyscy jestesmy tacy sami: kazdy pragnie szczescia i chce uniknac cierpienia. Ot co. Tez mam bratnie dusze roznych nacji i kolorow. A okreslenia "okrakiem" uzywam w bardzo pozytywnym znaczeniu. Okrak czy moze raczej lekki rozkrok daje pewna pozycje wyjsciowa P Stoi sie stabilnie, wichry niestraszne, zadne szarpanie cie nie ruszy. Wiem, bo chodzilam na kurs samoobrony. Absolutnie nie mozna stac na bacznosc ani z nozkami na krzyz ))) A smiejcie sie ze mnie. Odpowiedz Link
triskell Re: Dziadostwo 27.04.05, 21:56 asia.sthm napisała: > Juz gdzies tu bebnilam jak duzo czasu traci sie na wypatrywanie roznic, kiedy > tak naprawde wszyscy jestesmy tacy sami > A okreslenia "okrakiem" uzywam w bardzo pozytywnym znaczeniu. Dla mnie też "okrak" jest pozytywny, podobnie jak i różnice. To, że jestem z innego kraju, kultury, tradycji, itp. czyni mnie tu osobą atrakcyjną i podoba mi się rola "mostu" przybliżającego ludziom z jednej strony oceanu tą drugą stronę. Chętnie opowiadam tu o Polsce, a jak pojadę do Polski to pewnie równie chętnie opowiadać będę o Stanach (z których mi się właśnie teraz podczas pisania "Satany" zrobiły ;-P). Lubię zwracać uwagę na różnice, ale nie po to, by oceniać, co jest lepsze a co gorsze, tylko po prostu dlatego, że fascynująco _inne_. Odpowiedz Link
alex113 Re: Dziadostwo 27.04.05, 19:50 No wlasnie najlepszym sposobem na znajdowanie przyjaciol to byc przyjaznie nastawionym do swiata i ludzi. Odpowiedz Link
sylwek07 Re: Dziadostwo 27.04.05, 22:34 alex113 napisała: > No wlasnie najlepszym sposobem na znajdowanie przyjaciol to byc przyjaznie > nastawionym do swiata i ludzi. > > ------------------------ alex113 racja )juz wiele razy sie o tym przekonalem Odpowiedz Link
sylwek07 Re: Dziadostwo 27.04.05, 22:32 pyzol1 napisała: > Dzien dobry, > > na imie mam Kaska, lat dokladnie 50, w tym 15 w Kanadzie ( przedtem 3 w > Niemczech). > > Trafilam tu, tj. na to forum, przypadkowo i nie wiem, czy sie zasiedze. Na > razie dorzucam pare uwag do tematu: > > - a moze by tak, zamiast emocjonowac sie roznicami, nastawic sie na > podobienstwa miedzy ludzmi? Moze ci, ktorzy tak praktykuja emigracje, nie musza > > przezywac "katuszy" Okraku? > > Ani przez moment nie czulam sie obco - ani tu, ani poprzednio, w Niemczech. > > Meksykanie, Chinczycy i Arabowie wyznawali mi,ze "jestem taka do nich podobna"; > > kiedy rodowita Kenijka powiedziala mi,iz az trudno uwierzyc, ze nie jestem > czarna Afrykanka, obiesmy sie niemal poplakaly ze smiechu: Elisabeth, czarna > tylko nieco mniej niz Sudanczycy czy Somalijczycy, o typowych ksztaltach > tamtejszych kobiet w kwiecie wieku i ja - male, chude i takie okropnie biale, > nawet wlosieta plowe i oczka slowianskie, szaro-niebieskie! > > Ani sam wyglad, ani roznice kulturowe nie decyduja o jakiejs takiej zasadniczej > > roznicy, aby wsrod "tych obcych" czuc sie zle lub "jak ktos inny" i usiasc na > swoim wlasnym zyciu jakims niewygodnym Okrakiem. > > Po ci koncentrowac na roznicach, skoro podobienstw jest o tyle wiecej???? > > Serdecznosci, > > Kaska -------------------------------- witaj Kasiu hm co do wieku to wiec jedno,tutaj mile Panie Wszystkie maja po 23 lata ) ladnie napisalas na temat Twoich znajomych ze my mamy wiecej wspolnego i tutaj powinnysmy szukac porozumienia ) Odpowiedz Link
pyzol1 Re: Dziadostwo 28.04.05, 02:45 ",tutaj mile Panie Wszystkie maja po 23 lata )" Och, to starenkie Ja sie czuje najwyzej na 20!( serio!) Kaska Odpowiedz Link
sylwek07 Re: Dziadostwo 28.04.05, 09:21 pyzol1 napisała: > ",tutaj mile Panie Wszystkie maja po 23 lata )" > > Och, to starenkie Ja sie czuje najwyzej na 20!( serio!) > > Kaska -------------------------------------------------------- to niech bedzie te 20 ) Odpowiedz Link
mulinka Re: Dziadostwo 01.05.05, 17:53 a ja mam pytanie: - kiedy Ci cholerni Amerykanie przejda wreszcie na system metryczny? co? ))) Odpowiedz Link
aneta05 Re: Dziadostwo 01.05.05, 17:59 nie mysle zeby kiedykolwiek sie przestawili...za trudne to by bylo dla nich Odpowiedz Link
mon101 Re: Dziadostwo 26.04.05, 11:33 Dzieki, alex, swietny tekst, tak jest niewatpliwie,ja dlatego unikam jak ognia polskich spotkan w szerokim gronie gdzie panowie z najwiekszym sentymentem wspominaja bohaterskie lata jak siedzieli internowani w obozach i politykowali. Sama jestm z tej emigracji solidarnosciowej, wyslana z kraju z paszportem w jedna strone ale udalo mi sie zbudowac tu przyzwoita rzeczywistosc i ciesze sie ze jestem w sytuacji gdzie ja i moje dzieci moga wybrac i polaczyc to co najlepsze w obydwoch kulturach. A tak naprawde to wszedzie "dziadostwo"))))))))) Odpowiedz Link
dede1 Re: Dziadostwo 26.04.05, 16:27 Krytykowanie kraju do ktorego sie z jakichs tam powodow wyemigrowalo to zjawisko powszechne. Krytykuja nie tylko Polacy ale kazda nacja zamieszkujaca obca ziemie. Mieszkam w Niemczech od prawie 5 lat. Moj maz jest Niemcem. Slyszalam juz od Francuzow, ze bagietki tutaj to sa do d... w porownaniu do francuskich bagietek i mleka w proszku nie moga kupic, a komunikacji kolejowa to katastrofa. No i segregowanie smieci nie znajduje zrozumienia. Wlosi(ci z poludnia) krytykuja non stop pogode i nie moga zrozumiec dlaczego produkuje sie tu chleb inny niz bialy. Pewna Rosjanka twierdzi, ze warzywa i owoce w ogole nie maja tu smaku a po zjedzeniu chleba (znowu ten chleb) boli ja brzuch. Nikomu nie podobaja sie niemieckie kobiety. Rumunka byla rozczarowana, ze nie moze kupic ogona swini (wedzonego o ile pamietam), a to jej przysmak. Polacy...nie znam tu w zasadzie Polakow wiec nie wiem co mysla. Zakladam, ze biadola jak inni. Zawsze sie zastanawiam po co ci ludzie tu siedza? Jesli uwazaja, ze gdzie indziej byloby im lepiej, to niech jada tam gdzie jest lepiej. Mam wrazenie, ze ludzie mieszkajacy w obcym kraju, zaczynaja po pewnym czasie obwiniac tenze kraj i jego mieszkancow za wszelkie swoje niepowodzenia. Jesli ktos w sklepie wepchnie sie bez kolejki to pomysla: "Glupi Niemiec" a nie po prostu "Glupi facet". No dobra, mi tez sie zdarzy, ze powiem do meza "Nie badz taki niemiecki, wyluzuj sie", ale moje nastawienie ogolne do Niemiec i Niemcow jest pozytywne. Odpowiedz Link
sylwek07 Re: Dziadostwo 26.04.05, 17:07 wlasnie przeczytalem Wasze posty i sa super )) semantics a ty dobrze zrobilas z ta kolezanka to jest najlepsze rozwiazanie ) co do zupy i szparagow to bede miec okazje tego sprobowac juz w czerwcu (Poludnie Niemiec) jak dobrze pojdzie bo zaproszenie dostalem )) Odpowiedz Link
sylwek07 Re: Dziadostwo 26.04.05, 18:22 lalka_01 napisała: > w czerwcu nie sprobujesz zupy z dyni --------------------------------------------- to czego moge sprobowac,a moge do Ciebie napisac e-mial? Odpowiedz Link
monie_pl Re: Dziadostwo 26.04.05, 17:59 Felieton byl: 1. napisany bardzo zgrabnie, bo mial rytm i humor 2. podkreslal, ze przedstawia tylko czesc Polakow na emigracji, wiec nie ma co dyskutowac, ze jestesmy rozni Komentarz ode mnie: 1. Okrak Emigracyjny jest typowy nie tylko dla polskiej nacji....wystarczy popatrzec na Meksykanow, ktorzy przyjechali do Stanow za lepszym zyciem, ale....maja swoja bardzo prezna kulture i jest spory problem u nich z nauczeniem sie jezyka angielskiego w pierwszym pokoleniu 2. Jak napisal profesor WOjciszke, psycholog spoleczny z Uniwersytetu Gdanskiego, po zrobieniu badan na kultura komunikacji...Polacy narzekaja wiecej niz inne natrody, bo to nasz sposob komunikacji, tak jak u Amerykanow znaczaco rzadziej mowi sie, ze jest zle....mieszkajac w Stanach mam tego probke i ciagle mi brakuje tego swojskiego narzekania, a jak odpowiem mezowi, ze moj dzien w pracy byl "OK!" to juz zaczyn sie dopytywac co sie stalo i dopiero niedawno przestal po tym jak mu wytlumaczylam, ze jesli byl "OK!" to znaczy ze bylo dobrze.... 3. WYjechalam z kraju niedawno i wyjechalam stamtad bedac w pelni uksztaltowana osoba....wszelkie zmiany u doroslego zachodza dluzej a czasem nawet nie ejstesmy w stanie ich dokonac a co dopiero zaakceptowac...jak powiedziala jedna z moich kolezanek Polek tutaj "wychowani w tradycjach polskich z naszym systemem wartosci i wizja przyszlosci dla siebie i rodziny przyjezdzamy tutaj (do Stanow) i musimy sie zaadoptowac, czyli przyjac tutejsze prawa, zasady i podejscie do wielu rzeczy, zeby przezyc, ale trudno pozbyc sie tego co nabyte wczesniej szczegolnie, ze uzywalo sie tego przez powiedzmy 25 lat i pomimo tego, ze na zewnatrz dostosujemy sie to w tyle glowy gdzies tam to jest i pozostanie...ale czy to zle? chyba nie po prostu jest ciekawiej i moze troche trudniej" ....bardzo mi sie to podsumowanie podobalo 4. wielu Amerykanow, ktrozy byli w Europie przez jakis czas trudno jest wrocic tutaj i jak to ujal moj przyjaciel Amerykanin opuszczajac POlske po kilku latach...."bedzie mi brakowac tego polskiego narzekaia, bo chociaz tutaj wywala swoje sprawy prosto z mostu a tam...usmiechna sie i dupe ci obrobia i za chwile znow cie o cos pozwa" pozdrowionka MOnia Odpowiedz Link
tamsin Re: Dziadostwo 26.04.05, 20:00 Musze przytoczyc wam felieton, wlasnie to tych facetach z "apartamentow" (zreszta inne felietony ze strony "najmitow" tez sa przeswietne - www.najmici.net/ ): "Sztuka pisania listów. Ryszard Zambrzycki Pracowałem kiedyś w Nowym Yorku na rozbiórkach. Robotnikami byli przeważnie polscy chłopi, przyzwyczajeni, jak żadna inna narodowość, do bardzo ciężkiej pracy. Pracowaliśmy sześć dni w tygodniu po 1dziesięć godzin dziennie. Nauczyłem się w tej pracy szacunku i sympatii do tych ludzi mimo ich szorstkości, prymitywizmowi i ogromnego pociągu do alkoholu. Niedziela po tygodniu pracy przeznaczona była na pójście do kościoła przed którym odbywały się spotkania towarzyskie, rozmowy o pracy i możliwości jej znalezienia. Po kościele wracaliśmy do swoich miejsc zamieszkania, przy których Bałuty w Łodzi zaliczyłbym do dzielnic luksusowych. Mieszkania budowane były w amfiladzie czyli jak nazywano na Brooklinie "like a subway system". Głównym miejscem spotkań towarzyskich była kuchnia, która jednocześnie spełniała rolę jadalni i niestety "pijalni". Z kuchni wchodziło się do ubikacji i łazienki, w której była jedynie wanna. Gdy widziało się biegnących ludzi na ulicy, wiedziałeś że biegną do stacji kolejki podziemnej, do kuchni w mieszkaniu lub do wejścia do ubikacji. Kto dobiegł pierwszy temu wszyscy "współspacze" zazdrościli. W każdym mieszkaniu mieszkało po 5-ciu lub 6-ciu chłopa. Ważnym elementem kuchni była również lodówka i pralka, która pracowała dla wszystkich po kolei. W niedzielę robiono obiad wystawny, składkowy. Robili go przeważnie ci co do których reszta miała zaufanie że w Polsce nie pracowali przy drogach gotując asfalt. Przeważnie był to rosół z kury, a na drugie ziemniaki z kawałkami kury "po kąpieli". W rosole pływały ogromne oka tłuszczu a mimmo to nie widziało się otyłych ludzi. Do obiadu musiałeś mieć czyste ręce i czystą koszulę. Nikt o tym nie mówił. To się wiedziało. Pojadano powoli wymieniając uwagi, kogo spotkało się po kościele i o pracy. Po obiedzie był czas pisania listów. O tym chcę opowiedzieć! Często zapraszano mnie na niedzielne obiady po których przystępowano do ceremoniału pisania listów. Byłem wtedy centralną postacią. Pisarzem - powiernikiem. Odbywało się to w taki sposób. Ja zasiadałem przy jednym końcu stołu uprzednio uprzątniętego z okruszyn i pokrytego czystym papierem. Obok mnie wysyłający korespondencję. Reszta siedziała naprzeciwko z rękoma, wielkimi jak ciężarki w cukrowni, położonymi na tym papierze, rozłożonym odświętnie. Słuchali. Pytam jak masz na imię, jak mówisz do żony, ile masz dzieci i jakie mają imiona. Czy chodzą do szkoły i czy dobrze się uczą. Kogo chcesz pozdrowić z rodziny. Czy martwisz się o inwentarz i czy chcesz o tym napisać. Po otrzymaniu tych i innych informacji zaczynamy tworzyć list. W liście umieszczone są zapytania o zdrowie żony, dzieci i krewnych. Jednak nie po to mnie proszono! Chodziło o klimat listu. Dodaję wszedzie gdzie tylko można słowa o tęsknocie i uczuciu. Wiem że te słowa, żony będą czytać po dziesięć razy. Są przecież same, pełne niepokoju czy chłop nie znalazł sobie innej za ogromnym oceanem, w nieznanym pełnym pokus świecie. Nie, napewno nie. Nie napisałby takiego listu do niej i o niej. O dzieciach. Zatroskany o wyniki w nauce. Myśli też po gospodarsku o inwentażu. Pisze, że wróci rychło i wybuduje dom, który jej obiecał. Duża kuchnia i łazienka cała w kafelkach. Tynk na zewnątrz szklany - błyszczący. Sobie kupi traktor. Widzę w wyobraźni dumę żony i potakiwania krewnych przy czytaniu listu. Czy potrafisz sobie to wyobrazić Przyjacielu? Zamknij oczy i spróbuj. Czy te listy były autentyczne? Oczywiście że tak. Oni tak myśleli lecz nie umieli lub wstydzili się przelać swoje uczucia na papier. W ciągu całego ich życia ciężka praca zabiła ich wrażliwość zamieniąjąc ją na wolę przetwania. Przypomina mi się zawód pisania listów w średniowiecznych miastach. Wtedy panował powszechny analfabetyzm. Wszyscy moi klijenci umieli pisać! Jest jednak różnica pomiędzy pisaniem a umiejętnością "wypisywania się". Trzeba służyć innym tą umiejętnością jeżeli się ją ma! Zawsze proponowano mi rekompensatę za moją pracę. Przeważnie w "przelewie". To fakt. Odmawiałem. Sam czerpałem satysfakcję z tej pracy. Poznawałem ludzi w ich najskrytszym wnętrzu. Czysta socjologia. Przyjacielu, nie śmiej się z tego co napisałem. To jest mój naród, a ja jestem jego." Odpowiedz Link
izabelski Re: Dziadostwo 27.04.05, 01:24 bardzo ujmujacy opis ja musze chyba napisac o moim dziadku, ktory od zawsze pisal ludziom listy a ja bylam swiadkiem jak przez ponad 10 lat szukal zony dla listonosza z naszej poczty listonosz ten nie byl zbyt atrakcyjny fizycznie, elokwencjii a tym bardziej umiejetnosci pisania listow niw posiadal wyobrazcie sobie wiec mojego 80 letniego dziadka, piszacego przedwojenna polszczyzna list do prostej kobiety z ogloszenia w "Gospodyni" dziadek pisal 2 strony - pani odpowiadala 5-10 zdaniami nawet nie wiem ile panien tak we dwojke zaliczyli najwazniejsze,ze listonosz znalazl sobie zone, ale to dopiero po tym jak zapewnil ja,ze bedzie mogla miec krowe, kilka kurek i kawalek ziemi pod duzy ogrod oboje dobrze po piecdziesiatce - dobrze,ze ich losy sie zeszly - ale to oczywiscie dzieki temu, ze dziadek zaliczyl 7 klas szkoly powszechnej przed wojna Odpowiedz Link
triskell Re: Dziadostwo 27.04.05, 01:41 izabelski napisała: > ja musze chyba napisac o moim dziadku, ktory od zawsze pisal ludziom listy > a ja bylam swiadkiem jak przez ponad 10 lat szukal zony dla listonosza Dziadek brzmi naprawdę super. Zazdroszczę, bo ja swoich obu dziadków praktycznie nie znałam. A swoją drogą post o Dziadku stawia tytuł wątku w zupelnie nowym świetle . Odpowiedz Link
ewka5 Re: Dziadostwo 27.04.05, 06:42 a ja przez to przeszlam w jakiejs mierze, w jakims stopniu. Zanim podjelismy decyzje o przyjezdzie na stale do Stanow, jezdzilam tu kilka lat z rzedu (po mojej matce mamy papiery) na miesiac, dwa, czasami trzy. Nic, kompletnie NIC mi sie tu nie podobalo! Bylam wsciekla, wiecznie wsciekla, ze znowu musialam przyjechac, ze znowu musze tu odsiedziec iles czasu, podczas kiedy tyle ciekawych rzeczy dzieje sie w moim Gdansku, ze moi Przyjaciele wlasnie sa na zaglach, pod namiotami albo licho wie gdzie jeszcze! A ja TU musze siedziec! Jedyne miejsce, gdzie czulam sie dobrze (do dzisiaj to moje ulubione miejsce zreszta), to Art Institute of Chicago - lazlam tam, najchetniej sama, na caly dzien (i tak za malo czasu, zeby obejsc wszystko i naprawde sie nasycic) - wtedy "pekala" szyba, za ktora caly czas mialam wrazenie byc podczas moich tutejszych chwilowych zyc. Zawsze przyjezdzalam ze zleceniem z magazynu, w ktorym pracowalam, napisania materialu o roznosciach. Spotykalam sie wiec z roznymi ludzmi, robilam wywiadzia, szyba znikala na ten jeden moment, by za chwile wrocic. Okropne to bylo. Ale przeciez tak naprawde rzecz nie w ludziach tutejszych, tylko - do diabla! - we mnie! To ja mialam problem! To ja czegos nie akceptowalam. To mnie bylo zle - na wlasna prosbe. Dzisiaj - kiedy jestesmy, razem z dzieciakami, grubo ponad pol roku tutaj, moje spojrzenie, widzenie, jest inne. Jest poniekad akceptujace. Nie znaczy to, ze czuje sie rewelacyjnie. Ze jestem pewna slusznosci dokonanego wyboru. Ze wiem. Nie wiem. Nie jestem pewna. Mam nadzieje, ze zrobilam dobrze. Przede wszystkim dla dzieciakow. Tak czy siak wiecej we mnie spokoju, co nie znaczy, ze nie tesknie. Tesknie. Ale spokojniej tesknie. Miedzy innymi do tego tesknie: (wklejam cos, co napisalam do ksiazki z okazji dziesieciolecia istnienia Zwiazku Przyjaciol Trojmiasta w Ameryce "Neptun") O ludności zamieszkującej późniejsze trójmiejskie ziemie, Żukrowski mówi tak: ...” Rodziny zwarte, kobiety gospodarne, krzątające się od świtu po zmrok, praca jest samą esencją życia, z pracy rodzi się zamożność, umocniona mądrością pokoleń, i siła jak w zwartym kułaku. Mężczyźni pojmujący moc żywiołu morza, bo co znaczy owa łupinka sklecona ręką człowieczą, nawet najlepszego szkutnika, gdy nagły szkwał targa żaglem i bałwany jak rozjuszone byki bodą w pianie burty kutra? Nauczyli się więc liczyć tylko na siebie, żadają posłuszeństwa, poczucia wspólnoty i owego szczególnego męstwa bez chwały, tego na co dzień, bez jakiego nie można odchodzić od brzegu na rybaczenie.” Część z nas jest z Gdańska, część z Sopotu, część z Gdyni. Z Trójmiasta. Wszystkich nas łączy miejsce, z którego jesteśmy. I miejsce, w którym jesteśmy. Łączy nas nieustająca potrzeba wiosennych spacerów plażą, kiedy wiatr niosący specyficzny zapach słonej wody dawał orzeźwienie po mrokach zimy, kiedy łabędzie podchodziły blisko, bliziuteńko po kawałek bułki pokruszonej, a mewy latające tuż nad głową darły się, że też im się należy; wdrapywanie się na Orłowski Klif, by napatrzeć się na bezmiar spienionej wody dający poczucie siły, ale i wobec żywiołu pokorę, czekanie na czyste niebo, bo wtedy można dojrzeć zarys dalekiego Helu; przejście ulicą Mariacką, najkrótszą a najbardziej urokliwą w Gdańsku, i wejście na chwilę zadumy i ukojenia do surowej Bazyliki Mariackiej, leniwym krokiem po Długim Pobrzeżu, muśnięcie okiem starego Żurawia, ledwie słyszalny szum leniwie płynącej Motławy, i Długi Targ z królującym Neptunem, symbolem naszego Związku, i Ratusz z muzeum, i Dwór Artusa, Dom Uphagena, i Złota Brama. Długo by wymieniać... Przejazd Jana z Kolna w kierunku stoczni, gdzie pomnik Trzech Krzyży, i gdzie nie słychać już lata całe stoczniowej syreny wyznaczającej rytm dnia, ale gdzie nadal miarowo stukają o szyny żelazne koła tramwaju – to nadal 8, 10 i 13; jazda Dolnym Wrzeszczem, korty na Sawickiej, akademiki, Szkoła Baletowa, dawne lotnisko czyli Zaspa, Przymorze, Jelitkowo, wzdłuż plaży, aż po Sopot, i prześlicznej urody Plac Rybaków z wielką kotwicą centralnie posadowioną, Łazienki Południowe, i stary a odnowiony Zakład Balneologiczny, niepodal którego źródło leczniczej solanki tryska, zwane grzybkiem; po lewej deptak mianowany imieniem Bohaterów Monte Cassino, czyli popularny Monciak, na którym latem ruch jak w mrowisku, po prawej zaś molo i galeria sztuki i słynny niegdyś Grand Hotel, i teatr w budynku na plaży, w którym Agnieszka Osiecka ostatni czas swojego życia spędziła, teraz ten teatr nosi jej imię; Łazienki Północne mające za plecami piękny park ciągnący się aż do lasu, w którym – już w gdyńskiej części – przy samej plaży stoi góralska chata, w której dobrego jadła zawsze pod dostatkiem; gdyńskie Kolibki – kolejne miejsce w Trójmieście, gdzie można konnej jazdy zasmakować; Orłowo, skąd widok rozpościera się taki, że dech zapiera, a kiedy wieczorem wjechać powyżej Grabówka, najlepiej na uliczkę Widok, to nic nie zastąpi obrazu świateł mrugających od zarysu statków stojących na redzie, mających za tło granat zlewającego się w jedno nieba i wody; nieopodal orłowskiego molo Teatr Letni, gdzie scenografią ogrom piasku, bezmiar wody i niebo z kluczami ptaków; Kamienna Góra i Bulwar Nadmorski, gdzie w niedzielne popołudnie można spotkać chyba każdego żywego gdynianina; Świętojańska roziskrzona światłami, neonami, barwna, nowoczesna w dobrym tego słowa znaczeniu, ona jak dama – wie co i jak nosić, żeby było światowo, a nie przesadnie; i Skwer Kościuszki, skąd słynny Dar Pomorza, a później Dar Młodzieży z kandydatami na przyszłych wilków morskich odpływał, a dziewczyny łzę roniąc chusteczkami machały swoim chłopakom; i wreszcie Nabrzeże Francuskie, z którego dawno temu niejeden Polak na Stefanie Batorym, a później jego młodszym bracie, odpłynął do nowego życia... Nasze tutejsze „nowe życia” różne mają długości, ale poczucie wspólnoty i owego szczególnego męstwa bez chwały, tego na co dzień, pozwala nam odchodzić od brzegu na rybaczenie. Odpowiedz Link