Dodaj do ulubionych

Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu?

02.08.11, 01:51
Znajomy pije od 15 dni. Nie przychodzi sam do sklepu, przysyła kolegów po alkohol, o czym wiem od sprzedawczyń. Widziałam go przypadkiem, ledwie szedł, brudny, zataczał się, nie zauważył mnie.
Wiedziałam, że nie stroni od alkoholu, ale nie myślałam, ze jest aż tak źle...
Kupuje kilka 200g butelek wódki (3-5) i kilka piw. Nie wiem, czy zaopatruje się tylko w tym jednym miejscu.
A wcześniej jakby coś się zaczęło dziać między nami. Wiem, że nie powinnam się angażowac w związek z alkoholikiem, ale czy taki pijacki ciąg można mu przerwać? Ile to może potrwać?
Przepraszam, jeśli zaśmiecam Wam forum, ale szukałam informacji w necie i nic nie znalazłam. Że facet ma wielki problem i sam sobie nie poradzi, to wiem na pewno.
Dzięki!
Obserwuj wątek
    • kajda28 Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 02.08.11, 07:14
      Ja mam podobne pytanie, dlaczego alkoholik przerywa ciąg? Dlaczego w tej chwili a nie za dzień, za tydzień, za m-c? Umie się zmobilizować, po m-cznej przerwie pójść do pracy. Czy to znaczy że jednak ma się chorobę pod kontrolą, że można nad nią zapanować, trzeba tylko tego chcieć, można nią kierować?
    • blaszany_bembenek Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 02.08.11, 08:35
      Przyjdzie moment, że będzie miał dość i życie go wezwie. np. konieczność pracy, zarobienia na rachunki. Gdy przerwie ciąg z powodów "wyższych", zacznie żyć, myć się, pójdzie do pracy,
      spotka innych ludzi, nabierze przekonania, że jego picie jest typowo męskie, żadne tam nałogowe. Przecież alkoholiki, nie potrafią przestać. A on proszę bardzo, tak!
      To są typowe rozmyślania, między ciągami.
      Przerwa w piciu paradoksalnie, daje wrażenie, że się nad sprawą panuje.
    • aaugustw Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 02.08.11, 10:40
      lipcowo napisała:
      > Znajomy pije od 15 dni. Nie przychodzi sam do sklepu, przysyła kolegów po alkoh
      > ol, o czym wiem od sprzedawczyń. Widziałam go przypadkiem, ledwie szedł, brudny
      > , zataczał się, nie zauważył mnie.
      > Wiedziałam, że nie stroni od alkoholu, ale nie myślałam, ze jest aż tak źle...
      > Kupuje kilka 200g butelek wódki (3-5) i kilka piw. Nie wiem, czy zaopatruje się
      > tylko w tym jednym miejscu.
      > A wcześniej jakby coś się zaczęło dziać między nami. Wiem, że nie powinnam się
      > angażowac w związek z alkoholikiem, ale czy taki pijacki ciąg można mu przerwać
      > ? Ile to może potrwać?
      > Przepraszam, jeśli zaśmiecam Wam forum, ale szukałam informacji w necie i nic n
      > ie znalazłam. Że facet ma wielki problem i sam sobie nie poradzi, to wiem na pe
      > wno.
      > Dzięki!
      ___________________________________________________________.
      Nie Lipcowa, nie zasmiecasz naszego (Twojego tez) Forum...!
      Facet ma wielki problem - to fakt... - Ty jednak nie jestes mu w stanie
      pomoc, chyba ze o to Ciebie poprosi... (np. abys zawiozla go na odtrucie).
      Pytasz: Czy taki pijacki ciag mozna przerwac...?
      Linda, z kolei pyta: ... dlaczego alkoholik przerywa ciąg?
      Otoz, z wlasnego doswiadzczenia wiem, ze w poczatkowej fazie alkoholizmu,
      przerywalem taki ciag, poniewaz organizm moj nie wytrzymywal kilkudniowego
      picia do zerwania filmu... - Z uplywem czasu moglem juz pic coraz dluzej, az
      doszlo do fizycznego uzaleznienia od alkoholu, wtedy ciag taki mozna przerwac
      z pomoca fachowego odtrucia, albo samemu ale to grozi wywolaniem przez
      organizm delirki, a moze sie skonczyc nawet smiercia...
      A...
      • lipcowo Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 02.08.11, 12:45
        Bardzo Wam dziękuję.
        BB, tak właśnie jest, on uważa, że wszystko kontroluje. No i ma się oczywiście za mega męskiego macho. Żona go zostawiła, bo pewnie nie umiała go zrozumieć.
        A., dziękuję :) Nie, on mnie o nic nie poprosi. Jesteśmy zbyt daleko, zresztą wątpię, żeby poprosił kogokolwiek. Widziałam jego trzęsącego się, zlanego potem kolegę, który kupował M. ulubioną wódkę (mały sklep, jedyny żłopie litrami wódkę cytrynową, nietrudno się domyślić :/). Podejrzewam, że M. tak samo wygląda.
        Ma rodziców, którzy hodują go czule i z miłością, koledzy mogą pić u niego, sielanka!
        Przykro mi patrzeć na to, co się dzieje. Ale rozsądnie trzymam się z daleka. Ech.
        Bardzo Wam dziękuję. Ciekawe, kiedy przyjdzie sam po 200g. Bo to niestety element jego codziennych zakupów.
        • aaugustw Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 02.08.11, 16:40
          lipcowo napisała:
          > BB, tak właśnie jest, on uważa, że wszystko kontroluje. No i ma się oczywiście
          > za mega męskiego macho. Żona go zostawiła, bo pewnie nie umiała go zrozumieć.
          > A., dziękuję :) Nie, on mnie o nic nie poprosi. Jesteśmy zbyt daleko, zresztą w
          > ątpię, żeby poprosił kogokolwiek. Widziałam jego trzęsącego się, zlanego potem
          > kolegę, który kupował M. ulubioną wódkę (mały sklep, jedyny żłopie litrami wódk
          > ę cytrynową, nietrudno się domyślić :/). Podejrzewam, że M. tak samo wygląda.
          > Ma rodziców, którzy hodują go czule i z miłością, koledzy mogą pić u niego, sielanka!
          > Przykro mi patrzeć na to, co się dzieje. Ale rozsądnie trzymam się z daleka. Ech.
          > Bardzo Wam dziękuję. Ciekawe, kiedy przyjdzie sam po 200g. Bo to niestety eleme
          > nt jego codziennych zakupów.
          __________________________________________________________________.
          Odpowiem w skrocie, bo zaraz musze pomoc drugiemu aowcowi odebrac auto z
          naprawy. Jezeli czegos nie zrozumiesz - pytaj...!
          Zona jego dobrze zrobila, ze go zostawila... - Rodzice go dobijaja "na zywca", ale
          jemu na rodzicach w tej chwili malo teraz zalezy... - Moze nawet wzmocnil picie
          po odejsciu zony...!?
          Jemu trudno przyjsc teraz po 200g... - Koledzy mu (biednemu) usluguja, bo maja
          jeszcze z tego korzysci...!
          Mowisz, ze on nikogo nie poprosi... - Nie tacy "silni" byli...! ;-)
          Jezeli przezyje, to moze nawet i nie poprosi, ale wtedy bedzie skomlal o pomoc...
          Np. jak zzolknie, albo zobaczy "marsjan z inwazja szczurow", w jego mieszkaniu...
          Towarzyszy temu ogromny strach...! :-(
          Nie ma silnych na alkoholizm... - Predzej, czy pozniej (zywy lub umarly) wyrwie
          sie on z tego ciagu... - Tu nie ma nic posredniego... - Tu jest zyc, albo (pic)...!
          A...
          • lipcowo Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 02.08.11, 22:42
            dziękuję CI, że nie traktujesz mnie jak intruza, bo trochę tak się czuję uświadamiając sobie, że nic nie wiem o uzależnionych.
            Wydaje mi się, ale nie mam pewności, że M. funkcjonuje każdego dnia po tych 200g. Nie czuć od niego wódki, nie wydaje się pijany, ale jeśli kupuje po południu, to raczej nie robi zapasów na weekend jak mniemam ;) Kiedy się widzimy, jest uwodzicielski, pięknie pachnący, pewny siebie. Wtedy czuje się dobrze? W ogóle są w jego życiu chwile, kiedy jest mu dobrze (w sensie samopoczucia dla jasności)?
            Rzeczywiście bardzo się rozpił po rozstaniu z żoną, to dziewczyna z tzw. dobrego domu, nie chciała go zostawić, ale jej rodzice ją zmusili (on żerował na ich pieniądzach, wyrzucili pasożyta strasząc córkę odcięciem od finansów - znam historię z boku, nie od M.)
            Wiesz co, on jest z małej społeczności, pijący trzymają się razem i mam wrażenie, że jest ich masa. Rano przed pracą piwo, potem drugie i trzecie do pracy, po pracy kilka piw i dwusetka, oni tak żyją i nie wiem, czy widzą w tym problem alkoholowy...
            A ten strach, o którym piszesz, to przerażające...
            Dziś nie kupił wódki, też nie przez kolegów (przynajmniej w zaprzyjaźnionym sklepie).
            Trzeźwieje albo zaopatruje się gdzie indziej.
    • 7zahir On musi tego chcieć.. 02.08.11, 18:49
      a z tego co piszesz -wynika,
      że rodzina mu w tym nie pomoże.
      • lipcowo Re: On musi tego chcieć.. 02.08.11, 22:43
        on nie chce, przynajmniej tak to wygląda. Rodzice chyba sobie odpuścili. Szkoda mi go strasznie.
        • pierzchnia Re: On musi tego chcieć.. 02.08.11, 23:05
          Żeby zerwać krąg potrzebny jest jakiś impuls / np. strach /.
          Różnie to bywa z ludźmi - niektórzy są całkowicie pozbawieni refleksji, a inni szukają pomocy i ją znajdują.
          Notoryczne upijanie się prowadzi, w końcu na równie pochyłą...
          Kiedy patrzy się na takiego człowieka to widać, że zaczyna odchodzić.
          • blaszany_bembenek Re: On musi tego chcieć.. 03.08.11, 08:31
            Czy dałaś mu znak lipcowa, że ty wiesz o jego piciu?
            Skoro tak się o niego troskasz i tyle wiesz na temat jego życia.
            Czy powiedziałaś mu o tym, kiedy wygrywał rolę Romea?
            Czy pomogłaś mu myśleć, że nim rzeczywiście jest?
            • lipcowo Re: On musi tego chcieć.. 03.08.11, 10:24
              Nie.
              Pierwszy raz widzę picie z bliska. Wiedziałam, że on pije z kumplami w sobotę, ale nie było to dla mnie nic nagannego, ot samotny facet i tak czas spędza. Wiem, naiwne to myślenie.
              Problem zauważyłam wraz z jego kilkudniowym, a potem kilkunastodniowym upijaniu się. Nie rozmawialiśmy przez ten czas. Blisko znam panie ze sklepu, jedna się w nim durzy i wystarczy stanąć w kolejce, żeby wiedzieć wszystko.
              Pomimo tego, co chcę czuć, to jest on mi zbyt bliski, niż bym chciała. Kiedy grał rolę Romea, jak to ujęłaś, moja połechtana babska próżność omdlewała i nawet mi nie przyszedł do głowy zimny prysznic. Piszę to szczerze, nie pogniewam się za kubeł zimnej wody.
              Daleko mi do morlnego i etycznego ideału, tym bardziej, że tkwię od lat w związku i nie powinnam nawet myśleć o M. w takich kategoriach, w jakich mi się zdarza...
              Nie zarzekam się, że dam radę, ale spróbuję nim potrząsnąć w ramach pomocy drugiemu człowiekowi, ja go dla siebie i nie chcę, i nie mogę.
              • elfkabezhaltera Nie mieszaj się 03.08.11, 10:43
                > Nie zarzekam się, że dam radę, ale spróbuję nim potrząsnąć w ramach pomocy
                > drugiemu człowiekowi, ja go dla siebie i nie chcę, i nie mogę.

                Odradzam.
                Prosił cię o pomoc?
                Jemu jest z tym dobrze ...
                Po co ci to?
                W moim wypadku żadne "potrząsania w ramach pomocy" nic nie dały. Nawet dla świetego spokoju byłem u lekarza od uzależnień, zdiagnozował mnie. Nawet mówił - "pan do mnie wróci". Co on tam wiedział, ze mną było wszystko w porządku! Piłem "radośnie" dalej. Dopiero jak mi było strasznie źle poprosiłem o pomoc ...
                • blaszany_bembenek Re: Nie mieszaj się 03.08.11, 10:56
                  Nie zgadzam się z tobą, bo jednak kropelka za kropelką , wyżłobi rowek.
                  To, że nie zareagowałeś za pierwszym razem to zrozumiałe.
                  Im więcej osób wskazuje na nasze "słabości" tym większe prawdopodobieństwo
                  że do klienta "coś" dotrze. To co wiadomo, to z pewnością on sam zmniejsza ewentualne pole rażenia. Izoluje się od tych, którzy mogliby mu to wskazać. To niezwykłe, jego trafność
                  tutaj jest 100%. Smutne kiedy taki przechytrza sam siebie i decyduje kto co, kiedy mu oznajmi.

                  lipcowo, nieźle. Taki pijak i taki atrakcyjny? pociągający? rozkochujący w sobie?
                  • elfkabezhaltera Izolacja 03.08.11, 11:01
                    blaszany_bembenek napisała:

                    > To co wiadomo, to z pewnością on sam zmniejsza ewe
                    > ntualne pole rażenia. Izoluje się od tych, którzy mogliby mu to wskazać.
                    > To niezwykłe, jego trafność
                    > tutaj jest 100%. Smutne kiedy taki przechytrza sam siebie i decyduje
                    > kto co, kiedy mu oznajmi.

                    Nic tu niezwykłego. Staczając się, tak dobierałem osoby z którymi miałem kontakt, aby móc szczerze powiedzieć "przecierz wszyscy dużo piją, a niektórzy nawet więcej niż ja". Czując, że jestem śmieciem, szukałem jeszcze gorszychn od siebie, aby czuć się ciut lepiej. Z tego, co słyszałem na mityngach i na terpaii, jest to dość częste zachowanie u alkoholików.

                    • blaszany_bembenek Re: Izolacja 03.08.11, 11:07

                      jak się nie jest alkoholikiem, lub jest się nim już nie pijącym, i się to rozumie,
                      można do takiego podejść właściwie, gdy się pod rękę nawinie?
                      Nie trzeba być przekonanym, że nic takiemu nie pomoże, bo mi nie pomogło?
                      Jednak coś ci pomogło?
                      W jego przypadku może to być to co w twoim nie zdało egzaminu.
                      Gdy się już wie, jak to działa, nie można się takiemu dać zmanipulować.
                      No! znaczy można, ale nie powinno się.
                      • elfkabezhaltera Re: Izolacja 03.08.11, 11:11
                        blaszany_bembenek napisała:

                        >
                        > jak się nie jest alkoholikiem, lub jest się nim już nie pijącym, i się to rozum
                        > ie,
                        > można do takiego podejść właściwie, gdy się pod rękę nawinie?
                        > Nie trzeba być przekonanym, że nic takiemu nie pomoże, bo mi nie pomogło?
                        > Jednak coś ci pomogło?
                        > W jego przypadku może to być to co w twoim nie zdało egzaminu.
                        > Gdy się już wie, jak to działa, nie można się takiemu dać zmanipulować.
                        > No! znaczy można, ale nie powinno się.
                        >
                        Niezbyt zrozumiałem o co Tobie chodzi, ale i tak Cie kocham!
                        • blaszany_bembenek Re: Izolacja 03.08.11, 11:13
                          Wiem, że nie rozumiesz.
                          Jak odradzasz komuś działanie optymalnie wobec alkoholika właściwe,
                          musisz nie rozumieć.
                  • lipcowo BB 03.08.11, 11:21
                    Pociągający nieprawdopodobnie. Gdybym miała 15 lat i te mrówki w brzuchu, jak teraz, kiedy na mnie patrzy, nazwałabym to zakochaniem :D Mam prawie 20 więcej i wiem, że to nie miłość, tylko chęć skonsumowania ;) Tu się brak seksu i więzi z partnerem w moim obecnym związku odzywa, ale to temat na inne forum.
                    Ale to nie typowy podsklepowy Don Juan :)
                    Gdyby nie to, pewnie nie chciałabym wiedzieć, co się z nim dzieje i czy można coś zrobić.
                    • blaszany_bembenek Re: BB 03.08.11, 11:45
                      No cóż cieszę, się, że burzysz tu trochę obraz alkoholika
                      jak i powody, dla których zwyczajowo kobiety się takimi zajmują.
                      Większość twierdzi, że to jakaś dysfunkcja, braki, syndrom DDA
                      gdy się z takim chcą" wiązać", coś zaczynają do takiego czuć.
                      Choćbyś była taka jedna, to już dowód, że wcale nie musi tak być ;-)
                      Pociąg erotyczny to też powód.

                      Pisząc o informacji o jego piciu i twoim wrażeniu, nie miałam na myśli pomocy.
                      Tylko uczciwość wobec niego.
                      • lipcowo Re: BB 03.08.11, 11:54
                        moja Droga, bardzo Ci dziękuję, ale podejrzewam się jednak o jakiś porządny feler ;)
                        Co masz na myśli mówiąc o uczciwości? Powiedzieć mu, że wiem, że pije?
                        • aaugustw Re: BB 03.08.11, 12:30
                          lipcowo napisała:
                          > moja Droga, bardzo Ci dziękuję, ale podejrzewam się jednak o jakiś porządny feler ;)
                          ________________________________________________________________.
                          Ach te fantazje kobiece...!
                          Ktos powiedzial: "Niektorzy maja tylko seks w glowie, niektorzy maja seks tylko w glowie..."
                          Ciekawe jest dla mezczyzny takiego jak ja, jakie obrazy przelatuja przez glowe
                          dojrzalej kobiety...!? - Jest to matczyny odruch, albo wizja pielegniarki, ktora
                          chce zaopiekowac sie chorym w lozku...(!?) ;-)
                          (a moze to syndrom "wladczyni", ktora instynktownie wyczuwa uleglosc alkoholika...!?).
                          A...
                          • lipcowo Re: BB 03.08.11, 12:49
                            Ej no, bez przesady, mam nadzieję posiadać w głowie także inną zawartość :D
                            August, o moich fantazjach chesz posłuchać? Bardzo są zwyczajne, rozczarujesz się :)
                            Prosząc o mój nr telefonu (nie dałam jako lojalna partnerka swojego partnera) złapał mnie za kark, przyciągnął do siebie, otarł się szorstkim policzkiem o mój i ochrypniętym głosem zamruczał mi do ucha "proszę!.."
                            No to teraz jeszcze mam w pamięci zapach jego skóry. I żadnej pielęgacji czy dominacji nie mam na myśli, tylko chciałabym poczuć jego ręce, usta wszędzie. No to teraz nie zabrzmiało to jak wyznanie lojalnej partnerki swojego partnera, nic nie mam na swoje usprawiedliwienie, winna jestem całkowicie. Przez 12 lat obecnego związku nigdy nie zdradziłam nawet pocałunkiem. I mam zamiar tak wytrwać. Jeszcze.
                            No to czekam, gromy się posypią?
                            Szczerość za szczerość i pomoc, nie jest i nie było moim zamiarem krygowanie się na siostrę miłosierdzia :)
                            • aaugustw Re: BB 03.08.11, 13:31
                              lipcowo napisała (do sierpnia):
                              > Szczerość za szczerość i pomoc, nie jest i nie było moim
                              zamiarem krygowanie się na siostrę miłosierdzia :)
                              __________________________________________________.
                              Widac, zle sie wyrazilem... - Piszac o pielegniarce opiekujacej
                              sie chorym w lozku, mialem na mysli "zabawy w doktora"...! ;-)
                              A...
                              • lipcowo Re: BB 03.08.11, 13:37
                                no popatrz :D
                                Dziwne, że mnie widok brudnego i zapitego M. nie zniechęcił, jednak coś jest ze mną nie tak :)
                                • aaugustw Re: BB 03.08.11, 14:05
                                  lipcowo napisała:
                                  > no popatrz :D
                                  > Dziwne, że mnie widok brudnego i zapitego M. nie zniechęcił, jednak coś jest ze
                                  > mną nie tak :)
                                  _______________________________________________.
                                  Na pewno jest to jakies tam zgiecie, ale kto go nie ma...!?
                                  Dlatego pisalem o tych obrazach, ktore pojawiaja sie w Twojej
                                  glowie, abys lepiej mogla sie sama z soba skonfrontowac...
                                  Sex sam w sobie takze jest brudny, a sam Woody Allen twierdzi,
                                  ze sex tylko wtedy jest brudny, kiedy dobrze jest wykonany...! ;-)
                                  A...
                                  Ps. Dlugo uwazalem siebie ze ze mna takze jest cos nie tak, dopoki
                                  nie uslyszalem wypowiedzi innych, ze oni takze widza we wszystkim
                                  dookola tylko sex...! ;-)
                                  • lipcowo Re: BB 03.08.11, 14:27
                                    Chciałam nadmienić, że od początku mego bycia z obecnym partnerem nigdy nikt mną tak nie zawładnął. I o nikim tak nie myślałam. I o seksie też tyle nie myślałam :)
                                    To tak tytułem usprawiedliwienia :P
                                    • aaugustw Re: BB 03.08.11, 14:45
                                      lipcowo napisała:
                                      > Chciałam nadmienić, że od początku mego bycia z obecnym partnerem nigdy nikt mną tak nie zawładnął. I o nikim tak nie myślałam. I o seksie też tyle nie myślałam :)
                                      > To tak tytułem usprawiedliwienia :P
                                      _______________________________________________________.
                                      Cos w tym musi byc (i jest...!), mam tu na mysli pewne rymowane
                                      powiedzonko niemieckie: "Frau mit vierzig ist gewürzig".
                                      W wolnym tlumaczeniu brzmi to mniej wiecej tak:
                                      "Kobieta przy czterdziestce jest przyprawiona" - (gewürze = przyprawy do konsumcji)
                                      A... ;-)
                                      Ps. Jak by na to nie patrzec, ryzykowne to jest z kazdej strony..! :-(
                        • blaszany_bembenek Re: BB 03.08.11, 12:50
                          Oczywiście, że powiedzieć.
                          Alkoholikowi naprawdę wydaje się, że o tym wie tylko on, pewnie w znaczniej mierze dlatego, że nikt mu o tym nie mówi, nie chce nie potrafi, boi się.

                          Wiesz, wiele żon alkoholików nie robi problemu z jego picia.
                          Są do niego przywiązane finansowo i dopóki zabezpiecza co trzeba, nie żalą się.
                          Wiele budzi się, nie dlatego, że facet pije, bo to robił od zawsze,
                          ale dlatego, że mniej forsy do domu przynosi.
                          Nie daj Boże jak straci pracę :-(
                          Wtedy dopiero okazuje się, jak to jego picie zniszczyło jej życie.
                          • lipcowo Re: BB 03.08.11, 13:55
                            W jak innym świecie funkcjonuje alkoholik, jak inaczej myśli.
                            Myślisz, że rodzice mu nie trują? Że on ma gdzieś, że żona płakała przez niego, że ich córka cierpi? On tego nie czuje? Nie jest to dla niego ważne?
                            • aaugustw Re: BB 03.08.11, 14:14
                              lipcowo napisała:
                              > W jak innym świecie funkcjonuje alkoholik, jak inaczej myśli.
                              > Myślisz, że rodzice mu nie trują? Że on ma gdzieś, że żona płakała przez niego,
                              > że ich córka cierpi? On tego nie czuje? Nie jest to dla niego ważne?
                              ___________________________________________________________.
                              Pijacy alkoholik ma wszystko gdzies, procz wlasnie seksu (u wiekszosci).
                              Rodzice mu truja, ze to, czy tamto... - Ale on zyje w znieczuleniu chemia!
                              On tego nie czuje... - Do niego nic nie dociera...
                              Najwazniejsze dla niego jest on sam, aby zaspokoic swoje potrzeby i zadze
                              (na pol gwizdka, oczywiscie... - Bo co czlowiek pijany moze lepiej robic od
                              trzezwego...!? - NIC...!).
                              Czyli, jezeli dojdzie do Waszego zblizenia fizycznego, (nie pisze; "do zdrady", bo zdrada swojego partnera nastapila u Ciebie juz dawno, w myslach i mowie), wtedy Wasze dotychczasowe oczekiwania stana sie po obydwu stronach tylko jednym wielkim rozczarowaniem...! :-(
                              A...
                              • lipcowo Re: BB 03.08.11, 14:32
                                Dziękuję Ci za te słowa. Tak właśnie przeczuwam, dlatego nie poddaję się temu, co bym chciała.
                                Wiem, że mentalnie zdradzam. Ale jeśli nie mam zwyczajnego seksu na co dzień, a pojawia się ktoś, kto w bardzo bezpośredni sposób (pewnie był podpity, co wiem już po Waszych słowach) zjada mnie wzrokiem, no niestety, nie jestem z kamienia.
                                Nie myślałam, że na forum o uzależnieniach wyjdzie ze mnie seksoholiczka :D
                                • aaugustw Do Lipcowej w sierpniu...! 03.08.11, 14:55
                                  lipcowo napisała:
                                  > Dziękuję Ci za te słowa. Tak właśnie przeczuwam, dlatego nie poddaję się temu,
                                  > co bym chciała.
                                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                  (zacznijmy teraz patrzec na to realnie):
                                  Nie poddajesz sie temu, bo na razie nie mialas okazji...!
                                  ___________________.
                                  lipcowo napisała dalej:
                                  > Wiem, że mentalnie zdradzam. Ale jeśli nie mam zwyczajnego seksu na co dzień, a
                                  > pojawia się ktoś, kto w bardzo bezpośredni sposób (pewnie był podpity, co wiem
                                  > już po Waszych słowach) zjada mnie wzrokiem, no niestety, nie jestem z kamienia.
                                  - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                  Ja Ciebie rozumiem... - Ale w takim razie, dlaczego jestes z tamtym...!?
                                  Taki szpagat (czyt. trojkat) jest ryzykowny, moze co nieco uszkodzic...! :-(
                                  A na pewno nie pomoze jego rodzinie ani dziecku...!
                                  ___________________.
                                  lipcowo napisała dalej:
                                  > Nie myślałam, że na forum o uzależnieniach wyjdzie ze mnie seksoholiczka :D
                                  - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                  Skoro sama o tym juz wiesz, nigdy nie jest za pozna na pierwszy Krok w strone
                                  zdrowej erotyki, zamiast przygodowego seksu...!
                                  A...
                                  • lipcowo Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 03.08.11, 15:11
                                    > (zacznijmy teraz patrzec na to realnie):
                                    > Nie poddajesz sie temu, bo na razie nie mialas okazji...!
                                    ___________________.
                                    Czy ja wiem? Wystarczyło wziąć M. do samochodu i pojechać na kawę, jak chciał. Po prostu pogadać, jak mówił.
                                    - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                    > Ja Ciebie rozumiem... - Ale w takim razie, dlaczego jestes z tamtym...!?
                                    > Taki szpagat (czyt. trojkat) jest ryzykowny, moze co nieco uszkodzic...! :-(
                                    > A na pewno nie pomoze jego rodzinie ani dziecku...!
                                    Nie będę się bawić w trójkąty, słowo honoru! Dużo nas łączy, pozwól, że tylko tyle napiszę...

                                    > Skoro sama o tym juz wiesz, nigdy nie jest za pozna na pierwszy Krok w strone
                                    > zdrowej erotyki, zamiast przygodowego seksu...!
                                    > A...
                                    Ależ ja przygodnego seksu nie uprawiam! Ba, żadnego właściwie ;) Chyba więc o uzależnieniu nie może być mowy...
                                    • aaugustw Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 03.08.11, 15:35
                                      lipcowo napisała:
                                      > Ależ ja przygodnego seksu nie uprawiam! Ba, żadnego właściwie ;) Chyba więc o u
                                      > zależnieniu nie może być mowy...
                                      _____________________________________________________________.
                                      Mysle podobnie jak i Ty, a raczej jak trzezwy dzis alkoholik, ktory dawniej
                                      nie potrafilby sie oprzec zadnej okazji, jak Ty to robisz... - A jezeli tak to
                                      jest, wtedy wynikaloby z tego, ze z Ciebie, po prostu zdrowa kobieta, ktora
                                      ma swoje skryte tajemnice wynikajace z niezaspokojenia fizycznego... -
                                      To wszystko...!
                                      A...
                                      • lipcowo Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 03.08.11, 16:00
                                        ufff ;)
                                        No to nieśmiało ogłoszę zakończenie studium mojego przypadku ;)
                                        Wybywam niedługo, wrócę z wiedzą, co tam M. porabia, o ile wyszedł ze swojej nory.
                                        Niezależnie od własnej słabości, szczerze żal mi człowieka. I niech już nawet mi nic nie szepce, byleby wrócił do żywych.
                                        • wiesj23 Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 03.08.11, 16:38
                                          nocnakowbojka.wrzuta.pl/audio/3KhmiSAz2NO/hanna_banaszak_-_szeptem
                                          • lipcowo Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 03.08.11, 21:18
                                            czyli że naiwna jestem? ;)
                                            • aaugustw Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 04.08.11, 09:50
                                              lipcowo napisała:
                                              > czyli że naiwna jestem? ;)
                                              ___________________.
                                              Wszystko, ale nie to...! ;-)
                                              A...
                                              • lipcowo Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 04.08.11, 10:05
                                                Znaczy się z pełną świadomością brnę :)
                                                Nie, chyba nie ;)
                                                M. chyba dochodzi do siebie, nie zagląda do sklepu wcale, papierosy kupuje mu matka. Powinnam zobaczyć go tradycyjnie w sobotę. A od niedzieli Forum odetchnie ode mnie ;), będę urlopować wraz z życiowym partnerem, może nam coś dadzą te wakacje...
                                                • aaugustw Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 04.08.11, 11:12
                                                  lipcowo napisała:
                                                  > Znaczy się z pełną świadomością brnę :)
                                                  > Nie, chyba nie ;)
                                                  _________________.
                                                  Tak, na pewno tak...! :-(
                                                  A... ;-)
                                        • aaugustw Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 03.08.11, 19:50
                                          lipcowo napisała:
                                          > Niezależnie od własnej słabości, szczerze żal mi człowieka.
                                          I niech już nawet mi nic nie szepce, byleby wrócił do żywych.
                                          __________________________________________________.
                                          Oh, wtedy by tu nastapily calkiem inne uklady... - Nie mowiac
                                          juz o realu, gdy dotarla by do niego ta cala prawda o sobie -
                                          bez znieczulenia juz... - Wtedy i Ty moglabys popasc w tarapaty...! :-(
                                          A...
                                          • lipcowo Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 03.08.11, 21:21
                                            > Oh, wtedy by tu nastapily calkiem inne uklady... - Nie mowiac
                                            > juz o realu, gdy dotarla by do niego ta cala prawda o sobie -
                                            > bez znieczulenia juz... - Wtedy i Ty moglabys popasc w tarapaty...! :-(
                                            > A...
                                            --------------------------------------------
                                            Nie rozumiem August... Napiszesz jaśniej?
                                            • aaugustw Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 04.08.11, 11:10
                                              lipcowo napisała:

                                              (A...): Oh, wtedy by tu nastapily calkiem inne uklady... - Nie mowiac
                                              > > juz o realu, gdy dotarla by do niego ta cala prawda o sobie -
                                              > > bez znieczulenia juz... - Wtedy i Ty moglabys popasc w tarapaty...! :-(
                                              > > A...
                                              --------------------------------------------
                                              > Nie rozumiem August... Napiszesz jaśniej?
                                              ____________________________________.
                                              Nie przejmuj sie tym... - To tylko "gdybanie"!
                                              Wczoraj przeleciala przeze mnie taka mysl, ze gdyby on jakims cudem z
                                              tego wyszedl i przestal pic, to znaczyloby ze sie zmienil...
                                              Ze zmienil sie jego charakter... - (kto sie nie zmienia, ten wraca do starych,
                                              ukladow a to znaczy, ze bedzie pil) - Zakladamy jednak, ze sie zmieni...
                                              Bylby to teraz trzezwy czlowiek, do ktorego bez znieczulenia alkoholowego
                                              dotarla cala ta prawda... - Bylby to czlowiek z wielkimi, zzerajacymi go
                                              wyrzutami sumienia...!
                                              A jak myslisz, wobec kogo...!?
                                              Wobec kogo mialby on w pierwszym rzedzie wyrzuty sumienia...!?
                                              Na pewno nie bylabys to Ty... - Bylaby to jego coreczka, zona, rodzice... -
                                              Twoja rola ograniczylaby sie teraz do tej, na ktorej "wiesza sie psy", (na
                                              kims przeciez trzeba, no nie...) ;-)
                                              A on...? - On bylby wziety w ochronke, prawie jak ranny bohater narodowy...
                                              Dlaczego Ty mialabys tu grac role "kozla ofiarnego", bo ci koledzy, ktorzy
                                              tak sie nim opiekuja wiedza o Tobie wiecej, anizeli Ty myslisz...
                                              Ludzie zbyt mocno ignoruja opinie publiczna, ktora wszystko wie o swoim
                                              bohaterze i jej adoratorce...! :-(
                                              A...
                                              Ps. On sam nie wyjdzie na dwor, bo mogloby to doprowadzic do lokalnego
                                              trzesienia ziemi, w Waszej miejscowosci...
                                              Szkoda, ze dnie sa takie teraz dlugie, jak na zlosc... - Eh... (jak mowi Eska) ;-)
                                              • lipcowo Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 04.08.11, 11:46
                                                aaugustw napisał:

                                                > Nie przejmuj sie tym... - To tylko "gdybanie"!
                                                > Wczoraj przeleciala przeze mnie taka mysl, ze gdyby on jakims cudem z
                                                > tego wyszedl i przestal pic, to znaczyloby ze sie zmienil...
                                                > Ze zmienil sie jego charakter... - (kto sie nie zmienia, ten wraca do starych,
                                                > ukladow a to znaczy, ze bedzie pil) - Zakladamy jednak, ze sie zmieni...
                                                ----------------------------------------------------------------
                                                Myślę, że on wcale nie chce zmiany. Potrzebuje pomocy, ale na razie jej nie przyjmie. Czytałam inne wątki i myślę, że jeszcze nie dotarł na swoje dno...

                                                > Bylby to teraz trzezwy czlowiek, do ktorego bez znieczulenia alkoholowego
                                                > dotarla cala ta prawda... - Bylby to czlowiek z wielkimi, zzerajacymi go
                                                > wyrzutami sumienia...!
                                                > A jak myslisz, wobec kogo...!?
                                                > Wobec kogo mialby on w pierwszym rzedzie wyrzuty sumienia...!?
                                                > Na pewno nie bylabys to Ty... - Bylaby to jego coreczka, zona, rodzice... -
                                                > Twoja rola ograniczylaby sie teraz do tej, na ktorej "wiesza sie psy", (na
                                                > kims przeciez trzeba, no nie...) ;-)
                                                -------------------------------------------------------------------------
                                                Tak, masz rację.

                                                > A on...? - On bylby wziety w ochronke, prawie jak ranny bohater narodowy...
                                                > Dlaczego Ty mialabys tu grac role "kozla ofiarnego", bo ci koledzy, ktorzy
                                                > tak sie nim opiekuja wiedza o Tobie wiecej, anizeli Ty myslisz...
                                                --------------------------------------------------------------------------------
                                                Ale słowo harcerki, między nami nic nie było!

                                                > Ludzie zbyt mocno ignoruja opinie publiczna, ktora wszystko wie o swoim
                                                > bohaterze i jej adoratorce...! :-(
                                                --------------------------------------------------------------------------------
                                                Nie adorowałam go ani przez chwilę. Raczej był dotknięty moją odmową. Próbował zdobyć mój nr tel. od naszej wspólnej znajomej twierdząc, że niechcący go wykasował, ona zadzwoniła do mnie, zabroniłam mu podawać. Zapił tego samego dnia, od tego czasu z nim nie rozmawiałam. Ale nie sądzę, żeby to nim tak wstrząsnęło, to raczej zbieg okoliczności.

                                                > Ps. On sam nie wyjdzie na dwor, bo mogloby to doprowadzic do lokalnego
                                                > trzesienia ziemi, w Waszej miejscowosci...
                                                > Szkoda, ze dnie sa takie teraz dlugie, jak na zlosc... - Eh... (jak mowi Eska)
                                                > ;-)
                                                --------------------------------------------------------------------
                                                Co to za choroba paskudna...
                                                • aaugustw Re: Do Lipcowej w sierpniu...! 04.08.11, 13:31
                                                  lipcowo napisała:
                                                  > Myślę, że on wcale nie chce zmiany. Potrzebuje pomocy...
                                                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                  Gdybym ja potrafil zyc cale zycie (np. do 80-tki) na haju, robilbym to
                                                  chyba dzisiaj jeszcze...(!?)... - Pomocy potrzebuje, ale o tym on nie wie...!
                                                  ______________________________.
                                                  lipcowo napisała dalej:
                                                  > Ale słowo harcerki, między nami nic nie było!
                                                  - - - - - - - - -
                            • blaszany_bembenek Re: BB 03.08.11, 16:24
                              Myślisz, że rodzice mu nie trują? Że on ma gdzieś, że żona płakała przez niego, że ich córka cierpi? On tego nie czuje? Nie jest to dla niego ważne?

                              Poszliście w te seksy, jak w las głęboki w poszukiwaniu prawdziwków ;-)
                              Myślę, że mu trują. Ale z trucia mały efekt - a wprost pisząc - żaden!
                              Tu chodzi o pewne konkretne zachowania.
                              Są żony, które płaczą i takie, które działają.
                              Są dzieci, które rodziców zostawiają i poniewierają nimi,
                              Są też takie, które pomagają, starając się to wszystko pojąć.

                              Jest oczywiście tendencja zwalić wszystko na tego pijącego.
                              Nie wiem jak było w ich rodzinie. Nie wiem jak wyglądają teraz te relacje.
                              Czasami lepiej się rozejść, czasami być z sobą mimo alkoholizmu.
                              To już bardzo indywidualna kwestia i dochodzą tutaj, pewne cechy charakteru,
                              zachowania zupełnie nie związane z alkoholizmem.
                              Ot ,choćby jego skłonność do kobiet.

                              Napisałaś, że rozpił się bardziej odkąd z żoną nie jest.
                              Znaczy przeżywa, cierpi i szuka ukojenia.
                              Jak widzimy wiele kobiet jest mu w stanie je zapewnić.
                              Może jeszcze dłuuuuuuugo płynąć....
                              • lipcowo Re: BB 04.08.11, 10:34
                                Ciągnie wilki do lasu, nie da się ukryć ;)

                                Gdybym sama miała znaleźć przyczynę jego picia po rozstaniu, stawiałabym na brak żoniniego nadzoru i pełen luz z kolegami, Ty mówisz, że cierpi i teraz wiem, że masz rację.

                                Nie znam jego życia osobistego i przygód z kobietami na tyle, żeby wiedzieć o konkretach, mam nadzieję, że nie zaliczasz mnie do grona chcących dać mu ukojenie ;) Chęć mam, ale na szczęście rozum również i u mnie ukojenia nie znajdzie. Tak czy siak będę informować na bieżąco, skoro jesteście tak mili i chce się Wam na moje posty odpisywać, za co szczerze dziękuję i jestem wdzięczna. :)
                                • lipcowo korekta :) 04.08.11, 10:53
                                  zamiast chcących miało być mogących
                                  tak a propos dawania ukojenia ;)
                                  • aaugustw Re: korekta :) 04.08.11, 11:15
                                    lipcowo napisała:
                                    > zamiast chcących miało być mogących
                                    > tak a propos dawania ukojenia ;)
                                    _______________________________________________________.
                                    Takie ukojenia sa jak narkotyk... - Dzialaja szybko, ale nie dlugo...! :-(
                                    A...
                                • aaugustw Re: BB 04.08.11, 11:14
                                  lipcowo napisała:
                                  > Ciągnie wilki do lasu, nie da się ukryć ;)
                                  > Gdybym sama miała znaleźć przyczynę jego picia po rozstaniu, stawiałabym na bra
                                  > k żoniniego nadzoru i pełen luz z kolegami, Ty mówisz, że cierpi i teraz wiem,
                                  > że masz rację.
                                  > Nie znam jego życia osobistego i przygód z kobietami na tyle, żeby wiedzieć o k
                                  > onkretach, mam nadzieję, że nie zaliczasz mnie do grona chcących dać mu ukojeni
                                  > e ;) Chęć mam, ale na szczęście rozum również i u mnie ukojenia nie znajdzie. T
                                  > ak czy siak będę informować na bieżąco, skoro jesteście tak mili i chce się Wam
                                  > na moje posty odpisywać, za co szczerze dziękuję i jestem wdzięczna. :)
                                  _____________________________.
                                  Na zony nie wybiera sie kochanek...! (to moje...!) ;-)
                                  A...
                                  • lipcowo August, 04.08.11, 11:36
                                    Chyba niezbyt jasno się wyraziłam.
                                    On nic nie wie o mojej słabości wobec niego. Twardo mu odmawiałam, mówiłam, że jestem w związku i nie chcę tego zmieniać. Niczego mu nie obiecywałam. Odepchnęłam go, kiedy mnie do siebie przyciągnął (trochę mnie to kosztowało ;))
                                    Może widzi, co się ze mną dzieje, ale wątpię. Wiem, czego ode mnie chce. Naprawdę bez wysiłku mogłabym go mieć, czy on mnie, wszystko jedno. Ale po co? Na chwilę? Na rozczarowanie, ból i cierpienie bliskich, nie tylko z jego strony, ale i z mojej?
                                    Pozwoliłam sobie wobec Was na otwartość, jak napisałam, nie jestem Matką Teresą ani inną świętą czy błogosławioną. Niczego nie chcę popsuć. Ani jemu, ani sobie.
                                    Posłucham BB i spróbuję z nim porozmawiać o jego pijaństwie. To mi na pewno w uwodzeniu nie pomoże ;)
                                    • aaugustw Re: August, 04.08.11, 13:18
                                      lipcowo napisała (do A...):
                                      > Chyba niezbyt jasno się wyraziłam.
                                      > On nic nie wie o mojej słabości wobec niego. ...Niczego mu nie obiecywałam. Odepchnę
                                      > łam go, kiedy mnie do siebie przyciągnął (trochę mnie to kosztowało ;))
                                      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                      I to "troche" opowiedzialo Tobie i jemu wiecej, anizeli dyskusja o swicie, po nocy,
                                      w pokoiku w hotelu, (jak pisal Hubert) z obdrapanymi tapetami na scianach...!
                                      _________________________________.
                                      lipcowo napisała (do A...) dalej:
                                      > Może widzi, co się ze mną dzieje, ale wątpię...
                                      - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                      Wy tego jeszcze nie widzicie... - Widza to inni... (pisalem)
                                      ________________________________.
                                      lipcowo napisała (do A...) dalej:
                                      > Posłucham BB i spróbuję z nim porozmawiać o jego pijaństwie. To mi na pewno
                                      w uwodzeniu nie pomoże ;)
                                      - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                      Nie rob siebie i nas az tak mocno prymitywnych...! :-(
                                      A...
                                  • kajda28 Re: BB 04.08.11, 13:25
                                    > Na zony nie wybiera sie kochanek...! (to moje...!) ;-)

                                    I tylko Twoje, nijak ma się to do życia.
                                    • aaugustw Re: BB 04.08.11, 13:41
                                      kajda28 napisała:

                                      (A...): Na zony nie wybiera sie kochanek...! (to moje...!) ;-)
                                      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                      > I tylko Twoje, nijak ma się to do życia.
                                      ___________________________________________.
                                      A skad Ty - kobieta mozesz o tym wiedziec...!? ;-)
                                      Podpowiem Ci:
                                      Zona powinna wiecej rol spelniac, anizeli kochanka...
                                      (Zony, kochanki, matki, przyjaciolki... itd...).
                                      Od kochanki oczekuje sie tylko jednego...!
                                      A...
                                      • kajda28 Re: BB 04.08.11, 14:49
                                        Z życia wiem, z autopsji dokładnie, ale też i z obserwacji, a jak się czyta niektóre z fór to więcej jest takich przypadków.

                                        • aaugustw Re: BB 04.08.11, 15:05
                                          kajda28 napisała:
                                          > Z życia wiem, z autopsji dokładnie, ale też i z obserwacji, a jak się czyta ni
                                          > ektóre z fór to więcej jest takich przypadków.
                                          __________________________________________________________________.
                                          Kajda, ja wiecej biore to na zarty, choc mowia ze w kazdym kawale jest polowa
                                          prawdy...
                                          Mnie chodzilo o to, ze poslubiona kochanka, nie jest juz kochanka... - Jest wtedy
                                          na pierwszym miejscu zona, a potem dopiero cala ta moja wczesniejsza wyliczanka...!
                                          Nie musze tu dodawac, ze kochanka nie ma zadnych obowiazkow rodzinnych, ktore by scementowaly ten luzny zwiazek... - A zona takie ma (i maz tez...!).
                                          A...
                                    • blaszany_bembenek Re: BB 04.08.11, 13:45
                                      A ja uważam, że do życia ma się idealnie.
                                      Znam sporo par małżeńskich, a ze dwie takie tylko,
                                      gdzie małżonkowie, byli swoimi pierwszymi kochankami.
                                      W dodatku, jedna z nich zrobiła to dopiero po ślubie - silnie religijni ludzie.
                                      A ci drudzy,po dłuższym stażu małżeńskim, mieli okres "zdrad" wzajemnych.
                                      Żadna nie była na tyle istotna, aby się rozwieść.
                                      • aaugustw Re: BB 04.08.11, 14:11
                                        blaszany_bembenek napisała:
                                        > A ja uważam, że do życia ma się idealnie.
                                        > Znam sporo par małżeńskich, a ze dwie takie tylko,
                                        > gdzie małżonkowie, byli swoimi pierwszymi kochankami.
                                        > W dodatku, jedna z nich zrobiła to dopiero po ślubie - silnie religijni ludzie.
                                        > A ci drudzy,po dłuższym stażu małżeńskim, mieli okres "zdrad" wzajemnych.
                                        > Żadna nie była na tyle istotna, aby się rozwieść.
                                        ___________________________________________________.
                                        To dowodzi tylko, ze i tutaj sa wyjatki potwierdzajace regule...! ;-)
                                        A...
                                        Ps. Ja przed slubem takze mialem juz seks...! (z moja obecna zona)
                                        • blaszany_bembenek Re: BB 04.08.11, 14:29
                                          Obecna żona?
                                          Czy ciągle ta sama?
                                          • aaugustw Re: BB 04.08.11, 14:33
                                            blaszany_bembenek napisała:
                                            > Obecna żona?
                                            > Czy ciągle ta sama?
                                            _________________.
                                            Ciagle ta sama...! ;-)
                                            A...
                                            • blaszany_bembenek Re: BB 04.08.11, 14:42
                                              Spytałam dlatego, żeby wyrazić swój dla was podziw!!!!
                                              Przeszliście razem z pewnością bardzo wiele min, twój alkoholizm,
                                              i nadal jesteście razem. Właśnie to, że całe życie jesteście razem,
                                              przede wszystkim jest piękne * bo w zdrowiu i chorobie*,
                                              a zaraz potem jest dowodem, na to, że radzisz sobie w życiu,
                                              lepiej od nie jednego tu z taką werwą cię krytykującego, czy krytykującej.

                                              No cóż, pogadać każdy może.
                                              Pięknie żyć to już większa sztuka.
                                              Gratuluję tobie i twojej małżonce.
                                              • aaugustw do B_B 04.08.11, 14:58
                                                Dziekuje B_B
                                                A...
    • el_capricho Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 04.08.11, 14:04
      Lipcowo, z tego, co piszesz, to problemy są dwa:
      1. sypie Ci się związek (fascynacja M. - choćby nie wiem jakim był przystojniachą - nie wystąpiłaby w innych okolicznościach). chyba nie ma sensu trwać w tym na siłę. z Twojego tonu przebija zmęczenie i rozczarowanie obecnym partnerem. w tych okolicznościach, cokolwiek postanowisz, chyba nie warto kierować się przesadną lojalnością.
      2. nowa fascynacja jest z góry skazana na porażkę. on raczej nie przestanie pić dla Ciebie ani na skutek Twojej perswazji. może za to starać się wciągnąć Cię w grę typu "jeśli mi pomożesz, to może się z tego wyciągnę". każda forma relacji z nim, nawet "czysty seks" przyniesie Ci tylko cierpienie, bo tak już jest z alkoholikami - ja to już przerobiłam. moim zdaniem zakończ to w sobie. przestań o nim myśleć, rozejrzyj się na kimś innym... jest wielu pociągających mężczyzn.

      pozdrawiam i trzymam kciuki!
      • lipcowo Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 04.08.11, 16:28
        El_Capricho, kciuki się przydadzą, za moją wolę, żeby nadal była silna :)
        Pozdrawiam serdecznie!
        1. Masz rację. Sypie się od dawna. Oby M. nie był kamykiem, ktory spowoduje lawinę :/
        2. Dziękuję, zdrowego osądu i rozsądnego spojrzenia mi potrzeba, takiego jak Twój. Bez potępienia jak mi się wydaje :)
        Nie szukam, nie rozglądam się, staram się być lojalna i pomimo wielu okazji, z żadnej nigdy nie skorzystałam... M. sam się znalazł, w głębokim kryzysie w moim związku. Nikt mnie tak od kilkunastu lat nie podkręcił :/
        Na razie wyjeżdżam, nie będę M. oglądać. Może uda nam się z partnerem życiowym zbliżyć do siebie...
        A moze po kilkunastu dniach picia kolega M. już mnie nie pamięta i problem sam się rozwiąże?
        • aaugustw Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 04.08.11, 21:13
          lipcowo napisała:
          > Na razie wyjeżdżam, nie będę M. oglądać...
          _____________________________________.
          Czyli: Mozna sie wyrwac z tego "ciagu"...! ;-)
          Ja takze wyjezdzam, nie bede FU ogladac...! :-(
          Bede jeszcze pisal do jutra w poludnie, potem
          Mityng AA... - Spanie i wypad nad ranem...!
          Cale dwa tygodnie bede poza AA...!
          A...
          • lipcowo Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 04.08.11, 21:34
            Wypocznij spokojnie, pięknej pogody życzę, bo coś prognozy są mało optymistyczne. Na szczęście im się nie sprawdzają i oby się mylili i tym razem :)
            Można, jeśli się chce...
            • aaugustw Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 05.08.11, 09:30
              lipcowo napisała:
              > Wypocznij spokojnie, pięknej pogody życzę, bo coś prognozy są mało optymistyczn
              > e. Na szczęście im się nie sprawdzają i oby się mylili i tym razem :)
              > Można, jeśli się chce...
              ___________________________________________________.
              Dziekuje Lipcowa... - Tobie rowniez duzo slonca i sexu zycze...!
              (bez alkoholu...!) ;-)
              A...
              • lipcowo Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 05.08.11, 10:54
                Dzięki, zrobię, co w mojej mocy :)
          • blaszany_bembenek Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 04.08.11, 22:15
            No to widzę, że wszyscy wybywamy.
            Ja najprawdopodobniej na trzy tygodnie.
            Wypoczywajcie najlepiej jak potraficie.
            Ja w takim stanie jakim jestem, mogę tylko o tym pomarzyć.
            W dodatku będę dla innych "ciężarem".
            Ale nic to, są przecież karty, gry planszowe i książki ;-)
            • pierzchnia Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 04.08.11, 22:45
              Jakim ciężarem ?
              Przecież masz swojego menszczyzne.
            • aaugustw Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 05.08.11, 10:15
              blaszany_bembenek napisała:

              > No to widzę, że wszyscy wybywamy.
              > Ja najprawdopodobniej na trzy tygodnie.
              > Wypoczywajcie najlepiej jak potraficie.
              > Ja w takim stanie jakim jestem, mogę tylko o tym pomarzyć.
              > W dodatku będę dla innych "ciężarem".
              > Ale nic to, są przecież karty, gry planszowe i książki ;-)
              ____________________________________________.
              Szybkiego powrotu do zdrowia i na FU..! ;-)
              A...
    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 05.08.11, 02:07
      w taki ciag to trzeba najpierw umiec wpasc aby umiec z niego wyjsc.

    • lipcowo Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 23.08.11, 10:25
      Witam po urlopie, pogoda do d..., seks nieudany i w szalonej liczbie 1 razu! Chociaż chciałam i robiłam, co mogłam :) Przepaść między nami jest coraz większa.
      Przenoszę się na forum sfrustrowanych kobiet bez życia erotycznego ;)
      M. pije wciąż, od rana do wieczora, nawet nie miałam okazji z nim porozmawiać, chociaż widziałam go przelotnie.
      • blaszany_bembenek Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 23.08.11, 14:40
        Przenoszę się na forum sfrustrowanych kobiet bez życia erotycznego ;)

        zadziwia mnie twoja postawa, nawet jeśli to tylko żart.
        Nie lepiej zawalczyć o lepsze życie, niż godzić się na jego ochłapy?
        dołączając do rzeczy frustratów?
        jeszcze moment, a zaczniesz pić !!!
        • lipcowo Re: Czy można "wyrwać" z tzw. ciągu? 23.08.11, 16:42
          Myślę, że kiedyś zawalczę. Coraz częściej tak myślę.
          Ale jeszcze nie teraz, w wielu przyczyn, o których nie chcę pisać na forum.
          Mój partner uwielbia się zamartwiać, z biegiem lat coraz bardziej. Mamy dużo, naprawdę, ale ciągle nie tak i za mało. Wiecznie jest struty, nieszczęśliwy. Odtrąca mnie. Przytył mocno i się siebie wstydzi, ale oczywiście nie na tyle, żeby coś zrobić (ja trzymam rozmiar, mało skromnie stwierdzę, że wciąż apetyczna ze mnie kobieta;). Dosyć mam inicjowania zbliżeń i słuchania, że on nie ma nastroju w obecnej naszej sytuacji... Ożesz...
          Myślałam, że może ma romans, ale chyba rzeczywiście bardzo się zmienia z upływem lat albo za sprawą przyczyny, o której istnieniu nie mam pojęcia.
          Coś nie w temacie FU ten post :)
          Uwielbiam Guinnessa i wytrawne wino, ale kontroli nie tracę. Podejrzewam, że mało moralnie raczej będę nieuczciwą partnerką niż frustratką...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka