Dodaj do ulubionych

gdzie jest granica?

20.07.12, 18:24
witam,
pisze poraz pierwszy, choc podczytuje forum juz od jakiegos czasu.
chcialam zebyscie pomogli mi spojrzec na prewne sprawy obiektywniej, niz sama jestem w stanie to zrobic.
jestem matka dwoch corek. 1.lat 4. druga lat 1,5.
od kiedy pamietam, w moim zyciu zawsze alkohol mial stale miejsce. raz pilo sie wiecej (wakacje, weekendy- byly sezony w ktorych przez 2 miesiace nie bylo dnia bez %- chocby malego piwa). niekiedy nie pilo sie nic- jak czas ciazy. i nie brakowalo wtedy tez niczego. ok- po klotni z mezem wzdychalam, ze dobrze by bylo na uspokojenie teraz wypic drinka.
mimo to nie czulam walki o to zeby tego nie zrobic. ciaza wiec jasna sytuacja.
maz pracuje na wiecznych delegacjach. ja jestem sama z dziewczynami w domu. nie pracuje. w ciagu dnia tez nie siegam po kieliszek. jednak wieczorem mam swoj rytual. kiedy dzieci juz spia, ja siadam z laptopem, conamniej 4-5 piwami i sie "relaksuje". nigdy nie pije w ciagu dnia. zaczelo sie lato, grille, znajomi. ilosc wypitego alkoholu znowu wzrosla. wczesniej nie zawracalam s obie tym glowy- bez dzieci wiele spraw jest nieistotnych, inne znowu wydaja sie wazne. po paru takich grillach zdarzylo mi sie, ze urwal mi sie film- nie potrafie powiedziec "stop" kiedy juz otworze pierwsze piwo. a kiedy po 2-3 butelce piwo sie konczy, siegam po to co akurat pod reka. nierzadko wodka.
zastanawiajac sie gdzie jest granica pomiedzy alkoholizmem a piciem dla zabawy, dla zrelaksowania sie odstawilam zupelnie moje wieczorne trunki.
6 dni temu. na zakupach lapie sie na tym, ze mam ochote wlozyc do koszyka szesciopak ale swiafomie tego nie robie.
czy ta "swiadomosc" juz powinna byc sygnalem, ze dzieje sie cos zlego? bo tak naprawde te 6 dni nie byly jakas mozolna walka, czasami pomyslalam o tym, ze fajnie by bylo po tym jak dzieczyny pojda spac usiasc nad piwem, ale nie cierpialam katuszy. jutro zaplanowany od dawna grill u nas w domu. 1. mysla bylo 2cholera, znowu bede musiala sie napic..." wiem, wiem... glupie... i idiotycznie sie czuje piszac to wszystko...
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: gdzie jest granica? 20.07.12, 18:31
      Nie tylko ta świadomość , też ta:
      < po par
      > u takich grillach zdarzylo mi sie, ze urwal mi sie film- nie potrafie powiedzie
      > c "stop" kiedy juz otworze pierwsze piwo. a kiedy po 2-3 butelce piwo sie koncz
      > y, siegam po to co akurat pod reka. nierzadko wodka.>

      Tzw syndrom JESZCZE i JESZCZE - jest typowym objawem alkoholizmu.

      A gdzie leży granica?
      Przeczytaj uważnie
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,83726447,127226224,Re_Ryzykowne_picie_czy_alkoholizm_.html
      a potem zrób sobie te testy:
      www.alkoholizm.eu/?sel=testy
    • aaugustw Re: gdzie jest granica? 20.07.12, 18:40
      brula napisała:
      > ... zdarzylo mi sie, ze urwal mi sie film- nie potrafie powiedziec "stop" kiedy juz otworze pierwsze piwo. a kiedy po 2-3 butelce piwo sie konczy, siegam po to co akurat pod reka. nierzadko wodka.
      > zastanawiajac sie gdzie jest granica pomiedzy alkoholizmem a piciem dla zabawy
      > dla zrelaksowania sie odstawilam zupelnie moje wieczorne trunki.
      > 6 dni temu. na zakupach lapie sie na tym, ze mam ochote wlozyc do koszyka szesc...
      > czy ta "swiadomosc" juz powinna byc sygnalem, ze dzieje sie cos zlego? bo tak n
      > aprawde te 6 dni nie byly jakas mozolna walka, czasami pomyslalam o tym, ze faj
      > nie by bylo po tym jak dzieczyny pojda spac usiasc nad piwem, ale nie cierpiala
      > m katuszy. jutro zaplanowany od dawna grill u nas w domu. 1. mysla bylo 2choler
      > a, znowu bede musiala sie napic..." wiem, wiem... glupie... i idiotycznie sie c
      > zuje piszac to wszystko...
      ____________________________________________________.
      Nie czulabys sie "idiotycznie", gdyby wszystko z Toba bylo OK...!
      To co opisalas z cala pewnoscia jest juz sygnalem ostrzegawczym
      dla Ciebie, tym bardziej, ze potrafisz juz osiagac "zerwanie filmu".
      Ta przerwa 6 dni jest malutkim pryszczem... - Mocno zaawansowany
      juz w chorobie alkoholik potrafi robic przerwy i nie pic do jednego roku,
      zato kazdy jego powrot do picia konczy sie coraz to gorzej... - Gdzie jest
      ta granica - pytasz...? - Ona jest plynna i elastyczna... - Granicy tej,
      niestety nie mozna uchwycic...
      Jezeli nie masz problemu z nie piciem, po co myslisz o piciu...
      Nie tlumacz to "relaksowaniem", bo sama wiesz, ze to jest powolne
      dobijanie sie i w niczym to nie pomaga, wrecz przeciwnie - komplikuje...!
      A...
    • lelum3 Re: gdzie jest granica? 20.07.12, 19:40
      Nie pytaj o granicę, bo to indywidualna sprawa. Skoro jesteś zaniepokojona, coś jest nie w porządku. Daj sobie spokój. Pijesz podobnie do mnie; odzywa się już u Ciebie potrzeba alko w określonych warunkach. Zmykaj, ile sił w nogach!
      • kreska54 Re: gdzie jest granica? 20.07.12, 19:47
        Doceniam Twoje intencje Lelum3, ale jak Ty chcesz jej pomóc,
        skoro sama nie dajesz rady.
        Nie gniewaj się, ale to co napisałaś może spowodować,
        że autorka watku poczuje sie usprawiedliwiona:
        skoro Ty pijesz, to ja też mogę.

        Najpierw zajmij się sobą, zajmowanie się innymi
        to taka sama ucieczka jak picie.
        • lelum3 Re: gdzie jest granica? 20.07.12, 19:54
          Masz rację. Nieco mnie poniosło.

          Nic nie rozgrzesza picia, a tak trudno się z niego wyrwać.
          • kreska54 Re: gdzie jest granica? 20.07.12, 20:02
            lelum3 napisała:

            > Masz rację. Nieco mnie poniosło.>
            > Nic nie rozgrzesza picia, a tak trudno się z niego wyrwać.>

            Rozgrzesza - alkoholizm jest chorobą niezawinioną, nieuleczalną i śmiertelną.

            Wybacz, że nie będę dalej z Toba rozmawiać:
            jestem zwolenniczką poglądu, że rozmowa ma sens tylko z osobą trzeźwą.
            A Ty - sama Wiesz - dzisiaj nie jesteś - pisałaś on tym w sąsiednim wątku.



            • lelum3 Re: gdzie jest granica? 20.07.12, 20:12
              kreska54 napisała:

              > alkoholizm jest chorobą niezawinioną,
              ???
              Nawet ja nie jestem aż tak wyrozumiała:)
            • dobrakobieta3 Re: gdzie jest granica? 21.07.12, 21:20
              No właśnie, i tu mam problem, z którym sobie nie radzę...

              Spotykałam już parę rodzajów alkoholików/czek, ale ciągle jednak nie mogę się intelektualnie ani emocjonalnie pogodzić z tym, że alkoholizm "jest chorobą - niezawinioną, nieulczalną i śmiertelną". Znaczy, te dwa osatnie, oczywiście, tak - ale niezawinioną...?
              Od paru lat mam to tak blisko siebie, że coraz mniej jest mnie do tego w stanie przekonać...

              Przecież - jeśli nie mówimy o skrajnej patologii czyli np. dziecku zmuszanym od małego do picia przez rodzinę itp. - to wiele z pozostałych osób ROBI TO SOBIE NA WŁASNE ŻYCZENIE. Sami kupują alkohol, piją bo tak decydują, do późnego momentu nie chcą zmiany.
              Owszem, skłonności do uzależnienia mogą tu odgrywać istotną rolę - ale nadal: jeśli sami w siebie wlewają alkohol, czyja to jest wina???

              Wiem, że zaraz ktoś wyjedzie z dyrektywami WHO itd - ale mnie chodzi o ŻYCIE: tych, którzy na dokonują własnych wyborów do któregoś momentu (i piją) oraz tych, którzy to życie tracą przez tych pierwszych...czyli matki, żony, dzieci, rodzeństwo... Zawsze przecież w końcu przychodzi czas, że to wszyscy poza danym alkoholikiem muszą całe życie przestawić, aby przetrwać, nie zwariować, miec znowu na chleb, chronić rodzinę itd. A alkoholik ma to gdzieś - bo jest chory...

              Oczywiście, piszę to z niemocy - po prostu...
              Bo doszłam do ściany i przestaję wierzyć, że coś za nią jest.
              Znam drogi, sposoby, psychologiczne i psychiatryczne możliwości. Ale znam też scenariusz na kolejne dni, tygodnie, miesiące... aż znów wydarzy się coś, co się jeszcze nie wydarzyło... Ale stać się musi.
              Ale to nim się trzeba zajmować i go organizować - łudząc się, że może jednak teraz już da radę, bardziej się postara, zajdzie dalej... A kto się nami zajmie...? G...o prawda - jakoś nie trafiam na tych, co to niby tak całym rodzinom ręce podają - wszędzie urzędnicy, specjaliści, formaliści, pozoranci... Łatwo się "pomaga" tym, którzy sobie pomóc potrafią sami - jasne...
              • 7zahir Dobrakobieto3 22.07.12, 11:27
                Rozumiem Twoja rozgoryczenie , może to Cię przekona:
                forum.gazeta.pl/forum/w,176,127986503,127986503,Uzaleznienie_to_choroba_mozgu.html
                Co ( oprócz zdobycia wiedzy co można ) zrobiłaś ze sobą ,żeby wyjśc z tego życiowego splątania ?:
                www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/5260_wsp%C3%B3%C5%82uzale%C5%BCnienie_owini%C4%99ci_truj%C4%85cym.html
                • dobrakobieta3 Re: Dobrakobieto3 22.07.12, 14:09
                  zahir - dzięki, ale to takie totalne podstawy, że wiesz... Przecież pisałam, że tę wiedzę już mam: mam także (jak widać) dostęp do sieci i z niej korzystam... Dobrze wiesz, że nie o to chodzi.
                  Żeby wyjść zrobiłam już trochę - ja sobie radzę. Różnie bo różnie, ale ogarniam. Ale w rodzinie problem jest nadal i większość podawanych tu rad czy przypadków nijak nie pasuje do naszego, więc i przełożenie jest kiepskie. Nie szukam cudownej metody ani tabletki, bo jej zwyczajnie nie ma - ale 95% całej tej specjalistycznej demagogii, pisanina tutaj również dotyczą osób, które jednak mieszczą się w jakichś minimalnych ramach i wystaje im z bagna chociaż czubek nosa. Mój brat w zasadzie jest życiowo i alkoholowy tak pogrążony, że wszelkie poradnictwo opuszcza bezradnie ręce...
                  To czemu w takich przypadkach nie przyznać - rodzinie, jemu samemu, społeczeństwu - że dla "takich" to już nie mamy oferty? Po co mamienie, że jest tyle miejsc, ośrodków, specjalistów - skoro odbiajmy się od miesięcy od ściany niemożności? On chce, do tego już doszedł - ale w jego stanie bezradność to jedyna przyjaciółka. A więc za tym idzie beznadzieja i niewiara, brak sił...
                  Frustrujące jest też tak rozbieżne podejście ewentualnych psychologów/lekarzy: jeden radzi odrzucić alko, drugi absolutnie prycha na takie podejście. Oczywiście, że i tak my jako rodzina musimy stosować własne próby, ale skoro już do nich się zwracamy, czemu tak skrajnie różni się rada jednego od drugiego? Przecież widzą pacjenta i powinni chociaż spróbować dopasować coś akurat do danego przypadku, jego osobistej historii - a tego kompletnie mi zabrakło. Każdy cytuje tylko (wybacz - ale jak Ty właśnie) standardowe definicje...
                  A co, jeśli matka alko albo on sam nie mają wyższego wykształcenia i trzeba docierać do nich innym chociażby słownictwem i shcematem niż do innych rozmówców? Ano nic - kompletna ignorancja i pogrążanie tychże, bo "specjalista" jest nauczony jedynie dialogu z "wykształciuchami"... Bez obrazy, ale takie właśnie są moje doświadczenia i dlatego znowu się zastanawiam, co dalej...


                  • 7zahir Re: Dobrakobieto3 22.07.12, 21:18
                    Czy to znaczy, że prowadzicie go za rączkę od psychiatry do psychiatry?????

                    Dla " takich" jest mnóstwo ofert,
                    i to od "takich" zależy czy wydostana się z tego bagna.

                    Niestety Ci " tacy" manipulując rodziną - tak jak Twój brat Tobą - obwiniają wszystkich i wszystko wokół za swoje niepowiedzenie, żeby miec usprawiedliwienie dla swojego picia.

                    Rozbawiłaś mnie tym absurdalnym zarzutem :

                    A co, jeśli matka alko albo on sam nie mają wyższego wykształcenia i trzeba doc
                    > ierać do nich innym chociażby słownictwem i shcematem niż do innych rozmówców?
                    > Ano nic - kompletna ignorancja i pogrążanie tychże, bo "specjalista" jest naucz
                    > ony jedynie dialogu z "wykształciuchami"...

                    O takiej manipulacji alkoholika jeszcze nie słyszałam :-)))
                    • dobrakobieta3 Re: Dobrakobieto3 22.07.12, 22:18
                      zahir - i właśnie dlatego (patrz: większość Twoich wypowiedzi plus ostatnia) nie masz pojęcia, czego naprawdę dotyczą formułki i definicje, które wciąż przytaczasz... A Twoje rady są nieprzydatne, jałowe.
                      Ja nie pytam o diagnozę (którą tak szybko podjęłaś) - bo ją znam.
                      Szukam natomiast wsparcia - a skoro o takim nie słyszałaś, nie ma potrzeby włączania się w pisaninę.
                      Kogo próbujesz bronić - siebie czy rzeszy "specjalistów"...?
                      Niewiele widocznie widziałaś poza własnym nosem - to po co się mądrzyć...?

                      No, wybitnie pomocna jesteś, nie powiem:)
                      • 7zahir Re: Dobrakobieto3 23.07.12, 08:16
                        Jak mogę Ci pomóc, skoro Ty wszystko Wiesz?
                        • 7zahir Re: Dobrakobieto3 23.07.12, 08:25
                          7zahir napisała:

                          > Jak mogę Ci pomóc, skoro Ty wszystko Wiesz?>

                          Wiesz zatem, że wsparciem dla rodziny alkoholika jest Al Anon,
                          a dla alkoholika AA.
                          • dobrakobieta3 Re: Dobrakobieto3 23.07.12, 21:08
                            No, zaiste, oświeciłaś mnie. Prosto z googli. Extra.

                            Ale osobiście nie wierzę w pomoc od kogoś, kto tylko całe życie skupia się na własnym ego. Ja potrzebuję czegoś więcej.
                            • 7zahir Re: Dobrakobieto3 24.07.12, 09:49
                              dobrakobieta3 napisała:

                              > No, zaiste, oświeciłaś mnie. Prosto z googli. Extra.>

                              Ty z googli, ja z własnego doświadczenia.

                              > Ale osobiście nie wierzę w pomoc od kogoś, kto tylko całe życie skupia się na w
                              > łasnym ego. Ja potrzebuję czegoś więcej.>


                              Za słowami " osobiście nie wierzę " najłatwiej ukryć niechęc do jakiegokolwiek działania.
                              AA i Al Anon mają wieloletnią tradycje i sukcesy w pomocy uależnionym.

                              Jednak mało Wiesz na temat uzależnienia.
                              • dobrakobieta3 Re: Dobrakobieto3 24.07.12, 18:55
                                zahir, czytaj zanim napiszesz....

                                Ty mnie zarzucasz niechęć do jakiegokolwiek działania...? A w poprzednim poście wyraziłaś święte oburzenie, że wszystko robię za kogoś i latam od psychiatry do psychiatry... Zdecyduj się w końcu: lepiej faktycznie czekać na mannę z nieba czy tak latać i szukać, próbować???

                                Nie oceniasz niczyjej "wiedzy" na temat uzależnienia - to w tym tym miejscu zaprzeczasz elementarnym, akurat niezwykle cennym wartościom AA: "nie oceniamy". Ty to robisz natomiast na każdym kroku. Nie będę się z tobą licytowała na "wiedzę". Ty natomiast - jako że sama jesteś alkoholiczką - nigdy nie zrozumiesz bólu tych, którzy mają osobę bliską-alkoholika. Bo to Ty jesteś najbardziej pokaleczona, Ty jesteś bohaterką, Ty jesteś namaszczona swoim doświadczeniem. I niech tak dla Ciebie zostanie.

                                Moje rozgoryczenie wynika m. in. właśnie z tego, że już odbiłam się od tych wszystkich cudnych organizacji i namiarów, które polecasz. Nie neguję, bo nie znam - ale zdziwił mnie brak empatii, zatrzymania, nieschematycznego myślenia... I przypadek niech się sami ogarnia...

                                Ale nie oceniaj, bo zostałaś już oceniona...
                                • 7zahir Re: Dobrakobieto3 24.07.12, 19:06
                                  Moglabym równie grzecznie jak Ty odpisac Ci : czytaj ze zrozumieniem,a nie z nastawieniem,
                                  ale do czego takie pisanie prowadzi?

                                  Rozumiem Twoje rozgoryczenie , jednak dalsza nasza rozmowa mija się z celem.
              • boja55 Re: gdzie jest granica? 24.07.12, 08:38
                Dobrakobieto przeczytałem wszystko co napisałaś i rozumiem Cię.Osoba współuzależniona zawsze będzie widziała zło po drugiej stronie.Dla mnie też sformułowanie że alkoholizm jest chorobą niezawinioną było nie bardzo do przyjęcia , było to jak gdyby zbyt proste usprawiedliwienie się z mojego picia.Ale tak jest , bo jest coś takiego jak obsesja picia.Jak mawiał nasz były Prezydent "nie chcem , ale muszem".Nie znam osobiście , ani nie słyszałem o nikim co na własne życzenie został alkoholikiem , kto tego chciał.Naukowe stwierdzenia i formułki do mnie nie przemawiają , ale tak normalnie , po ludzku przyznałem się i zaakceptowałem to że jestem alkoholikiem , swoją bezsilność wobec alkoholu i to że nie ja tylko alkohol kierował moim życiem.Do tej akceptacji potrzebne było mi dużo czasu i pragnienie niepicia.
                Żaden specjalista,psycholog,psychiatra czy terapeuta nie pomoże osobie która takiej pomocy nie chce.Czy zwracałaś się już o pomoc do terapeuty alkoholika ?
                • dobrakobieta3 Re: gdzie jest granica? 24.07.12, 19:04
                  Boja, dzięki.
                  Ty raczej piszesz o poczuciu winy a ja o premedytacji - dochodzimy na końcu do podobnego, ale jednak ta różna strona barykady diametralnie determinuje moje i Twoje uczucia.

                  Wiesz co, na przykład na dziś to ja mam w d... czy to jest zależne lub niezależne od danego człowieka. Nie mam siły ani czasu (teraz) na filozofię. Mam człowieka w ostatniej fazie alkoholizmu, który rujnuje życie raz że sobie, dwa - całej rodzinie. Skoro to tylko jego problem i w SOBIE powinien znaleźć tę zgodę i sposób na przetrwanie, to czemu cały system zmusza nas - niczemu niewinnych, nie mających na niego wpływu, dotychczas zdrowych ludzi? Czemu system - nie wspierając przypadku - pozwala na pogrążanie innych osób, skoro tyle się pisze o pomocy łańcuchowej w takich przypadkach?
                  Trochę wątpię, że można zrobić więcej i lepiej niż to, co zrobiliśmy do tej pory... Wiem, że to on musi się ze wszystkim zmierzyć. Ale czemu naszym kosztem...?
                  Mnie jest wszystko jedno, czy się przyzna przed kimkolwiek czy jest silny czy bezsilny wobec picia - dla każdego źródło determinacji może być totalnie różne. Tylko jak i gdzie iść z przypadkiem beznadziejnym???????

                  boja55 napisał:

                  > Dobrakobieto przeczytałem wszystko co napisałaś i rozumiem Cię.Osoba współuzale
                  > żniona zawsze będzie widziała zło po drugiej stronie.Dla mnie też sformułowanie
                  > że alkoholizm jest chorobą niezawinioną było nie bardzo do przyjęcia , było to
                  > jak gdyby zbyt proste usprawiedliwienie się z mojego picia.Ale tak jest , bo j
                  > est coś takiego jak obsesja picia.Jak mawiał nasz były Prezydent "nie chcem , a
                  > le muszem".Nie znam osobiście , ani nie słyszałem o nikim co na własne życzenie
                  > został alkoholikiem , kto tego chciał.Naukowe stwierdzenia i formułki do mnie
                  > nie przemawiają , ale tak normalnie , po ludzku przyznałem się i zaakceptowałem
                  > to że jestem alkoholikiem , swoją bezsilność wobec alkoholu i to że nie ja tyl
                  > ko alkohol kierował moim życiem.Do tej akceptacji potrzebne było mi dużo czasu
                  > i pragnienie niepicia.
                  > Żaden specjalista,psycholog,psychiatra czy terapeuta nie pomoże osobie która ta
                  > kiej pomocy nie chce.Czy zwracałaś się już o pomoc do terapeuty alkoholika ?
                  • boja55 Re: gdzie jest granica? 25.07.12, 00:17
                    Rozumiem i widzę , że doszłaś do ściany o którą wszystko się rozbija.Wiem też z własnego doświadczenia , a raczej doświadczenia mojej żony , że człowiek współuzależniony po zetknięciu się z taką ścianą ma pretensje do Boga , całego świata.Nie wiem , bo o tym nie piszesz , ale czy próbowałaś już "twardej miłości".Wiem że dla najbliższej osoby wyda się to nieludzkie , bez serca, ale to jest metoda która może przynieść efekty.Może , choć wcale nie musi.
              • ta_ruda Re: gdzie jest granica? 30.07.12, 18:09
                tak, alkoholizm jest choroba na ktora sie zaprocowywuje; tak jak np zaprocowac trzeba zeby sobie skrecic kark skakajac z 2 pietra i wiedzac czym taki skok moze sie skonczyc;

                jedyna rada na alkoholika jest twarda milosc czyli pozostawienie alkoholika samemu sobie nba 100% - niech sam odpowiada za swoje wlasne czyny; choc oczywiscie i to nie musi zadzialac.


                wiem tez ze alkohol to narkotyk i jakie
                dobrakobieta3 napisała:

                to wiele z pozostałych osób ROBI TO SOBIE
                > NA WŁASNE ŻYCZENIE. Sami kupują alkohol, piją bo tak decydują, do późnego mome
                > ntu nie chcą zmiany.
                > Owszem, skłonności do uzależnienia mogą tu odgrywać istotną rolę - ale nadal: j
                > eśli sami w siebie wlewają alkohol, czyja to jest wina???
                >
                > Wiem, że zaraz ktoś wyjedzie z dyrektywami WHO itd - ale mnie chodzi o ŻYCIE: t
                > ych, którzy na dokonują własnych wyborów do któregoś momentu (i piją) oraz tych
                > , którzy to życie tracą przez tych pierwszych...czyli matki, żony, dzieci, rodz
                > eństwo... Zawsze przecież w końcu przychodzi czas, że to wszyscy poza danym alk
                > oholikiem muszą całe życie przestawić, aby przetrwać, nie zwariować, miec znowu
                > na chleb, chronić rodzinę itd. A alkoholik ma to gdzieś - bo jest chory...
                >
                > Oczywiście, piszę to z niemocy - po prostu...
                > Bo doszłam do ściany i przestaję wierzyć, że coś za nią jest.
                > Znam drogi, sposoby, psychologiczne i psychiatryczne możliwości. Ale znam też s
                > cenariusz na kolejne dni, tygodnie, miesiące... aż znów wydarzy się coś, co się
                > jeszcze nie wydarzyło... Ale stać się musi.
                > Ale to nim się trzeba zajmować i go organizować - łudząc się, że może jednak te
                > raz już da radę, bardziej się postara, zajdzie dalej... A kto się nami zajmie..
                > .? G...o prawda - jakoś nie trafiam na tych, co to niby tak całym rodzinom ręce
                > podają - wszędzie urzędnicy, specjaliści, formaliści, pozoranci... Łatwo się "
                > pomaga" tym, którzy sobie pomóc potrafią sami - jasne...
              • croyance Re: gdzie jest granica? 04.08.12, 21:09
                Nie pisze na tym forum, ale przeczytalam ten watek i postanowilam sie wtracic.

                Zaden czlowiek nie chce byc alkoholikiem ani narkomanem, zaden nie chce byc chory, i nikt - nikt - swiadomie 'na wlasne zyczenie' nim nie zostaje. Dokladnie tak samo, jak zadna kobieta swiadomie nie chce miec meza, ktory ja bije, a jednak sporo kobiet 'na wlasne zyczenie' w takiej sytuacji sie znajduje.

                Jesli czlowiek jest w sytuacji, ktora definitywnie mu szkodzi, i ktorej swiadomie by dla siebie nie wybral, to IMO nie jest to sytuacja wyboru. Ludzie pija z roznych powodow, najczesciej jest to coping mechanizm pozornie rozwiazujacy inne problemy: jakby mieli inne narzedzie radzenia sobie z nimi, to by na pewno ich uzyli. Ale nie maja, i jedyne narzedzie jakie im zostaje, jest destruktywne.

                To troche jak z samobojstwem - zdecydowanie jest to samodzielna decyzja i nie jest tak, ze samobojstwo sie komus ot tak przydarza. Jesli jednak ktos skacze z dachu, to nie dlatego, ze lekkomyslnie dokonal takiego wyboru, tylko dlatego, ze wyczerpal wszystkie inne mozliwosci i tylko takie rozwiazanie wydaje mu sie dostepne.

                To, ze czlowiek samodzielnie siega po butelke i nie jest z zewnatrz do tego przymuszany nie oznacza jeszcze, ze ma wybor - dokladnie tak samo, jak anorektyczka nie moze 'po prostu zaczac jesc' (w koncu nikt jej na sile nie glodzi).
    • bananarama-live Re: gdzie jest granica? 20.07.12, 21:26
      Moim zdaniem, jesteś już uzależniona. W tym co napisałaś jest sporo informacji, świadczacych o tym.
      • brula dziekuje 22.07.12, 02:32
        z calego serca za wasze odpowiedzi. za linki podane... dla mnie normalne bylo to, ze chowam puste butelki, bo po co awantura w domu...?
        normalnym bylo domieszac do butelki w barku wody- niech maz nie zauwazy- po co mi te dyskuje.
        przeciez nic sie nie dzieje...
        potrafie wylac niedopitego drinka bo czuje, ze za duzo. ale potrafie wlac w siebe tez tyle, ze nie wiem jak przebiegal wieczor w ktorym uczestniczyxlam.
        po dzisiejszym wieczorze u nas wiem, ze mam problem. wedlug waszych kryteriow MAM.
        nie wypilam jeszcze nic, ale teraz czuje ta walke... i bardzo chce teraztego drinka...
        tego ktorzy wszyscy mieli bedac u nas, a z ktorego ja zrezygnowalam...
        idiotyczne poczucie niesprawiedliwosci!!!
        powiedzialam mezowi o moich obawach, tak subtelnie...
        uslyszalam tylko, ze jaja sobie robie. i przeciez nie pilam bedac w ciazy. i skoro widze problem, to "nie pij".
        bagatelizowalam to wszystko chyba za bardzo...
        dom wysprzatany, dzieci zadbane, obiad na stole, pranie zrobione...
        a to, ze siedze wlasnie po tym miedy goscie poszli i zza laptopa zoladkowa sie do mnie usmiecha... i chyba konczac to pisac napije sie, mimo, ze nie chce... ze wiem, ze nie powinnam... ze juz od 2 godzin tak siedze... i niewiedzac co ze soba zrobic zeby nie nalac jednego malutkiego drinka zaczelam tu pisac... cholera... to przeciez nic nie znaczy w porownaniu z tym ze w ciagu dnia od zawsze dzialam bezblednie.....
        • 7zahir Re: dziekuje 22.07.12, 11:40
          brula napisała:

          <zza laptopa zoladkowa sie do mnie usmiecha... i chyba konczac to pisac napije sie, mimo, ze nie chce... ze wiem, ze nie powinnam..>

          Roześmiałam się czytając te słowa........... bo pamiętam identyczna walkę z samą sobą :-)

          Na terapii dowiedziałam sie czym sa wyzwalacze :
          To wszystko to co kojarzy nam się z alkoholem mogą to być miejsca gdzie piliśmy,widok alkoholu na półce w sklepie, jego zapach,nawet przypadkowe trzymanie w ręku butelki,kieliszka,leki na spirytusie,kontakt z osobami pod wpływem alkoholu.
          Ważne są też emocje radość, stres,poczucie osamotnienia to może zadziałać na naszą podświadomość i doprowadzić do głodu alkoholowego.

          forum.gazeta.pl/forum/w,176,70246082,70489336,wyzwalacze_choroby_alkoholowej.html
          A ty tę butelkę miałaś przed oczami :-)
          • lelum3 Re: dziekuje 22.07.12, 12:12
            7zahir napisała:

            > Ważne są też emocje radość, stres,poczucie osamotnienia to może zadziałać na na
            > szą podświadomość i doprowadzić do głodu alkoholowego.
            To chyba wyemigruję na Księżyc, tam będę mieć spokój :)))
            Rzecz chyba nie polega na unikaniu problemu, a na radzeniu sobie, choćby z emocjami, które ciągną pod wodę. Czy sama sobie radzę? Wojuję.
            • 7zahir Re: dziekuje 22.07.12, 12:42
              lelum3 napisała:

              > 7zahir napisała:

              > Rzecz chyba nie polega na unikaniu problemu, a na radzeniu sobie >

              Unikanie wyzwalaczy to tak jak unikanie czegoś na co jestesmy uczuclenim
              bo wiemy, że nam szkodzi.

              W sferze emocjonalnej - świadomość co wyzwala głód alkoholu w uzależnionym umyśle,
              pomaga w samoobserwacji i zatrzymaniu na poczatku tzw "nakręcania się",
              powodującego w efekcie ból emocjonalny, który w pijanym życiu znieczulał alkohol.

              Na terapii i mityngach można dowiedzieć się jak to robić - jak nie dopuszczać do emocjonalnego tajfunu.
              • lelum3 Re: dziekuje 22.07.12, 12:48
                7zahir napisała:

                > W sferze emocjonalnej - świadomość co wyzwala głód alkoholu w uzależnionym umyś
                > le,
                > pomaga w samoobserwacji i zatrzymaniu na poczatku tzw "nakręcania się",
                > powodującego w efekcie ból emocjonalny, który w pijanym życiu znieczulał alkoho
                Ja to wszystko rozumiem, nie umiem jednak zastopować. "Leczę" się alko.
                Należę do pijanych nawet wtedy, gdy nie piję.

                > Na terapii i mityngach można dowiedzieć się jak to robić - jak nie dopuszczać d
                > o emocjonalnego tajfunu.
                Tego chyba najbardziej mi trzeba.
                • miskolaj Re: dziekuje 23.07.12, 10:29
                  to wyzwalaczy jest mnoswto, spedzialam sobote z pijanymi ludzmi (nie do konca z wyboru) i nie napislam sie, ale wlaczyly mi sie inne pijackie zachowania, z czasu kiedy pilam, nie czuje sie jakos zle, nie mam głodu,czuje spokoj, ale ryzyko bylo duze, czulam sie okropnie nie swojo i nadal sie czuje, jestem poza domem do srody, tesknie za moimi mitingami, na szczescie dzwonie i pisze do moich aaowco i oni dzwonia i pisza jakby na zmiane:) to jest potrzebne ten kontakt duzo mi daje, czuje sie spokojna ze oni sa, ze ich mam, ze jakby jestem bezpieczna w tym swoim nowym siwecie, ktory dopiero zaczynam budowac, decyzja o nie piciu to byla najlepsza moja decyzja w zyciu.....
                  • ta_ruda Re: dziekuje 30.07.12, 18:30
                    a mozesz podac przyklady jakie te zachowania byly?
                    miskolaj napisała:

                    ale wlaczyly mi sie inne pijackie zachowania,
    • frida_nowa Re: gdzie jest granica? 06.08.12, 15:14
      brula...

      tak jak TY kiedyś podczytywałam, pisałąm i myślałam, że to głupie. Ale dobrze ze piszesz! i ze sie zastanawaisz, od tego trzeba zacząc i teraz działać!

      sama mam 2ke dzieci, teraz chłopcy mają 5,5 i 2,5. Nie ipję od 4 miesięcy. Poszłam na terapię. i Teraz zajmuję się też sobbą, bo nikt inny się mną nie zajmie, jak sama tego nie zrobię. Myślałąm parę lat, aaaa nie mam czasu, dam sobie radę, najpierw zajmijmy sie problemem męża Uzależnienie od marichuany), a ja sobie poradze...i jakoś sobie nie poradziałam, było coraz gorzej. nie mogłąm przerwać ciągu picia, myślałam, ale i tak kupowałam alkohol. Zastanawiałam sie jak Ty czy mam problem??? a moze nie mam? Wieczorami tak jak Ty piłam, dużo po kryjomu, przelewałam, chowałam, ukrywałam....

      wiem, ze cięzko Ci napenno z małymi dziećmi. Ale Wiem też, że picie alkoholu w formie....odstresowania od codzienności prowadzi donikąd....i nie rozwiązuje żadnych problemów. Daje chwilową ulgę, ale jakim kosztem!

      Teraz czuję o 1000 Kg mniejszy ciężar na sobie! zajmuję się sobą, ....i dziećmi też. Ale pamiętaj ze TY TEŻ JESTEŚ WAZNA. Zadowolona Mama to szczęśliwe dzieci.
      Jeśli zastanawiasz się już czy nie masz problemu, zrób test, on też ci "trochę" powie...
      zeby mieć prblem z alkoholem nie trzeba być "w rynsztoku" czy pod budką z piwem....na terazpię przychodzą naprawdę rózni ludzie od (nieurażając nikogo ozywoście) dyrektorów, po Mamy z dziećmi, mechaników, sprzedawców....

      Lepiej przestać pić, jest wtedy lepiej i na duszy i na sercu.

      Trzymam za Cebie kciuki!!!!!!!!!!
      • frida_nowa Re: gdzie jest granica? 06.08.12, 15:17
        aha...
        i jeszcze jedno...
        napisałaś "to przeciez nic nie znaczy w porownaniu z tym ze w ciagu dnia od zawsze dzialam bezblednie..... "

        też ytak myślałam....nikt by sie pomnie, perfekcjonistce, nie spodziewał....TY PIJESZ? NIE>>>TO NIEMOŻLIWE...
        a jednak możliwe i na;ezało stawić temu czoła i powiedzieć NIE.
        nie pije.
        Tobie też tego życzę. Można. uwierz mi.
        Wiem, ze nie mam wielkiego stażu, ty "tylko" i "aż" 4 miesiące, ale pisze bo wiem co czujesz.
        i zyczę ci poczuj sie lepiej jak ja.

        Frida
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka