pragnienie.duszy
16.09.17, 11:16
„SEX IN THE CITY”
„Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia”
(1 Perspektywa) Dwie koleżanki w pracy rozmawiają o swoich przeżyciach z poprzedniego wieczoru.
Jedna opowiada: „Wczoraj w nocy znowu się ze mną przespał.” Mój też!” Odpowiada druga. „I jak było?”
„Było koszmarnie. Przyszedł do domu, wrzucił kolacje jak za płot, wskoczył na mnie i po 5 minutach był gotowy, potem się obrócił i zasnął. A jak było u ciebie?”
„Ach, to było niesamowite! Jak wróciłam do domu od razu poszliśmy do Włocha na romantyczną kolację. Potem z godzinkę spacerowaliśmy po mieście. Po powrocie do domu rozpalił wszędzie świece i gra wstępna trwała przynajmniej godzinę. A później przynajmniej tak samo godzinę kochał się ze mną bardzo czule. A potem jeszcze przynajmniej godzinkę rozmawialiśmy. Było naprawdę bajecznie.”
(2 Perspektywa) W tym samym czasie, w innym biurze o parę ulic oddalonym rozmawiają między sobą ci dwaj mężczyźni.
„I co, dostałeś wczoraj?”
„I to jak! Przyszedłem do domu, kolacja stała już na stole. Wrzuciłem ją na ruszt jak nic, potem starą i razem zasnęliśmy. Lepiej się nie da. A u ciebie?”
„Katastrofa! Zapomniałem zapłacić rachunek za prąd i dlatego poszliśmy do wytwornego Włocha, aby nie podpadło i zamówiła sobie, co najdroższe w karcie było. Dlatego nie starczyło mi kasy na taksówkę i musieliśmy iść piechotką do domu. A że nie było prądu musiałem wszędzie zapalić świeczki. Ale byłem wściekły człowieku. Całą godzinę potrzebowałem, żeby się pobudzić, potem dokładnie tyle samo, aby dojść do wytrysku. Byłem tak wściekły, że nie potrafiłem przez następną godzinę zasnąć, a stara przez cały czas nadawała i nie pozwoliła zmrużyć oka.”
Podobno warunkiem udanego związku są sex i komunikacja werbalna. Jeśli jeden z tych czynników zostaje zaniedbany, zostaje zachwiana harmonia pomiędzy partnerami. Dużo mówi się o seksie, tylko szkoda, że tak rzadko szczerze we własnym związku. Prościej jest ponarzekać u koleżanki, czy wśród kolegów, czy poopowiadać sobie brudne anegdotki w knajpie, lub na imprezie. Mimo tego, że jesteśmy niby tak w tym temacie oświeceni i luźni, to jednak wielu ludzi ma opory stawić się otwarcie temu zagadnieniu i np. otwarcie porozmawiać o swoich problemach związanych z seksem z własnym partnerem, czy partnerką. Dużo łatwiej przechodzą nam przez usta różnego rodzaju uwagi na temat migreny, czy wiecznego okresu naszej partnerki, albo porównywanie szybkości swojego partnera w łóżku z szybkością Schumachera na torze formuły 1. Ale ile razy poruszamy tak naprawdę szczerze ten temat w naszym związku? Czyżby jednak hamował nas gdzieś własny wstyd, czy przekonanie o własnej niezdolności w łóżku, czy może są jeszcze jakieś inne powody? „Trening czynni mistrza.” Tak samo jest ze współżyciem płciowym. Szczerość, otwartość i przyjemność eksperymentowania są podstawą zadowalających stosunków płciowych. Już dawno zostało udowodnione, że szczególnie osoby uzależnione od substancji toksycznych w tym między innymi od alkoholu mają problemy natury seksualnej, do których ja też należę. Swoje zrobiło już wcześnie wychowanie w rodzinie katolickiej, gdzie matka uczulała mnie systematycznie na następstwa związane ze współżyciem seksualnym, jak różnego rodzaju choroby weneryczne, aids, nieślubne dzieci, dzieci, które potem muszą się wychowywać w domach dziecka i już nie będę wspominał o innych wymysłach i zabobonach, bo szczególnie tych nie powinno być wśród wierzących. W stałym związku i później w małżeństwie jak nasłuchałem się jakiś bzdurnych anegdot opowiadanych przez moją ex żonę w podchmielonym towarzystwie na imprezach pod moim adresem, aby przypodobać się towarzystwu, na samą myśl o zbliżeniu przechodziła mi automatycznie ochota na jakakolwiek wymianę płynów. Szczerze mówiąc, wolałem odpowiednio zatankować, co po pierwsze tak zakłócało moje krążenie, że krew nie była wystarczająco pompowana w wymagane organy, aby mogły spełnić swoją funkcję, a po drugie sama myśl o seksie ze zwłokami alkoholowymi odrzucała moją byłą. Człowiek nie jest robotem seksualnym, który może w każdym momencie i w każdych warunkach osiągnąć swój seksualny szczyt. Do tego są potrzebne odpowiednie warunki zewnętrzne i jakieś minimum wzajemnego wczucia się partnerów. Poza tym odgrywają tutaj dużą rolę uczucia i duchowy nastrój, w jakim znajdują się partnerzy oraz ich stan fizyczny. Szczególnie strach, czy wewnętrzne napięcie mają duży wpływ na podniecenie płciowe. Wiadomo, że rzadko się zdarza, aby od samego początku wszystko tak funkcjonowało i partnerzy byli tak zgrani w łóżku, aby obydwoje czerpali ze współżycia obopólną rozkosz. A z pewnością jest to wykluczone jak po stosunku jest wyczuwalne niezadowolenie partnera, partnerki i druga osoba odczuje to, jako osobistą porażkę albo jeszcze gorzej, jak później usłyszy towarzyską anegdotkę związaną z jej osobą. To prowadzi w wielu przypadkach, że ta osoba jest podczas kolejnego zbliżenia intymnego bardzo spięta i skupia się na sobie, aby dowieść swojemu partnerowi, czy partnerce swoją seksualną zdolność, wytrwałość i w tym momencie zapomina potrzeby drugiej osoby, co w wielu przypadkach kończy się ponownym niepowodzeniem. Podstawą rozkoszy seksualnej jest odpowiednie podnieceniu płciowe, które u mężczyzn manifestuje się wzwodem prącia, a u kobiet nawilżeniem pochwy, pogrubieniem wark sromowych i stwardnieniem sutków. Nawet przy ogromnym pragnieniu współżycia może dojść podczas stosunku do zaburzeń związanych z podnieceniem, co u kobiet prowadzi przez niewystarczające lub brakujące nawilżenie pochwy do bólu podczas wprowadzania do niej członka, czy nawet jej skurczów, a u mężczyzn prącie nie jest wystarczająco wypełnione krwią, aby je w ogóle, gdziekolwiek wprowadzić. Takie zaburzenia mogą, ale nie muszą być spowodowane tylko i wyłącznie toksynami uzależniającymi, ale też uprzednim, czy regularnym stymulowaniem się filmikami, czy zdjęciami wywołującymi fantazje seksualne, które później w łóżku nie zostają zaspokojone i prowadzą tylko do kolejnego rozczarowania. Większość problemów seksualnych sprowadza się do jednego punktu, do punktu szczytu, czyli do orgazmu, czy może dokładniej, do jego braku. Podczas niezliczonych moich pobytów w klinice na detoksie rozmawiałem z wieloma kobietami i mężczyznami o seksie i z nim związanymi problemami. Wiele kobiet opowiadało, że mimo wielkiego podniecenia nie dochodziły do szczytu, a niektóre nie wiedziały, czy mogą określić to uczucie, które towarzyszyło im podczas stosunku, mianem orgazmu. Dosyć duża część mężczyzn narzekała na przedwczesny wytrysk albo jego całkowity brak. Także była mowa o wytryskach bez uczucia przyjemności. Wiele ludzi, w tym ja, opowiadali o nieprzyjemnych uczuciach już po dokonanym akcie współżycia, jak strach, wstyd, czy wstręt, które nierzadko prowadzą później do konfliktów w związku, czy w małżeństwie. Jedno jest pewne, że alkohol w odpowiedniej dawce tłumi reakcje seksualne organizmu. Nawet przy wielkim podnieceniu i pragnieniu może tak wpłynąć na organizm, że stosunek płciowy będzie wykluczony albo nie dojdzie do orgazmu. Alkohol stosuje się też, aby zmniejszyć swoje oczekiwania, czy lęki związane z seksem. Wiele kobiet opowiadało, że stosują alkohol dla ułatwienia kontaktów płciowych. Mężczyźni znowu, że piją po to, aby opóźnić wytrysk i się nie splamić. Ale obojętnie, z której strony na to nie patrząc, prędzej, czy później prowadzi alk do problemów, pozbawiając nas kolejnych, pięknych przeżyć. Kolega, którego poznałem podczas jednego z detoksów w klinice, a z którym później razem zamieszkaliśmy, zawsze mi opowiadał, jaki piękny jest sex. Powiem szczerze, że był to jeden z naszych punktów spornych, gdyż miałem całkowicie odmienny pogląd na ten temat. Jednak przyszedł czas, że musiałem mu zwrócić honor. Jak już w jednym z moich wpisów wspomniałem, że dobraliśmy się z moją żoną jak w korcu maku, nie miałem na myśli tylko tego, że jesteśmy urodzonymi pechowcami. Dopiero przy niej dowiedziałem się, co to jest naprawdę sex. Jest to naprawdę niesamowite uczucie przeżywając