myszabrum
22.10.09, 18:29
Wiecie co?
Byłam w psychiatryku. W Klinice Nerwic, that is. Już dawno, w marcu-kwietniu. Nie dokończyłam tej terapii, bo doszłam do wniosku, ze nic mi nie daje. No, ale trochę pobyłam.
I właściwie utkwiło mi w pamięci tylko jedno doświadczenie. Zabawa w wagoniki. Dobieramy się po trzy osoby, stajemy jedno za drugim. Osoba na początku ma zamknięte oczy, środkowa też. Widzi tylko "lokomotywa" z tyłu, która kieruje całym pociągiem.
No i biegamy sobie po zatłoczonej sali. Zadaniem "lokomotywy" jest niedoprowadzenie do zderzenia z innym pociągiem. W tym celu musi ona rękami przekazywać impulsy do osoby przed nią, a ta z kolei - również naciskiem rąk - steruje "wagonikiem" na przedzie.
To była bardzo pouczająca zabawa. Okazuje się, że różni ludzie dobrze się czują w różnych rolach. Mi najgorzej było na przedzie. Po prostu (jako jedyna chyba z grupy) oszukiwałam. Otwierałam trochę oczy, bo nie wierzyłam, że osoby z tyłu pokierują mną właściwie.
W środku też było marnie. Podobno źle przekazywałam impulsy, byłam "sztywna" i "niewspółpracująca". Za to świetnie się czułam na końcu! Bardzo zadowolony był też wtedy "środkowy wagonik", który stwierdził, że jestem "szefową idealną", tak pięknie manewruję :-o
Oczywiście piszę o tym nie bez przyczyny. Znajdując metaforyczne przełożenie na życie. Myślę, że w AA najlepiej czują się ludzie, którzy lubią być "środkowymi wagonikami". Częścią stada. Elementem struktury. Sterowani przez innych, ale i sami sterujący. Było trochę takich w naszej grupie...
Z abstynenckim pozdrowieniem :)
<:3)~~ brrrum :)