Dodaj do ulubionych

Nałóg miłości

11.04.12, 14:06
www.kobieceserca.pl/czytelnia-rozne_rodzaje_nalogu_milosci.html.html
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: Nałóg miłości 11.04.12, 14:53
      pierzchnia napisał:
      Nałóg miłości
      ____________________________________.
      Milosc jest slepa...
      Milujacym nie pomoga zadne ziola
      Milosc moze byc tylko inna miloscia pokonana
      Milosci i kaszlu nie ukryjesz
      Milosc chce tylko milowac...
      Milosc to choroba, ktora chce byc pielegnowana, ale nie uzdrowiona...
      Milosc jest rownaniem z dwoma niewiadomymi...
      Jest wiele powodow aby milowac, zaden jednak z nich nie rozsadny...
      - - - -
      A... ;-)
      • pierzchnia Re: Nałóg miłości 11.04.12, 15:21
        Niezły kawał, Auguście - przy takim założeniu leczenie jest bezsensowne.
        Rzecz jednak w tym, że są to kobiety zaburzone i przez swój syndrom marnują własne życie , a czasem też i partnera.
        Jak się w takiej zakochasz to dopiero zobaczysz...
        • aaugustw Re: Nałóg miłości 11.04.12, 15:36
          pierzchnia napisał (do A...):
          > ... przy takim założeniu leczenie jest bezsensowne.
          > Rzecz jednak w tym, że są to kobiety zaburzone i przez swój syndrom marnują
          > własne życie...
          ___________________________________________________________________.
          Nic na to nie poradzisz...
          Ta prawda nigdy do nich nie dotrze, podobnie jak i nie dotrze rozum do naszego
          moderatora, ktory nie tyle ze mna ma problem co z moimi przytaczanymi czasami wypowiedziami z literatury AA... (ten nowy moj watek: "Jest sposob" - wywalil...! ;-)
          Dla takich chorych tumanow uwazajacych sie za kompetentnych w dziedzinie uzaleznien
          tego typu wypowiedzi o milosci sa tu na miejscu...!
          A...
          • pierzchnia Re: Nałóg miłości 11.04.12, 15:51
            Przecież są prowadzone terapie...
            Jak sobie wmówisz, że się nie da, to od samego początku skazujesz siebie na porażkę.
            Teraz, kiedy sobie przypominam te wszystkie zdarzenia, napawam się smutkiem - nie jest mi smutno bo stoję z boku - te uzależnienie jest smutne, bardzo smutne...
            Sama świadomość mechanizmu, jego zrozumienie - oswobadza.

            "Małżeństwo chrześcijańskie, choćby małżonkowie najczulej byli zespoleni,
            nie jest lekarstwem przeciw pożądliwości; to jest mur, jaki wznosimy pomiędzy
            sobą a pożądliwością, która u pewnych ludzi nieskończenie przerasta sam akt
            cielesny i nie dałaby się zaspokoić we współżyciu jednego stadła, bo wchodzi
            tu w grę powab istot nieznanych, pociąg do przygody, do przypadkowych spotkań.
            Choroba, którą nie wszyscy jesteśmy dotknięci.Należy jednak zdawać sobie sprawę,
            że gdy chodzi o czystość, małżeństwo chrześcijańskie niczego nie upraszcza
            i że w tym zakresie wywołuje mnóstwo trudności sobie właściwych.
            Tu się nagle zastanowiłem: czy nie ulegam obsesji dzisiejszych czasów i nie mówię
            jak człowiek współczesny, dla którego prymat spraw seksualnych nie ulega wątpliwości?
            W gruncie rzeczy nie wszyscy jesteśmy zdolni do wielkich namiętności, a żaden
            z naszych moralistów nie powiedział nic tak prawdziwego, jak La Rochefoucauld:
            "Są ludzie, którzy by się nigdy nie zakochali, gdyby nie słyszeli o miłości". I to jest prawda,
            że rodzimy się predysponowani do przygód miłosnych albo, przeciwnie,
            niezbyt podatni namiętności.
            Czyli, inaczej powiedziawszy, ten problem różnie się przedstawia dla każdego z nas:
            w dziedzinie spraw ciała istnieją jedynie prawdy jednostkowe.Każdy z nas przeżywa
            lub przeżywał już swoją tragedię.Albo też jego tragedią było to, że jej nie przeżywał.
            Wielu ludzi w ogóle nie zaznało innego szczęścia niż mdły błogostan ludów bez historii -
            a wielu przez całe życie opętanych będzie pragnieniem, dręczonych głodem, któremu
            się będą opierali, z którym będą walczyli czy też przeciwnie, staną się jego niewolnikami,
            a wówczas już wszystko będzie im obojętne, byle go zadowolić i nasycić.Czy go jednak
            opanują, czy też dadzą mu sobą owładnąć, całe ich życie jest jakby zabarwione tą utajoną
            namiętnością - ujawnioną czy tłumioną - i wszystko wydaje im się mdłe i jakby dalekie,
            wszystko, co nie jest tą jedną twarzą, jakąś istotą, w gruncie rzeczy zawsze tą samą, którą
            ścigają jednak całe życie, przechodząc od jednego stworzenia ludzkiego do drugiego.
            Istnieją wyłącznie dzieje jednostkowe, wyłącznie osobiste tragedie."Jakże samotne są
            te wszystkie ludzkie ciała."/"
            FM
    • wolfbreslau Re: Nałóg miłości 11.04.12, 15:51
      Pierzchnia? to Ty teraz jestes kobiecy kardiolog?
      gratuluje
      hey
    • pierzchnia Re: Nałóg miłości 11.04.12, 21:01
      Nałóg miłości a trauma

      Na nałóg miłości składają się trzy czynniki – uzależnienie od romansów, uzależnienie od związków i uzależnienie od seksu.

      Nałóg miłości jest często uważany za „mniej poważny” od innych czynnościowych nałogów, na przykład erotomanii, zaburzeń związanych z jedzeniem, czy uzależnienia od zachowań masochistycznych / sadystycznych. Być może dlatego, że jego nazwa brzmi łagodniej. W rzeczywistości jednak nałóg miłości wywołuje wyjątkowo silne cierpienia i może być bardzo niebezpieczny, zarówno dla uzależnionego, jak i dla jego partnera. Wiele samobójstw, morderstw, molestowań, gwałtów i innych przestępstw związanych z brakiem kontroli emocji, ma swoje korzenie w nałogu miłości. Nasza kultura zawsze gloryfikowała nałóg miłości, w myśl przeświadczenia, że zakochujemy się, a potem „żyjemy długo i szczęśliwie”. Takie podejście zupełnie ignoruje podstawy, na jakich powinien opierać się związek. Wiele opisywanych w literaturze miłosnych związków to tak naprawdę relacje uzależnionych od miłości. Przykładem może być Romeo i Julia – nie najlepiej skończyła się ich miłość, prawda?

      Symptomy i charakterystyka nałogu miłości

      ● Brak odpowiedniego wychowania i opieki w dzieciństwie.
      ● Poczucie wyizolowania, oderwania od rodziców i rodziny.
      ● Oddzielenie związku od innych dziedzin życia.
      ● Ukrywanie wewnętrznej dezintegracji za maską beztroski i życiowego spełnienia.
      ● Mylenie intensywności z intymnością (burzliwe związki).
      ● Ukryty ból.
      ● Unikanie odrzucenia i porzucenia za wszelką cenę.
      ● Nieufność wobec partnera.
      ● Wewnętrzny gniew z powodu nieodpowiedniego traktowania w dzieciństwie.
      ● Depresja.
      ● Manipulowanie i kontrolowanie partnera.
      ● Uznawanie romantycznych euforii, związku z partnerem i seksu za podstawowe ludzkie potrzeby, na równi z jedzeniem i wodą.
      ● Poczucie braku wartości, jeśli nie jest się „z kimś”.
      ● Uczucie, że związek powoduje, że jest się zintegrowaną całością, lub że dopiero w związku czuje się swoją kobiecość / męskość.
      ● Rosnąca tolerancja na zachowania niosące ryzyko.
      ● Intensywna potrzeba samokontroli, kontroli innych i wpływu na otoczenie.
      ● Obecność innych nałogów i kompulsji.
      ● Nienasycony apetyt w seksie, miłości lub związkach.
      ● Używanie romansów, związków i seksu do zmiany nastroju lub wyzwolenia z emocjonalnego bólu.
      ● Ciągłe poszukiwanie wartości i stylu życia.
      ● Niestabilność emocjonalna, desperacja, napady szału.
      ● Pomylenie seksualnego pożądania z miłością („Miłość” od pierwszego wejrzenia).
      ● Tendencja do wykorzystywania seksu w budowaniu „miłości” lub związku.
      ● Prowadzenie „podwójnego” życia.
      ● Zaprzeczanie istnieniu problemu.
      ● Uważanie niekontrolowanego zachowania za normalne.
      ● Określanie przymusu jako potrzeby.
      ● Tendencja to przeskakiwania z jednego związku w drugi (niemożliwość funkcjonowania bez związku).
      ● Natychmiastowe zastępowanie utraconego związku nowym.

      Niektóre z tych symptomów są także przejawami współuzależnienia lub dysfunkcji tworzenia bliskich relacji, wynikających z bycia zaniedbanym przez rodziców w dzieciństwie a także przemocy fizycznej, czy psychicznej oraz seksualnego wykorzystania. Z tego też powodu terapia stosowana w uzależnieniu od miłości często obejmuje przezwyciężanie traumy.

      Leczenie uzależnienia od miłości wymaga terapii przez terapeutę znającego jego skutki i przyczynę. Pomocny może być też program 12 kroków w grupach samopomocowych SLAA.

      Bardzo często w związkach, do których dochodzi do przemocy, obydwoje partnerzy są uzależnieni od miłości.

      Czym jest przezwyciężanie traumy?

      Trauma jest określana jako głębokie odstępstwo od normalnych życiowych doświadczeń. Traumy można nabawić się w dzieciństwie, wówczas reprogramuje ona ścieżki neurologiczne, co ma niekorzystny wpływ na równowagę emocjonalną w dorosłym życiu. Wielu dorosłych, którzy w dzieciństwie przeżyli traumę, wpada w różne nałogi i ma różne psychiczne zaburzenia, takie jak PSTD (Post Traumatic Stress Disorder), dysocjacyjne rozszczepienie osobowości, czy BPD (Borderline Personalisty Disorder).

      Dorośli przeżywają traumy będąc świadkami lub uczestnikami różnych katastrof, ofiarami napaści, czy gwałtów, po utracie bliskiej osoby, czy też doznając przemocy od partnera. Traumy doznają również policjanci i żołnierze po dramatycznych wydarzeniach związanych z pełnionymi przez nich obowiązkami.

      Ludzie, którzy przeżyli traumę wytwarzają w sobie mechanizmy obronne przed jej skutkami, chroniące psychikę podczas traumatycznego wydarzenia i bezpośrednio po nim. W rzeczywistości jednak ten mechanizm obronny uniemożliwia osiągnięcie równowagi emocjonalnej i normalnego funkcjonowania w późniejszym życiu.

      Symptomy traumy i PTSD

      ● Powtarzająca się depresja.
      ● Niepokój, stany paniki, fobie.
      ● Napady złości i wściekłości.
      ● Poczucie niskiej wartości.
      ● Wstyd.
      ● Bóle somatyczne.
      ● Autodestrukcyjne myśli i zachowania.
      ● Nadużywanie alkoholu, leków.
      ● Zaburzenia jedzenia – bulimia, anoreksja, objadanie się.
      ● Trudności w budowaniu kontaktów międzyludzkich międzyludzkich związków.
      ● Zaburzenia seksualne, w tym uzależnienie od seksu lub anoreksja seksualna.
      ● Brak poczucia czasu, luki w pamięci, poczucie „to nie dzieje się naprawdę”.
      ● Powracanie scen z przeszłości, natrętne myśli i obrazy przeżytej traumy.
      ● Wieczna czujność.
      ● Kłopoty ze snem, koszmary senne, bezsenność, somnambulizm.
      ● Odmienne stany świadomości i osobowości.

      Przezwyciężanie traumy polega na jej ponownym przepracowaniu, aby wyzwolić zdrowsze, bardziej dojrzałe mechanizmy radzenia sobie z nią. Wiele osób, które przeżyły traumę podświadomie poszukuje ludzi, czy angażuje się w zachowania, które przypominają przeżytą traumę. Jest to odzwierciedleniem naturalnej dążności umysłu do jej przepracowania. W terapii przezwyciężania traumy przywołuje się traumatyczne wydarzenia do świadomości i uczy się nowych sposobów walki z trudną sytuacją.

      Will H. – RecoveryMan.com Webmaster
      (materiał przetłumaczony z amerykańskiej strony www.recovery-man.com)
      • pierzchnia Wolfie z Wrocławia... 12.04.12, 20:42
        Doprawdy nie rozumiem - dlaczego moderator wyrzucił Twój wpis, ale...
        Należałoby postawić pytanie:
        Dziedziczone czy nabyte?
        A, w ogóle to ja nie wierzę, w taką miłość - jaką proponuję terapia ponieważ zakłada ona wypracowaną harmonię, która tak naprawdę z miłością niewiele ma wspólnego.
        Kocham kobietę zaburzoną dokładnie tak samo jak kocha się kalekie dziecko i chociaż cierpię to wiem, że jest to coś prawdziwego.
        wolfspider.wrzuta.pl/audio/9KTIQuIPZvW/firebirds_skandal
    • pierzchnia Re: Nałóg miłości 14.04.12, 12:44
      Uzależnienie od miłości – Eugenia Herzyk
      Opublikowano 13 maja 2011, autor: Daniel

      Rozdział 5
      Zakochani w romansach

      Zakochanie to cudowny stan. Za emocjonalno-seksualną euforię odpowiedzialne są specyficzne neuroprzekaźniki, produkowane przez ludzki mózg – z dopaminą i fenyloetyloaminą na czele.
      Ich działanie podobne jest do narkotyków, pobudzają bowiem mózgowy ośrodek przyjemności. I tak jak one, mogą prowadzić do uzależnienia.

      Osoby, które zakochanie kojarzą z miłością, nie potrafią stworzyć długotrwałych i satysfakcjonujących związków, gdyż ten stan prędzej czy później przemija. Ośrodek przyjemności przestaje reagować na wytwarzaną przez mózg dawkę wewnętrznych narkotyków. Emocjonalno-seksualny “haj”, jakim jest zakochanie, powoduje, że idealizuje się partnera. Tak naprawdę uczuciem obdarza się nie człowieka, ale własne wyobrażenie o nim. Póki neuroprzekaźnikowy koktajl oddziałuje na mózg, zakochani żyją w iluzji, odmiennym stanie świadomości, który nie pozwala realnie ocenić rzeczywistości. A gdy przestaje, zauważają z przerażeniem, że ich ideał ma zupełnie inny system wartości, mlaska przy jedzeniu i przydałoby mu się zrzucić kilka kilogramów. Nie mają o czym ze sobą rozmawiać, a w łóżku zaczyna brakować spontaniczności. I jest to dla nich wystarczający dowód na to, że już przestali kochać. Sfrustrowani, że znów w swoich poszukiwaniach wielkiej miłości nie trafili na właściwego partnera, rozglądają się za kolejnym kandydatem.

      Przedstawione tu zachowania są charakterystyczne dla uzależnionych od romansów. Najczęściej dotyczy ono kobiet, u których w stanie zakochania przeważa euforia emocjonalna. Euforia głównie seksualna dominuje zwykle u mężczyzn – uwodzicieli, opisanych w poprzednim rozdziale.

      Życie jak bal

      Uzależnione od romansów kobiety zazwyczaj znakomicie kierują swoim życiem zawodowym, są niezależne finansowo. Postrzegane są jako osoby radosne, bezpośrednie i przebojowe. A to, że często zmieniają partnerów należy do ich stylu życia. Są singielkami, mającymi za sobą kilka związków, albo mężatkami, romansującymi za plecami partnera. Można powiedzieć, że kobiety takie traktują życie jak bal, na który zaproszenie otrzymuje się tylko raz. Czy rzeczywiście są szczęśliwe, tak jak wyglądają?

      Ola ma 35 lat i samotnie wychowuje kilkunastoletnią córkę. Gdy dziecko trochę podrosło, często zostawiała je pod opieką babci, a sama spotykała się z poznanymi w Internecie mężczyznami. To były krótkotrwałe romanse, ale nie oczekiwała niczego więcej. Uwielbiała być adorowana i podziwiana za swoją urodę i dotychczasowe osiągnięcia w życiu zawodowym – była uznaną kreatorką wnętrz. Po siedmiu latach postanowiła się rozwieść, miała dość milczącego męża i udawania kochającej żony. Od tego momentu jej życie stało się pasmem kolejnych relacji z mężczyznami – najdłuższa trwała trzy miesiące. Scenariusz był zawsze podobny. Zakochiwała się błyskawicznie, potem była wielka namiętność, ale gdy jej emocje opadały lub gdy widziała, że mężczyźnie zaczyna na niej zależeć, zrywała związek. Najbardziej ceniła sobie wolność, wszelkie zobowiązania w relacjach mocno ją ograniczały. Jednak kolejne romanse przestawały ją bawić. Do psychologa poszła z powodu córki – miała wrażenie, że straciła z nią kontakt. Dziewczyna przestała się uczyć, wpadła w złe towarzystwo. Po kilku rozmowach z psychologiem Ola zrozumiała, że przyczyna problemu tkwi w niej. W jej lęku przed bliskością, który nie pozwala nawiązywać dojrzałych relacji, także z własnym dzieckiem.

      Pomimo swojej dorosłości w środku Ola wciąż czuła się małą dziewczynką, spragnioną miłości i przytulenia. Ale gdy spotykała spokojnego, szczerego mężczyznę, który mógłby jej to ofiarować, nie czuła żadnego „iskrzenia” i taki ktoś zupełnie jej nie interesował. Uświadomiła sobie, że – choć oceniana jako towarzyska i otwarta – całe życie uciekała od swoich uczuć i emocji, a wszystkie jej związki były bardzo powierzchowne. Odgrodziła się murem od ludzi, traktowała ich przedmiotowo, jako obiekty do zaspokajania własnych potrzeb. Nikomu nie dała poznać się naprawdę, bo obawiała się, że jej prawdziwa twarz się nie spodoba. Otwartość kojarzyła się jej z ryzykiem zranienia. Strach przed odrzuceniem powodował, że to ona zawsze zrywała związek pierwsza.

      Bez zobowiązań

      Źródła lęku przed bliskością tkwią w braku poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie. Gdy dziecko nie ma zaspokojonej tej podstawowej potrzeby, świat zewnętrzny jawi mu się jako pełen zagrożeń, którym może się przeciwstawić jedynie poprzez izolację i szukanie oparcia w sobie.

      Matka Oli była schorowaną kobietą, która często mdlała – mała dziewczynka była dla niej wsparciem, wiele razy wzywała pogotowie. Ojciec – pracoholik, wiecznie nieobecny, całkiem dobrze zarabiał, ale notorycznie pożyczał pieniądze. Rodzina żyła biednie i Ola codziennie wysłuchiwała narzekań zrozpaczonej matki, że nie starczy jej do pierwszego. Ola nie mogła sobie pozwolić na smutek – za wyrażanie tych uczuć była karcona. Gdy płakała, surowy ojciec zawsze jej powtarzał, że rozpacz to dodawanie złego do zła.

      Ola nauczyła się być samowystarczalna – dobrze się uczyła, już na studiach zaczęła pracować. Szybko wyszła za mąż, byle tylko uciec jak najdalej od problemów rodzinnego domu. Nigdy nikogo nie prosiła o pomoc. Do innych ludzi podchodziła nieufnie, doszukując się w każdym ich zachowaniu chęci wykorzystania jej.

      Osoby przejawiające lęk przed bliskością są w stanie tworzyć jedynie romantyczne relacje bez zobowiązań, z których łatwo się wycofać lub też – jak w przypadku uzależnionych od uwodzenia – oparte wyłącznie na seksie. Zaangażowanie się w związek i konieczność brania pod uwagę potrzeb partnera traktują jako utratę własnej wolności i integralności. Bliskość oznacza dla nich zagrożenie poczucia bezpieczeństwa. Z drugiej strony w ich podświadomości tkwi olbrzymia potrzeba miłości – kochania i bycia kochanym, której jednak nie potrafią zrealizować.

      Sposoby na lęk

      W obliczu każdego lęku człowiek przyjmuje jedną z trzech strategii – ucieczkę, walkę lub zastygnięcie w bezruchu i udawanie martwego. Uzależnienie od romantycznych uniesień w swej istocie jest ucieczką od lęku przed bliskością. Brak sił do podjęcia jakiejkolwiek akcji u ludzi objawia się depresją. Walkę podejmują ci, którzy potrafią się do tego przyznać i poprzez mozolną pracę nad sobą uczą się budowania bliskich relacji.

      Do nałogu dochodzi wtedy, kiedy czynnik uzależniający służy do regulowania emocji. Uzależniona od romansów nie potrafi być sama – zaczyna odczuwać wewnętrzną pustkę, jałowość swojego życia, bez mężczyzny nie czuje się kobietą. Aby stłumić te nieprzyjemne uczucia, sięga po kolejną dawkę narkotyku – zakochuje się w następnym obiekcie. Ale oprócz przymusu powtarzania tych samych schematów, prowadzących do przyjemności, nałóg charakteryzuje się również tym, że aby osiągnąć ten sam stan pobudzenia, dawka narkotyku musi być coraz większa. Iluzja poszukiwania miłości pryska, gdy kolejna romantyczna relacja się kończy, a do szczęścia wciąż jest daleko.

      Osoby unikające bliskości tworzą relacje i związki dwojakiego rodzaju. Pierwszy – z partnerami podobnymi do siebie. Obydwoje od początku swoją relację traktują jako tymczasową, unikając zaangażowania i planowania wspólnego życia. Uzależnione od romansów kobiety zakochują się w mężczyznach niedojrzałych, wiecznych imprezowiczach albo żonatych poszukiwaczach przygód. Takich, dla których również liczy się emocjonalno-seksualna euforia, a życie w stałym związku jest nudne. Gdy intencje partnerów są takie same, przynajmniej nawzajem się nie ranią – wykorzystują się bowiem w równym stopniu. Jednak często w grę wchodzą osoby trzecie. Kobieta romansująca z żonatym mężczyzną nie zastanawia się nad tym, że krzywdzi inną kobietę. Potrafi wymyślić na własny użytek setki usprawiedliwień, byle tylko odsunąć od siebi
      • pierzchnia Re: Nałóg miłości 14.04.12, 12:49
        Sposoby na lęk

        W obliczu każdego lęku człowiek przyjmuje jedną z trzech strategii – ucieczkę, walkę lub zastygnięcie w bezruchu i udawanie martwego. Uzależnienie od romantycznych uniesień w swej istocie jest ucieczką od lęku przed bliskością. Brak sił do podjęcia jakiejkolwiek akcji u ludzi objawia się depresją. Walkę podejmują ci, którzy potrafią się do tego przyznać i poprzez mozolną pracę nad sobą uczą się budowania bliskich relacji.

        Do nałogu dochodzi wtedy, kiedy czynnik uzależniający służy do regulowania emocji. Uzależniona od romansów nie potrafi być sama – zaczyna odczuwać wewnętrzną pustkę, jałowość swojego życia, bez mężczyzny nie czuje się kobietą. Aby stłumić te nieprzyjemne uczucia, sięga po kolejną dawkę narkotyku – zakochuje się w następnym obiekcie. Ale oprócz przymusu powtarzania tych samych schematów, prowadzących do przyjemności, nałóg charakteryzuje się również tym, że aby osiągnąć ten sam stan pobudzenia, dawka narkotyku musi być coraz większa. Iluzja poszukiwania miłości pryska, gdy kolejna romantyczna relacja się kończy, a do szczęścia wciąż jest daleko.

        Osoby unikające bliskości tworzą relacje i związki dwojakiego rodzaju. Pierwszy – z partnerami podobnymi do siebie. Obydwoje od początku swoją relację traktują jako tymczasową, unikając zaangażowania i planowania wspólnego życia. Uzależnione od romansów kobiety zakochują się w mężczyznach niedojrzałych, wiecznych imprezowiczach albo żonatych poszukiwaczach przygód. Takich, dla których również liczy się emocjonalno-seksualna euforia, a życie w stałym związku jest nudne. Gdy intencje partnerów są takie same, przynajmniej nawzajem się nie ranią – wykorzystują się bowiem w równym stopniu. Jednak często w grę wchodzą osoby trzecie. Kobieta romansująca z żonatym mężczyzną nie zastanawia się nad tym, że krzywdzi inną kobietę. Potrafi wymyślić na własny użytek setki usprawiedliwień, byle tylko odsunąć od siebie poczucie winy. Lęk przed bliskością jest pożywką do rozwoju egoizmu i myślenia wyłącznie o własnych potrzebach.

        Ludzie dobierają się także na zasadzie przeciwieństw. Partnerami osób unikających bliskości stają się również ci, u których dominuje lęk przed samotnością. Potrafią dać ciepło i wsparcie, a panicznie bojąc się porzucenia, poświęcają się całkowicie partnerowi. Dają, nie oczekując niczego w zamian, oprócz iluzji, że są kochane. To ci, którzy „kochają za bardzo”. Takie związki, w których jeden partner tylko bierze, a drugi wyłącznie daje, potrafią trwać latami.

        Wzorce kulturowe

        Wiedzę, czym jest dojrzała miłość, można wynieść tylko z rodzinnego domu. W dojrzałej miłości nie ma mowy o używaniu drugiego do własnych celów, o jego wykorzystaniu dla zaspokojenia własnych potrzeb. Dojrzała miłość nie jest egoistyczna. Jeśli jednak dziecko wychowywane jest w atmosferze, że na rodzicielską miłość musi zasłużyć, jeśli rodzice nie zapewnili mu poczucia bezpieczeństwa, jeśli widzi, że w swoim związku nie są szczęśliwi, to zaczyna tworzyć fantazje na temat prawdziwej miłości. Miłość zaczyna być kojarzona z emocjonalno-seksualną euforią. Tymczasem dojrzała miłość to radość bycia razem, ale także intymna więź, spokój i poczucie bezpieczeństwa. W takim stanie błogiej szczęśliwości w mózgu człowieka wytwarzają się endorfiny. Jeśli jest się otwartym na drugiego człowieka, akceptuje się zarówno jego mocne, jak i słabe strony, potrafi dbać nie tylko o własne potrzeby, ale również partnera, to kiedy stan zakochania mija, pojawia się chęć do budowania trwałego związku, opartego na dojrzałej miłości.

        Gdy oczekuje się wiecznej euforii, ma się na uwadze wyłącznie dobro własne, to w relacjach z innymi ludźmi wpada się w pułapkę uzależnienia. Każdy związek oparty na uzależnieniu jest toksyczny, ponieważ wprowadza w życie destrukcję i blokuje osobisty rozwój. Nałogowcem miłości romantycznej rządzi przymus nieustannego polowania na obiekty swoich zauroczeń. Notorycznie flirtując, uwodząc i wchodząc w krótkotrwałe związki, szuka zapewnienia emocjonalnej i życiowej stabilności poza sobą, w obiekcie miłosnych westchnień, bowiem sam takiej stabilności zapewnić sobie nie potrafi. Używa swoich partnerów, tak jak alkoholu czy narkotyku, do stłumienia cierpienia i uzyskania chwilowego stanu błogiego spokoju.
        Jeśli emocjonalno-seksualna euforia staje się sposobem na radzenie sobie w życiu, wybór partnera podlega niezdrowym kryteriom – nigdy nie będzie się go traktować jako kogoś równego sobie, przyjaciela i towarzysza życia.

        Dorosłe dzieci

        Każdy nałogowiec, także uzależniony od romansów, wyrósł w rodzinie dysfunkcyjnej i z tego powodu w swoim rozwoju emocjonalnym zatrzymał się na etapie dziecka. Cechy typowe dla „dorosłego dziecka” to uciekanie od problemów, zamiast rozwiązywania ich, preferowanie życia w iluzji, zamiast skonfrontowania się z prawdą, budowanie poczucia własnej wartości na ocenie innych, a nie poprzez pokochanie i akceptację siebie. „Dorosłe dziecko” nie potrafi wyrażać swoich uczuć, budować bliskich relacji i zbudować zdrowych granic – albo z obawy przed zranieniem otacza się murem i nie dopuszcza nikogo do siebie, albo z powodu braku poczucia własnej tożsamości pozbawia się granic całkowicie i daje się krzywdzić.

        Jeśli rodzice są „dorosłymi dziećmi”, nie potrafiąc dojrzale kochać, wypuszczają w świat kolejne „dorosłe dzieci”. Co może przerwać ten tragiczny w skutkach pokoleniowy łańcuszek? Często dopiero jakiś życiowy kryzys. Jeśli uzależnionej od romansów kobiecie ktoś powie, że ma problem, ta mając poczucie, że jest wyjątkowo szczęśliwą osobą, wyśmieje go. Dopóki nie zda sobie sama sprawy ze strat, jakie nałóg spowodował w jej życiu, dopóty tkwić będzie w charakterystycznym dla każdej uzależnionej osoby zaprzeczeniu.

        Ola po półtorarocznej terapii jest zupełnie inną kobietą. Z córką ma teraz wyśmienity kontakt. Pierwsze rozmowy były bardzo trudne, ale gdy nauczyła się mówić o swoich uczuciach, jej córka odwzajemniła się tym samym. Sporo czasu spędzają razem – na wspólnych wyjazdach, czy wypadach do kina. Pozwala też córce mieć własne życie i obdarza ją teraz pełnym zaufaniem. To córka zresztą zasugerowała zmianę szkoły, by odciąć się od koleżanek, które namawiały ją do zażywania narkotyków. Ola na razie nie chce tworzyć żadnego związku – mówi, że nie czuje się jeszcze wystarczająco dorosła.

        ——————————————————————





        KWESTIONARIUSZ DO AUTODIAGNOZY
        Sprawdź, czy jesteś uzależniona od romantycznej miłości

        Czy często zakochujesz się „od pierwszego wejrzenia”?

        Czy w związkach unikasz głębszego zaangażowania?

        Czy ciągle poszukujesz nowych znajomości z mężczyznami,
        np. w Internecie?

        Czy bycie z jednym partnerem w stałym związku wydaje Ci się
        po prostu nudne?

        Czy, kiedy jesteś sama, bez żadnego partnera, masz poczucie wewnętrznej pustki?

        Czy nie masz oporów przed romansowaniem z żonatymi mężczyznami?

        Czy nie widzisz nic złego w zdradzaniu swojego partnera?

        Czy sądzisz, że życie bez emocjonalno-seksualnej euforii nie miałoby sensu?





        Czy odczuwasz, że Twoje relacje z mężczyznami mają bardzo podobny schemat?

        Czy zatraciłaś rachubę swoich partnerów seksualnych?

        Czy zwykle oceniasz mężczyzn, których poznajesz, jako potencjalnych partnerów?

        Czy zauważasz, że do osiągnięcia fizycznego i emocjonalnego zaspokojenia potrzeba Ci coraz większej rozmaitości i intensywności /
        w seksualnych lub uczuciowych kontaktach?

        Czy potrzebujesz stanu zakochania i seksu, by poczuć się
        „jak prawdziwa kobieta”?

        Czy masz wrażenie, że Twoje romantyczne podboje sprawiają, że kręcisz się w kółko?

        Czy przychodzi Ci na myśl, że gdyby nie Twój pościg za emocjonalno-seksualną euforią, osiągnęłabyś w życiu o wiele więcej?

        Jeśli pozytywnie odpowiedziałaś choci
        • lu_krecja Re: Nałóg miłości 14.04.12, 22:17
          Dziękuję za ten cenny wątek:)
          Poczytam dokładnie później,teraz śpieszę z radosną nowiną-IDZIE Z TEGO WYJŚĆ-jestem przykładem:)
          • aaugustw Re: Nałóg miłości 15.04.12, 10:42
            lu_krecja napisała:
            > Dziękuję za ten cenny wątek:)
            > Poczytam dokładnie później,teraz śpieszę z radosną nowiną-IDZIE Z TEGO WYJŚĆ-je
            > stem przykładem:)
            _________________________________.
            Podziel sie z nami, jak z tego wyszlas...!?
            A...
            • pierzchnia Re: Nałóg miłości 15.04.12, 12:33
              Mechanizm rzeczywiście istnieje i w jego określeniu psychologia była przydatna, natomiast w to, że warunkiem miłości jest dojrzałość emocjonalna, nie wierzę.
              Miłość jest bezwarunkowa i nie wypływa ona z osobowości - staje wysoko ponad nią.
              Problem polega jednak na tym, że mianem miłości określa się różne stany - dlatego to takie wyświechtane słowo.
              Możemy wyłącznie mówić o poprawnych relacjach, wypracowanych kompromisach w związku, ale nie będzie to miłość - dokładnie tak samo jak w przypadku zauroczenia, zakochania...
              Czym więc zatem ona jest?

              "Najtrudniej nam zrozumieć że nie istnieją żadne sposoby ni środki by przywołać miłość gdy pożąda jej nasze "ja". Gdy dogłębnie
              zrozumiemy tę prawdę, wówczas zaświta możliwość przyjęcia czegoś, co nie jest z tego świata. A bez tego czegoś nie może
              zaistnieć trwała radość w stosunkach ludzkich, choćbyśmy się o to jak najusilniej starali."
              Krishnamurti
              • wolfbreslau Re: Nałóg miłości 15.04.12, 16:42
                pierzchnia napisał:

                > Możemy wyłącznie mówić o poprawnych relacjach, wypracowanych kompromisach w zwi
                > ązku, ale nie będzie to miłość - dokładnie tak samo jak w przypadku zauroczenia
                > , zakochania...

                ja nie wiem o czym "mozemy" mowic w tym temacie. ja wiem co ja: moge, lub nie moge, chce, lub nie chce powiedziec. tak zwane : my, wy, oni , wiekszosc, wszyscy, inni, itd etc.....to zwykla manipulacja, oszustwo i niesprawdzone , ani udokumentowane fakty i zjawiska:
                przydklad:...nad mexykiem widoczne byly trzy obiekty ufo, widzialo je wiekszosc mexykanczykow.."....news medialny....-gdy spytalem kolesia z mechicocity: widziales kosmitow? ..on zapytal mnie: co ty dzis piles czlowieku ?

                i tak jest z opisami milosci per : "mozemy ".
                moje zakochania, zauroczenia, fascynacje,milostki,podniety,ukochania dzieci,kobiet,psow,sztuki i mordobicia.to moja milosc.
                a ktos inny ma swoj osobisty opis swiata i milosci.teoretyczne pitolenie o milosci przez diagnoze jakiegos krisznamutri, jest tyle samo warte, co zapewnienie Kalego: dobrze, gdy ukradne krowe, zle gdy mnie ukradna .
                ale to tylko moje ja tak mowie...nie "mozemy " tak mowic :-)
                • pierzchnia Re: Nałóg miłości 15.04.12, 19:23
                  Nie , Wolf, to nie jest kwestia interpretacji...
                  Uświadomienie sobie, w jak toksycznym układzie się żyje, jest już jakimś sukcesem.
                  To oczywiście kwestie psychologiczne...
                  Jeżeli chodzi o Krishnamurtiego to sprawa jest prosta - trzeba dorosnąć żeby go zrozumieć - inaczej każde jego słowo będzie zielonym ludkiem.
        • hazelden Re: Nałóg miłości 15.04.12, 17:12
          Pierzchnia, nie zamieściłeś tego kwestionariusza do autodiagnozy w całości, co jest po słowach "Jeśli pozytywnie odpowiedziałaś chociaż [...]"?
          • pierzchnia Re: Nałóg miłości 15.04.12, 19:16
            Kwestie techniczne...

            Jeśli pozytywnie odpowiedziałaś chociaż na jedno pytanie, najprawdopodobniej jesteś uzależniona od romansów. Być może nie widzisz jeszcze zgubnych skutków swojego nałogu.

            Bilans zysków i strat
            Podejdź do swojego życia jak księgowa i określ, jaki wpływ na nie miały Twoje dotychczasowe relacje z mężczyznami. Weź kartkę i narysuj pionową kreskę. Po lewej stronie umieść nagłówek – ZYSKI, po drugiej – STRATY.

            W pierwszej rubryce określ korzyści, jakie osiągnęłaś w tych relacjach. Jakie Twoje potrzeby były zaspokajane? Co osiągnęłaś dzięki nim? Jakie przyjemne emocje i uczucia im towarzyszyły?

            W rubryce drugiej spisz straty. Zastanów się, co więcej mogłabyś osiągnąć w życiu, gdyby tych związków nie było? Z zaspokojenia jakich własnych potrzeb zrezygnowałaś? Jakie nieprzyjemne uczucia i emocje im towarzyszyły? Czy krzywdziłaś inne osoby, wchodząc w te związki?

            Na koniec przeanalizuj obie listy i wyciągnij wnioski.
            • lu_krecja Re: Nałóg miłości 15.04.12, 20:23
              Zle się wyraziłam.
              To proces. Nadal nad sobą pracuję.
              Fundamentem mojej zmiany jest terapia dotycząca dysfunkcjonalnego dzieciństwa.
              Wyrabianie nowych wzorców i nawyków.
              Przewartościowanie swojego życia i uczciwość względem siebie.
              • lu_krecja Re: Nałóg miłości 16.04.12, 15:05
                Każdy mówi za siebie-więc ja mówię,że już wiem iż warunkiem zdrowego,satysfakcjonującego związku musi byś dojrzałość emocjonalno-osobowościowa.
                • pierzchnia Re: Nałóg miłości 17.04.12, 10:31
                  Problem pojawia się wtedy, gdy kochamy miłością zanieczyszczoną - stąd bierze się np. zazdrość.
                  Miłość bezwarunkowa jest tego pozbawiona ponieważ nie oczekujemy niczego,w zamian.
                  Tak - pewne rzeczy można wypracować, ale to nie miłość.
                  By być kochanym nie trzeba spełniać jakichkolwiek warunków.

                  " A gdy przyjdzie błogosławieństwo tej miłości, będziesz mnie kochał bez względu na to, jakim jestem, bo miłość twa będzie zupełnie niezależna od mojego postępowania."
                  Krishnamurti
                  • aaugustw Zalecialo romantyzmem - Pierzchnia... 17.04.12, 12:46
                    pierzchnia napisał:

                    > Problem pojawia się wtedy, gdy kochamy miłością zanieczyszczoną - stąd bierze s
                    > ię np. zazdrość.
                    > Miłość bezwarunkowa jest tego pozbawiona ponieważ nie oczekujemy niczego,w zami
                    > an.
                    > Tak - pewne rzeczy można wypracować, ale to nie miłość.
                    > By być kochanym nie trzeba spełniać jakichkolwiek warunków.
                    >
                    > " A gdy przyjdzie błogosławieństwo tej miłości, będziesz mnie kochał bez względ
                    > u na to, jakim jestem, bo miłość twa będzie zupełnie niezależna od mojego postę
                    > powania."
                    > Krishnamurti
                    __________________________________________.
                    Bycie zakochanym a prawdziwa milosc sa tak rozne
                    jak owoc i kwiat jabloni... - Zanim pojawi sie owoc,
                    (ta prawdziwa milosc), kwiaty dawno juz zwiedly...!
                    A...
                    • pierzchnia Re: Zalecialo romantyzmem - Pierzchnia... 17.04.12, 14:22
                      Ty to odnosisz zapewne do własnego małżeństwa, a mnie chodzi o coś zupełnie innego.
                      • wolfbreslau Re: Zalecialo romantyzmem - Pierzchnia... 17.04.12, 15:05
                        Pierzchnia...bez urazy. definiowanie milosci uwazam osobiscie za szczyt nieuctwa, lub pospolite naduzycie w celu osiągnięcia takich , lub innych korzysci. jest milosc moja do dzieci, jest do moich kobiet, do zwierzat.kazda jest inna. jedna jest bezinteresowna, druga interesowna, jeszcze inna toksyczna. to wszystko sa milosci realne i prawdziwe. nikt nigdzie nie powiedzial ,ze milosc to frajda, radosc, szczescie. milosc , to milosc. ja nie mam nic do krisznamurtich,dalajlamow,JPdrugich i innych....ale wiem ,ze ile ludzi, tyle milosci. i najzwyczajniej nie lubie, gdy ktos w takim temacie poucza innych, lub im sugeruje zielone ludziki.miloscia bywa takze poświęcenie samego siebie, a jest to dosc interesowne niekiedy. zobaczyc blysk szczescia w oczach bliskiej osoby , a samemu potem do gazu......za ten jeden moment, dawali sie ludzie dekapitowac.....teorie milosne nie siegają kolan nawet miłosnym sonetom szekspira, czy petrarki....het
                        • lu_krecja Re: Zalecialo romantyzmem - Pierzchnia... 17.04.12, 18:21
                          " A gdy przyjdzie błogosławieństwo tej miłości, będziesz mnie kochał bez względu na to, jakim jestem, bo miłość twa będzie zupełnie niezależna od mojego postępowania."
                          Krishnamurti

                          To objaw współuzależnienia:)
                          Mąż pije,bije i zdradza,a ona go kocha...
                          Dziękuję za taką błogosławioną miłość.
                          Wolę oczekiwania wobec miłości-wierność,czułość,uczciwość,lojalność,troska...itp itd-nawzajem.
                          • aaugustw Re: Zalecialo romantyzmem - Pierzchnia... 18.04.12, 07:33
                            lu_krecja napisała:

                            > " A gdy przyjdzie błogosławieństwo tej miłości, będziesz mnie kochał bez względ
                            > u na to, jakim jestem, bo miłość twa będzie zupełnie niezależna od mojego postę
                            > powania."
                            > Krishnamurti
                            >
                            > To objaw współuzależnienia:)
                            > Mąż pije,bije i zdradza,a ona go kocha...
                            > Dziękuję za taką błogosławioną miłość.
                            ___________________________________________.
                            Pierwsze slowa dotyczy milosci, ktora czyni slepym...
                            Drugie slowa dotycza pozycia malzenskiego, dzieki czemu odzyskuje sie wzrok...
                            A...
                        • pierzchnia Re: Zalecialo romantyzmem - Pierzchnia... 18.04.12, 10:03
                          wolfbreslau napisał:
                          > Pierzchnia...bez urazy. definiowanie milosci uwazam osobiscie za szczyt nieuct
                          > wa, lub pospolite naduzycie w celu osiągnięcia takich , lub innych korzysci.

                          W stwierdzeniu, że coś jest np. błogosławieństwem, Łaską itd. nie ma definicji.
                          Nikogo nie pouczam - wyraziłem po prostu swoje zdanie.
                          Człowiek jest zaburzony w swoim wymiarze psychologicznym, ale psychologia głębiej już nie sięga i stąd bierze się tyle zabarwień, o których wspominasz - Wolf.
                          Właśnie - tylko miłość bezwarunkowa pozbawiona jest osobistych korzyści.
                          W każdym razie, gdy zaburzona zostanie sfera psychiczna, następuje przekodowanie.
                          Dysfunkcyjna rodzina, molestowanie seksualne w dzieciństwie... - to wszystko zbiera później swoje żniwo.
                          Kochając takiego człowieka dążymy do prawdy... ,staramy się go zrozumieć i zniweczyć zło, które w sobie nosi - często za cenę wielkiego cierpienia.
                          Będąc samemu zaburzonym, a jestem, narażam się na dodatkowe kombinacje, z których na pewno wyjdę poraniony.
                          • wolfbreslau Re: Zalecialo romantyzmem - Pierzchnia... 18.04.12, 15:51
                            pierzchnia napisał:

                            > W stwierdzeniu, że coś jest np. błogosławieństwem, Łaską itd. nie ma definicji.

                            a niby co to jest jak nie definicja i instrukcja obslugi?....i niby inna milosc nie jest miloscia prawdziwa jesli nie spełnia takich kryteriów?.....dla mnie hochsztaplerka i sekciatrstwo . / bez urazy / . ja nie potrzebuje od milosci łaski, mam to w dXXXX. szukam milosci by ja dac i by jej doswiadczyc i ją stracic i znów i tak w koło. póki kocham , znaczy zyje.

                            > Człowiek jest zaburzony w swoim wymiarze psychologicznym, ale psychologia głębi
                            > ej już nie sięga i stąd bierze się tyle zabarwień, o których wspominasz - Wolf.

                            uwielbiam swoje "zaburzenia" i "zabarqwienia"...i kazdemu deficjanowi milosci guzik do tego...teoretycy od 7 boleści ;-)


                            > Właśnie - tylko miłość bezwarunkowa pozbawiona jest osobistych korzyści.

                            sam tego doswiadczasz na codzien , czy tak piszesz bos przeczytal i uwierzył?....przezyj sam i opowiedz własnymi słowami, wtedy uwierze , ze wiem o czy i co piszesz.
                            hey
                            • pierzchnia Re: Zalecialo romantyzmem - Pierzchnia... 18.04.12, 16:08
                              wolfbreslau napisał:

                              > a niby co to jest jak nie definicja i instrukcja obslugi?

                              A Łaska to jest coś określonego?

                              wolfbreslau napisał dalej:

                              > uwielbiam swoje "zaburzenia" i "zabarqwienia"...i kazdemu deficjanowi milosci g
                              > uzik do tego...teoretycy od 7 boleści ;-)

                              Uwielbiaj swoje zielone ludziki, pod warunkiem jednak, że nie krzywdzisz przy tym innych.

                              pierzchnia napisał:

                              > > Właśnie - tylko miłość bezwarunkowa pozbawiona jest osobistych korzyści.

                              wolfbreslau odpowiedział:
                              > sam tego doswiadczasz na codzien , czy tak piszesz bos przeczytal i uwierzył?
                              > ....przezyj sam i opowiedz własnymi słowami, wtedy uwierze , ze wiem o czy i co
                              > piszesz.

                              Ja nie potrafię tak pięknie opowiadać, jak Ty - o zielonej trawce, kolorowych ptaszkach, ogródkach piwnych i sukienkach mini...


    • wolfbreslau Re: Nałóg miłości 19.04.12, 10:21
      ujme to mniej wiecej tak: kocham moje dzieci bezgranicznie, niczego od nich nie oczekuje, nie mam zadnych wzgledem nich roszczen, czy to ojcowskich, spolecznych,uczuciowych. moge ich nie wiedzec, nie slyszec, nie dotykac. to dorosli ludzie.sama mysl o nich daje mi poczucie szczescia. poprostu, ze sa , ze sie urodzili. jak sa szczesliwi i jastem. gdy cos ich boli , boli i mnie. to , ze ich kocham na odleglosc, czasami w bliskosci, ze oni maja mi za zle wiele lat mego pijanstwa i krzywd, ktore im wyrzadzalem itd etc,...to nie zmienia faktu , ze ich kocham. i to jest moja interesownosc. to jest cena jaką otrzymuje za kochanie moich dzieci / na przyklad/ moja ceną jest sama możliwość kochania ich. mnie to wystarcza. nie potrzebuje milosci zaborczej. to nieco podobne do sytuacji, gdy ktos jest szczesliwy ,dajac prezenty innym ludziom / niekoniecznie nawet bliskim/, gdy ktos inny jest szczesliwy i spelniony niosac innym pomoc anonimowo i bez rozglosu. kazde wlasne zaspokojenie swego tak zwanego ":ego"-jak zwal tak zwal , to jest wlasnie interesowne uczucie. otrzymujemy w ten sposob cos za coś .ja nie wierze w bezinteresowna milosc . te wszystkie górnolotne banały / kilka nawet jest w nowym testamencie/ na temat milosci, to zwyczajne subiektywne , kogos tam pomysły na tak zwany wyimaginowany ideał milości doskonałej. nawet bóg hebrajczyków i chrzescijan w ramach milosci kopnął w tyłek adama i ewe za olanie jego bezinteresownego raju.sam jezus borykał sie z kuszeniem szatana i miał chwile zwątpienia i strachu.a niekiedy mówił wprost , ze nie przyszedł budowac, ale burzyc . itd itp. rozne dalekowschodnie pojmowania milosci doskonałej , nirwany, ostatecznego wyjscia z kręgu wcielen w takiej , lub innej formie, są z reguły nie do pojęcia dla europejczyka. tak jak dla filipińczyka, czy innego maorysa idea chrześcijaństwa to jakis egzotyczny sofizmat. albo utopia. a biorac pod uwage, błędy w tłumaczeniach i nieznajomość realiów, mentalności ludzi dalekiegowschodu, wszelkie objasnienia i nauczania z ich kręgu kultury na nasz-to najczęsciej kabaret, sekciarstwo, quasifilozofia i inne nieporozumienia. tak jak europejczyk na widok szczeniaka 5-tygodniowego usmiecha sie, tak azjata się oblizuje z apetytem. tak jak europejczyk zjada splesniały kozi ser, lub świńskie mięso, hebrajczyk z arabem się porzygaja, a koreańczyk puknie w głowe. to tyle w temacie definicji milosci.

      www.youtube.com/watch?v=5Fwm8D8WIeg
      mnie takie pojmowanie milosci jest bliskie :-)
      • ta_ruda Re: Nałóg miłości 19.04.12, 11:47
        czesto czytam Twoje posty i sie z nimi przewaznie zgadzam. Z tym co napisales o milosci (bez) interesowanej tez.
        Ja tez nie wierze w milosc bezinteresowna. Nie ma czegos takiego. Nawet kochajac swoje dzieci 'bezinteresowanie' (w moim rozumieniu nic od nich nie oczekujac), kochamy je interesowanie bo ta milosc wypelnia zawsze jakies nasze potrzeby, zaspokaja nasze 'ego'.




        wolfbreslau napisał:

        . kazde wlasne zaspokojenie swego tak zwanego ":ego"-jak zwal tak
        > zwal , to jest wlasnie interesowne uczucie. otrzymujemy w ten sposob cos za co
        > ś .ja nie wierze w bezinteresowna milosc . te wszystkie górnolotne banały / kil
        > ka nawet jest w nowym testamencie/ na temat milosci, to zwyczajne subiektywne ,
        > kogos tam pomysły na tak zwany wyimaginowany ideał milości doskonałej. nawet
        > bóg hebrajczyków i chrzescijan w ramach milosci kopnął w tyłek adama i ewe za o
        > lanie jego bezinteresownego raju.
      • pierzchnia Made in love 19.04.12, 14:54
        wolfbreslau napisał:

        ".... rozne dalekowschodnie pojmowania milosci doskonałej ,
        > nirwany, ostatecznego wyjscia z kręgu wcielen w takiej , lub innej formie, są
        > z reguły nie do pojęcia dla europejczyka."

        Nad czym się tutaj zastanawiać - kiedyś byłeś wilkiem, a teraz jesteś Wolfem i przyznasz, że w tej reinkarnacji jest pewna logika.
        A tak poważnie to współczesny europejczyk nie jest już zainteresowany tym tematem, który odkopałeś z annałów.
        Krishnamurtiego nie należy łączyć ze wschodem ponieważ jego liczne książki i wykłady były poświęcone problemowi Człowieka Wolnego - wolnego od wszelkich przesądów, stereotypów umysłowych, zwyczajów, wszelkiej teorii i systemów religijnych.

        "To intelekt rodzi zaborczość i zazdrość, to on chwyta, trzyma, zagarnia, i on też niszczy i pustoszy. życiem naszym rządzą intelekt
        i nerwy. Pragniemy wciąż aby nas kochano; a nie znamy miłości która niczego nie żąda; dajemy tylko po to, aby coś w zamian
        otrzymać, a to jest hojnością typowo intelektualną, nic z sercem nie mającą wspólnego. Myśl wciąż szuka pewności i
        zabezpieczenia się, a czyż można upewnić się myślą w miłości? Czy może intelekt, którego podłożem jest pamięć, jest czas,
        pochwycić miłość która jest sama w sobie wiecznością?"
        JK




        • b.u.r.a.t.i.n.o Re: Made in love 20.04.12, 15:13
          pierzchnia napisał:
          > Nad czym się tutaj zastanawiać - kiedyś byłeś wilkiem, a teraz jesteś Wolfem i
          > przyznasz, że w tej reinkarnacji jest pewna logika.
          > A tak poważnie to współczesny europejczyk nie jest już zainteresowany tym temat
          > em, który odkopałeś z annałów.
          > Krishnamurtiego nie należy łączyć ze wschodem ponieważ jego liczne książki i wy
          > kłady były poświęcone problemowi Człowieka Wolnego - wolnego od wszelkich przes
          > ądów, stereotypów umysłowych, zwyczajów, wszelkiej teorii i systemów religijnyc
          > h.
          >
          > "To intelekt rodzi zaborczość i zazdrość, to on chwyta, trzyma, zagarnia, i on
          > też niszczy i pustoszy. życiem naszym rządzą intelekt
          > i nerwy. Pragniemy wciąż aby nas kochano; a nie znamy miłości która niczego nie
          > żąda; dajemy tylko po to, aby coś w zamian
          > otrzymać, a to jest hojnością typowo intelektualną, nic z sercem nie mającą wsp
          > ólnego. Myśl wciąż szuka pewności i
          > zabezpieczenia się, a czyż można upewnić się myślą w miłości? Czy może intelekt
          > , którego podłożem jest pamięć, jest czas,
          > pochwycić miłość która jest sama w sobie wiecznością?"
          > JK
          --------------------------------------------------------------
          Pierzchnia,
          często cytujesz i powołujesz sie na Krishnamurtiego.
          Pozwól w takim razie, ze ja też zacznę od cytatu z tego filozofa:
          "Prawda to kraina bez dróg. Żadna organizacja, żadna religia, żaden nauczyciel nie mogą do niej doprowadzić. Ludzie patrzą na świat przez pryzmat swoich myśli i swojej przeszłości. Tym samym jesteśmy niewolnikami myśli i czasu. Myśl jest zawsze ograniczona i nigdy nie odpowiada całkowicie rzeczywistości, prowadzi więc do cierpienia. Świadomość uczy odróżniania tego, co rzeczywiście jest, od tego co na ten temat myślimy i w konsekwencji do prawdziwej wewnętrznej wolności. Wszelkie autorytety, religie, ideologie powodują jedynie budowanie kolejnych fałszywych konstrukcji myślowych. Tylko świadomość i obserwacja pozwalają dostrzec ich iluzję."

          Zastanawiam się własnie, dlaczego zamiast starać się skupić na bezpośredniej obserwacji rzeczywistości i wyciąganiu z tej obserwacji własnych wniosków, wybierasz oglądanie jej przez okulary cudzych konstrukcji myślowych?

          Sam Krishnamurti wielokrotnie w ciągu swojego życia prosił ludzi, żeby go nie traktowali jako guru.
          Ale Krishnamurtiego jeszcze bym Ci wybaczył. ;)

          Za to zupełnie nie rozumiem, dlaczego inicjując ten wątek zaprezentowałeś zupełne bzdury, jakimi jest ta rozprawka na temat "różnych nałogów miłości".
          Przecież to zwykły psudopozdawczy bełkot, to opracowanie tej Eugeni Herzyk z "Fundacji Kobiece Serca", na podstawie materiałów x, kóre opierają się na opracowaniach y, itd...

          Tyle, ze o ile panią Eugenię rozumiem, bo bełkotem zarabia zapewne na życie...
          to nie rozumiem po co Ty takie pseudopsychologiczne kawałki powielasz?
          Cały wykład o róznych miłościach, tyle z miłością niewiele mających wspólnego?

          Spróbuj poczytać ze większym zrozumieniem to co pisze Wolf, bo po prostu warto.
          :)



          • wolfbreslau Re: Made in love 20.04.12, 15:42
            jak mawial pewien nawiedzony beatles gdy wpadł w szpony japonki : rupcie milosc nie wojne :-)...i wyszło z tego wielkie NIC .
            a na powaznie: zaobserwowalem , ze moje psy mimo niklego intelektubywaly zazdrosne o moje wzgledy miedzy soba. widziałem zaborcze gęsi i kwoki na wsi.....a te ptaki zaprawde intelektem nie grzesza.
            osobiscie blizej mi do De Mello z jego usystematyzowanym sposobem pomniejszania naszych zalet poprzez mowienie wprost , ze mamy z naszych zalet zysk i przyjemnosc. co jest swego rodzju egoizmem. tak juz jest zorganizowany swiat.
            ja nawet 1/3 przemyslen De Mello nie biore pod uwage w zyciu codziennym. nie mam na to czasu. jestem tu i teraz.do krisztamurtiego mam nic...lecz: jest mi obojetne Pierzchnia jak zyjesz. Twoj wybor.irytuje mnie jednak , gdy przedstawiasz cudze , niesprawdzone jak sadze przez siebie doswiadczenia jako swego rodzaju universum.
            powiem tak: jako ojciec, kochanek, kumpel, pracownik. mam pewne okreslone obowiązki społeczno-stadne. jednym z nich jest miłość. moim zadaniem, albo moja rzeczą jest by miłość stała się moją pasją....ideały pozostawiam idealistom..robesspierre, lenin,hitler,polpot,aleksanderwielki,neron...tez wpierw byli idealistami. nawet niejaki ghandi prowadził twarda wojne z bezwolnymi brytyjczykami, pod postacia biernego oporu..to była jedna z wiekszych manipulacji w dziejach swiata. ale trzeba do tego podejsc rzeczowo i bez uprzedzen by to dostrzec.
            hey
            • lu_krecja Re: Made in love 20.04.12, 17:17
              Ja uważam na własnym przykładzie,że tylko ludzie z deficytami dzieciństwa,szukają miłości idealnej. Brak wzorców u mnie powodował iluzje miłości.
              Dziś już wiem,że nie ma miłości idealnej czy bezinteresownej.
            • pierzchnia Re: Made in love 20.04.12, 20:11
              Dla pewnych ludzi miłość rzeczywiście jest obowiązkiem...
              Ja nie wiem jak twój pies, Wolf, ale mój uwielbia Krishnamurtiego, a za De Mello wręcz szaleje.
              Z niektórymi ludźmi jest po prostu tak, że czegoś dostępują - inni żyją, w błogiej nieświadomości.
              Ja trochę liznąłem i nie mogę tego zapomnieć...
          • pierzchnia Re: Made in love 20.04.12, 19:45
            b.u.r.a.t.i.n.o napisał:
            > Zastanawiam się własnie, dlaczego zamiast starać się skupić na bezpośredniej ob
            > serwacji rzeczywistości i wyciąganiu z tej obserwacji własnych wniosków, wybier
            > asz oglądanie jej przez okulary cudzych konstrukcji myślowych?
            >
            > Sam Krishnamurti wielokrotnie w ciągu swojego życia prosił ludzi, żeby go nie t
            > raktowali jako guru.

            Miałbyś rację, gdybym tak czynił, a ja po prostu odnajduję, w niektórych Jego tekstach, własne doświadczenia - tylko tyle.

            b.u.r.a.t.i.n.o napisał dalej:
            > Cały wykład o róznych miłościach, tyle z miłością niewiele mających wspólnego?

            Masz rację - toteż Eugenia Herzyk o tym wyraźnie pisze.
            Radzisz mi, żebym uważnie czytał Wolfa, a sam wyciągasz pochopne wnioski z powodu swego niedopatrzenia.




            • wolfbreslau Re: Made in love 22.04.12, 16:23
              pierzchnia napisał:
              >
              > Miałbyś rację, gdybym tak czynił, a ja po prostu odnajduję, w niektórych Jego t
              > ekstach, własne doświadczenia - tylko tyle.

              śmiem wątpić Pierzchnia. bez urazy, to sa raczej urojenia i stany podejrzanej aktywności.wiekszość Twoich wypowiedzi jest mi obojętna, ale pewna Twoja "skłonność" oglądu świata, powoduje, ze nie traktuje, Cie jak dorosłego i odpowiedzialnego faceta. raczej za duze zagubione dziecko, zyjące w swiecie iluzji, byle nie skonfrontowac się z rzeczywistocią. to o wiele latwiejsze, niz placenie rachunkow, podatkow,karmienie dzieci , dbanie o potrzeby bliskich i ich bezpieczenstwo itd etc. twoje wypowiedzi sa odrealnione kompletnie...kosmos: ale taki raczej z wojen gwiezdnych niż ten prawdziwy.
              hey
              • pierzchnia Re: Made in love 22.04.12, 17:12
                "ZAPRAWDĘ, ZAPRAWDĘ POWIADAM WAM, JEŚLI SIĘ NIE ODMIENICIE I NIE STANIECIE JAK DZIECI, NIE WEJDZIECIE DO KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO"
                Lord Vader
              • wiesj23 Re: Made in love 22.04.12, 21:57
                >jak dorosłego i odpowiedzial
                > nego faceta. raczej za duze zagubione dziecko, zyjące w swiecie iluzji, byle ni
                > e skonfrontowac się z rzeczywistocią. to o wiele latwiejsze, niz placenie rachu
                > nkow, podatkow,karmienie dzieci , dbanie o potrzeby bliskich i ich bezpieczenst
                > wo itd etc. twoje wypowiedzi sa odrealnione kompletnie...kosmos: ale taki racze
                > j z wojen gwiezdnych niż ten prawdziwy.
                wilf a ilu jest takich na aa.15 lat trzeźwieją i jeszcze nie wytrzeźwieli.

                wolf a ilu takich jest na aa.15 lat trzeźwieją i nie wytrzeźwieli.
            • b.u.r.a.t.i.n.o Re: Made in love 23.04.12, 12:54
              pierzchnia napisał:
              > Miałbyś rację, gdybym tak czynił, a ja po prostu odnajduję, w niektórych Jego t
              > ekstach, własne doświadczenia - tylko tyle.
              --------------------------------------------------------------------
              to może po prostu jesteś jego kolejną reinkarnacją?
              ;)




              pierzchnia napisał: > b.u.r.a.t.i.n.o napisał dalej:
              > > Cały wykład o róznych miłościach, tyle z miłością niewiele mających wspól
              > nego?
              >
              > Masz rację - toteż Eugenia Herzyk o tym wyraźnie pisze.
              > Radzisz mi, żebym uważnie czytał Wolfa, a sam wyciągasz pochopne wnioski z powo
              > du swego niedopatrzenia.
              -----------------------------------------------------
              Gdzie Eugenia Herzyk o tym wyraźnie pisze?
              Odpowiedm Ci: nigdzie o tym nie pisze.
              Ona używa określeń "miłość obsesyjna", "miłość symbiotyczne", "miłość narcystyczna", itd..., nie tłumacząc, że zjawiska opisywane tymi określeniami mają nawet mniej wspólnego z Miłością, niż "miłość klasyczna", "miłość francuska" czy "miłość hiszpańska" oferowane przez inne specjalistki od "miłości".

              Po prostu psychologiczny bełkot. Mącenie ludziom w głowach. Mieszanie pojęć.

              Jeśli sobie z tego nie zdajesz sprawy, to jednak raczej nie jesteś nowym wcieleniem Krishnamurtiego.
              ;)
              • pierzchnia Buratino! 24.04.12, 12:02
                kobieta.wp.pl/kat,132002,page,3,title,Eugenia-Herzyk-Nie-ma-sytuacji-bez-wyjscia,wid,14408356,wiadomosc.html
                Eugenię Herzyk uważam za bardzo mądrą babkę!
                Nie bądźmy złośliwi, bez uprzedzeń i przytyków - najłatwiej uciec w kłamstwo, zaprzeczenie...
                Trudno się przyznać przed samym sobą, że dotychczasowe życie było wynikiem dysfunkcji - to bolesny proces, a mało kto lubi cierpieć i dokonać zmian w sobie.
                Najłatwiej powtarzać stare schematy - brnąć ze świadomością własnej bezradności.
                Piszę o uzależnieniu!!!
                Świadome wykorzystanie takiej osoby jest rodzajem gwałtu - mało jest ludzi, którzy zastanowią się nad tym, co tak naprawdę dzieję się we wnętrzu drugiego człowieka.

                Jeżeli chodzi o mój infantylizm to prostu zawsze będę chłopakiem z Placu Broni - płacenie rachunków jest mi obce:
                www.youtube.com/watch?v=JTXo-8MEBaw

                • b.u.r.a.t.i.n.o Re: Buratino! 25.04.12, 00:36
                  pierzchnia napisał:

                  > kobieta.wp.pl/kat,132002,page,3,title,Eugenia-Herzyk-Nie-ma-sytuacji-bez-wyjscia,wid,14408356,wiadomosc.html
                  > Eugenię Herzyk uważam za bardzo mądrą babkę!
                  ------------------------------------------------------------------
                  No sam widzisz.
                  W tym tekcie, który podlinkowałeś, pani Eugenia zaczyna mówić z sensem.
                  Cytuję:
                  "Zwracam uwagę, że uzależniamy się od „miłości” - w cudzysłowie, która z prawdziwą miłością nie ma nic wspólnego."

                  I tak trzymać, pani Eugenio!



                  Pierzchnia,
                  infantylizmu się nie wstydź.
                  Ja na pewno jestem jeszcze bardziej zdziecinniały.
                  Byleśmy w swoim infantylizmie nie zapomnieli jak wiązać sznurowadła…
                  i kiedy pora skorzystać z toalety...
                  ;)


                  • pierzchnia Re: Buratino! 30.04.12, 20:28
                    Pani Eugenia pisze z sensem... , ale jej celem jest, jak pisze - miłość, która nie zapewnia niebiańskich rozkoszy...

                    "Przy wychodzeniu z każdego nałogu, także z nałogu "kochania za bardzo" najczęściej potrzebna jest pomoc, mało która kobieta sama daje sobie z tym radę. Tej pomocy trzeba poszukać – u psychoterapeuty, w grupach wsparcia, w lekturze książek. Całą swoją energię, którą do tej pory kobieta wkładała w związek i w swojego mężczyznę, powinna skoncentrować na swoim wyzdrowieniu.

                    Zdrowiejąc, kobieta odzyskuje do siebie szacunek i wiarę w swoje możliwości. Nabiera poczucia, że ma prawo do szczęścia. Zaczyna cieszyć się życiem. Uczy się też miłości do mężczyzny, takiej która nie uzależnia, a daje satysfakcję i stymuluje do osobistego rozwoju każdego z partnerów. Wyzbywając się marzeń o wielkiej, romantycznej miłości, znajduje tą prawdziwą i dojrzałą. Taką, która co prawda nie zapewnia niebiańskich rozkoszy, ale za to uwalnia od piekielnych męczarni. "

                    No, nie wiem...

                    "Czasami pytam moich studentów, z których wielu pragnie w przyszłości nieść
                    ludziom pomoc, co zaproponują — dajmy na to alkoholikowi — w miejsce „boga w
                    butelce"? Ich odpowiedzi zwykle nie wykraczają poza ramy wyznaczone przez
                    psychologię: „przystosowanie się do społeczeństwa", „radzenie sobie", „lepsze
                    wyobrażenie o sobie" itd. Wydaje mi się, że odpowiedzi te nie dotykają istoty
                    sprawy. Skoro możemy mieć boga w butelce, a przez jakiś czas nawet samemu być
                    bogiem, to dlaczego mielibyśmy zadowolić się czymś tak marnym, jak
                    przystosowanie się czy radzenie sobie? Kiedy już zasmakujemy transcendencji,
                    nawet tej złudnej, niełatwo potem zejść z powrotem na ziemię.
                    To samo można powiedzieć o doświadczaniu boga w strzykawce, boga w tabletce
                    LSD lub boga w rozwiązłym czy perwersyjnym seksie. Mogą one być szkodliwe
                    zarówno dla ciała, jak i duszy, lecz dostarczają intensywnych przeżyć, które
                    trudno znaleźć w życiu codziennym. Nie wyobrażajcie sobie (mówię moim
                    studentom, przyszłym pracownikom opieki społecznej i psychologom), że wasza
                    opieka i troska łatwo zastąpi wspólnotę z tymi bogami — nawet jeśli są to
                    tylko bogowie pogańscy."

                    Psychologiczne uwiedzenie
                    Kilpatrick William K.
    • wolfbreslau Re: Nałóg miłości 21.05.12, 12:47
      zasadniczo to nie lubie kobiet. boje sie ich, wkurzaja mnie itd etc . nawet do kuchni i sprzątanie sie nie nadaja / to taki kolokwializm jakby co /
      ale zyc bez kobiet ,ich urody, fochów, kaprysów, ciepła, zmysłowosci, tkliwości i szczebiotu bez sensu nie potrafie ....dziwne
      • aaugustw Re: Nałóg miłości 21.05.12, 17:20
        wolfbreslau napisał:
        > zasadniczo to nie lubie kobiet. boje sie ich, wkurzaja mnie itd etc . ...
        __________________________________________________________.
        Jeden taki takze sie skarzyl u doktora, ze ciagle slyszy glos kobiecy ale
        nikogo nie widzi... - A na zapytanie p. doktora czy zdarza sie to czesto,
        ten skarzacy odpowiedzial mu; Zawsze kiedy telefonuje do niej...! :-(
        A...
        • wolfbreslau Re: Nałóg miłości 21.05.12, 17:51
          szczerze mowiac nie dostrzegam zwiazku Twojej odpowiedzi z moim wpisem ...ale nie wnikam. nie pierwszy i nie ostatni raz nie wiem o czym piszesz, na jaki temat odpowiadasz, ani komu :-)))
          • aaugustw Re: Nałóg miłości 21.05.12, 18:06
            wolfbreslau napisał:
            > szczerze mowiac nie dostrzegam zwiazku Twojej odpowiedzi z moim wpisem ...
            > ... nie wiem o czym piszesz, na jaki temat odpowiadasz, ani komu :-)))
            ___________________________________________________________________.
            Nie przejmuj sie tym, ze nie wiesz... - Uderzylem tylko w stol...! - Ha, ha ha.. ;-)))
            A...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka