Nie-kosmetyczne szampony

01.10.03, 09:37
Witam,
Pumo, w jednym z wątków pisałaś ,że nie uzywasz kosmetycznych szamponów.
Jakie firmy produkuja takie szampony? Szczerze mówiąc z taka nazwa spotkałam
się pierwszy raz w zeszłym tygodniu u fryzjera. Polecono mi mycie głowy
takimi szamponami ze względu na to,że prawie po każdym szamponie albo swędzi
mnie głowa,albo dostaje łupiezu, na dodatek mam włosy przetłuszczające się,
więc myję je codziennie.
Czy znasz także inne naturalne kosmetyki?
Pozdrawiam i z góry dziekuję za odpowiedź :))
    • puma002 Re: Nie-kosmetyczne szampony 01.10.03, 10:11
      Pisałam, że nie używam kosmetyków przemysłowych, przy czym chodziło mi raczej o
      kremy, balsamy itp. Z normalnych szamponów do włosów korzystam niestety, po
      prostu z wygodnictwa. Ale staram się taki szampon zawsze rozcieńczyć i trochę
      ulepszyć. Zwykle porcję łagodnego szamponu mieszam pół na pół z octem jabłkowym
      (ocet własnej roboty, jeśli chcesz podam przepis), albo z olejkiem z drzewa
      herbacianego. Dobrze jest też spłukać włosy po umyciu naparem ziołowym
      (większość ziół się nadaje do tego celu, jak też np. herbata czarna czy zielona
      daje świetną płukankę - włosy mniej się przetłuszczają po tych wszystkich
      garbnikach zawartych w herbacie, mnie bardzo pomaga), albo rozcieńczonym piwem,
      albo wodą z odrobiną miodu.

      Ponieważ mam podobne problemy z włosami jak Ty, zamierzam wrócić do stosowania
      odwaru z korzenia mydlnicy do mycia włosów zamiast szamponu (chociaż to trochę
      kłopotliwe). Korzeń mydlnicy (Saponaria officinalis) zawiera pieniące się
      związki zwane saponinami o łagodnych właściwościach myjących. Konserwatorzy
      zabytków piorą do dziś najcenniejsze zabytkowe tkaniny w odwarze mydlnicy, bo
      nic tak pięknie nie ożywia faktury i koloru. Na włosy (i cerę) działa mydlnica
      podobnie. Można ją kupić w sklepie z ziołami. Przyrządzając odwar trzeba
      pilnować i mieszać, bo piana ma tendencję do wychodzenia z garnka.

      Pozdrawiam:)))
      • jkobuu Re: Nie-kosmetyczne szampony 01.10.03, 10:57
        Wielkie dzieki za rady, jesli mozna to proszę o przepis na ocet :))
        Co do mydlnicy to w aptekach jest szampon bez detergentów z korzeniem
        mydlnicy. Wygląda tak trochę "komunistycznie" ,ma brzydki kolor (taki brunatno-
        żóty). Po tym szamponie głowa mnie nie swędziała ,ale odtrasza mnie image tego
        szamponu. Ale chyba będę musiała zmienic upodobania wzrokowe i zapachowe ;)
        • hanka17 Re: Nie-kosmetyczne szampony 11.10.03, 19:21
          Jkobuu, jeśli mogłabym Cię prosić o coś, to bardzo proszę, napisz mi
          jak się nazywa i jak wygląda ten szampon, i ile kosztuje?
          Jaka butelka - duża, mała?
          Jaki masz kolor włosów, jesteś zadowolona z tego szamponu?
          • jkobuu Re: Nie-kosmetyczne szampony 13.10.03, 09:16
            Więc szampon ten jest w przeźroczystej butelce 200 albo 250 ml. z białą
            nakretką, kolor taki jak napisałam. Ja stosowałam do włosów przetłusczających
            sie i wypadających. Przetłuszcanie mi sie nie zmniejszyło za bardzo,ale
            wypadało mi mniej włosów.
            Ogólnie byłam zadowolona,bo mnie nic nie swędziało i pozbyłam sie równiez
            łupieżu (który mam z nieodpowiednich szamponów).
            Niestety nie pamiętam nazwy firmy,ale na opakowaniu pisało że jest to szampon
            zawierający wyciąg z korzenia mydlnicy (albo cos w tym stylu).
            Kupiłam do w aptece w Katowicach, kosztował 11-12 zł.
            Mam ndzieję,że troszke pomogłam, bo tyle tylko pamiętam jeżeli chodzi o ten
            szampon.
            Pozdrawiam :)))
            • jkobuu Re: Nie-kosmetyczne szampony 13.10.03, 09:18
              Aha i mam włosy brązowe, czesto farbowane na ciemny brąz ;)
      • blenkitka Re: Nie-kosmetyczne szampony 01.10.03, 13:47
        puma002 napisała:
        > Ponieważ mam podobne problemy z włosami jak Ty, zamierzam wrócić do
        stosowania
        > odwaru z korzenia mydlnicy do mycia włosów zamiast szamponu (chociaż to
        trochę
        > kłopotliwe). Korzeń mydlnicy (Saponaria officinalis) zawiera pieniące się
        > związki zwane saponinami o łagodnych właściwościach myjących. Konserwatorzy
        > zabytków piorą do dziś najcenniejsze zabytkowe tkaniny w odwarze mydlnicy,
        bo
        > nic tak pięknie nie ożywia faktury i koloru. Na włosy (i cerę) działa
        mydlnica
        > podobnie. Można ją kupić w sklepie z ziołami. Przyrządzając odwar trzeba
        > pilnować i mieszać, bo piana ma tendencję do wychodzenia z garnka.

        ja rowniez myslam wlosy w odwarzy z mydlenicy (3 lyzka korzenia ziela na 3
        szklanki) nie mam specjalnie wymagajacych wlosow.. ale rowniez slyszalam ze
        delikatne i wrazliwe wlosy i skore mozna myc w tym odwarze. mydlenica nadaje
        skorze aksamitna miekkosc i gladkosc, natomiast wlosom puszystosc i polysk.
        dobrze jest dodac do mieszanki kilka kropli olejku aromatycznego.. aby zapach
        stal sie ciekawszy.. pozdrawiam
    • deczi Re: Nie-kosmetyczne szampony 01.10.03, 11:57
      Szampony z supermarketu, o psychodelicznych kolorach i zapachach ;-),
      rzeczywiście u wielu ludzi powodują takie objawy. Ja kupiłam sobie teraz
      szampon firmy Farmona (sklepy zielarskie, niektóre apteki) z mydlnicą lekarską
      i pokrzywą. Jest bardzo delikatny, ma też delikatny zapach i pieni się średnio,
      więc wnioskuję, że nie ma w nim detergentów (albo przynajmniej mniej niż
      w "tradycyjnych" szamponach). Niestety nie ma na etykiecie składu. Ale używałam
      też innych szamponów tej firmy (z zielem skrzypu, z wyciągiem z bursztynu) i
      byłam z nich zadowolona. Farmona ma stronę internetową, więc możesz sobie
      więcej poczytać (wpisz w googlach). Dobry jest też Seboradin firmy Inter
      Fragrance, choć niektórym przeszkadza jego mocny ziołowy zapach. Ale na
      problemy ze słabymi włosami jest świetny (jak i cała linia - lotion i coś tam
      jeszcze).
      D.
    • naatka Re: Nie-kosmetyczne szampony(zapowiedz przepisu:) 01.10.03, 13:50
      Witam:) W ksiązce Stefanii Faber "Kosmetyka naturalna" sporo jest przepisów na
      naturalne kosmetyki sporzadzane w zaciszu domowej kuchni. Jest tez przepis na
      szampon: należy sie zaopatrzyc w platki mydlane, potaż, alkohol 70% i jakis
      przyjemnie pachnacy olejek eteryczny. Jutro moge podac dokładne proporcję i
      sposób przyrządzenia. Ciekawi mnie czy któraś z Szanownych Grupowiczek czytała
      tę książkę i próbowała robić kremy i inne kosmetyki wg zamieszczonych tam
      przepisów? Ja miałam wielkie problemy z nabyciem składników. Osoby z
      doświadczeniem w tej kwestii prosze o wypowiedz. -Renata
      • jkobuu Re: Nie-kosmetyczne szampony(zapowiedz przepisu:) 01.10.03, 14:17
        Mam nadzieje,że wybaczycie niewiedzę ;))ale co to jest potaż?
        • naatka Re: Nie-kosmetyczne szampony(zapowiedz przepisu:) 01.10.03, 14:56
          potaż-to węglan potasu. taki biały krystaliczny proszek:) kupić go kiedyś było
          można nawet w drogerii-teraz chyba tylko w specjalistycznych sklapach dla
          chemików...
          -R.
      • puma002 O przyrządzaniu kremów (zapowiedź) 02.10.03, 20:51
        Ja próbowałam robić kremy i nawet były niezłe. Jutro opiszę swoje doświadczenia.
        • jkobuu Re: O przyrządzaniu kremów (zapowiedź) 03.10.03, 07:06
          No to czekamy ;)))
      • puma002 O produkcji kremów 03.10.03, 09:47
        Przyrządzanie kremów wcale nie jest trudne, wymaga tylko zdobycia surowców (to
        najbardziej skomplikowane), zgromadzenia odpowiedniego sprzętu, dobrego
        przepisu i cierpliwości.

        Wosk dostałam od pszczelarza, ale można kupić w aptece, szczególnie gdy ma się
        zaprzyjaźnionego aptekarza. Lanolinę kupiłam w aptece (najlepiej takiej co się
        zajmuje robieniem leków na receptę) - pani magister wypytywała a po co mi to i
        okrutnie się dziwowała, ale w końcu sprzedała. Masło kakaowe też w aptece,
        chociaż z trudem. Wody różane i inne można kupić (Blenkitka podała linki), choć
        ja o tym nie wiedziałam i robiłam kremy na bazie naparów ziołowych (np. z
        zielonej herbaty). Olejki mogą być różne, korzystałam przeważnie z kupionego w
        normalnym sklepie olejku z pestek winogron albo z oliwy z oliwek. Świetny jest
        olejek migdałowy i olejek z jojoby, ale są dość drogie, i dlatego lepiej ich
        używać dopiero wtedy kiedy się trochę wprawy nabierze w wytwarzaniu kremów.

        Teraz laboratorium produkcyjne. Kilka kupionych za grosze małych drewnianych
        łyżeczek, strzykawki do odmierzania płynów, waga dość dokładna, termometr
        laboratoryjny się przyda (ja nie mam), garnek i naczynie żaroodporne do
        podgrzewania w kąpieli wodnej, małe słoiczki na krem - wszystko idealnie
        czyste.

        Robić wszystko jak podano w przepisach. Proporcje składników są ważne. A
        najważniejsze jest długie i cierpliwe ukręcanie drewnianą łyżeczką gorącego
        kremu - aż do całkowitego ostygnięcia. Jak się proporcji nie zachowa albo
        składniki mają niewłaściwą temperaturę to krem lubi się rozwarstwić.

        Taki krem domowy wygląda i pachnie bardziej siermiężnie i "aptecznie" niż kremy
        z drogerii, ale jest świetny. Tyle, że trzeba go dość szybko zużyć (bo bez
        konserwantów!) i trzymać w lodówce.

        Nie wiem czy o czymś nie zapomniałam, jeśli macie jeszcze pytania to chętnie
        odpowiem w miarę skromnej wiedzy.

        Pozdrawiam:)))
        • naatka Re: O produkcji kremów 03.10.03, 12:52
          puma002 napisała:
          > ja o tym nie wiedziałam i robiłam kremy na bazie naparów ziołowych (np. z
          > zielonej herbaty).

          Mam pytanie pumo: czy takie kremy na bazie naparu z zielonej herbaty nie psuły
          się szybko?? Bo woda różana czy też pomarańczowa to są w miarę trwałe-no i
          kremy w oparciu o nie sporządzone są do użycia przez ok 1 miesiąc. Ja też
          miałam problem ze zdobyciem tych wód-dlatego zrobiłam sobie wodę nagietkową-
          bardzo mocny napar z kwiatów nagietka, ale niestety-krem się popsuł po 3 dniach:
          (
          Mało tego-dostałam uczulenia i krościata chodziłam przez tydzień. Ach czegóż
          się nie robi dla nauki!:))Dodam, że robiłam również testy na moim kuzynie..no i
          on tak jak ja krościaty był:(( Doszłam więc do wniosku, że bez tych wód-to na
          na naparach ziołowych kremu raczej zrobić się nie da. Ale nie pomyślałam o
          zielonej herbacie! Opisz prosze jakie jeszcze ziołowe napary stosowałaś?
          Pozdrawiam-Renata.
          • blenkitka Re: O produkcji kremów 04.10.03, 04:16
            ja czytalam.. bo nie robilam :-\ ze do kremow dodaje sie ziola suszone, lub
            swieze (poprostu przez dlugi czas sie gotuje ze skladnikami innymi kremu w
            lazni wodnej dodajac co pewnien czas wody i mieszajac zeby sie nie przypalil).
            zamiast suszonych lub swiezych ziol mozna stosowac wyciagi olejowe zimne lub
            gorace. hmm wydaje mi sie ze z nagietka mozna uzyskac jakis wyciag czy olejek
            nie pamietam teraz dokladnie, poprostu kladac swieze platki i ugniatajac w
            malym szklanym pojemniczku i zostawiajac na parapecie. powinna wydzielic sie
            substancja ktora dodajemy do innych skladnikow robiac krem.

            pozdrawiam :)
            • puma002 Re: O produkcji kremów 05.10.03, 19:25
              Blenkitko, masz rację, można używać olejów ziołowych do produkcji kremów, np.
              olejku nagietkowego.
              Oprócz olejku do produkcji kremu potrzebna jest jakaś "woda", więc stąd te
              moje napary (bo nie miałam jeszcze wtedy namiarów na wodę różaną). Wosk jest
              emulgatorem, który umożliwia połączenie się oleju z wodą - tworzy się emulsja,
              czyli zawiesina kuleczek oleju w wodzie albo odwrotnie zależnie od proporcji.
              Ty na pewno to wszystko wiesz Blenkitko, ale piszę o tym bo może ktoś chciałby
              się dowiedzieć jak się kremy przyrządza.

              Pozdrawiam :)
          • puma002 Re: O produkcji kremów 05.10.03, 19:16
            Moje kremy zużywałam w ciągu najwyżej 10 dni, w niejakim pośpiechu, smarując
            również ręce, nogi itd. Trzymałam te kremy oczywiście w lodówce.
            Oprócz naparu z herbaty używałam naparu z rozmarynu, kopru włoskiego, oczaru
            wirginijskiego (oczar rośnie w pobliskim parku), lipy i nie pamiętam czego
            jeszcze. Napary nie były bardzo mocne, raczej normalne, jak do picia.

            Twój krem Naatko rzeczywiście popsuł się wyjątkowo szybko. Może przedobrzyłaś
            z mocą naparu nagietkowego? A krościatość nie wiem skąd Ci się wzięła, może
            masz uczulenie na któryś ze składników? Jakiego oleju używałaś?

            Pozdrawiam:)
Pełna wersja