Dodaj do ulubionych

Nowi domatorzy

IP: *.mcnet.pl / *.mcnet.pl 08.12.03, 15:27
...pozazdroscic wyrozumialych rodzicow z mozliwosciami lokalowymi :)...
Obserwuj wątek
    • Gość: mg Nowi domatorzy IP: *.premiumclub.pl / *.premiumclub.pl 08.12.03, 15:34
      ja na szczescie mieszkanie mam (zaczalem na nie pracowac juz na pierwszym
      roku studiow) ale znam osoby, ktore borykaja sie z opisanym problemem.
      skonczyly studia, ktore ich pasjonowaly i okazuje sie, ze teraz moga jedynie
      kontynuowac prace naukowa za 1tys. miesiecznie. oni nie maja szans na kupno
      wlasnego mieszkania, a wynajem to wg mnie strata pieniedzy. mieszkanie z
      rodzicami to dla nich jedyne wyjscie. niestety nie jest tak rozowo jak to
      jest opisane w artykule. tam rodzice maja pretensje. 30m2 zaczyna byc za malo
      dla trzech osob. pojawiaja sie wyrzuty u klotnie ("zrob cos ze swoim
      zyciem", "caly czas chcesz sie tylko bawic i nie miec zadnej
      odpowiedzialnosci?")
      tak wiec opisana sytuacja ma rowniez druga strone medalu. w powyzszym
      artykule wszystko jest ok, opisane osoby maja sie dobrze ale sa tez takie,
      ktore nie daja sobie rady z rzeczywistoscia, w ktorej najszybszym sposobem
      zdobycia mieszkania jest smierc kogos bliskiego i miekszanie w testamencie.
      • Gość: hodscha Re: Nowi domatorzy IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.03, 17:48
        No wlasnie...rok temu ukonczylem studia (mgr inz).Szybko rozpoczalem "kariere"
        w rodzinnym miescie.Praca od 8 do 20...zarobki-wole nie mowic, ale w trakcie
        studiow zarabialem tyle bedac "cieciem na ochronie" w sklepie.Rodzice?Mieszkam
        z nimi,kloce sie z nimi, dochodzi niemalze do bitew,chcialbym sie
        wyprowadzic.Ale:$$$!!!po odliczeniu mieszkania (najmu) mialbym tyle na
        zarcie&piwo, ze od razu godze sie z rodzicami :).Niepewnosc pracy.Nie wiem czy
        mnie zwolnia, czy ja pierwszy nie wyrobie...Jesli mialbym sie wyproadzic (na
        wiosne) to wolalbym zmienic miasto,prace, a nie klatke w bloku!!! i
        odciac "pepowine".
        • Gość: monika Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 08:05
          No własnie...ciągle te pieniądze.
          Ja tez miszkam z rodzicami i ta sama sytuacja niezgody i ten sam powód na
          przełknięcie tego,że moje zdanie jest odmienne ze zdaniem moich rodziców.
          Wyprowadzić się łatwo tylko koszt mieszkania przeraża
          A ile płacisz rodzicom za to,ze pomieszkujesz z nimi??>
          • Gość: obiecanki VAT W BUDOWNICTWIE !!!!!!!!!!!!! IP: *.chello.pl 10.12.03, 09:54
        • Gość: Ola Re: Nowi domatorzy IP: 80.51.79.* 11.12.03, 16:55
          Od prawie roku jestem finansowo niezależna. Pracuję równolegle kończąc studia
          (a propos nie w rodzinnym mieście). Siłą rzeczy muszę wynajmować mieszkanie i
          opłacać rachunki. Po odliczenie opłat, okazuje się, że ze świetniej wypłaty
          zostają grosze na przeżycie. Ale nie mam wyjścia. Boli mnie to, że pracuję
          dniem i nocą, godzę pracę z zajęciami na uczelni, nie mam czasu i siły na
          spotkania z przyjaciółmi lub po prostu wypad na piwo, a prawdę mówiąc nie mam
          żadnych oszczędności. W cholernie kiepskim kraju i czasach przyszło nam żyć!!!!
      • Gość: PK Re: Nowi domatorzy IP: *.studnetz.uni-leipzig.de 09.12.03, 20:03
        Zgadzam sie z Toba. Ludzie , ktorzy mieszkaja z rodzicami na pewno nie maja tak
        rozowo. Prawda jest taka, ze jednak wiekszosc osob ambitnych ktorzy maja jakies
        pieniadze wynosi sie z domu w miare szybko.
        • eowyn1 Re: Nowi domatorzy 09.12.03, 22:36
          Taaa... Mam prawie 24 lata, koncze studia, nie pracuje, mieszkam z rodzicami.
          Wspomniani rodzice mowia mi o ktorej godzinie mam chodzic spac i kiedy wietrzyc
          swoj pokoj. Musze sie opowiadac gdzie i z kim wychodze i o ktorej mam zamiar
          wrocic. Goracy obiad - owszem, a w zalaczniku zmywanie po czteroosobowej
          rodzinie. A robiac sobie wlasnorecznie chinska zupke z papierka brudzilabym
          tylko jeden talerz i jedna lyzke.
          Coz... pozostaje mi tylko zaciskanie piesci... :-[
          • Gość: Matka Re: Nowi domatorzy IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 10.12.03, 08:20
            Chciałabym kiedyś pomieszkać sama, nic nie robić lub zaprosić gości jakich
            chcę, mieć spokój i nie musieć zajmować się dorosłym dzieckiem. Ciągle mieszka
            ze mną, muszę go wyżywić a ja nie mam na to pieniędzy. Muszę szukać dodatkowego
            zajęcia, nie mogę odpocząć, budzę się gdy wraca późno. Nie mam odwagi
            powiedzeć, że ma się wyprowadzić, kocham go, wiem że go nie stać na samodzielne
            życie (a jest po studiach). To przecież dom rodzinny mojego syna. Tylko czy
            swój kawałek miejsca na świecie znajdę dopiero na cmentarzu?
            • Gość: Matka Polka swoje miejsce w domu:) IP: 195.117.159.* 10.12.03, 11:37
              Ja tez mieszkałam długo z rodzicami, bo "nie miałam swojego życia".
              Moi rodzice mieszkali u mnie, i jednocześnie budowali domek. W końcu pojawiło
              się moje osobiste życie, a ponieważ robili mi różne "polki", bowiem winna im
              byłam dozgonną potulność i wdzięczność za mieszkanie (wykupili na mnie, bo tak
              w tamtych czasach trzeba było, więc to raczej urzędnikom winna byłam
              wdzięczność), stale musiałam się opowiadać (baba pod 30-tkę) i spowiadać -
              wymówiłam im w końcu dom. Wyprowadzili się do siebie wreszcie (dom mając
              skończony od roku wtedy), obsobaczywszy mnie straszliwie:)) Nie żyją już od
              wielu lat i wszyscy staramy się być inni – normalni..
              Teraz sama jestem matką. Najstarsze dziecko mieszka w swoim własnym domu, a
              dwoje młodszych - niestety nie ma szans na usamodzielnienie się. Pamiętając
              tresurę i pranie mózgu - jakie przeszłam w "szczęśliwej rodzinie" za młodu,
              staram się nie ingerować w życie dzieci.
              Owszem, czepiam się, jak wychodzą bez czapek. Ale oni tez mnie katują ciepłymi
              szalikami.
              Mamy z mężem swoje zainteresowania, czasem są one wspólne z dziećmi. Mieszkamy
              pod jednym dachem i stale jest pełno ludzi u nas, bo koledzy, bo znajomi, nasi
              i ich. Wspólne wypady, jeśli mamy na to ochotę... Zmywamy - każdy kiedy akurat
              jest w kuchni, pierzemy także hurtem, co jest do prania.
              Ostatnio usłyszałam od znajomych moich domowników, że im zazdroszczą Starych.
              Bo u nas jest przyjaźnie i normalnie.
              Wiem, że moi "Młodzi" pewnie wyjada z kraju - bo tutaj nie mają szans. Będę
              tęskniła, ale chyba każda matka jest po trosze Penelopą już w momencie kiedy
              decyduje się na dziecko.
              Dodaję, ze mamy 108 metrów kw. i zwierzyniec w domu, także nie zadbany ogród -
              żadne z nas nie lubi pracy w ogrodzie. Więc nie jest aż tak ciasno.
              Zdaję sobie sprawę z tego, że młodzi chcieliby mieszkać u siebie, ale to
              państwo tak „dba” o więzi rodzinne. Bowiem to państwo skazuje ich na życie na
              naszym garnuszku, a nas potem na życie u ich klamki...
              Rzadko zdarzają się rodziny mogące się cieszyć wspólnym zamieszkaniem...
              Bo dzisiaj nie ma alternatywy.
              Mogę tylko zaapelować do Rodziców; pamiętajcie, że oni tez nas mają dosyć, nie
              po to dorastali, żeby stale być z nami.
              Ale ani my ani oni - nie mamy wyboru.
              Bądźmy więc tolerancyjni. Doróbmy drugi klucz, zamknijmy drzwi do sypialni,
              żeby nie słyszeć, kiedy wracają do domu. Nie zginą z głodu, jak ich nie ma parę
              nocy:)) A my też lataliśmy na dyskoteki, piliśmy alkohol, szwendaliśmy się po
              górach, sprowadzaliśmy znajomych i bywaliśmy u nich. Nie zawsze byliśmy okazami
              zdrowego rozsądku.
              Drażni mnie, jak ktoś mówi o młodych mieszkających z rodzicami – maminsynki.
          • Gość: FFF Re: Nowi domatorzy IP: *.dip.t-dialin.net 10.12.03, 10:30
            A co, mamusia ma podac na stol i pozmywac????? Kupic dla dzieciatka paste do
            zebow, wyprac, poprasowac i ulozyc w kancik w szafie????
            FFF
            • Gość: Matka Re: Nowi domatorzy IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 10.12.03, 11:33
              To co mam zrobić aby dziecka nie urazić?
              • Gość: Matka Polka Re: Nowi domatorzy IP: 195.117.159.* 10.12.03, 11:39
                Zacznij szanowac swój czas. I nie przejmuj się czy go/ją urazisz, bo może ona
                czy on wcale tak nie myśli, i może w ogóle tego nie zauważy:)))
    • Gość: PHC Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.03, 15:45
      Wynajmowanie mieszkania (jesli ktos pracuje w tym swoim miescie) to glupota i
      marnotrawstwo pieniedzy. Wystarczy 2-3 lata dluzej pomieszkac z rodzicami
      (malo kogo rodzice chca szybko eksmitowac) i do oszczedzonych pieniedzy
      zaciagnac kredyt i mozna juz sobie cos kupic, a potem za te pieniadze, za
      ktore by sie wynajmowalo ten kredyt dalej splacac.
      • Gość: Tom Re: Nowi domatorzy IP: *.idg.com.pl / *.idg.com.pl 08.12.03, 16:47
        Wszystko OK, tyle ze nie wszystko da sie przeliczyc na pieniadze. Wiadomo ze
        najwygodniejszym rozwiazaniem byloby mieszkanie z rodzicami jak najdluzej i
        oszczedzanie kasy na wlasne m2. Kiedys trzeba dorosnac i dac spokoj swoim
        staruszkom. Nawet jesli jest to niekorzystne z punktu widzenia ekonomii...

        pozdrawiam
        Samodzielny
        • Gość: romek (wesoly) samodzielnosc-jesli tylko cie stac IP: *.chem.uw.edu.pl 10.12.03, 16:32
          oczywiscie - jesli kogos nie stac, niech mieszka z rodzicami,
          ale masz 100% racji:
          ludzie chca luksusu, mogliby juz mieszkac sami, ale chca wiecej, lepiej...
          Pewnie, mozna to zrzucic na barki kochanych, naiwnych staruszkow.
          Niech opiekuja sie, doplacaja, dbaja.
          A ja kaske tylko dla siebie, na swoje mieszkanie, swoje przyszle zycie...
      • Gość: ajne klajne idiot Re: Nowi domatorzy IP: *.chem.uw.edu.pl 10.12.03, 16:24
        2-3 lata pomieszkac z rodzicami? Przez 2-3 lata to mozna doprowadzic do tego,
        ze juz do konca zycia sie do siebie nie bedziemy odzywac.
        Ja robie doktorat, mam 900 zl stypendium, a moja zona studiuje i ma 400 zl
        kredytu studenckiego. Wynajmujemy mieszkanie pod Warszawa za 700 zl + oplaty.
        Z rodzicami mam dobry kontakt. Widzimy sie wtedy, kiedy sie stesknimy za soba.
        Nie wpadamy na siebie przy kazdej okazji, nie czekamy na kolejke w lazience itd.
        Nawet troche rodzice nam pomagaja, bo chca. Ale nie jestem natretem w ich domu.
        Ja jestem u siebie, a dom, z ktorego odszedlem kilka lat temu - to ich dom.
    • Gość: dante Re: Nowi domatorzy IP: *.skierniewice.mediaclub.pl 08.12.03, 19:24
      sorki, ale dla mnie to jest wygodnictwo czystej wody. Nawet, jesli rodzice
      moga sobie pozwolic na "hostowanie" swoich 30-latków, to i tak to jest po
      prostu nieprzyzwoite. Ja wyprowadziłem sie z domu gdy zaczalem studia - i po
      nie wyobrazam, zebym te ostatnie 5 lat mial spedzic z rodzicami za scianą...
      Dzieki temu jestem gdzie jestem (a nie narzekam) - zaloze sie, ze gdybym mial
      komfort wiktu i opierunku, to w życiu bym sie nie zmobilizował do ciezkiej
      pracy. A tak sie zmobilizowałem ;)
    • Gość: stokrotka Re: Nowi domatorzy IP: *.skierniewice.mediaclub.pl 08.12.03, 19:47
      Moi znajomi po slubie mieszkają u rodziców - tyle ze Panna Młoda jest u swej
      tesciowej - to koszmar - Ale tak duzo mówili o samodzielności, szumnej
      odpowiedzialności i w ogole , tak ze w koncu jak doszło do slubu - zmienili
      miejsce zamieszkania na klatkę dalej! U Tesciów.
      Ale do watku - Szanuje moich rodziców, ale zarowno oni jak i ja musze miec
      odrobine intymnosci i wolnosci - po latach mieszkania w akademikach nie
      moglabym zniesc robienia prania recznego przez moja mame czy kłotni o to, kogo
      mam w domu przyjmować, z kim spać czy sie kłocic.
      Co to za samodzielność i dojrzalośc jesli sie mieszka u rodziców? Czym mozna
      sie wykazac mieszkajac tam jako trzydziestolatek/trzydziestolatka? Pokaźną
      sumką na koncie(bo oszczedzasz) i nagromadzeniem sprzetu i supermebli - bo
      masz na to pieniadze. A miedzy sprzetami i tak lezą maskotki i wiszą zdjecia z
      matury obok zasuszonych kwiatków- smieszy mnie to strasznie
    • Gość: ania Re: Nowi domatorzy IP: *.icpnet.pl 08.12.03, 22:22
      Problem moze sie zaczac, kiedy jednak taki trzydziestolatek postanawia sie
      wyprowadzic i zamieszkac z kims. I wtedy sie okazuje, ze wszystko trzeba za
      niego robic, poniewaz jest przyzwyczajony, ze wszystko wokol niego po prostu
      jest i nie trzeba sie o nic martwic. Horror!
      • Gość: Tom Re: Nowi domatorzy IP: *.idg.com.pl / *.idg.com.pl 09.12.03, 14:28
        To moim zdaniem jeszcze inny problem. Zwlaszcza ze mozesz mieszkac z rodzicami
        i byc w pelni samodzielna. Tak samo jak mieszkac samemu od ukonczenia 16 roku
        zycia i byc wygodnym skurczybykiem, ktory nic wokol siebie nie robi.

        To o czym pisza autorzy to moim zdaniem lek przed "samodzielnoscia
        ekonomiczna", ktora jest trudna i niewygodna.

        pozdrawiam
      • Gość: ola Re: Nowi domatorzy IP: *.wios.lublin.pl 10.12.03, 10:59
        Bingo!!!! 100% racji
    • macio25 Re: Nowi domatorzy 09.12.03, 16:19
      Gość portalu: kamil napisał(a):

      > ...pozazdroscic wyrozumialych rodzicow z mozliwosciami lokalowymi :)...
      sam jestem w podobnej sytuacji, z jednej strony skończone studia i własna praca
      zawodowa z drugiej strony na tyle małe dochody aby móc sobie kupić własne
      mieszkanie
    • macio25 Re: Nowi domatorzy 09.12.03, 16:20
      sam jestem w podobnej sytuacji, z jednej strony skończone studia i własna praca
      zawodowa z drugiej strony na tyle małe dochody aby móc sobie kupić własne
      mieszkanie
      • Gość: BlueBerry Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 17:44
        najbardziej zalosne sa wypowiedzi typu "moglbym wynajac ale po co mam tracic
        pieniadze, jesli moge mieszkac z rodzicami". szkoda ze malo kto, z tych osob
        popatrzy na to od strony rodzicow, ktorzy, uwierzcie mi, wcale nie marza o tym
        aby mieszkac nadal ze swoim 30-paroletnim synem lub corka. nawet jesli bardzo
        go/ja kochaja i nie ma miedzy nimi zatargow. po prostu po 30 latach chcieliby
        pozyc troche inaczej, dostac wreszcie swoja intymnosc, moze zrobic remont w
        mieszkaniu, moze przerobic pokoj "dziecinny" na sypialnie dla siebie albo
        gabinet do pracy. rozbawia mnie wiara w to ze mieszkajac z rodzicami
        uszczesliwiamy ich tym. szczegolnie wtedy (a jest tak zazwyczaj) ze nasza pomoc
        w ich zyciu jest szczatkowa (bo i tak nas nie ma bo pracujemy albo jestesmy na
        balandze) a swoja osoba dodajemy im pracy (kazdy zezre obiad posuniety przez
        matke a wiekszosc podsuwa jej swoje brudy do prania). czesto przedluza sie ten
        stan, bo popada sie w wygode zycia, ktore mimo ze ma znamiona doroslosci
        niewiele ma z dorosloscia wspolnego. ja osobiscie mam przyjemnosc z takim
        wlasnie panem co do 30-stki mieszkal z rodzicami, bo tak mu bylo wygadniej i
        mogl odkladac pieniadze na mieszkanie i balangi. musialam duzo energii wlozyc w
        to, by zaczal funkcjonowac w normalny partnerski sposob, a po 5 latach wiem ze
        pewneych nawykow nigdy juz nie usune. generalnie nikomu nie polecam.
        • Gość: ana Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 10:17
          Absolutnie się zgadzam! Opowieści, jak to się pomaga rodzicom... Nieprawda,
          chodzi o ciepłą zupkę, którą ktoś ugotuje, postawi na stole, a potem jeszcze
          pozmywa. A my się łaskawie pozwolimy obsłużyć.
          hej, domatorzy, zróbcie rachunek sumienia... ilu z Was w ogóle ma pojęcie np.
          ile kosztują jednorazowe zakupy w spożywczym, ile wynosi czynsz za mieszkanie
          Waszych rodziców, itd.itd.
          Ja w życiu szybko musiałam zacząć radzić sobie sama, ale definitywnie
          wyprowadziłam się od matki w wieku 28 lat, więc wiem o czym mówię.

          Poza tym pozwolę sobie poruszyć delikatny temat, co myślicie o robieniu z
          Waszych rodziców mimowolnych świadków Waszego życia - tego najbardziej
          prywatnego? Co z Waszymi chłopakami / dziewczynami? Co z intymnością? I czy
          NAPRAWDĘ uważacie, że nie ma to nic wspólnego z poszanowawniem dla rodziców,
          którzy zazwyczaj mają tradycyjne poglądy w tej kwestii?

          Mam niestety dość złe zdanie - wynikające z doświadczenia - o panach będących
          produktami zbyt długiego mieszkania u rodziców. Zgadzam sie z wypowiedziami
          innych dziewczyn na tym forum. Taki przeterminowany domator to tragedia.
          Znałam jednego, który mieszkał tylko z ojcem, ojciec robił w domu absolutnie
          wszystko... mój znajomy twierdził, że jego tata sprząta, pierze i gotuje... bo
          lubi.
    • hania.hania Re: Nowi domatorzy 09.12.03, 17:42
      Cekawi mnie tylko, czy te osoby (spośród bahaterów artukułu), które zarabiają
      dobrze, przyczyniają się jakoś do utrzymania domu, czy pozwalają aby rodzice
      ponosili wszyskie wydatki.
      A na wyrobienie obowiązkowości pewnie nie ma żdanej reguły i długość okresu
      mieszkania z rodzicami na to nie wpływa. Niestety moi teściwoie uważali, że ich
      dzieci mają się tylko uczyć i wykonywali wszystkie prace domowe sami. Potem
      straznie ciężko było mi wytłumaczyć mężowi (który także w czasie studiów
      mieszkał z rodzicami), że jedzenie w lodówce nie przychodzi do niej samo,
      pranie się samo nie wiesza, kurz sam nie chowa do odkorzacza, a obiad nie
      pojawia w wyniku machnięcia czarodziejską różdżką. Mój miły po praostu nie
      wiedział, że trzeba wykonać pewne prace, żeby dom jakoś funkcjonował.
      Ciężkie doświadczenie
      • Gość: appp Re: Nowi domatorzy IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.03, 18:38
        Fajny tekst napisała Wyborcza. Wnikliwy i z dużą znajomością rzeczy. Ja też
        jestem prawie 30-latkiem i mieszkam z rodzicami, ale mam troszkę inną
        sytuację. Rodzice są w już w słusznym wieku ojciec jest po 70-tce. Tak na
        prawdę to oni ściągnęli mnie na powrót do domu. Fakt że urwała mi się robota i
        zostałem na lodzie z małym kredytem do spłacenia. Powrót na wieś do rodziców
        na początku bolał strasznie.Potem zachaczyłem się do pracy na miejscu co
        prawda za marne pieniądze, ale w trójkę całkiem nieźle żyjemy. Szczerze mówiąc
        nie spodziewałem się że się dogadam z rodzicami.
        • Gość: M Re: Nowi domatorzy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.03, 19:19
          Mam wrażenie, że powyższe komentarze są mądrzejsze od artykułu. Bo nie da się
          łatwo zaklasyfikować wszystkich 30-latków mieszkających z rodzicami. Ja akurat
          tak mieszkam, bo beze mnie by się nie utrzymali. Mam pensję wysokości średniej
          krajowej (jak na Warszawę da się żyć, ale bez ekstrawagancji), a ich emerytury
          razem dają nieco więcej niż 50 proc. mojej pensji... Pracowali na nie po
          kilkadziesiąt lat, cóż... W związku z tym ja płacę wszystkie rachunki i
          dokładam sporo do jedzenia. Płacę też (pół na pół z siostrą, która mieszka
          osobno) różne rozrywki dla rodziców-emerytów typu angielski dla mamy (fajnie
          że chce się uczyć). A z tej trzyosobowej kasy (moja pensja + emerytury
          rodzicielskie) utrzymujemy też chatkę po babci pod Warszawą. Rodzice mnie
          kochają, mamę muszę niemal siłą rano powstrzymywać przed robieniem mi
          kanapeczek do pracy (serio!), martwią się o mnie itd itp. A ja już ledwo
          wytrzymuję. Czuję się stłamszona i chcę samodzielności. To nie są rodzice-
          wampiry, ale jak na moją trzydziestkę, to i tak za wiele. Marzę o
          samodzielności i czule wspominam każde kilka tygodni, gdy zdarzyło mi się w
          ostatnich latach gospodarować samej podczas nieobecności rodziców. Dojrzewam
          do tego, żeby znaleźć jakąś niedrogą kawalerkę do wynajęcia i się wyprowadzić,
          a dokładanie do kosztów utrzymania rodziców i mieszkania w centrum podzielić
          uczciwie z siostrą na pół. Tylko jak wyobrażę sobie te wyrzuty mamy "źle ci z
          nami? ograniczam cię w czymś? przecież tak cię kocham..." Ja się naprawdę
          cieszę, że mnie kochają i się o mnie martwią, ale wolałabym żeby to czynili z
          większej odległości.
    • Gość: Offer Czemu oni mówią o kupnie mieszkania? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.03, 19:50
      Czemu oni mówią o kupnie mieszkania od razu? Przecież mieszkanie można przez
      parę lat usamodzielniając się WYNAJMOWAĆ! Już za dwa, dwa i pół tysiąca
      miesięcznie można wynając jakiś sensowny lokal pięćdziesięcioparometrowy. Po
      co się od razu zabijać o kredyty i własność. Zawsze łatwiej przeprowadzić się
      z wynajętego niż z mieszkania zasranego kredytem.

      Ja wynajmowałem mieszkanko za 2.500,00 zł dokąd nie było mnie stać na dom. Ale
      od rodziców się wyprowadziłem.
      • Gość: ines Re: Czemu oni mówią o kupnie mieszkania? IP: *.hydrobudowa6.com.pl / *.hydrobudowa6.com.pl 10.12.03, 08:05
        wynajęcie mieszkania za 2,5 tys. miesięcznie???? Chyba komuś rzuciło się na
        mózg. Ludzie z długoletnim stażem pracy bardzo często nie mają tyle kasy "do
        wyrzucenia", a co dopiero 25 letni absolwent!
      • Gość: zdziwiony Re: Czemu oni mówią o kupnie mieszkania? IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.12.03, 09:28
        Jak nie masz gościu co robic z pieniędzmi to może zacznij wspierać jakieś
        organizacje harytatywne - na pewno zrobisz z nich większy pożytek niz
        finansowanie jakiegoś złodzieja wynajmującego 2-pokojowe mieszkanie w tej
        cenie. Z drugiej strony czemu tyle nie brać skoro jakiś idiota chce zapłacić,
        (zgodnie z podstawowymi prawami ekonomii).
        Ja kupiłem niedawno 50-metrowe mieszkanie w Warszawie i płacę za czynsz wraz z
        ratą kredytu ok. 1000 zł miesięcznie - nie tracąc pieniędzy na wynajmowanie, za
        SWOJE WŁASNE MIESZKANIE.
      • praptak Re: Czemu oni mówią o kupnie mieszkania? 10.12.03, 12:39

        > Czemu oni mówią o kupnie mieszkania od razu? Przecież mieszkanie można przez
        > parę lat usamodzielniając się WYNAJMOWAĆ! Już za dwa, dwa i pół tysiąca
        > miesięcznie można wynając jakiś sensowny lokal pięćdziesięcioparometrowy.

        Zgadzam się, że mieszkanie można wynajmować - sam tak robię. Argument, że to się
        "nie opłaca" nie przemawia do mnie. To, że własne mieszkanie będę miał parę lat
        później jakoś mnie nie martwi. Fakt - nie mogę sobie tutaj wyburzyć ścianki
        działowej ani np. wymienić kafelków ale to jakoś mi nie przeszkadza.

        Dziwi mnie za to te 2,5 tysiąca za 50+ metrów - sam wynajmuję w Warszawie
        (drogie miasto) w centrum koło Metra Politechnika (droga okolica), 55 metrów
        przez agencję (więc drogo, bo to nie pilnowanie mieszkania cioci) i płacę 1500 +
        gaz + prąd. Pozostałe podobne mieszkania, które były w ofercie kosztowały w
        granicach 1300-1800 zł, tzn. mając 1800 nadwyżki do wydania miało się pełny wybór.

        > Po
        > co się od razu zabijać o kredyty i własność. Zawsze łatwiej przeprowadzić się
        > z wynajętego niż z mieszkania zasranego kredytem.
        >
        > Ja wynajmowałem mieszkanko za 2.500,00 zł dokąd nie było mnie stać na dom. Ale
        > od rodziców się wyprowadziłem.
      • Gość: miki Re: Czemu oni mówią o kupnie mieszkania? IP: 212.160.138.* 10.12.03, 13:04
        Stanowczo przepłaciłeś kolego za to mieszkanie...
    • Gość: R Re: Nowi domatorzy IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 09.12.03, 20:01
      Well...
      Niektorych nie stac na chate, byc moze nawet na wynajem;
      inni - no wlasnie: Facet po trzydziestce, mama mu gotuje,
      niesamodzielny finansowo, kobiete ma na "odleglosc", zadnych
      zobowiazan...
      Very trendy.
      Ja tez sie skupie na tym, co mnie interesuje - tylko kto mnie
      utrzyma? Potrzebuje ZYWICIELA ;-)
      A z kobieta sie spotkam w kanjpie, w kinie i oczywiscie w lozku.
      No obligations. Veeeery trendy.
    • Gość: Ronnie Re: Nowi domatorzy IP: *.biaman.pl 09.12.03, 20:21
      Prawie wszyscy uczą się za renty rodziców........smutne ale prawdziwe
    • Gość: wachi Re: Myślę o powrocie IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 09.12.03, 20:29
      Miałam kiedyś pracę, skończyłam studia, założyłam rodzinę, wynajęłam
      mieszkanie w hotelu (17 m2) bo na takie było nas stać. O kupnie własnego nie
      myślę - nie ten poziom dochodów, a nie mieszkam w dużym mieście. Przyszły
      gorsze czasy, hotel stał się blokiem komunalnym (przez co zyskałam przydział)
      i straciłam pracę. Teraz mężowi mają obniżyć pensję. Nie wiem z czego
      utrzymamy to wszystko. Myślę o powrocie każdego z nas do swoich rodzinnych
      domów (do jednego się nie zmieścimy z dziećmi), może wynajmując tą klitkę
      jakoś się dołożymy do utrzymania. Nie wszyscy po 30 dobrze zarabiają i nie
      wszyscy są samotni. I co wy na to?
      • Gość: Młody Zamożny Re: Myślę o powrocie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.03, 01:32
        I co my na to? My na to, że STRASZNA Z CIEBIE DZIADÓWA!!!
        • Gość: wachi Re: Myślę o powrocie IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 10.12.03, 07:52
          Też byś był jakby mamusia i tatuś na początek nie dali. I myślę że prędzej czy
          później kasa Ci się skończy i nie będziesz umiał jej zarobić, a ja i tak sobie
          poradzę. :)
          • Gość: adi Re: Myślę o powrocie IP: *.man.polbox.pl 10.12.03, 11:42
            Gość portalu: wachi napisał(a):

            > Też byś był jakby mamusia i tatuś na początek nie dali. I myślę że
            > prędzej czy później kasa Ci się skończy i nie będziesz umiał jej zarobić, a
            > ja i tak sobie poradzę. :)

            super odpowiedz - do takiego buca!!
            :-)
            powodzenia :-)))
        • kdd Re: Myślę o powrocie 10.12.03, 11:48
          Jesteś prawdziwym kretynem i prostakiem. A z zamożnych butów zamożna słoma Ci
          wystaje. Szczerze Ci życzę żebyś znalazł się w podobnej sytuacji, może wtedy
          obudzi się w tobie CZŁOWIEK!!!!
          • Gość: piternet nie życzcie źle IP: *.wpk.p.lodz.pl 11.12.03, 16:42
            Nie o to chodzi, żeby innym było gorzej tylko, żeby nam było lepiej.
            I to chyba fajnie, że jest taki gość jak "Młody zamożny" bo dzięki temu
            można bardziej docenić swoich przyjaciół i innych fajnych ludzi.
            Pozdrawiam i pamiętajcie, depresja jeszcze nikomu nie pomogła ( chyba)
        • kdd Re: Myślę o powrocie 10.12.03, 11:51
          Jesteś prawdziwym kretynem i prostakiem. A z zamożnych butów zamożna słoma Ci
          wystaje. Szczerze Ci życzę żebyś znalazł się w podobnej sytuacji jak wachi,
          może wtedy obudzi się w tobie CZŁOWIEK!!!!
    • Gość: Azzuri Re: Nowi domatorzy IP: *.z067105163.nyc-ny.dsl.cnc.net 09.12.03, 21:25
      Jak mozna w ogole cos takiego napisac do gazety ? Jesli mlody czlowiek
      przeczyta ten artykul, to calkowicie przestanie wierzyc, ze osiagniecie marzen
      i finansowej niezaleznosci jest mozliwe i zalezy tylko od niego samego i
      limitow jakie sobie sam ustali. I to nie zalezy od tego czy mamy lata 90-te czy
      dwutysieczne. Przypomina mi to troche stare przyslowie z komunistycznych
      czasow "jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma". Ale jak z taka
      motywacja mozna osiagnac sukces ? Ja mam rodzine, 31 lat, od 3 lat mam wlasny
      dom i realizuje marzenia tak jak zaplanuje tylko dlatego, ze bezwzglednie
      odrzucam takie ograniczajace wlasny potencjal sugestie.
    • Gość: Kasia Re: Nowi domatorzy IP: 61.16.252.* 10.12.03, 04:58
      Ciagle w Polsce miec swoje wlasne 4 katy to luksus. Moj brat z zona i roczna
      coreczka wynajmuje pokoj z kuchnia i ma marne szanse na wlasne mieszkanie...
      Mojego chlopaka brat mieszka we Wloszech i w wieku 24 lat ma mieszkanie 80m2 z
      widokiem na moze. Dlaczego? bo zaciagnal kredyt, ktory mu to umozliwia i pensja.
      Przez 5 lat pracowalam w agencjach reklamowych i z pensji nie udalo mi sie
      jakos kupic i zamieszkac na wlasnym. Od 1,5 roku pracuje za granica i juz
      dzisiaj moglabym za gotowke kupic swoje wlasne 30 metrow...mam nadzieje, ze ta
      beznadziejna sytuacj w Polsce sie w koncu kiedys zmieni...
    • Gość: obywatel Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 09:27
      A od nowego roku ludzi mieszkajacych z rodzicami bedzie jeszcze wiecej, bo nasz
      jakze wspanialy rzad chce podniesc vat. Dlaczego? Bo juz teraz niewielu stac na
      wybudowanie sie, a spoldzielnie mieszkaniowe robia ludzi w bambuko (nie znam
      ani jednej porzadnej spoldzielni w Poznaniu, a jednego pedzia - Szlachciaka
      powiesilbym publicznie na Starym Rynku).
    • Gość: viran Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 10:23
      PODPISUJE SIE POD TYM ARTYKULEM OBIEMA REKAMI, cale szczescie ze mam takich
      rodzicow!! prowadzilem przez 6 lat firme, a teraz mam juz tego dosc!!! wiec
      studiuje sobie :) no i mieszkam z rodzicami. mam 31 lat. zyje sie prawie
      bezstersowo majac gdzie wrocic jak cos nie "wypali" pozdrawiam wszystkich
      rodzicow!!!!!!!!!!!!
      • Gość: FFF Re: Nowi domatorzy IP: *.dip.t-dialin.net 10.12.03, 10:38
        Jestem ciekawa, czy zostaniesz ze swoimi rodzicami, kiedy stuknie im 90siatka i
        to ty im, zamiast oni tobie, bedziesz gotowac przecierane zupki i prac brudne
        gacie. Na pewno wtedy poczujesz gwaltowna chec uzaleznienia sie , wpakujesz
        staruszkow do domu spokojnej (bo bez synalka) starosci i bedziesz przesylal
        kartki na Boze Narodzenie.

        Wcale Cie nie pozdrawiam

        FFF
        • orvokki Re: Nowi domatorzy 10.12.03, 11:03
          Myślę, że chęć usamodzielnienia się i wyprowadzenia się z domu rodziców jest
          naturalnym elementem dojrzewania. Jeśli ktoś chciałby, a nie może - a wiele
          jest takich osób - to jest to tragedia,bo wewnętrzny rozwój tych osób jest
          zahamowany przez czynniki zewnętrzne.
          Jeżeli natomiast ktoś mógłby, a nie chce - czyli takie osoby jak opisane w
          artykule - to szczerze mówiąc, przychodzą mi do głowy same niepochlebne
          epitety. Myślę, że tacy ludzie są niedojrzali, egoistyczni, wygodniccy - co
          gorsza nie widzą tego i nie chcą zmienić.
          Miałam naprawdę fajny rodzinny dom, ale nie wróciłabym tam za żadną cenę...
          Czasem jest ciężko, czasem żywię się chlebem z ketchupem i chińszczakami, ale i
          tak nie zazdroszczę bohaterom artykułu obiadku na stole i poczucia
          bezpieczeństwa.
          • Gość: kózka Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 12:09
            Jeżeli natomiast ktoś mógłby, a nie chce - czyli takie osoby jak opisane w
            > artykule - to szczerze mówiąc, przychodzą mi do głowy same niepochlebne
            > epitety. Myślę, że tacy ludzie są niedojrzali, egoistyczni, wygodniccy - co
            > gorsza nie widzą tego i nie chcą zmienić.

            Zgadzam sie z Toba. Znam nawet taka osobe, ktore teraz bedac w zwiazku
            malzenskim, nadal mieszka z matka, mimo iz kupil sobie i zonie mieszkanie.
            Powod wciaz odwlekanej przeprowadzki?1 Brak funduszy na urzadzenie mieszkania.
            Szczegol, ze mieszkanie jest po kompletnym remoncie i trzeba kupic tylko lozko,
            zeby mozna bylo tam zamieszkac.
            Przeciez nie kazde malzenstwo, wchodzi na gotowe...
            Niestety, po co mieszkac tam, skoro mozna mieszkac z mamusia, ktora w
            przeciwienstwie do zapracowanej zony, upierze, poda posilki, posprzata iTP.
            Mloda zona najpierw urzadzala awantury, pozniej prosila, teraz po prostu
            przestala wierzyc, ze kiedys z nim zamieszka. Acha przed slubem, to on jej
            bardzo wiele naobiecywal, a teraz nie ma NIC na swoje wytlumaczenie.

            Naprawde zycie z takimi ludzmi jest bardzo trudne i trzeba silnej osobowosci,
            zeby wyprowadzic takiego maminsynka na prosta droge. Czyli droge wyborow i
            poswiecen, a nie ciaglego wygodnictwa.
            • Gość: Goska Re: Nowi domatorzy IP: *.u.mcnet.pl 10.12.03, 14:57
              > Jeżeli natomiast ktoś mógłby, a nie chce - czyli takie osoby jak opisane w
              > > artykule - to szczerze mówiąc, przychodzą mi do głowy same niepochlebne
              > > epitety. Myślę, że tacy ludzie są niedojrzali, egoistyczni, wygodniccy - c
              > o
              > > gorsza nie widzą tego i nie chcą zmienić.
              >
              > Zgadzam sie z Toba. Znam nawet taka osobe, ktore teraz bedac w zwiazku
              > malzenskim, nadal mieszka z matka, mimo iz kupil sobie i zonie mieszkanie.
              > Powod wciaz odwlekanej przeprowadzki?1 Brak funduszy na urzadzenie ieszkania.
              > Szczegol, ze mieszkanie jest po kompletnym remoncie i trzeba kupic tylkolozko,
              >
              > zeby mozna bylo tam zamieszkac.

              Ten maz to mi nie wyglada na maminsynka - kupil mieszkanie, wyremontowal. Nic
              dziwnego, pewnie pieniadze sie skonczyly i nie ma na lozko... A czy zona jego
              pracuje? Jesli tak to pewnie ma jakies pieniadze i moze go wspomoc. Jak ja bym
              byla na jej miejscu to zamiast narzekac to bym go wspierala, cieszac sie ze mam
              meza, ktory potrafi zarobic na mieszkanie.

              > Przeciez nie kazde malzenstwo, wchodzi na gotowe...
              > Niestety, po co mieszkac tam, skoro mozna mieszkac z mamusia, ktora w
              > przeciwienstwie do zapracowanej zony, upierze, poda posilki, posprzata iTP.

              A on nie jest zapracowany??? To niech ona da mi namiary na takiego meza -
              niezapracowany, stac go na mieszkanie.. Z checia sie zakrece, bo widze ze jego
              zonie nie pasuje. Marudna jakas.

              > Mloda zona najpierw urzadzala awantury, pozniej prosila, teraz po prostu
              > przestala wierzyc, ze kiedys z nim zamieszka. Acha przed slubem, to on jej

              Tego nie rozumiem, mieszkanie jest wyremontowane - czemu mloda zona tam nie
              zamieszka? Sama przeciez piszesz, ze nie kazde malzenstwo wchodzi na gotowe.
              Brak lozka to chyba tylko wymowka z jej strony, sama pewnie jest "mamincorka" i
              chce w domu siedziec.

              > bardzo wiele naobiecywal, a teraz nie ma NIC na swoje wytlumaczenie.

              Co takiego obiecywal?

              > Naprawde zycie z takimi ludzmi jest bardzo trudne i trzeba silnej osobowosci,
              > zeby wyprowadzic takiego maminsynka na prosta droge. Czyli droge wyborow i
              > poswiecen, a nie ciaglego wygodnictwa.

              Nie wyglada mi na takiego maminsynka jak opisani w artykule a wrecz przeciwnie.
              W ogole to strasznie marudna i wygodna jest ta mloda zona...

              Goska
              • Gość: kózka Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 23:21
                Ten maz to mi nie wyglada na maminsynka - kupil mieszkanie, wyremontowal. Nic
                > dziwnego, pewnie pieniadze sie skonczyly i nie ma na lozko... A czy zona jego
                > pracuje? Jesli tak to pewnie ma jakies pieniadze i moze go wspomoc.

                Jakbys czytala dokladniej, ale zazdrosc (?!) przeslania ci oczy, zauwazylabys,
                ze napisalam iz zona pracuje. I to dzieki niej, kupil to mieszkanie, bo mu w
                tym pomogla. Wiec nie wypisuj glupot jak nie wiesz o co chodzi...


                > A on nie jest zapracowany???


                Nie, nie jest. Po prostu dobrze mu z mama.

                Nie wyglada mi na takiego maminsynka jak opisani w artykule a wrecz przeciwnie.
                > W ogole to strasznie marudna i wygodna jest ta mloda zona...

                Coz, Ty chyba spotykalas tylko takich, co to trzeba im we wszystkim pomagac i
                jeszcze na nich chchac i dmuchac, bo moga sie rozplynac. Zalosna jestes... Nie
                znasz sytuacji, a nie ma zamiaru ci jej wyjasniac, bo i tak bys nic zrozumiala.
                • Gość: MK Re: SYTUACJA ODWROTNA IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.12.03, 00:35
                  MOJA ŻONA TO DARMOZJAD KTÓREMU TATUS Z MAMUSIA POD NOS WSZYSTKO STAWIALI I
                  NIESTETY ZOSTALO JEJ TO DO DZISIAJ A JA MUSZĘ SPRZATAĆ PRAĆ GOTOWAĆ I
                  OPIEKOWAC SIĘ DZIECKIEM BO TA NIEDORAJDA NIC NIE POTRAFI I WOLI MIESZKAC Z
                  MAMUSIA.
          • Gość: Aga Re: Nowi domatorzy IP: *.MPA-Garching.MPG.DE 10.12.03, 12:13
            Zgadzam sie z Toba calkowicie. Mam wrazenie, ze bohaterowie tego artykulu to
            jakies manekiny, a nie prawdziwi ludzie. Co to znaczy, ze dorosla , 29-letnia,
            kobieta "oddaje sie swojej pasji", zyjac na utrzymaniu matki, z jej niewielkiej
            pensji lub renty, jak przypuszczam? Czy to nie bylaby pora, aby oddac sie raczej
            pasji ulozenia sobie zycia, zalozenia rodziny, urodzenia dziecka? Swoje pasje
            mozna rozwijac rownie dobrze pracujac, w ramach pracy lub po pracy, jesli ta w
            jakis sposob nie spelnia naszych ambicji. Tylko trzeba spojrzec trzezwo na
            zycie, najpierw pomyslec o zaplaceniu rachunkow, a potem ewentualnie o wycieczce
            zagranicznej lub ekstra nowym sprzecie sportowym. I nie byc takim pasozytem - co
            to za argument, ze wynajmowanie mieszkania to "wyrzucanie pieniedzy"? Czyim
            kosztem maja byc te oszczednosci?
            Nawiasem mowiac moim zdaniem sa one dosyc pozorne, w tej chwili chyba wiecj mnie
            kosztuje kredyt, niz placilabym za wynajecie, moze troche mniejszego mieszkania.
            Zas to, ktore bedzie za wiele lat w koncu moja wlasnoscia, zostawie po prostu w
            spadku synowi... aby mogl spokojnie realizowac swoje pasje i studiowac do
            upadlego, nie martwiac sie o przyziemne sprawy ;-)
            • Gość: Matka Polka Re: Nowi domatorzy IP: 195.117.159.* 10.12.03, 12:37
              a napisała, ze za pieniądze matki? a może ona nie ma ochoty miec dzieciaków i
              od razu wpadać w kupki i soczki? rozumiem ją. Niech nie wpada w tę tragiczną
              powagę - bo w gruncie rzeczy zbyt dużo jest poważnych młodych ludzi, którzy
              wkracają w życie jako starzy.
            • Gość: ana Re: Nowi domatorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 13:14
              jeżeli pasja jest naprawdę pasją, zawsze znajdą się na nią pieniądze... Ja
              wynajmuję, i jakoś mogę się oddawać moim pasjom foto- i graficznym. Pracuję w
              budżetówce, gdyby ktoś pytał.


              Święta prawda,że dorosła osoba nie powinna mieszkania u rodziców uważać za
              dobro należne i darmowe.
          • Gość: piternet Re: Nowi domatorzy IP: *.wpk.p.lodz.pl 11.12.03, 16:49
            ovrokki, nie zapominaj, ze nie wszyscy myślą tak jak ty. Ja co prawda nie
            mieszkam z rodzicami (bym tego nie zniosl, ze nie moge w pelni decydowac w
            swoim domu), ale wiem że niektórym bardzo to pasuje. Nie chcę takich ludzi
            obrzucać epitetami, bo choć mają swoje wady to bardzo ich cenię. Poza tym to co
            chcesz im powiedzieć...oni to już wiedzą.
    • Gość: Jaro Re: Nowi domatorzy IP: 62.233.188.* 10.12.03, 11:51
      Mieszkam (30l) z Żoną i 3 miesięczną córką w własnym mieszkaniu prawie cała
      moja pensja idzie na rachunki za gaz, wodę, energię śmieci telefon, kredyt,
      Żony pensja zostaje na życie i ubranka dla córki około 700 zł. Nie chodzimy do
      kina ani do teatru, prasa tylko podstawowa, imprezy tylko prywatki, itp.
      Ambicja nie pozwala mi wrócić do rodziców, ale jak słucham kolegów i koleżanki
      mieszkających z rodzicami, którzy nie wiedzą co to płacenie rachunków to mi
      żal, słyszę jak rodzice zostają z dziećmi. Tym bardziej mi żal.
      Ale z drugiej strony trzeba Panowie i Panie dorosnąć, nauczyć się żyć na własny
      rachunek i nie szukać wymówek ekonomicznych i tym podobnych. Tak naprawdę życie
      na własny rachunek daje poczucie realizacji, budzi zaradność i zmusza do walki
      o los własny i rodziny. Czy taki 30 latek wiecznie żyjący z rodzicami wzbudzi
      zaufanie u partnerki, sprawi wrażenie że da radę utrzymać rodzinę. NIE.

      Pozdrawiam
      • Gość: 30stka Re: Nowi domatorzy IP: *.lcfsa.pl / *.volta.net.pl 10.12.03, 13:17
        Od zdania matury przez 8 lat wynajmowałam do spółki ze znajomymi mieszkanie,
        potem przez rok z chłopakiem; nie muszę mówić, że nie udało mi się zbyt wiele
        pieniędzy przez ten czas odłożyć. Podjęliśmy więc decyzję zamieszkania
        na "jakiś czas" z rodzicami chłopaka - w wieku 29 lat! Szczególnie dla mnie, po
        9 latach samodzielnego gospodarowania, nie była to łatwa decyzja. Po roku
        mieszkania z Teściami udało nam się właśnie wczoraj kupić własne małe
        mieszkanie, oczywiście na wielki kredyt. Jesteśmy bardzo szczęśliwi z tego
        powodu, i choć mieszkało się z Teściami raczej bezkonfliktowo - myślę, że
        Teściowie też się cieszą z naszej wyprowadzki :)
    • Gość: dr luzakis Re: Nowi domatorzy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.03, 16:30
      Droga Pani Wis i Drogi Panie Bielewicz,z całym dla Was szacunkiem : moje
      wykształcenie pozwala mi stwierdzić : wspólne mieszkanie z rodzicami po 30 - ce
      na pewno nie "pozwala odzyskać samodzielność" jak napisano w wytłuszczonym we
      wstępie texcie. Pozdrawiam.
    • Gość: Karo Re: Nowi domatorzy IP: *.iuk.hdm-stuttgart.de 10.12.03, 19:45
      Mieszkalam z rodzicami do 21 roku zycia i tylko marzylam o wyprowadzce.
      Rzucilam sie na gleboka wode - wyjechalam na stypendium do Niemiec i tu juz
      zostalam. Stypendium bylo skromne i tylko na semestr, ale od poczatku
      wiedzialam, ze wyjezdzam na dluzej, raczej na zawsze. Nie bylo latwo poradzic
      sobie samej w obcym kraju bez przyjaciol, kontaktow, dobrej znajomosci jezyka.
      Ale udalo mi sie, bo uparlam sie, ze do domu nie wroce. I teraz, po 3,5 roku
      moge szczerze powiedziec - to bylo najlepsze, co moglam dla siebie zrobic.
      Jeszcze semestr i bede miala drugi dyplom, pracuje na pol etatu u renomowanej
      firmie i mieszkam w duzym mieszkaniu z dwoma wspollokatorami, ktorzy zawsze
      sprzataja po sobie. A z moja rodzina sie uwielbiamy, przez te dwa tygodnie na
      Gwiazdke i na Wielkanoc. Teraz bardzo mi ich brakuje, ale wiem, ze jak
      musialabym znowu z nimi zamieszkac, klotnie z "wtedy" bylyby niczym w
      porownaniu z klotniami z "teraz".
    • Gość: KR$ Nie rozumiem... IP: *.riz.pl / *.riz.pl 10.12.03, 20:13
      Moi rodzice maja 180 metrowy dom i bardzo by chcieli bym mieszkal z nimi... Sa
      super ale sorry - w wieku 28 lat to juz niestety nie bardzo chce z nimi
      mieszkac - tym bardziej ze wyfrunalem z domu w wieku 19 lat na studia i tak juz
      zostalo... Ostatnio cos przebakuja ze mogliby ten dom sprzedac i sie
      wyprowadzic za mna do Wawy - Boze - zeby tylko im to zostalo w sferze pomyslow.

      Uwazam, ze moi rowiesnicy mieszkajacy z wygodnictwa z rodzicami powinni sie
      walnac w czolko - nie chce sie przepracowywac, co? A mi sie chce - dlatego
      moglem kupic sobie sam swoje pierwsze auto - wymarzonego, nowego, zbudowanego
      dla mnie na zamowienie roadstera za dwie stowki, dlatego wynajmuje 50 metrowe
      mieszkanie dla siebie samego w centrum Wawy i dlatego mam kolejne dwie stowki
      odlozone ktore wlasnie zamiast wywalac na mieszkanie to zamierzam zainwestowac
      w dwie zaprzyjaznione firmy (w zamian za udzialy). Kapitalizm mamy i kapital
      musi pracowac, nie?

      Nie ma sie co mazgaic tylko trzeba brac swoje zycie w swoje rece i przec do
      przodu - jak dobrze pojdzie i bede mial 40stke to moze sobie wtedy zrobie
      przerwe w pracy - jak bedzie mnie na to stac. A przez takich wlasnie
      maminsynkow ten nasz kapitalizm wyglada tak mizernie jak wyglada - bo sie nie
      chce...


      Tfu....
    • Gość: Azzuri Wlasciwe podejscie IP: *.z067105163.nyc-ny.dsl.cnc.net 10.12.03, 21:20
      Ja nie widze problemu. Wystarczy chciec. Jesli nie ma mozliwosci w Polsce, sa
      za granica. Ja wyjechalem 7 lat temu, nie zaluje i nie chce wracac i od 3 lat
      mam wlasny dom. Mam tylko 31 lat i do 40-tki chce byc finansowo niezalezny (nie
      bede musial pracowac przez reszte zycia aby oplacic koszta). Swiat jest piekny
      wszedzie a do nowej ojczyzny sie zawsze mozna przyzwyczaic. Dzis mamy internet,
      gdzie mozemy byc na biezaco z czymkolwiek i skontaktowac sie z kimkolwiek.
      Jesli brakuje nam skills, to od tego sa szkoly i kursy. W nowojorskich
      uczelniach np. studiuje przynajmniej kilkuset polskich studentow, ktorzy sami
      sobie zalatwili finansowanie, wizy i transfer zaliczonych przedmiotow z Polski.
      Wlasciwe podejscie powinno byc nastepujace:
      1. Ile chce zarabiac i na jakim poziomie chce zyc ?
      2. Jakie musze posiasc kwalifikacje, doswiadczenie albo znajomosci aby zarabiac
      i zyc na poziomie z pyt. 1
      3. Realizuje plan z punktu 2 i osiagam cel.
      • Gość: B52 Re: Wlasciwe podejscie IP: 217.8.161.* 11.12.03, 18:39
        coz,
        w polsce tez jest to mozliwe
        kilka faktow:
        - nie mieszkam z rodzicami od 18 roku zycia
        - poczatkowo wynajmowalem pokoj (na poczatku bylo to strasznie trudne), brak
        rodzicow az bolal. Pracowalem juz od drugiego roku studiow (a studiowalem w
        systemie dziennym) jednak bez uszczerbku dla nauki - na dyplomie (jednej z
        renomowanych publicznych uczelni) jak byk stoi ocena "bardzo dobry". Po
        studiach praca juz w pelnym wymiarze godzin. Na poczatek mieszkanie wynajmowane
        wspolnie ze znajomymi - koszt rzedu 500 - 600 pln od osoby. Jednoczesnie ciezka
        harowa w firmie (duza instytucja finansowa) - czesto nie wychodzilismy z biura
        przed 22, weekend w pracy byl raczej regula niz wyjatkiem, o nocach
        przepracowanych w firmie nie wspomne. I tak przez kilka lat. Potem zmiana pracy
        na lzejsza ale i lepiej platna (tak, tak), duuuuzy kredyt w banku i moj wlasny
        dom stoi od ponad roku .

        - teraz (30l.) mam wlasny dom, zone i kilkumiesieczne dziecko
        - nigdy rodzice nie pomagali mi finansowo (nie liczac malych datkow na zycie na
        pierwszym roku studiow)
        - nikt nie zalatwial mi zadnej roboty - kazda prace dostawalem po
        wielostopniowych rozmowach kwalifikacyjnych
        - nie dawalem nikomu zadnych lapowek ani sie o nic nie prosilem
        - kredyt w banku zalatwialem wg normalnej procedury (trwalo to ponad 1,5
        miesiaca)

        powinienem tu dodac, ze wiekszosc moich znajomych przechodzila podobna sciezke
        (nie moge sie tylko wypowiadac na temat ewentualnej rodzicielskiej pomocy ktora
        byc moze czesc z nich otrzymalo) wiec nie jestem zadnym wyjatkiem.

        NIe pisze tego wszystkiego po to, zeby sie chwalic (jak napisalem wyzej nie
        jestem zadnym wyjatkiem, a znam ludzi, ktorzy osiagneli znacznie wiecej ode
        mnie i uwazam, ze sam wykorzystuje swoj potencjal moze w 50%).
        Chce tylko pokazac, ze w tym kraju TO JEST MOZLIWE - mozna cos osiagnac,
        zapewnic sobie i rodzinie odpowiedni poziom zycia, miec wlasne lokum, a do tego
        wszystko to zawdzieczac glownie sobie - bez czyjejs laski, "zalatwiania",
        lapowek, tzw. "plecow" itp.
        Narzekac zawsze latwo, ale trzeba sobie odpowiedziec na kilka prostych
        pytan "czy faktycznie zrobilem(am) wszystko co w mojej mocy? czy wykorzystuje
        wszystkie dane mi szanse i mozliwosci?.

        Zalosnie brzmia te placzliwe posty, ktorych konkluzja brzmi "nie da
        sie", "swiat jest niesprawiedliwy" "jaki(a) ja jestem biedny(a)".
        do roboty, prosze panstwa, mniej ogladania telewizji, wiecej wiary w siebie a
        bedzie dobrze :)))))



        - uwazam ze mieszkanie z rodzicami na dluzsza mete jest bardzo uciazliwe dla
        kazdej ze stron
        • Gość: Tom Re: Wlasciwe podejscie IP: *.idg.com.pl / *.idg.com.pl 14.12.03, 14:02
          Wlasciwie to sie z Toba zgadzam, co do samodzielnosci, nie meczenia rodzicow
          swoja osoba. Mam jednak wrazenie ze patrzysz troche zbyt "jednotorowo". To ze
          Tobie jak wynika z postu juz pare lat temu, do tego dzieki pracy w instytucji
          finansowej sie udalo to nie znaczy ze musi to sie udac innym....

          Po prostu czasy sa dzis ciezsze i czasem nawet stala praca nie pozwala myslec o
          kredycie. To jedno. Drugie to fakt ze w wielu osobach (w tym we mnie) obecny
          kryzys zaszczepil tez swoista "niepewnosc jutra" - stad lek przed kredytami. No
          i "trzy" tj fakt ze kryzys nauczyl tez jeszcze jednej rzeczy, ze ta tzw.
          kariera to tylko i wylacznie uluda, ktora moze zniknac w okamgnieniu. A wobec
          tego moze nie warto jakos strasznie poswiecac sie w imie tego kredytu i
          wyprowadzki od rodzicow.

          Tak wiec trzeba wziac pod uwage takze taki punkt widzenia - nie
          tyle "wygodnicki" co przesiakniety sceptycyzmem.

          Pozdrawiam serdecznie
          • Gość: B52 Re: Wlasciwe podejscie IP: 217.8.161.* 17.12.03, 13:05
            > Wlasciwie to sie z Toba zgadzam, co do samodzielnosci, nie meczenia rodzicow
            > swoja osoba. Mam jednak wrazenie ze patrzysz troche zbyt "jednotorowo". To ze
            > Tobie jak wynika z postu juz pare lat temu, do tego dzieki pracy w instytucji
            > finansowej sie udalo to nie znaczy ze musi to sie udac innym....

            Na poczatek jedn uwaga: wyprowadzenie sie od rodzicow to nie jest cel sam w
            sobie - to srodek do poprawy jakosci wlasnego zycia - ale jezeli czujesz sie
            lepiej mieszkajac z rodzicami to po co w ogole zastanawiac sie nad
            wyprowadzeniem sie od nich?

            Wracajac do glownego tematu - wiele zalezy od tego, jak duze jest ryzyko utraty
            pracy (ewentualnie, jak jaki jest poziom swiadomosci z tym zwiazanej). Ale
            oczywiste jest rowniez, ze nie sposob zafundowac sobie wlasne M z tego co uda
            sie odlozyc w rozsadnej perspektywie czasu - bez kredytu po prostu nie da rady.
            wracamy wiec do punktu wyjscia: czynniki ekonomiczne i sklonnosc do
            podejmowania ryzyka decyduja o rozwoju (a trudno chyba zaprzeczyc, ze
            niezaleznosc i "bycie na swoim" to jest wlasnie rozwoj w opozycji do powrotu do
            rodzicow, ktory bywa wygodny na krotka mete i moim zdaniem uwstecznia).

            > Po prostu czasy sa dzis ciezsze i czasem nawet stala praca nie pozwala myslec
            > o kredycie.
            to pojecie wzgledne - stopy procentowe (a wiec koszt kredytu) sa dzis duzo,
            duzo nizsze, niz kilka lat temu. Oferta bankow jest rowniez duzo bardziej
            przyjazna i znacznie latwiej uzyskac kredyt niz kiedys. Ludzie zarabiaja
            nominalnie wiecej, podczas gdy ceny mieszkan nominalnie spadly (byl okres, gdy
            trudno bylo znalezc mieszkanie ponizej 3500 PLN za metr - teraz sam widzialem
            bilboardy z ogloszeniami mieszkan po 2300).

            rzecz jasna, nadal pozostaje kwestia jak splacic kredyt, gdy przyszlosc jest
            niepewna, ale czy kiedykolwiek przyszlosc byla lub bedzie pewna?? byc moze jest
            tak, ze "zaszczepiona niepewnosc jutra" nie ma racjonalnych podstaw? Zyjac
            wygodnie u rodzicow coraz bardziej boimy sie podejmowac wyzwania i
            szukamy "pewnych" rozwiazan. a takich niestety nie ma.
            Odnosnie czasow w jakich zyjemy: rejestrowane bezrobocie zwiekszylo sie tylko
            nieznacznie (decyzje o kredycie podejmowalem 2 lata temu).
            Powiem wiecej - perspektywy sa duzo lepsze dzisiaj (bo po pierwsze gorzej byc
            juz nie moze, po drugie, wejscie Polski do UE to juz rzecz pewna).

            > [..] kryzys nauczyl tez jeszcze jednej rzeczy, ze ta tzw.
            > kariera to tylko i wylacznie uluda, ktora moze zniknac w okamgnieniu. A wobec
            > tego moze nie warto jakos strasznie poswiecac sie w imie tego kredytu i
            > wyprowadzki od rodzicow.

            nie bede wdawal sie w filizoficzne rozwazania (rowniez dobrze mozna powiedziec,
            ze cale zycie to "uluda" bo moze zniknac w mgnieniu oka, jest tak kruche, itp).
            jezeli komus pasuje mieszkanie z rodzicami - to prosze bardzo. zyjemy w wolnym
            kraju. to tylko kwestia wyboru co daje komu wiecej szczescia.
            Czuje sie szczesliwszy mieszkajac u siebie, a nie u rodzicow, nawet jezeli
            czasem mam obawy, czy mnie nie wywala z roboty.

            trzymajcie sie :)
    • nosferatek Re: Nowi domatorzy 11.12.03, 09:08
      balcerowicz musi odejść!
    • Gość: agnieszka Re: Nowi domatorzy IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.12.03, 16:06
      pozazdroscic wyrozumialych rodzicow i zasmucic sie nad bezradnoscia
      dzisiejszych pseudo-mlodych...
    • Gość: rav Re: Nowi domatorzy IP: *.idg.com.pl / *.idg.com.pl 15.12.03, 15:49
      Moglbym wrocic do rodzicow, ale z pewnoscia tego nie zrobie. Nie bronie tego
      innym. Moze to kwestia ukladow z rodzicami, moze kwestia usposobienia. Ja sie
      do tego nie nadaje. Dobrze mi w wynajmowanym mieszkaniu. Pomimo ceny jaka za
      to place. A rodzicow odwiedzam od czasu do czasu. I tez mi z tym dobrze.
      • Gość: MIKOLAJ Re: A JA MIESZKAM Z BRATEM IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.12.03, 00:52
        W JEGO MIESZKANIU I JEST NA RAZIE Z TYM DOBRZE MIMO ŻE RODZICE MAJA DOM I
        CHCIELIBY ZEBYM Z NIMI MIESZKAŁ A JA ZA NIC TEGO NIE CHCĘ.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka