szacki
25.12.12, 12:16
Już przed świętami ułożyłem sobie plan działania. Najpierw wigilia u rodzinki a potem szybka ewakuacja i wielkie kilkudniowe ćpanie ze znajomkami u kogoś na chacie. Wszystko dopiąłem na ostatni guzik, łącznie z urlopem i załatwieniem leków na zejście. Jednak im bliżej sylwestra tym bardziej zaczynam się łamać czy warto. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem tak rozdarty. Z jednej strony cholernie szkoda mi 3 miesięcy tak ciężko wypracowanej abstynencji, z drugiej chęć oderwania się od rzeczywistości i zabawy w gronie starych znajomych jest trudna do odepchnięcia. Zamiast skupić sie na przeżywaniu świat to ja siedzę i sie zadręczam, nakręcam, wyłączam i koniec końców nic z tego nie mam. Alternatywą dla moich niecnych planów jest świetowanie Nowego Roku w gronie ludzi z AN- czyli ze skrajności w skrajnośc. Chwilami pomysł wydaje mi sie fantastyczny ale po przemysleniu w panice wycofywac sie z niego majac przed oczami wizje najnudniejszych godzin w swoim zyciu. Mysl ze siedze o suchym i trzezwym pysku w momencie gdy gdzies tam mpje ziomki wciagaja i pala blanty bawiac sie w najlepsze mnie przeraża. Próbuje sebi wyobrazic jak to bedzie gdy ockne sie po kilku dniach ciagu, wykonczony, zmuszony wskoczyc ponownie na zwykłe tory i ruszyć do roboty i ten obraz mnie troche hamuje, bo wiem z autopsji jaka to jest lipa jak czlwoiek wtedy wyglada i jak sie czuje, ale kurcze w sumie okazja kiedy sie ma wolne kilka dni pod rzad nie trafi sie znow tak szybko, zreszta przeciez nie cpam i nie pije juz 3 miesiace wiec mi sie cos od zycia nalezy. Z tego wszystkiego zaczalem znowu faszerowac sie rolkami zeby spac i nie myslec. Do sylwestra to sie chyba zdaze zadreczyc na smierc.
Jakie macie plany na 31? ktos z Was tez ma taka hustawke? Moze zrobie impreze u siebie, wpadnie ktos?