beka.smiechu-w.sali.obok
12.08.15, 21:58
Przyznaliśmy, że staliśmy się bezsilni wobec nikotyny- że przestaliśmy kierować własnym życiem.
Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.
Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.
Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od tych wszystkich wad charakteru.
Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków, staraliśmy się nieść to posłanie innym nikotynistom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
Papierosy to nalog taki jak alkohol czy narkotyki. Niektorzy mowia, ze gorszy- w koncu na przerwach mityngow AA wielu uczestnikow wychodzi na 'dymka'. Wyglada na to, ze pomimo pokonania alkoholizmu, albo innych narkotykow- nikotynizm jest ponad ich sily.
Podejscie do leczenia nikotynizmu jest jednak zupelnie inne niz przy innych uzaleznieniach. Nikotynista nie musi do konca zycia mowic o sobie, ze 'trzezwieje' i ze jest palaczem. Nie mowi o sobie 'Janek, palacz' przy zadnej okazji. Nie musi robic rozrachunku moralnego, wynajdywac wad, ktore spowodowaly, ze zaczal palic. Nie musi miec sily wyzszej. Nie musi robic listy osob, ktore skrzywdzil, ani im zadoscuczyniac. Nie musi medytowac ani niesc poslania.
Pytanie naturalne pojawia sie- dlaczego?
Oczywiscie, pierwsza riposta bedzie porownanie 'typowego' alkoholika czy narkomana do nikotynisty- bo wiadomo, alkoholi, jak pije to bije, kradnie, gwalci. Ale gdyby odlozyc na bok bzdurne zalozenie, ze kazdy alkoholik/narkoman jest taki sam (nikt nie mowi tak o palaczach) i zalozyc, ze istnieja alkoholicy (a tacy istnieja na pewno), ktorzy pija w czterech scianach, nie bija, nie demoluja, nie okradaja, nie zebrza- to pytanie staje sie alarmujace.
Jakby tak pogrzebac, to tez moznaby sie dobrzebac. Nikotynista 'kradnie'- bo przepala rodzinne pieniadze. Nikotynista krzywdzi rodzine, ktora sie martwi o jego palenie. Nikotynista jest egoista, bo tak jak alkoholik nawalony psuje impreze, tak palacz smrodzi, smierdzi, zatruwa biernych palaczy. Nikotynista tez zyje w zaklamaniu, tez racjonalizuje, tez umniejsza, tez minimalizuje straty.
A jednak- nie jest obowiazany do zmiany swiatopogladu i jako ex-palacz nie musi stawac sie z ateisty wierzacym. Nie musi naprawiac krzywd. Nie musi naprawiac swojego charakteru do smierci.
Nie musi tez chodzic na spotkania z bylymi eks-palaczami, nie mowi mu sie, ze w kazdej chwili moze zapalic jak nie bedzie na nie chodzil, nie zyje w przekonaniu ze jest 'jedno wdmuchniecie od upadku'. No nie, tutaj akurat jest jedyny element, ktory laczy- ex palacz wie, ze nie moze zapalic jednego, bo za nim pojdzie wiecej.
Ale poza tym, to sa dwa rozne swiaty.