Dodaj do ulubionych

Wątek roboczy :)

27.02.06, 06:07
Triskell napisała wreszcie o swojej pracy , bardzo się cieszę bo ciekawa byłam
jak Jej leci.
Chciałabym tu skopiować Jej wątek i zacząć nową dyskusję na temat który od
dawna chodzi mi po głowie.
Triskell się pewnie nie obrazi że kopiuję Jej wątek tutaj.
ale jakby co to zażalenie do Derekcji a ja zacznę ten temat na nowosmile
Kran


Trskell napisała:
A skoro już jest to właśnie o tym wątek, to też się podzielę swoim zadowoleniem
z pracy, którą mam od około miesiąca. Praca w komisie z ciuchami jest dla mnie
po prostu idealna, bo mam styczność z dwoma "rzeczami" (pierwsza to nie rzecz,
ale nie wiedziałam, jak to ująć), które uwielbiam: z ludźmi i z ciuchami. Po tym
miesiącu odżyłam, teraz dopiero czuję, jak bardzo brakowało mi kontaktu z
większą ilością osób, jak powoli zaczynałam się robić odludkiem. W dodatku
wczoraj koleżanka, dzięki której mam tą pracę, była w sklepie i podobno moja
szefowa rozpływała się w komplementach na mój temat, mówiła, że klientki mnie
bardzo chwalą i że robię "an awsome job". Na początku przeszkadzała mi zbyt mała
ilość godzin. Parę tygodni temu szefowa zwolniła swoją drugą pracownicę i od tej
pory na brak godzin nie narzekam. A szefowa moze wreszcie trochę odpocząć (moja
koleżanka stwierdziła, że zaczynała się już o nią martwić, ale że wczoraj moja
szefowa wyglądała nareszcie jak dawniej - zrelaksowana, wypoczęta i kilkakrotnie
wspominała, jak wielką pomocą jest dla niej to, że nareszcie może w sklepie
zostawić kogos kompetentnego). _Bardzo_ to było miło usłyszeć, poczuć się
docenianą i potrzebną smile.
Obserwuj wątek
    • jan.kran Re: Wątek roboczy :) 27.02.06, 06:14
      A teraz mój krótki wstęp na temat. Rozwinę po południu bo niedługo idę do
      fabryki...
      Nasze losy na emigracji potoczyły się różnie. Wiele z nas pracuje w wyuczonym
      lub zbliżonym zawodzie , niektórym udało się to bardzo szybko.
      Część musiała się douczyć , przekwalifikować ale pracują na stanowiskach
      bliskich wykształceniu i pozycji socjalnej jaką miały w PL.
      Częsć z Nas z róznych powodów musiała schować ambicje do kieszeni albo po
      prostu życie pokierowało je na inne ścieżki i robią coś kompletnie odmiennego
      niż ich wyuczony zawód.
      Ja jestem na rozdrożu , decyzję raczej podjęłam.
      Ale zastanawiam się czy warto inwestować w kompletnie nowe życie zawodowe skoro
      mam coś już w ręce ?
      Kran
      • jan.kran Re: Wątek roboczy :) 27.02.06, 06:16
        Dodam jeszcze że tak mi się ciepło koło serca zrobiło jak przeczytałam post
        Triskell smile))
        Super że się tak ułożyło z tą pracą. smile))
        Kran
        • triskell Re: Wątek roboczy :) 27.02.06, 06:51
          Kraniku, oczywiście że nie mam nic przeciwko przekopiowaniu mojego posta, zaraz
          go usunę z pierwotnej lokalizacji smile.

          A jeśli chodzi o Twoje pytanie, to dla mnie nigdy nie było ważne, żeby praca,
          którą wykonuję, zgodna była z moim wykształceniem (prawdę mówiąc uczyć nie
          lubię, ale o tym przekonało mnie dopiero sporo lat pracy jako nauczycielka, idąc
          na studia nie wiedziałam tego jeszcze). Cieszę się, że robię coś, co mi sprawia
          przyjemność (a także, że jestem potrzebna i że moja obecność jest w czymś
          pomocna), a lata studiów tak czy owak uważam za przydatne, ot po prostu dla
          mnie. Cieszę się też, że nie pracuję dla korporacji, tylko jestem w miejscu,
          gdzie mogę w przyszłym roku wziąć parę tygodni wolnego, żeby pojechać do Polski
          (w Stanach w pierwszym roku pracy ma się zazwyczaj tydzień urlopu), brać wolne
          wtedy, gdy mam występ lub inne ważne wydarzenie, kończyć tak, żeby móc zdążyć na
          wieczorne zajęcia. Na to nie liczyłam, nie szukałam pracy pod tym kontem, ale to
          mniej formalne podejście, wynikające z pracy dla małej, prywatnej firmy, bardzo
          mi odpowiada. Innymi słowy, znalazłam pracę, która _dla_mnie_ jest odpowiednia i
          to chyba jest najważniejsze: nie znalezienie jakiejś "uniwersalnie idealnej"
          pracy, tylko znalezienie pracy idealnej _dla_siebie_, w której dobrze się czujemy.

          U Ciebie sytuacja wydaje mi się troszkę inna, bo Tobie faktycznie studia mogą
          dać taką pozycję, której bez nich w tym samym miejscu pracy mieć nie możesz.
          Mogą dać Ci szacunek zwierzchników, na którego brak czasem się skarżysz... no
          ogólnie wydaje mi się (na podstawie Twoich postów), że lepiej Ci będzie w pracy,
          jak te studia ukończysz.

          A tak już zupełnie ogólnie, to chyba po prostu dla jednych osób ważniejsza jest
          praca zgodna z wykształceniem, dla innych mniej ważna i jest to kwestia
          indywidualnych preferencji smile.
          • triskell Przeklejony post 27.02.06, 06:55
            Tak żeby już zupełnie "po porządku" było to przeklejam też odpowiedź Myszki, bo
            sama odpowiedź bez postu, na który odpowiedziała, wyglądała w tamtym wątku ni
            przypiął ni przyłatał...

            myszka888 27.02.06, 01:05 + odpowiedz

            Triskell! gratulacjesmile)
            A najwazniejsze, ze Tobie z ta praca tak dobrze smile
            • ania_2000 praca 27.02.06, 08:18
              Z calym szacunkiem Kranie.
              Mysle ze poruszylas ogromnie szeroki temat - praca na emigracji - podajac dwa
              rozne/skrajne przyklady. Twoj - matki samotnie wychowujacej dzieci, a wiec
              patrzacej zupelnie z innej perspektywy na swoj zawod, tzn swoja prace,
              dodatkowo i jednoczesnie majaca nieustajaca chec do nauki, dalszego
              ksztalcenia - z osoba ktora ma zupelnie inne priorytety.
              Przyznam sie -troche nie rozumiem wyroznienia przypadku Triskell.
              Na tym forum jest wiele dziewczyn ktore osiagnely tak wiele w tak krotkim
              czasie. Np Monika, ogromnie wyksztalcona dziewczyna - nie spoczywajaca na
              laurach, ktorej tylko brak odpowiedniego papierka staje na przeszkodzie
              zrobienia tutaj, w usa, duzej kariery. Inne dziewczyny - studiujace,
              wychowujace dzieci, pracujace w swoich czy nowo wyuczonych zawodach - zadna z
              nich nie traktuje siebie jako cos wyjatkowego..
              Tutaj, w USA bezrobocie jest rzedu 5%. Kazdy - powtarzam kazdy znajdzie prace.
              Oczywiscie warunkiem jest bycie tutaj legalnie - a nawet nie - bo dla
              nielegalnych praca tez jest.
              Dla mnie nie jest niczym wielkim stwierdzenie" dostalam prace".
              Dla mnie czyms wielkim jest - dostalam prace, poniewaz do niej sie uczylam,
              przygotowalam, poniewaz wkladajac w to wysilek (wiekszy lub mmniejszy) -
              studiowalam, co dalo mi mozliwosc pracy ciekawej, benfitujacej mnie
              docenieniem..i nie oszukujemy sie - nie tylko poklepaniem po plecach ale
              rowniez satysfacji materialnej.
              Mi na przyklada imponuje Samo - dziewczyna, mloda koza - jak bardzo madra i
              dojrzala na swoj wiek. Oczywiscie, w glowie ma jeszcze wiele bzdurek ale to
              jest jej przywilejsmile Albo Blue Jay (troche starsza, bez "bzdurek"smile zreszta
              wiele by tu wymieniac...Syswia..Nie znam dobrze frakcji "europejskiej" ale
              widze/slysze - tzn czytam - jak kazda stara sie wpierw "inwestowac" w siebie -
              koniecznie szkola, wyksztalecenie. Nie te z PL ale wlasnie nie siedzenie w domu
              na laurach - tylko wlasnie nauka...Do tego dochodza wlasnie jeszcze w przypadku
              kobiet dzieci...ktore wymagaja tak wiele poswiecenia, i czasami zmiany planow.
              i poczekania z realizacjia pracy na pozniej. wszystkie te dziewczyny uwazam
              zasluguja na olbrzymie brawa.
              Z gory przepraszam ze nie wymienilam tutaj wszystkich z imienia - chcialam
              tylko przypomniec - ze Triskell gratulujemy i trzymamy za nia kciuki juz od pol
              roku. Dajmy w koncu innych sie troche "pochwalic" - inaczej wiele osob nadal
              bedzie tylko pisalo ze CZYTA ale nie pisze na forum KP bo nie "chce" wlazic do
              zamknietego towarzystwa, ze osoby tutaj sie znaja i faworyzuja, - innym
              pozostaje patrzenie sie z boku.
              A przeciez nie chodzi o to, prawda?
              Triskell - zeby nie bylo, - ale to nie ja ciebie wyciagnelam na swiecznik -
              gratuluje ci pracy, i mam nadzieje ze przyniesie ci ona duzo zadowolenia.

              • triskell Re: praca 27.02.06, 08:48
                ania_2000 napisała:
                > Z gory przepraszam ze nie wymienilam tutaj wszystkich z imienia - chcialam
                > tylko przypomniec - ze Triskell gratulujemy i trzymamy za nia kciuki juz od pol
                > roku. Dajmy w koncu innych sie troche "pochwalic"

                No i właśnie po to chyba Kranik założyła ten wątek, żeby te osoby mogły się tu
                "chwalić", zamiast zakładać wiele osobnych wątków. Wydaje mi się, że wyciągnęła
                mój przykład tylko dlatego, że najświeższy (z wyjątkiem Kast, na której
                wiadomość było chyba zbyt dużo odpowiedzi, by wszystkie je przenosić), ale że
                miała nadzieję, że wątek ten zaowocuje postami osób, które chcą pochwalić się
                nową pracą. Choć oczywiście może się mylę, Kranikiem nie jestem, ale Kranik ma
                dla mnie naturę organizatora, który lubi rzeczy porządkować i zbierać "do kupy"
                (vide opieka nad wątkami pocztowymi czy kciukowymi).

                Mnie tam zupełnie jest obojętne, gdzie mój post będzie. Po prostu chciałam
                podzielić się czymś, co sprawiło mi radość i co jest dla mnie ważne smile. Może
                dlatego, że sama lubię czytać, gdy Wy z czegoś się cieszycie smile
              • nemo536 do Ani_2000 27.02.06, 18:59

                Bardzo nie spodobal mi sie Twoj list i wydaje mi sie, ze to nie tylko moje
                odczucie. Wiem, ze dla wielu osob z klapkami na oczach informacja, ze zycie nie
                polega na zdobywaniu coraz to wyzszej pozyji zawodowej, wiekszych pieniedzy
                jest niepojeta, Ty widac nalezysz do tych osob, o czym swiadczy Twoja reakcja
                na zwykle wklejenie listu Triskell. Nic dziwnego, ze potem mlodzi ludzie
                przekonani sa, ze wartosc czlowieka zalezy od jego pozycji zawodowej i nie sa w
                stanie pojac, ze zadna rzecz materialna nie uczyni ich szczesliwymi, jesli nie
                maja tego szczescia w sobie. A nabywanie coraz to drozszych dobr materialnych,
                patrzenie z gory na ludzi mniej majetnych, majacych gorsza prace(wedlug nich)
                to tylko rozplaczliwa proba dowartosciowania sie i zapelnienia pustki w zyciu.
                Pracuja ciezko cale zycie, pieniadze na koncie rosna, koncza 40-50 lat i dopada
                ich kryzys. Bolesne jest uswiadomienie sobie, ze przez tyle lat gonilo sie za
                pieniadzem, a w zyciu nie o to chodzi.

                Piszesz, ze dla Ciebie czyms wielkim jest stwierdzenie- dostalam prace, bo sie
                do niej przygotowywalam, uczylam itp.
                Dla mnie czyms wielkim jest stwierdzenie -dostalam prace, ktora sprawia mi
                radosc, dzieki ktorej sie spelniam. Ciekawe, ile procent ludzi jest w stanie
                tak powiedziec, ile procent ludzi zamoznych, majacych niby wszystko jest
                naprawde szczesliwym...

                Oczywiscie nie odbieram Tobie prawa do wlasnych pogladow, zachwycaj sie dalej
                osobami, ktore cale zycie sie ucza, douczaja i to stanowi cel ich egzystencjismile

                Triskell, jestes wspaniala osobka, pozdrawiam Cie serdecznie!!

                Nemo
                • tamsin Re: do Nemo 27.02.06, 19:19
                  Kim jestes Nemo? z powyzszego listu wnioskuje, ze jestes "stala" bywalczynia
                  forum, wiec dlaczego ukrywasz sie pod nowym nickiem? Zupelnie inaczej odbiera
                  sie list od osoby, ktora czesto pisze na forum, a inaczej od kogos, kto tylko
                  doskoczy aby "ukasac" i pojdzie w pierony. Dlatego jezeli jestes stala
                  bywalczynia, nie rozumiem tego ukrycia sie pod innym nickiem tylko aby wyrazic
                  swoja opinie, ktora akurat jest inna od opinii Anii_2000.
                  • nemo536 Re: do Nemo 27.02.06, 19:43
                    Chyba jeszcze nie wprowadzono obowiazku pisania zawsze pod tym samym nickiem.
                    Jestem stala bywalczynia forum, to czy pisze na nim czy nie i jaki
                    mam 'prawdziwy' nick jest nieistotne.

                    Moim celem nie jest wprowadzenie zamieszania, 'kasania', nic z tych rzeczy,nie
                    jestem trollem, to nie w moim stylu. Bylam bardzo zdziwiona, ze nikt na ten
                    post nie odpowiedzial, to chyba rezultat sielankowej atmosfery na tym forum. I
                    tak jak napisalam nikomu nie odbieram prawa do wlasnych pogladow. Jednak Ania
                    zamiast normalnie wypowiedziec sie w watku (ktorego zalozenie chyba bylo inne,
                    chodzilo o wlasne doswiadczenia), zakwestionowala przypadek Triskell jako
                    przyklad osoby radzacej sobie na emigracji. Tylko nie wiem dlaczego? "Przyznam,
                    ze nie rozumiem wyroznienia Triskell"- tak mniej wiecej napisala. Jakiego
                    wyroznienia? Jan.Kran zaklada watek, w ktorym dziewczyny moga sie wypowiedziec
                    o swoich doswiadczeniach zwiazanych z praca i jako piekny przyklad podaje
                    Triskell, a ktos pisze o jakims wyroznieniu i sugeruje miedzy wierszami: Ok,
                    podaj przyklad, ale dlaczego nie wybierzesz Moniki, ktora jest tak swietnie
                    wyksztalcona? Ktos moze mi zarzucic nadinterpretacje, jednak chyba przyznasz
                    mi, ze poczatek listu Ani i powiazanie wypowiedzi z Triskell(w jakim celu?) na
                    poczatku bylo bardzo niefortunne...

                    • tamsin Re: do Nemo 27.02.06, 20:10
                      nie wprowadzono zadnego obowiazku, ale wdzieczna bylabym gdybys napisala co cie
                      naklonilo aby zmienic swoj nick aby napisac akurat ten post, bo jak na razie to
                      wyglada dla mnie jakby objaw swoistego tchorzostwa z twojej strony, przepraszam
                      jezeli to jest zbyt mocne okreslenie.
                      • nemo536 Re: do Nemo 27.02.06, 20:14

                        Masz prawo tak uwazacsmile Napisalam, ze jestem stala bywalczynia, co nie znaczy,
                        ze sie udzielalam czynnie na forum, a w takim przypadku mojego nicka znac nie
                        mozesz.

                        Pozdrawiam.
                        • tamsin Re: do Nemo 27.02.06, 21:18
                          Nemo, moze czytasz forum od dawna, nie wiem. Na pewno nie napisalas nigdy postu
                          pod tym nickiem, ale twoj post wyglada na to ze czujesz sie swobodnie
                          wypowiadajac sie o nas. Zastanawia mnie cel twojego postu, jako galla anonima
                          na dodatek?
                • ania_2000 Re: do Ani_2000 27.02.06, 19:43
                  Przykro mi bardzo Nemo, ze nie spodobal ci sie moj list. Jednak taka juz
                  jestem - przede wszystkim prawdomowna, nie owijam w bawelne, nie
                  lubie "bullshit"" i bycia nieszczerym. Lubie nazywac sprawy po imieniu.

                  A teraz jezeli chodzi o Twoje zrozumienie tego co napisalam, to po prostu
                  szczeka mi opadla z tego jakie wnioski wyciagnelas...
                  Przede wszystkim jak to sobie wykoncypowalas ze ja uwazam i popieram tylko
                  materialna strone pracy zawodowej???

                  ...Nic dziwnego, ze potem mlodzi ludzie
                  > przekonani sa, ze wartosc czlowieka zalezy od jego pozycji zawodowej i nie sa
                  w
                  >
                  > stanie pojac, ze zadna rzecz materialna nie uczyni ich szczesliwymi, jesli
                  nie
                  > maja tego szczescia w sobie. A nabywanie coraz to drozszych dobr
                  materialnych,
                  > patrzenie z gory na ludzi mniej majetnych, majacych gorsza prace(wedlug nich)
                  > to tylko rozplaczliwa proba dowartosciowania sie i zapelnienia pustki w
                  zyciu.
                  > Pracuja ciezko cale zycie, pieniadze na koncie rosna, koncza 40-50 lat i
                  dopada
                  >


                  ?????

                  Dla ciebie fakt, ze ktos nie siedzi na dupie i pierdzi w stolek - tylko sie
                  uczy, rozwija, poznaje - dostaje ciekawa prace w ktorej jest doceniany i ma
                  satysfakcje jest czyms nagannym???
                  To, ze wiele kobiet DODATKOWO - zajmuje sie w miedzyczasie wychowywaniem dzieci
                  to jest dla ciebie zycie z "klapkami na oczach"?
                  Uwazasz, ze ludzie ktorzy do czegos w zyciu doszli nie sa spelnieni? nie sa
                  szczesliwi???

                  ..."> Oczywiscie nie odbieram Tobie prawa do wlasnych pogladow, zachwycaj sie
                  dalej
                  > osobami, ktore cale zycie sie ucza, douczaja i to stanowi cel ich
                  egzystencjismile
                  >

                  Tak, jak najbardzie - bede sie dalej takimi osobami zachwycac. Bo lubie i
                  doceniam ludzi pracowitych, dazacych do celow - ludzi ktorzy rozwijaja siebie.

                  Odczuwam Nemo u ciebie przede wszystkim chec przypodobania sie Triskell i
                  obrone jej przed moim "atakiem". Baaardzo mnie to "rozczula". Z Triskell
                  spedzilam w realu prawdopodobnie o wiele wiecej godzin niz jakakolwiek z Was,
                  wiecej - goscilam ja u mnie w domu.
                  Naprawde wiem Kim jest i Co ze soba reprezentuje.

                  • nemo536 Re: do Ani_2000 27.02.06, 19:52
                    Nie spodobal mi sie Twoj post, nie dlatego, ze wyrazilas w nim swoje poglady,
                    tylko dlatego, ze powiazalas to 'slicznie' z Triskell. Co to znaczy, ze nie za
                    bardzo rozumiesz wyroznienia Triskell?

                    Wiem, ze znasz osobiscie Triskell i dlatego tym bardziej mnie zdziwila Twoja
                    wypowiedz. Nie odczuwam potrzeby 'przypodobania sie' Triskell i nigdy nikomu
                    nie slodze, aby miec w przyszlosci jakas korzysc z tego.
                    • ania_2000 Re: do Ani_2000 27.02.06, 20:19
                      Dziewczyno - placzesz sie...
                      przestan mi zarzucac cos co jest tylko w twojej glowie..

                      Moje poglady sa moimi pogladami - i mam prawo je wyrazic.

                      Powtarzam jeszcze ci raz - ze imponuja mi ludzie poswiecajacy sie swojemu
                      rozwojowi - nauce, pracy, osiaganiu celow. Zawsze tak bylo i zawsze tak bedzie.
                      Imponuja mi ludzie ktorzy ciezko pracuja.

                      Przestan dorabiac do tego jakies "materialne" teksty, wplatywac mnie w afery i
                      jakies niedomowienia. Jak masz cos do mnie to przede wszystkim sie nie chowaj
                      pod obcym nickiem tylko konkretnie napisz. I nie zasmiecaj tego watka juz
                      swoimi atakami na mnie - mozesz zalozyc osobny.
                      • nemo536 Re: do Ani_2000 27.02.06, 20:28
                        Nerwowa jestessmile

                        Nie zauwazylam, abym w ktoryms momencie zaczela 'sie platac'smile Niestety(a moze
                        i 'stety'?) nie przywyklam do rozmowy z ludzmi, dla ktorych
                        sformulowanie 'kultura wypowiedzi' jest zupelnie obce. Nie lubie takze jalowych
                        dyskusji, takze pozwolisz, ze na tym poscie zakonczymy wymiane zdan.

                        • kobiecapolonia Re: do Ani_2000 27.02.06, 20:31
                          Dziewczyny, uprzedzam, ze kontynuowanie dyskusji w takim tonie zakonczy sie
                          wyrzuceniem wszytskich waszych wypowiedzi.
                          • triskell Re: do Ani_2000 28.02.06, 04:52
                            Ja tylko chciałam napisać, że przychylam się do tego, co napisała Derekcja. Nie
                            chciałam moim postem wywołać takiej wymiany zdań i bardzo przepraszam, że to
                            nieświadomie zrobiłam. Napisałam po prostu o czymś, co mnie ostatnio cieszy. Nie
                            uważam tego (ani niczego innego, co robię) za jakąś wyjątkową zasługę - ba,
                            nawet _w_ogóle_ tego nie uważam za swoją zasługę, raczej za fajny prezent, który
                            dało mi życie. Nie było moim celem porównywanie się z kimkolwiek, bo każdy z nas
                            jest inny i ma inne potrzeby. Nie uważam się za osobę szczególną (nie bardziej,
                            niż szczególny jest każdy z nas), nie chciałam być wyróżniana czy stawiana na
                            świeczniku. Chciałam napisać post, jakich dziesiątki pojawiają się na forum:
                            post typu "Robię coś, co lubię i jestem szczęśliwa". Chciałam go napisać
                            dlatego, że sama lubię takie Wasze posty czytać i cieszyć się z Waszych sukcesów
                            (_nie_ porównywać ich z sukcesami innych osób, bo każdego coś innego cieszy i
                            moim zdaniem żadnej z tych radości nie można nazwać bardziej lub mniej
                            wartościową). A już na pewno nie chciałam, żeby mój post stał się katalizatorem
                            jakichś kłótni.

                            Aniu i tajemnicza Nemo - bardzo Was proszę, stuknijcie się musztardówkami, a
                            jeśli nie możecie lub nie chcecie tego zrobić, to po prostu załóżcie na siebie
                            wzajemnie wielkiego ignora. To jest _prośba_, nic więcej smile.

                            Jeszcze raz przepraszam, że nieświadomie to zaczęłam.
    • sylwek07 Re: Wątek roboczy :) 27.02.06, 08:24
      a jak z praca czarno tez sie to liczy?
      • triskell Re: Wątek roboczy :) 27.02.06, 08:51
        Sylwku, jeśli to Ty tą pracę na czarno dostałeś, to pewnie, że się liczy i Tobie
        też gratuluję big_grin Napisz, co robisz.
        • sylwek07 Re: Wątek roboczy :) 27.02.06, 08:54
          a praca jako wolontariusz pewnie tez sie liczy smile
          • triskell Re: Wątek roboczy :) 27.02.06, 09:00
            Sylwku, taka liczy się najbardziej i chyba wiesz, jak wiele osób tu na KP
            podziwia Cię za to, co robisz dla innych ludzi. Jesteś super człowiekiem, masz
            złote serce i bardzo, bardzo Cię szanuję i podziwiam smile

            Życzę Ci, żeby wreszcie ludzie byli dla Ciebie tak dobrzy, jak Ty jesteś dla nich.
            • annie_laurie_starr Re: Wątek roboczy :) 28.02.06, 12:49
              Praca na czarno sie liczy gdyz:
              a) ma znaczenie dla ekonomii
              b) czesto wymaga takiego zaangazowania ze strony pracownika jak praca legalna
              c) jest sposobem radzenia sobie z brutalna rzeczywistoscia.
              Niestety czesto bywa wykorzystwaniem sytuacji pewnych problemow pracownika
              przez pracodawce.

              Sylwek, praca w wolontariacie to powod do dumy, no chyba, ze to wolontariat na
              rzecz popularyzacji kary smierci. Wtedy jest to mkontrowersyjne.

              Pozdrofki.
    • conejito13 Frakcja europejska:) 27.02.06, 09:56
      Jako frakcja europejska sie wypowiem, gratulujac przy okazji nowozatrudnionym i
      trzymajac kciuki za tych poszukujacych.
      Przyjechalam do Hiszpanii 'za mezem' wiec calkiem legalnie i z papierami. W
      zwiazku z powyzszym, po odczekaniu swojego na wszelkiego rodzaju pozwolenia (9
      mies.??!!) i doszkoleniu jezyka, szybko znalazlam prace (juz w trakcie
      oczekiwania pracowalam). I to wlasnie dzieki polskim papierom i wyksztalceniu
      oraz znajomosci jezykow. Pierwsza byla calkiem nieudana, jako handlowiec -
      filtrow do wody. Nie mialam pojecia o tym, co robilam, bo nie mieli czasu
      przyszkolic, tylko wypuscili w teren. Nastepnie na lotnisku jako stewardesa
      naziemna (handlingsmile. Godziny pracy i rodzaj pracy wykonczyly mnie prawie
      doslownie psychicznie i fizycznie. Plus - bilety samolotowe gratissmile. Teraz, od
      roku pracuje jako asystentka prezesa (calkiem zgodnie z moim drugim
      wyksztalceniem) i jestem w miare zadowolona, choc wiem, ze bede szukala innej
      drogi wkrotce. Na razie realizuje obmyslony przeze mnie i meza kierunk rozwoju
      naszego zwiazku. Nie mialam w zasadzie zadnych emigracyjnych problemow, ani z
      praca, ani z 'dostosowaniem sie'. Decyzje podjelam calkiem swiadomie,
      zostawiajac w Polsce duzo lepsza prace (a co za tym idzie standard zycia),
      pozycje i wszystko inne. Natomiast naturalnie zyskujac tu to 'cos', czego tam
      nie bylo. Nie wiem jeszcze, co to wielka tesknota za...(wpisac odpowiednie).
      Chyba zyje w uprzywilejowanym miejscu (klimat, obyczaje, kultura, jedzenie,
      ludzie). A moze jestem za krotko, zeby cokolwiek stwierdzic, moze zwyczajnie
      mialam szczescie, a moze tak tylko sobie mysle a prawda jest zupelnie inna 'z
      zewnatrz'. Nie jestem mega optymistka, ani tez zrzedliwa emigrantka. Po prostu,
      zyje sobie spokojnie tu, gdzie wybralamsmile
      Nie osiadlam na laurach, chcialabym nostryfikowac dyplom psychologa, moze sie
      kiedys przydacsmile, sprobowac jeszcze w tym kierunku cos zrobic. Ale... nie
      wszystkie sroki na raz bede lapac za ogon.
      • kast Praca 27.02.06, 11:29
        Ja w Londynie jestem krotko (od listopada 2005), nie znam wielu ludzi, ale
        troche sie ich nazbieralo - glownie ludzie w wieku 25-30 lat, z roznych czesci
        Polski. Pracuja w przeroznych zawodach i jak gadamy o tym, czemu akurat robia to
        co robia, to dochodzimy do wniosku, ze to wszystko jest kwestia zalozenia, z
        ktorym sie przyjechalo do UK. Znam kilka dziewczyn, ktore sprzataja u Angielek -
        one przyjechaly po to, zeby w miare szybko zebrac kase i wrocic do Polski, nie
        rozgladaja sie za innym zajeciem, chociaz czesto sa po studiach, znaja jezyk i
        pewnie moglyby wiecej osiagnac. Jest kilka osob, ktore robia co popadnie, oby
        tylko miec pieniadze i moc imprezowac - malo co ich obchodzi co bedzie z nimi za
        miesiac, dwa, rok... Sa faceci, ktorzy bardzo ciezko pracuja fizycznie, ale
        zarzekaja sie, ze chca to zmienic, tylko nie wiedza jak... Znam tez ludzi,
        ktorzy przyjechali do UK, aby doksztalcic jezyk, zdobyc doswiadczenie, zrobic
        studia podyplomowe w miedzyczasie - ich jest coraz wiecej.
        Generalnie chodzi mi o to, ze obserwujac tych wszystkich mlodych ludzi, dochodze
        do wniosku, ze kazdy z nich sie jakos w pracy spelnia i dobrze! W koncu nie
        kazdy musi (i chce!!!) byc "prezesem". Dopoki robisz to w zgodzie z sama/samym
        soba to jest dobrze smile
        • sylwek07 Re: Praca 27.02.06, 13:19
          Dopoki robisz to w zgodzie z sama/samym soba to jest dobrze smile
          ----------------------------

          racja smileto jest podstawa szczescia smile
          • jan.kran Re: Praca 27.02.06, 16:05
            Założyłam ten wątek z myślą że podzielicie się swoimi przemyśleniami i
            doświadczeniami.
            Sama mam sporo przemyślen i wątpliwości.
            Wątek Triskell wyciągnęlam z wątku gratulacyjnegosmile bo uważam że może być
            zaczynem do dalszej dyskusji.
            Ja niestety wypowiem się szerzej nieco póżniej bo mam akurat sporo na głowie.
            Z czego sie bardzo cieszę ... ale każdy medal ma dwie strony.
            Do usłyszenia wkrótce.
            Kransmile
            • elagrubabela Re: Praca 27.02.06, 19:53
              To ja napisze o mojej pracy na czarno. Gdy przyjechalam z wizyta do rodziny w
              Chicago, wlasciwie od poczatku byl pomysl, ze do Polski nie wroce. Odbyla sie
              wiec rodzinna burza mozgow, co mozna ze mna zrobic zebym mogla zarabiac. Opieka
              nad dziecmi, sprzatanie domow itp. odpadaly z zalozenia no i po niedlugim
              czasie telefonow do roznych znajomych Krolika zostalam zatrudniona w polskim
              biurze podrozy. Poczatkowo jako polaczenie sekretarki i panienki do
              wszystkiego, po pewnym czasie jako "sila fachowa" - ha ha ha - od biletow
              lotniczych itp. To byly jeszcze czasy przed Internetem, wszystko sie zalatwialo
              na telefon. Placono mi okropnie malo na poczatku, ale to wiem teraz. Wtedy i
              tak wydawalo mi sie, ze jestem Krezuska. Na czarno pracowala wiekszosc ludzi
              dookola mnie - sprzedawczynie w sklepach, faceci z budow, wiekszosc klientow
              wracajacych do Polski albo wysylajacych paczki do Polski. Tym sie chyba w ogole
              nikt nie przejmowal. I nie wiem czy ktos "lubil" swoja prace. Dopiero gdy
              zdecydowalam sie ubiegac o papiery do Kanady, uswiadomilam sobie, ze przeciez
              nie bede wiecznie agentem turystycznym i ze moze jednak uda mi sie wykonywac
              moj zawod z Polski. I tu sie zgadzam z Ania - znalezienie pracy zeby przetrwac
              to wlasciwie nie jest az taki problem. Problem jest gdy taka praca zaczyna
              przynosic spory dochod i nie ma sie motywacji do zadnych zmian nawet zdajac
              sobie sprawe z tego, ze jest ona "bez przyszlosci", nierozwojowa. No i problem
              jest gdy sie ma np. zawod regulowany przez jakies asocjacje profesjonalne,
              ktore maja tysiace wymagan, trzeba placic za przynaleznosc do nich jeszcze
              zanim znajdzie sie prace i w ogole jest duzo progow zanim mozna wykonywac
              zawod, ktory sie wybralo i lubi. Mowilam juz kiedys o mojej pani Ewie. Ona jest
              z Polski geologiem i gdyby sie uparla to pewnie cos pokrewnego moglaby tu
              robic. Ale gdy przyjechali z mezem, Ona zaczela sprzatac domy i utrzymywac tak
              rodzine gdy maz sie uczyl. Po pewnym czasie zaczela pracowac tak jak u mnie -
              tylko kilka rodzin, ustalone dochody, wszystko idzie na Jej biznes, odpisuje
              podatki - moge sie domyslac, ze dochod ma naprawde wysoki. I jak sie sama do
              mnie pare razy przyznala - gdyby teraz zaczynala w swoim zawodzie z Polski, na
              pewno zarobilaby niewiele ponad polowe tego, co ma z biznesu. No i nie ma
              zadnej gwarancji, ze bylaby szczesliwsza - ha ha ha. Wiec w tym momencie, ta
              poczatkowo przypadkowa praca, jest teraz wolnym wyborem pani Ewy. Czyli
              przeszla od etapu "survival" do kariery robiac dokladnie to samo smile Elka
    • kasiasmom Re: Wątek roboczy :) 27.02.06, 22:05
      To moze ja tez wtrace swoje trzy grosze...
      Otrzymanie jakiejkolwiek pracy jest powodem do radosci - w koncu uznalismy ja
      za "godna naszych ambicji" lub tez spelniajaca jakies nasze zapotrzebowanie w
      danej chwili - inaczej bysmy nie skladali po nia podania, prawda? Jak Kran
      slusznie zauwazyl, niektore pracujemy w wyuczonych zawodach, inne ze wzgledu na
      okolicznosci zyciowe - nie. Np ja po ukonczeniu polonistyki (wiem, wiem,
      najbardziej bezuzyteczny zawod na emigracji) przysiegalam sobie, ze kalkulatora
      wiecej do reki nie wezme - nienawidzilam matmy z calej duszy smile I oto patrzcie
      na mnie: za tydzien bedzie rok, jak pracuje w ksiegowosci; i choc czasem dopada
      mnie nuda, pelny wymiar godzin i dobre ubezpieczenie medyczne mi to
      rekompensuja. Przedtem pracowalam 10 lat w tej samej firmie, by po jej
      sprzedaniu wyladowac na przyslowiowym "bruku"; pozniej pracowalam ze
      wspanialymi ludzmi i w swietnej atmosferze, niestety tylko 15 godzin
      tygodniowo - nie zaluje, bo dzieki temu mialam czas na wyjazd do Polski, lecz
      coz, jesli brak bylo ubezpieczenia... Tak wiec starajmy sie nie osadzac innych
      na podstawie rodzaju pracy, jaki wykonuja, lecz moze raczej na podstawie jej
      jakosci? Na koniec - gratulacje dla Triskell i innych swiezo,lub nieswiezo
      ale "szczesliwie" zatrudnionych smile
    • monika_a_b Uwaga długie... 28.02.06, 03:24
      Czuję się wywołana do tablicy, a więc już się stawiam! wink W zasadzie dobrze się
      stało że Kranik założył ten wątek, a Ania wyrwała mnie do tablicy, to tak
      jakbyście obie jakimś szóstym zmysłem wyczuły, że i ja mam ochotę na chwilę
      wynurzeń a propos tego tematu, ale jakoś nie mogę się zebrać...
      Z góry przepraszam za ewentualne mulenie i lamentowanie (że o klnięciu nie
      wspomnę)... tongue_out Jeśli ktoś ma zamiar rzucić kamieniem wmoja stronę, to niech się
      chwilę przed tym dobrze zastanowi...

      Nie wiem od czego zacząć, gdyż problem szukania pracy na obczyźnie jest zawsze
      sprawą bardzo indywidualną - w moim przypadku to już enta emigracja, z czego
      dwie było tylko na rok (do Hiszpanii oraz do Francji), o czym dobrze wiedziałam
      z góry, a więc łatwiej było mi się przygotować psychicznie do ewentualnych
      załamek - po prostu po postawieniu stopy na nowym lotniksu uśmiechałam się do
      samej siebie i mówiąc "Raz kozie śmierć" szłam na podbijanie nowych lądów...
      Zawsze wychodziłam z tego zwycięsko, w zasadzie za każdym razem zaskakiwałam
      samą siebie moją odwagą, bo z natury jestem trochę nieśmiała, ale te wyjazdy
      były po prostu wspaniałym lekarstwem na tę nieśmiałość! Gdy czułam się niezbyt
      pewnie wystarczyło, abym sobie powiedziała "tu cię jeszcze nikt nie zna, a więc
      nikt też nie wyśmieje (z czym niestety często spotykałam się w Polsce) - idź
      śmiało na przód z wiarą w siebie" (nie zawsze to pomagało, ale często tak).
      Miałam już wtedy za sobą emigrację w wieku lat 14 do Niemiec - felerny rok 89,
      wielu Polaków uciekało, gdy się waliło i paliło, najczęściej wszystko
      sprzedając (haha, jeśli znalazło się kupców), przez co również paląc za sobą
      mosty... Początki były bardzo trudne, moi Rodzice długo nie mieli pozwolenia na
      pracę (ale Niemcy płacili nam na utrzymanie oraz ubezpieczenie lekarskie), a
      jako że my nie wyjechaliśmy "na papiery", sprawa ciągnęła się i raz prawie by
      nas wyrzucono z powrotem do Polski - gdzie już nic nie mieliśmy... Ja byłam
      wtedy na rok-dwa przed maturą...
      Mając taką przeszłość (i przyrzekając samej sobie, że nigdy więcej takich
      stresów nie będę przechodzić, haha, co za naiwność podlotka!), wybrałam -jak mi
      się wtedy wydawało- kierunek studiów, po którym WSZĘDZIE będę mogła znaleźć
      zatrudnienie: jako nauczycielka języka francuskiego (słaba
      znajomość, "poszkolna") i hiszpańskiego (ni w ząb, na pomysł o hiszpańskim
      wpadłam przy okazji zapisów przy pani w okienku smile)... Studia te kosztowały
      mnie dużo wysiłku, nerwów oraz szmat życia - sama się finansowałam... Ale
      dumnie mogę powiedzieć, że egzaminy końcowe (Lehramt) skończyłam z bardzo dobrą
      oceną, i to pomimo duuużych problemów osobistych (ech, teściowa...), jednak
      kompletnie wymęczona umysłowo jak i fizycznie... Tak, jak się umawialiśmy z L,
      zaraz po skończeniu studiów wyjechałam do niego do Montrealu (27. grudnia 2004
      roku)- on właśnie kończył magisterkę, ja nie wiedziałam co ze sobą począć, czy
      zacząć starać się o pobyt w Kanadzie, czy też mieliśmy wyjechać do Stanów -
      sytuacja nie byłam komfortowa, czułam się jak w zawieszeniu... Nie mogłam spać,
      a nawet chciałam spalić mój dyplom, tak mi źle było - wszystkim tłumaczyć, że w
      niemieckim systemie nauczyciele nie mają tytułu magistra, gdy w Kanadzie każdy
      jakiś tam tytuł ma, a ja nie... czułam się przez to upośledzona i ic nie
      warta... Poza tym mogłam zacząć składanie papierów na studia doktoranckie na
      Universite de Montreal (byłam po wstępnej rozmowie)- ale w tak niepewnej
      sytuacji, bez zaplecza finansowego, a raczej ze szkolnymi długami L nie miało
      to sensu... Wegetacja...
      W kwietniu przyjechaliśmy do Seattle, wzięliśmy ślub (mąż jako Kanadyjczyk ma
      wizę TN, a ja TD, bez pozwolenia na pracę), podszkoliłam angielski, w lato ze
      względów wizowych musiałam opuścić kraj na prawie 3 tygodnie (bez L!), po
      sprzecznych informacjach niedouczonych urzędasów wpadłam a stan z lekka
      depresyjny (jeden twierdził, że mogę sama wystąpić o pozwolenie na pracę dla
      mnie, co za idiota pieprzony, właśnie że nie wolno mi - I am not allowed to),
      pomimo moich starań w dalszym ciągu nie mogę znaleźć płatnej pracy, jedynie
      charytatywną (uczenie polskiego w collegu oraz jako kosulatantka w jednej start-
      up firmie, która dwa tygodnie temu przeprowadziła się na wschodnie wybrzeże),
      która oczywiście nie jest i nigdy nie będzie szczytem moich marzeń... sad(( Był
      czas, gdy poważnie zastanawiałam się, czy Los nie za bardzo
      Po Nowym Roku psychiczne dołki już są rzadsze, ale się zdarzają - np. gdy
      jakieś 3 tygodnie przypomnieliśmy sobie o (corocznym) przedłużeniu naszych wiz,
      gdyż 1. kwietnia upływa ważność wizy do pracy mojego męża (moja wiza jest od
      niego 100% zależna, to typ "dependant", który nie daje mi prawa do pracy -
      jedyną możliwością dla mnie jest znalezienie pracodawcy-sponsora, który wystąpi
      o wizę do pracy dla mnie, sama nie mogę tego zrobić, niestety - i pomimo, iż
      sponsorowanie to tylko $190, to wielu pracodawców nie chce tego robić!!!), i
      podczas gdy jego zostanie automatycznie przedłużona na granicy z Kanadą (to
      zaledwie 2 godziny drogi stąd), moja musi zostać przedłużona w ambasadzie!
      Okazało się, że wszystkie ambasady USA w Kanadzie nie mają
      wolnych "appointments" aż do końca kwietnia, czasami aż do maja! Do Meksyku
      okazało się, że też nie mogę pojechać (bo to była dla nas druga opcja)...
      Pozostały mi Niemcy, gdzie mieszkają moi rodzice... Przymusowy strasznie drogi
      urlop (z dala od męża!!! nie stać nas na dwa drogie bilety...), nawet nie wiem
      na jak długo... Poszłam do USCIC (urząd dla imigrantów), gdzie -jak się później
      okazało- podano mi fałszywą informację, że jakobym mogła przdłużyć moją wizę na
      granicy... Jako obywatelka Niemiec nie mogę jednak tego tak zrobić... Muszę
      wyjechać, bo w końcu nie chcę być tutaj nielegalnie... Idioci w tych
      instytucjach siedzą!!!
      Razem z mężem stwierdziliśmy, że jeśli jego pracodawca nie wystąpi w
      najbliższym czasie o green card dla nas (bo aby było "śmieszniej" - my sami nie
      możemy tego zrobić! Tylko pracodawca ma pozwolenie na to!), to szukamy jakiegoś
      innego rozwiązania... Nie po to studiowałam, aby być teraz na utrzymaniu męża -
      a gdzie moje życie zawodowe??? To bardzo dyskryminujący kraj, jak widać...
      Staram się nie poddawać, ale wszystko ma swój limit... Koniec końców, mój mąż
      przez kilka dni śledził ichną stronę internetową i na szczęście w końcu dodano
      ileś tam appointments na 30 marca - od razu mnie zameldował, a więc jetem już
      spokojna, że nie czeka nas nadprogramowy wydatek rzędu kilku tysięcy dolców na
      mój wyjazd do Niemiec... Ale ile siwych włosów mi przez to doszło, to niestety
      moje...
      Jak widać sytuacja nie jest różowa... uncertain Mam nadzieję, że nie zamęczam was
      tutaj na KP za bardzo moimi problemami (czasem odnoszę wrażenie, że cały czas
      się żalę, ale tak nie jest, naprawdę), ale czasami naprawdę ciężko mi z tym...
      Aby dostać pozwolenie na pracę muszę znależć jakąś pozycję, do której żaden
      tubylec się nie nadaje - a więc szukam czegoś związanego PRZYNAJMNIEJ z jednym
      moich pięciu języków, w innym przypadku nie dadzą mi tego świstka. Wbrew
      pozorom, w mieście skąd pochodzą tak wielkie międzynarodowe firmy jak Boeing,
      Microsoft, Excell, Amazon, Starbuck, Costco i wiele innych, nie ma zbyt wiele
      ofert, do których ja mogłabym startować. Pracować na czarno nie zamierzam, ani
      również udzielania korepetycji (co też jest pracowaniem na czarno). Chcę mieć
      świadomość tego, że moje dotychczasowe wysiłki nie poszły na marne, po prostu
      chcę czuć się na równi z otoczeniem. Dlatego skupiam się na poszukiwaniu
      legalnej pracy...
      Staram się też mimo wszystko nie załamywać i po każdej porażce w dalszym ciągu
      szukam pracy, a agresję, która za każdym razem we mnie wzrasta, gdy potykam się
      o takie idotyczne absurdy jak wyżej, po prostu staram się wyrzucić z siebie
      biegając na orbiterku (elliptical) lub np. jadąc na bij zabij na nartach
      (
      • monika_a_b Re: Uwaga długie... 28.02.06, 03:46
        O, ucięło mnie... tongue_out Przepraszam za literówki...

        cd.
        Staram się też mimo wszystko nie załamywać i po każdej porażce w dalszym ciągu
        szukam pracy, a agresję, która za każdym razem we mnie wzrasta, gdy potykam się
        o takie idotyczne absurdy jak wyżej, po prostu staram się wyrzucić z siebie
        biegając na orbiterku (elliptical) lub np. jadąc na bij zabij na nartach
        (innymi słowy pokonując samą siebie, bo mam cholerny lęk wysokości i w ogóle
        zawsze noga ze mnie była na w-fie) - właśnie tydzień temu, zaraz po takim
        narciarskim weekendzie poszłam na rozmowę do pewnej dużej firmy, która szukała
        kogoś takiego jak ja: po studiach i z biegłą znajomością niemieckiego,
        hiszańskiego i francuskiego (może i polski kiedys tam dojdzie?), z wrażenia
        sraczki dostałam (hehe, widać że należę do KP, co? tongue_out), trzęsłam się jak na
        głodzie narkotykowym, ogólne znieczulenie ciała po dwudniowym śmiganiu na
        nartach działało jak rausz... Ale do firmy weszłam uśmiechnięta, opanowana,
        spokojna i nawet nie plącząc się w angielskim (a bałam się, że z wrażenia język
        w gębie połknę)... Miałam dwie rozmowy: z kobietą z HR oraz z dyrektorką
        oddziału, do którego bym należała... Odniosłam wrażenie, że obie były ze mnie
        zadowolone, chociaż to nic w zasadzie nie wiadomo... Teraz czekam, aż mój
        bezpośredni przełożony wróci z urlopu (ponoć w tym tygodniu) i mnie zaproszą na
        rozmowę z nim... Nie wiem, czy prosić Was o trzymanie kciuków, bo też nie wiem,
        jak to wyjdzie... W moim przypadku, jak same rozumiecie, ta przeszkoda
        papierkowa czasami jest zbyt wysoka... A Wy w końcu nie możecie trzymać
        kciukasów przez ileś tam miesięcy - bo być może na tej rozmowie się skończy na
        razie i dalej będę w trakcie poszukiwań... Jeśli do lata nie znajdę pracy, a
        pracodawca Lothara nie wystąpi o green card dla nas, to podnosimy kotiwcę,
        uruchamiamy Plan B i wybywamy na inne wody... Mimo wszystko mam nadzieję, że
        los się do mnie uśmiechnie trochę wcześniej... wink
        Tak się tą rozmową w ogóle przejęłam, że następnej nocy śnił mi się mój Dziadek
        śp., ojciec mojej mamy, na łożu śmierci. Śniło mi się, że mu powiedziałam, że
        bo bardzo kocham, a on na mnie spojrzał i powiedział, że on też mnie bardzo
        kocha... Wiecie, to może dziecinne, ale ja zawsze odnosiłam wrażenie, że moi
        obydwoje zmarli dziadkowie (ojciec mojego taty zginął w wypadku gdy miałam 8
        lat) w jakimś tam stopniu pomagają mi w życiu - i gdy znajduję się w sytuacji
        pozornie bezwyjściowej, oni zawsze znajdują jakieś odpowiednie wyjście dla
        mnie... Oby ten sen był więc dobrą przepowiedzią... smile
        • triskell Re: Uwaga długie... 28.02.06, 04:58
          Moniczko, mówiłam Ci to już wielokrotnie, ale powtórzę raz jeszcze... we mnie
          się gotuje, jak czytam, przez co Ty przechodzisz. _Nie_powinno_ tak być.

          Jesteś dzielną, wspaniałą, mądrą kobietą, która radzi sobie z tą sytuacją w
          naprawdę cudownym stylu. Mogę sobie tylko wyobrazić, przez co Ty przechodzisz.

          Bardzo, bardzo mam nadzieję, że coś z tych ostatnich rozmów o pracę wyjdzie i -
          pomimo, że nie jesteś pewna, czy prosić o kciuki - ja już od kilku dni je
          trzymam. Bardzo bym chciała, żeby wyszło coś albo z tych rozmów, albo z zielonej
          karty przez pracę Twojego męża. I mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła mrozić
          jakiegoś szampana na opijanie Twojej nowej pracy smile.
          • jan.kran Re: Uwaga długie... 28.02.06, 05:33
            Moniko , ja wiem co Ty osiągnełaś w DE. Lehramt to bardzo dużo.
            Rozumiem Twoją trudną sytuację i frustacje.
            Mocno ściskam i trzymam mentalnie kciuki z całej siły.
            Kransmile
            • mon101 Re: Uwaga długie... 28.02.06, 08:36
              Moniko, wiem ze pisanie ze napewno bedzie lepiej to banal, ale ja wierze w to,
              ze po latach chudych musza przyjsc lata tluste i ty juz chyba limit swoich
              chudych wyczerpalas. Wiem jak ciezka z praca na kazadyn rynku jest dla
              filologow, bo jezyki jakby uwaza sie, ze to dodatek do "zawodu", jesli nie
              pracuje sie w szkole. Probowalas w jakis wydawnictwach? Ja mam kolezanke
              filolozke w Holandii, ktorej udalo sie zlapac prace w wydawnictwie i nawet
              zrobila tam jakas kariere. Mysle, ze to pozytywne, ze przebrnelas juz przez
              dwie rozmowy kwalifikacyjne, nie wiem jak u was, u nas trzecia to juz na ogol
              formalnosc. Posylam ci mase cieplych mysli i kciuki bede jednak trzymac, moze
              nie fizycznie bo palce do roboty mi potrzebane, ale skupiac sie bede nad
              wysylaniem pozytywnej energii.
              • monika_a_b Re: Uwaga długie... 28.02.06, 09:14
                ty juz chyba limit swoich
                > chudych wyczerpalas.
                No, ja mam nadzieję, jak nie to złożę zażalenie do Derekcji - sęk w tym, że nie
                przypominam sobie adresu... wink

                Ja jak do tej pory po prostu sprawdzałam oferty na monster.com, craigslist.org,
                nw classifields i co tam się jeszcze napatoczyło... Ale rozglądnę się, czy
                gdzieś tu się znajduje jakieś wydawnictwo... Dzięki za kciuki, tak naprawdę to
                niech kogoś tam szlag trafi, jeśli nie dostanę tej pracy (mam nadzieję, że nie
                jestem prorokiem, hehe... wink) - nie wiedzą, co tracą, ot co! smile
                Ale jeszcze wszystko może dobrze się skończyć... wink Oby...
            • monika_a_b Re: Uwaga długie... 28.02.06, 09:07
              Dziekuję ślicznie, Kraniku! smile))
              Od całkowitej frustracji chroni mnie mój mąż - mój Osobisty Komik na zawołanie
              24 godziny na dobę... smile Dzisiaj na przykład przyszedł bardzo zaaferowany do
              domu oznajmując od progu, że znalazł sposób na krojenie cebuli, tak aby przy
              tym nie płakać (bo czułe ma serducho, oj Bożeś ty, Bożeś... )... Kazałam sobie
              to zademonstrować, bo właśnie potrzebowałam dobno pokrojonej cebulki do
              pierogów... Mój luby zniknął w sypialni, lecz za chwilkę wrócił - z założonymi
              na nos okularami na śnieg!!! Ale muszę przyznać, że wynalazek zadziałał i mój
              mięścizna nie uronił ani łezki... Cebulka wyszła mu drobniutka jak
              maczek.. smile)) Hehe, nie ma to jak inżynier w domu... wink
              Tę ofertę pracy, o której pisałam powyżej, również on wynalazł dla mnie - gdy
              pewnej niedzieli sfrustrowana poszłam się zmęczyć do klubu fitness za rogiem.
              Wracam, a tu mój mężulo oznajmia mi, że jakiś lowelas napisał do mnie dwa maile
              i żąda wyjaśnień kto zacz. Ja tam patrzę i faktycznie - adres mi bliżej nie
              znany: me (at) yourpersonaladmirer (dot) com... A w środku dwie oferty
              pracy... wink Tym niby-lowelasem był oczywiście mój mąż, hehehe... wink
          • monika_a_b Re: Uwaga długie... 28.02.06, 08:50
            Oj, ja nawet beczkę całą wytoczę, aby każda z Was przez tydzień musztardówkę
            pełną, hehe... wink
            Dziekuję za ciepłe słowa... smile
        • abere8 Re: Uwaga długie... 28.02.06, 08:37
          Moniko, wiem, jak Ty sie czujesz, bo przez ponad poltora roku mieszkalam w NZ
          na wizie turystycznej, przedluzanej dzieki studiom mojego meza. Ja sie obijalam
          o bledne kolo pod tytulem: "ogloszenia o pracy wymagaja pozwolenia na prace, a
          pozwolenia na prace daja osobom, ktore maja oferte pracy". Mimo wszystko
          procedury imigracyjne sa w NZ duuzo prostsze niz w Stanach. Wszystko jest
          prosto opisane i wiadomo, o co chodzi i nie ma jakichs takich dziwacznych
          wymagan, zeby przekroczyc granice co iles tam czy cos. Ale nie o tym chcialam.

          Wiem, jak sie czujesz i trzymam kciuki, zebys dostala te prace, o ktora sie
          ostatnio ubiegalas. Ja nawet nie moge mowic, ze bylam wtedy na utrzymaniu meza,
          bo zylismy oboje z oszczednosci i przez to mamy teraz wielkie dlugi. Za to
          teraz utrzymuje nas oboje juz od prawie roku i ciesze sie, bo wczesniej to on
          mial pieniadze, jak ja studiowalam i bylam na utrzymaniu rodzicow, a on nam
          fundowal weekendy w Atenach itp. Mimo ze jestesmy juz malzenstwem, ciesze sie,
          ze wyrownuje ten "dlug".

          I jeszcze jedno - ja lubie dlugie posty, zwlaszcza jak maja duzo tresci i sa
          zrozumiale. Najgorzej, jak ktos tyle napisze jednym ciagiem i bez skladu i
          ladu smile
          • monika_a_b Re: Uwaga długie... 28.02.06, 09:28
            Wiesz, do tej pory czułam się trochę jak ufoludek - bo z moich znajomych tutaj
            nie znam drugiego podobnego przypadku do mojego, każda z nich (znamienne, że to
            ZAWSZE na kobiety trafia, urok na nas jakiś rzucono, czy cuś) albo ma męża
            tubylca, a co za tym idzie po 4-6 miesiącach pozwolenie do pracy, jaka ci się
            żywnie spodoba, albo rozmożyły się i pilnują beibiki, a o przcy ani myślą.
            Przez cały czas jeszcze czuję się, jakby mnie wrzucono na głęboką wodę, brzegu
            ani widu ani słychu, a ja totalnie zdezorientowana nie wiem, a którą stronę się
            zwrócić, aby o ląd zahaczyć... Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że gdybym
            MUSIAŁA zarabiać, to pewnie szybciej bym coś znalazła, bo nie w zawodzie, lecz
            na czarno... Na całe szczęście mój mąż jest w stanie nas utrzymać, więc mogę
            szukać czegoś "z perspektywą", jak to któraś z dziewczyn ładnie ujęła...

            > I jeszcze jedno - ja lubie dlugie posty, zwlaszcza jak maja duzo tresci i sa
            > zrozumiale. Najgorzej, jak ktos tyle napisze jednym ciagiem i bez skladu i
            > ladu smile

            A bo ja mi mówiono, że hurtowo to taniej, więc... wink)) Tak mam w genach po
            Tatusiu, hehe... wink
            Dziękuję za kciuki, proszę nie puszczać, aż do odwołania - jak tylko się dowiem
            cos nowego na temat, to od razu tutaj podam... wink
            • gherarddottir w sprawie nickow 28.02.06, 16:41
              tak na marginesie to osoby ktore sa moderatorami na tym forum moga w latwy
              sposob sprawdzic kim jest osoba, ktora sie ukrywa pod tajemniczym nickiem.
              • jan.kran Re: w sprawie nickow 28.02.06, 17:25
                Na forach prywatnych nie mogą.
                Kran
                • asia.sthm Re: w sprawie nickow 28.02.06, 17:36
                  Jak nie moga? Moga! Nawet numer buta i kolor paznokci widac, ze o zle
                  umalowanych rzesach nie wspomne ;P
                  • jan.kran Re: w sprawie nickow 28.02.06, 17:46
                    asia.sthm napisała:

                    > Jak nie moga? Moga! Nawet numer buta i kolor paznokci widac, ze o zle
                    > umalowanych rzesach nie wspomne ;P


                    smile)))))))))
                    K.
                    • tamsin Re: w sprawie nickow 28.02.06, 20:23
                      te zle umalowane rzesy to dlatego, ze poszla spac w pelnym makijazu (podobnie
                      jak ta ksiegowa od Maji), rano wstala i tylko doumalowala sie tu i owdzie,
                      mocniejszy tusz na rzesy dolozyla i gotowa do dziela smile
                      • ania_2000 Re: w sprawie nickow 28.02.06, 21:17
                        nic dziwnego ze mi zasmierdzialo - myslalam ze tylko tchorzem..
                        • annie_laurie_starr Re: w sprawie nickow 28.02.06, 23:24
                          No wezcie dziewczyny - teraz przeginacie. Ktos uzyl nowego nicka, a tutaj od
                          razu dostaje i wyglad i zapach. Troche nie pasuje do takiego milego forum.
                          • ania_2000 Re: w sprawie nickow 28.02.06, 23:54
                            zgadzam sie - nie pasuje.
                            wiesz co A_L_S - my tez mamy inne opinie - i byc moze mnie nie lubisz/nie
                            tolerujsz/nie znosisz/jestem ci obojetna/ - *niepotrzebne skreslic - ale masz
                            guts. Takie trollowanie smierdzi - bo nie ma odwagi przytoczyc swoich
                            argumentow uczciwie - tylko jak skorpion - kasa po pietach.
                            • annie_laurie_starr Re: w sprawie nickow 01.03.06, 10:32
                              Ania2000 - To ze pare razy scielysmy sie nie znaczy, ze cie nie znosze. Nie
                              zgadzamy sie w pewnych kwestiach politycznych i spolecznych, ale widzialam tez
                              sporo Twoich postow pod ktorymi mogalbym sie podpisac. Podobnie jak Ty, albo
                              mowie wprost, albo przemilcze. Poza tym nie chcialoby mi sie przechodzic
                              przez te wszystkie logowania, rejestracje i inne pierdolki gdybym chciala cos
                              kontrowersyjnego napisac. Moze to nie "guts" tylko lenistwo.wink Mam na stronie
                              gazety ustawiona annie_laurie_starr z passwordem, wiec sobie tylko klikam zeby
                              sie zalogowac.

                              Z drugiej strony jestem w stanie zrozumiec osobe, ktora zeby powiedziec
                              cos "nie po linii" tego forum posluguje sie nowym nickiem. Nie wydaje mi sie to
                              trollowaniem, bo trollowanie znam z forum moda - i w porownaniu z nim, wszystko
                              co sie dzieje na tym forum (jak dotad) miesci sie w ramach kulturalnej
                              dyskusji. I wlasnie wysoki poziom tego forum sprawia, ze trudno chyba jest
                              stalej bywalczyni otwarcie sie nie zgodzic z inna stala bywalczynia. I to moze
                              prowadzic to szukania bezpieczenstwa pod postacia nowego nicka.
                              • kociaszek Re: w sprawie nickow 01.03.06, 11:52
                                i tu sie nie zgodze.
                                ukrywanie swoich pogladow pod innym nikiem to tchorzostwo...trol jak sie patrzy i jeszcze do tego
                                bezczelny.
                                dyskutowalysmy wielokrotnie na tematy rozne, majac rozne zdania, opinie...niektore z tych dyskusji byly
                                ostre, ale w wiekszosci prowadzone kulturalnie, z szacunkiem dla przeciwnika...
                                a takie ostre wbijanie szpil, nieuprzejmosc i zazartosc jakos kloci mi sie z charakterem tego forum...
                          • asia.sthm Re: w sprawie nickow 28.02.06, 23:54
                            Annie, wychodzi na to, ze nie lubimy przebierancow i pozwalamy sobie z nich
                            pozartowac. Zarty to przeca smile))
                      • kociaszek praca... 28.02.06, 21:26
                        ...moja jest pasja...ale jezdze za nia tulajac sie po swiecie...i juz brakuje mi wlasnych smieci i
                        miejsca, ktore moglabym oswoic na tyle, zeby nazwac je domem... z tego dziecinnego,
                        rodzinnego wyroslam juz bardzo.
                        Nowe miejsce i znowu koniecznosc udowodnienia, ze jestem wlasciwa osoba na wlasciwym
                        miejscu...
                        i mimo tego, ze Francja nie jest krajem moich marzen (jakos nie jestem w stanie dotrzec do
                        ludzi), to wizja stawania w konkursie na stala pozycje jest kuszaca tym bardzieje, ze szef
                        swietny, koledzy tez a praca wymarzona.
                        ...
                        Ostatni rok byl ciezki, jak wiecie dolaczyl do mnie Nocny, rozproszyl koszmarna samotnosc...10
                        miesiecy zanim znalazl 1/5 etatu w szkole jako polonista...mam nadzieje, ze przedluza mu ten
                        kontrakt na nastepny rok szkolny i zwieksza etat...wiec jesli moge prosic o takie male kciuki...
                        Formalnie NL placi MEN w Polsce, tu wyplacaja mu diety, wiec nawet nie mamy jak zalatwic
                        premit of stay...pani w konsulacie twierdzi, ze skoro jestesmy w Ue to juz go nie potrzeba,
                        permit of work tez nie, bowiem NL jest tu jakby w delegacji...ubezpiecznie medyczne mamy
                        wspolne, ale np nie chca nam otworzyc wspolnego konta...
                        sytuacje komplikuje fakt, ze dla urzednikow jestesmy para przypadkowych ludzi...ani maz i
                        zona, ani nawet zapaksowany konkubinat...
                        czasem jak pomysle, ze w wieku 32 lat prawie, mieszkam w rezydencji dla stazystow i spie na
                        nie swoim lozku...
                        ale to na szczescie zmieni sie wkrotce...
                        Tris gratuluje pracy i wszystkim innym, ktorzy znalezli to czego szukali...wazne jest robic to co
                        sie lubi i jak sie chce...ja Tris podziwiam, za to, ze ma taki zapal...tancow w skrytosci
                        zazdroszcze...i generalnie troszeczke tego, ze zyje dla siebie...tzn sie ze z rzeczy, ktore sa dla
                        niej wazne uczynila sens zycia, a praca jest dodatkiem...tak trzymac!!!
                        Ja swoja prace uwielbiam, ale czesto na nic innego nie mam juz sily...
                        trzymam kciuki za cala gromadke
                        kociaszek
                        • asia.sthm Re: praca... 28.02.06, 21:48
                          Kociaszku wielkie kciukasy za Nocnego prace, wasz wlasny dom i wasze wlasne w
                          nim lozko.
                          Powodzenia!
      • monika_a_b Thank you/Follow-up letter 02.03.06, 00:50
        Tak sobie pomyślałam, że może komuś się to przydać... Takich kilka wskazówek co
        do pisania follow-up/thank you letter. Ja właśnie przed chwilką wysłałam mój do
        tej firmy, gdzie miałam przesłuchanie tydzień temu... I do której CHCĘ znów
        mieć zaproszenie na następne przesłuchanie... Hm, gdyby nie to, że to się źle
        prezentuje, to przy zapytaniu czego chciałabym się napić chętnie poprosiłabym o
        podwójnego skocza, na zdenerwowanie... A tak skończyło się na grzecznej wodzie
        mineralnej... tongue_out

        A oto, o czym powinno się pamiętać formułując ten letter (czyli mail, co się
        oszukiwać tongue_out):

        It
        -Shows that you are courteous, knowledgeable and professional
        -Demonstrates your written communication skills
        -Helps to make you stand out in the minds of the interviewers
        -Elevates you above competing candidates who didn't bother to write thank you
        letters
        -Gives you an opportunity to reinforce your good points
        -Allows you to include something important you forgot to mention during your
        interview
        -Confirms your understanding of topics discussed and helps to avoid
        misunderstandings
        • monika_a_b Re: Thank you/Follow-up letter 17.03.06, 04:51
          Smutno mi... Z przeogromnym smutkiem muszę przyznać, że chyba nigdy nie uda mi
          się znaleźć tutaj pracy... Napewno nie z tą wizą, którą mam... To walka z
          wiatrakami...

          Dwa dni temu dowiedziałam się z jednego miejsca, do którego stratowałam
          (potrzebna była osoba bdb mówiąca po niemiecku), że gdybym była Amerykanką lub
          Kandyjką, to nie ma sprawy - od ręki jestem zatrudniona. Haha, poradzono mi
          nawet, abym wystąpiła o obywatelstwo kanadyjskie - Bożesz, jak daleko sięga
          ludzka ignorancja w tym kraju!
          Dzisiaj znów wisi ich oferta w monster.com.....

          Od kilku dni próbowałam dodzwonić się do firmy, na której naprawdę mi zależało,
          chodziło o pracę, o której wspomniałam kilka postów powyżej (i która znów mi
          się śniła...). Jedna z kobiet, z którymi miałam interview, jest obecnie na
          maternity leave, u drugiej działała tylko jej automatyczna sekretarka. Nie
          chciałam zostawiać wiadomości, więc próbowałam się do niej dodzwonić, i tak od
          kilku dni... W końcu dzisiaj rano zostawiłam wiadomość z prośbą o
          oddzwonienie... I jakże by nie, zadzwoniono aby mi powiedzieć, że zmieniono
          profil oferty i już (!) zatrudniono kilka osób... Nie zdążyłam zapytać o
          feedback co do mojej osoby (mój mąż mi poradził to zrobić), więc wysłałam to
          zapytanie mailem. Po za tym weszłam na ich stronę internetową - i oto, co tam
          widnieje, a czego prędzej nie było (bo gdyby było, to wcale bym do nich nie
          startowała, po co się denerwować nadaremno):

          G. is an equal opportunity employer; all candidates who are authorized to work
          in the country in which the job opportunity is located are welcome to apply.
          Unless otherwise specified, G. does not normally sponsor candidates for work-
          authorized visa classifications . Non-disclosure of the need for visa
          sponsorship at the time of application may result in rescission of any offer of
          employment.

          Fajnie, co? sad(( Czuję się strasznie zawiedziona, bo tracę nadzieję na
          znalezienie sponsora - wiele firm ma taką deklarację wpisaną w swój kondeks,
          haha, i oni śmią nazywać się "Equal opportunity"???? Przecież to oxymoron!

          Moni smutna i rozżalona

          • asica74 Re: Thank you/Follow-up letter 17.03.06, 09:37
            Monika, niech ich jasna ciasna! Ta sytuacja to jak bicie glowa w Palac
            Kultury : mur mur mur. Ale prosze cie nie poddawaj sie! Moja kolezanka miala
            podobna sytuacje, dlugo szukala pracy,ale jak znalazla to wszytsko potoczylo
            sie jak na wyscigu bobslejowym. Firma nie tylko zalatwila jej wize, ale pomogla
            przy zielonej karcie, etc. Wiec trzymam kciuki i sciskam mocno, mocno, mocno!
    • jan.kran Re: Wątek roboczy :) 17.03.06, 07:57
      Mogę Ci tylko posłać dobre myśli i otuchę. Próbuj , musi się kiedyś udać!
      A co z zieloną kartą ?
      Pozdrawiam serdecznie
      Kran
      • kan_z_oz Do Moniki 17.03.06, 10:39
        Wiem, że jestem nowa na tym forum i jeszcze nie rozmawiałyśmy.
        Przeczytałam Twoje posty i pomyślałam, że koniecznie muszę napisać do Ciebie.

        Pare tygodni mój mąż miał dziwny przypadek. Jechał jak zwykle bardzo rano do
        pracy. Tym razem był umówiony parę kilometrów od domu czyli 10 minut drogi.
        Wyjechał i natychmiast utknał w korku. Skręcił i trafił na roboty drogowe.
        Złapał wszystkie możliwe światła - efekt spóżnił się pomimo tego, że wyjechał
        pół godziny wcześniej i teoretycznie nie powinnien był.
        Spotkał się z osoba, z którą był umówiony - przeprosił. Ta osoba zresztą też
        się spóżniła (mniej niż on).
        Wsiedli razem do samochodu i po ujechaniu zaledwie paru kilometrów natrafili na
        potężny wypadek samochodowy.
        Wiesz Moniko,gdyby nie te przypadki jest całkiem niewykluczone, ze też
        znalezliby się w tym wypadku.

        Jaki ma to związek z Twoją pracą? Nie ma żadnego logicznego powodu dlaczego
        młoda, wykształcona, inteligentna osoba nie moglaby znaleść pracy pozy tym, że
        życie wydaje się Ciebie w tym mnmencie od tego powstrzymywać.
        Jest w tym jakiś cel - uwierz mi. Nic nie dzieje się bez powodu i napewno
        powodem nie jest to aby trzymać Cię z dala od realizowania marzeń zawodowych.

        Możliwości może być wiele. Zrelaksuj się i zaufaj temu. Być może jest Ci
        poprostu potrzebna przerwa.

        Widzisz, ja należę do ludzi, ktorzy całe życie - prawie 15 lat walczyli i
        frustrowali się z powodu pracy. Jakoś nie pasowały te dwie ze sobą; ja i etat.
        Zajęło mi tak długo aby wreszcie potwierdzić i przyznać, że mam duszę podobną
        do Triskell - wolną i nienadającą się do etatu. Czy wiesz jak ciężko walczyłam?
        Jest to jak pchanie czegoś ciężkiego pod górę lub ciągnięcie kotwicy u nogi -
        koszmar.

        Zrelaksuj się i otwórz na różne możliwości - masz całe życie i cały świat przed
        sobą. Nic Ci nie ucieknie i nic nie stracisz.

        Widzisz, rzeczy nie zawsze tak dziają jak my sobie zaplanuje. Często jest to po
        to uchronić nas samych przed niekorzystnymi dla nas samych wyborami.
        Jeśli czujesz obecność dziadków to znaczy, że jesteś pod opieką. Więc tylko Ty
        sama możesz sobie 'skęcić kark' - życie Ci tego nie zrobi.

        Pozdrawiam
        Kan
        • triskell Re: Do Moniki 17.03.06, 11:28
          No kurcze, Kan w moich myślach czyta, bo napisała _dokładnie_ to, co ja bym
          mogła napisać.

          Wyobrażam sobie, jak bardzo musiałaś być sfrustrowana, zaglądając na stronę tej
          firmy i czytając to addendum do ich reguł zatrudniania. uncertain

          Moniczko, mocno Cię tulę, duzo energii przesyłam i głęboko wierzę, że jak
          wreszcie tą pracę znajdziesz, to będzie ona tak super, że okaże się, że całe to
          frustrujące czekanie miało swój cel. Wiara w to, że nic nie dzieje się bez
          przyczyny, jest ważną częścią moich poglądów na życie, ale zdaję sobie też
          sprawę z tego, że czasem mamy ochotę powalić głową w ten wspomniany przez
          Asiczkę Pałac Kultury, bo tyle czasu mija a tej przyczyny nadal nie widać i nic
          jej nie zwiastuje. Ale wierzę, że ziarenko Twojej pracy gdzieś już kiełkuje i
          jak rozkwitnie, to nam wszystkim szczęki z zachwytu opadną. Zasługujesz na to i
          wierzę, że w końcu to dostaniesz.
        • monika_a_b Re: Do Moniki 17.03.06, 19:58
          Kan_a_oz,
          dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź, jednak nie ze wszystkim co napisałaś
          jestem w stanie się zgodzić... Gdybyś była taka miła i mogła mi na to
          odpowiedzieć, proszę...

          Jaki może być cel w tym, że nie mogę znaleźć pracy, poza powolnym burzeniem
          mojego poczucia własnej wartości (z którym zawsze miałam problemy, gdyż od
          dzieciństwa wielokrotnie próbowano mi wmówić, że jestem do niczego, a ja jak
          ten baran staram się samej sobie jak też światu udowodnić, że tak nie jest)???
          Jaki może być cel???

          Jak mam sie zrelaksować??? Siedzieć w domu z założonymi rękami i oglądać sufit?
          Udzielać się charytatywnie (jak na razie w ten sposób uczę polskiego raz w
          tygodniu) w pełnym etacie i czuć, że ktoś inny na tym zarabia, a ja g... z tego
          mam... A może ja zbyt dużo sobie życzę od życia?

          Wiesz, patrząc w tył (czego staram się dla własnego dobra nie robić) odnoszę
          czasem wrażenie, że większość moich wyborów była "niekorzystna" - po cholerę
          nie skończyłam jakiegoś bardziej przydatnego kierunku? Języki? Strata czasu i
          energii, potem nic z tego nie masz... Nauczyciele tutaj najczęściej pracują na
          pół etatu (!) i to za psie pieniądze - jak oni się z tego utrzymują? Tłumacze
          najczęściej jako freelancerzy (do czego tutaj nie mam prawa) na zlecenia - i
          albo je masz, albo nie (w Niemczech miałam czasem dylemat moralny, gdy Polacy
          coś przeskrobali i byłam wzywana na policję albo do sądu: z jednej strony
          cieszyłam się, że mam pracę, a z drugiej martwiłam - cholera, i znów będzie
          mowa o Polakach-złodziejach), tutaj również słabo zarabiają, a w ogóle w moim
          przypadku musiałabym pracować na stałe, a znaleźć takiego pracodawcę to prawie
          niemożliwe... Więc szukam jakiejkolwiek pracy związanej z językami (choćby
          jednym) w różnych firmach i w różnych pozycjach, które jednak mają jakiś
          zawiązek z moim CV... Jakieś sugestie?

          Jedną z najgłupszych (moim zdaniem) rad, które już mi zaserwowano, to abym nie
          traciła czasu i zaszła w ciążę - dla mnie byłoby to równoznaczne z zawiązaniem
          sobie rąk na dobre kilka lat... A więc dzieci nie chcę mieć (kto wie, czy w
          ogóle będę mieć, jak tak dalej pójdzie...)...

          Myślałam o studiowaniu MBA (bo doktorat z literatury to w ogóle samobójstwo),
          ale nie jestem co do tego 100% przekonana (poza tym to cholernie droga
          sprawa)... Pewnie jednak złożę papiery na Seattle University...

          Cały czas odnoszę nieprzyjemne wrażenie, że czas mi ucieka... Przelatuje jak
          woda przez palce... Postawiłam na szukanie pracy, a tu nici z tego, powinnam
          była od razu startować na studia... A tak mam już następny rok do tyłu...

          Mój mąż spełnia się zawodowo, choć ostatnio również odczuł brak odpowiedznie
          papierka. W ubiegłym roku zaczął certyfikat (inżynieria: kompozyty, dział który
          go fascynuje, gdyż również w tym kierunku zrobił magisterkę), są to 3 kursy
          prowadzone prze profesorów z University of Washington, właśnie za tydzień
          kończy się ostatni z nich... Kilka tygodni temu profesor prowadzący pierwszy z
          kursów zaproponował mu przejęcie kilku zajęć (2-4) w następnym cyklu, co
          oczywiście jest ogromnym wyróżnieniem. Za te zajęcia nie miałby płacić zakład
          pracy, ale uniwerek, jednak jako że mój mąż ma pozwolenie na pracę tylko w
          swoim zakładzie, uniwerek nie może mu płacić. Mój mąż powiedział, że
          nieszkodzi, on chętnie poprowadzi te kilka zajęć jako ochotnik, na co jego szef
          trochę się zdziwił, gdyż chodzi o sporą sumkę: $300-400 za godzinę! Ja na całe
          szczęście nie wiem, ile by mi płacono w collegu, w którym uczę polskiego,
          napewno nie tyle, hehe, może 1/10 tej sumy, ale wolę nie wiedzieć, mniej się
          denerwuję...

          PS: Mam nadzieję, że nie uraziłam cię tymi pytaniami, ale z bezsilności i
          złości na świat i samą siebie po prostu już nie wiem, co mam robić... Chyba
          jakieś fatum wisi nade mną... A może ja po prostu wariuję... Jedno jest pewne:
          strasznie zazdroszczę osobom, które mają ten świśnięty papierek, gdyż omija je
          tyle nieprzyjemności i upokorzeń...
          • asia.sthm Re: Do Moniki 17.03.06, 21:39
            Moniko, zanim Kan sie zjawi z odpowiedzia to pozwolisz ze wcisne swoje 5 groszy.
            Wszystko co jest nam dane przezywac w tym zyciu ma swoj sens i zadanie.
            Mamy sie uczyc i wyciagac wnioski. Bedzie to powtarzane do momemtu az
            wyciagniemy prawidlowe wnioski, inaczej zdajemy poprawke , poprawke, poprawke
            az zdamy do nastepnej klasy....
            Miej troche cierpliwosci, przystan na chwile , daj sobie czas sie
            zastanowic...i wal wtedy do przodu lepiej wiedzac .
            Takie wielkie zniecierpliwienie niby dopinguje, ale jednoczesnie sprawia, ze
            stres nas dobije wczesniej czy pozniej.
            Buzka, ja trzymam kciuki zeby wszystko sie ulozylo.
            smile
            • paloma49 Re: Do Moniki 18.03.06, 01:16
              Hej Monika,
              Ja ci też wysyłam masę pozytywnej energii i trzymam w myślach kciuki.
              Nie znam zupełnie sytuacji z zielonymi kartami w USA, ale jeżeli z pobytem
              stały jest jakiś problem to może przyjechalibyście z mężem do Kanady? Na
              forum “Kanada i jej realia” jest trochę informacji na temat szybkiego przyjazdu
              do Kanady na stałe poprzez ofertę pracy.

              • monika_a_b Re: Do Moniki 18.03.06, 01:31
                Dzięki Palomo za info.. wink Zajrzę tam przy okazji, jednak mam nadzieję, że coś
                się tutaj na miejscu wyklaruje... wink
                • mulinka Re: Do Moniki 18.03.06, 01:56
                  dziekuje Bogu (sile Wyzszej, Losowi, Energi....) za czas dany mi spedzic w
                  zdrowiu, sile, bez bolu i cierpienia, najedzona i z dachem nad glowa
                  za to, ze mam kochajacego mnie Meza, ktory zapewnia mi byt
                  za to, ze moge sie rozwijac, czytac, pisac, isc na kurs malarstwa, rzezby, czy
                  rysunku, fotografowac czy tez trenowac sztuke gotowania
                  ze moge zyc w kraju, ktory jest wyjatkowo piekny, a ja mam dwoje oczu i
                  mozliwosc podziwiania cudow przyrody
                  ze moge, pomagac innym, pracowac charytatywnie, jesli przyjdzie mi tylko na to
                  ochota
                  ze moge dac mojemu Mezowi milosc , cieply dom i dobra atmosfere, zeby i on czul
                  sie szczesliwy
                  dziekuje za to, co dostaje, bo...dostaje tak wiele...
                  • samo Re: Do Moniki 18.03.06, 05:25
                    Mulinka tak pieknie napisala...

                    Monika,
                    w jednym z postow na KP napisalas, ze nie musisz pracowac na czarno, poniewaz
                    twoj maz zarabia wystarczajaco duzo, aby utrzymac was oboje.Ten problem
                    (kluczowy moim zdaniem) wiec odpada. Jesli jest ci zbyt ciezko bez pracy, a maz
                    wspolczuje i rozumie, to powinniscie po prostu zmienic kraj. Nic was tu nie
                    trzyma przeciez. Czytam twoje smutne posty od miesiecy i tak sobie mysle, ze
                    walczysz z wiatrakami i sprawiasz wrazenie coraz bardziej zdolowanej. Moze i
                    troche sama sobie do fundujesz, bo nie wiem dlaczego pozwalasz na to, aby
                    niemoznosc znalezienia roboty burzyla twoje poczucie wlasnej wartosci, skoro
                    nie zatrudniaja cie nie dlatego, ze jestes zla kandydatka, tylko dlatego, ze
                    nie chce im sie wypisywac papierkow i udowadniac, ze nie ma nikogo innego ta to
                    stanowisko. Jako wolontariuszka tez nie znajdujesz satysfakcji, bo szlag cie
                    trafia, ze innym za to placa. Ano placa. Placa, bo inni maja pozwolenia na
                    prace, a ty nie masz. Masz pozwolenie na prace w Kanadzie? Dlaczego jestescie w
                    USA, a nie tam? Czy twoj maz nie moze znalezc podobnego stanowiska w Kanadzie?
                    • jan.kran Re: Do Moniki 18.03.06, 08:48
                      Monika napisała że Jej mąż ma bdb dobrą pracę . Myślę że mogliby zmienić miejsce
                      zamieszkania gdyby oboje znaleźli pracę i mieli równe szanse. Jednak uważaj
                      Moniko żeby zmiana miejsca zamieszkania nie zmieniła punktu ciężkości i Twój mąż
                      nie byą sfrustrowany.
                      Pozdrawiam
                      Kran
                • paloma49 Re: Do Moniki 18.03.06, 04:39
                  Monika,
                  Uświadomiłam sobie właśnie, że to forum nazywa się “Kanada i jej “Polonia””, a
                  nie “Kanada i jej realia.”
                  A tak w ogóle to wydaje mi się, że brak pracy, gdy się nie jest samej, ma wiele
                  plusów, możesz zainwestować w siebie, nauczyć się nowych rzeczy, pokończyć
                  różne kursy, po to by potem robić coś co będzie ci sprawiało satysfakcję i
                  dawało dobre dochody.
            • monika_a_b Re: Do Moniki 18.03.06, 01:19
              Asiu... Napewno masz rację co do sensu tego, co nam się w życiu przytrafia -
              jednak nie rozumię, jakie wnioski mam wyciągnąć z mojej obecnej sytuacji? Nie
              zrozum mnie źle, ja naprawdę staram się coś z tego zrozumieć, spożytkować,
              udoskonalić... Ale nie wiem CO??? Jak na razie uczę się, że iść z tłumem lub
              nie branie się za studiowanie czegoś co się lubi, ale studiowanie czegoś, co
              się bardziej przydaje praktycznie - to się opłaca. Powinnam była (patrząc
              wstecz) studiować inżynierię lub ekonomię, czyli kierunki, na które mnóstwo
              ludzi idzie i po których wszędzie można się zaczepić... Ale czy ja byłam w
              stanie ileś lat temu przewidzieć, że wybędę do kraju, którego nigdy nie
              darzyłam zbytnią sympatią? (Szczególnie gdy dowiedziałam się, jak to USA
              wpływają na Amerykę Środkową i Południową...) Wybrałam zawód bardzo poważany i
              dobrze płatny (nie tak jak w Polsce, mój Tata był nauczycielem, więc znam te
              realia) - w Niemczech, bo tam myślałam, że zostanę...
              Ale to drobiazg... Ja naprawdę staram się być aktywną i czerpać radość z tego,
              co mam... Jednak to nie wystarcza tak do końca. Z ręką na sercu - kto z nas
              byłby zadowolony/a z ponad rocznego przymusowego bezrobocia, z małą szansą na
              zmianę statusu... Czy ja nie mam prawa pracować? Czy ten Los tak sobie obmyślił
              moją rolę tutaj? To musiałby być bardzo złośliwy Los... Przeżycia ostatniego
              roku bardzo mnie już naznaczyły. Myślałam, że szybciej wyciągnę się z tej
              osławionej (w Niemczech) dziury po egzaminach państwowych (Staatsexamen),
              zaaklimatyzuję się, znajdę pracę i NARESZCIE będę czuła się 100%
              dowartościowana... O ironio, ja w tej dziurze ciągle jeszcze siedzę...
              Nie chcę już tak męczyć męża, nie chcę, aby widział moje łzy, on bardzo się tym
              przejmuje, w takim stopniu, że myśli o naszej przeprowadzce do jakiegoś kraju,
              w którym miałabym równiejsze szanse... A ja się przez to czuję jeszcze podlej,
              bo on tutaj pracuje dla baaardzo dobrej firmy, dobrze zarabia, zrobił
              certyfikat (za który płaci firma), firma go docenia... Gdyby to rzucił, to nie
              wiadomo jak szybko dostałby nową pracę - i w ogóle gdzie? Ja miałabym jeszcze
              większe wyrzuty sumienia (wiem, nie powinnam, ale tak się czuję), szczególnie
              że wolałabym wrócić do Europy, a nie jechać do Kanady (teściowie uncertain)... To
              takie skomplikowane...
              Ja was dziewczyny bardzo przepraszam za zasmucanie na tym wątku (obiecuję, że
              tylko tutaj), ale musze od czasu do czasu to wszystko z siebie wyrzucić... W
              zasadzie jestem taką Zosią-samosią i zawsze przychodziło mi z ogromnym trudem
              prosić kogoś o pomoc, poradę, szczególnie w tak osobistej materii...
              Ech...
              Ja chyba jestem zbyt naiwna...
      • monika_a_b Re: Wątek roboczy :) 18.03.06, 01:25
        Spotkanie L z szefem w sprawie zielonej karty zostało przesunięte na następny
        czwartek... Wrrr... uncertain

        Dzieki za pamięć, Kraniku... wink
        • kan_z_oz Re: Wątek roboczy :) 19.03.06, 03:07
          Cześć Moniko,
          To co napisałam jest tylko i wyłącznie po to, abyś mogła uwierzyć,że to co
          Monika widzi i przez co przechodzi, i co wydaje się tak okrutne, i
          niesprawiedliwe głównie istnieje bo widzisz tylko jeden aspekt sprawy. Z
          powodu, że Ciebie to dotyczy nie możesz spojrzeć na siebie z zewnątrz. A z
          zewnątrz nie wygląda to ani źle, ani beznadziejnie.

          Nie mogę Ci napisać co masz robić. Zauważ też, że wszystkie dziewczyny
          praktycznie mówią to samo tylko innymi słowami. Zagoniłaś tylko samą siebie w
          ten 'róg' niemożności. To się zdarza od czasu do czasu każdemu z nas; na
          mniejszą lub większą skalę. Nie patrz więc na siebie jak na osobę, która
          niesprawdziła się czy ma pecha. Poprostu przechodzisz przez coś czego bardzo
          się obawiasz i jest nowe.

          Mogę Ci napisać tylko jak to wyglądało z mojej perstektywy; znajduję dużo
          analogii pomiędzy Twoją i moją historią. To wszystko co miałam na myśli.


          No więc jeszcze raz; nic nie zrobiłaś źle. Wybrałaś studia, które Cię
          interesowały i dobrze.
          Podobnie jak ja to zrobiłam - AWF. Też nauczycielka, chociaż wtedy gdy
          studiowałam zrobiłam też specjalizację trenerską, tylko, że nigdy nie mogłam
          tego zrealizować bo w miedzyczasie zmienił się sytem. Komuna upadła i z nią
          cały sytem klubów i pracy o jakiej myślałam.
          Póżniej wyjechaliśmy do Australii i wkrótce okazało się, że rozpoznanie
          papierów na rzecz emigracji i pracy to dwie różne rzeczy.

          Po uznaniu papierów natychmast mój mąż dostał pracę w maleńkiej miejscowości
          turystycznej(też po AWF-ie). Tam na miejscu też się okazało, że nie tylko nie
          ma innej możliwości zatrudnienia dla mnie niż miejsce pracy męża ale na dodatek
          nigdy nie zatrudnią mnie na stałe bo mają taką politykę, że nie zatrudniają
          małżeństw razem. Mogłam więc pracować tylko jako nauczyciel dochodzący i bardzo
          pilnowano aby nie dostała zbyt wielu godzin.
          Nie będę Ci opisywywała przez jaką frustrację przechodziłam. Na dodatek miałam
          małe dziecko w miejscowości gdzie nie było nawet przedszkola!
          Też jeździłam na nartach do upadłego.
          Mąż nie chciał nawet słyszeć o wyprowadzeniu się.

          Z perspektywy kilkunastu lat mogę tylko Ci napisać co zrobiliśmy i jak teraz
          patrzę na ten okres czasu.

          Będąc kompletnie zfrustrowana zdecydowałam wybrać się do Polski na kilkanście
          miesięcy. Byłam na takim etapie, że naprawdę było mi prawie wszystko jedno.
          Korzyść tego doświadczenia była taka, że udowodniłam sama sobie jak bardzo
          kocham moją rodzinę. Nie będe przechodziła przez to jak bardzo bolała mnie
          decyzja rozłąki. Bardzo wysoka cena za udowodnienie czegoś co było oczywiste
          ale najwidoczniej był to okres czasu gdy potrzebowałam walnąć parę razy głową w
          mur.


          Ocuciło mnie to. Wróciłam i zarządziłam przeprowadzkę. Smieję się z
          zarządziłam - nareszcie zebrałam w sobie odwagę aby wypowiedzieć słowami jak
          się czuję, czego się obawiam i czego pragnę. Mąż przestał się 'upierać'. Nigdy
          się naprawdę nie upierał tylko ja wygladałam, że nie wiem czego chce więc on
          nic nie robił.

          Wróciliśmy do Sydney i zaczęłam pracować w szkole w ciągu paru dni. Obeszłam
          wszystkie szkoły sama i sama poprosiłam w każdej o rozmowę z zastęca dyrektora.
          W ciągu paru miesięcy dostałam pracę na stałe.
          Mąż w ciągu kilkunastu miesięcy przeniósł się do firmy farmaceutycznej, gdyż
          uznał, że praca w szkole średniej jest mało satysfakcjonująca. Miał
          doświadczenie ze szkoły i departamentu rekreacji, i dzięki temu było to możliwe.

          Mój strach i poczucie, że czas mi ucieka nie było spowodowane kłopotami z
          pracą. Praca była tylko tym co wywoływało te ataki paniki.
          Prawdziwym powodem strachu były kompeksy nabyte w dziecinnstwie.
          Widzisz Moniko, jeśli masz rzeczy, które zraniły Cię w jakiś sposób w
          dziecinnstwie to one nie 'ulatniają' się same z wiekiem. Je należy rozwiązać.
          Często wiąże się to z zasięgnięciem porady fachowej. Zawsze konieczna jest
          rozmowa z partnerem i do tego jest potrzebny czas; Kan musiał więc spędzić
          trochę czasu z Kan i było to przerażające. Praca wypełniała mi czas i nie
          pozwalała mi o tym myśleć. Jej brak powodował, że natychmiast wpadałam w
          niesamowity dołek. Jesli masz podobnie - to jest najlepszy znak, że masz
          pracować nad sobą.
          Z wiekiem to się tylko może pogłębić. Dzieci czy ciąża spowodują, że będziesz
          miała jeszcze trudniej.

          Frustracja związana z czekaniem na 'kartę' jest normalną rzeczą ale nie powinna
          powodować u Ciebie stanu, gdzie niemalże "chodzisz po ścianach" - to
          powodują 'zadry ' z dzieciństwa.

          W tym sensie napisałam, że życie nieraz samo za nas decyduje i
          zarzadza 'przerwę' abyśmy sami sobie nie zrobili krzywdy.
          Popychanie się, zmuszanie i nakładanie coraz większych obowiązków spowodowało u
          mnie, że któregoś dnia wyszłam z pracy i zaczęłam pracować na sobą. Nie byłam w
          stanie tak dłużej funkconować. Wypaliłam się zupełnie.
          Po wielu miesiącach, znalazłam nową i znowu wyszłam bo doszłam do wniosku, że
          się nie nadaje.

          Od 5 lat - jako hobby - buduje domy. Kupuję działkę, zatrudniam budowlańca,
          wybieram projekt, wykańczam, wynajmuję i po jakimś czasie sprzedaje. Te
          projekty sfinansowały nasz dom. Wciąż traktuje je jako hobby i wciąż dzięki
          temu,że mąż ma stałą pracę a ja hobby - mamy co najmniej dwa dochody.

          Nie jestem ani freelance, ani zatrudniona, ani nie mam biznesu. Bank nazywa to
          profesjonalne inwestowanie - dla większości jestem 'kurą domową'.
          Jest tyle możliwości - jak tylko przestaniesz się obawiać i uwierzysz, że jest
          tam coś dla Ciebie i czeka tylko abyś zauważyła.
          Zostań pozytywna- zapisz się na yogę lub medytacje. Rób rzeczy dla siebie i
          swojego zdrowia; cokolwiek sprawia Ci przyjemność.
          I przystań się kurka wodna zamartwiać. US jest tylko jedną opcją. Zatrudnienie
          jest jedną z opcji.

          Z perspektyway czasu patrzę na moje doświadczenia jako "budujące mnie i mój
          charakter". Bolały ale nie oddałabym za nic - są moje i dzięki nim jestem w
          miejscu gdzie odczuwam spokój i nie mam strachu.

          Jak sobie radzić? Żyj chwilą - to co teraz czujesz gdy to czytasz. Ta nadzieja,
          ten momentu wiary i spokoju to jest to. Wracaj w to miejsce tak często jak
          możesz. Nie próbuj zjeśc słonia w całości bo udławisz się. Krój na kawałki i
          delektuj się - to jest recepta na szczęści teraz. Później jest abstrakcją.
          Później może nigdy się nie zdarzyć.

          Kan









          • monika_a_b Re: Wątek roboczy :) 28.03.06, 05:49
            Kochane dziewczyny! Bardzo, bardzo Wam dziękuję za każdy wpis, za każdą radę,
            za każdy sposób patrzenia "z zewnątrz" na mój dylemat... Każda z Was ma trochę
            racji w tym, co napisała... Dużo myślałam o tym wszystkim przez ostatni
            tydzień... Doszłam do wniosku, że w dalszym ciągu będę poszukiwać pracy
            odpowiadającej m/w moim kwalifikacjom, a w międzyczasie zacznę studia Master of
            International Business. Dziwne, ale w momencie gdy to sobie uzmysłowiłam, gdy
            SAMA do tego doszłam, poczułam się dziwnie lekko na duszy, spokojniejsza... wink
            A więc teraz przede mną trochę stresu, tego twórczego, gdyż muszę zdać GMAT i
            TOEFL, wypada dobrze się do nich przygotować... wink

            Co do cieszenia się z życia i dziękowania za wszystko... Cieszę się życiem i
            korzystam z każdej chwili tak, jakby była tą ostatnią, gdyż tylko w tym
            momencie mam tyle lat ile mam, za chwilę może mnie przecież nie być, więc
            cieszę się z tego, co mogę przeżyć - takie jest moje motto od kiedy byłam
            nastolatką i pewien chłopak napisał mi w pamiętniczku: "Łap szczęście za nogi i
            duś jak cytrynę" smile Niestety, ta cytryna jest czasami dość gorzka, jak
            widać... wink Jednakże nie jestem typem biernego odbiorcy, nie chcę tylko brać i
            własną odpowiedzialność zrzucić na Los, chciałabym być w stanie zaoferować coś
            mojemu mężowi, Rodzicom, przyjaciołom... Nie jestem również osobą szukającą
            spełnienia w woluntariacie, nie mam genu poświęcania się, czy jak by to nazwać,
            po prostu chciałabym, aby moja praca została wynagradzana pieniężnie, i
            bynajmniej taka "zachcianka" nie wydaje mi się czymś zdrożnym... wink Źle mi jest
            w roli osoby całkowicie zależnej od męża, jestem na to zbyt niezależna i po
            prostu inaczej wychowana, więc będę w dalszym ciągu szukała jakiegoś wyjścia z
            tej sytuacji... Mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda, ba, co ja mówię, MUSI MI
            SIĘ UDAĆ, po prostu trzeba wierzyć w siebie... smile Reszta to tylko kwestia
            czasu... wink

            Co do bolących spraw z dzieciństwa... Napewno masz rację, Kan, że powinno się
            zagoić te jakże stare rany, ja mam też trochę tego, niestety, niektóre jeszcze
            trochę jątrzą, jednak nie chciałabym do nich wracać... Staram się nad tym
            wszystkim przejść do porządku dziennego, i jeśli chodzi o negatywne osoby, po
            prostu je unikać... Niestety, nie zawsze to funkcjonuje, szczególnie jeśli to
            ktoś z rodziny... uncertain Ale co tam, mam tutaj własne życie, Rodzinę, którą jest
            dla mnie mój mąż - i to jest dla mnie najważniejsze... wink

            Polecam Wam również książkę Francois Lelord "Podróże Hektora, czyli
            poszukiwanie szczęścia", jest po prostu bajecznie cudowna... wink
            • kan_z_oz Re: Wątek roboczy :) 29.03.06, 03:18
              Gratuluję i cieszę się, że 'urodziłaś ' decyzje.

              Forum PK jest miejscem, gdzie można wykopać dołek i wyszeptać różne rzeczy.
              To 'wyszeptanie' powoduje, że człowiek staje się lżejszy.

              Ajajaj - master of business - no proszę; nie wiem, który pracodawca Ci sie po
              tym oprze?

              Trzymaj się.

              Kan
        • triskell Re: Wątek roboczy :) 20.03.06, 08:02
          monika_a_b napisała:
          > Spotkanie L z szefem w sprawie zielonej karty zostało przesunięte na następny
          > czwartek... Wrrr... uncertain

          Moniczko, to do czwartku kciuki nadal zaciśnięte bardzo mocno.
    • jan.kran Re: Wątek roboczy :) 20.03.06, 12:45
      Ja jestem stara jak mury Jerycha więc mam pewnie skostniałe poglądy ale dla mnie
      najważniejsze w robocie jest to żeby ją lubić i dawała satysfakcję.
      Zostałam wychowana w wielkim szacunku zarówno do wykształcenia jak i do pracy.
      Moi Rodzice , obydwoje wybitnie zdolni z powodu okoliczności zewnętrznych nigdy
      nie zdobyli wykształcenia odpowiedniego do ich możliwości.
      Postanowili swoim trojgu dzieciom zapewnić to czego Im zbywało , czyli
      wykształcenie ale nigdy nas do niczego nie zmuszali.
      Moi Bracia byli zdolni, jeden mniej zdolny ale bardziej pracowity drugi umysł
      wybitny ale leser i obiboksmile
      Obydwaj zdobyli wyższe studia, obydwaj zaczęli dobrze zapowiadające się kariery
      naukowe , doktoraty i pieprznęli to z hukiem.
      Pisałam kiedyś o tym.
      Jeden jest pszczelarzam a drugi handlarzemsmile
      Obydwaj mimo że nie wykorzystują konkretnie tego czego się nauczyli na studiach
      skorzystali ztego że studia dały im pewną lekkość i swobodę w poruszaniu się
      życiu.
      Są zadowolonymi z życia ludźmi , którzy jakoś lepiej czy gorzej na codzienny
      chleb i masło do niego zarabiają i nie są ani męczennikami ani frustratamismile
      Ja nie byłam zbyt zdolna za to ambitna a pracowita.
      Ok , miałam zdolności językowe , chyba jedyne jakie posiadam. Przez cztery lata
      liceum Rodzice fundowali mi prywatne lekcje języka francuskiego , to była spora
      kasa.
      Miałam studiowac romanistykę i byłam świetna z gramatyki aa reszta też dobrze
      dziękuję.
      Dwa miesiące przed maturą powiedziałam że zmieniłam zdaniem i będę studiowała
      filologię klasycznąsmile))) Mamusi mało szlag nie trafił a Tatuś zapytał czy jest
      to naprawdę to czego chcę . I zdałm na tę nikomu niepotrzebnaąfilologię ,
      studiowałam to co kochałm i nigdy Rodzice mi słowa marnego nie powiedzieli.
      Gdy zamiast pisać pracę magisterską wyjechałam z PLza głosem serca też nie
      było problemów.
      Może trochę zbaczam ztematu ale jak widzeę że ktoś kurczowo trzyma się
      wyuczonego zawodu i jest sfrustrowany bo się nie spełnia to mi go szkoda.
      Może jestem niedzisiejsza ale dla mnie stanowisko i pieniądze są o wiela mniej
      ważne od zadowolenia.
      Ja osobiście pracuję dużo poniżej moich możliwości i wykształcenia. Natomiast
      rano nawet w mróz i zawieruchęsmile , bladym świtem w piątek ,świątek i niedzielę
      idę zradością do mojej fabryki.
      Mmoże mja wiedza i doświadczenie nie jest przeliczana na status i pieniądze ale
      wiem że to czego się nauczyłam w życiu profituje.
      Moi pracodawcy , współpracownicy i podopieczni dość szybko widzą co sobą
      reprezentuję choć ani się nie chwalę ani nie afiszuję.
      Jestem wdzięczna moim Rodzicom że umieli nas wychować w szacunku do każdej pracy
      a zarazem dali nam wykształcenie.
      Moja córka ku ogólnej zgrozie wększości Rodziny a zwłaszcza Tatusia:ppp wybrała
      super niepraktyczne studia... a Ona przecież taka zdolna do matematyki i mogłaby
      studiować_coś_pożytecznego:0
      Patrząc jak sobie daje radę , jaką ma pasję i chęć do tych studiów mam w nosie
      ich praktyczność.
      Zwłaszcza że okazało się w praniu że jeżeli uda Jej się skonczyć te studia to
      bezrobocie Jej z pewnością nie grozi.
      Myślę ze zadowolenie z wykonywanej pracy trzeba znależć w swoim wnętrzu.
      Kran
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka