redykolek
14.07.05, 21:25
Początek lipca 2005 roku. Wędrujemy jedną z górskich dróg w Gorcach, gdy
nagle mijają nas trzy samochody terenowe. Wkrótce widzimy dwa następne, a po
pewnym czasie jeszcze jeden. Wśród nich dostrzegamy rejestracje warszawskie.
Towarzystwo postanowiło widocznie dostać się do czarnego szlaku i w wygodny
sposób dotrzeć na Turbacz. No cóż, pomysły, aby zdobywać górskie szczyty bez
przemęczania swoich cennych kończyn i bez spalenia choćby grama swojego
tłuszczyku nie są nowe. Już lata temu byłem wypytywany przez tego
rodzaju "turystów" o możliwość dotarcia na Turbacz za pomocą samochodu i
zawsze tłumaczyłem, że zdrowiej (zarówno dla nas samych, jak i dla
otaczającej przyrody) i przyjemniej jest dokonać tego na własnych nogach. Cóż
z tego? Skoro słyszymy, że pseudoturyści domagają się od TOPRu, aby usuwał
dla nich śnieg z tatrzańskich szlaków, nie powinniśmy się więc zdziwić,
jeżeli wkrótce zażyczą sobie zbudowania kolejki linowej na Stare Wierchy lub
asfaltowej drogi na Lubań.
Co gorsza można sądzić, iż miejscowe władze akceptują ten sposób myślenia. Na
coraz to nowych polanach wyrastają nowe, pokraczne nieraz budowle, a drogi do
nich są poszerzane i na sporych już odcinkach wyasfaltowane. Przecież nasi
nowobogaccy oraz przyjezdni mają prawo przemieszczać się swoimi wypasionymi
brykami po Gorcach równie łatwo, jak czynią to w Mieście.
Ale czy my, ludzie pragnący uprawiać turystykę w tradycyjnym stylu, czyli -
inaczej mówiąc - prawdziwą turystykę, naprawdę nie możemy nic z tym zrobić?
Sądzę, iż możemy przynajmniej ośmieszyć tego rodzaju "zmotoryzowanych
górskich turystów". W jaki sposób? Cóż, pomysł, aby wrzucać przez okna ich
samochodów woreczki z jakąś kolorową farbą, chyba nie jest najlepszy. Z
pewnością jednak można znaleźć inne, bardziej cywilizowane metody. Zastanówmy
się więc nad problemem ucywilizowania górskiej turystyki w Beskidach.
Zapraszam do dyskusji.