18.10.05, 13:32
Czy każdy kto ma problem z alkoholem jest/będzie alkoholikiem? Pod pojęciem
problem rozumiem, codzienne picie (1 butelka wina, czasami mniej), nie
pamiętanie zdarzeń, które miały miejsce, zaprzeczanie, że TO jest problem. To
wszystko co narazie widzę. Z drugiej strony medalu, ta osoba potrafi przestać
pić bez problemu na pół roku jak chce...Potem wraca do tego bo po prostu
lubi. Czy taki stan może się zmienić na gorszy? Czy moja NADZIEJA, że akurat
w tym przypadku gorzej nie będzie, jest złudna? Wszystkie znaki na niebie,
ziemi, goole, forum mówią mi, że tak, że się łudzę. Mam rację?
Obserwuj wątek
    • tequilka Re: nadzieja 18.10.05, 13:45
      stina212 napisała:

      > Czy każdy kto ma problem z alkoholem jest/będzie alkoholikiem? Pod pojęciem
      > problem rozumiem, codzienne picie (1 butelka wina, czasami mniej), nie
      > pamiętanie zdarzeń, które miały miejsce, zaprzeczanie, że TO jest problem.

      Z własnego podwórka- zaprzeczanie, że mam problem u mnie nastąpiło już
      stosunkowo dawno temu, natomiast urwane filmy, nie pamiętanie zdarzeń zaczęły u
      mnie mieć miejsce w tej fazie, w której zaczęłam pić ciągami (jakieś pół roku
      temu), a wcześniej nie zdarzało się nigdy. Natomiast znam dużo ludzi-
      niealkoholików, którym po prostu urywa się 'klisza', a jednak nie mają problemu.


      > Czy każdy kto ma problem z alkoholem jest/będzie alkoholikiem?

      Według mnie alkoholik to osoba, która ma problem z alkoholem;-)))
      • stina212 Re: nadzieja 18.10.05, 14:04
        no tak, zgadza się;-) problem z alkoholem to ma alkoholik... nie alkoholik
        problemu nie ma... czyli jednak złudna nadzieja? Nie wiem nadal do czego to
        doprowadzi... jak się to skończy.. co będzie dalej. Jest to bliska mi osoba. A
        Ty Tequilka teraz co się z Tobą dzieje? Pół roku temu zaczęłas pić ciągami..
        teraz co jest? Jaka jest Twoja sytuacja?
        • stina212 Re: nadzieja 18.10.05, 14:30
          oczywiście przepraszam, nie chcę wyciągać zwierzeń, z jednej strony mam
          nadzieję...:) z drugiej wszystko mi wskazuje, że to złudna nadzieja.
          Pozdrawiam.
          • yuraathor Re: nadzieja 20.10.05, 17:38
            hej .jestem alkoholikiem ,piłem chlałem.robiłem 2-3 miesięczne przerwy,za
            każdym następnym razem było gorzej aż do dnia kiedy było dno.moje dno.niedługo
            będzie trzy lata mojej abstynencji,poznałem nowy wspaniały swiat,nowych
            prawdziwych przyjaciół.polecam :www aa.org.pl
        • tequilka Stina. 22.10.05, 13:38
          stina212 napisała:

          > no tak, zgadza się;-) problem z alkoholem to ma alkoholik... nie alkoholik
          > problemu nie ma... czyli jednak złudna nadzieja? Nie wiem nadal do czego to
          > doprowadzi... jak się to skończy.. co będzie dalej. Jest to bliska mi osoba. A
          > Ty Tequilka teraz co się z Tobą dzieje? Pół roku temu zaczęłas pić ciągami..
          > teraz co jest? Jaka jest Twoja sytuacja?

          No cóż, chwalić się nie mam narazie jeszcze czym, bo to dopiero 10 dni, jak nie
          piję, ale tym razem wiem, a przynajmniej wierzę w to mocno i bardzo tego chcę,
          aby nie pić. Doszłam już do tego etapu, że sama sobie z tym nie poradzę i
          poważnie noszę się z myślą, aby wybrać się na miting AA, albo przynajmniej do
          terapeuty. Poza tym mam bardzo dobrego przyjaciela- alkoholika, niepijącego od 4
          lat, z którym mogę o wszystkim porozmawiać, po prostu mu się wygadać. A i on
          chętnie rozmawia, bo jemu także takie 'pogaduchy' pomagają:) To bardzo wiele
          daje. Mam też dla kogo żyć, bo mam śliczną i mądrą 6-letnią córeczkę:) I kiedy
          sobie pomyślę, w jakim stanie mnie czasem widziała, to mam ochotę zapaść się pod
          ziemię.
          Ja już wiem, że nie jest wstydem nie pić. Wstydem jest po pijaku robić z siebie
          idiotkę, przewracać się, wygadywać głupoty, a później tego nie pamiętać, robić z
          siebie pośmiewisko, zawalać różne rzeczy. Nie piję dopiero 10 dni, a moje życie
          już zaczyna powoli wracać do jakiejś normy. Powoli porządkuję swoje sprawy,
          staram się, aby w domciu był porządek, zaczęłam dbać o siebie. Mam jeszcze
          problemy z własnymi emocjami. Widzisz, mam nerwicę, jestem tzw. kobietą 'po
          przejściach', mam za sobą rozwód i wiele wiele przeżyć, których nikomu nie
          chciałabym życzyć. Ale zaczynam myśleć, że w końcu są ludzie, którzy przeżywają
          dużo gorsze traumy, niż ja, doświadczają dużo większych nieszczęść, a ja, w
          gruncie rzeczy niegłupia osóbka, żyjąca na jako-takim poziomie, nie mogę z
          siebie robić przy każdej okazji ofiary i nieszczęśnicy, której nic się nie
          udaje. Wiem, że muszę znaleźć jakiś wewnętrzny spokój, który pozwoli mi nie
          przejmować się błahostkami (które dla mnie urastały zawsze do rangi wielkich
          tragedii), a zacząć cieszyć się drobiazgami. Wiem, że jeszcze długa droga przede
          mną- w końcu jestem dopiero na jej początku, no ale od czegoś zawsze trzeba
          zacząć:) Tak, jak napisałam- mam dla kogo żyć, mam kochaną córeczkę, kochanego
          partnera, pracę (o ironio- prowadzimy pub!!!)- czy jakaś cholerna wóda ma mi to
          wszystko spieprzyć? Już dość sobie w życiu napsułam, po co ciągnąć to dalej? Do
          czego mnie to doprowadzi? Bo na pewno do niczego dobrego...
          Myślę, że dla każdego alkoholika, na początku trzeźwienia, przerażająca jest
          świadomość- jak to? To już nigdy, do końca życia nie mogę się napić? Mnie też to
          przeraża...przecież życie toczy się dalej, są imprezy, wesela, imieniny,
          sylwestry- jak to tak- bez wspomagacza- dobrze się bawić??? Ludzie wokół piją, a
          ja nie mogę? Mnie nadal jest ciężko z tą świadomością, ale- jak to ktoś kiedyś
          mądrze na tym forum napisał- należy zmienić tok myślenia z 'nie mogę pić' na:
          'mogę nie pić'. To jest tylko i wyłącznie moja indywidualna, własna decyzja,
          którą podejmuję sama. Bo sama decyduję o swoim życiu. A to, co robiłam do tej
          pory, to nie był sposób na życie. To był sposób na śmierć. Dlatego: dzisiaj nie
          piję i życzę sobie i Wam wszystkim- pogody ducha! Bo mnie przyda się ona bardzo:)

          Pozdrawiam cieplutko,
          t.

          PS. Nie jestem od stawiania diagnoz, ale tak na początek- poproś swojego
          partnera, aby spróbował wypełnić ten oto test:

          www.alkoholizm.akcjasos.pl/122.php
          Ja na wszystkie pytania odpowiedziałam twierdząco;))), a rozwiązywałam go,
          wiedząc już, że jestem alkoholiczką, ale wiesz- łudziłam się, że może
          jednak..... Jeśli test wykazałby problem, to tak, jak ktoś już to pisał-
          kolejnym krokiem powinna być faktycznie rozmowa z terapeutą. Koniecznie
          porozmawiaj z partnerem. Jeśli natomiast on nie wykaże żadnej chęci zrobienia
          czegoś z tym problemem, i będzie coraz gorzej, to faktycznie- dopóki jeszcze
          możesz- nie pakuj się w to.
          Jeszcze raz pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego:)
          • yuraathor Re: Stina. 22.10.05, 15:09
            hej ,miło mi że ktoś zauważył i w dodatku pochwalił, cytując moje motto "nie
            mogę pić-mogę nie pić".pozdrawiam
            • tequilka Re: Stina. 22.10.05, 15:18
              yuraathor napisał:

              > hej ,miło mi że ktoś zauważył i w dodatku pochwalił, cytując moje motto "nie
              > mogę pić-mogę nie pić".pozdrawiam


              :-))) No właśnie wiedziałam, że z tego forum, tylko nie wiedziałam czyje- teraz
              już wiem:) Bardzo mądre motto, również pozdrawiam:)
          • stina212 Re: Stina. 24.10.05, 15:01
            dziękuję Tequilka za odpowiedź, sama nie zdaję sobie pewnie do końca sprawy co może zrobić alkohol z życia. Szczęścia i wytrwałości Ci życzę! Ja, cały czas myślę, wiem że on nie zrobi tego testu.. po prostu nie wierzy, że coś jest nie tak...jest młody, silny.. a człowiem wtedy mysli, że jest niezniszczalny, że wszystko może, więc on nawet nie bierze pod uwagę faktu... że coś jest nie tak. Dziękuję za Twoją historię raz jeszcze! Czytam tutaj wszystko. Szukam rozwiązania.
    • drak62 Re: nadzieja 21.10.05, 10:25
      Aby mieć 100% pewność należałoby udać się do poradni odwykowej i porozmawiać z
      psychologiem. W czasie takiej wizyty wypełnia się ankietę (dosyć szczegółową)
      na podstawie której można określić czy dana osoba jest uzależniona a jeżeli tak
      to w jakim stopniu.
      Przerwy w piciu (okresy abstynencji) są paradoksalnie jednym z objawów
      uzależnienia. Alkoholicy bardzo często chcąc udowodnić sobie i innym że nie
      mają problemu z alkoholem , robia sobie krótsze lub dłuższe przerwy. Osoby
      które nie są uzależnione nie muszą nikomu nic udawadniać. Jak maja ochotę to
      piją a jak nie mają ochoty to nie piją bez jakichkolwiek siłowych starań
      abstynencyjnych.
      • jerzy30 Re: nadzieja 21.10.05, 15:08
        stina - być alkoholikiem to nic strasznego - taka samachoroba jak inne - a może
        lepsza - operacji nie trzeba [wycinanie wysrostka robaczkowego, chemioterapii
        też nie trzeba [rak], zastrzyków z glukozy też nie trzeba - tzreba tylko unikać
        gorzały - to jedno co tzreba zrobić - tak więc nadzieja czy jest alkoholikiem
        czy nie to nic tu nie zmieni i nic nie da - jak mu gorzała przeszkadza,
        utrudnia życie, jak jeździ po pijaku, zawala ważne sprawy, myśli stale o
        gorzale, pije co pół roku ale do uchlania się. urywa mu się film, zaniedbuje
        się - to zapewne jest alkoholikiem - ale to on sam i tylko sam musi do tego
        dojść - nikt mu tego nie powie - chyba że psychoterapeuta - po zdiagnozowaniu -
        nadzieja to jest potzrebna do tego by .......... no właśnie nie wiem do czego
        jest ona potrzebna - moja mama przez 10 lat miała nadzieję że przestanę pić -
        przestałem nie pod wpływem jej nadziei ale dlatego że było coraz gorzej, coraz
        gorzej - beznadziejnie
        • stina212 Re: nadzieja 21.10.05, 15:45
          dziękuję za odpowiedzi, ta nadzieja to dla mnie... chciałam mieć nadzieję że to nieprawda... że to nie alkoholizm. On nawet nie bierze tego pod uwagę, że może być chory. Ten post był po to, żebym nie bała się zadać sobie pytania, czy chcę w to wejść... czy chcę wejść(może już tam jestem?) w życie może alkoholika... Zdaję sobie sprawę z konsekwencji. Jakaś część mnie (ta która nie daje się przeciwnościom) mówi, że uda mi się go uratować.. druga część śmieje się że jestem naiwna. Zadaję sobie pytanie co mam robić, czy chcę przez to przechodzić...wiem egoistycznie to brzmi.
          • drak62 Re: nadzieja 21.10.05, 15:55
            Jeżeli nie jesteście małżeństwem to szczerze radzę raczej daj sobie spokój.
            Zycie z alkoholikiem pijącym to trauma (zakładając ze faktycznie ma problem z
            alkoholem). Alkoholicy bardzo późno uświadamiają sobie są uzależnieni.
            Samoświadomosc przychodzi gdy znajdą się w sytuacji kompletnego krysysu
            (swoiste dno- różne dla różnych osób).
            • jerzy30 Re: nadzieja - uszy dogóry 21.10.05, 18:46
              od czasu kryzysu sprzed 15 lat - mojego dna - doczłapania się do AA i na
              terapię - uznania się za alkoholika [oj trudne to bylo!!!!!!!!!!!!!!!!!] - jest
              coraz lepiej i lepiej - poznatem fajnych ludzi, wspaniala Basię a teraz żonę
              [Alanon] zwiedzilem pół świata - tak więc życie z alkoholikiem może być też OK -
              jak on sobie tego nie uświadamia to po pewnym czasie jest nadzieja że sobie to
              uświadomi i zacznie coś robić - a Ty będziesz już świadoma -m.in. dzięki temu
              forum - może Twoje działania zadziałają na niego - na ogół tak jest - niech
              sobie poczyta to forum - tu są różne tematy - różne różniste
              • drak62 Re: nadzieja - uszy dogóry 24.10.05, 11:26
                Jerzy, ty piszesz o trzeźwiejącym alkoholiku świadomym swojego uzależnienia.
                natomiast obawy autorki dotyczą kogoś kto prawdopodobnie zmierza do
                uzależnienia. Dobrze wiesz że może minąć 10-15 a może wi więcej lat zanim ten
                ktoż nabędzie taką świadomość jak ty. Dlatego uważam że w przypadku autorki
                postu nie warto ryzykować współuczestnictwa w potencjalnym piekle uzależnienia.
                Pozdrawiam:)
                • stina212 Re: nadzieja - uszy dogóry 24.10.05, 15:12
                  dziękuję za odpowiedzi, i tak niestety muszę decydować sama... Dokladnie o to mi chodzi drak.. Chciałam usłyszeć czy mam w to "wchodzić". Chociaż pewnie już w tym jestem. Ta nadzieja wciąż choc nikła się tli.. "przecież jest młody i silny". Może nie będzie alkoholikiem. Dziękuję Jerzy za nadzieję na dobre życie..Ale ja chcę mieć dobre życie.. cały czas a nie po 10-15 latach picia...ja tez jestem młoda i silna:) wiec mi też sie wydaje że "wszystko mogę". To jest niebezpieczne, bo wydaje mi się, że mogę mu pomóc...
                  • drak62 Re: nadzieja - uszy dogóry 24.10.05, 15:26
                    Moim celem nie jest zniechęcanie cię do związku z męzczyzna który być moze ma
                    problem z alkoholem, ale uświadomienie że taki związek moze być źródłem dużych
                    cierpień. Natomiast to ze jesteście młodzi i silni nie ma nic do rzeczy.
                    Spotykałem 20 letnich alkoholików którzy byli i są bardzo silni.
                    W chorobie uzależnienia siła i silna wola kompletnie się nie liczą.
                    Istnieje takie błędne przeświadczenie że można siła woli kontrolować swoje
                    uzależnienie. W rzeczywistości nie można , to wszystko dzieje się w obszarze na
                    który nie mamy kompletnie wpływu (procesy psychiczne i biochemiczne).
                    Paradoksem jest to że alkoholik wtedy zaczyna ze soba coś robić (leczyć się)
                    kiedy sam uzna że jest bezsilny wobec alkoholu i silna wola zdecydowanie
                    przeszkadza w podjęciu takiej decyzji.Niestety.
                    • stina212 Re: nadzieja - uszy dogóry 25.10.05, 11:58
                      już takie słowa słyszałam "że alkoholik wtedy zaczyna ze soba coś robić (leczyć się)kiedy sam uzna że jest bezsilny wobec alkoholu" słyszałam je także w innym wymiarze, nie dotyczącym alkoholu... i myślałam, że je rozumiem, ale widzę, że wydawało mi sie tylko. Nadal pewnie tego nie rozumiem do końca, bo tego nie przeżyłam. I wiem, niestety, że zrozumiem te słowa tak naprawdę, jak "je" przeżyję. Ten człowiek wierzy w siebie bardzo i w swoje możliwości, uwielbia wyzwania, nie lubi słabości, i pewnie długo może trwać za nim dostrzeże fakt, że może ma problem ( ciągle mam nadzieję, że "może"). Dziękuję za odpowiedzi.
                      • jerzy30 Re: nadzieja - uszy dogóry 25.10.05, 14:36
                        stina12 - 10 czy 15 lat temu trudniej bylo trzezwiec - tak uwazam - mniej bylo
                        osrodkow terapeutycznych, mniesza wiedza, problem byl bardzie srywany. Teraz
                        jest to problem powszechny - ludzie bardzo pija czy narkotyzuja sie bo zycie
                        nas nie rozpieszcza - jest trudno z praca, trudno z zarobkami - tak wiec sie te
                        smutki i trudnosci zapija bo gorzala pozwala o tym zapomniec - no i wpada sie w
                        uzaleznienie. Z drugiej strony wiedza o uzaleznieniach jest coraz bardziej
                        powszechan i coraz bardziej otwarta - jak on uwaza ze wszystko jest ok to niech
                        sobie poczyta te forum - jak zobaczy ze ty wiesz na co on jest uzalezniony i ze
                        Ci na nim zalezy to z jednej strony bedzie juz wiedzial ze nie zakombinuje [no
                        wiesz jedno piwko?????????? - to tak dla ochlody - potem drugie i dziesiate] a
                        zdrugiej strony byc moze zacznie to picie ograniczac i cos z soba robic. moze
                        zrob mu fotki jak sie uwali - jak wyglada - to dziala czasami piorunujaco -
                        pokaz mu jaki jest "silny" i tej jego "wyzwania"i ze sobie daje rade "siam". W
                        kazdym razie trzymam za Ciebie kciuki i w tym sensie tez mam nadzieje jak ty.
                        • drak62 Re: nadzieja - uszy dogóry 25.10.05, 15:13
                          jerzy30 napisał:

                          > stina12 - 10 czy 15 lat temu trudniej bylo trzezwiec - tak uwazam - mniej
                          bylo
                          > osrodkow terapeutycznych, mniesza wiedza, problem byl bardzie srywany. Teraz
                          > jest to problem powszechny - ludzie bardzo pija czy narkotyzuja sie bo zycie
                          > nas nie rozpieszcza - jest trudno z praca, trudno z zarobkami - tak wiec sie
                          te
                          >
                          > smutki i trudnosci zapija bo gorzala pozwala o tym zapomniec - no i wpada sie
                          w
                          >
                          > uzaleznienie. Z drugiej strony wiedza o uzaleznieniach jest coraz bardziej
                          > powszechan i coraz bardziej otwarta - jak on uwaza ze wszystko jest ok to
                          niech
                          >
                          > sobie poczyta te forum - jak zobaczy ze ty wiesz na co on jest uzalezniony i
                          ze
                          >
                          > Ci na nim zalezy to z jednej strony bedzie juz wiedzial ze nie zakombinuje
                          [no
                          > wiesz jedno piwko?????????? - to tak dla ochlody - potem drugie i dziesiate]
                          a
                          > zdrugiej strony byc moze zacznie to picie ograniczac i cos z soba robic. moze
                          > zrob mu fotki jak sie uwali - jak wyglada - to dziala czasami piorunujaco -
                          > pokaz mu jaki jest "silny" i tej jego "wyzwania"i ze sobie daje rade "siam".
                          W
                          > kazdym razie trzymam za Ciebie kciuki i w tym sensie tez mam nadzieje jak ty.

                          Wiedza o alkholizmie wbrew pozorom nie jest tak szeroko dostępna, szeroko
                          dostępna jest dostępność do alkoholu (szczególnie piwa + nachalna reklama).
                          Aby zdobyć fachową wiedze trzeba bardzo chcieć. Osoby które piją (towarzysko,
                          szkodliwie, nałogowo) nie zaprzątają sobie głowy takimi rzeczami jak choroba
                          alkoholowa. W mniemaniu każdej pijącej osoby alkoholizm to abstrakcyjny problem
                          dotyczący innych . Przypomnij sobie jak reagowałeś na próby zwrócenia ci uwagi
                          że być moze masz jakiś problem z alkoholem. Rekcja )zgodnie z mechanizmami
                          obronnymi) jest tylko jedna- nie widzę najmniejszego problemu.
                          Znam alkoholoków (pewnie każdy z nas takich zna) którzy doszli juz do
                          kompletnej degrengolady fizycznej i psychicznej i na najmniejszą sugestię że są
                          alkoholokami reagują (co jest zrozumiałe ) oburzeniem. Tkwiąc w środku problemu
                          pijący alkoholik nie jest w stanie obiektywnie ocenić siebie i swojej sytuacji.
                          Wszystkie rozumne i racjonalne iluminacje przychodzą dopiero na etapie
                          aktywnego wychodzenia z nałogu - leczenia się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka