Dodaj do ulubionych

tysiąc godzin na kozetce

11.10.16, 21:21
zapomniałem już jak to jest być uzaleźnionym, chorym i cierpiąym. Niegdyś byłem w stanie dać duzo zeby o tym zapomnieć, dziś płacę żeby sobie przypomnieć. Życie bywa przewrotne. Wielebny dwa razy w tygdniu zmuszony jest słuchać moich wynurzeń na temat czarnej terazniejszosci i jeszcze czarniejszej przeszłości. Płacę wiec dostaję nadzieję na lepsze jutro. Pakiet NFZ tego nie obejmuje. Ale przynajmniej mam zniźkę na psychotropy.
Z tego da sie wyjsc ale wymaga to kur...ewsko duzo samozaparcia. Wpadłem na to ze trzeba odwrócić mechanizm uzeleżnienia. To tak jak puścić taśmę filmową od tyłu. Działa. Zauwazłem jak wszystko jest ze soba powiazane jak samo nie cpanie nic nie zmienia. mozna nie cpac a dalej tkwic w narkomanii po uszy a mozna zajarać jointa bez strachu przed nawrotem. Najgłupsze co mozna zrobic to sie zazekac ze juź nigdy. Pierdu pierdu pamietajcie tasma sie kręci - da sie wrocic do stanu sprzed nałogu ale to wymaga pracy, całkowitej zmiany sposobu myślenia . nie dajcie sobie wkrecać kitu terapeutom którzy zatrzymali sie na czasach Kotańskiego. nie zamykajcie sie w osrodkach uzaleznien opartych na spolecznosciach. To nie działa. sprawdziłem. Opracowałem własny plan terapii opartej na podnoszeniu własnej wartości poprzez rozwój osobisty. opłaciło sie. polecam
Mikołaj Szacki
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: tysiąc godzin na kozetce 12.10.16, 11:40
      Witaj Szacki, dawno cie tu nie bylo i zrazu widze, ze faktycznie, jakis tam postep u ciebie nastapil, ze np. nie piszesz juz w srodku nocy... - Nie o dobrych jednak twoich stronach chce tu pisac, lecz o tych innych, ktore sprzyjaja wlasnie temu, ze ty mocno jeszcze tkwisz w tym gownie...!
      Dlugie lata juz odwiedzasz tego swego wielebnego, z tego mozna stac sie tylko przeterapeutyzowanym.
      Mowisz, ze opracowales, (cyt.): "... własny plan terapii opartej na podnoszeniu własnej wartości poprzez rozwój osobisty." - Nie wymysliles tym koła od nowa. Juz od dawna wiadomo, ze roznica miedzy terapia a (np.) Mityngami dla anonimowych narkomanow (AN) polega na tym, ze ci pierwsi (terapie) podnosza te wartosci "EGO", a ci drudzy (Mityngi) temperuja to wlasne EGO. Ty obecnie jestes w tym swoim rozwoju osobistym na etapie, tzw. "nadetego EGA", (ktore kazdy uzalezniony pieczolowicie pielegnuje, inaczej by zwariowal), to widac u ciebie chociazby na pouczaniu nas o tym czego nie mozemy robic, a co powinnismy... - Mialem tak samo, po pierwszej mojej terapii. Bylem mundry, jak cholera, nie zauwazylem tylko jednego, ze moj rozum - w pojedynke - juz raz doprowadzil mnie do katastrofy, ledwo zeslizgnalem sie grabarzowi z lopaty. Po 5,5 roku wrocilem do nalogu...
      Dopiero to lustro innych - w grupie - pozwolilo mi, jak temu wychylonemu wahadlowi powrocic z tego nadetego EGA do rownowagi - do pokory, ktora jest niezbedna do zapoczatkowania abstynencji, a potem trzezwosci i rozwoju osobistego oraz szczesliwego powrotu do spoleczenstwa... - Dopiero wtedy osiagniety zostaje ten punkt neutralny, w ktorym nastepuje Rozwój (przez duze "R"), wtedy takze dopiero zauwazylem, ze nie ma sie czym chwalic, bo przeciez ja dopiero powrocilem do tej "normalnosci", jak i wszyscy inni, ci "normalni" ludzie (rodzina, praca, przejecie obowiazkow i dojrzalosci na siebie, podejmowanie decyzji i branie odpowiedzialnosci za nie, sluzba innym, etc...).
      I nie mow mi tu, ze to co tobie pomaga, musi pomoc innym, bo takimi radami mozesz tego "innego" dobic. Np. ta twoja odzywka o "samozapaciu kur...kim". Przeciez to nawolywanie do walki z samym soba...! - Jak dlugo mozna walczyc z samym soba...!? - Przeciez to tylko kwestia czasu, kiedy oslabniesz i przegrasz (zawsze...!). Kluczem tym jest poddanie sie - bez walki i pokorne przyznanie sie do bezsilnosci wobec swojego nalogu...!
      Pogody ducha zycze
      A...
      • szacki Re: tysiąc godzin na kozetce 12.10.16, 15:26
        siema A!

        Niezłe kazanie. Jestem pod wrazeniem.
        O ile moja zmiana polega na nie pisaniu w srodku nocy o tyle Ty nie zmieniles sie nic. Najbardziej mi sie podoba clou - "Nie! Szacki nie ma racji,nie sluchajcie go !!!najlepsze sa grupy AA i tylko to działa." Ale z Toba nikt nie wygra. Predzej wszyscy na swiecie zerwa z nałogiem niz ktos Cie przegada na argumenty z dupy. Passuje ale jesli chodzi o walke o swoje zycie to poddaja sie tylko cieniasy bez pomysłu na siebie. Kazdy głupi potrafi przestac pic czy brac. Wrocic na wlasciwe tory (zdobyc wykszałcenie, prace, szacunek wspolpracownikow i rodziny,zaufanie, znajomych, zaineresowania itd) to juz nie tak prosto. Jesli Ty stary potrzebujesz do tego grupy w ktorej kazdy członek tez tego potrzebuje bo też tego nie ma to nasówa sie pytanie skad nagle wytrzasniecie wszystkie karty do gry? A ak swoja drogą ciekawi mnie czy gdybys mial problemy założmy z sercem to czy dałbys sie pokroic przypadkowemu kumplowi z AA. Pozwalasz zeby oni kierowali Twoja psycha bez elementarnej wiedzy z psychiatrii i psychologii wiec kardiologia tez nie jest chyba dla nich wiedza tajemną. Ja rozumiem Auguscie ze AA daje Ci poczucie przynaleznosci do grupy ze daje Ci swoisty punkt odniesienia ze umozliwia nauke na błedach innych ze zabija pustke i nude 3 godziny w tygodniu ale co dalej?jaki Ty masz chłopie wglad w siebie?
        pogody mi zycz ducha nie potrzebuje.
        M.
        • aaugustw Re: tysiąc godzin na kozetce 12.10.16, 17:50
          Ciesze sie, ze moje slowa wywolaly w tobie uczucia... - To juz jest namiastka duchowosci Szacki...! (wolanie twojego serca).
          Mam troche czasu, wiec chetnie nawiaze do twojej wypowiedzi i podziele sie z toba moim doswiadczeniem...
          Piszesz, ze "..kazdy glupi potrafi przestac pic." - dodam do tego, ze i kazdy madry takze potrafi przestac pic, choc ci drudzy maja gorzej, bo mysla ze skoro zdobyli pare dyplomikow po drodze, to i z nalogiem dadza sobie rade, ale to nie funkcjonuje tak, w ten rozumowy mundry sposob. To kroczy innymi drogami. Tu potrzebna jest duchowosc, albo (jak kto woli) nowa moralnosc, przemiana swojej osobowosci, bo jezeli nic nie zmienilbym, bylbym tym starym A... ktory pilby dalej i dzisiaj juz by tutaj nie pisal... - Szacki to wlasnie ci mundrzy potrzebuja najwiecej pokory i przyznania sie do swej niemocy wobec nalogu, bo nie jest sztuka, (jak sam piszesz) przestac, ale sztuka jest nie zaczac, a ty mi tu piszesz (w pierwszej wypowiedzi) o rajaniu Jonta...!
          Dalej napisales, (cyt.): "... Wrocic na wlasciwe tory (zdobyc wykszałcenie, prace, szacunek wspolpracownikow i rodziny,zaufanie, znajomych, zaineresowania itd) to juz nie tak prosto..." - No wlasnie, tu juz terapeuta wysiada, on za ciebie zyc nie bedzie i zyc nie potrafi w realu, tu juz ty musisz wkroczyc do tego swiata realnego... - W tym momencie przypomnialo mi sie to znane powiedzeniu aowskie; "pokaz mi swoja rodzine, a powiem ci jak trzezwiejesz" i chcialbym (nie pokornie, ale za to chetnie) porownac nasze dwie rodziny, prace, wyksztalcenie, szacunek, etc...
          Dalej zadajesz mi pytanie, wiec odpowiem na nie, (cyt.): "skad nagle wytrzasniecie wszystkie karty do gry?" - otoz, te "karty do gry" znajdziesz w sobie, tam masz ich nieskonczona ilosc, ale zobaczyc w pojedynke nie jestes ich w stanie, dopiero w tym lustrze innych mozesz tego dokonac i beda to tylko twoje karty, nie terapeuty ani nie Franka, czy innej Kunegundy...
          Na pytanie kardiologiczne nie odpowiem, bo nie widze w nim zadnej logiki, sensu ani trzezwosci...
          Pod koniec upusciles sobie na mnie troche zolci piszac o mnie tak, jakbym zyl juz na zawsze w twojej glowie a ty wiedzial o mnie wszystko, (cyt.): " ze AA ... daje Ci swoisty punkt odniesienia ze umozliwia nauke na błedach innych ze zabija pustke i nude 3 godziny w tygodniu ale co dalej?jaki Ty masz chłopie wglad w siebie?"
          Na te pytania takze nie odpowiem, poniewaz bylaby to proba opisania slepemu kolorow tego swiata, a ty jestes przeciez oddalony od swego rozwoju duchowego pare lat swietlnych i obce jest tobie to niebo na ziemi, za zycia...
          Na koniec piszesz mam ci zyczyc pogody, nie ducha. - Hmm, ktos kto wiedzial o czym pisze napisal: "Prawdy, ktore najmniej uslyszec chcemy sa tymi prawdami, ktore najbardziej poznac powinnismy".
          Pozdrawiam zatem pogodnie, moj ty drogi druhu - Szacki:
          A... ;-)
          • szacki Re: tysiąc godzin na kozetce 15.10.16, 14:26
            dlaczego ludzie sie dziwia ze chodza na aa czy inne an i dalej chleja i biora? bo nikt nad tymi grupami nie panuje. ok mozna miec szczescie i trafic na grupe gdzie wiekszosc jest wmiare ogarnieta, gdzie wiekszosc ma te same poglady polityczne religijne etc. ale to rzadkosc. trafia taki Janusz na mityng i jak dobrze pojdzie to moze nie zapije przez dwa dni. ale najczesciej takie spotkania wytracaja z rownowagi. Bez prowadzonej rownoczesnie terapii z prawdziwego zdarzenia takie mityngi to mina ktora wysadza czlowieka w powietrze. ludzie sie dziwia ze aa nie pomaga ze chodza a dalej pija. ja sie dziwie ze tylko pija a nie od razu strzelaja sobie w łeb. zalewani problemami pozostałych uzaleznionych, obdarowywani dziwnymi radami, pouczani, porównujacy sie bez elementarnej wiedzy o wlasnym uzaleznieniu bez udziału profesjonalisty robia sobie kielbie we łbie. jak paru łebków spod budki z piwem moze terapeutyzowac innych? to sa jakies chore eksperymenty na ludziach. To powinno byc zabronione. ktos powinien miec nad tym konrole. Do kazdego ktos jest na poczaku swojej drogi:NIE ZACZYNAJCIE od MITYNGÓW AA i AN. Mozecie sie przejechac jak Zabłocki na mydle i opóźnić proces zdrowienia nawet o kilka lat. Nie oddwajcie swojej psychiki w rece hosztaplerów. NIe warto.
            • aaugustw Re: tysiąc godzin na kozetce 16.10.16, 13:30
              Krytykanctwo pana sz.
              szacki obala skutecznosc Mityngow AA, czyli; podwaza trzezwosc pare milionow trzezwych juz alkoholikow, ktorzy skutecznie przywroceni zostali do spoleczenstwa. Robi to p. szacki w Taki sposob, jak ten pan, ktoremu dane bylo byc dwa razy w garazu i od tego czasu uwaza sie on juz za mechanika samochodowego ;-)
              Odpisuje na jego "znawstwo" Mityngow Wspolnoty AA (Anonimowych Alkoholikow) dopiero dzisiaj, gdyz wczoraj bralem udzial w Konwencji polskojezycznych Grup AA z calej Europy, ktora miala miejsce w Carlsbergu/Pfalz - Niemcy. Na spotkania te przybywaja zawsze wszystkie polskojezyczne Wspolnoty 12-krokowe (AA, Al-Anon, DDD, DDA, AN, itd.) z calej Europy i jak zawsze na spotkanie to przybylo bardzo duzo ludzi a na ich usmiechnietych twarzach odczytac mozna bylo ich szczesliwe dzis trzezwe zycie oparte na duchowym Programie AA... - Poznym wieczorem, przed moim wyjazdem do domu bylem jeszcze z zona na kazaniu, na ktorym ksiadz przemawial do nas wszystkich, przytaczajac i objasniajac rozwoj duchowy oraz wewnetrzna przemiane duchowa, na przykladzie wyrywku z Biblii. Zapamietalem duzo slow, ale niektore na pewno wyryly sie we mnie na stale, (np.): "ci chorzy, ktorzy tylko studiuja swoja chorobe chodzac latami do swego terapeuty moze i zdobeda duzo wiedzy w temacie swojej choroby, ale bez wprowadzenia do swego zycia zasad duchowych o ktorych mowi Biblia (nb. i nasz duchowy Program AA) beda oni dalej martwymi wsrod zywych...
              - Co nalezy robic aby nie rozwijac sie duchowo? - nic nie trzeba robic. Taki czlowiek bedzie posuwal sie na swej rowni pochylej do przodu, ale nie we wlasciwym kierunku i dalej bedzie myslal, ze jego mysli sa najmadrzejsze, bo po kazdym spotkaniu z terapeuta pozostaje on sam bez pomocy innych a co za tym idzie; bezradny w zyciu. To tyle ksiadz.
              A ja dodam jeszcze co mowi wczorajsza Refleksja AA o "mundrych" plotkujacych i krytykujacych ludziach, (cyt. slowa Billa):
              "Zlosliwe plotki, bedace bezkrwawym odpowiednikiem zadawania ciosu nozem w plecy, sprawiaja nam swego rodzaju satysfakcje. Plotkujac, nie chcemy przeciez pomoc tym, ktorych krytykujemy, a jedynie popisac sie wlasna cnota."
              Acha, zapomnialbym o rzeczy najistotniejszej, o ktorej p. szacki wiedziec nie potrafi, choc napisal na poczatku swej wypowiedzi stwierdza, ze nikt nad tymi grupami nie panuje, a na koncu pisze; "... nie zaczynajcie od Mityngow AA. Mozecie przejechac sie jak Zablocki na mydle..."
              Coz. Caly trzezwy swiat wie juz o tym, ze najskuteczniejsze sa glosne wyznania w malych grupach. Chorzy na raka, czy cukrzyce dziela sie tym, jakie lekarstwo najwiecej im pomoglo. Chorzy na alkoholizm, dziela sie swym doswiadczeniem o tym, jak oni wyszli z tego gowna, mimo iz byli juz na dnie swego szamba. Nad tym wszystkim (p. szacki) panuje Sila Wyzsza, jakkolwiek pan ja pojmuje lub nie kuma...!
              A co do koncowego wyn(at)urzenia, pana sz. dodam tylko, ze tu juz on sam zamienia sie w role Boga, wiedzac o tym co alkoholikowi i cpunowi moze pomoc a co nie. Tu juz dostrzegam wyrazne przeterapeutyzowanie jego mozgu w druga strone...!. ;-)
              (panie sz; ja dzisiaj juz wiem, ze jest Bog i ze nie ja Nim jestem),
              Pozdrawiam niedzielnie:
              A...
              • szacki Re: tysiąc godzin na kozetce 17.10.16, 19:28
                wszystko pięknie. Ja nie powiedziałem panie A. żeby nie chodzić na mitingi, tylko żeby od nich nie zaczynać swojej przygody z trzeźwieniem. W ogole nie rozumiem po co robić taką szopkę z trzeźwego życia? Postaw sie w sytuacji typka który nigdy nie był u psychologa i w dodatku nie chodzi do kościoła. ( powiedzmy ze jest niewierzący) Trafia taki typek na AA. Słyszy o Sile Wyższej jakkolwiek ją pojmuje. (co to jest do cholery Siła wyższa jakkolwiek ją pojmuję?) i o duchowości (?) i o Januszu który nie pije od 15 lat ale jest nieszcześliwy, o pani Jadzi co nie pije 3 dni ale jest szcześliwa, o Karolku co nie pije 4 miesiące i nie wie czy jest szczesliwy czy nie, i o pani Basieńce która płacze bo wczoraj zobaczyła w polsacie butelke denaturatu i jej sie zachciało. Cyrk. Nic z tego typek nie kmini. Niby klawo bo Janusz nie pije ale po co nie chlac lat 15 i miec depresje? I co z ta Siła Wyzsza? Moze to jej wina? O co tu wogole chodzi? Srał pies typek idzie sie napic. Bo po co byc trzeźwym jak sie nie rozumie ludzi i rzeczywistości. A jak taki typ pojdzie najpierw do speca co mu wyjasni co i jak to niech ten sobie łazi na mitingi do usranej smierci. Niech mu tam robia wode zmózgu, niech sie usmiecha jak glupi do sera, popija herbate i żre paluszki.co mnie to obchodzi? A tak swoja droga to kazdego co ma swoje zdanie porownyujesz do Boga? to mi schlebia nie powiem. Ale coma wogole Bog do terapii? Własnie to robicie na AA. Przemycacie Boga pod postacią Siły Wyższej Jakolwiek Ją Pojmujemy. No kurcze August co to ma wogole być? Wierzysz ok ale daj żyć niewierzącym.
                • aaugustw Re: tysiąc godzin na kozetce 17.10.16, 22:31
                  Ach Szacki, bo zaraz sie rozplacze. Jedynie czas twoich wypowiedzi mnie od tego hamuje, bo widze ze nasza korespondencja przynosi efekty, skoro tak wczesnie sie juz wypowiadasz...! ;-) - Ok, ok, bez zlosliwosci... - Zreszta, te aluzje znamy tylko my oboje... ;-)
                  A teraz do rzeczy: Daje zyc wszystkim Szacki i tym udajacym wierzacym i tym nie wierzacym. Gdybys byl uwaznym czytelnikiem zauwazylbys, ze ja nawet tych Refleksji AA nie przytaczam, w ktorych mowa ciagle o Bogu. Kto za duzo mowi o Bogu splyca te wszechmocna Sile utrzymujaca w rownowadze cale Galktyki do roli malego posazka, ktory mozna matematycznie i fizycznie opisac lub namalowac w Kaplicy Sykstynskiej... - Miejmy jednak Szacki wyrozumialosc do tamtego czasu i tamtego podejscia do wiary. To byly inne czasy. Pareset lat wczesniej splonalbys i ty na stosie za twoje slowa, ktorych tutaj uzyles. Takze i ja wraz z uplywem czasu zmienilem sie bardzo. Nie zmienil sie od tamtej pory jedynie wzor chemiczny alkoholu. A co do wiary Szacki, ja sam jestem slabej wiary i nie wiem; czy jest ten Bog, ale postepuje tak, jakby On byl. Moim Mistrzem duchowym jest ten geniusz wsrod geniuszy - Jezus i jego kazania i przypowiesci, ktore byly rewolucyjne w owym czasie wsrod tych skostnialych kaplanow, wyznawcow Starego Testamentu i nic one nie stracily ze swojej aktualnosci, nie dziwota, ze musial umrzec choc publika miala wybor: On, albo ten zloczynca. Zreszta i dzisiaj jeszcze w tych rejonach nie pozylby On dlugo. Zjechalem z tematu...
                  Widzisz Szacki, te osoby, ktore mi tutaj opisales jako bywalec Mityngow AA i ostry obserwator tych pijanych wyjatkow, one moga byc realne. Ja takze spotkalem paru takich chorych, niedopitych dziwakow na Mityngach AA, ktorzy (np.) swoim zonom wmawiali, ze tam wiecej nie pojda, bo oni tam chleja anonimowo gorzale, albo ze wiecej nie pojda do tych oszolomow, albo; tak nisko jeszcze nie upadlem jak te obszczymurki, itd, itp...
                  Widzisz Szacki, ten ktory tak mowi jest jeszcze nie-dopity. Takiemu chce sie jeszcze chlac...! - Ktos kiedys powiedzial; gotowosc do trzezwienia wystepuje wtedy, kiedy bede zielona trawe zarl, jezeli tylko pomysle (uwierze?), ze moze mi to pomoc... - Kazde wyjscie z uzaleznienia rozpoczyna sie jednak dopiero od osiagniecia swojego dna moralnego (duchowego, jak wolisz) ;-) i nie ma na te chorobe zadnego lekarstwa dla chorego alkoholika. Jedynym wyjsciem (zadna gwarancja) to dokonanie wlasnego przeobrazenia wewnetrznego. Tu potrzeba na zywca - bez znieczulenia alkoholowego - dokonac operacji na sobie samym, a to boli, wiec nie dziw sie, ze ta pani Jadzia, czy Basienka lub ten inny Karolek sa tacy a nie inni. Oni sa chorzy. Nie dorosli do przejecia odpowiedzialnosci na siebie, do odwagi i dojrzalosci... - U nas w naszej macierzystej Grupie AA mamy takiego 21-latka, ktory wprawdzie zyje juz tyle lat w abstynencji, ale nie trzezwieje. On jest imun na trzezwosc. O jego prywatne zycie lepiej mnie nie pytaj. Zyje sam. Dlaczego tak jest? - Ano dlatego, ze (powtarzam sie) jest tyle drog do trzezwosci, ilu jest trzezwych juz alkoholikow, wiec nie patrz na innych, lecz sluchaj ich i wez dla siebie (za darmo) tylko to co tobie pasuje, jezeli naturalnie chcesz zyc po tej drugiej (trzezwej, wolnej) stronie. Ta wolnosc dla chorego Alkoholika jest zdradliwa... - Ja zylem kiedys takze w tej (jak ja dzis nazywam) "diabelskiej" wolnosci. Nie interesowalo mnie juz nic; dom, zona, dzieci, poczta, praca, sasiad, moje zdrowie, etc... - Jedynym moim zmartwieniem bylo tylko to, jak zdobyc flaszke... - Jak to sie stalo, ze ja stalem sie innym czlowiekiem (i ze wogole zyje), naprawde nie potrafie tego wytlumaczyc - Sila Wyzsza tu zadzialala, (jakkolwiek to rozumiesz...).
                  Dzisiaj (dzieki Mityngom AA) rozwijam sie dalej. Biore udzial w sluzbach. Pomagam innym swoim doswiadczeniem... - W tym miejscu pragne dodac, ze zanim ja polknalem ten haczyk rozwoju duchowego, trwalo to pare lat. Gdyby nie moja zona, ktora "zmuszala" mnie do chodzenia na Mityngi, prawdopodobnie mowilbym dzisiaj o tych zbawczych Mityngach AA to samo, co i ty...(!?). A ja jestem dzisiaj wdziecznym, nie skwaszonym facetem, szczesliwym i mam znajomych na calym swiecie i stac mnie dzisiaj juz na to, bo za rozwojem duchowym kroczy dobrobyt materialny. (Nigdy odwrotnie..!).
                  Pozdrawiam i dobrej nocy zycze wszystkim
                  A...
                • wolfbreslau Re: tysiąc godzin na kozetce 20.10.16, 15:54
                  Dobrze się Ciebie czyta Mikołaju
                  Wolfbreslau
                  Ps-jaki człowiek,taki jego rozwój osobisty.nie ma standardu,jest tylko subiektywne dobro moje i moich bliskich...reszta to mitologia,lub megalomania
                  • aaugustw Re: tysiąc godzin na kozetce 20.10.16, 21:15
                    Dobrze, ze pisales Mikolaju, bo czytanie to myslenie obcym mozgiem.
                    A kto duzo czyta ten blokuje swoj rozwoj duchowy i mozliwosc rozwoju
                    swej madrosci, wtedy mysli taki, ze wszystko juz wie i trzyma sie od
                    nauki z dala...!
                    Nie na darmo mowia; alkoholik mysli, ze mysli najmadrzej...! ;-)
                    Dlatego tak wazna jest grupa i inny, stojacy na dalszym etapie rozwoju,
                    ktory wyprostuje te "proste", (jak sznurek w kieszeni) mysl...! ;-)
                    Spijcie spokojnie:
                    A...
                    • grazkavita przesilenie 26.10.16, 10:21
                      Szacki! to nie jest dobre - pójście własną drogą i myślenie, że "ty sam sobie dasz radę". To jest przesilenie - duże "nie" twojego ego. Ja też tak czasami mam. Mogę sobie powtarzać, że zjedzenie piernika to tylko 60 kcal, że dobrze wiem co robie, a po tej małej dawce słodyczy wszystko "pęka w człowieku" i świety Boże nie pomoże, moje wewnetrzne ja wie ode mnie lepiej i tyle. Nie pomagaja zadne rozumowe przesłanki....Przesilenie jednak po pewnym czasie mija i człowiek zaczyna być baedziej pokorny wobec racji rozumu, innych osób, a nawet siły wyższej i Augusta , który chce dobrze tylko, że do niego trzeba "dojrzeć", bo gdy się ma przesilenie to August choćby na rzęsach stanął nic nie wskóra...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka