Dodaj do ulubionych

Nieznalska przed sądem

IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 22.11.02, 20:21
Uważam i mam ku temu postawy teoretyczne, by stwierdzić rzecz
następującą: proces nie ujmuje rzeczy podstawowej - charakteru
sztuki żywej. Instalacja jest dziełem nietrwałym, doraźnym,
żywym właśnie i budowanym do określonego miejsca. Wszystko w
niej gra rolę a zostawiona przez pomyłkę parasolka w galerii
może kompletnie zmienić sens całego dzieła. Instalacja, a o
takie właśnie dzieło chodzi w procesie Doroty Nieznalskiej, nie
istnieje przed jej prezentacją i po jej prezentacji. Tak jak
każdy inny utwór mający w swojej strukturze ontologicznej
wpisany element czasu. Najprostsze porównania to utwór muzyczny,
teatralny czy cyrkowy. Instalacja istnieje tylko i wyłącznie w
bezpośrednim kontakcie z widzem. Bo dopiero wtenczas można
właściwie odebrać sens i znaczenia w nim zawarte. Instalacja,
podobnie jak performance nie może być w żaden sposób
zreprodukowana ani udokumentowana. Instalacja powstała właśnie
po to, by zanegować tzw. dzieła trwałe, ich służebność
ideologiczną (pomniki) i ich służebność wobec rynku sztuki,
który używając metody reprodukcji, powiela je i czerpie z tego
zyski - instalacja powstała po to, by to wszystko zanegować w
sensie artystycznym. I artysta, który zdecydował się na użycie
takiej formy przekazu jest tylko odpowiedzialny za to, co
faktycznie pokazał.
Całe nieporozumienie polega na tym, że dzieło Nieznalskiej
zostało zastąpione innym dziełem. O tym dziele się mówi w
sądzie, jest cytowane przez świadków, ale nikomu nie przychodzi
do głowy, by autorkę tego dzieła, Panią Urbańczyk pozwać przez
oblicze sprawiedliwości. Faktyczna sprawczyni zamieszania
napisała artykuł, dała zdjęcie bulwersującego ją fragmentu
instalacji, a więc już stworzyła własne dzieło dziennikarskie.
Ale nie o to chodzi. Redaktorka miała do tego prawo do
wykreowania własnego dzieła na temat tego co zobaczyła.
Natomiast tak zaprezentowane dzieło - z bardzo subiektywnym
komentarzem dziennikarki, komentarzem z pozycji osoby wierzącej -
nie było faktycznie dziełem Pani Doroty Nieznalskiej. Nie było
też tym bardziej, kiedy było pokazywane przez telewizję, a
właściwie to był pokazywany artykuł Pani Urbańczyk, która nie
jest i nie była współautorką "Pasji". A proces jest nad dziełem
sztuki, które rzekomo obraziło. Sprawa następna.
Policja "zaaresztowała" nie dzieło sztuki, które może być
dowodem w sprawie, ale zaaresztowała jakieś materiały,
przedmioty z których można by odtworzyć ewentualnie "Pasję" w
galerii "Wyspa", ale jak wiemy galeria ta już nie istnieje. Ale
gdyby sąd postanowił przeprowadzić wizję lokalną rzekomego
przestępstwa, i nakazał rektorowi ASP otwarcie galerii oraz
odtworzenie pracy i zaprosił świadków, to dopiero mogłoby dojść
do ewentualnego obrażenia uczuć religijnych przez Dorotę
Nieznalską. Mówimy o stanie, który mógłby nastąpić a nie
faktycznym. Ale wynikałoby z tego, że to sąd namawia i zmusza
artystkę do obrażania aktywistów Ligi Polskich Rodzin. Zresztą
byłby to pierwszy przypadek na świecie, kiedy sąd nakazałby
tworzenie sztuki. Pomijam już fakt, że w tej sytuacji Dorota
Nieznalska mogłaby odmówić zrealizowania dzieła ponownie, by
właśnie nie mieć niepotrzebnych kłopotów. Bo właściwie dopiero
wtenczas, kiedy "Pasja" byłaby dziełem istniejącym, LPR i
Młodzież Wszechpolska mogłyby wnieść rzeczywiste oskarżenie
przeciwko artystce. A teraz nic dziwnego, że świadkowie w
sprawie, zeznają na temat nie dzieła Doroty Nieznalskiej
zobaczonego w galerii "Wyspa", ale mówią o swoich obrażonych
uczuciach przez dzieło stworzone wysiłkiem Pani Urbańczyk i –
bardziej nawet - fotografa z Gazety Wyborczej. Tu nie chodzi o
to, by przerzucać winę, czy odpowiedzialność za całe zamieszanie
na dziennikarzy. Nie. Ale musimy w końcu sztukę traktować wg
takich reguł do jakich ona sama pretenduje. Instalacja jest
dziełem sztuki istniejącym tylko w konkretnym czasie i
konkretnym miejscu, wie o tym cały świat, a trybunały
europejskie z całą pewnością.
Tego rozróżnienia nie ma na procesie Nieznalskiej i cały ten
proces wygląda na niezłe wariatkowo. Uważam, że prokurator nie
mając odpowiedniego doświadczenia oraz nie zasięgając opinii
fachowców zbyt pośpiesznie wniósł oskarżenie do sądu. Proszę
zwrócić uwagę, że świadkowie, nie mówią ani słowem o instalacji,
czyli właściwym dziele Doroty Nieznalskiej, ale o zupełnie
innych dziełach sztuki dziennikarskiej - gazetowej i
telewizyjnej. Znany kabaret Jacka Fedorowicza stosuje metodę
stwarzania innego kontekstu dla faktycznych wypowiedzi i bardzo
łatwo zmienia sens, intencje i znaczenia słów. Tak samo jest
z "Pasją". Dalszy ciąg procesu będzie miał podobny przebieg.
Faktycznie świadkowie będą mówić o tym co widzieli w telewizji i
gazecie, a nie o tym co widzieli w galerii. Bo w niej nie byli.
Uważam, że Pan Poseł Strąk i Pani Szumska wraz z innymi
świadkami mają pecha, bo w końcu dużo włożyli starań, by dać się
obrazić, a dowiedzieli się zbyt późno o „Pasji”.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka