alkoholiczka5
25.06.05, 19:22
Nie wiem jak to się stało, ani kiedy się stało. Od pół roku pije bez przerwy.
Nie jest dla mnie usprawiedliwieniem moje kłopoty osobiste, życiowe. Wpadłam
w pętlę, z której nie umiem sie wyrwać. Zawsze rano obiecuje sobie, że tego
nie zrobie. Teraz jednak pije, bo muszę. Wytrzymuję do południa. Potem mam
drgawki, trzesące się dłonie, błędny wzrok i niezborność w mówieniu.
zapominam o najprostszych rzeczach. Dopiero kiedy wypije kieliszek lub dwa
odzyskuje przytomność umysłu. Jak mam sie z tego wyciągnąć? Czy sa jakies
leki, które pomogłyby mi przetrwać te pierwsze dni bez alkoholu. Próbowałam,
uwierzcie mi, ale mój organizm reaguje fatalnie. Dostaję tzw. trzęsawki,
chwieję się kiedy jestem idealnie trzeźwa, a wyglądam jakbym wypiła pół
litra. Zawsze śmiałam się z pogardą z alkoholików, ale teraz wiem że to
ciężka choroba. Pocę się w nocy, kiedy odstawiam alkohol na dłużej. Głos mi
drży. To potworne, co przeżywam. Nawalam w pracy. Mój mąż mnie namawia do
picia. "Weź piwko, będzie ci lepiej" mówi. I pijemy razem. A ja juz nie chcę.
Jestem kobietą na wysokim stanowisku, tylko jak długo moja przełożona będzie
tolerować mój nałóg. Teraz jest cierpliwa, rozumie jakie to trudne. Nie umiem
sobie z tym poradzić! Na AA nie pójdę, bo będę skończona w swoim mieście,
urlopu wziąć nie mogę, bo sama zarabiam na rodzinę, mąż nie pracuje od dawna,
nie chce sie nawet zarejestrować jako bezrobotny bo mu "to uwłacza" jak
twierdzi. Pędzi mnie do różnych prac. Zaczęłam nawet sprzątać po godzinach,
żeby było na życie. toniemy w długach, które on narobił. Jestem zmęczona,
apatyczna, drażliwa. Co robić?