cytryna8
03.07.20, 00:43
Piszę bo nie wiem już co robić... Z góry przepraszam jeśli będzie chaotycznie. Męża znam 10 lat. Przez pierwsze 7 lat nie było problemu. Pił rzadko, nigdy nie robiłam mu uwag. Zaczęły się delegacje. Mamy 3 dzieci, wykańczamy dom, to kosztuje. Widziałam że pije więcej - rozmawiałam, tłumaczyłam, nawet zaproponowałam terapię - zgodził się, ale jakoś nic z tego nie wyszło. Zresztą wierzyłam że wszystko jest ok, on pochodzi z niepijącej rodziny, bardzo kocha dzieci, zależy mu na rodzinie. Był w październiku zeszłego roku w Polsce, pił, były awantury, przestał. W grudniu też był, było ok. Teraz przyjechał 5 dni temu. Pił pierwszego dnia, mówił że 2 piwa, znalazłam 6 puszek... Wczoraj pił. Dziś wyciąga piwo. Pytam: znowu? On: jedno tylko, czepiasz się. Była 17. Poszedł coś robić na podwórku. O 22 wrócił wstawiony. Choć wie, że będę zła, że znowu nie będę się odzywać, że dzieci widzą, że mamy duże wydatki i nie może tracić pieniędzy. Rozmawiałam, tłumaczyłam miliony razy, wie jak mnie to boli. Nie mogę dzieci z nim zostawić po południu bo zacznie pić przy nich (a dwoje ma mniej niż 3 lata). Boję się bardzo. Jestem w matni, z jednej strony wierzę że przestanie, z drugiej... Jeśli w takiej sytuacji jaką mamy on sięga po alkohol to musi mu bardzo zależeć. Boję się współuzależnienia. Boję się o dzieci, najstarsze to widzi i przeżywa a mąż o tym wie. Gdzie szukać pomocy? Co robić? Czy mogę gdzieś zgłosić się po poradę?