pierzchnia
17.01.12, 16:13
Żeby zrozumieć teksty Krishnamurtiego trzeba mu, w pewnym sensie, dorównać - inaczej można się tylko domyślać, wyobrażając sobie niewyobrażalne.
"W przestrzeni, którą myśl stwarza wokół siebie, nie ma miłości. Ta przestrzeń oddziela człowieka od człowieka, w niej jest wszystko, co się staje, bitwa życia, udręka i lęk. Medytacja to zanik tej przestrzeni, zanik "ja". Związek nabiera wówczas zupełnie innego sensu, ponieważ w tej przestrzeni, która nie jest tworem myśli, inny nie istnieje, gdyż ty nie istniejesz.
...Nie wiemy, czym jest miłość, bowiem w przestrzeni stworzonej przez myśl wokół siebie jako moje "ja", miłość jest konfliktem pomiędzy "ja" a "nie-ja". Ten konflikt, ta udręka nie jest miłością. Myśl jest samym zaprzeczeniem miłości i nie może wejść w tę przestrzeń, gdzie "ja" nie istnieje. W tej przestrzeni jest to błogosławieństwo, którego człowiek szuka i nie może znaleźć. Szuka go w granicach myśli, myśl zaś niszczy ekstazę tego błogosławieństwa.
...Medytacja jest ruchem miłości. Nie jest to miłość jednej czy wielu osób. Jest niczym woda, którą każdy może pić, ze złotego czy glinianego dzbana; jest niewyczerpalna."
Krishnamurti
Znałem Ją ze snów, a później się okazało, że istnieje naprawdę.
Nigdy nie miałem z Nią fizycznego kontaktu, ale kiedyś mnie objęła i zaczęliśmy się wznosić, z ogromną prędkością, w czarnej przestrzeni.
Trwało to jakiś czas aż dotarliśmy do miejsca, gdzie panowała wszechogarniająca miłość, podziały nie istniały - oni byli mną, a ja byłem nimi.
Gdy się obudziłem ekstaza trwała jeszcze przez moment - to było najintensywniejsze przeżycie jakiego dotąd doświadczyłem.
........................................................................................................................................
Jazda na rowerze daje poczucie wolności, a poza tym, w ciągu kilku minut, mogę dojechać do centrum.
Tego dnia coś mi kazało wskoczyć na mojego "rumaka' i pognać na nim do miasta.
Czułem, gdzieś w środku, że spotkam dziewczynę, z którą rozstałem się trzy miesiące wcześniej.
"Zlokalizowałem" ją koło Okrąglaka - szła naprzeciw mnie, z jakimś długowłosym facetem.
Poczułem straszny ból...
Wróciłem do domu, ale moje serce nie przestawało krwawić, gdy nastał wieczór położyłem się do łóżka i zasnąłem...
Byłem, w pełni świadomy - wewnątrz żółto-złotej, owalnej kuli.
Ponieważ przeszedłem kiedyś eksterioryzację nie miałem wątpliwości, co się stało.
Zauważyłem, że mogę podskakiwać wewnątrz tej kuli - tak jakbym miał doczepione do nóg sprężyny.
Było to bardzo śmieszne i fajne zarazem.
Pomyślałem jednak, że muszę wrócić i na początek wydałem rozkaz myślą :
<Przechylenie, w lewo> bez jakiegokolwiek oporu zmieniłem swoją pozycję.
Później jeszcze przez chwilę podskakiwałem aż wreszcie zdecydowałem się na całkowity powrót.
Ocknąłem się bez problemu - uśmiechnięty i bez obolałego serca.