Dodaj do ulubionych

Goralenvolk. Największa kolaboracja z Niemcami !

18.04.08, 18:12
7 listopada 1939 roku, pierwszy dzień urzędowania generalnego
gubernatora Hansa Franka. Delegacja Goralenvolk ubrana w stroje
ludowe ofiarowuje mu złotą podhalańską ciupagę i składa deklarację:
jesteśmy gotowi do współpracy !

Droga kręciła między zagrodami, biegła w dół, po chwili wznosiła się
wprost do Kościeliska. Horyzont zamykały białe garby Giewontu. Gdyby
nie mrozy, Wacław Krzeptowski siedziałby w górach, kryjąc się w
leśnej kolibie nad Przełęczą Iwaniacką. Przed AK, przed Sowietami,
wreszcie przed Niemcami, którzy jeszcze rok wcześniej niemal nosili
go na rękach.

Niektórzy powiadają, że dopiero szło ku wieczorowi, inni - że niebo
było już mocno rozgwieżdżone.

Kto poinformował akowców, że Krzeptowski wrócił na Krzeptówki - nie
wiadomo. Partyzanci weszli do domu. Przyszli na Podhale aż z
Żywiecczyzny. Tropili kolaborantów.

"Zwróciłem uwagę na jednego - zanotował Tadeusz Studziński, dowódca
oddziału - Wzrost 175 centymetrów, tęgawy, łysawy, twarz dość pełna
z ryżawą szczeciną. Ubrany w słowacki mundur bez odznaczeń. Gdy
przyglądałem mu się milcząco, podbiegł do progu, uścisnął mi rękę
obiema swoimi i rzekł pierwszy - Czołem, panie poruczniku. Czekałem
właśnie na Rudka Samardaka, to mój przyjaciel, jest teraz
przewodnikiem rosyjskich partyzantów. Od jesieni razem żeśmy się
ukrywali przed Niemcami. Jak zobaczyłem pana partyzantów, trochę się
zdziwiłem. Bo mam dzisiaj odwiedzić towarzyszy radzieckich. Chciałem
im przekazać sporo broni i nabojów; bardzo potrzebują.

- Rosjanie dziś nie przyjdą - skłamałem ze względu na kobiety -
wyloty Strążyskiej, Małej Łąki, a nawet Staników Żleb są
obserwowane".

Krzeptowski zarzucił kurtkę, wyszli przed dom.

"Tuż za progiem chwycił mnie oburącz i spytał cicho: - Chyba nie
będziecie ze mną robić takich tam różnych badań, co? Ja jestem
inwalida z pierwszej wojny i stary ludowiec. Prawda, że nie
będziecie mnie tam, tego, co? Ludzie źle o mnie mówią, ale to
nieprawda. Mam dokumenty, jak wiele dobrego zrobiłem...

Co chwila szeptał mi do ucha ze wzruszeniem. Uważał siebie za
człowieka wielkich zasług. Opowiadał o swej półrocznej służbie w
wojsku austriackim. Był ranny na ruskim froncie. Mówił o listach,
jakie przez cztery lata otrzymywał od ludzi z podziękowaniami.
Słuchając go, zastanawiałem się, gdzie go powiesić, w Zakopanem czy
gdzieś bliżej, w łatwo dostępnym miejscu.

- Jest pan aresztowany przez AK - powiedziałem.

- Wiem za co. Ale to nie moja wina. Wszystko przez tego Andrzeja
(chodziło o jego stryjecznego brata).

Rozmawialiśmy z godzinę. Chciałem wyjaśnić Krzeptowskiemu, a jeszcze
więcej przysłuchującym się chłopcom, jak wielką zbrodnię popełnił.
Poziom umysłowy Krzeptowskiego był mierny.

Stanęliśmy na drodze łączącej wieś Kościelisko z Krzeptówkami. Po
wschodniej stronie szosy rosły trzy smreki. Krzeptowski ukląkł na
drodze i zapłakał. Pół roku ucieczek przed rodakami i Niemcami
złamało jego ducha zupełnie. Kiedy partyzant zakładał powróz na
szyję klęczącemu, prosił: - Kulę mi dajcie.

- Kula to śmierć honorowa, zdrajcy na nią nie zasługują - rzekłem".

20 stycznia 1945 roku, około jedenastej wieczorem, został wykonany
wyrok sądu podziemnego na Wacławie Krzeptowskim. Zawisł na sęku
jednego z trzech smreków, choć obiecywano mu śmierć na świerkowej
bramie powitalnej. Zbudowano ją ponad ulicą Kościuszki w Zakopanem z
okazji ostatnich przedwojennych mistrzostw świata w narciarstwie
zimą 1939 roku. Niemcy w czasie okupacji opatrzyli ją swastykami.
Runęła pod naporem halnego miesiąc przed egzekucją Krzeptowskiego.

Są tacy, którzy przysięgają, że wisiał za nogi, a zabił go nie
postronek, lecz mróz. Ale to tylko bajanie. Podobnie jak to, że
zabito go w stodole, a może gdzieś w Zakopanem, albo - że zginął z
ręki rodziny. Pół godziny przed śmiercią napisał testament; wedle
zapisków Studzińskiego zrobił to dobrowolnie.

"Przekazuję cały swój majątek... na rzecz oddziału partyzanckiego
>Kurniawa< z własnej nieprzymuszonej woli, jako jedyne zadość-
uczynienie dla Narodu Polskiego". Po latach powtarzano w Zakopanem
legendę, że kazano mu napisać ostatnią wolę własną krwią.

Sprawdziły się góralskie przyśpiewki nucone na weselach i
chrzcinach: "Wacuś, bedzies wisioł za cośi". I dowcipy.



- Słyseliście, Wacek mo basedowa...

- Kaz go ułapieł?

- To nie cłek, ba choroba.

- Ze jako?

- Wicie, tako, co ocy wypuco.

- Jacy ocy, jacy? My mu wypucymy.

Nie do obrony

- Goralenvolk to było dla mnie wielkie wyzwanie - Wojtek odchylił
się w krzesełku, założył ręce za głowę. - Tym bardziej że sprawa
dotyczy mojego dziadka. Opowiem ci, co wiem. Chciałbym tylko, żebyś
napisał, że w czasie wojny w takich wypadkach nie ma sytuacji
szarych, pośrednich. Jest albo białe, albo czarne, albo jesteś
zdrajcą, albo nie. Dla zdrady nie ma usprawiedliwienia, choć zdaje
mi się, że niektórzy tego usprawiedliwienia szukają. Mówią, że nie
wszystko było złe, że starano się, próbowano, że Podhale na zdradzie
jakoś zyskało. Mój dziadek współpracował z Niemcami, a jego wojenne
decyzje są nie do obrony.

Wacław Krzeptowski, zwany przez Niemców Goralenfuerst - książę
górali. Jego dwaj kuzyni: Stefan i Andrzej Krzeptowscy. Józef
Cukier, Stanisław Gąsienica-Mracielnik, kilkudziesięciu innych,
często ze znamienitych góralskich rodów. I dwóch nie-górali:
porucznik rezerwy Witalis Wieder i doktor praw Henryk Szatkowski,
uważani przez wielu za głównych inspiratorów zdrady.

Bez nich nie byłoby Goralenvolk - zinstytucjonalizowanej i
największej polskiej kolaboracji z Niemcami.

Henryk Szatkowski to dziadek Wojtka. Wojtek, absolwent historii
Uniwersytetu Jagiellońskiego, chciał wiedzieć, kim był i dlaczego
robił, co robił.

- Gdy zabierałem się do pisania o Goralenvolk, obawiałem się, że moi
profesorowie pomyślą: "Chce wybielić dziadka" - opowiada. - A ja
chciałem tylko dowiedzieć się prawdy. Nawet, gdyby bolało.

Książę górali

Wystarczy rzucić okiem na zdjęcia Wacława Krzeptowskiego: tak, rola
góralskiego fuehrera i księcia musiała mu pasować. Stoi przed
wejściem do Muzeum Tatrzańskiego (przemianowanego przez Niemców na
Państwowe Muzeum Tatrzańskie, co miało nawiązywać do idei powołania
góralskiego księstwa). Wyprostowany, głowa zadarta, pod nosem wąsik
a la Adolf. Jego przodkiem był Jan Krzeptowski-Sabała, znany
przewodnik, kłusownik i bajarz. Towarzysz górskich wypraw odkrywcy
Tatr i Zakopanego doktora Tytusa Chałubińskiego, ojciec chrzestny
Witkacego (trzymał go do chrztu razem z wielką aktorką Heleną
Modrzejewską).

Podczas I wojny światowej Krzeptowski walczył w austriackiej armii,
tropił po górach dezerterów. Działał potem w zakopiańskim Związku
Górali, bywał prezesem powiatowych struktur Stronnictwa Ludowego w
Nowym Targu. Przyjaźnił się z Wincentym Witosem (ukrywał go w czasie
przewrotu majowego, zorganizował jego ucieczkę do Czechosłowacji w
trakcie procesu brzeskiego w 1933 roku), w kościeliskim kościele
witał chlebem i solą prezydenta Ignacego Mościckiego. W 1938 roku,
po zjeździe rodziny Krzeptowskich, ofiarował polskiemu wojsku ciężki
karabin maszynowy z rodowej składki.

Ale też otwarcie narzekał na sanację, krytykował bezprawne
wywłaszczanie górali podczas budowy kolejki na Kasprowy Wierch.
Mawiał: "Jesce my ceprom zabieremy nase parcele". Babiarz i
utracjusz, narobił długów na 70 tys. złotych.

Jego majątek miał być zlicytowany 3 września 1939 roku. Niemcy
wstrzymali licytację. "W czasie wojny nie jest sztuką umrzeć, ale
żyć" - mówił.

Ci, którzy go pamiętają, np. Henryk Jost, były akowiec, autor
książki "Zakopane czasów okupacji", uważają, że Wacław Krzeptowski
nie był zbyt lotny. Nadrabiał butą. Lubił, gdy mówiono o
nim "góralski książę". Chętnie odgrywał się na innych podhalańskich
rodach. W niemieckiej służbie gorliwy; w Zakopanem powiada się, że
sporo ludzi tr
Obserwuj wątek
    • przeszlakowska1 Re: Goralenvolk - o tym już było... 18.04.08, 21:28
      Pod rożnymi nickami powtarzasz się.... Skleroza nie boli...

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=20232910&a=36613739
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=20232910&a=36613873
      • lech.niedzielski Zabolało ? Nie dało się zamieść pod dywan ? 19.04.08, 08:47
        Konfident to konfident. Chyba się z tym zgodzisz, że Krzeptowski
        wart Wielgusa ?
        • lech.niedzielski Re: Zabolało ? Nie dało się zamieść pod dywan ? 20.04.08, 20:12
          lech.niedzielski napisał:

          > Konfident to konfident. Chyba się z tym zgodzisz, że Krzeptowski
          > wart Wielgusa ?
          W górę !
          • lech.niedzielski Lepi tego nie cytojcie, kumo ! 24.04.08, 16:05
            7 listopada 1939 roku, pierwszy dzień urzędowania generalnego
            gubernatora Hansa Franka. Delegacja Goralenvolk ubrana w stroje
            ludowe ofiarowuje mu złotą podhalańską ciupagę i składa deklarację:
            jesteśmy gotowi do współpracy !

            Droga kręciła między zagrodami, biegła w dół, po chwili wznosiła się
            wprost do Kościeliska. Horyzont zamykały białe garby Giewontu. Gdyby
            nie mrozy, Wacław Krzeptowski siedziałby w górach, kryjąc się w
            leśnej kolibie nad Przełęczą Iwaniacką. Przed AK, przed Sowietami,
            wreszcie przed Niemcami, którzy jeszcze rok wcześniej niemal nosili
            go na rękach.

            Niektórzy powiadają, że dopiero szło ku wieczorowi, inni - że niebo
            było już mocno rozgwieżdżone.

            Kto poinformował akowców, że Krzeptowski wrócił na Krzeptówki - nie
            wiadomo. Partyzanci weszli do domu. Przyszli na Podhale aż z
            Żywiecczyzny. Tropili kolaborantów.

            "Zwróciłem uwagę na jednego - zanotował Tadeusz Studziński, dowódca
            oddziału - Wzrost 175 centymetrów, tęgawy, łysawy, twarz dość pełna
            z ryżawą szczeciną. Ubrany w słowacki mundur bez odznaczeń. Gdy
            przyglądałem mu się milcząco, podbiegł do progu, uścisnął mi rękę
            obiema swoimi i rzekł pierwszy - Czołem, panie poruczniku. Czekałem
            właśnie na Rudka Samardaka, to mój przyjaciel, jest teraz
            przewodnikiem rosyjskich partyzantów. Od jesieni razem żeśmy się
            ukrywali przed Niemcami. Jak zobaczyłem pana partyzantów, trochę się
            zdziwiłem. Bo mam dzisiaj odwiedzić towarzyszy radzieckich. Chciałem
            im przekazać sporo broni i nabojów; bardzo potrzebują.

            - Rosjanie dziś nie przyjdą - skłamałem ze względu na kobiety -
            wyloty Strążyskiej, Małej Łąki, a nawet Staników Żleb są
            obserwowane".

            Krzeptowski zarzucił kurtkę, wyszli przed dom.

            "Tuż za progiem chwycił mnie oburącz i spytał cicho: - Chyba nie
            będziecie ze mną robić takich tam różnych badań, co? Ja jestem
            inwalida z pierwszej wojny i stary ludowiec. Prawda, że nie
            będziecie mnie tam, tego, co? Ludzie źle o mnie mówią, ale to
            nieprawda. Mam dokumenty, jak wiele dobrego zrobiłem...

            Co chwila szeptał mi do ucha ze wzruszeniem. Uważał siebie za
            człowieka wielkich zasług. Opowiadał o swej półrocznej służbie w
            wojsku austriackim. Był ranny na ruskim froncie. Mówił o listach,
            jakie przez cztery lata otrzymywał od ludzi z podziękowaniami.
            Słuchając go, zastanawiałem się, gdzie go powiesić, w Zakopanem czy
            gdzieś bliżej, w łatwo dostępnym miejscu.

            - Jest pan aresztowany przez AK - powiedziałem.

            - Wiem za co. Ale to nie moja wina. Wszystko przez tego Andrzeja
            (chodziło o jego stryjecznego brata).

            Rozmawialiśmy z godzinę. Chciałem wyjaśnić Krzeptowskiemu, a jeszcze
            więcej przysłuchującym się chłopcom, jak wielką zbrodnię popełnił.
            Poziom umysłowy Krzeptowskiego był mierny.

            Stanęliśmy na drodze łączącej wieś Kościelisko z Krzeptówkami. Po
            wschodniej stronie szosy rosły trzy smreki. Krzeptowski ukląkł na
            drodze i zapłakał. Pół roku ucieczek przed rodakami i Niemcami
            złamało jego ducha zupełnie. Kiedy partyzant zakładał powróz na
            szyję klęczącemu, prosił: - Kulę mi dajcie.

            - Kula to śmierć honorowa, zdrajcy na nią nie zasługują - rzekłem".

            20 stycznia 1945 roku, około jedenastej wieczorem, został wykonany
            wyrok sądu podziemnego na Wacławie Krzeptowskim. Zawisł na sęku
            jednego z trzech smreków, choć obiecywano mu śmierć na świerkowej
            bramie powitalnej. Zbudowano ją ponad ulicą Kościuszki w Zakopanem z
            okazji ostatnich przedwojennych mistrzostw świata w narciarstwie
            zimą 1939 roku. Niemcy w czasie okupacji opatrzyli ją swastykami.
            Runęła pod naporem halnego miesiąc przed egzekucją Krzeptowskiego.

            Są tacy, którzy przysięgają, że wisiał za nogi, a zabił go nie
            postronek, lecz mróz. Ale to tylko bajanie. Podobnie jak to, że
            zabito go w stodole, a może gdzieś w Zakopanem, albo - że zginął z
            ręki rodziny. Pół godziny przed śmiercią napisał testament; wedle
            zapisków Studzińskiego zrobił to dobrowolnie.

            "Przekazuję cały swój majątek... na rzecz oddziału partyzanckiego
            >Kurniawa< z własnej nieprzymuszonej woli, jako jedyne zadość-
            uczynienie dla Narodu Polskiego". Po latach powtarzano w Zakopanem
            legendę, że kazano mu napisać ostatnią wolę własną krwią.

            Sprawdziły się góralskie przyśpiewki nucone na weselach i
            chrzcinach: "Wacuś, bedzies wisioł za cośi". I dowcipy.



            - Słyseliście, Wacek mo basedowa...

            - Kaz go ułapieł?

            - To nie cłek, ba choroba.

            - Ze jako?

            - Wicie, tako, co ocy wypuco.

            - Jacy ocy, jacy? My mu wypucymy.

            Nie do obrony

            - Goralenvolk to było dla mnie wielkie wyzwanie - Wojtek odchylił
            się w krzesełku, założył ręce za głowę. - Tym bardziej że sprawa
            dotyczy mojego dziadka. Opowiem ci, co wiem. Chciałbym tylko, żebyś
            napisał, że w czasie wojny w takich wypadkach nie ma sytuacji
            szarych, pośrednich. Jest albo białe, albo czarne, albo jesteś
            zdrajcą, albo nie. Dla zdrady nie ma usprawiedliwienia, choć zdaje
            mi się, że niektórzy tego usprawiedliwienia szukają. Mówią, że nie
            wszystko było złe, że starano się, próbowano, że Podhale na zdradzie
            jakoś zyskało. Mój dziadek współpracował z Niemcami, a jego wojenne
            decyzje są nie do obrony.

            Wacław Krzeptowski, zwany przez Niemców Goralenfuerst - książę
            górali. Jego dwaj kuzyni: Stefan i Andrzej Krzeptowscy. Józef
            Cukier, Stanisław Gąsienica-Mracielnik, kilkudziesięciu innych,
            często ze znamienitych góralskich rodów. I dwóch nie-górali:
            porucznik rezerwy Witalis Wieder i doktor praw Henryk Szatkowski,
            uważani przez wielu za głównych inspiratorów zdrady.

            Bez nich nie byłoby Goralenvolk - zinstytucjonalizowanej i
            największej polskiej kolaboracji z Niemcami.

            Henryk Szatkowski to dziadek Wojtka. Wojtek, absolwent historii
            Uniwersytetu Jagiellońskiego, chciał wiedzieć, kim był i dlaczego
            robił, co robił.

            - Gdy zabierałem się do pisania o Goralenvolk, obawiałem się, że moi
            profesorowie pomyślą: "Chce wybielić dziadka" - opowiada. - A ja
            chciałem tylko dowiedzieć się prawdy. Nawet, gdyby bolało.

            Książę górali

            Wystarczy rzucić okiem na zdjęcia Wacława Krzeptowskiego: tak, rola
            góralskiego fuehrera i księcia musiała mu pasować. Stoi przed
            wejściem do Muzeum Tatrzańskiego (przemianowanego przez Niemców na
            Państwowe Muzeum Tatrzańskie, co miało nawiązywać do idei powołania
            góralskiego księstwa). Wyprostowany, głowa zadarta, pod nosem wąsik
            a la Adolf. Jego przodkiem był Jan Krzeptowski-Sabała, znany
            przewodnik, kłusownik i bajarz. Towarzysz górskich wypraw odkrywcy
            Tatr i Zakopanego doktora Tytusa Chałubińskiego, ojciec chrzestny
            Witkacego (trzymał go do chrztu razem z wielką aktorką Heleną
            Modrzejewską).

            Podczas I wojny światowej Krzeptowski walczył w austriackiej armii,
            tropił po górach dezerterów. Działał potem w zakopiańskim Związku
            Górali, bywał prezesem powiatowych struktur Stronnictwa Ludowego w
            Nowym Targu. Przyjaźnił się z Wincentym Witosem (ukrywał go w czasie
            przewrotu majowego, zorganizował jego ucieczkę do Czechosłowacji w
            trakcie procesu brzeskiego w 1933 roku), w kościeliskim kościele
            witał chlebem i solą prezydenta Ignacego Mościckiego. W 1938 roku,
            po zjeździe rodziny Krzeptowskich, ofiarował polskiemu wojsku ciężki
            karabin maszynowy z rodowej składki.

            Ale też otwarcie narzekał na sanację, krytykował bezprawne
            wywłaszczanie górali podczas budowy kolejki na Kasprowy Wierch.
            Mawiał: "Jesce my ceprom zabieremy nase parcele". Babiarz i
            utracjusz, narobił długów na 70 tys. złotych.

            Jego majątek miał być zlicytowany 3 września 1939 roku. Niemcy
            wstrzymali licytację. "W czasie wojny nie jest sztuką umrzeć, ale
            żyć" - mówił.

            Ci, którzy go pamiętają, np. Henryk Jost, były akowiec, autor
            książki "Zakopane czasów okupacji", uważają, że Wacław Krzeptowski
            nie był zbyt lotny. Nadrabiał butą. Lubił, gdy mówiono o
            nim "góralski książę". Chętnie odgrywał się na innych podhalańskich
            rodach. W niemieckiej służbie gorliwy
            • Gość: ciupazka Re: Lepi tego nie cytojcie, kumo ! IP: *.it-net.pl 24.04.08, 17:21
              Cy Ty nie jesteś kaganem??? Jo to juz cytała u niejakiego kagana ( chyba z
              Australii), ksiązke tu drukujes, cy jako? Nawet kansi mom kopie...
              • lech.niedzielski Re: Lepi tego nie cytojcie, kumo ! 25.04.08, 09:46
                Gość portalu: ciupazka napisał(a):

                > Cy Ty nie jesteś kaganem??? Jo to juz cytała u niejakiego
                kagana ( chyba z
                > Australii), ksiązke tu drukujes, cy jako? Nawet kansi mom
                kopie...
                Kansi to jo mom cuś insego, kumo.
                • Gość: ciupazka Re: Lepiyj tego nie cytoj, "kumotrze" ! IP: *.it-net.pl 28.04.08, 08:14
                  Kansi to my momy takik miysacy, jakoś Ty. Teroz wielgo przyjaźn z Miemcami,
                  Teroz Oni som jest przewodniom siełom Partrii UE. Casy sie pozmiyniały, z
                  wrogów momy przyjaciół, z przyjacieli wrogów. A Wy wiecnie judzicie, wse Wom
                  nie tak, i nie tutok, i nie teroz... Cy jako, he?
                  • lech.niedzielski Re: Lepiyj tego nie cytoj, "kumotrze" ! 28.04.08, 09:47
                    Gość portalu: ciupazka napisał(a):

                    > Kansi to my momy takik miysacy, jakoś Ty. Teroz wielgo przyjaźn
                    z Miemcami,
                    > Teroz Oni som jest przewodniom siełom Partrii UE. Casy sie
                    pozmiyniały, z
                    > wrogów momy przyjaciół, z przyjacieli wrogów. A Wy wiecnie
                    judzicie, wse Wom
                    > nie tak, i nie tutok, i nie teroz... Cy jako, he?
                    Hej !
                    • lech.niedzielski To kiedy się rozliczycie z tym problemem, ciupa ? 29.04.08, 16:15
                      ?
                      • Gość: ciupazka Re: To kiedy się rozliczycie z tym problemem, ciu IP: *.it-net.pl 29.04.08, 18:51
                        Ty jak ty Was Grass, fces dziesiątom wodom po kisielu jesce rany płukać i
                        kozes je nasym pra pra pra prawnukom lizać. Dejze Im pokój. Co ta młodzież
                        winowato, choćby i była po Krzeptowskim Wacusiu praprawnukami. Na tym jesce
                        Zydy, te sakramenckie chytre dziady, fcom kase zbijać. Precki mi z ocysk!
                        Więcej sie do Tobie nie bede obzywać, wysło sydło z worka ftoś Ty za jedyn i
                        po co tutok na Forum Zakopane mendolis. Jak nie prociw KK , to prociw J.
                        Pawłowi II, teroz prociw nom, górolom. Problem ostoł roz na zawse załatwiony w
                        swoim casie i nie judź od nowa. Zajmij sie swoimi pobratymcami, bo cosik kiepsko
                        s Wami.
                        • lech.niedzielski Re: To kiedy się rozliczycie z tym problemem, ciu 29.04.08, 22:12
                          Boicie się tego. Wiem ale wam nie współczuję, bo tylko wy
                          uwierzyliście szkopom że jesteście pragermańskim szczepem.
                          I za co ?
                          Za litr wódki i dziurawe kierpce.
                          • przeszlakowska Re: To kiedy się rozliczycie z tym problemem, ciu 01.05.08, 01:48
                            Casami"piykno" boleść, kie do pojeść... a z drugiyj strony po cudzyk plecyskak
                            wse porycnyj sie styrmać Miemcom. Nie ino górole byli potrzebni im do
                            tworzynio armii. kie dostawali już w śtyry litery.
                            • Gość: FILM niedzielski,macie przydział aby to forum zasmiecac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.08, 08:38
                              pkn.blox.pl/2007/11/ZDRAJCA.html
                              • Gość: PrawicowyKatolik Guralenfolg walczył z komunom !!! IP: *.chello.pl 01.05.08, 14:33
                                Pisza to nas !!!
                                • lech.niedzielski Re: Guralenfolg walczył z komunom !!! 05.05.08, 19:27
                                  Gość portalu: PrawicowyKatolik napisał(a):

                                  > Pisza to nas !!!
                                  Fakt. Ale o co Ci właściwie biega ?
                                • lech.niedzielski Re: Guralenfolg walczył z komunom !!! 14.05.08, 10:31
                                  Gość portalu: PrawicowyKatolik napisał(a):

                                  > Pisza to nas !!!
                                  ?
                              • lech.niedzielski Re: niedzielski,macie przydział aby to forum zasm 09.05.08, 09:08
                                Gość portalu: FILM napisał(a):

                                > pkn.blox.pl/2007/11/ZDRAJCA.html
                                He ?
        • Gość: Arpad Re: Zabolało ? Nie dało się zamieść pod dywan ? IP: *.chello.pl 03.05.08, 13:52
          lech.niedzielski napisał:

          > Konfident to konfident. Chyba się z tym zgodzisz, że Krzeptowski
          > wart Wielgusa ?
          ?!
          • Gość: do niedzielskiego nasłano konfidenta na nasze forum i zasmieca je IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.08, 14:28
            zawód: dezinformator , płacą dobrze ?
            • lech.niedzielski Re: Guralenfolg walczył z komunom !!! 03.05.08, 18:36
              O kurde. Ten jest "niezły" ... .
              • Gość: goralen v Re: le..chu - nie.dziel.ski IP: *.tmodns.net 16.05.08, 22:00
                mordo ty moja :)))
                • lech.niedzielski Re: le..chu - nie.dziel.ski 16.05.08, 22:54
                  Gość portalu: goralen v napisał(a):

                  > 7 listopada 1939 roku, pierwszy dzień urzędowania generalnego
                  > gubernatora Hansa Franka. Delegacja Goralenvolk ubrana w stroje
                  > ludowe ofiarowuje mu złotą podhalańską ciupagę i składa
                  deklarację:
                  > jesteśmy gotowi do współpracy !
                  >

                  To wiemy.
                • Gość: goralen V Re: goralenvolk i pejsy IP: *.tmodns.net 16.05.08, 23:09
                  Gorole spode Synaju tyz dutki kuchajom,bo jacy bidnymu biorom
                  a sobie dajom.Co wsem w hameryce słysno i widno i cuć.
                  Zawzdy przeca godali dobry gorol to nie polski gorol , co nom fnet
                  A.Holland pokozać fce na filmie i łocym gorole spode Hollywoodu na
                  calutkim Bozym Świecie łobwiescać światu bedom.
                  Gorole spode Synaju dutki bidnym biorom bo ślebode im za nic dajom.
                  Ślebody syćkim wse telo juz dali ze kozdy jakiego drugiego cysorza
                  Franciska tyroz z lubościom wypatruje, co by go ino fcioł we swojom
                  niewole bo telo mo juz tyj ślebody.
                  Wtyncos nasi łojcowie i dziadowie tyz cysorza wzdy se posukali i se
                  zapłakali.Kie se łobocyli ze cysorz tyz był gorol i mioł pejsy, choć
                  baspiknie se je łogolił.
                  Hej.

                  • lech.niedzielski Re: goralenvolk i pejsy 16.05.08, 23:20
                    Gość portalu: goralen V napisał(a):

                    > 7 listopada 1939 roku, pierwszy dzień urzędowania generalnego
                    > gubernatora Hansa Franka. Delegacja Goralenvolk ubrana w stroje
                    > ludowe ofiarowuje mu złotą podhalańską ciupagę i składa
                    deklarację:
                    > jesteśmy gotowi do współpracy !
                    >
                    Wiemy, wiemy. Już o tym pisałeś.
                    • Gość: goralen V Re: goralenvolk i pejsy IP: *.tmodns.net 17.05.08, 00:02
                      le.chu, mordo ty moja, godoj ze se ze mnom. godoj.
                      Szalom !
                      Gorale wszystkich krajów łączcie się !
                      • Gość: goralen V Re: eurogoralenvolk IP: *.tmodns.net 17.05.08, 02:09
                        le.chu moj ty łostomiły, sto rocków jesce nima, kie te strasne
                        mecyje sie działy.
                        Syćka tyroz godajom o zdradzie fcom sukać winowatego.
                        A cusi mi sie widzi ze łone chłopy juz sie ftynos s tom europom
                        jednocyły,bo nie widzieli tych mordowanych, ftoryk tyroz przeca tyz
                        nie widzom.
                        Bo eurogoralenvolk dzisiok tyz nie widzi ani eutanazyji, ani
                        aborcyji,ani śtucnego kochanio w probówce.
                        Syćka za to wiedzom po kielo dulary dzisiok stojom.
                        Poco godać o tych starych co ich nima, godoj ło tych co se siedzom,
                        łazom i bedom łazili po gubernatorskich salonach,dziś i jutro.
                        Hej.




                        • lech.niedzielski Goralenvolk plamą po wszeczasy ? 17.05.08, 19:18
                          Czy jest to tylko epizod ? Sądząc jednak po postach nijakiego
                          przychlasta o nicku "goralen V" to wciąż zywa idea ... .
                          • Gość: goralen V Re: lechu IP: *.tmodns.net 18.05.08, 00:48
                            Ej chłopce młodyś i głupiś.U nos som te zwyki coby ło nieboscykach
                            godać dobrze albo wcale. Takie twoje sensacyje ze cłeka u powały
                            wiesali jak świnie i zarzynali, to ci se na stare roki jacy same
                            przypomnom.Tamci co se chybli juz som łosondzeni tak jak trza,
                            nie pytoj ich do tyj swojej kłoślawej ławy, boś je som tyz kłoślawy.
                            Juz mi se ani godać to tobie niefce,boś nierozumny jesce.
                            Zmondrzyj, to se pogodomy.
                            Hej.





                            • lech.niedzielski Re: lechu 18.05.08, 11:54
                              Gość portalu: goralen V napisał(a):

                              > Ej chłopce młodyś i głupiś.U nos som te zwyki coby ło nieboscykach
                              > godać dobrze albo wcale. Takie twoje sensacyje ze cłeka u powały
                              > wiesali jak świnie i zarzynali, to ci se na stare roki jacy same
                              > przypomnom.Tamci co se chybli juz som łosondzeni tak jak trza,
                              > nie pytoj ich do tyj swojej kłoślawej ławy, boś je som tyz
                              kłoślawy.
                              > Juz mi se ani godać to tobie niefce,boś nierozumny jesce.
                              > Zmondrzyj, to se pogodomy.
                              > Hej.
                              Jak nauczysz się pięknego polskiego języka i dojdziesz do wniosku,
                              że może jdenak nie jesteś goralenvolksdeutschem - to nie wykluczma,
                              iż być może zauważe twoją egzystencję.
                              Ale za dużo sobie nie obiecuj.
                              I przestań mi się podlizywać !
            • Gość: siekierka Re: nasłano konfidenta Bolka ? IP: *.chello.pl 28.05.08, 09:48
              Jeju !!!
              • lech.niedzielski Gwoli prawdy. 30.05.08, 10:32
                listopada 1939 roku, pierwszy dzień urzędowania generalnego
                gubernatora Hansa Franka. Delegacja Goralenvolk ubrana w stroje
                ludowe ofiarowuje mu złotą podhalańską ciupagę i składa deklarację:
                jesteśmy gotowi do współpracy !

                Droga kręciła między zagrodami, biegła w dół, po chwili wznosiła się
                wprost do Kościeliska. Horyzont zamykały białe garby Giewontu. Gdyby
                nie mrozy, Wacław Krzeptowski siedziałby w górach, kryjąc się w
                leśnej kolibie nad Przełęczą Iwaniacką. Przed AK, przed Sowietami,
                wreszcie przed Niemcami, którzy jeszcze rok wcześniej niemal nosili
                go na rękach.

                Niektórzy powiadają, że dopiero szło ku wieczorowi, inni - że niebo
                było już mocno rozgwieżdżone.

                Kto poinformował akowców, że Krzeptowski wrócił na Krzeptówki - nie
                wiadomo. Partyzanci weszli do domu. Przyszli na Podhale aż z
                Żywiecczyzny. Tropili kolaborantów.

                "Zwróciłem uwagę na jednego - zanotował Tadeusz Studziński, dowódca
                oddziału - Wzrost 175 centymetrów, tęgawy, łysawy, twarz dość pełna
                z ryżawą szczeciną. Ubrany w słowacki mundur bez odznaczeń. Gdy
                przyglądałem mu się milcząco, podbiegł do progu, uścisnął mi rękę
                obiema swoimi i rzekł pierwszy - Czołem, panie poruczniku. Czekałem
                właśnie na Rudka Samardaka, to mój przyjaciel, jest teraz
                przewodnikiem rosyjskich partyzantów. Od jesieni razem żeśmy się
                ukrywali przed Niemcami. Jak zobaczyłem pana partyzantów, trochę się
                zdziwiłem. Bo mam dzisiaj odwiedzić towarzyszy radzieckich. Chciałem
                im przekazać sporo broni i nabojów; bardzo potrzebują.

                - Rosjanie dziś nie przyjdą - skłamałem ze względu na kobiety -
                wyloty Strążyskiej, Małej Łąki, a nawet Staników Żleb są
                obserwowane".

                Krzeptowski zarzucił kurtkę, wyszli przed dom.

                "Tuż za progiem chwycił mnie oburącz i spytał cicho: - Chyba nie
                będziecie ze mną robić takich tam różnych badań, co? Ja jestem
                inwalida z pierwszej wojny i stary ludowiec. Prawda, że nie
                będziecie mnie tam, tego, co? Ludzie źle o mnie mówią, ale to
                nieprawda. Mam dokumenty, jak wiele dobrego zrobiłem...

                Co chwila szeptał mi do ucha ze wzruszeniem. Uważał siebie za
                człowieka wielkich zasług. Opowiadał o swej półrocznej służbie w
                wojsku austriackim. Był ranny na ruskim froncie. Mówił o listach,
                jakie przez cztery lata otrzymywał od ludzi z podziękowaniami.
                Słuchając go, zastanawiałem się, gdzie go powiesić, w Zakopanem czy
                gdzieś bliżej, w łatwo dostępnym miejscu.

                - Jest pan aresztowany przez AK - powiedziałem.

                - Wiem za co. Ale to nie moja wina. Wszystko przez tego Andrzeja
                (chodziło o jego stryjecznego brata).

                Rozmawialiśmy z godzinę. Chciałem wyjaśnić Krzeptowskiemu, a jeszcze
                więcej przysłuchującym się chłopcom, jak wielką zbrodnię popełnił.
                Poziom umysłowy Krzeptowskiego był mierny.

                Stanęliśmy na drodze łączącej wieś Kościelisko z Krzeptówkami. Po
                wschodniej stronie szosy rosły trzy smreki. Krzeptowski ukląkł na
                drodze i zapłakał. Pół roku ucieczek przed rodakami i Niemcami
                złamało jego ducha zupełnie. Kiedy partyzant zakładał powróz na
                szyję klęczącemu, prosił: - Kulę mi dajcie.

                - Kula to śmierć honorowa, zdrajcy na nią nie zasługują - rzekłem".

                20 stycznia 1945 roku, około jedenastej wieczorem, został wykonany
                wyrok sądu podziemnego na Wacławie Krzeptowskim. Zawisł na sęku
                jednego z trzech smreków, choć obiecywano mu śmierć na świerkowej
                bramie powitalnej. Zbudowano ją ponad ulicą Kościuszki w Zakopanem z
                okazji ostatnich przedwojennych mistrzostw świata w narciarstwie
                zimą 1939 roku. Niemcy w czasie okupacji opatrzyli ją swastykami.
                Runęła pod naporem halnego miesiąc przed egzekucją Krzeptowskiego.

                Są tacy, którzy przysięgają, że wisiał za nogi, a zabił go nie
                postronek, lecz mróz. Ale to tylko bajanie. Podobnie jak to, że
                zabito go w stodole, a może gdzieś w Zakopanem, albo - że zginął z
                ręki rodziny. Pół godziny przed śmiercią napisał testament; wedle
                zapisków Studzińskiego zrobił to dobrowolnie.

                "Przekazuję cały swój majątek... na rzecz oddziału partyzanckiego
                >Kurniawa< z własnej nieprzymuszonej woli, jako jedyne zadość-
                uczynienie dla Narodu Polskiego". Po latach powtarzano w Zakopanem
                legendę, że kazano mu napisać ostatnią wolę własną krwią.

                Sprawdziły się góralskie przyśpiewki nucone na weselach i
                chrzcinach: "Wacuś, bedzies wisioł za cośi". I dowcipy.



                - Słyseliście, Wacek mo basedowa...

                - Kaz go ułapieł?

                - To nie cłek, ba choroba.

                - Ze jako?

                - Wicie, tako, co ocy wypuco.

                - Jacy ocy, jacy? My mu wypucymy.

                Nie do obrony

                - Goralenvolk to było dla mnie wielkie wyzwanie - Wojtek odchylił
                się w krzesełku, założył ręce za głowę. - Tym bardziej że sprawa
                dotyczy mojego dziadka. Opowiem ci, co wiem. Chciałbym tylko, żebyś
                napisał, że w czasie wojny w takich wypadkach nie ma sytuacji
                szarych, pośrednich. Jest albo białe, albo czarne, albo jesteś
                zdrajcą, albo nie. Dla zdrady nie ma usprawiedliwienia, choć zdaje
                mi się, że niektórzy tego usprawiedliwienia szukają. Mówią, że nie
                wszystko było złe, że starano się, próbowano, że Podhale na zdradzie
                jakoś zyskało. Mój dziadek współpracował z Niemcami, a jego wojenne
                decyzje są nie do obrony.

                Wacław Krzeptowski, zwany przez Niemców Goralenfuerst - książę
                górali. Jego dwaj kuzyni: Stefan i Andrzej Krzeptowscy. Józef
                Cukier, Stanisław Gąsienica-Mracielnik, kilkudziesięciu innych,
                często ze znamienitych góralskich rodów. I dwóch nie-górali:
                porucznik rezerwy Witalis Wieder i doktor praw Henryk Szatkowski,
                uważani przez wielu za głównych inspiratorów zdrady.

                Bez nich nie byłoby Goralenvolk - zinstytucjonalizowanej i
                największej polskiej kolaboracji z Niemcami.

                Henryk Szatkowski to dziadek Wojtka. Wojtek, absolwent historii
                Uniwersytetu Jagiellońskiego, chciał wiedzieć, kim był i dlaczego
                robił, co robił.

                - Gdy zabierałem się do pisania o Goralenvolk, obawiałem się, że moi
                profesorowie pomyślą: "Chce wybielić dziadka" - opowiada. - A ja
                chciałem tylko dowiedzieć się prawdy. Nawet, gdyby bolało.

                Książę górali

                Wystarczy rzucić okiem na zdjęcia Wacława Krzeptowskiego: tak, rola
                góralskiego fuehrera i księcia musiała mu pasować. Stoi przed
                wejściem do Muzeum Tatrzańskiego (przemianowanego przez Niemców na
                Państwowe Muzeum Tatrzańskie, co miało nawiązywać do idei powołania
                góralskiego księstwa). Wyprostowany, głowa zadarta, pod nosem wąsik
                a la Adolf. Jego przodkiem był Jan Krzeptowski-Sabała, znany
                przewodnik, kłusownik i bajarz. Towarzysz górskich wypraw odkrywcy
                Tatr i Zakopanego doktora Tytusa Chałubińskiego, ojciec chrzestny
                Witkacego (trzymał go do chrztu razem z wielką aktorką Heleną
                Modrzejewską).

                Podczas I wojny światowej Krzeptowski walczył w austriackiej armii,
                tropił po górach dezerterów. Działał potem w zakopiańskim Związku
                Górali, bywał prezesem powiatowych struktur Stronnictwa Ludowego w
                Nowym Targu. Przyjaźnił się z Wincentym Witosem (ukrywał go w czasie
                przewrotu majowego, zorganizował jego ucieczkę do Czechosłowacji w
                trakcie procesu brzeskiego w 1933 roku), w kościeliskim kościele
                witał chlebem i solą prezydenta Ignacego Mościckiego. W 1938 roku,
                po zjeździe rodziny Krzeptowskich, ofiarował polskiemu wojsku ciężki
                karabin maszynowy z rodowej składki.

                Ale też otwarcie narzekał na sanację, krytykował bezprawne
                wywłaszczanie górali podczas budowy kolejki na Kasprowy Wierch.
                Mawiał: "Jesce my ceprom zabieremy nase parcele". Babiarz i
                utracjusz, narobił długów na 70 tys. złotych.

                Jego majątek miał być zlicytowany 3 września 1939 roku. Niemcy
                wstrzymali licytację. "W czasie wojny nie jest sztuką umrzeć, ale
                żyć" - mówił.

                Ci, którzy go pamiętają, np. Henryk Jost, były akowiec, autor
                książki "Zakopane czasów okupacji", uważają, że Wacław Krzeptowski
                nie był zbyt lotny. Nadrabiał butą. Lubił, gdy mówiono o
                nim "góralski książę". Chętnie odgrywał się na innych podhalańskich
                rodach. W niemieckiej służbie gorliwy

                • przeszlakowska Re: Gwoli prawdy. 30.05.08, 11:17
                  Kagan drukuje tu ksiazke, cy jako? Tonioyj w Polsce?? Za frico?Wstydu ni mocie
                  i to zodnego. Pseudopatrioi Polski, fuj!
                  • lech.niedzielski Re: Gwoli prawdy. 30.05.08, 15:05
                    listopada 1939 roku, pierwszy dzień urzędowania generalnego
                    gubernatora Hansa Franka. Delegacja Goralenvolk ubrana w stroje
                    ludowe ofiarowuje mu złotą podhalańską ciupagę i składa deklarację:
                    jesteśmy gotowi do współpracy !

                    Droga kręciła między zagrodami, biegła w dół, po chwili wznosiła się
                    wprost do Kościeliska. Horyzont zamykały białe garby Giewontu. Gdyby
                    nie mrozy, Wacław Krzeptowski siedziałby w górach, kryjąc się w
                    leśnej kolibie nad Przełęczą Iwaniacką. Przed AK, przed Sowietami,
                    wreszcie przed Niemcami, którzy jeszcze rok wcześniej niemal nosili
                    go na rękach.

                    Niektórzy powiadają, że dopiero szło ku wieczorowi, inni - że niebo
                    było już mocno rozgwieżdżone.

                    Kto poinformował akowców, że Krzeptowski wrócił na Krzeptówki - nie
                    wiadomo. Partyzanci weszli do domu. Przyszli na Podhale aż z
                    Żywiecczyzny. Tropili kolaborantów.

                    "Zwróciłem uwagę na jednego - zanotował Tadeusz Studziński, dowódca
                    oddziału - Wzrost 175 centymetrów, tęgawy, łysawy, twarz dość pełna
                    z ryżawą szczeciną. Ubrany w słowacki mundur bez odznaczeń. Gdy
                    przyglądałem mu się milcząco, podbiegł do progu, uścisnął mi rękę
                    obiema swoimi i rzekł pierwszy - Czołem, panie poruczniku. Czekałem
                    właśnie na Rudka Samardaka, to mój przyjaciel, jest teraz
                    przewodnikiem rosyjskich partyzantów. Od jesieni razem żeśmy się
                    ukrywali przed Niemcami. Jak zobaczyłem pana partyzantów, trochę się
                    zdziwiłem. Bo mam dzisiaj odwiedzić towarzyszy radzieckich. Chciałem
                    im przekazać sporo broni i nabojów; bardzo potrzebują.

                    - Rosjanie dziś nie przyjdą - skłamałem ze względu na kobiety -
                    wyloty Strążyskiej, Małej Łąki, a nawet Staników Żleb są
                    obserwowane".

                    Krzeptowski zarzucił kurtkę, wyszli przed dom.

                    "Tuż za progiem chwycił mnie oburącz i spytał cicho: - Chyba nie
                    będziecie ze mną robić takich tam różnych badań, co? Ja jestem
                    inwalida z pierwszej wojny i stary ludowiec. Prawda, że nie
                    będziecie mnie tam, tego, co? Ludzie źle o mnie mówią, ale to
                    nieprawda. Mam dokumenty, jak wiele dobrego zrobiłem...

                    Co chwila szeptał mi do ucha ze wzruszeniem. Uważał siebie za
                    człowieka wielkich zasług. Opowiadał o swej półrocznej służbie w
                    wojsku austriackim. Był ranny na ruskim froncie. Mówił o listach,
                    jakie przez cztery lata otrzymywał od ludzi z podziękowaniami.
                    Słuchając go, zastanawiałem się, gdzie go powiesić, w Zakopanem czy
                    gdzieś bliżej, w łatwo dostępnym miejscu.

                    - Jest pan aresztowany przez AK - powiedziałem.

                    - Wiem za co. Ale to nie moja wina. Wszystko przez tego Andrzeja
                    (chodziło o jego stryjecznego brata).

                    Rozmawialiśmy z godzinę. Chciałem wyjaśnić Krzeptowskiemu, a jeszcze
                    więcej przysłuchującym się chłopcom, jak wielką zbrodnię popełnił.
                    Poziom umysłowy Krzeptowskiego był mierny.

                    Stanęliśmy na drodze łączącej wieś Kościelisko z Krzeptówkami. Po
                    wschodniej stronie szosy rosły trzy smreki. Krzeptowski ukląkł na
                    drodze i zapłakał. Pół roku ucieczek przed rodakami i Niemcami
                    złamało jego ducha zupełnie. Kiedy partyzant zakładał powróz na
                    szyję klęczącemu, prosił: - Kulę mi dajcie.

                    - Kula to śmierć honorowa, zdrajcy na nią nie zasługują - rzekłem".

                    20 stycznia 1945 roku, około jedenastej wieczorem, został wykonany
                    wyrok sądu podziemnego na Wacławie Krzeptowskim. Zawisł na sęku
                    jednego z trzech smreków, choć obiecywano mu śmierć na świerkowej
                    bramie powitalnej. Zbudowano ją ponad ulicą Kościuszki w Zakopanem z
                    okazji ostatnich przedwojennych mistrzostw świata w narciarstwie
                    zimą 1939 roku. Niemcy w czasie okupacji opatrzyli ją swastykami.
                    Runęła pod naporem halnego miesiąc przed egzekucją Krzeptowskiego.

                    Są tacy, którzy przysięgają, że wisiał za nogi, a zabił go nie
                    postronek, lecz mróz. Ale to tylko bajanie. Podobnie jak to, że
                    zabito go w stodole, a może gdzieś w Zakopanem, albo - że zginął z
                    ręki rodziny. Pół godziny przed śmiercią napisał testament; wedle
                    zapisków Studzińskiego zrobił to dobrowolnie.

                    "Przekazuję cały swój majątek... na rzecz oddziału partyzanckiego
                    >Kurniawa< z własnej nieprzymuszonej woli, jako jedyne zadość-
                    uczynienie dla Narodu Polskiego". Po latach powtarzano w Zakopanem
                    legendę, że kazano mu napisać ostatnią wolę własną krwią.

                    Sprawdziły się góralskie przyśpiewki nucone na weselach i
                    chrzcinach: "Wacuś, bedzies wisioł za cośi". I dowcipy.



                    - Słyseliście, Wacek mo basedowa...

                    - Kaz go ułapieł?

                    - To nie cłek, ba choroba.

                    - Ze jako?

                    - Wicie, tako, co ocy wypuco.

                    - Jacy ocy, jacy? My mu wypucymy.

                    Nie do obrony

                    - Goralenvolk to było dla mnie wielkie wyzwanie - Wojtek odchylił
                    się w krzesełku, założył ręce za głowę. - Tym bardziej że sprawa
                    dotyczy mojego dziadka. Opowiem ci, co wiem. Chciałbym tylko, żebyś
                    napisał, że w czasie wojny w takich wypadkach nie ma sytuacji
                    szarych, pośrednich. Jest albo białe, albo czarne, albo jesteś
                    zdrajcą, albo nie. Dla zdrady nie ma usprawiedliwienia, choć zdaje
                    mi się, że niektórzy tego usprawiedliwienia szukają. Mówią, że nie
                    wszystko było złe, że starano się, próbowano, że Podhale na zdradzie
                    jakoś zyskało. Mój dziadek współpracował z Niemcami, a jego wojenne
                    decyzje są nie do obrony.

                    Wacław Krzeptowski, zwany przez Niemców Goralenfuerst - książę
                    górali. Jego dwaj kuzyni: Stefan i Andrzej Krzeptowscy. Józef
                    Cukier, Stanisław Gąsienica-Mracielnik, kilkudziesięciu innych,
                    często ze znamienitych góralskich rodów. I dwóch nie-górali:
                    porucznik rezerwy Witalis Wieder i doktor praw Henryk Szatkowski,
                    uważani przez wielu za głównych inspiratorów zdrady.

                    Bez nich nie byłoby Goralenvolk - zinstytucjonalizowanej i
                    największej polskiej kolaboracji z Niemcami.

                    Henryk Szatkowski to dziadek Wojtka. Wojtek, absolwent historii
                    Uniwersytetu Jagiellońskiego, chciał wiedzieć, kim był i dlaczego
                    robił, co robił.

                    - Gdy zabierałem się do pisania o Goralenvolk, obawiałem się, że moi
                    profesorowie pomyślą: "Chce wybielić dziadka" - opowiada. - A ja
                    chciałem tylko dowiedzieć się prawdy. Nawet, gdyby bolało.

                    Książę górali

                    Wystarczy rzucić okiem na zdjęcia Wacława Krzeptowskiego: tak, rola
                    góralskiego fuehrera i księcia musiała mu pasować. Stoi przed
                    wejściem do Muzeum Tatrzańskiego (przemianowanego przez Niemców na
                    Państwowe Muzeum Tatrzańskie, co miało nawiązywać do idei powołania
                    góralskiego księstwa). Wyprostowany, głowa zadarta, pod nosem wąsik
                    a la Adolf. Jego przodkiem był Jan Krzeptowski-Sabała, znany
                    przewodnik, kłusownik i bajarz. Towarzysz górskich wypraw odkrywcy
                    Tatr i Zakopanego doktora Tytusa Chałubińskiego, ojciec chrzestny
                    Witkacego (trzymał go do chrztu razem z wielką aktorką Heleną
                    Modrzejewską).

                    Podczas I wojny światowej Krzeptowski walczył w austriackiej armii,
                    tropił po górach dezerterów. Działał potem w zakopiańskim Związku
                    Górali, bywał prezesem powiatowych struktur Stronnictwa Ludowego w
                    Nowym Targu. Przyjaźnił się z Wincentym Witosem (ukrywał go w czasie
                    przewrotu majowego, zorganizował jego ucieczkę do Czechosłowacji w
                    trakcie procesu brzeskiego w 1933 roku), w kościeliskim kościele
                    witał chlebem i solą prezydenta Ignacego Mościckiego. W 1938 roku,
                    po zjeździe rodziny Krzeptowskich, ofiarował polskiemu wojsku ciężki
                    karabin maszynowy z rodowej składki.

                    Ale też otwarcie narzekał na sanację, krytykował bezprawne
                    wywłaszczanie górali podczas budowy kolejki na Kasprowy Wierch.
                    Mawiał: "Jesce my ceprom zabieremy nase parcele". Babiarz i
                    utracjusz, narobił długów na 70 tys. złotych.

                    Jego majątek miał być zlicytowany 3 września 1939 roku. Niemcy
                    wstrzymali licytację. "W czasie wojny nie jest sztuką umrzeć, ale
                    żyć" - mówił.

                    Ci, którzy go pamiętają, np. Henryk Jost, były akowiec, autor
                    książki "Zakopane czasów okupacji", uważają, że Wacław Krzeptowski
                    nie był zbyt lotny. Nadrabiał butą. Lubił, gdy mówiono o
                    nim "góralski książę". Chętnie odgrywał się na innych podhalańskich
                    rodach. W niemieckiej służbie gorliwy
            • lech.niedzielski Re: nasłano konfidenta na nasze forum i zasmieca 10.06.08, 09:33
              Gość portalu: do niedzielskiego napisał(a):

              > zawód: dezinformator , płacą dobrze ?
              Poza tym to dobrze się czujesz ?
              • ballest Re: nasłano konfidenta na nasze forum i zasmieca 16.10.08, 10:23
                Prawda jest, ze jak spojrzycie na mape kolonizacji w Sredniowieczu, to
                Podkarpacie bylo najwiecej kolonizowane.
                • lech.niedzielski Re: nasłano konfidenta na nasze forum i zasmieca 20.10.08, 15:04
                  ballest napisał:

                  > Prawda jest, ze jak spojrzycie na mape kolonizacji w
                  Sredniowieczu, to
                  > Podkarpacie bylo najwiecej kolonizowane.
                  pyrsk
            • lech.niedzielski Re: nasłano konfidenta na nasze forum i zasmieca 21.10.08, 08:34
              Gość portalu: do niedzielskiego napisał(a):

              > zawód: dezinformator , płacą dobrze ?
              ChCWR. Teraz się obliż.
              • ballest To ucza dzisiej w polskich szkolach! 21.10.08, 21:45
                schlesien.nwgw.de/board/download.php?id=4031
                a bydzie jeszcze lepiej
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka