ssszzzzz
15.09.24, 21:38
Już potrafię się bardziej skupić. Na otoczeniu, na filmikach, na tekście. Nie mówiąc już o tym jak intensywnie przeżywam początek jesieni. Przyglądam się wszystkim żółknącym liściom, młodym spadającym kasztanom, oddycham lekkim wiaterkiem. Byłam przyzwyczajona do budzenia się zlękniona. Natychmiastowo myślałam o jakimś wyimaginowanym przez siebie problemie, tylko po to, żeby nastawić jak najszybciej organizm na stres. Dzisiaj ja go zwyczajnie nie znalazłam. Szybko zauważyłam, że mogę zacząć dzień spokojna. Modliłam się w Kościele Mariackim. Dziękowałam za to co przeżyłam i prosiłam o dalszą siłę. Cały dzień spacerowałam. Mam nowe przemyślenia o sobie, życiu, otoczeniu. Pierwszy raz w życiu pomyślałam ile przez picie nawalałam choćby w najdrobniejszych sprawach. Ile razy powiedziałam komuś, że się z nim spotkam, a potem odwoływałam (zachowanie, które mnie samą denerwuje). Nawalałam, bo miałam przypływy emocji lub energii, które odchodziły. Nie miałam kontroli. Nie czułam się w innej chwili tak jak w poprzedniej. Już nie miałam na coś ochoty. Matka też zawsze tak nawalała. Przyjaciółka nawalała. Uwielbiałam nawalających i roszczeniowych ludzi. Po prostu uwielbiałam alkoholików. Tacy mnie wychowywali i ja też takim jestem. To boli. Boli już za mocno. Nie zniszczę sobie życia.
Stosunek do tego swojego odwyku to już mam nie wiem jaki. Najlepiej to byłoby o tym alkoholu zwyczajnie zapomnieć. Odczepić, uwolnić i odciąć. Nie chcę rozmyślać, drążyć, wykluczać, odkładać. To karmienie wroga. Im dłużej i więcej o tym myślę, tym bardziej to jest tylko obecne w moim życiu. Czeka mnie teraz wiele trudnych sytuacji. Pożyjemy i zobaczymy co dalej.