Triskell napisała wreszcie o swojej pracy , bardzo się cieszę bo ciekawa byłam
jak Jej leci.
Chciałabym tu skopiować Jej wątek i zacząć nową dyskusję na temat który od
dawna chodzi mi po głowie.
Triskell się pewnie nie obrazi że kopiuję Jej wątek tutaj.
ale jakby co to zażalenie do Derekcji a ja zacznę ten temat na nowo

Kran
Trskell napisała:
A skoro już jest to właśnie o tym wątek, to też się podzielę swoim zadowoleniem
z pracy, którą mam od około miesiąca. Praca w komisie z ciuchami jest dla mnie
po prostu idealna, bo mam styczność z dwoma "rzeczami" (pierwsza to nie rzecz,
ale nie wiedziałam, jak to ująć), które uwielbiam: z ludźmi i z ciuchami. Po tym
miesiącu odżyłam, teraz dopiero czuję, jak bardzo brakowało mi kontaktu z
większą ilością osób, jak powoli zaczynałam się robić odludkiem. W dodatku
wczoraj koleżanka, dzięki której mam tą pracę, była w sklepie i podobno moja
szefowa rozpływała się w komplementach na mój temat, mówiła, że klientki mnie
bardzo chwalą i że robię "an awsome job". Na początku przeszkadzała mi zbyt mała
ilość godzin. Parę tygodni temu szefowa zwolniła swoją drugą pracownicę i od tej
pory na brak godzin nie narzekam. A szefowa moze wreszcie trochę odpocząć (moja
koleżanka stwierdziła, że zaczynała się już o nią martwić, ale że wczoraj moja
szefowa wyglądała nareszcie jak dawniej - zrelaksowana, wypoczęta i kilkakrotnie
wspominała, jak wielką pomocą jest dla niej to, że nareszcie może w sklepie
zostawić kogos kompetentnego). _Bardzo_ to było miło usłyszeć, poczuć się
docenianą i potrzebną

.