agajan
12.11.04, 15:20
Mam problem i bardzo prosze o konkretne rady, jesli ktos byl w podobnej
sytuacji. Moja mama (67 lat) jest uzalezniona od tabletek nasennych. Nie chce
uznac, ze ma problem, nie chce sie leczyc. Poniewaz od ok. 10 lat mieszkamy
osobno, nie zdawalam sobie sprawy ze to tak powazne, ale teraz wiem, ze odkad
siegam pamiecia, zawsze cos lykala, na sen i nie tylko. Generalnie
hipochondria, lekomania, problemy zyciowe: srodki uspokajajace, obnizajace
cisnienie.
Na wiosne tego roku trafila do psychiatry, podejrzenie depresji i mysli
samobojcze, dostala skierowanie na oddzial zamkniety. Zgodzila sie pojechac,
ale po 3 dniach musialam ja stamtad zabrac, bo juz chciala wyjsc (pobyt mial
trwac miesiac). Od lekarza dowiedzialam sie, ze najprawdopodobniej nie ma sie
co obawiac samobojstwa itp. bo to wymyslone (zgadzam sie, nigdy w to nie
wierzylam na serio), wiec moze wyjsc, ale ze jest uzalezniona od lekow. To
prawda, dlatego chciala wyjsc, bo na oddziale nie mozna miec zadnych tabletek,
odwolala z punktu wszystkie historie o samobojswie.
Obecnie nie pomagaja zadne tlumaczenia. Tabletki ma przepisywane non stop
przez znajoma lekarke internistke - kierowniczke rejonowej przychodni.
Dzwonilam, prosilam aby nie przepisywac - bez skutku. Psychiatra w tej samej
przychodni, nie biorac chyba pod uwage diagnozy ze szpitala, probowala leczyc
na alzheimera, przepisala kolejne leki nawet bez zadnych badan, nawet bez EEG.
Odradzilam matce kupowanie tych lekow, dopoki nie zrobi badan aby ewentualnie
potwierdzic te chorobe. Ale ja w alzheimera i tak nie bardzo tu wierze,
wszelkie objawy: apatia, zapominanie, problemy z kojarzeniem, skupieniem sie,
to dla mnie wylacznie efekt glebokiego uzaleznienia. Ponadto widze jak sie
zachowuje, gdy tabletek brakuje, bo np. przyjechala do mnie na 2 dni i ich
zapomniala: natychmiast domaga sie odwiezienia do domu, bo musi. Szuka
wszelkich mozliwych sposobow, aby je zdobyc, chomikuje, chowa przede mna,
wypiera sie.
U Dodam, ze byla juz u kilku psychiatrow prywatnie, zaprowadzilismy aby ja
leczyli z uzaleznienia, ale ona uwaza, ze albo niech ja lecza z bezsennosci (i
przepisuja ulubione tabletki), albo nie chce isc. Juz kilku lekarzy
powiedzialo, ze w takim razie nie widza, co tu by mogli miec do roboty.
Prosze o rade. Jak poradzic sobie z nieodpowiedzialna lekarka, aby nie
wypisywala tych tabletek? Czy pisac skargi gdzies na nia? Jak przekonac matke,
ze to uzaleznienie jest przyczyna jej problemow z koncentracja i innych, i ze
robi sobie i nam krzywde? Gdzie mozna sie udac? Nie chce matki zamykac w
szpitalu wbrew jej woli, choc to mi sugerowano, nie zrobie tego.