Dodaj do ulubionych

Leczenie odywkowe

07.03.05, 08:41
mam pytanie do tych, którzy są trzeżwymi alkoholikami i mają duże
doświadczenie.
Czy waszym zdaniem osoba, która wg lekarzy jest głęboko uzalezniona może
poradzić sobie nie przechodząc przez turnus odwykowy w szpitalu?
Czy jest jakaś szansa poradzenia sobie z nałogiem poprzez leczenie
stacjonarne, AA, psychoterapię itd.
Mój brat jest w tej chwili warunkowo przyjęty na oddział odwykowy na odtrucie.
Nie wyraża jednak woli powrotu na własciwy turnus odwykowy.
wiem,że zmuszanie do nie ma większego sensu bo to On musi chcieć.
Jest po tych kilku dniach pobytu w szpitalu bardzo zmotywowany do walki ( ale
nie chce wracac już do szpitala), dostrzegł swoją szansę w AA ( był na
mitingu), mówi, ze ten pobyt i kontakt z innymi alko mu uświadomił mu wiele
spraw, ze ma jak to mowi "przeorany" mózg od myslenia i że zrobi wszystko w
swoim życiu ( w kontekscie niepicia) zeby już nie wracać w takie miejsce w
jakim się znalazł.
pewnie napiszecie, ze co człowiek to inaczej to wygląda... no bo tak pewnie
jest, ale proszę podzielcie się doświadczeniami...
Obserwuj wątek
    • ms_34 Re: Leczenie odywkowe 07.03.05, 12:45

      nie chcę cię załamywać, choć cuda się zdarzają, ale nie jeśli chodzi o
      alkoholików, sam trzeźwieję, byłem na odwyku i dalej walczę kontynuuję to co
      zacząłem, to ciężka robota ale można, jest tylko jeden warunek trzeba chcieć.

      niebawem zaczną się głody, nawroty choroby i wtedy się okarze jak sobie sam
      poradzi z tym wszystkim, nie życzę mu tego ale ... pójdzie się napić chociaż
      troszeczkę i znów zacznie się jazda, zrób wszystko aby go do tego przekonać póki
      jest już kilka dni trzeźwy, bo jak znowu zacznie to nie masz szans

      to przykre ale taka jest prawda
      pozdrawiam
      m.
      • hepik1 Re: Leczenie odywkowe 07.03.05, 13:57
        Obawiam się ,że cała motywacja wzięła się ze strachu po ostatnim
        ciagu,zobaczeniu jak w jakim stanie sa inni trafiający na detoks.Tyle,że gdy
        ktoś jest naprawdę zdeterminowany to chwyta sie każdej szansy czy możliwości.A
        w tym wypadku furtka jest juz uchylona.Żadnego rygoru-na miting można ale nie
        trzeba pójść,zapewne za parę dni stwierdzi,że tam takie pierdoły pociskają ,że
        juz tego słuchać nie może i w zasadzie to teraz sobie doskonale sam poradzi.No
        i ...
        Czarny scenariusz? Raczej prawdziwy.
        • irka551 Re: Leczenie odywkowe 08.03.05, 08:44
          chyba jednak wróci na turnus....:)
          tak wczoraj mówił.
          tyle, ze turnus dopiero za jakiś miesiąc się zaczyna.
          co do tego czasu?
          co do AA to wiesz hepik o dziwo, bo nigdy sie tego nie spodziewałam - bardzo mu
          się spodobało i wcale nie mówi,że wciskają tam jakieś bzdety, wręcz przeciwnie..
          jest zadowolny, sam sie otworzył, Opowiada o sobie, swoich uczcuciach obcym
          ludziom - a to wydawało mi się kiedyś niemozliwe.a jednak stało się:).
          • irka551 Re: Leczenie odywkowe 08.03.05, 10:35
            a tak zupełnie na marginesie: już w oderwaniu od mojego brata - czytam Was
            czesto i piszecie ,ze człowiek raczje nie ma szans sobie poradzić z nałogiem,
            że musi być fachowa pomoc ( z czym zresztą zgadzam sie w zupełności).
            to jak to jest, ze sa tacy, który potrafią to zrobić bez tej pomocy? zatną sie
            w sobie, powiedzą "dość" i trwają w tym?
            bo sama znam takich.
            pewnie jest to pytanie z gatunku retorycznych...
            • hepik1 Re: Leczenie odywkowe 08.03.05, 12:26
              Chyba nie do końca jest prawdą,że piszemy często,że człowiek nie ma raczej szans
              poradzic sobie z nałogiem.Jeśli już,to -nie ma szans ,by poradzic sobie bez
              pomocy fachowców i pomocy innych alkoholików w ramach na przykład AA.(bo
              istnieja tez inne możliwości-grupy stricte
              religijne-katolickie,zielonoświątkowe,podobne do AA ruchy - np Niebieski Krzyz)
              To,że te szanse są takie a nie inne wynika z statystyk i przeprowadzanych
              badań.Jeśli znana jest szacunkowa liczba alkoholików w Polsce ok.900tys,znana
              jest liczba podejmujących leczenie w różnych placówkach służby zdrowia
              państwowej i prywatnej,istnieja badania mówiące ,że skutecznośc terapii wynosi
              ok 17 %(w wiodących placówkach w kraju,jest tez znana, szacunkowo znowu,liczba
              uczestniczących w grupach AA-ktos mądry wyliczył,że trzeźwieje jeden na trzydziestu.
              Zawsze jest szansa ,że ktos zapiera sie i nie pije-tyle,że wtedy nie zawsze
              wiadomo,czy to był na pewno alkoholik czy tylko nadużywający w jakimś okresie
              swego życia ,pijak.(jeśli znana jest ci sytuacja np w akademikach-gdzie w
              pijaństwie czy balangach uczestniczy większośc studentów,co przecież nie ma
              potem bezpośredniego przełożenia na ilosc alkoholików z wyższym wykształceniem)
              Równiez alkoholik zwlaszcza ten ,który pije ciągami z dłuższymi okresami
              abstynencji) może sobie postanowic ,że przez jakis okres do ust gorzały nie
              weźmie(np okres postu )a potem nadrabia zaległości.Jest też znane takie
              określenie niepicia polegające " na ściskodupie" tyle,że kończy się to jak wyżej.
              Trzeźwienie nie polega tylko na wymuszonej okolicznościami abstynencji-polega na
              pracy,która daje nową jakoś życia.(np w ramach AA to praca wg 12 kroków)
              Dlatego droga optymalna -to terapia podstawowa,ruch samopomocowy,warsztaty i
              terapie pogłębione.Co nie wyklucza oczywiście uczestniczenie tylko w jednej z
              tych form.Tyle,że im mniej tego ,tym szanse mniejsze.
              Pozdr
              • irka551 Re: Leczenie odywkowe 08.03.05, 14:30
                masz rację hepiku z pewnością.
                na pewno im więcej form leczenia tym większa szansa.
                mozesz mi jeszcze wyjaśnić pojęcia: terapia podstawowa, ruch samopomocowy ( to
                AA?), warsztaty i terapie pogłębione?
                nie jesten jeszcze wyedukowana:) , dopiero się uczę.
                • hepik1 Re: Leczenie odywkowe 08.03.05, 15:56
                  alkoholizm.akcjasos.pl/
                  W lewej kolumnie na tej stronie-klikamy w poszczególne tematy i wiemy prawie
                  wszystko:)
                  Pozdr
            • wojtech451 Re: Leczenie odywkowe 08.03.05, 15:46
              irka551 napisała:

              > a tak zupełnie na marginesie: już w oderwaniu od mojego brata - czytam Was
              > czesto i piszecie ,ze człowiek raczje nie ma szans sobie poradzić z nałogiem,
              > że musi być fachowa pomoc ( z czym zresztą zgadzam sie w zupełności).
              > to jak to jest, ze sa tacy, który potrafią to zrobić bez tej pomocy? zatną
              sie
              > w sobie, powiedzą "dość" i trwają w tym?
              > bo sama znam takich.
              > pewnie jest to pytanie z gatunku retorycznych...

              Tak też bywa.
              Znam człowieka, który pił jak smok a w pewnym momencie bedąc ok. 50-tki
              powiedział "dość" i nie pije już 18 lat. Bez terapi, bez AA, bez powodu.
              Mój kolega natomiast wielokrotnie się zaszywał i przez okres roku nie pije w
              ogóle. Po tym okresie nadrabia i pije, pije, pije aż do nastepnego zaszycia.
              O terapi nie chce słyszeć.
              Ja rzuciłem 23 lata temu papierosy przy palącej (do dzisiaj!) żonie, palących:
              ojcu, teściu, teściowej, szwagrach i szwagierkach! A paliłem ok. 10 lat i to po
              30-40 dziennie. Jednak z alkoholem nie umiałem sobie sam poradzić. Dopiero
              profesjonalna sześciotygodniowa terapia w ośrodku pomogła mi i jestem od 2,5
              roku trzeźwy.
              Jednym słowem nie ma żadnej reguły, mimo, że ten sam nałóg (alkoholizm) ale
              rozstanie się z nim ma bardzo różne drogi.
              • irka551 Re: Leczenie odywkowe 09.03.05, 08:09
                bardzo Wam dziękuję chłopaki, ta wiedza bardzo mi się przydaje i pozwala
                zrozumieć wiele rzeczy:)
                pozdrawiam gorąco
                • irka551 Re: Leczenie odywkowe 09.03.05, 08:23
                  aha kochani, jeszcze jedno pytanko.
                  Czy w przychodniach uzależnień prowadzi się jakieś specjalne programy
                  leczenia ? na czym to polega? czy to są indywidualne spotkania z lekarzami i
                  psychologami? czy to jakiś specjalny program?

                  i czy podobnie wygląda leczenie osoby współzuależnionej ( jakis program)?
                  wybieram się tam więc dowiem się wkrótce, ale lubię wiedzieć co mnie czeka.

                  a... jeszcze jedno... moi rodzice straszliwie prą do tego, zeby mój brat nie
                  leczył sie w przychodni tylko chodził prywatnie do lekarzy, żeby na aa jeździł
                  do innego miasta.
                  tłumaczę im, że takie chronienie go, ciaganie po prywatnych lekarzach nie ma za
                  bardzo sensu ( oni na to, ze on musi dbać o swoją reputację... ech), bo będzie
                  się zawsze czuł lepszy od innych alko, będzie się "ukrywał" ze swoim
                  problemem, . No i oczywiście już wynajdują mu lekarzy i już chcą go umawiać...
                  tłumaczę, zeby dali spokój - bo to on musi chcieć i on musi sam walczyć ze
                  swoim problemem,o siebie, że nie można załatwiać wszytskiego za niego.
                  tym bardziej,że facet ma już trochę lat.
                  co Wy na to?
                  • hepik1 Re: Leczenie odywkowe 09.03.05, 08:58
                    Tutaj są oferty publicznych i niepublicznych ośrodków.
                    otu-ipin.wizytowka.pl/
                    www.akmed.waw.pl/oferta.htm
                    www.odwyk.webpark.pl/
                    www.ipz.edu.pl/
                    Nie ma żadnego znaczenia czy leczymy sie za pieniądze czy "darmowo"
                    Żadne pieniądze i nawet najbardziej renomowany terapeuta nie da 100% gwarancji
                    wyleczenia.
                    Najwięcej zależy od alkoholika.
                    W temacie -postępowanie rodziców-odpowiedziałaś sobie sama
                    Pozdr:)
                    • irka551 Re: Leczenie odywkowe 09.03.05, 09:16
                      czyli, ze mam rację mówiąc rodzicom to co mówię?
                      niespecjalnie zalezy mi na tym, zeby mi ktoś przyznał rację, zależy mi na tym,
                      zeby brat "zdrowiał".
                      Ja staram się uczyć jak najwięcej o alkoholizmie - przede wszystkim korzystając
                      wiadomości ze stron internetowych - oni nie bardzo wiedzą czym to się wszystko
                      je, a mnie nie bardzo chcą słuchać.
                      I wciąz tylko o tej "reputacji" mówią, która przecież i tak bądźmy szczerzy
                      poszła w diabły...
                      a oni, że "on nie moze chodzić na aa w naszym meiście, bo straci reputację..:("

                      a mnie w tym momencie ręce opadają z bezsilności...
                      mam nadzieję, ze mój brat okaże wolę i determinację walki i sam będzie wiedział
                      co dla niego najlepsze.
                      mam taką nadzieję, a czas pokaże co będzie.
                      • hepik1 Re: Leczenie odywkowe 09.03.05, 09:48
                        Pierwszą osobą, który pojawia się na scenie, jest wybawca, dobroczyńca- który
                        dzięki swoim słabościom czuje się zobowiązany do „ratowania przed nieszczęściem
                        swego przyjaciela alkoholika. Pragnie wydobyć go z każdej trudnej sytuacji i
                        ulżyć ciągłemu napięciu nerwowemu, Jakie w rezultacie tych trudności następuje.
                        W rzeczywistości Wybawca prawdopodobnie zaspakaja swoje potrzeby, a nie
                        prawdziwe potrzeby alkoholika. Choć może to robić w całkowitej nieświadomości.
                        Wybawcą może być mężczyzna spoza kręgu najbliższej rodziny. Taką rolę może także
                        odgrywać kobieta. Rola ta podejmowana jest także przez doradców zawodowych:
                        księży, lekarzy, adwokatów lub pracowników społecznych. Wielu z nich posiada
                        zbyt mało (a często wcale nie posiada) istotnej wiedzy o alkoholizmie, wiedzy w
                        tego rodzaju doradztwie wręcz niezbędnej. Wskutek braku zrozumienia, jaki
                        wykazują, traktują sytuacje w taki sam sposób jak robią to nieprofesjonaliści.
                        Działalność Wybawców odbiera alkoholikowi możność uczenia się na własnych
                        błędach i brania odpowiedzialności za swoje postępowanie. Alkoholika upewnia to
                        w mniemaniu, że zawsze znajdzie się jakiś Wybawca, który wyratuje go z tej
                        opresji, mimo że Wybawcy zawsze twierdzą, że tego więcej już nie uczynią.
                        Ponieważ pomagali zawsze, alkoholik wierzy, że będą pomagać także w przyszłości.
                        Tego rodzaju „akcja ratunkowa’’ staje się koniecznością w taki sam sposób, jak i
                        picie alkoholika.
                        Ofiara
                        Następny aktor, który wstępuje na scenę – to Ofiara. Często jest to pracodawca,
                        przełożony czy wspólnik, a także kolega z miejsca pracy. Ofiara jest osobą
                        odpowiedzialną za wykonanie pracy w czasie nieobecności alkoholika spowodowanej
                        piciem. Dane statystyczne wykazują, że straty czasu zaczynają się w okresie 10 –
                        15 lat od momentu, kiedy alkoholik zaczął w danym przedsiębiorstwie pracować i
                        jego zwierzchnik stał się jego przyjacielem. Chęć ochraniania alkoholika jest
                        odruchem całkowicie zrozumiałym. Uważa się zawsze, że wydarzy się to po raz
                        ostatni. Alkoholik staje się całkowicie zależny od takiej pomocy uzyskiwanej od
                        Ofiary. Bez niej nie mógłby dalej pić. Albo musiałby przestać pić, albo
                        straciłby pracę.
                        Prowokator
                        Trzecim aktorem w tym akcie jest osoba najważniejsza w tej sztuce: żona, mąż,
                        rodzice. Osoba z którą alkoholik żyje. Zwykle jest żona lub matka. Jest ona
                        weteranką w odgrywaniu tej roli, bo zna ją o wiele dłużej niż inni. Ona właśnie
                        jest Prowokatorem. Wyprowadza ciągle z równowagi, cierpiąca z powodu pijackich
                        wybryków – stara się utrzymać rodzinę razem pomimo kłopotów, jakie stwarza
                        alkoholik. Jednak jej ciągłe rozczarowania, jej nieustający lęk stają się
                        źródłem ciągłej prowokacji. Prowokator stara kontrolować wprowadzać ciągłe
                        zmiany, które uważa za konieczne, poświęca się, dostosowuje, nigdy nie daje za
                        wygraną, ale i nigdy nie zapomina. Alkoholik przekonany o tym, że
                        jego wybryki powinny być zawsze zrozumiane – nie może pojąć, że Prowokator może
                        go w czymkolwiek zawieść. Sam zachowuje się z całkowitą niezależnością, robi co
                        chce i dyktuje żonie, matce, jak powinny postępować. Spodziewa ich się w domu
                        kiedykolwiek wróci, o ile na noc w ogóle wraca. Tego aktora można również nazwać
                        „Dostosowującym się’’ , ponieważ stara się ciągle dostosowywać do coraz to
                        nowych, kłopotliwych sytuacji wynikających z picia. A tym czasem alkoholik wini
                        tę osobę tak domowe, jak i małżeńskie kłopoty. Pomimo że osoba dostosowująca się
                        stara się jak może, aby mu dogodzić i przekonać go o tym, że nie ma racji. Jest
                        żoną ,gospodynią, często musi pracować na utrzymanie domu. Żyjąc z mężem
                        cierpiącym na alkoholizm stara się także być pielęgniarką, lekarzem, doradcą.
                        Oczywiście, nie jest ona w stanie wypełniać wszystkie te role bez wyrządzenia
                        krzywdy samej sobie oraz mężowi. Zwykle jest tak wytrącona z równowagi, że nie
                        potrafi rozmawiać z mężem bez pogłębiania jego poczucia winy, goryczy, żalu i
                        wrogości. Stawia to atmosferę prawie, że niemożliwą do wytrzymania przez
                        alkoholika. Jednakże zwyczaje naszego społeczeństwa ćwiczą i przysposabiają żonę
                        do takiej właśnie roli. Jeśli nie będzie ona postępowała według tej akceptowanej
                        społecznie roli – zostanie samotna, poza kręgiem rodziny i społeczeństwa,
                        zostanie uznana za osobę nie mającą pojęcia o tym, w jaki sposób dobra żona
                        powinna się zachowywać. A przecież cokolwiek alkoholik robi – kończy w domu.
                        Jest to miejsce, do którego powraca, kiedy nie pozostaje mu już nic innego.
                        Drugi akt jest teraz w pełni przygotowany. Alkoholik zostaje ,,wyratowany” ze
                        swojej bezradności, przyjęty na nowo do pracy i na łono rodziny. I powtarza się
                        to wiele razy. Daje mu to uczucie, że jest jednak odpowiedzialnym człowiekiem i
                        utwierdza go w przekonaniu, że rozwiązanie jego problemów i wywołanych piciem
                        kłopotów jest obowiązkiem otoczenia. Ponieważ jednak wszystko było robione za
                        niego, a nie przez niego samego – stał się on jeszcze bardziej zależny. Jest w
                        istocie człowiekiem noszącym „dorosłe ubranie’’. Problemy stworzone przez picie
                        zostały rozwiązane przez innych. Cały bałagan uprzątnięty, wszystkie przykre
                        rezultaty picia spadły na innych. Pozwala to alkoholikowi na dalsze pijaństwo,
                        picie staje się sposobem na rozwiązanie nowych problemów. W pierwszym akcie
                        alkoholik zagłuszał swoje cierpienie piciem; w drugim akcie rezultaty picia
                        zostały wygładzone przez innych. Przekonuje to alkoholika, że ma pewne prawo
                        zachowywać się w taki właśnie, nieodpowiedzialny sposób, bezkarnie
                        • irka551 Re: Leczenie odywkowe 10.03.05, 11:20
                          kochani,
                          wczoraj mój brat wrócił do domu.
                          Jakby odmieniony.
                          Przede wszystkim zaczął mówić o swoim problemie bez unikania tematu, wczesniej
                          nie chciał mówić prawie w ogóle.
                          Podniesiony na duchu spotkaniami w aa, a także kontaktem z innymi alko,
                          chce chodzić do przychodni, chce chodzić na aa, chce zmienić swoje życie.
                          i wie, ze to bedzie bardzo trudne i wie, ze to dopiero jeden mały kroczek, ale
                          jak mówi : myśli ma już wesołe i po odtruciu zupełnie jaśniej mu się myśli.
                          och, zaczęłam mieć nadzieję ( choć wiem,ze łatwo nie bedzie), że to sie uda, że
                          jakaś szansa jest, bo on chce.

                          • jerzy30 irka - niech robi to co robi i nic więcej 10.03.05, 11:31
                            niech chodzi do AA - jak zassał i mu się to podoba to bardzo dobrze.
                            Ja też AA zassałem na 300 %i już 17 lat tak sobie idę przez życie - bez gorzały.
                            Nic na silę. Na głębszą terapię przyjdzie czas w odpowiedniej chwili.
                            Mogą być upadki - ale nie muszą. A jeśli nawet ewentualnie będą to świat się od
                            tego nie zawali.
                            A szpital to dziala bardzo deprymująco - nie dziwię się mu, że mie chce tam
                            wracać. ma wsparcie w Tobie i rodzinie - dlatego otworzył się.
                            Pozdrawiam Ciebie i Twojego brata. Może niech wejdzie na to forum.
                            Z jakiego miasta jesteście.
                            Jerzy.:}}}}}}}}}}}}
                            • irka551 Re: irka - niech robi to co robi i nic więcej 10.03.05, 12:26
                              jesteśmy z Tarnowa.
                              Mój brat - zna to forum i na pewno będzie tu bywał.
                              Co do szpitala powiedział, ze na chwilę obecną nie mówi ani tak ani nie.
                              Turnus zaczyna sie za miesiąc, więc jeszcze jest czas na decyzję.
                              Co do szpitala to wiesz... z jednej strony podziałał deprymująco ( zamkniecie,
                              tęsknota z domem itd.), ale z drugiej strony chyba bardzo motywująco.
                              Do wielu rzeczy go ten pobyt kilkudniowy przekonał.
                              też pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka