brula
20.07.12, 18:24
witam,
pisze poraz pierwszy, choc podczytuje forum juz od jakiegos czasu.
chcialam zebyscie pomogli mi spojrzec na prewne sprawy obiektywniej, niz sama jestem w stanie to zrobic.
jestem matka dwoch corek. 1.lat 4. druga lat 1,5.
od kiedy pamietam, w moim zyciu zawsze alkohol mial stale miejsce. raz pilo sie wiecej (wakacje, weekendy- byly sezony w ktorych przez 2 miesiace nie bylo dnia bez %- chocby malego piwa). niekiedy nie pilo sie nic- jak czas ciazy. i nie brakowalo wtedy tez niczego. ok- po klotni z mezem wzdychalam, ze dobrze by bylo na uspokojenie teraz wypic drinka.
mimo to nie czulam walki o to zeby tego nie zrobic. ciaza wiec jasna sytuacja.
maz pracuje na wiecznych delegacjach. ja jestem sama z dziewczynami w domu. nie pracuje. w ciagu dnia tez nie siegam po kieliszek. jednak wieczorem mam swoj rytual. kiedy dzieci juz spia, ja siadam z laptopem, conamniej 4-5 piwami i sie "relaksuje". nigdy nie pije w ciagu dnia. zaczelo sie lato, grille, znajomi. ilosc wypitego alkoholu znowu wzrosla. wczesniej nie zawracalam s obie tym glowy- bez dzieci wiele spraw jest nieistotnych, inne znowu wydaja sie wazne. po paru takich grillach zdarzylo mi sie, ze urwal mi sie film- nie potrafie powiedziec "stop" kiedy juz otworze pierwsze piwo. a kiedy po 2-3 butelce piwo sie konczy, siegam po to co akurat pod reka. nierzadko wodka.
zastanawiajac sie gdzie jest granica pomiedzy alkoholizmem a piciem dla zabawy, dla zrelaksowania sie odstawilam zupelnie moje wieczorne trunki.
6 dni temu. na zakupach lapie sie na tym, ze mam ochote wlozyc do koszyka szesciopak ale swiafomie tego nie robie.
czy ta "swiadomosc" juz powinna byc sygnalem, ze dzieje sie cos zlego? bo tak naprawde te 6 dni nie byly jakas mozolna walka, czasami pomyslalam o tym, ze fajnie by bylo po tym jak dzieczyny pojda spac usiasc nad piwem, ale nie cierpialam katuszy. jutro zaplanowany od dawna grill u nas w domu. 1. mysla bylo 2cholera, znowu bede musiala sie napic..." wiem, wiem... glupie... i idiotycznie sie czuje piszac to wszystko...